Pokazywanie postów oznaczonych etykietą v. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą v. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

5. Bad boys

Ogłoszenia parafialne : Nie ma szans, by to miało 5 części, ja nie potrafię się streszczać ;.; Wybaczcie. Będzie 6 rozdziałów. 
Jutro pojawi się prawdopodobnie kolejny rozdział I need U boy, przepraszam, że ostatnio tak to zaniedbałam, ale miałam wenę na to, a nie chcę tamtego pisać byle jak ;c



- Czego się napijesz? - Taehyung z zadowoleniem wprowadził Kooka do jasnej, przestronnej kuchni. Jego rodziców nie było, wyjechali, dlatego bez obaw mogli spędzić tutaj dzisiejszy dzień. Jeon nie był przekonany co do tego pomysłu, jednak w końcu przystał, Taehyung bowiem zaczął marudzić. Cóż. Nie da się ukryć faktu, że ich mieszkanie było przyjemniejsze niż jego klitka. Jasne kolory, eleganckie meble. Nie były to nie wiadomo jakie luksusy, ale widać było, że zarabiają zacnie i nie musieli zaciskać pasa.
Taehyung idealnie pasował do takiego klimatu. Jego niewinna twarzyczka i biel świetnie się komponowały, nie to co jego zagracony pokój.
- Hm. Obojętnie. - wzruszył ramionami. Opierając się o blat tuż przy chłopaku. Ten ucieszony podał mu szklankę soku, chowając butelkę do lodówki. Wpatrywał się jak pił, co było irytujące, jednak nie chciało mu się nawet na niego krzyczeć.
- Chodźmy. - złapał go za rękę i pociągnął i w stronę schodów, które prowadziły na piętro. Na górze znajdowały się trzy pary drzwi, do jednych podszedł blondyn i otworzył je, wchodząc do środka z brunetem.
Błękitne ściany, białe, drewniane meble, wielkie łóżko i półki wypełnione książkami i płytami. Pokoik dla aniołka, można było rzygać słodkością. W sumie... Poczuł się jak gangster w tym otoczeniu. Intruz jakiś... Strach cokolwiek dotknąć, bo zniszczy.
- Cieszę się, że w końcu mnie odwiedziłeś. - starszy przysiadł na łóżku, zmuszając niemal bruneta, by uczynił to samo. Ten nieco niechętnie opadł na nie zaciskając nieco wargi.
- Tsa...
- Jungkookie... Kochanie... Co ci jest? - Tae nadął policzki, zaciskając palce na jego dłoni. Jeon pokiwał jednak tylko głową, rozpinając swoją skórzaną kurtkę.
- Nic. Po prostu mam gorszy dzień.
- Rozumiem... Poleżymy sobie chociaż? - spojrzał na niego pytająco. Od razu stał się mniej wesoły, więc młodszy skinął głową z westchnięciem i położył się na łóżku, ciągnąc go do siebie. Ten szybko się wgramolił, kładąc głowę na jego ramię, przy tym mocno się wtulając. Od razu wrócił mu humor, zadziwiające.
- Hm... Taehyung... - zaczął, zerkając na niego kątem oka.
- Tak, kochanie?
- Czego najbardziej pragniesz? - olał te 'kochania', niech sobie mówi. Musiał jednak te pytanie zadać, bo od rozmowy z Jiminem czuł dziwny niepokój.
- Ciebie! - wyszczerzył się, cmokając go w policzek. - Chcę przy tobie zasypiać, budzić się. Robić ci śniadania i całować codziennie twoje usta.
Jeon zacisnął wargi. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał, nie takiej też się spodziewał. Temu dzieciakowi chyba naprawdę zaczynało zależeć, co on miał z tym fantem począć?
- A z rzeczy materialnych?
- Chciałbym polecieć na wycieczkę za granicę. Do Europy... Francja, Włochy, albo jeszcze lepiej, bo do Ameryki! Gdziekolwiek, byleby nie w naszych rejonach. - odparł, aż się zapowietrzając na samą myśl. Kook skinął głową, na pytanie zaś o czym on marzy, odparł krótko:
- Samochód. Jakiś duży i szybki. Nie mam zbyt wyszukanych marzeń.
- Oj tam. Każdy ma jakieś swoje, które dla niego są najlepsze. A samochód jest okej, mógłbyś do mnie przyjeżdżać i zabierać gdzieś za miasto. - zamruczał, pocierając nosem o jego szyję. Kook prychnął tylko i poczochrał jego włosy, obejmując go mocno.
- Ty zawsze doszukasz się korzyści dla siebie!
- Twoje szczęście, to moje szczęście! - wyszczerzył się, cmokając go w usta. Jeon pokręcił głową z niedowierzaniem, chowając go w swoich ramionach. W sumie nie był taki najgorszy...



***



Prawie nie czuł swoich pleców. Złapał za ostatni już karton i ruszył z nim w stronę magazynu, starając się nie stękać z bólu. Kilka godzin dźwigania robiło swoje, nawet ktoś tak przyzwyczajony do wysiłku jak on w końcu wymiękał. Położył ładunek na odpowiednie miejsce i ruszył w stronę małego pomieszczenia, gdzie przebrał się i odhaczył na liście, że wychodzi. Był brudny, zmęczony, najchętniej padłby tu i teraz na ziemię i zasnął, jednak musiał jeszcze dojść do domu. Całe szczęście, że mieszkał dwie ulice dalej, przynajmniej się nie nachodzi jak idiota. Nogi i tak odmawiały mu posłuszeństwa.
Po dłuższej chwili dotarł na swoje osiedle, gdzie pod blokiem dostrzegł Namjoona i kilku innych kumpli. Szlag by to, tylko ich mu do szczęście brakowało.
- Siema Kook! - odparł Kim, na co brunet skinął głową, opadając na ławkę, tuż obok Hoseoka, który palił fajkę.
- Co jest? - mruknął, sięgając po piwo któregoś z nich. Co jak co, ale zimny browar po pracy był czymś wspaniałym.
- To my możemy zadać ci takie pytanie. Co taki zmarnowany? - mruknął białowłosy, gasząc butem peta.
- Byłem w pracy. Padam na ryj.
- Ty? Praca? Uderzyłeś się w głowę? - Yoongi niemal nie opluł się piwem, reszta zaś gapiła się na niego jak na debila.
- No. Muszę. Jest kiepsko na chacie, a z fajek przecież nie zrezygnuję. Muszę trochę sobie dorobić, bo jest chujowo. - wzruszył ramionami. Wymówka była okej, w końcu nie ma szans, by się przyznał, że chce zrobić prezent jakiemuś chłopakowi, by utrzeć nosa pewnemu czerwonowłosemu skurwielowi.
- Ach... Jasne. Ojciec znowu chleje? - skinął głową Hoseok, wypuszczając z płuc dym.
- No.
- W każdym razie przywlokłem się tutaj, bo Yoongi widział coś dziwnego. - Jeon uniósł pytająco brew, wpatrując się w twarz Namjoona. Pewny siebie skurczybyk. - Zadajesz się z tym wkurwiającym bachorem ze sklepu.
Brunet wstrzymał na chwilę oddech. Nie wziął pod uwagę faktu, że reszta mogła ich zobaczyć razem, a w obecnej sytuacji nie było to zbyt dobre. Trzeba kłamać. Albo powiedzieć prawdę.
- To syn dyrka u nas w szkole. Doczepił się do mnie, więc jestem miły, siła wyższa. Jak mu podpadnę, tu wylecę na zbity pysk, ostatnia deska ratunku. - mruknął, prostując się nieco. - Jak pod górkę, to ze wszystkim, nie? Mam ostatnio jakiegoś pecha.
Namjoon chyba to łyknął, bo pokiwał głową, po czym tylko rzucił:
- To się wrypałeś. Już myślałem, że nas wychujałeś, ale jak widać jesteś dalej nasz. - klepnął go po ramieniu. - Leć spać, bo zaraz jebniesz i tyle z ciebie będzie.
- No, lecę. Siema! - mruknął i wstał, otwierając drzwi od klatki. Udało mu się, jak dobrze!



***



Taehyung zadowolony szedł z wielką torbą zakupów w stronę mieszkania Kooka. Ostatnimi czasy młodszy ciągle był zajęty pracą, przez co widywali się rzadziej, dlatego niemal jak na skrzydłach zmierzał w odpowiednim kierunku, byleby tylko zrobić mu obiad i wtulić się w te silne ramiona. Dostać jakiegoś klapsa w sumie też, ewentualnie ostry seks, który ostatnio był całkowicie nieziemski. Nie wiedział czemu, ale czuł się tak... inaczej. Nawet, jeśli czasami robili to nieco mniej brutalnie, to było mi dobrze, serce szalało mu jak opętane, a w brzuchu czuł coś dziwnego. Chyba zaczynał go kochać, kto by pomyślał...
Skręcił w stronę osiedla, nawet się nie rozglądając. Jeden jedyny budynek go interesował. Chciał być już w środku!
- Nie tak prędko.
Poczuł czyjąś wielką dłoń na ramieniu, siłą odwrócono go w drugą stronę. Rozchylił zaskoczony usta, widząc przed sobą tamtego tępego osiłka ze sklepu i kilku innych chłopaków, którzy wtedy tam byli. Niedobrze, niedobrze!
- Och... - zdołał z siebie wydusić tylko tyle. Zacisnął dłoń na torbie, zerkając w stronę drzwi. Był za daleko, nie zdążyłby dobiec i nacisnąć domofon, by Jungkook tutaj zszedł i mu pomógł. Sytuacja była patowa.
- Gdzie się wybierasz? - mruknął szatyn, wysoki, o nieco podłużnej twarz.
- Nie twój interes. - mruknął. Pyskowanie było kiepskim pomysłem, co jednak mu pozostało? Musiał kombinować, by zyskać na czasie, może Jeon wyjrzy przez okno i będzie dobrze. Przecież on sobie z nimi nie poradzi. Nigdy nie brał udziału w bójkach, nie potrafił się bić. Powalą go jednym ciosem.
- Pyszczysz się? Chyba nie wiesz z kim zadzierasz! - warknął koński chłopak, robiąc krok do przodu. Białowłosy go zatrzymał, samemu podchodząc do niego. Spojrzał z wyższością wymalowaną na twarzy.
- Czemu nachodzisz Jungkooka?
Otworzył nieco szerzej oczy. Skąd takie pytanie?
- Nie nachodzę, poza tym co cię obchodzi z kim się widuję? - zacisnął nieco wargi. Nie chciał okazywać słabości. Nie przed tym baranem.
- Obchodzi, bo ma cię dość i chce się ciebie pozbyć, a nie chce być niemiły. Jeśli go nie zostawisz w spokoju, to popamiętasz. - odparł osiłek, krzywiąc się. Młodszy przełknął ślinę, wpatrując się w niego zestresowany.
- J-ja... On mnie lubi, więc nie przestanę się z nim zadawać. - wypalił, robiąc krok do tyłu. - Zostawcie mnie, bo jak zobaczy, że coś mi robicie, to was zabije. - dodał, zerkając na boki. Może jak ucieknie w stronę głównej ulicy, to odpuszczą i go zostawią? W sumie co mu szkodzi?
Już miał zrobić krok w tamtym kierunku, gdy białowłosy złapał go z całej siły za marynarkę i pociągnął tak, że stracił równowagę i poleciał na ziemię, lądując na niej tyłkiem.
- Ach! - jęknął. Zabolało, bo beton był nierówny i opadł na chropowatą powierzchnię, czy raczej dziurę, której brzegi wbiły mu się w pośladki.
Otoczyli go. Jeden zatkał mu nagle usta jakąś szmatą, podczas gdy białowłosy złapał go za koszulę i uniósł nad ziemią. Zadrżał, chciał się wyrwać, ale był silniejszy. Teraz dopiero zaczął się bać. Nie wyglądali tak, jakby mieli żartować, a on nie miał jak krzyczeć o pomoc. W dodatku zaciągnęli go w miejsce, gdzie nie było żywej duszy, tylko ściany. Tak blisko Jungkooka, a zarazem tak daleko...
- Musisz oberwać za ostatnią akcję, bo chyba Kook cię nie ukarał odpowiednio. - starszy uśmiechnął się i z całej siły uderzył go pięścią w brzuch. Okropny ból rozszedł się po ciele. Czuł się tak, jakby zmiażdżył mu wnętrzności. Po chwili puszczono go, opadł na kolana, łapiąc się za brzuch.
- Proszę! - zaśmiał się białowłosy, po czy kopnął go bok, zamachnąwszy się uprzednio całkiem mocno.
Miał ochotę krzyczeć, ale wydał z siebie tylko zduszony jęk. Łzy napłynęły mu do oczy. Musiał wstać, uciekać. Ledwo się uniósł, gdy oberwał w twarz z pięści, po chwili zaś ktoś z całej siły kopnął go w łydkę tak, że stracił równowagę i upadł.
Ból. Czuł tylko cierpienie. Ból. Znowu uderzenie w twarz, gorąca ciecz. Czerwona. Złamali mu nos. Łzy spływały mu z oczu, cały się trząsł, nie miał jednak siły nawet się ruszyć, a tamci nie przestawali. Nie białowłosy, który zaczął go kopać po żebrach, łamiąc je przy okazji, nie szczędził głowy, nóg, rąk. Słyszał chrupanie. Chyba go połamali, jednak w tym nadmiarze bólu nawet już nie wiedział, gdzie go bili. Zrobili z niego miazgę, widział tylko krew, która spływała... z czoła? Czy to ta z nosa?
Bolało. Tak bardzo bolało. Gdzie jest Jungkook? Czemu go tutaj nie ma? Było mu tak źle... G-gdzie...



