Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yaoi. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2016

10. Bad romance




- I jak tam projekty? Dajecie radę, czy najchętniej wrócilibyście pod moje skrzydła? - Jimin uśmiechnęła się, obejmując dłońmi wysoką szklankę z owocowym koktajlem. Trąciła parę razy słomkę dolną wargą, po czym w końcu zdecydowała się na kilka małych łyków.
- Jest dobrze. Mam już kolorystykę i ramowy projekt, zostały szczegóły, by wyglądało to ładnie. Trochę jednak tęsknię. Wolę pracować z Jonginem, niż Chanyeolem - mruknął brunet, mieszając ryż z warzywami. Nabrał sporo i wsunął do ust, rozkoszując się przyjemnym i łagodnym smakiem. Wu był bardzo zadowolony z jego pracy, od razu wkupił się w jego łaski i szanse na przeniesienie były naprawdę wysokie. Wyróżniał się na tle pozostałych osób z zespołu, był od nich o wiele lepszy, chociaż miał najmniejsze doświadczenie.
- Channie jest specyficzny, nic się na to nie poradzi. Swoją drogą... - odstawiła napój na stół, mrużąc powieki. - Taehyung ostatnio się uspokoił. Od dwóch dni nie groził, że kogoś wywali. Wymęczyłeś go aż tak?
- Hm? Zmienił się? - Jeon nieco się skrzywił, nie bardzo rozumiejąc.
- Może to chwilowe, ale jest spokojniejszy niż zwykle i nie krzyczy jak kiedyś.
- Nie mam pojęcia dlaczego... Nie dzieje się u nas nic większego, jest typowo.
- Już myślałam, że serio go zaciążyłeś...
- Noona, jaka z ciebie śmieszka - mruknął, krzywiąc się. Cały Taehyung był nienormalny, ale wizja blondyna z brzuchem chyba wykraczała poza dziwactwa nawet kogoś takiego. - Raczej idzie to u nas w drugą stronę.
- Co? Nie gadaj, że to ty jesteś uległym! - kobieta prawie zakrztusiła się powietrzem, wpatrując w niego jak w kosmitę. Jeon odchylił się na krześle, bo ta wypowiedź do niego nie dochodziła.
- Nie ćpaj więcej noona, proszę. Logiczne, że to ja jestem na górze. Chodzi mi raczej o to, że chyba to powoli koniec nas.
- Huh? Co? Jak to?
Jungkook napchał się jedzeniem, wbijając wzrok w mieszankę, która leżała u niego na talerzu. Sam nie był pewien, czy jej o tym powiedzieć, w końcu to człowiek Kimów, z drugiej strony była najbardziej w porządku osobą, z jaką miał styczność. Znała sytuację chociaż pośrednio, zresztą skoro niedługo ją opuści, to wypadałoby chociaż uprzedzić.
- Chcę z nim zerwać, to związek bez przyszłości - westchnął, wspominając o oszukiwaniu się i jego zafascynowaniu samym seksem. Przy okazji napomknął o propozycji w Chinach, pominął jednak rozmowy z samym Wu. Zbyt wiele wiedzieć nie powinna.
- Skoro nic do niego nie czujesz, to tak będzie lepiej - przytaknęła, zabierając się za swój koktajl. - Nie spodziewałam się. Myślałam, że go kochasz.
- Czemu?
- Nie wiem - wzruszyła ramionami, dopijając go szybko do końca. - Na początku tak go broniłeś, że jest taki kochany, a jak na ciebie czekał, to raczej nie wyglądałeś na zawiedzionego. Pozory jednak mylą.
- Kłamał, to raczej wystarczający powód, by zerwać.
- Nie będziesz tęsknił?
- Noona... Ta decyzja naprawdę była trudna, nie mieszaj mi w głowie...
- Jak wolisz, Jungkook. W każdym razie ja trochę będę tęskniła. Ale tylko tyci tyci.