***



Usłyszał dźwięk karetki. Nieco leniwie wyjrzał przez okno. Za rogiem widział światła pojazdu, jednak niezbyt go to interesowało. Odpalił papierosa, rozglądając się dookoła. Podwórko jak zwykle było puste, poza...
- Hm? - mruknął sam do siebie, nieco się wychylając. Jakaś biała torba, obok czarna, chyba skórzana, całkiem elegancka. Prawie jak ta Taehyunga... Chwila! Wyrzucił peta i szybko wybiegł z domu, szybko przeskakując przez schody. W sekundę znalazł się na dole, biegnąc w stronę znaleziska. Tak, to jego torba, co do cholery?!
Odwrócił się w stronę karetki, ruszając w jej stronę. Było to absurdalne, ale co miał zrobić? Na noszach leżał ktoś cały we krwi. Nieco niepewnie podszedł, po czym coś go ścisnęło w środku.
Taehyung. Cały zmasakrowany, nieprzytomny. Krew na całym ciele, zaplamione, brudne ubrania, ledwo go poznał.
- Tae... - wyjąkał, nie zwracając uwagi na policję, która zaczęła coś do niego mówić. - Taehyung... - zadrżał nieco, chcąc znaleźć się bliżej, jednak szybko ratownicy wsadzili go do karetki. On stał jak wryty, dopiero po chwili podeszła do niego jakaś kobieta.
- Znasz go?
- Och... Co się mu stało? - nie wiedział, co się działo dookoła.  Czemu był w takim stanie?
- Halo! - złapano go za ramię, dopiero wtedy jakoś się otrząsnął.
- Um. Kim Taehyung. - szepnął, wpatrując się w odjeżdżającą karetkę.
- Masz numer do rodziny? Kim jesteś?
Nieco niemrawo podał adres czując, że ziemia się pod nim zapada. Musi jechać z nim, musi!
Ruszył pędem w stronę przystanku autobusowego. Szybko wskoczył do pierwszego lepszego, który na szczęście jechał w rejony szpitala. Serce waliło mu jak oszalałe. Jak? Dlaczego?!
Ciągle miał przed oczami tę twarz, zasłoniętą jakąś szmatą, która chyba miała go zagłuszyć... On był tak blisko... Pobili go pod jego nosem... Nie uratował go...
Droga mu się niesamowicie ciągnęła. Czuł się tak, jakby miał umrzeć. Rozrywało go w środku. Jak go zabili? Jak umrze? Nie mógł odejść!
W jego głowie panował chaos, chciał już być przy nim, dowiedzieć się, że będzie z nim dobrze. Wyleciał z autobusu i zaczął biec w stronę białego budynku. Był szybki, jednak i tak za wolny. Gdy znalazł się w środku od razu zestresowany podszedł do recepcjonistki.
- Kim Taehyung, przed chwilą przyjechał.
- Drugie piętro. - odpowiedziała kobieta i już miała coś dopowiedzieć, jednak Jeon znalazł się w tym czasie na schodach, pędząc na te nieszczęsne piętro.
Nie znał się na tym wszystkim, ale chyba było źle. Jakaś sala, chyba operacyjna. Nikogo nie było w pobliżu, nie wiedział co robić. Nagle usłyszał czyjeś kroki. Odwrócił się i dostrzegł jakąś kobietę, za nią zaś szedł ojciec Taehyunga i lekarz.
- Moje biedne dziecko!
Była zapłakana, ojciec też roztrzęsiony. Nie widział go nigdy w takim stanie.
- Doznał sporych urazów, kilkakrotnie uderzono go w głowę, ma połamane żebra i nogi. Wykonana została tomografia, teraz przeprowadzany będzie zabieg. Krwiak może być niebezpieczny, ale zrobimy co w naszej mocy, by z tego wyszedł.
- Uratujcie go! Błagam! - jęknęła kobieta, Jeon zaś jakby wrósł w ziemię. Krwiak? Był tępy z biologii, ale to brzmiało niebezpiecznie. Zadrżał, wpatrując się w lekarza, jakby czekając na to, że powie, że Taehyung jest bezpieczny i zaraz wyjdzie ze szpitala.
Nagle poczuł na sobie spojrzenie dyrektora. Sparaliżowało go. Mężczyzna wyminął lekarza, który uspokajał kobietę, po czym stanął naprzeciwko niego.
- Co tutaj robisz, Jeon? - jego ton nie był groźny, ale stanowczy. Chyba był zbyt przerażony, by się wściekać.
- Um... Znaleziono go w okolicach w których mieszkam. Szedł do mnie.
- Do ciebie?
- Tak.
Mężczyzna jakby trawił jego słowa, po czym jego nozdrza się poruszyły.
- Nawet jeśli nic nie robisz, to sprawiasz problemy. Gdybyś trzymał się z daleka, to do tego by nie doszło. - mruknął, po czym wrócił do żony, którą objął ramieniem.
Jungkook zadrżał i opadł na krzesło, chowając twarz w dłoniach. To jego wina. Gdyby się nie poznali, gdyby nie dał im szansy, a to zakończył, to nie znalazłby się na tym patologicznym osiedlu, nie dorwaliby go. Mały, bezbronny Taehyung i ludzie pokroju Jeona. Biedak... Jak musiał cierpieć.
Dlaczego? Dlaczego?!



***



Po dwóch godzinach wyszli z nim, od razu przechodząc do innej sali, gdzie miał odpoczywać po operacji. Pozwolili siedzieć tam rodzicom, którzy byli roztrzęsieni.
Chciał tam wejść, ale nie wpuścili go, bo nie był rodziną, nikim bliskim. Jego chłopak był w takim stanie, on zaś mógł tylko siedzieć przed salą, wpatrując się w białą ścianę, od której dostawał już kota. Siedział tutaj od południa, na dworze zaś było już ciemno, a ani przez minutę nie mógł popatrzeć na Tae. Nie miał jak złapać go za dłoń, pogładzić po policzku.
- Że też masz czelność się tutaj pojawiać.
Uniósł głowę, wbijając wściekłe spojrzenie w Jiminie, który patrzył na niego równie nienawistnie.
- Pierdol się, Park. - warknął, prostując się. Jeszcze tylko tego pajaca tu brakowało.
- Poniosło Cię, dupku?! Pewnie to ty go tak zlałeś, ale boisz się przyznać! Jak tylko sytuacja się uspokoi, to cię zabiję. - odparł, po czym stanął przed drzwiami do sali Tae.
- Nic mu nie zrobiłem palancie. - powiedział cicho. Nie miał nawet siły się z nim kłócić, chciał tylko zobaczyć tego malucha... - Nie wpuszczą cię.
- Jestem Park Jimin, nie jakiś śmieć Jeon. Oczywiście, że tam wejdę i zajmę się Tae. - uśmiechnął się złośliwie i zapukał. Otworzył mu dyrektor, który westchnął i odparł:
- Jakby coś się działo, to daj nam znać.
Park skinął głową.
- Spokojnie, od razu się odezwę. Niech państwo idą odpocząć, będę z nim całą noc.
Rodzicie wyszli, matka cała zapuchnięta, Jimin zaś tylko spojrzał na niego jak na gówno, po czym zamknął drzwi.
Szlag by to! Jakim prawem ten idiota mógł tam być, podczas gdy go nawet na korytarzu nie chcieli widzieć?! Czemu do cholery nie był bogatym debilem, czemu był tylko sobą?! Chciał tylko być przy nim, trzymać go za rękę... Dlaczego nie mógł?!



***


Minęło kilka dni. Jimin starał się przebywać z Taehyungiem jak najdłużej. Jego rodzicie pracowali, byli więc mu wdzięczni za opiekę, a on sam nie narzekał. Spędzał z nim czas, chociaż było to troszkę przykre. Podłączony do tych wszystkich maszyn, cały w bandażach i gipsie, poraniony. Było mi widać tylko kawałek twarzy, chociaż i tak był piękny.
Ściskał jego dłoń, gładząc ją czule. Biedny, mały chłopiec. Gdyby tylko wybrał go, to byłby bezpieczny i cały. Znajomość z tym podczłowiekiem tylko go zniszczyła. Nadal był przekonany, ze to wina tamtego. Mógł go pobić, przecież robił to regularnie. Chciał o tym powiedzieć policji, ale to oznaczałoby wyjawienie tego, że chłopak jest gejem, a nie wiadomo jak dyrektor by na to zareagował. Lepiej, by to sam Kim zdał policji relację. Pech w tym, że ciągle spał.
Ten pieprzony brutal jeszcze ciągle przesiadywał pod drzwiami jak psychopata, nie rozumiejąc, że nie jest tu mile widziany.
Nagle poczuł ścisk na swojej ręce. Serce zabiło mu mocniej. Taehyung otworzył oczy, nie bardzo chyba kontaktując.
- G-gdzie ja jestem?
- W szpitalu, maluszku. - nachylił się nad nim, delikatnie się uśmiechając. Kamień spadł mu z serca.
- Um... Gdzie Jungkook? Jest tutaj? - spojrzał na czerwonowłosego, a ten aż zadrżał. Obudził się po takim czasie i od razu pyta o tego dupka?! Chociaż, chwila...
- To on cię pobił, Taeś? On cię tak zmasakrował? - Jimin przysiadł na jego łóżku, wpatrując się w niego uważnie. - Nie kłam, proszę. Prawie umarłeś...
- Nie... - jęknął blondyn, starając się poruszyć, ale nie wyszło mu to niestety. - Jacyś ludzie... starsi... - mruknął, zaciskając palce na jego dłoni nieco słabo. - Gdzie on jest?
- Nie wiem, Taeś. Siedzę z tobą codziennie, nie widziałem go jeszcze ani razu. - skłamał, przybierając nieco zasmuconą minę. To jedyna okazja, by nabić sobie punktów. Fakt, że Jeon był nikim i ojciec Kima mu nie ufał, tylko mu pomagał. Mógł zniechęcić go do niego.
- Och... M-może jest zajęty... - wyjąkał, przymykając powieki.
- Może... - skinął głową, w środku się ciesząc. Jeszcze trochę, a o nim zapomni. Już on się o to postara!







Zapraszam do komentowania ;)

sobota, 11 lipca 2015

2. Bad boys

Ostrzeżenia : wulgarne słownictwo, +18, ostre sceny seksu, bdsm! 
Ta seria to typowy smut, nastawiona jest na seks i łóżkowe zabawy, uprzedzam już na starcie. 







Uśmiechnął się pod nosem, wychodząc z sali. Wsunął pod pachę teczkę, nieśpiesznie zmierzając w stronę pomieszczenia, w którym urzędowała szkolna rada. Na szczęście nie było to daleko, dlatego po kilkunastu sekundach wsunął klucz do dziurki i przekręcił go, przekraczając próg. Przymknął drzwi, rzucając dokumenty na stolik, po czym z cichym westchnięciem przysiadł na miękkim fotelu. Wysunął z kieszeni telefon i odczytał wiadomość. 
Cóż. Nie brał nawet pod uwagę innej odpowiedzi, jednak mimo wszystko poczuł przyjemny ucisk w okolicach podbrzusza. Miał niesamowitą ochotę na więcej. Wczoraj czuł się wybornie, czego dowodem były siniaki i poranione plecy. Wprawdzie i tak spodziewał się większej brutalności, jednak nie miał na co narzekać. Jeszcze nauczy dzieciaka odpowiedniego, sadystycznego podejścia do życia i seksu. I tak ma dobre podstawy, więc wszystko jest na dobrej drodze.
Otworzył oczy, szybko odpisując.
"Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że pokażesz mi, że jesteś prawdziwym mężczyzną. Potrzebuję Cię, kochanie <3"
Ach, jak słodko. Zaraz się rozczuli!
Schował telefon i sięgnął po butelkę wody. Odkręcił ją i upił łyk. Kto by pomyślał, że tak łatwo uda mu się do niego dotrzeć...
Gdy Jimin postanowił odpuścić sobie rolę przewodniczącego, od razu uprzedził go, że w szkole są wyrzutki, na które lepiej uważać. Jeon Jungkook był numerem jeden na liście. Chamski, prostacki, z niezbyt dobrej rodziny. Wagarowicz i ktoś, z kim lepiej się nie zadawać, a zwyczajnie ignorować. Jakże on, Kim Taehyung, mógłby sobie darować? Już wcześniej słyszał o tym irytującym pierwszaku, który nie stronił od bójek i którego frekwencja była przerażająco niska. Pierwszy semestr zdał cudem, zapewne wyliczał sobie ile dni musi być na zajęciach, by być klasyfikowanym... Poza tym legendy o jego agresji również było co najmniej intrygujące, żeby nie powiedzieć, że podniecające. Od razu więc postanowił coś z tym fantem zrobi. Musiał zdobyć tego chłopaka i sobie go podporządkować, oczywiście tylko emocjonalnie. 
Łączyły się tutaj dwa cele - chciał pokazać Parkowi, że był lepszy w pilnowaniu uczniów, a po drugie... Nie da się ukryć, że brutalność była jego fetyszem. Był stuprocentowym masochistą, potrzebował więc kogoś, kto był nieobliczalny, kto sprałby mu dupsko i porządnie przerżnął. Tak, jak wczoraj. 
Ach, był naprawdę pomysłowy! Śledzenie go po zajęciach, wymuszona kłótnia z tym głupim wielkoludem... Przez myśl mu by nie przeszło, że ten blondyn był takim upośledzonym kretynem. Kto by się sprzeczał o chrupki?! W każdym razie ten jeden raz głupota innych go nie przerażała, wręcz była pomocna. Tak jak i ładna twarz. 
Delikatne, gładkie ciało, wielkie oczy i długie rzęsy, niewinny wygląd i zgrabna figura. Tylko prawdziwie heteroseksualny mężczyzna nie skoczyłby mu na ratunek, a Jeon miał w sobie tę gejowatość. Owszem, dobrze ukrytą, ale gejdar bywał w jego wypadku niesamowity, od razu wszystko wyczuł. Potem trzeba było zdać się na swoje uwodzicielskie zdolności i chłopak był jego. Ach! Na same wspomnienie robiło mu się gorąco. 
Te podduszanie... I moment, gdy go rzucił o ścianę! Do teraz bolały go plecy od tego uderzenie, nie wspominając o pośladkach i siniakach na biodrach. Ten seks był jednym z lepszych, z czystym sumieniem mógł to powiedzieć. Teraz wystarczy go prowokować i wkurzać, najeżdżać na ambicje i będzie coraz ostrzej. 
- Ach! Jungkookie! - westchnął i rozmarzony sięgnął po długopis i notatki.