***


Przewrócił kolejną stronę notatnika, zaczynając dobierać nieco inne zdobniki na jednym z projektów. Było już grubo po trzeciej, on zaś nie mógł spać, postanowił więc skupić się na pracy. Taehyung drzemał w sypialni, więc sam przeniósł się do salonu, gdzie na sporym fotelu zaczął rysować. Przyjemna cisza, zakłócana tylko trzaskaniem ognia w kominku za nim, działała na niego uspokajająco. Czuł się zrelaksowany. Mógł na chwilę zapomnieć o problemach, które od jakiegoś czasu nie dawały mu spokoju. Kim jak na złość stał się jeszcze bardziej kuszący, męcząc go swoim pięknym ciałem, które ozdabiał na tyle podniecającymi ubraniami, że nie potrafił zrezygnować, chociaż obiecał sobie, że odetnie się przez ten tydzień i da Yoongiemu wolną rękę. Jak jednak miał to uczynić, gdy blondyn w podwiązkach i krótkich, koronkowych spodenkach siadał mu na kolanach, domagając się uwagi? Był mężczyzną, nie panował nad swoim interesem, który szalał na punkcie tego dzieciaka i stawał przy nim na baczność. Nawet jeśli chciał nad nim przejąć kontrolę i myślał o czymś obrzydliwym, to na nic to się nie zdawało. W konfrontacji z seksapilem mniejszego przegrywał.
Zacieniował markerem mały fragment, porównując go z poprzednim rysunkiem. Nadal nie mógł się zdecydować na jedno konkretne zdobienie, każde na swój sposób było przyjemne dla oka, a on sam miał jeszcze wiele pomysłów w głowie i mógłby stworzyć kilkanaście takich pudełeczek, było to jednak niemożliwe. Musiał trafić w chińskie gusta, a to nie było już takie proste, bo były nieco odmienne od koreańskich.
- Jungkookie?
Przestraszony, nieco podniesiony głos Taehyunga dotarł do jego uszu. Zaskoczony uniósł głowę i spojrzał na starszego, który opatulony kocem stał w wejściu, patrząc na niego z dziwnym smutkiem. Lekko wilgotne włosy sterczały mu na wszystkie strony, on sam zaś wyglądał tak, jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Coś się stało, koteczku?
- Wystraszyłem się. Nie było cię w łóżku... Myślałem, że wyszedłeś i mnie zostawiłeś - mruknął blondyn, opatulając się bardziej kocem.
Jungkook zacisnął lekko wargi, zakręcając marker nakrętką. Odstawił wszystko na stolik obok fotela, prostując nogi, jedną bowiem miał założoną na drugą.
- Nie uciekłbym przecież. Nie mogłem spać, więc przyszedłem popracować i zmęczyć oczy, wolałem tam nie palić światła, jeszcze bym cię zbudził.
- Och... Rozumiem. Po prostu... Tak jakoś się zestresowałem, bo zawsze byłeś obok.
- Źle ci się śpi beze mnie? - uśmiechnął się brunet i skinął dłonią, by do niego podszedł, co ten grzecznie uczynił. Młodszy objął go w pasie i przyciągnął do siebie, sadzając sobie na kolanach bokiem. Chłopaczek od razu oparł głowę o jego ramię, wtulając się mocno. - Pieszczoch.
- Przyzwyczaiłem się do twojego ciepła, poza tym zawsze lepiej śpi się przy takim cudownym ciele. Mogę cię dotykać, pocałować i jest bezpieczniej - wymruczał i uśmiechnął się szeroko, gdy Jungkook poprawił koc, by przypadkiem nie zmarzł. Czuł się dziwnie słysząc te słowa, z drugiej strony zaś aż zrobiło mu się cieplej w środku. Spojrzał na blondyna, czule głaszcząc jego policzek. Skłamałby gdyby powiedział, że trzymanie go w ramionach nie było przyjemne. Był taki śliczny, delikatny i słodziutki...
Pochylił się i ucałował delikatnie jego czoło, przytulając mocniej.
- Zanieść cię do łóżka?
- A mógłbym zostać z tobą? Nie będę przeszkadzał, mogę przenieść się na kanapę nawet.