***


- Cieszę się, że znalazłeś dla mnie czas. - zamruczał mu do ucha, uśmiechając się szeroko. Był pewien, że nie miał żadnych planów poza wyniszczaniem swoich organów alkoholem i papierosami, więc to dla niego żadne wyrzeczenie, ale starał się zgrywać chociaż pozory. To niezbyt dobra pora na bycie szczerym, trzeba się pilnować, aż chłopaczek nie poczuje, że może zachowywać się na luzie. Teraz traktuje to trochę jak obowiązek, bo zapewne słyszał czasami o wrednym Kimie, który zawsze wynajdzie coś złego na wroga, a ten w błyskawicznym tempie znikał z tej szkoły, w dodatku z negatywną opinią. Tracił zatem szansę na dostanie się do innej placówki na podobnym poziomie, co skutkowało spieprzoną przyszłością. Nawet taki buntownik wiedział, że ukończyć liceum trzeba, nie ma innej opcji. Poza tym... Nie musiałby nawet nic kombinować, on sam miał na tyle nieciekawą przyszłość, że wystarczyło wpisać kilkanaście bójek do protokołu i Jeon Jungkook powiedziałby papa! Miał jednak szczęście, że był przystojny i miał w sobie sporo męskości. Nawet fakt, że jest młodszy, jakoś mu nie przeszkadzał. Siła, odpowiednio umięśnione ciało, słuszny wzrost, nie miał zastrzeżeń, w końcu nie wiek robi z człowieka mężczyznę, poza tym głupszym lepiej sterować.
- Spoko. - mruknął tylko brunet, jakby za karę krocząc obok niego w stronę bloków w których, według tajnych notatek przewodniczącego, pomieszkiwał. Nieprzyjemna okolica, typowo robotnicza, czyli kolesie pod klatką, którzy plują i zachowują się jak świnie, podobnie zresztą wyglądają. Nie pasował tutaj ze swoimi drogimi, eleganckimi koszulami, idealnie ułożonymi włosami. Nie miał zamiaru jednak narzekać, w końcu i tak pieprzyli się w gorszym miejscu. Teraz chociaż będą mieli łóżko.
Młodszy otworzył drzwi od klatki i wszedł pierwszy. Zero kultury, ale czego się spodziewał? Ważne, że go wpuścił.
Mieszkał na drugim piętrze, nie było windy. Śmierdziało trochę starością, na szczęście drzwi od mieszkania były całkiem przyzwoite, więc śmiało przekroczył próg. Mały korytarz, gdzie zdjął buty i grzecznie wszedł do pokoju, w którym zniknął chłopak. Jeju, jego garderoba była większa! Jak on się tutaj mieścił?!
Ściany poobklejane plakatami jakiś zespołów, pomalowane na ciemne kolory, porozwalane płyty i ubrania. Bez wątpienia nie dbał o porządek.
Już miał sobie usiąść, gdy usłyszał dźwięk zamka i głos bruneta.
- Rozbieraj się. 
Spojrzał na niego zaskoczony.
- Że...
- Masz się kurwa słuchać. - warknął i podszedł do niego, łapiąc za materiał koszuli i bez większych oporów rozrywając ją. Taehyung aż wstrzymał oddech. Jego ulubiona, jak mógł...
- Jung... - zaczął, ale nie miał okazji zakończyć. Jeon złapał go za podbródek dość mocno i przysunął swoją twarz do jego.
- Powiedziałem, że masz się rozbierać do cholery. Chciałeś, to masz, ze mną nie będzie cackania, robimy to po mojemu. - mruknął, łapiąc go zębami za dolną wargę. Przegryzł ją do krwi, następnie zaś odsunął się i rozpiął swoje spodnie. 
Starszy zarumieniony szybko pozbył się ubrań, prezentując swoje zgrabne ciało chłopakowi, który nie wykazywał jednak większego zainteresowania.
- Klękaj.
O cholera. On jest niemożliwy! Tak bez wstępu, czegokolwiek?! Nie było nawet odpowiedniej atmosfery... Trzeba było się jednak dostosować, więc nieco niechętnie opadł na kolana i spojrzał na niego z dołu.
- Co teraz?
- Po pierwsze, masz mówić do mnie Panie. Po drugie... Doskonale wiesz, co robić. 
Skinął głową, i nabrał powietrza w płuca. Seks oralny nie był dla niego nowością, jednak nigdy nie dochodziło do tego w takich okolicznościach. Wyjął jego członka z bokserek i spojrzał na niego, powoli wsuwając do ust główkę. Młodszy niemal natychmiast wplótł dłonie w jego włosy, zdecydowanym ruchem przyciskając go do swojego krocza, na co Tae nie mógł zrobić niczego innego, jak wzięcie go całego, aż po samo gardło. Był całkiem spory, więc chwilowo poczuł mały dyskomfort tym bardziej, że Jeon był niecierpliwy i szarpnął go za włosy.
- Bierz go, szmato. Nie opierdalaj się. - pociągnął go za włosy, niedelikatnie, ale przyjemnie. Ach! Władczy! Całkowicie podjarany tymi chamskimi słowami zaczął poruszać głową, biorąc go najgłębiej, jak tylko potrafił, dłonią zaś masował jego jądra. Ciche westchnięcia chłopaka były przyjemne, a duże dłonie, które zmuszały go do bardziej energicznych pieszczot, były wręcz niesamowite.
Poruszał biodrami, biorąc go w usta, jak gdyby były to jego pośladki. Przez chwilę miał wrażenie, że nie da rady i się udławi, jednak na szczęście udało mu się uniknąć kompromitacji. Zamiast tego spojrzał z dołu na chłopaka, który uśmiechnął się pogardliwie, bez uprzedzenia dochodząc po dłuższej chwili w jego usta. Lepki płyn spłynął po jego brodzie, starł więc go dłonią. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, miał ochotę na jeszcze, jego członek był już twardy, ciało zaś gotowe na kolejne doznania.
Jeon jednak przysiadł jak gdyby nigdy nic na fotelu i skinął głową na blondyna.
- Wskakuj na łóżko.
Starszy uczynił to, następnie kazano mu rozchylić nogi, co również zrobił.
- Masz. - rzucił mu lubrykant. - Przygotuj się.
- Że... sam? - jęknął, wytrzeszczając oczy. Miał sobie robić palcówkę?!
- Sprzeciwiasz się? - warknął, wstając. Wysunął z kieszeni zapalniczkę i bez większych oporów przyłożył ją do sutka chłopaka i odpalił.
- ACH! - pisnął, odskakując natychmiastowo. Łzy zalśniły mu w oczach. 
- Teraz rozumiesz, prawda? - uśmiechnął się brunet i wrócił na swoje miejsce, wyciągając papierosa. Zapalił, zaciągając się dymem. Wyglądał jak alfons, który sprawdza, czy dziwka jest odpowiednio przygotowana. 
Nalał na palce płynu, po czym pociągając nosem rozchylił uda, powoli wsuwając jeden do środka. Jęknął cicho. Nieprzyjemne uczucie. Lepiej było, gdy robił to ktoś inny.
Poruszał się w sobie, przymykając powieki. Upokarzające, okropne, ale i podniecające. Nie miał pojęcia, czemu nakręcał się, skoro ewidentnie traktowano go źle, jednak chyba nie chciałby tego zmienić. 
Wbił wzrok w palącego chłopaka, wsuwając drugi. Były niesamowicie długie, więc mógł siebie mocno i dogłębnie spenetrować. Otarł się o swoją prostatę, z jego ust zaś wydobył się przeciągły, kuszący jęk. Ponowił czynność, raz po raz pieszcząc czuły punkt.
Jego niski głos rozbrzmiewał w pokoju. Niezbyt mu się podobało samozaspokojenie, ale przecież nie miał nic do powiedzenia.
Jeon nagle wstał, zrzucił z siebie bluzkę, niemal natychmiast lądując na łóżku. Złapał go za nadgarstek i wysunął bez żadnej delikatności z dziurki. Złączył dwie dłonie razem i szybko obwiązał je jakimś sznurkiem na tyle mocno, że materiał wpijał się w delikatne nadgarstki. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję zaczepił sznurek o pręt łóżka.
 - Ach... Panie... - wyjęczał, wpatrując się w niego z niemałą fascynacją. Zapowiadało się to niesamowicie przyjemnie. Zacznie go karać? Ostro rżnąć? Tak! Tak! Tak!
- Pobawimy się, laleczko. - na twarzy chłopaka pojawił się dziwny uśmiech. Wredny. Niespodziewanie nachylił się nad szyją blondyna i zaczął ją... całować. Namiętnie, seksownie, mokro... Jego język szalał, zostawiając mokre ślady.
- Och... - jęknął, gdy zęby delikatnie złapały za skórę i ją pociągnęły. Nie sądził, że potrafi być tak czuły... Jego dłoń zaczęła masować jego tors, podszczypując. W drugiej nadal trzymał papierosa, którego jak gdyby nigdy nic zgasił na biodrze Tae.
- Aj! 
Ból, całkowicie inny niż dotychczas. W połączeniu z pocałunkami... Kosmos. 
Zsunął spodnie i po nawilżeniu penisa wszedł w niego od razu do końca. Cudownie, wspaniale. Uwielbiał moment, gdy członek go tak rozciągał i sprawiał, że małe łzy pojawiają się pod powiekami. 
- Będę romantyczny, cieszysz się? Rozgrzeję Cię do granic możliwości... - zamruczał zmysłowo, wpijając się w rozchylone wargi Tae. Jego język był jak wąż, oplatał ten starszego, pieszcząc podniebienie całkowicie oszałamiająco. To nie było zwyczajne, głupie memłanie językiem, a prawdziwy pocałunek, przepełniony męskością, wyższością bruneta. Był idealny. W tym momencie Kim poczuł się jak bezbronny, mały chłopiec, który nie mógł nic przeciwko temu facetowi z krwi i kości.
Nagle usłyszał jakiś dźwięk i gorąco przy boku. Chciał się wyrwać, ale w tym samym momencie młodszy poruszył się w nim zdecydowanie, uderzając w prostatę. Zaczęło się. Szybkie, zdecydowane ruchy zawsze idealnie wymierzone. 
I ogień.
Podpalał go. 
Biodra, uda, ręce, tors.
Nie miał nawet jak się odsunąć, gdyż tkwił w nim jego członek, zaś ręce były skrępowane. 
Krzyczał z bólu. Jęczał z przyjemności. 
I jeszcze te usta, które chciały go zagłuszyć, całując z namiętnością.
Serce waliło mu jak oszalałe.
Bolało. Tak bardzo bolało.
Było cudownie, zmysłowo. Tak nieziemsko...
Sprzeczność, całkowita.
Ledwo oddychał, nie mógł nawet skupić myśli na czymkolwiek. Nigdy nie czuł się tak dobrze, jak teraz. Żaden seks nie dawał mu takiej radości. 
- Krzycz. - mruknął Jeon, uderzając mocno w prostatę i podpalając w tym samym momencie jego sutek.
- Panie! Ach! Kook! - zacisnął na nim mocniej uda, wyginając się w łuk. Nie potrzebował nawet ruchów na swoim członku, by się niesamowicie podniecić. Kolejny ruch. atak na szyję i doszedł na niego. 
- Nieładnie... Będzie kara... - mruknął, po czym wsunął się w niego ostatni raz i doszedł w nim. 
Ledwo oddychali. Jeon opadł obok, starając się złapać oddech.
- Ubrudziłeś mnie. 
Podpalił sznurek, uwalniając jego ręce, które były poranione niemal do krwi. 
Tae rozmasował je delikatnie, po czym chciał się przytulić, jednak ten pokiwał głową przecząco.
- Kara. Wypnij się.
Starszy spojrzał na niego lekko przerażony, jednak ostatkiem sił przewrócił się na brzuch i wypiął pośladki, po których spływała sperma bruneta. Drżał cały, ledwo się trzymał w tej pozycji.
- ACH! - krzyknął, gdy poczuł silne, przeszywające uderzenie. To nie była ręka.
Opadł na łóżko, patrząc kątem oka na Kooka, który rzucił na ziemię skórzany pasek.
- Teraz jest dobrze. - odparł i położył się obok niego.
Starszy nadął nieco policzki i przysunął się do niego, wtulając w umięśniony tors. 
Zawsze po wszystkim potrzebował dużej dawki czułości, musiał się poprzytulać, pomiziać. Czuć się bezpiecznie po prostu.
- Jungkook... Dziękuję, jesteś cudowny.
- Wiem. - westchnął i sięgnął po kołdrę, którą ich przykrył.
Starszy uśmiechnął się słabo i pocałował go w policzek. Teraz powinni się słodko dotykać, głaskać. Jeon powinien objąć go ramieniem i powiedzieć, że jest śliczny... 
Czemu tego nie zrobił?
- Jungkook...
- Co znowu? - warknął, zerkając na niego z niezadowoleniem.
- Obejmij mnie, proszę...
Brunet przewrócił oczami i położył się na boku, łapiąc go mocno w pasie. Przyciągnął go do siebie, chowając w swoich ramionach. 
- Może być?
- Tak, dziękuję.






Proszę o komentarze ;)

wtorek, 7 lipca 2015

1. Bad boys

Na życzenie: Lulu
Gatunekyaoi, smut
Ostrzeżenia: +18, wulgarne słownictwo
Pairing: VKook









Zaciągnął się dymem swojego taniego papierosa, po dłuższej chwili wypuszczając szary obłok przed siebie, tworząc nim równe, zgrabne kółeczka. Nic tak nie rozluźniało jak poranne dotlenienie płuc przed szkołą. Zerknął na pośpiesznie zmierzających do budynku uczniaków, uśmiechając się pod nosem z politowaniem. Sam zawsze na wszystko miał czas, nie miał zamiaru gnać na złamanie karku, byleby tylko znaleźć się w klasie przed nauczycielem. W sumie to i tak zawsze był po nim, więc co mu szkodzi. Bardziej już go w tej szkole nie znielubią, był wrogiem belfrów numer jeden, dzieciaki też za nim nie przepadały. Zresztą gwoli ścisłości, to nawet nie chodziło tu o sympatię, bo z nimi nie rozmawiał. Zwyczajnie się go obawiały. Był wulgarny, cwany, miał własne zdanie na każdy temat i nie bał się go wyrażać, czasami dość dosadnie. Nie chciał się nikomu przypodobać, był nazbyt szczery i za nic miał sobie jakiekolwiek zasady. Po szkole nigdy grzecznie nie wracał do domu, tylko chadzał ze znajomymi w nieciekawe, według reszty społeczeństwa, miejscówki, w których pił to, co lubił, palił i zachowywał się całkowicie naturalnie.  
Rzucił peta na ziemię i zdeptał go, bez pośpiechu ruszył w stronę wejścia do wielkiego budynku. Wsunął dłonie do kieszeni i w kilku podskokach pokonał wszystkie schody, skręcając w odpowiedni korytarz. Wszędzie było już pusto, czego nie skwitował nawet westchnięciem. Otworzył pierwsze drzwi i wszedł do środka, pod nosem mrucząc coś, co brzmiało jak 'dobry'. I tak cud, że mu się chciało, zazwyczaj siadał bez zbędnych grzeczności w swojej ostatniej ławce.
Nauczyciel powiedział mu dzień dobry, nawet nie komentując spóźnienia. Jaki był w tym sens, skoro robił tak już od pół roku, w zasadzie dzień w dzień chyba, że całkowicie sobie odpuszczał naukę danego dnia?
Wciągnął swój zeszyt, po czym wygodnie usadowił się na krześle, wpatrując się w nauczyciela, który zaczął swój monolog. Nudziło go to niemiłosiernie, ale musiał zdać, chociaż niezbyt mu na tym zależało. Na ten moment wszystko było dla niego bezsensownym wysiłkiem. 

Kolejne godziny. Krótkie przerwy, podczas których nawet nie miał zbytnio siły, by udać się na boisko i zajarać. Siedział w sali, wyłączając się całkowicie, od czasu do czasu odpisując tylko na wiadomości, które wysyłali mi starsi kumple. Kolejna impreza w tym samym gronie, więc chyba to jego ostatni raz w szkole w tym tygodniu. Z uśmiechem zsunął się z krzesła i złapał za torbę, wychodząc z budynku po usłyszeniu dzwonka. Sprawnie przeszedł dziedziniec, kierując się w stronę sklepu, w którym mieli się spotkać za kilka minut. Na szczęście miał blisko, nie musiał więc jakoś wybitnie się śpieszyć, by zdążyć. Nie to, by bardzo mu zależało na punktualności, ale zawsze to cenne minuty, które można poświęcić na opróżnienie kolejnego piwa. To już zawsze jakaś motywacja, prawda? 
Pod małym budynkiem stało już kilku jego znajomych. Ubrani na luzie, jednak w ciemnych kolorach, niezbyt eleganccy. Nie należał do osób, które wzbudzały szacunek. Tylko respekt i strach, był tym złym, przed którym mamusie przestrzegały swoje córeczki, zaś ojcowie woleliby, by ich dzieci wstąpiły do zakonu, aniżeli spotykały się z takim marginesem. Mu ta opinia się podobała. Nie był grzeczny, nie był ułożony. Żył po swojemu, dlatego w równie szalonym towarzystwie się obracał. Ludzie bez zasad, cali oni.
- Siema. - przywitał się skinięciem głowy, pocierając palcem o nos, nieco nim pociągając. Tamci odpowiedzieli równie entuzjastycznie, następnie weszli do środka, zmierzając w odpowiedni dział. Każdy wziął sobie kilka piw, bądź też jakiś niezbyt wyszukany trunek, po czym większość udała się do kasy. Chłopak krążył jeszcze trochę, szukając czegoś do przekąszenia, podobnie jak jego kumpel, z którym trzymał się dość mocno. Zniknął gdzieś w chipsach, na co początkowo nie zwrócił nawet uwagi.
- Oddaj to, mały. 
Skrzywił się nieco. Do kogo ten głupek gadał? To nie wróżyło nic dobrego, szybko więc pojawił się przy odpowiednim regale. Wysoki, ubrany w ciężką, skórzaną kurtkę mężczyzna stał nad jakimś dzieciakiem, wpatrując się w chipsy, które ten trzymał mocno przy sobie.
- Byłem pierwszy, więc są moje. - odparł nieznajomy, ściskając mocniej paczkę. Ten upór bez wątpienia nie pasował do słodkiej buźki i grzecznych ubranek. 
- Nie obchodzi mnie to. Oddajesz, albo pożałujesz.
- Weź sobie pomidorowe.
- Sam weź.
- Nie mogę, nienawidzę pomidorów, jem tylko paprykowe, głupku! - nadął policzki chłoptaś, patrząc bez cienia strachu na tego giganta. Brunet aż uśmiechnął się pod nosem. Zazwyczaj nikt się nie stawiał do ludzi z jego paczki, wszyscy wręcz uciekali jak najdalej, byleby tylko uniknąć bezpośredniej konfrontacji, a tu proszę... Jakiś gagatek śmie się buntować. Namjoon zaraz oszaleje, czuł to.
- Nie obchodzi mnie to. Dajesz, albo cię połamię! - warknął najwyższy z nich, podchodząc bliżej do blondyna, który rozchylił usta nieco zdezorientowany, po czym szybko wycofał się tyłem i uciekł do kasy. - Ty mały! - zaczął nam, jednak obserwujący te całe zajście chłopak złapał go za ramię.
- Uspokój się. To tylko chipsy.
- Jungkook... Nie wkurzaj mnie, tu chodzi o jego cwaniactwo, nie o te pierdolone chrupki. Rzucała się pizda jak do jakiegoś leszcza. Nie odpuszczę kurwa.
Chłopak westchnął i puścił go, ruszając za nim w stronę sprzedawcy, który wydał resztę blondynowi. Ten z nieco wrednym uśmiechem wybiegł ze sklepu. Cóż, nieco naiwny. Nie podlegało wątpliwościom to, że reszta słyszała sprzeczkę, jak więc ta dziecina miała zamiar uciec? Idiota.
Rzucił sprzedawcy pieniądze za swoje piwa, po czym wyszedł z Namjoonem z budynku, przed którym stała już rozbawiona ekipa.
- Myślałeś, że uciekniesz? - wyszczerzył się białowłosy, wychodząc na przód. Otworzył swoją puszkę, upijając łyk. - I co teraz zrobisz? Nadal będziesz nazywał mnie głupkiem? - przechylił głowę na bok, patrząc na blondyna, który skrzywił się nieco, robiąc zabawną minę. Jeon aż uśmiechnął się kącikiem ust, co za samobójca. 
- Nie. Nie uważam cię za głupka. - odparł nieznajomy, rozglądając się dookoła. Szukał drogi ucieczki, jednak chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma nawet takiej opcji, był na nich skazany. Biedny, ułożony chłopaczek i banda typów spod ciemnej gwiazdy, idealne połączenie. Jak owieczka w stadzie wilków. Bardzo brutalnych wilków.
- To do... - zaczął Namjoon, jednak dzieciak mu przerwał.
- Teraz mam cię za idiotę, który nie potrafi zapanować nad własną agresją. W dodatku jesteś niestabilny emocjonalnie i irytujesz się jak baba w okres o byle co. - dodał, unosząc brew. Skrzyżował ręce na piersi. O dziwo wyglądał na pewnego siebie, co w obecnej sytuacji było idiotyzmem gorszym niż umysłowe zaćmienie Monstera. 
Zerknął na starszego, który zrobił się niemal czerwony na twarzy. Się zacznie...
- Coś ty smarku powiedział?
- Głuchy w dodatku. Beznadziejny przypadek. - westchnął nieco dramatycznie, przykładając dłoń do czoła. - Mam alergię na półgłówków. Proszę, oszczędź mi cierpienia i odejdź, bo zacznę kichać. 
To było szybkie. Namjoon w sekundę znalazł się przy dzieciaku, łapiąc go za przód idealnie wyprasowanej koszuli. Przyciągnął go do siebie i mruknął nienawistnie.
- Chcesz zginąć?
- Nie bardzo, ale chyba jestem zmuszony. Alergia, wspominałem. Jeszcze sklerotyk do kompletu? 
Jungkook spojrzał na kumpla. To jego limit, niewiele więc myśląc podszedł do nich i złapał starszego za ramię.
- Koniec, przesadzasz. Nie rób sobie wstydu. Uderzenie tego dzieciaka to jak bicie kobiety. - mruknął, odciągając go od chłoptasia, który zacisnął nieco wargi, patrząc zdezorientowany na niego. Chyba początkowo umknął jego uwadze, a to zadziora!
- Kook...
- Nam! Bierz piwo i idź, ja to załatwię. - warknął, patrząc groźnie na kolegów, którzy wzruszyli ramionami i ruszyli przed siebie. Namjoon chciał coś powiedzieć, ale tylko splunął pod stopy blondyna, wymijając go. Problem z głowy.
Jungkook spojrzał na nieszczęsne chrupki, wzdychając.
- Jesteś upośledzony. Zadzierać dla przekąsek. 
- Nie ja zacząłem. Nie mam zamiaru odpuszczać, bo druga osoba jest agresywna.
- Rozwaliłby Ci tę twoją anielską buźkę.
- Uratowałbyś ją, co zresztą zrobiłeś. - uśmiechnął się, oblizując swoje pełne wargi, na co Kook nieco się zdziwił. Bezczelny.
- Mogłem sobie darować.
- Ale tego nie zrobiłeś, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić. - wzruszył ramionami. - Swoją drogą miałeś się mną zająć, a póki co prawisz mi komplementy. Zakochałeś się w takim słodkim aniołku? - wyszczerzył swoje białe zęby w kwadratowym uśmiechu, przez co wyglądał całkowicie rozbrajająco. Jeon prychnął, przysuwają się do niego tak, że prawie stykali się nosami.
- Chcesz tego? Mam cię ukarać? - uniósł kącik w nieco złowieszczym uśmiechu, uważnie wpatrując się w kawowe oczy chłoptasia.
- Um... - młodszy odetchnął cicho. Brunet widział, że jego klatka piersiowa poruszyła się nieco szybciej, kiepsko łapał oddech. Bliskość go stresowała. - Dasz mi klapsa? - szepnął całkowicie uwodzicielsko. Jeon przyjrzał się uważnie jego twarzy. Prześliczny chłoptaś, nie ma co zaprzeczać, nie pasował do niego ten nieprzyjemny charakterek. Na ten moment przecież bez jakichkolwiek oporów go podrywał, w dodatku w całkowicie niegrzecznym stylu. 
- Mogę zrobić Ci coś gorszego, klapsy to tylko gra wstępna. - mruknął, przybierając nieco złośliwy wyraz twarzy.
- Już chcesz się ze mną kochać? A gdzie pierwsza randka? 
- Nie interesują mnie takie głupoty. Lubię szybko i bez zobowiązań.
- Ja chcę pójść na randkę.
- Masz problem. - wzruszył ramionami, patrząc na niego nieco z góry. 
- Ty też, w końcu Ci się podobam i chciałbyś zobaczyć mnie bez ubrań, prawda? 
- Skąd ten pomysł? - uniósł brew ku górze, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Zmierzył go wzrokiem raz jeszcze. Irytowało go te cwaniactwo, przydałoby się go troszkę utemperować. To mogło być ciekawe doświadczenie, bowiem łatwe dziewczynki i chłopacy mu się znudzili, potrzebował wrażeń.
- A nie chcesz? - przegryzł wargę, następnie zaś zwilżył ją swoim różowym języczkiem, wpatrując się mu w oczy całkowicie zniewalająco. Szlag. Jeon, debilu. Jeszcze się spuścisz, zluzuj porty. 
Nie dosłownie!
- Za dużo gadasz, chodź się napić. - mruknął i skinął głową w stronę przeciwną do tej, w którą poszli jego znajomi. Jego sprawa, nawet nie zauważą, że go nie ma. 
Młody ochoczo ruszył za nim, szybko zrównując się z nim krokiem. Nic się nie odzywał, tylko raz na jakiś czas zerkał kątem oka na bruneta, uśmiechając się głupio. Kook pokiwał tylko głową, przewracając oczami. Dzieciak normalny nie był, to fakt. Może po alkoholu będzie z nim lepiej...
Po pięciu minutach dziwacznych min dotarli do starego, opuszczonego budynku. Był w kiepskim stanie, jednak go mało to obchodziło. Przychodził tutaj często, to jedna z jego ulubionych miejscówek. Klimat był zacny, ludzi równo zero, żyć nie umierać!
Wszedł do środka, sprawnie wchodząc na piętro zdewastowanymi schodami. Od razu skierował się w stronę czegoś, co kiedyś miało być chyba pokojem, jednak teraz leżał tam tylko materac z kocem, jakieś krzesło i puszki po piwach. 
- Witaj w moim raju. - uśmiechnął się pod nosem, opadając na niezbyt miękkie pseudo-posłanie.
- Raczej piekło, ale widać, że masz zaburzone poczucie estetyki. Wybaczę. - prychnął blondyn, przysiadając obok. - Możesz mnie poczęstować.
- Skąd pewność, że chcę?
- Po to mnie tutaj ściągnąłeś, nieprawdaż?
- Może chcę się nad tobą poznęcać, samemu się tym delektując? Nie wpadłeś na to? 
- Przez myśl ci to nie przeszło. 
- Cwany jesteś. - pokiwał głową, przysuwając się bliżej niego. - Nie lubię zbyt pewnych siebie ludzi.
- Czuję więc, że masz dylemat. Z jednej strony na mnie lecisz, z drugiej Cię wkurzam. Daj mi piwo, a sytuacja stanie się klarowna. - puścił mu oczko, uśmiechając się uroczo.
Jungkook westchnął i wyciągnął z plecaka puszki, podając mu jedną. 
- Jak masz na imię, wredoto?
- Taehyung, ale możesz na mnie mówić Kotku. - zacisnął nieco pięść, przykładając ją do twarzy i robiąc aegyo. - Meow. A ty, panie zbuntowany?
- Jungkook. - mruknął, otwierając piwo. - Skąd pomysł, że tak bym cię chciał nazywać?
- Na kochanie jest troszkę za wcześnie, nie sądzisz? - wzruszył ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Jung nie skomentował tego, bo jak miałby? Chłopak miał gadane, to aż dziwne, że potrafił zawsze znalazł odpowiedź czy ciętą ripostę. 
Upił gdzieś ponad połowę piwa, opierając się o ścianę. Tae sączył swoje dość powoli, pewnie z alkoholem nie miał za bardzo do czynienia.
- Tylko nie spij się jak świnia, nie będę cię potem ciągał gdziekolwiek.
- Raz mnie uratowałeś, drugi raz też byś to zrobił. - blondyn sięgnął po chrupki i otworzył je, od razu pakując sobie kilka do ust.
- Masz mnie za bohatera uciśnionych pizdeczek?
- Nie, dlatego też jestem pewien, że byś mnie nie zostawił. Wyglądasz na kogoś, kto woli gnębić niż ratować, dlatego chyba na mnie lecisz, skoro uwolniłeś mnie z łapsk tego idioty. 
Jungkook prawie udławił się piwem, słysząc te dość odważne słowa. Nie spodziewał się nigdy, że ktoś śmiałby tak się do niego zwrócić, to chyba przesada.
- Dzieciaku, grabisz sobie.
- O to mi chodzi. - popił chipsy piwem, wpatrując się uważnie w Kooka, który już nie ukrywał, że nieco wytrącono go z równowagi. 
- Tak? Naprawdę chcesz, by stała Ci się krzywda? - odstawił puszkę, prostując się od razu. Poruszył głową, strzelając kośćmi. Zlęknie się?
A gdzie tam!
Gapił się całkowicie podjarany, odstawiając i swój zestaw małego pijaczka. 
- Jasne, tatuśku. Daj mi klapsa. - przysunął swoją twarz do tej bruneta, kąsając zaczepnie jego wargę. Ten jak porażony od razu złapał dzieciaka za ramiona i popchnął na materac, lądując między jego udami.
- Zniszczę cię.
- Ach, niszcz, Jungkook! - jęknął zmysłowo, zaciskając uda na jego biodrach.
Brunet zmrużył powieki i bez większych oporów złapał za jego koszulę, ciągnąc ją na boki tak, że guziki poodlatywały i rozsypały się po ziemi. Od razu chwycił chłoptasia za bok, zaciskając na nim dłoń całkiem mocno, wręcz wbijając w niego swoje paznokcie. Ten pisnął z bólu, chwilowo wstrzymując oddech, jednak on miał to w głębokim poważaniu. Chciał, to dostanie.
Otarł się mocno o jego krocze, przysuwając usta do jego szyi, w którą wgryzł się brutalnie. Nie było to zmysłowe ukąszenie. Wbił swoje zęby mocno, jakby miał zamiar odgryźć mu tę skórę, niczym lew pożerający ofiarę, ta zaś krzyknęła, niemal natychmiast obejmując go za szyję.
Spodziewał się raczej ucieczki, więc zaskoczyło go to, nie miał jednak zamiaru się nad tym roztkliwiać. Złapał za spodnie chłopaka i pozbył ich się w ułamku sekundy, rzecz jasna z bielizna. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jego delikatne, blade ciało. Naprawdę był śliczny, anielski. Słodka twarz, szczupłe ramionka, gładkie uda i śmieszniutki, chociaż wcale nie najmniejszy członek, który aż drgnął, gdy polizał zachłannie wrażliwą skórę. Ach, aż chciało się sprofanować taką boską świętość.
- Szybko rozkładasz nogi. - mruknął, łapiąc zębami jego wargę. Przygryzł ją do krwi, jednak nawet, gdy poczuł strużkę w swoich ustach, nie zwolnił uścisku szczęk. Dopiero gdy chłopak zaczął mówić, wypuścił ją.
- Jestem tylko aniołem. Chcę Cię zbawić i pokazać bramy nieba. - uśmiechnął się, oblizując swoje wargi.
- Pójdziesz ze mną do piekła. - odparł, zrzucając z siebie bluzę, a następnie i rozciągnięty sweter, prezentując chłopakowi swoje wyćwiczone ciało i umięśnione ramiona. Nie wyglądał na wysportowanego, ale był naprawdę silnym i sprawnym mężczyzną. W każdym tego słowa znaczeniu.
- Przynajmniej nie będę miał wyrzutów, że nie próbowałem. - jego gładkie dłonie zaczęły dotykać brzucha Kooka, który nachylił się nad nim i polizał zarumieniony policzek chłopaka, zostawiając mokry ślad. Ten jęknął, zaciskając dłonie na jego wielkich ramionach.
- Jak wolisz. - mruknął, obejmując go w pasie. Szybko przerzucił go tak, by leżał na brzuchu. Z lekkim, złośliwym uśmieszkiem ścisnął w dłoni jego pośladek, po czym wymierzył mu porządnego klapsa. Nie powstrzymywał się, nie było to delikatne, jak zazwyczaj ludzie bawili się w łóżku. Mocny, prawdziwy, zakończony czerwonym śladem, zresztą krzyk Tae mówił sam przez siebie, że to nie zabawa dla dzieci. 
Lubił to. Zawsze był brutalny, podobało mu się znęcanie nad słabszymi. Kochał łzy, błaganie o litość. Czuł się wtedy męsko i po prostu zajebiście, a gdy miał okazję torturować takiego słodziaka, to tym bardziej go to podniecało. Każdy krzyk i piśnięcie dawało mu coraz to więcej radości. 
Niewiele myśląc uniósł jego biodra do góry. Nachylił się nieco i polizał lubieżnie biały pośladek, po chwili uderzając go na tyle mocno, że chłopak stracił równowagę i opadł na materac.
- Ach! Boli... - pisnął nieco rozpaczliwie. Kook wysunął z kieszeni papierosy i szybko odpalił jednego, wpatrując się w czerwony tyłeczek. Uroczo.
- Wstawaj.
- Ale...
- Wstań do cholery, suko. Jestem twoim panem, masz się słuchać. - warknął. Młodszy chyba był nieco zdezorientowany, jednak uniósł się, klękając. - Rozpinaj mi spodnie.
Tae przysunął się i już miał złapać za rozporek, gdy Jungkook skrzywił się. 
- Zębami. 
Blondyn otworzył szerzej oczy, jednak posłusznie nachylił się i złapał za zamek, ciągnąc go w dół z małymi trudnościami. To dopiero był widok. Twarz chłopaczka tuż przy jego członku, tak nieporadnie zsuwająca spodnie z jego tyłka. Może tak codziennie, nie ma co!
Uniósł się nieco, po czym nieco zniecierpliwiony zsunął z siebie resztę z bokserkami.
- Rozchyl uda i patrz na mnie. Masz być przodem. - rozkazał, wypuszczając dym wprost na twarz chłoptasia, który wykonał każde polecenie. Wpatrywał się rozkosznie w jego oczy, oddychając przez usta, co dodatkowo go podnieciło. - Bierz do buzi.
- Ale ja nigdy...
- Bierz i ssij, to rozkaz. 
- Zmuś mnie. - uśmiechnął się niespodziewanie, jakby nagle stał się całkowicie inną osobą. Jungkook aż zgasił papierosa na podłodze, po czym w jednej chwili znalazł się przy nim i złapał go za włosy, gwałtownie odchylając jego głowę do tyłu. 
- Pyskujesz?
- Kiepski z ciebie pan, skoro sobie na to pozwalasz. - zamruczał, wpijając się znienacka w usta Jeona. Jego języczek od razu zaczął pieścić jego podniebienie, co o dziwo się brunetowi spodobało. Zniewaga jednak musiała zostać ukarana. Złapał go za szyję i ścisnął ją nieco, szybko przejmując kontrolę nad pocałunkiem. Bez cienia wrażliwości popchnął go na chropowatą ścianę, raniąc przy tym jego gładkie plecy. Chłopaczek pisnął w jego usta, a po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy.
I tak ma być.
- Podoba się? - syknął, napierając na niego tak, że odstające elementy wbijały się w skórę Taehyunga. Ten z trudem łapał oddech.
- Mogło... być lepiej. -wysapał, łapiąc go za nadgarstek. Wbił w niego paznokcie, starając się uwolnić, jednak Kook był silniejszy. Trzymał go tak jeszcze chwilę, dopiero gdy zrobił się nieco siny, puścił, w tej samej chwili łapiąc go za ręką i rzucając na materac. Szybko znalazł się za nim. Uniósł jego uda ku górze, rozchylając jego pośladki nieco. Widział, że tamten ma problemy z oddychaniem, mało go jednak to obchodziło. Był diabłem, nie zaś słodkim kochankiem. Nie wiedział co to czułość i nie chciał się tego dowiedzieć.
Naślinił palca i wsunął go od razu całego w dziurkę Tae. Mięśnie się na nim zacisnęły, co skwitował tylko wrednym uśmieszkiem. 
Z ust młodego wymsknęło się piśnięcie, rozpaczliwe i przepełnione bóle.
- Kook...
- Zamknij się, albo będzie z tobą źle. - mruknął, szybko rozciągając go palcem. Satysfakcja z widoku tego wijącego się ciała, była nie do opisania. Jęki, szloch, prośby o zaprzestanie... Dzieciak myślał, że to zabawa. Pewnie nawet nie przyszło mu na myśl, że ma do czynienia ze złym chłopcem z prawdziwego zdarzenia. 
Kolejny palec. I tak dobrze, że go rozciąga, nie? Mógł go przerżnąć jak dziwkę bez niczego, jednak jest miłosierny i się zlitował. Płaczek miał ciasną dupcię, chyba nie był jednak taką dziwką, na jaką wyglądał, ale kogo to obchodzi? Dla niego był tylko jedno nocną rozrywką, niczym więcej. 
Sięgnął do swoich spodni i wyciągnął z kieszeni maleńką tubeczkę z lubrykantem. Nosił je z czystej przezorności, jak widać warto było.
Wylał zawartość na swojego członka i wsunął się cały w chłopaczka, przy akompaniamencie żałosnego krzyku, przesiąkniętego rozpaczą i smutkiem.
- Aaaach.... Boliii.... - krzyknął Tae, na co Jungkook złapał go za włosy z tyłu głowy, i nachylając się przegryzł jego ucho.
- Chciałeś, to masz, suczko. - poruszył się w nim, w tej samej chwili wpijając w jego wargi, uniemożliwiając mu nawet okazywania rozpaczy. 
Jego wargi były przyjemne. Miękkie, pełne i słodkie. Zapewne jadł prędzej coś czekoladowego, bowiem posmak był niczego sobie. Pasował do niego.
Język Jeona atakował ten blondyna, nie dając mu nawet złapać tchu. Z każdym mocnym, zdecydowanym pchnięciem, chłopaczek krzyczał do jego ust, co tylko podkręcało temperaturę. Odsunął się od niego na chwilę, po czym zsunął dłoń na członka chłopaka i zaczął go szybko masować. Te krzyki... Cholera. To było seksowne. Jęki, piski, ból pomieszana z rozkoszą. Mieszanka wybuchowa, która niesamowicie na niego działała.
Druga dłoń zaczęła ściskać i drapać pośladki w jego domyśle młodszego, zostawiając na nich szramy i siniaki. W połączeniu z krwawymi rankami na plecach, był to widok dość żałosny, ale mu się podobał. Lubił krew i okaleczenia, a gdy on był ich twórcą, to w ogóle było to podniecające.
Ruch, kolejny. 
Trafił w prostatę, więc starał się uderzać w te miejsce raz po raz. Odgłosy chłopaka były warte tej chwili skupienia. Im głośniej krzycząca dziwka, tym lepszy ogier, to jak komplement, nie może więc nie mieć z tego radości. Trochę bolesnej, ale jednak. 
- Achhh! 
Tak. Tak ma być. Raz, drugi, kolejny. Te cudne, ciasne wnętrze, które zaciskało się na jego członku. 
Ruch dłonią. Wybuch, tyłek ściskający jego penisa. Kolejny wybuch. 
Upadek z jękiem. Dwa zdyszane ciała.
Kook opadł na materac, zadowolony z siebie. Nawet nie był dzisiaj taki brutalny, to się ceni. Chłopak nie był pocięty, miał wszystkie kończyny... Aj, ale z ciebie dobry chłopak Jungkook.
Spojrzał na dzieciaka, który pociągał nosem zapłakany. Wyglądał jak zraniony kotek, co może i by Kooka rozczuliło gdyby nie fakt, że nie miał serca. Uśmiechnął się więc tylko, zbierając z czoła kosmyki włosów.
Młody zerknął na niego i nieco niepewnie przysunął się do niego, wtulając w jego tors. Jeon aż na chwilę przestał oddychać. Tae powinien raczej spierdalać gdzie pieprz rośnie, a nie się jeszcze przytulać.
- Kookie... Następnym razem musimy mieć kajdanki i obrożę... Co to za pan bez tych dodatków? - uśmiechnął się słabo, muskając ustami jego wargi. Czule i niewinne... Co z nim jest nie tak?!
- Eh... Następnym? - utkwił w nim nieco nierozumne spojrzenie.
- To było tylko zapoznanie, chcę częściej. - zamruczał, sięgając po koc. Zakrył ich, obejmując go udem w pasie, na co Jeon aż wstrzymał oddech. To nie było typowe...
- Ryczałeś...
- Chcę bardziej. Chcę dostać pasem. Chcę, byś mnie pieprzył mocniej i brutalniej. Jestem przecież twoją dziwką, a ty moim panem. Chyba nie stchórzysz, prawda? - uśmiechnął się niewinnie. Kook odetchnął zdezorientowany. I co miał powiedzieć? Nie miał zamiaru uciekać, ale takie relacje nie były w jego stylu. Z drugiej strony to niezła dupa, w dodatku chętna na brutalne zabawy. Masochista i sadysta to idealne połączenie nawet, jeśli tylko chwilowe. 
- Okej. Zmasakruję cię jak rzeźnik świnię.
- Chyba muszę przytyć...
- Ubiję ci tłuszcz pasem.