- Możesz zostać na moich kolanach, jeśli chcesz - potarł nosem o ten jego, zaraz przybliżając swoje usta do jego. Pocałował go, najpierw czule i ostrożnie, zaraz jednak nieco bardziej naparł na jego wargi, rozchylając je powoli językiem. Wsunął się do środka, by namiętnie zacząć masować ten mniejszego. Pocierał o niego rytmicznie, czasami zahaczając o podniebienie.
Chłopak zamruczał, obejmując go za szyję, poruszając się na jego kolanach odrobinę. Jungkook czuł dreszcze, które przebiegały przez jego ciało. Dotyk blondyna był miły, podobał mu się.
- Miałeś pracować, kochanie - Tae oderwał się od jego ust, uśmiechając przy tym słodko. - Potem będziesz zły, że cię rozpraszam.
- Wolę ciebie, niż te projekty, eh... - westchnął, odsuwając swoją twarz od tej chłopaka. Sięgnął po kartki i markery, które ułożył na podbrzuszu kochanka. Ten oparł głowę o jego ramię, przyglądając się rysunkom kątem oka.
- Hm, może tutaj dodasz złotego? Tak na zagięciu? Tam tak zrobiłeś - wskazał na jeden z projektów, które Kook robił na początku. - Z tym będzie ładniej.
- Tak myślisz? - uniósł brew i złapał za odpowiedni mazak. Poprawił obramowanie i zerknął na Kima, który skinął głową, pocierając nosem o jego szyję.
- W Chinach musi być dużo wszystkiego, oni nie lubią minimalizmu. Jak sprzedawali bardziej proste słodycze, to były mniej popularne, niż te z masą pierdół. Wywijasy się sprawdzają, lubią czuć bogactwo.
Jungkook szybko ucałował jego czoło i zabrał się za rysowanie, co jakiś czas podsuwając Tae kartkę, ten zaś o dziwo potrafił mu doradzić. Nie spodziewał się tego, jednak musiał przyznać, że dzięki niemu udało mi się dość sprawnie z tym uwinąć. Jakieś poprawki pewnie będą konieczne, jednak miał już jakieś pojęcie.
Zerknął na przysypiającego blondyna, wzdychając. Nie miał pojęcia czemu, ale w środku coś go ściskało, gdy oglądał jego twarz. Nie rozumiał swoich uczuć, znowu łapał ten drugi stan, gdy miał wrażenie, że bez tego malucha jego życie będzie smutne i nudne.
Złapał go za rękę, splatając swoje palce z jego. Przysunął je złączone do swoich ust i czule pocałował. Tak być nie powinno. Musi zrozumieć sam siebie, jak jednak miał to zrobić, gdy przy podjęciu każdej z decyzji nagle wszystko odwraca się i chce zrobić wszystko na odwrót. Gdy był pewny ciągnięcia tego związku w nieskończoność, Tae okazał się być kłamcą. Teraz, gdy chciał to zakończyć miał wrażenie, że chyba coś do niego czuje.
Nienawidził go? Gardził nim? Miał za nikogo? Czy może tylko to sobie wmawiał? Może uwielbiał to, że był taki nieogarnięty i nieprzystosowany do życia? Możliwe, że zaczynał się w nim zakochiwać, chociaż tak się bronił? Nie miał pojęcia. Nic już nie wiedział. Jego umysł latał z jednej strony na drugą, w dodatku w totalne sprzeczności.
Gdy teraz na niego patrzył, czuł wstyd. Chłopak siedział ufnie na jego kolanach, pomagając mu stworzyć jak najlepszy projekt, który przecież miał mu tak zaszkodzić. Im lepszy będzie, tym większa szansa na ich rozstanie... Był naprawdę ostatnim gnojem, skoro wykorzystywał go w czymś, co może złamać jego serce. Tylko czy Tae był tak niewinny? Sam kłamał, w dodatku nie raz, nie dwa. Miał wiele tajemnic. Co, jeśli zaangażuje się, a ten go zostawi, gdy znajdzie sobie lepszego kandydata na chłopaka? On zostanie ze złamanym sercem i zawodem. Nie wiedział, czy może mu ufać, a to była wielka przeszkoda. Tym bardziej, że gdy teraz trzymał go śpiącego w swoich objęciach miał wrażenie, że nawet miło byłoby zerwać umowę i zacząć wszystko normalnie, jak prawdziwa para...



***


Spojrzał niezadowolony na Taehyunga, który rozmawiał o czymś z Yoongim, uśmiechając się szeroko. Nie podobało mu się, że jego chłopak tak dobrze dogadywał się z zielonowłosym, irytowało go to. Może i dał Minowi wolną rękę, jednak był zdania, że powinien się z tym jakoś ukrywać, a nie tak o sobie gadać i wpatrywać się w blondyna, jakby chciał go zaraz pocałować. Kim też nie był lepszy. Jaki oni mogli mieć wspólne tematy, skoro był przygłupi? Wyglądali na zainteresowanych, a to normalne nie jest!
Upił kilka łyków piwa, zerkając na Hoseoka, który właśnie wygłupiał się z Jiminem. Czuł się jak piąte koło u wozu, a przecież był tutaj ze swoim partnerem, tak się kurwa dziać nie powinno. To Yoongi powinien być wyobcowany i patrzeć z zazdrością na niego, i Tae, który siedziałby na jego kolanach, a nie obok starszego. Szlag by to. Czuł się podle i chociaż starał się to ukryć, to był cholernie zazdrosny. Gdy palce zielonowłosego trącały jakąkolwiek część ciała chłopaka, miał ochotę wstać i sprać mu twarz tak, by nawet najlepszy chirurg mu już nie pomógł. Ciekawe, czy z płaskim nosem wbitym w czaszkę też by uważał, że ma szanse u Kima? Może sprawdzi?
- Idę do toalety, przepraszam - blondyn uśmiechnął się i wstał, kierując w stronę łazienki. Jungkook w tej samej chwili poczuł na sobie wzrok hyunga, który zaprezentował mu swój uśmiech, dopijając napój z wysokiej szklanki.
- Coś taki nie w sosie, Kookie? Powinieneś się cieszyć.
Jeon zagryzł wargę, starając się zapanować nad nerwami. Pieprzony szmaciarz sobie z niego drwił.
- Przecież nie będę skakał z radości w momencie, gdy ktoś praktycznie rucha wzrokiem mojego chłopaka.
Yoongi prychnął i wstał, kierując się w stronę balkonu. Brunet uczynił to samo, przymykając lekko drzwi.
- Sam chciałeś, bym go ci odbił, w czym więc problem?
- Robisz to przy mnie, to irytujące i podejrzane. Jako chłopak powinienem zareagować.
- Przesadzasz. Przy mnie Tae nie myśli o tobie, nie spinaj się. Pewnie by nie zauważył, że zniknąłeś - zaśmiał się niższy, wychylając nieco przez barierkę. W tym momencie miał ochotę go przez nią wypchnąć, by poleciał i nigdy więcej nie wrócił, jednak niestety nie wchodziło to w grę. Musiał zapanować nad złością.
- No nie wiem, raczej mnie kocha.
- Odkocha się. Jestem dla niego lepszym partnerem i niedługo sam to zauważy. A ty zastanów się, czy serio chcesz z nim zerwać, i albo daj mi z nim być, albo się ogarnij by poprawić wasze relacje.
- Nie zależy mi na nim.
- Czyli go nie chcesz, tak?
Jungkook wstrzymał na chwilę oddech. To nie tak, że go nie chciał, zwyczajnie nie mógł go chcieć, jednak przyznanie się do tego już nie wchodziło w grę. Co miał powiedzieć? Że mu trochę zależało, ale związek na umowę i wieczne kłamstwa to nie to, czego oczekuje?
- Nie chcę, bierz go sobie.
- Okej. To teraz mu to powiedz, stoi za tobą.
Jeon zaskoczony szybko odwrócił się i spojrzał na blondyna, który stał przy lekko uchylonych drzwiach, zaciskając dłonie w pięści.
- Tae... - błyskawicznie wszedł do pokoju, nie bardzo wiedząc jak się wytłumaczyć. Na policzkach starszego dostrzegł pojedyncze łzy, co wytrąciło go z równowagi.
- N-nie chcesz mnie, Jungkookie? Ani trochę? - uniósł nieco podbródek, wbijając w bruneta przepełnione bólem spojrzenie.
- Tae, ja... To nie tak - zaczął się jąkać. Jego dłonie jak i całe ciało drżało, czuł w środku coś nieprzyjemnego. Nie chciał oglądać go w takim stanie. Nie chciał, by dowiedział się o rozstaniu w taki sposób. Nie chciał go zranić...
- A jak? S-słyszałem... Czemu mnie nie chcesz, cz-czemu? - Tae podszedł do niego i zacisnął dłonie na jego koszulce, a Kook czuł, że wali mu się grunt pod nogami. Co miał mu powiedzieć? I ważniejsze... Czy miałby to ratować, czy lepiej mimo wszystko teraz skończyć ten związek?
- Ja... Nie pasujemy do siebie, Taeś. Żyjemy w innych światach, ja się nie nadaję.
- Nie zganiaj wszystkiego na to, przecież to nieistotne! - pisnął, opierając czoło o jego ramię. - Nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie!
- Tae...
- Kocham cię, Jungkook! - uniósł głowę, a Jungkook wstrzymał oddech. Nie takich słów oczekiwał. - Naprawdę cię kocham. Nie zostawiaj mnie, nie dam sobie rady...
- Dasz, jesteś silny. Chłopak milioner to po prostu coś, co mi nie odpowiada. To nie twoja wina, ja... - zająknął się na chwilę. - Po prostu nie dam rady być z tobą...
Serce bolało go coraz bardziej. Najchętniej sam by się rozpłakał, jednak nie mógł. Musiał być silny i to zakończyć. Nie było odwrotu nawet, jeśli też coś do niego czuł. Tak będzie lepiej.
- Och... N-nie dasz r-rady... - Taehyung pociągnął nosem i odsunął się, szybko kierując w stronę wyjścia.
Jungkook wyłapał jedynie, że Yoongi wybiegł za nim, potem jego oczy przesłoniła mgła z łez.
Powinien czuć ulgę, czemu więc miał wrażenie, że to mu złamano serce, nie odwrotnie?





Komentarze mile widziane ;)

sobota, 11 lipca 2015

2. Bad boys

Ostrzeżenia : wulgarne słownictwo, +18, ostre sceny seksu, bdsm! 
Ta seria to typowy smut, nastawiona jest na seks i łóżkowe zabawy, uprzedzam już na starcie. 