***



Przeglądał właśnie wiadomości na telefonie. "Kupiłem coś fajnego.". Szlag by to. Dzieciak wypisywał do niego cały wieczór. Chciał spotykać się codziennie i pieprzyć, chociaż widzieli się tylko ten jeden raz w życiu. Co to w ogóle za upośledzony kretyn? Ledwo spać mógł, bo mu pisał całą noc jakieś pierdoły. 
Wrzucił telefon do kieszeni, wzdychając. Nauczyciel wszedł do klasy, po czym kazał się uspokoić. Standard. Potem drzwi się otworzyły w środku pojawił się uroczy chłopaczek w okrągłych okularach, ubrany w koszulę i obcisłe spodnie. Jego przydługawe włosy nieco się kręciły, przez c wyglądał jak aniołek.
- Kurwa... - wymsknęło mu się. Klasa zerknęła na niego zaskoczona, nauczyciel zaś skarcił go wzrokiem. Taehyung uśmiechnął się słodko, przygryzając kusząco swoją dolną wargę.
- Nazywam się Kim Taehyung, klasa 3B. Od dzisiaj jestem przewodniczącym szkoły. Park Jimin niestety nie może już pełnić tych funkcji, więc przejmuję jego obowiązki. Tutaj macie plan na dni szkoły, wybierzcie salę i zadanie i zgłoście się do mnie, gdyż poprzednie listy są już nieważne. Mam nieco inne pomysły, musicie się do nich dostosować. - wyszczerzył te swoje białe ząbki. - Wszyscy. - tutaj wzrok spoczął na Jeonie, który przełknął ślinę, nie wiedząc co myśleć.
Chłopak zniknął po chwili, on zaś miał mętlik w głowie.
Przerżnął jak dziwkę starszego o dwa lata chłopaka, w dodatku przewodniczącego.
Mało tego. Ten chłopak to Kim Taehyung, o którym słyszał, ale na oczy nie ujrzał, bo zazwyczaj mało widział w tej szkole. Nie bywał w niej. Każdy jednak wiedział, że Kim Taehyung to ktoś, z kim liczyć się trzeba, bo to syn dyrektora i w dodatku mściwa zołza. Niejeden już wyleciał.
Kurwa. Wibracje.
Zerknął na telefon i odczytał smsa.
"To co? Mogę dzisiaj do Ciebie wpaść, kochanie?"
"Przerżnę Cię tak mocno, że tego nie przeżyjesz. Szykuj bandaże, bo to będzie ostre."
Cholera. Ruchanie pod presją, tego jeszcze nie było!







Proszę o opinie i komentarze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy ;)


czwartek, 2 lipca 2015

One shot: Hug me

Dedykacja: urodzinowy shocik dla Patrycji. Spóźnione sto lat! <3
Gatunek: yaoi, angst, vignette
Ostrzeżenia: +18, totalne emo.
Zespół: BTS, U-KISS
Pairing: Vhope, KevSeok (Kevin Woo x J-hope), SooVin (Soohyun x Kevin)


Warto czytać przy tym: [klik].