Uśmiechnął się pod nosem, wychodząc z sali. Wsunął pod pachę teczkę, nieśpiesznie zmierzając w stronę pomieszczenia, w którym urzędowała szkolna rada. Na szczęście nie było to daleko, dlatego po kilkunastu sekundach wsunął klucz do dziurki i przekręcił go, przekraczając próg. Przymknął drzwi, rzucając dokumenty na stolik, po czym z cichym westchnięciem przysiadł na miękkim fotelu. Wysunął z kieszeni telefon i odczytał wiadomość. 
Cóż. Nie brał nawet pod uwagę innej odpowiedzi, jednak mimo wszystko poczuł przyjemny ucisk w okolicach podbrzusza. Miał niesamowitą ochotę na więcej. Wczoraj czuł się wybornie, czego dowodem były siniaki i poranione plecy. Wprawdzie i tak spodziewał się większej brutalności, jednak nie miał na co narzekać. Jeszcze nauczy dzieciaka odpowiedniego, sadystycznego podejścia do życia i seksu. I tak ma dobre podstawy, więc wszystko jest na dobrej drodze.
Otworzył oczy, szybko odpisując.
"Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że pokażesz mi, że jesteś prawdziwym mężczyzną. Potrzebuję Cię, kochanie <3"
Ach, jak słodko. Zaraz się rozczuli!
Schował telefon i sięgnął po butelkę wody. Odkręcił ją i upił łyk. Kto by pomyślał, że tak łatwo uda mu się do niego dotrzeć...
Gdy Jimin postanowił odpuścić sobie rolę przewodniczącego, od razu uprzedził go, że w szkole są wyrzutki, na które lepiej uważać. Jeon Jungkook był numerem jeden na liście. Chamski, prostacki, z niezbyt dobrej rodziny. Wagarowicz i ktoś, z kim lepiej się nie zadawać, a zwyczajnie ignorować. Jakże on, Kim Taehyung, mógłby sobie darować? Już wcześniej słyszał o tym irytującym pierwszaku, który nie stronił od bójek i którego frekwencja była przerażająco niska. Pierwszy semestr zdał cudem, zapewne wyliczał sobie ile dni musi być na zajęciach, by być klasyfikowanym... Poza tym legendy o jego agresji również było co najmniej intrygujące, żeby nie powiedzieć, że podniecające. Od razu więc postanowił coś z tym fantem zrobi. Musiał zdobyć tego chłopaka i sobie go podporządkować, oczywiście tylko emocjonalnie. 
Łączyły się tutaj dwa cele - chciał pokazać Parkowi, że był lepszy w pilnowaniu uczniów, a po drugie... Nie da się ukryć, że brutalność była jego fetyszem. Był stuprocentowym masochistą, potrzebował więc kogoś, kto był nieobliczalny, kto sprałby mu dupsko i porządnie przerżnął. Tak, jak wczoraj. 
Ach, był naprawdę pomysłowy! Śledzenie go po zajęciach, wymuszona kłótnia z tym głupim wielkoludem... Przez myśl mu by nie przeszło, że ten blondyn był takim upośledzonym kretynem. Kto by się sprzeczał o chrupki?! W każdym razie ten jeden raz głupota innych go nie przerażała, wręcz była pomocna. Tak jak i ładna twarz. 
Delikatne, gładkie ciało, wielkie oczy i długie rzęsy, niewinny wygląd i zgrabna figura. Tylko prawdziwie heteroseksualny mężczyzna nie skoczyłby mu na ratunek, a Jeon miał w sobie tę gejowatość. Owszem, dobrze ukrytą, ale gejdar bywał w jego wypadku niesamowity, od razu wszystko wyczuł. Potem trzeba było zdać się na swoje uwodzicielskie zdolności i chłopak był jego. Ach! Na same wspomnienie robiło mu się gorąco. 
Te podduszanie... I moment, gdy go rzucił o ścianę! Do teraz bolały go plecy od tego uderzenie, nie wspominając o pośladkach i siniakach na biodrach. Ten seks był jednym z lepszych, z czystym sumieniem mógł to powiedzieć. Teraz wystarczy go prowokować i wkurzać, najeżdżać na ambicje i będzie coraz ostrzej. 
- Ach! Jungkookie! - westchnął i rozmarzony sięgnął po długopis i notatki.



***


- Cieszę się, że znalazłeś dla mnie czas. - zamruczał mu do ucha, uśmiechając się szeroko. Był pewien, że nie miał żadnych planów poza wyniszczaniem swoich organów alkoholem i papierosami, więc to dla niego żadne wyrzeczenie, ale starał się zgrywać chociaż pozory. To niezbyt dobra pora na bycie szczerym, trzeba się pilnować, aż chłopaczek nie poczuje, że może zachowywać się na luzie. Teraz traktuje to trochę jak obowiązek, bo zapewne słyszał czasami o wrednym Kimie, który zawsze wynajdzie coś złego na wroga, a ten w błyskawicznym tempie znikał z tej szkoły, w dodatku z negatywną opinią. Tracił zatem szansę na dostanie się do innej placówki na podobnym poziomie, co skutkowało spieprzoną przyszłością. Nawet taki buntownik wiedział, że ukończyć liceum trzeba, nie ma innej opcji. Poza tym... Nie musiałby nawet nic kombinować, on sam miał na tyle nieciekawą przyszłość, że wystarczyło wpisać kilkanaście bójek do protokołu i Jeon Jungkook powiedziałby papa! Miał jednak szczęście, że był przystojny i miał w sobie sporo męskości. Nawet fakt, że jest młodszy, jakoś mu nie przeszkadzał. Siła, odpowiednio umięśnione ciało, słuszny wzrost, nie miał zastrzeżeń, w końcu nie wiek robi z człowieka mężczyznę, poza tym głupszym lepiej sterować.
- Spoko. - mruknął tylko brunet, jakby za karę krocząc obok niego w stronę bloków w których, według tajnych notatek przewodniczącego, pomieszkiwał. Nieprzyjemna okolica, typowo robotnicza, czyli kolesie pod klatką, którzy plują i zachowują się jak świnie, podobnie zresztą wyglądają. Nie pasował tutaj ze swoimi drogimi, eleganckimi koszulami, idealnie ułożonymi włosami. Nie miał zamiaru jednak narzekać, w końcu i tak pieprzyli się w gorszym miejscu. Teraz chociaż będą mieli łóżko.
Młodszy otworzył drzwi od klatki i wszedł pierwszy. Zero kultury, ale czego się spodziewał? Ważne, że go wpuścił.
Mieszkał na drugim piętrze, nie było windy. Śmierdziało trochę starością, na szczęście drzwi od mieszkania były całkiem przyzwoite, więc śmiało przekroczył próg. Mały korytarz, gdzie zdjął buty i grzecznie wszedł do pokoju, w którym zniknął chłopak. Jeju, jego garderoba była większa! Jak on się tutaj mieścił?!
Ściany poobklejane plakatami jakiś zespołów, pomalowane na ciemne kolory, porozwalane płyty i ubrania. Bez wątpienia nie dbał o porządek.
Już miał sobie usiąść, gdy usłyszał dźwięk zamka i głos bruneta.
- Rozbieraj się. 
Spojrzał na niego zaskoczony.
- Że...
- Masz się kurwa słuchać. - warknął i podszedł do niego, łapiąc za materiał koszuli i bez większych oporów rozrywając ją. Taehyung aż wstrzymał oddech. Jego ulubiona, jak mógł...
- Jung... - zaczął, ale nie miał okazji zakończyć. Jeon złapał go za podbródek dość mocno i przysunął swoją twarz do jego.
- Powiedziałem, że masz się rozbierać do cholery. Chciałeś, to masz, ze mną nie będzie cackania, robimy to po mojemu. - mruknął, łapiąc go zębami za dolną wargę. Przegryzł ją do krwi, następnie zaś odsunął się i rozpiął swoje spodnie. 
Starszy zarumieniony szybko pozbył się ubrań, prezentując swoje zgrabne ciało chłopakowi, który nie wykazywał jednak większego zainteresowania.
- Klękaj.
O cholera. On jest niemożliwy! Tak bez wstępu, czegokolwiek?! Nie było nawet odpowiedniej atmosfery... Trzeba było się jednak dostosować, więc nieco niechętnie opadł na kolana i spojrzał na niego z dołu.
- Co teraz?
- Po pierwsze, masz mówić do mnie Panie. Po drugie... Doskonale wiesz, co robić. 
Skinął głową, i nabrał powietrza w płuca. Seks oralny nie był dla niego nowością, jednak nigdy nie dochodziło do tego w takich okolicznościach. Wyjął jego członka z bokserek i spojrzał na niego, powoli wsuwając do ust główkę. Młodszy niemal natychmiast wplótł dłonie w jego włosy, zdecydowanym ruchem przyciskając go do swojego krocza, na co Tae nie mógł zrobić niczego innego, jak wzięcie go całego, aż po samo gardło. Był całkiem spory, więc chwilowo poczuł mały dyskomfort tym bardziej, że Jeon był niecierpliwy i szarpnął go za włosy.