Zacisnął wargi, opatulając się dokładniej kocem. Wieczory były coraz chłodniejsze, on zaś nie miał zamiaru wracać do mieszkania, gdzie w najlepsze bawiła się reszta zespołu. Nie miał ochoty pić, wygłupiać się, tańczyć. Prawdę powiedziawszy nie miał siły na cokolwiek, siedział już więc kolejną godzinę ze słuchawkami na uszach, słuchając nieco przygnębiających piosenek. Tylko od czasu do czasu odrywał się od swojego pasjonującego zajęcia, by zjeść przekąski, które przynosił mu zaniepokojony Jin. Spławiał go wtedy złym samopoczuciem i bolącą głową, w co najstarszy chyba nie bardzo wierzył, jednak nie drążył tematu, za co Taehyung był mu wdzięczny. Opowiadanie o jego problemach nie wchodziło w grę, zaś kłamać go nie chciał, w końcu zły humor poniekąd doprowadzał do ucisków na jego skroniach, tym samym powodując ból. Zresztą w środku go bolało, liczy się, prawda?
Ukrył nos w ciepłym materiale, pociągając nieco nosem. Zapewne się przeziębi, menadżer go zabije, jednak na tę chwilę niezbyt go to zajmowało. W końcu miał swoje problemy, które sukcesywnie wyniszczały każdą sferę jego i tak męczącego życia. Serce w końcu jest najważniejsze. Miłość je zabija, prawda? Powoli łamie je na kawałki, bądź brutalnie rwie na strzępy, za nic mając sobie cierpienie i łzy.
Jest też mózg, zgadza się? Myśli, które są zajmowane przez jedną osobę powoli doprowadzają człowieka do szaleństwa, nie pozwalając mu skupić się na niczym innym.
Uczucia są trudne. Bolesne. Okropne. Zatracamy się, poświęcamy, wariujemy. Czy są tego jakieś pozytywy? Owszem, jednak nie w miłości nieodwzajemnionej, skazanej na porażkę od pierwszej chwili, gdy zagościła w naiwnym sercu i postanowiła nim zawładnąć. Już wtedy niczym trucizna zaczęła powoli oddziaływać na nieświadomą istotę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak straszną chorobą jest kochanie kogoś.
Taehyung był chory. Od kilku miesięcy powolutku się wykańczał, chociaż kiedyś było z nim lepiej, miał bowiem nadzieję, która rozpalała jego wnętrze, dawała mu radość. Każdy uśmiech tego mężczyzny, każdy gest, delikatnie przytulenie, czy też bezsensowne wygłupy. Wszystko to było sensem jego życia, dawało mu to energię i wiarę, siłę do walki. Do starania się nie tylko o niego, ale też o dobro zespołu.
Czuł się podle, bo ostatnio coraz mniej się przykładał. Nie miał ochoty tańczyć, szybko się męczył, a spotkania z fanami nie wywoływały w jego sercu radosnych podskoków, było to dla niego neutralne. Co chwila tylko zerkał na ucieszonego Hoseoka, który z radością podpisywał się na płytach i plakatach. Był pełen energii. Cały on. Za to chyba kochał go najbardziej. Nikt nie był tak pozytywny, czemu więc teraz wlewa do jego serca tylko rozpacz?
- Jesteś beznadziejny, Taehyung. - mruknął sam do siebie i nieco niemrawo wstał, zsuwając z głowy koc, po czym otworzył drzwi balkonu i wszedł do środka.
Muzyka grała całkiem głośno, na stole walały się opakowania po chipsach, nie wspominając już o puszkach i butelkach po alkoholu, które zajmowały większą część mieszkania. Nie podobał mu się ten bałagan, jednak cóż. Wszyscy byli już mocno wstawieni, nikomu nie chciało się sprzątać, on zaś nie był skory do miłosierdzia. Nie w obecnym stanie.
Zerknął kątem oka na leżącego na podłodze Sugę, który coś mówił sam do siebie, czkając raz po raz i wybuchając po tym śmiechem. Niedaleko stał Nam i Jinem i opowiadali jakieś historyjki, szczerząc się w głupkowaty sposób, zaś Jimin wywijał pośladkami przed Jungkookiem, który chciał go olać, ale chyba nie wiedział w jaki sposób, bowiem pijany Jimin jest prawdziwym natrętem i ciężko się go pozbyć. I...
- TaeTae. - usłyszał przy uchu niski głos, na co aż podskoczył wystraszony. Nie zauważył kiedy Hoseok znalazł się tak blisko, chyba był dzisiaj jakiś rozkojarzony.
- Um, tak hyung? - szepnął, nie mając ochoty wysilić się nawet na pewniejszy ton. Serce w jego piersi oszalało, waląc tak, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Oddech szatyna na nago karku nie pomagał. Musi uciec. Teraz. Zaraz.
- Dlaczego nie bawisz się z  nami? Cały czas siedzisz na balkonie, wypij coś.
- Źle się czuję, lepiej nie. - odparł, zaciskając nieco wargi. Wdech, wydech. Uspokój się. On wcale nie jest tak blisko. On wcale... nie obejmuje Cię w pasie. Na bogów! Czemu los jest tak okrutny?!
- Mogłeś pić sok i posiedzieć ze mną. Ostatnio opuszczasz każdą naszą imprezę, martwię się. - oparł brodę na ramieniu Taehyunga, wtulając nos w jego szyję. Młodszy zadrżał, nieco niepewnie opierając swoje dłonie na jego, które splótł na jego brzuchu.
- Nie mam ochoty na alkohol, mam jakiś melancholijny nastrój. Poza tym lubię sobie porozmyślać, w nocy najlepiej mi to wychodzi. - westchnął cicho, przymykając powieki. Było mu tak niesamowicie przyjemnie, z drugiej zaś strony tragicznie. Nienawidził tych momentów czułości, gdy Hoseok traktował go tak wspaniale i z uczuciem. Gdy przytulał go, cmokał w policzek, nosił na rękach. To były tylko fałszywe znaki, które bardziej młodszego nakręcały, robiąc mu złudną nadzieję na szczęście.
- O czym myślisz? - Jung pogładził delikatnie jego dłoń, pocierając nosem o wrażliwą skórę na szyi, mrucząc cicho jak rasowy kot.
- O wszystkim. O zespole, życiu...
- O mnie też? - uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego zadowolony, z iskierkami w oczach.
- Też. O każdym z moich przyjaciół. - mruknął Taehyung, delikatnie wysuwając się z jego objęć. - Idę spać, dobranoc, hyung.
- Też już pójdę. - powiedział, łapiąc młodszego za rękę i pociągnął go w stronę ich pokoju, który dzielili jeszcze z Jiminem.
Kim miał ochotę zaprotestować, jednak ciało samo podążyło za starszym, niczym metal do magnesu. Starszy przyciągał go z niesamowitą siłą, czasami wręcz nad sobą nie panował. Był jak marionetka, Hoseok zaś pociągał za sznurki wedle własnego widzimisię. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że chociaż rozum wiedział, że to głupie i dziecinne, to serce szalało w piersi i było szczęśliwe. Niesamowita sprzeczność, okropnie dobijająca. Gdyby tylko mógł, to wykasowałby tę ckliwość z serca, bądź z mózgu tę niejako roztropność i pesymizm. Wybrałby życie pozbawione miłości, bądź też głupie, naiwne uczucie do tego mężczyzny, z którym wszedł właśnie do pokoju.
Przełknął ślinę, gdy starszy zrzucił z siebie koszulkę, prezentując swoje umięśnione, jasne ciało. Jeszcze tego brakowało. Ledwo znosił go w tym samym pomieszczeniu, teraz zaś stał przed nim pół nagi, nieco chwiejnie wskakując na łóżko. Chwila. Czemu zajął jego, a nie swoje?
- Hyung, to moje łóżko.
- Wiem.
- Um, dobrze, prześpię się na Twoim. - mruknął, wymijając go, jednak po kilku krokach coś uniemożliwiło mu dalszą drogę. - Hyung?
- Śpij ze mną, TaeTae. - szepnął, ciągnąc go za koc w swoją stronę. Kimowi serce niemal wyrwało się z klatki piersiowej. jak w transie podszedł do łóżka i spojrzał na swojego ukochanego, który z zamkniętymi oczami oddychał spokojnie.
- Nie możemy, twój chłopak...
- Będziemy tylko spać na jednym łóżku, jesteś na tym punkcie przewrażliwiony. Niedługo koło mnie nie usiądziesz, bo Kevin coś tam. Przecież nie robimy nic złego, to nic nie znaczy.
- Nie lubię spać w smrodzie alkoholu, chyba sobie daruję. - ostatkiem sił doczłapał się do łóżka hyunga i opadł na nie, opatulając się kocem.
- Co za maruda...
Głupi Hoseok. Głupi! Głupi! Głupi! Dlaczego powiedział coś takiego? To dla niego nic? Kompletne zero?
Ach. Musisz się odciąć od tego uczucia, V. Musisz.


Następnego dnia obudził się całkiem wcześnie. Powlókł się do kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Chwila spoglądania na własne odbicie w lustrze była dla niego katorgą. Czerwone, podkrążone oczy, puste spojrzenie i nieciekawy wyraz twarzy. Wyglądał potwornie, jednak ostatnimi czasy nawet wklepanie w twarz kremu było męczarnią, nie mówiąc już o jakiś szczególnych zabiegach. Jego twarz stała się nieprzyjemna w dotyku, szarawa, dziwnie przeźroczysta. Nie dość, że w środku był wyniszczony, to jeszcze na zewnątrz się psuł. Niedługo nawet makijaż nie ukryje tego paskudztwa, a Ty człowieku chcesz zdobyć Hoseoka?
- Ogarnij się, Taehyung. - dotknął palcami swoje odbicie w lustrze, po czym odsunął z niesmakiem wracając do kuchni. Zwalił z krzesła papierki i śmieci na ziemię, sadzając tam swoje pośladki. Sięgnął po kubek z gorącym napojem, po czym upił łyk, wbijając wzrok przed siebie, w jakiś wyimaginowany punkt. Zachowywał się jak świr. Całkowicie. Teraz to do niego doszło. Nigdy w życiu nie był tak zamulony, bez życia, nieobecny i nie do zniesienia. Dziwił się reszcie, że jakoś go znosiła i nie miała pretensji. Chociaż może tego nie dostrzegali? Ostatnio mieli wiele na głowie, ich grafik był napięty, może uznali to za objaw zmęczenia, nie zaś załamania?
Oblizał wargi, sięgając po zimną wczorajszą pizzę. Ugryzł kawałek i zaczął go przeżuwać. Nie była najsmaczniejsza, ale lepsze to, niż burczenie w brzuchu. Już i tak ograniczył jedzenie, bo nie miał na nic ochoty. Żałosne, prawda?
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony zsunął się z krzesła i udał się na korytarz. Nie sprawdzał kto to, od razu otworzył.
- Cześć Taehyung.
Wokalista zmarszczył brwi i wpuścił do środka szczupłego, wysokiego chłopaka o bardzo delikatniej, niemal kobiecej urodzie. Poruszał się jak prawdziwa diva, z niesamowitą gracją, kusząco poruszając biodrami. Gdyby nie fakt, że to jego największy życiowy rywal, to może i by nazwał go ślicznym. Teraz mógł go tylko irytować i przywoływać w jego głowie najgorsze wspomnienia.
- Witaj, Kevin. - mruknął, zamykając za nim drzwi.
Woo rozejrzał się zniesmaczony dookoła, wbijając spojrzenie w bałagan.
- Moglibyście czasami tu posprzątać. I wywietrzyć. - westchnął, zmierzając w stronę ich pokoju. - Hoseok śpi?
- Tsa. Ma kaca pewnie, więc bądź cicho.
- Wiem jak powinienem postępować z moim chłopakiem, nie musisz mi podpowiadać. - uśmiechnął się złośliwie i wszedł do środka. Taehyung zacisnął pięści i podirytowany sięgnął po swój kubek i wyszedł na balkon, przymykając drzwi. Nie miał ochoty ich nawet słyszeć, a co dopiero oglądać. Chwile, gdy byli tu razem były dla niego piekłem. Nie wiedział wtedy co ze sobą począć, najczęściej więc po prostu szedł spać bądź coś oglądać, chociaż i tak myślami był przy nich.
Zacisnął palce na kubku. Dostał go od J-hopa na ostatnie urodziny. Napisał na nim życzenia. Do teraz pamiętał jego uśmiech, gdy wręczał mu torbę. Ciekawe jakie prezenty kupuje tamtemu... Pewnie jakąś biżuterię, ubrania. Same drogie rzeczy, w końcu Kevina nie zadowoli byle co. Nie był taki jak on, nie cieszył się z byle pierdoły. Zapewne nie miał nawet żadnej pamiątki z randek z szatynem. Tae miał. W pudełku pod łóżkiem chował każdy bilet z kina, każdą głupotę, która dotyczyła Hoseoka i jego. Pamiętał wszystkie daty, gdy pomiędzy nimi było miło. Czy ten chłopak pamiętał w ogóle datę ich pierwszej randki? Bo on pamiętał całe ich spotkanie, gdy pierwszy raz byli sami. Czyż to nie znaczy, że był lepszy? Że bardziej nadawał się na jego mężczyznę, niż ten zakochany w sobie snob?
Co Hoseok w nim widział? Nie był najpiękniejszy, raczej babski i troszkę obleśny, zachowywał się wyniośle i owijał sobie młodszego dookoła palca, nie znosił sprzeciwu. Czy w ogóle mieli tematy do rozmów? Przecież wydawał się być tępy. Czemu więc gdy są razem, to Jung jest taki uradowany i nie może się od niego dokleić? Czy jest aż tak dobry w te sprawy? W sumie wygląda na dziwkę...
- Ach! - jęknął, opierając się o poręcz. Zaczyna naprawdę świrować. Uwziął się na niewinnego chłopaka przez własne frustracje. Najchętniej by się popłakał i zamknął gdzieś z dala od wszystkiego. Odciąłby się od tego, zapomniał o swojej miłości i złamanym sercu.