- Bierz go, szmato. Nie opierdalaj się. - pociągnął go za włosy, niedelikatnie, ale przyjemnie. Ach! Władczy! Całkowicie podjarany tymi chamskimi słowami zaczął poruszać głową, biorąc go najgłębiej, jak tylko potrafił, dłonią zaś masował jego jądra. Ciche westchnięcia chłopaka były przyjemne, a duże dłonie, które zmuszały go do bardziej energicznych pieszczot, były wręcz niesamowite.
Poruszał biodrami, biorąc go w usta, jak gdyby były to jego pośladki. Przez chwilę miał wrażenie, że nie da rady i się udławi, jednak na szczęście udało mu się uniknąć kompromitacji. Zamiast tego spojrzał z dołu na chłopaka, który uśmiechnął się pogardliwie, bez uprzedzenia dochodząc po dłuższej chwili w jego usta. Lepki płyn spłynął po jego brodzie, starł więc go dłonią. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, miał ochotę na jeszcze, jego członek był już twardy, ciało zaś gotowe na kolejne doznania.
Jeon jednak przysiadł jak gdyby nigdy nic na fotelu i skinął głową na blondyna.
- Wskakuj na łóżko.
Starszy uczynił to, następnie kazano mu rozchylić nogi, co również zrobił.
- Masz. - rzucił mu lubrykant. - Przygotuj się.
- Że... sam? - jęknął, wytrzeszczając oczy. Miał sobie robić palcówkę?!
- Sprzeciwiasz się? - warknął, wstając. Wysunął z kieszeni zapalniczkę i bez większych oporów przyłożył ją do sutka chłopaka i odpalił.
- ACH! - pisnął, odskakując natychmiastowo. Łzy zalśniły mu w oczach. 
- Teraz rozumiesz, prawda? - uśmiechnął się brunet i wrócił na swoje miejsce, wyciągając papierosa. Zapalił, zaciągając się dymem. Wyglądał jak alfons, który sprawdza, czy dziwka jest odpowiednio przygotowana. 
Nalał na palce płynu, po czym pociągając nosem rozchylił uda, powoli wsuwając jeden do środka. Jęknął cicho. Nieprzyjemne uczucie. Lepiej było, gdy robił to ktoś inny.
Poruszał się w sobie, przymykając powieki. Upokarzające, okropne, ale i podniecające. Nie miał pojęcia, czemu nakręcał się, skoro ewidentnie traktowano go źle, jednak chyba nie chciałby tego zmienić. 
Wbił wzrok w palącego chłopaka, wsuwając drugi. Były niesamowicie długie, więc mógł siebie mocno i dogłębnie spenetrować. Otarł się o swoją prostatę, z jego ust zaś wydobył się przeciągły, kuszący jęk. Ponowił czynność, raz po raz pieszcząc czuły punkt.
Jego niski głos rozbrzmiewał w pokoju. Niezbyt mu się podobało samozaspokojenie, ale przecież nie miał nic do powiedzenia.
Jeon nagle wstał, zrzucił z siebie bluzkę, niemal natychmiast lądując na łóżku. Złapał go za nadgarstek i wysunął bez żadnej delikatności z dziurki. Złączył dwie dłonie razem i szybko obwiązał je jakimś sznurkiem na tyle mocno, że materiał wpijał się w delikatne nadgarstki. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję zaczepił sznurek o pręt łóżka.
 - Ach... Panie... - wyjęczał, wpatrując się w niego z niemałą fascynacją. Zapowiadało się to niesamowicie przyjemnie. Zacznie go karać? Ostro rżnąć? Tak! Tak! Tak!
- Pobawimy się, laleczko. - na twarzy chłopaka pojawił się dziwny uśmiech. Wredny. Niespodziewanie nachylił się nad szyją blondyna i zaczął ją... całować. Namiętnie, seksownie, mokro... Jego język szalał, zostawiając mokre ślady.
- Och... - jęknął, gdy zęby delikatnie złapały za skórę i ją pociągnęły. Nie sądził, że potrafi być tak czuły... Jego dłoń zaczęła masować jego tors, podszczypując. W drugiej nadal trzymał papierosa, którego jak gdyby nigdy nic zgasił na biodrze Tae.
- Aj! 
Ból, całkowicie inny niż dotychczas. W połączeniu z pocałunkami... Kosmos. 
Zsunął spodnie i po nawilżeniu penisa wszedł w niego od razu do końca. Cudownie, wspaniale. Uwielbiał moment, gdy członek go tak rozciągał i sprawiał, że małe łzy pojawiają się pod powiekami. 