~*~


- Znowu pijecie? - westchnął Kim, sięgając po ciastko. Chwila przerwy, a oni już nie mogli się powstrzymać przed imprezowaniem. Cóż. Chyba czeka go kolejny wieczór na zimnym dworze.
- Skończyliśmy nagrywać płytę, to dobra okazja! - wyszczerzył się Suga, upijając łyk zimnego piwa.
- Jak każda. - wzruszył ramionami, oblizując wargi. - To miłej zabawy.
- Ej, mógłbyś w końcu z nami posiedzieć, ostatnio ciągle się wymigujesz. - mruknął niezadowolony Jungkook, wskazując na wolne miejsce obok Hoseoka. - Dzisiaj Ci nie odpuścimy.
Taehyung zacisnął wargi, patrząc niepewnie na swojego ukochanego, który z uśmiechem jeszcze bardziej się przesunął.
- Chodź, maluchu, tęsknimy za Tobą. Nie ma nas kto rozśmieszać.
- Niech wam będzie. - westchnął i przysiadł się. Godzinka i się zwinie spać, więcej nie wytrzyma, będąc tak blisko niego. Sięgnął po piwo i od razu upił kilka sporych łyków. Na trzeźwo to nie przejdzie.
Reszta zadowolona zaczęła rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kolejne puszki, wygłupy, tańce i śpiewy. Taehyung nawet nie zauważył, kiedy opróżnił trzecie piwo.
- To mój limit. - mruknął i wstał nieco zbyt energicznie, przez co aż zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło czując, jak ktoś łapie go w pasie.
- TaeTae, wszystko w porządku? - odparł nieco wystraszony. Kim wstrzymał na chwilę powietrze, starając się zapanować nad emocjami.
- T-tak hyung. - odskoczył od niego, oddychając płytko. - Idę spać. Dobranoc!
I szybko odszedł w stronę pokoju. Powinien dostać zakaz zbliżania się do niego. Tak, to dobry pomysł.
Zrzucił z siebie buty i wskoczył do łóżka, od razu chowając się pod kołdrą. Szlag. Cholerne serce.
Zacisnął oczy, starając się powstrzymać łzy, które cisnęły mu się pod powieki, gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Nie wychylił się spod kołdry aż do momentu, gdy ktoś wtargnął do jego łóżka i objął go od tyłu.
- Coś jest nie tak, maluchu. - oddech Hopa drażnił jego ucho. Za jakie grzechy?!
- H-hyung... Co Ty robisz? - wyjąkał, odwracając się do niego przodem. To był zły pomysł. Twarz Junga tak blisko jego własnej, jego dłonie na jego talii.
- Tęsknię za Tobą.
- Jesteś pijany.
- Troszkę. - zaśmiał się, wtulając nos w szyję Tae, nieco zadziornie muskając ją wargami. - Czy ty mnie nienawidzisz?
- C-co Ty gadasz... - jęknął, odchylając głowę do tyłu. Za wiele tego dobrego.
- Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wychodzić nigdzie we dwójkę, nie pozwalasz się przytulać. Nic nie zrobiłem, ty zaś mnie odrzucasz. Czuję się z tym źle, wiesz? - pogłaskał jego plecy czule, przyciągając do siebie, na co młodszy aż jęknął.
- Przepraszam.
- Teraz też nie jesteś dla mnie miły. Budujesz mur.
Ty doprowadziłeś do tego, hyung. Ty związałeś się z tym chłopakiem, odrzucając tym samy mnie.
- Nie.
- Owszem. - starszy uniósł nieco głowę i potarł swoim nosem o jego, sprawiając, że szarawe policzki Tae pokryły się rumieńcem. - Widzę to. Muszę go zburzyć. - westchnął, gładząc jedną ręką jego policzek, drugą zaś objął go mocno w pasie, przyciągając do siebie. - Teraz mi nie uciekniesz.
- Nie chcę. - westchnął Kim i niewiele myśląc wpił się w jego wargi namiętnie, rozpaczliwie. To złe, jednak na ten moment miał to gdzieś. Już i tak był na skraju, kolejne odrzucenie go nie zabije.
Delikatnie przejechał po jego dolnej wardze językiem. Westchnął cicho, czując jak robi mu się gorąco. Jego usta były jeszcze wspanialsze niż w jego wyobrażeniach. Idealnie miękkie, pełne, smakujące piwem i czekoladą.
- Tae... - usłyszał cichy szept i po chwili coś śliskiego wtargnęło do jego wnętrza, atakując jego język. Jęknął przeciągle, namiętnie odwzajemniając pocałunek, oplatając go czule. Serce biło mu jak oszalałe, oddech stał się płytki. Dłonie Hoseoka wsunęły się pod jego koszulkę, masując jego sutki, co doprowadzało go do jęków wprost w te cudowne usta. Nie wiedział kiedy starszy znalazł się pomiędzy jego udami. Nie miał też pojęcia, kiedy zniknęły ich ubrania. Istniały tylko dla niego te dłonie, które masowały jego pośladki, język atakujący jego usta, szyję, sutki i ramiona. Ten oddech, który doprowadzał go do szaleństwa. I oczywiście niezmiernie podniecał.
Czy to tylko głupi sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- Tae... Jesteś taki piękny... - westchną starszy. kąsając jego skórę. Zassał się na niej chwilę, tworząc czerwony ślad. - Musisz częściej pokazywać mi się bez ubrań. - uśmiechnął się i zsunął się nieco. Bez większych oporów wsunął jego członka w swoje usta. Taehyung pisnął, całkowicie się tego nie spodziewając. Zakrył wargi dłonią, gryząc ją nieco w akcie desperacji. Było to coś najprzyjemniejszego na świecie. Gorące usta, śliski język. Niebo.
- Hyung!
Pojedyncze jęki wyrywały się pomimo prób ich zagłuszenia. Jego miłość życia właśnie robiła mu dobrze. Jego miłość mówiła, że jest ładny. Jego miłość chciała częściej widzieć go w takim stanie. Czy może być lepiej?
Starszy wziął go głębiej, poruszając szybciej głową. Jego palce masowały jądra Kima, z wyczuciem, dociskając w odpowiednim momencie. Szczupłe uda rozchyliły się mocniej, zaś wolna dłoń wsunęła się we włosy starszego, mimowolnie dociskając go do swojego krocza. Po chwili Hosoek wysunął go ze swoich ust i namiętne polizał jego policzek, sięgając po pudełeczko, które błyskawicznie wyciągnął. Zamoczył w nim palce i złapał młodszego za biodra, unosząc go odpowiednio wysoko. Tae objął go udami, wzdychając cicho. Nadal do niego cała ta sytuacja nie docierała. Nawet gdy mokry palec Hoseoka wślizgnął się w niego.
- Ach! - pisnął, zaciskając się na nim. Objął go mocno, wbijając palce w jego łopatki.
Rozciągał go energicznie, nie marnując czasu. Chwile później dołączył drugi palec, który masował go w środku już całkowicie intensywnie. Nie minęło wiele czasu, gdy Hoseok nachylił się nad nim i namiętnie całując zastąpił dłoń swoim członkiem.
Taehyung był nieco zestresowany. Nigdy nie uprawiał seksu, więc nie miał pojęcia jak się zachować. Gdy wsunął się w niego kawałek, pisnął w wargi Hopa, napinając wszystkie mięśnie. Bolało. Bardzo. Nie spodziewał się czegoś takiego, jednak przecież nie ucieknie. Pomimo strachu pragnął tego, chciał mu się oddać, musiał go w sobie rozkochać. Może tym sposobem się uda?
Odchylił głowę, umożliwiając mężczyźnie pieszczoty. Starszy wsuwając się coraz bardziej, w międzyczasie znaczył jego szyję. nie szczędząc jej ani trochę. Jego dłoń znalazła się na członku młodszego i zaczęła go masować, doprowadzając do naprawdę niebezpiecznie szalonego stanu. Hoseok westchnął aż, przymykając na chwilę powieki, gdy znalazł się w nim cały.
- Cholera, Tae... Jesteś tak cudowny w środku, tak ciasny, zaraz oszaleję.
Blondyn uśmiechnął się półprzytomnie, czując tym razem gorąco nie tylko na ciele, ale również i w sercu. Było mu dobrze. To on teraz dawał mu przyjemność. To z nim Hoseok spędzi tę noc.
- Hoseok.... - jęknął starszemu wprost do ucha.
Kolejne minuty były czymś nie do opisania. Multum doznać, uczuć. Opisanie słowami tego, co czuł w tym momencie było czymś niewykonalnym. Jego ciało po raz kolejny pokazało, że reaguje tylko na tego seksownego tancerza, że jest od niego uzależnione, że pragnie jego dotyku, czułości. Chce go czuć obok siebie, na sobie, w sobie. Usta Junga powinny być przy jego, zwinne dłonie stworzone były do dotykania jego ud.
Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, chociaż nieco chaotyczne. Wspólne jęki wypełniały pokój, krople potu spływały po ich podnieconych ciałach. Pchnięcia. Trafienia w prostatę. Ostra, szybka masturbacja. Kolejny. Jeszcze jeden. Krzyk. Gorący płyn we wnętrzu młodszego i na dłoni starszego. Szalone oddechy, odgłos ciała opadającego na ciało.
Mlask pocałunku, próby złapania oddechu.
- Najlepszy seks w moim życiu. - jęknął Hoseok, zakrywając ich nieco koślawo kołdrą. Wtulił Tae mocno w siebie, głaszcząc go przez chwilę.
Blondyn bez sił objął go w pasie, chowając twarz przy jego obojczykach. Dzisiejsza noc była najlepszą w jego życiu.


~*~


- Cholera. - Hoseok zerwał się znienacka, gdy tylko otworzył oczy. Tae spojrzał na niego zaskoczony. Sam nie spał już od dawna i zajmował się wpatrywaniem w swoją ukochaną twarz, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
- Co się stało, hyung? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając w kołdrę. Ciepło, miękko i w dodatku wymarzony facet siedział obok całkiem nagi. Życie jest wspaniałe!
- Kevin zaraz tutaj powinien być. - wypalił, wyskakując z łóżka. Wsunął na siebie bokserki, szybko sprzątając z ziemi swoje ubrania. - Szlag by to!
- Hm? - Taehyung nieco zaskoczony taką reakcją usiadł na łóżku, Liczył na słodki pocałunek, przytulanie się, nie zaś na wspominki o tamtym chłopaku.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. Kurwa mać. On nie może się dowiedzieć. - Hope podszedł do niego i złapał go za ramiona. - Byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy co robiliśmy. Przepraszam. - westchnął, gładząc go po włosach. - Udawajmy, że to się nie stało, dobrze? Nie chcę go stracić przez taką głupotę.
- Och, jasne. - skinął głową, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał. - Idę się wykąpać. - mruknął i szybko złapał za swoje bokserki, ubierając się błyskawicznie, po czym wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience.
SZLAG BY TO WSZYSTKO!
Alkohol? Nie wiedział co robi? Tak naprawdę nie chciał się z nim kochać, to tylko wina procentów? Czyli... Wcale mu się nie podoba?! Nadal dla niego liczy się tamta ciota, chociaż to seks z nim był ponoć najlepszy!
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Bolało go wszystko. Tyłek, głowa, najbardziej jednak serce. Jak mógł na to pozwolić? Czemu w ogóle pomyślał o tym, że Hoseok może go pokochać i rzucić Kevina dla niego?
Idiota! Imbecyl! Kretyn!
Gorące łzy mieszały się z wodą, on zaś nawet nie miał ochoty tłumić szlochu czy nas sobą panować. Czuł się podle. Wykorzystany, niekochany, zdradzony.
Opadł na ziemię, nie zakręcając nawet wody. Ukrył twarz w dłoniach, wydając z siebie rozpaczliwe odgłosy, które dźwięk strumienia zagłuszał. Nikt nawet nie wiedział, jak bardzo w środku był zniszczony.


- Jin, mogę spać u Was? Podłoga, cokolwiek... - szepnął. Stał właśnie z najstarszym w kuchni i pomagał kroić warzywa. Nie było innego wyjścia, nie mógł tam zostać.
- Hoseok? - odparł Seokjin, odstawiając naczynia do zlewu. Oparł się o blat, przypatrując uważnie młodszemu. Tae miał wrażenie, że przejrzał go na wylot.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Słyszałem was wczoraj, nie jestem też tak ślepy jak reszta. Schudłeś, twoja twarz stała się dziwnie wysuszona, nie żartujesz i już się nie wygłupiasz. Odkąd J-hope przyznał się do swojego związku, jesteś nieswój i nic Cię nie cieszy. - westchnął i objął młodszego mocno, wtulając w swoje ciało. - Nienawidzę, gdy ktoś z moich przyjaciół cierpi, a już najbardziej nie mogę znieść faktu, że tak pozytywna osóbka się załamała. On... Odrzucił Cię?
Taehyung zacisnął wargi i mocno go objął czując, jak łzy napływają mu do oczu.
- On kazał zapomnieć, udać... Że to nic. Dla niego to nic nie znaczyło hyung... On mnie nie chce...
- Nie ma na świecie mocy, która pozwoliłaby komuś się zakochać, czy odkochać. Tylko serce ma tutaj pole do popisu. - odsunął się nieco i położył dłoń na piersi młodszego, który pociągnął nosem, wbijając w nią spojrzenie. - Jeśli on Cię nie kocha, to nie zrobi tego chyba, że stanie się coś niezwykłego, co wyrzuci z tej skrytki Kevina i zastąpi go Tobą. Wiesz jednak, że szanse są nikłe.
- Co mam zrobić hyung? - szepnął, zaciskając palce na jego dłoni. Słowa Jina go bolały, jednak może znał sposób, cokolwiek? Wyrzuci Hoseoka z jego głowy i pozwoli mu być sobą? Przywróci dawnego Taehyunga, szalonego i głupiego, nieroztropnego...
- Odetnij się od niego. Tylko to Ci pozostało.


~*~


- Podasz mi sos, Tae? - Hoseok uśmiechnął się do młodszego, który zacisnął wargi i podał mu naczynie, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Schował się za miską z ryżem i szybko pałaszował swoją porcję, całkowicie wyłączając się z rozmowy. Czuł na sobie zdziwiony wzrok Hopa, jedna udawał, że po nim to spływa. Nie rozmawiali ze sobą od rana, jednak musiał poinformować ich o swojej decyzji.
- Um. Wyjeżdżam na kilka dni. - mruknął, odstawiając talerz. Oblizał usta i oparł dłonie za swoimi plecami, odchylając się do tyłu.
- Co? Gdzie? - Kook otworzył szerzej oczy. Tae zerknął na niego i mruknął.
- Na wakacje.
- Teraz? Chyba żartujesz. - mruknął Jimin, aż odstawiając swoje jedzenie na stolik.
- Nie. Potrzebuję tego.
- My potrzebujemy Cię do promocji, niedługo wydajemy płytę, hyung. - Jungkook aż się zapowietrzył, nie wierząc temu, co usłyszał. Kim westchnął tylko cicho. Czuł się podle, bo pokładali w nim nadzieje, jednak on już jedną stracił. Tę najważniejszą.
- Albo pojadę na te kilka dni, albo odchodzę z zespołu.
- CO?! - wszyscy poza Jinem aż się poderwali, patrząc na niewzruszonego Tae jak na wariata.
- Nie zmienicie mojej decyzji. Nie wysiedzę tutaj, źle się czuję.
- Jesteś chory, maluchu? - Monster w jednej chwili znalazł się obok niego, łapiąc go za ramiona.
- Trochę. Nie męczcie mnie, proszę. - odepchnął jego dłonie i wstał, odchodząc do swojego pokoju. Opadł na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Chciało mu się płakać. Życie bez nich byłoby koszmarem, ale gorszym jest aktualna egzystencja.
- TaeTae... - usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i głos J-hopa. Nie, tylko nie on...
- Idź stąd. - mruknął w poduszkę, odwracając się do niego plecami.
- Ale maluchu... Co się naprawdę dzieje?
- Nic, a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Jesteś jakiś inny.
- Owszem, jednak to nadal ciebie nie dotyczy, więc daj mi spać. - mruknął, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Martwię się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, Tae...
- W takim razie pomóż mi. - szepnął, zaciskając dłonie w piątki.
- Jak?
- Wyjdź stąd. Już. Teraz.
- Ale...
- Wyjdź! - warknął cicho, zagryzając swoją dolną wargę do krwi.
Wariuje. Siada mu na głowę. Całkowicie.


~*~


- Szlag mnie zaraz trafi. Dlaczego on do cholery nie odbiera? - warknął Hoseok, rzucając telefonem w kąt. Skrzywił się, wsuwając dłoń w swoje włosy, czochrając je.
- Uspokój się, ostatnio jesteś nie do zniesienia, mam tego dość. - mruknął Kevin, wychodząc z łóżka. Baz jakiegokolwiek skrępowania przysiadł nagi na jego kolanach, na co młodszy westchnął, nie będąc w nastroju na zabawy.
- Bo mnie to wkurza. Odbiera telefony od każdego, tylko mnie ignoruje.
- Widocznie ma Cię gdzieś, albo go czymś wkurzyłeś.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony. Nie sądził, by Tae nagle przestał go lubić, z drugiej strony przecież do niczego między nimi nie doszło, poza... Właśnie.
Czyżby to przez tamtą noc? Byłoby to logiczne, jednak przecież on już od dawna był nieswój. Przeszkadzało mu to szalenie. Był zazdrosny, gdy z innymi rozmawiał normalnie, podczas gdy go traktował od jakiegoś czasu jak powietrze.
Spojrzał na Kevina, który pisał smsy siedząc mu na kolanach. Ten to nigdy niczym się nie przejmował. Był cwany, wiedział czego chce i nie znosił sprzeciwu. Czasami miał wrażenie, że w ogóle mu nie zależy. Czemu więc kazał Tae o tym zapomnieć, a został z Woo? Przecież nie był wtedy aż tak pijany. Wiedział co robił, chciał się z nim kochać i naprawdę kochanie się z nim było czymś niesamowitym. Te rumieńce, nieśmiałe pocałunki. Czuł się... pewnie. Kochany i ważny.
Przy Woo było mu dobrze, seks z nim to bajka, jednak nawet nie mieli o czym rozmawiać. Brakowało mu poczucia humoru, był egoistyczny, nie miał zamiaru na jakieś ckliwe, romantyczne gesty. Czasami go to denerwowało, jednak kolejna noc szybko sprawiała, że takie myśli ulatywały z jego głowy.
Czy teraz jednak powinien w tym siedzieć? Czy lepiej będzie jak pojedzie do tego smutnego kosmity i będzie go błagać o wybaczenie? Coś musiał do niego czuć, skoro mu się oddał. Wiedział, że to jego pierwszy raz, zaś nic innego nie mogło być powodem wyjazdu.
Tae... Przecież od zawsze go do niego ciągnęło, ale nigdy nie starał się tego pogłębić tak naprawdę. Potem uciekł do Kevina, który był starszy, bardziej doświadczony. Zapomniał chwilowo o wyszczerzonym głuptasie. Czemu więc w tej chwili ma ochotę na tamte wargi, nie zaś te obok niego?
- Kevin... Kochasz mnie?
- Co? - starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym skrzywił nos, wywracając oczami. - Kocham się z tobą kochać.
- Pytam, czy kochasz mnie, czy tylko seks?
- Zadajesz głupie pytania. Nie mierzę tego taką kategorią. Jest mi z tobą dobrze, ale nie nazwę tego miłością. To luźna relacja, tyle. - wzruszył ramionami.
- Rozumiem. Ja Ciebie też nie kocham. - mruknął, zaciskając nieco wargi.
- To dobrze, jesteśmy dorośli, nie bawmy się w jakieś miłostki.
- Masz rację. Skończmy to.
- Co? - Kevin aż się poderwał, zaciskając długie palce na telefonie.
- Spałem z innym.
- HOSEOK! - warknął, przysuwając swoją twarz do jego. - Jeszcze mi powiedz, że to przez to ten gnojek się nie odzywa!
- Uh... - spuścił nieco głowę. Szlag by to.
- Nie! Hoseok! Nie mów, że spałeś z tą pierdołą?!
- Możliwe. Nie twój interes.
- Ty dupku! - uderzył go w twarz. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. 'Nie budź Hoseoka, ma kaca'! - przedrzeźniał głos Kima. - Ja czułem, że to nie tak! Jebaliście się do cholery! Kurwa mać! A on zawsze patrzył na mnie z nienawiścią! Nigdy nie przywitał mnie tak miło jak reszta! - warknął, odsuwając się od młodszego. Złapał za swoje ubrania i szybko zarzucił je na siebie. - Nienawidzę Cię, ale nie martw się. I tak Soohyun ma większego i lepiej się pieprzy. Miło było wracać po kiepskim seksie z tobą i dostać porządnie w dupę.
Hoseok rozchylił usta zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów.
- Tobie naprawdę ciężko zrobić dobrze, skoro masz wiadro zamiast dupy. - mruknął i ruszył w stronę łazienki, gdzie zamknął się zanim rozwścieczony blondyn dorwał się do klamki.
Nagle wszystko stało się jasne. Nawet go to nie zabolało, w końcu podjął dobrą decyzję.


~*~


Wybiegł z samochodu i z wielkim pudełkiem truskawkowych czekoladek wszedł do wysokiego budynku, w którym według jego informacji miał przebywać V. Był zestresowany, kręciło mu się w głowie. Musiał go zobaczyć.
Otworzył drzwi prowadzące do ogrodu. Rozejrzał się dookoła, przemierzając wykładaną kamieniem ścieżkę. Nie potrzebował wiele czasu, by dostrzec te rozczochrane włosy w niewielkiej altance. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w tamtą stronę.
- Tae! - powiedział donośnie, wchodząc do środka. Na chwilę aż go wcięło. Młodszy wyglądał strasznie. Podkrążone, zaczerwienione oczy. Strasznie schudł, wyglądał jak śmierć.
- Hyung? - spojrzał na niego tymi smutnymi źrenicami, rozchylając usta w zaskoczeniu. - Co ty tu robisz? Nie chciałem was oglądać.
- Nas, czy mnie? - odparł, podchodząc do niego. Wręczył mu czekoladki i przysiadł obok. Nie wiedział za bardzo jak się zachować, nie przemyślał tego, postanowił po prostu być szczery.
- Ciebie w szczególności. - przytaknął, wbijając wzrok przed siebie.
- Wiem i chcę to zmienić.
- Nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie.
- Mogę, wierz mi.
- Nie uwierzę, nie potrafię.
- Daj mi ostatnią szansę. - złapał go za dłoń, przyciągając ją do swoich ust. Musnął je czule, wpatrując się z uwagą w te nieszczęśliwe maleństwo.
- Nie chcę. I tak już raz się zawiodłem.
- Naprawię to. - zsunął się z ławki i przyklęknął pomiędzy jego udami. Taehyung otworzył szerzej oczy. - To z mojej winy jest z Tobą źle, prawda?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Wiem, że to przeze mnie. Ja... Zerwałem z Kevinem, nie kocham go, to bez sensu. - spojrzał mu w oczy, zaciskając dłonie na jego długich paluszkach. - Ja... Naprawdę z tobą czułem się inaczej. Tamta noc była najlepszą i chcę mieć cię już zawsze przy sobie.
- Piłeś, czy dzisiaj może coś brałeś? - westchnął młodszy, zaciskając wargi. Wyglądał tak smutno...
- Po prostu wsłuchałem się w to, co mówi mi serce. Chcę ciebie, TaeTae. - uniósł się nieco i wpił czule w jego wargi, gładząc jedną dłonią po policzku. Po chwili odsunął się, wpatrując w mokre policzki chłopaka.
- Hyung... Ja... Nie zniosę kolejnego razu... - wyszlochał, chowając twarz w dłoniach.
- Nigdy Cię już nie zostawię.
- Nie. Ja mam dość tego wszystkiego! Mam dość miłości, ciebie, uczuć! Wyrwij moje serce z piersi i je zabierz, chcę tylko spokoju.
- Tae... - nie takiej reakcji się spodziewał. Coś go ścisnęło w środku.
- Hopie... Ja Cię naprawdę kochałem. Cały czas starałem się być blisko ciebie... Teraz, gdy chciałem żyć bez ciebie, ty nagle się tu zjawiasz. Kiedy znowu ci się odwidzi i zostawisz mnie samemu sobie?! - spojrzał na niego zapłakany, drżąc. Hope niepewnie złapał go w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nigdy. Nie pozwolę, byś płakał. Przysięgam.
- Nie przysięgaj, pokochaj mnie tylko... Niczego innego nie potrzebuję.
- Pokocham.
- Kochaj mnie aż nie odejdę...
- Będę, Tae.
- Kocham Cię hyung. Do zobaczenia!

Strzał. Brzuch Hoseoka zaczął krwawić. Spojrzał zszokowany na Tae, który przyklęknął przy nim i ucałował jego wargi czule.
- Ja... Nie mogę pozwolić Ci tu zostać.
- Ale... Tae... - wyjąkał, łapiąc się za ranę od postrzału. Nie rozumiał. Przecież go kochał!
- Wziąłem tabletki, niedługo umrę, nie zniosę kolejnego życia bez Ciebie, Hoseok. Musisz pójść ze mną. - uśmiechnął się młodszy, kładąc się obok niego na zakrwawionej posadzce.
- Tae...
Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie chciał umierać. Chciał żyć, bawić się, tańczyć. Chciał... być z nim, ale nie w zaświatach.
Pojedyncza łza spłynęła z jego oczu.



~*~


-Hoseok! Hoseok, obudź się!
Słyszał stłumione głosy. Niemrawo rozchylił oczy. Biel, wszędzie biel.  I twarze reszty chłopaków z zespołu.
Ból w brzuchu. Szlag. Dopiero teraz sobie przypomniał.
- Ach! - jęknął, opadając z powrotem na łóżko. Jimin przyszpilił go za ramiona do materaca.
- Leż. Nie możesz się ruszać, bo rana się otworzy.
- Tae... Gdzie Tae? - spojrzał na chłopaków, którzy nieco zestresowani wymienili dziwne spojrzenia. - Ej! Co jest?
Nie. Nie mógł umrzeć! Przecież to nielogiczne!
- On... - zaczął Rap Monster.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym. - zakończył Jungkook, przegryzając dolną wargę. - Prawdopodobnie albo zamkną go tam, albo trafi do więzienia za próbę morderstwa.
- Co? - jęknął, łapiąc si za głowę. Co za paranoja.
- On nie jest normalny, jak mógł chcieć Cię zabić? - westchnął Yoongi, odchylając się na krześle. - Cudem Cię wyratowali, minuta i wąchałbyś kwiatki od spodu. Pieprzony psychol.
- Suga! - Jin spojrzał na niego karcąco. - Oszczędź sobie.
- Nie mam zamiaru.
Hoseok przymknął na chwilę powieki. Nadal nie dochodziło do niego, że Tae mógł go zamordować. Że zdołał wystrzelić. Nie chciał w to wierzyć. Jego mały, słodki kosmita nie był przestępcą.
- Mogę się z nim zobaczyć?
- Czy ty... - zaczął Min, jednak Nam mu przerwał.
- Możesz, jest tutaj, ale na innym oddziale.
- Zabierzesz mnie tam?
Blondyn skinął głową i pomógł mu wejść na wózek, po czym ruszył z nim w stronę.
Hope stresował się. Miał mętlik w głowie i nie wiedział, czy bardziej się o niego bał, czy bardziej był na niego wściekły.
Przejechał przez odpowiednio oznaczone drzwi, starając się uspokoić. RM musiał chwilę porozmawiać z lekarzem, zanim w ogóle ich wpuścili, co dodatkowo go irytowało. Dopiero po dłuższej chwili wjechali do białego pomieszczenia, gdzie w kącie siedział Tae, wpatrujący się nieco tępo w czystą ścianę.
- Tae... - odparł i dał znak Kimowi, by zostawił ich samych.
Młodszy spojrzał na niego dopiero po dłuższej chwili.
- Żyjesz... To dobrze.
- Tae... Dlaczego.... - wyjąkał, przysuwając się do niego. Czemu ta piękna twarz była teraz tak przerażająca?
- Bo Cię kocham. Miałem umrzeć, nie mogłem Cię tu zostawić, cierpiałbym, gdybym w nowym wcieleniu Cię nie miał przy sobie.
- Taeś... Ale... Przecież mogliśmy być szczęśliwi...
- Chcę umrzeć. Potrzebuję nowego życia. Czystego jak ta ściana. Będzie fajnie, hyung... Umrzyjmy razem i odrodźmy się po raz drugi. Wtedy nie będzie Kevina i nigdy nas już nic nie rozdzieli! To świetny pomysł, Hoseok! - uśmiechnął się szeroko i złapał starszego za ręce. Przyklęknął przy nim, patrząc w oczy starszego z nadzieją i radością. On... pierwszy raz od miesięcy był szczęśliwy. Dlaczego? Jak to się stało, że był tak zniszczony?
- Taeś... Żyjmy razem i się kochajmy... Tutaj... W tym życiu...
- Nie chcę Hopie. Proszę... Umrzyj dla mnie... - uśmiechał się jeszcze przez chwilę, po czym nagle w jego oczach pojawiły się łzy. - Zabij się hyung, proszę. Nie chcę, byś żył! - oparł głowę na jego kolanach, łamiąc biedne, hoseokowe serca na kawałki. - Umrzyj, jeśli mnie kochasz, ja też umrę...
Szatyn pociągnął nosem, gładząc czule włosy chłopaczka.
Nie wierzył w to, co widział. On był chory. Zwariował. Przez niego. Przez jego ślepotę i głupi związek z Kevinem. Zniszczył tego malucha...
- Tae, proszę... - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. Musnął czule jego usta, starając się zapanować nad słonymi kropami, które spływały i po jego policzkach.
- Zabiję Cię, hyung. Zabiję, zabiję, zabiję...

To ja Cię zabiłem, kochanie... Wybacz mi...






Zapraszam do komentowania ;)