- Będę romantyczny, cieszysz się? Rozgrzeję Cię do granic możliwości... - zamruczał zmysłowo, wpijając się w rozchylone wargi Tae. Jego język był jak wąż, oplatał ten starszego, pieszcząc podniebienie całkowicie oszałamiająco. To nie było zwyczajne, głupie memłanie językiem, a prawdziwy pocałunek, przepełniony męskością, wyższością bruneta. Był idealny. W tym momencie Kim poczuł się jak bezbronny, mały chłopiec, który nie mógł nic przeciwko temu facetowi z krwi i kości.
Nagle usłyszał jakiś dźwięk i gorąco przy boku. Chciał się wyrwać, ale w tym samym momencie młodszy poruszył się w nim zdecydowanie, uderzając w prostatę. Zaczęło się. Szybkie, zdecydowane ruchy zawsze idealnie wymierzone. 
I ogień.
Podpalał go. 
Biodra, uda, ręce, tors.
Nie miał nawet jak się odsunąć, gdyż tkwił w nim jego członek, zaś ręce były skrępowane. 
Krzyczał z bólu. Jęczał z przyjemności. 
I jeszcze te usta, które chciały go zagłuszyć, całując z namiętnością.
Serce waliło mu jak oszalałe.
Bolało. Tak bardzo bolało.
Było cudownie, zmysłowo. Tak nieziemsko...
Sprzeczność, całkowita.
Ledwo oddychał, nie mógł nawet skupić myśli na czymkolwiek. Nigdy nie czuł się tak dobrze, jak teraz. Żaden seks nie dawał mu takiej radości. 
- Krzycz. - mruknął Jeon, uderzając mocno w prostatę i podpalając w tym samym momencie jego sutek.
- Panie! Ach! Kook! - zacisnął na nim mocniej uda, wyginając się w łuk. Nie potrzebował nawet ruchów na swoim członku, by się niesamowicie podniecić. Kolejny ruch. atak na szyję i doszedł na niego. 
- Nieładnie... Będzie kara... - mruknął, po czym wsunął się w niego ostatni raz i doszedł w nim. 
Ledwo oddychali. Jeon opadł obok, starając się złapać oddech.
- Ubrudziłeś mnie. 
Podpalił sznurek, uwalniając jego ręce, które były poranione niemal do krwi. 
Tae rozmasował je delikatnie, po czym chciał się przytulić, jednak ten pokiwał głową przecząco.
- Kara. Wypnij się.
Starszy spojrzał na niego lekko przerażony, jednak ostatkiem sił przewrócił się na brzuch i wypiął pośladki, po których spływała sperma bruneta. Drżał cały, ledwo się trzymał w tej pozycji.
- ACH! - krzyknął, gdy poczuł silne, przeszywające uderzenie. To nie była ręka.
Opadł na łóżko, patrząc kątem oka na Kooka, który rzucił na ziemię skórzany pasek.
- Teraz jest dobrze. - odparł i położył się obok niego.
Starszy nadął nieco policzki i przysunął się do niego, wtulając w umięśniony tors. 
Zawsze po wszystkim potrzebował dużej dawki czułości, musiał się poprzytulać, pomiziać. Czuć się bezpiecznie po prostu.
- Jungkook... Dziękuję, jesteś cudowny.
- Wiem. - westchnął i sięgnął po kołdrę, którą ich przykrył.
Starszy uśmiechnął się słabo i pocałował go w policzek. Teraz powinni się słodko dotykać, głaskać. Jeon powinien objąć go ramieniem i powiedzieć, że jest śliczny... 
Czemu tego nie zrobił?
- Jungkook...
- Co znowu? - warknął, zerkając na niego z niezadowoleniem.
- Obejmij mnie, proszę...
Brunet przewrócił oczami i położył się na boku, łapiąc go mocno w pasie. Przyciągnął go do siebie, chowając w swoich ramionach. 
- Może być?
- Tak, dziękuję.






Proszę o komentarze ;)

czwartek, 2 lipca 2015

One shot: Hug me

Dedykacja: urodzinowy shocik dla Patrycji. Spóźnione sto lat! <3
Gatunek: yaoi, angst, vignette
Ostrzeżenia: +18, totalne emo.
Zespół: BTS, U-KISS
Pairing: Vhope, KevSeok (Kevin Woo x J-hope), SooVin (Soohyun x Kevin)


Warto czytać przy tym: [klik].



Zacisnął wargi, opatulając się dokładniej kocem. Wieczory były coraz chłodniejsze, on zaś nie miał zamiaru wracać do mieszkania, gdzie w najlepsze bawiła się reszta zespołu. Nie miał ochoty pić, wygłupiać się, tańczyć. Prawdę powiedziawszy nie miał siły na cokolwiek, siedział już więc kolejną godzinę ze słuchawkami na uszach, słuchając nieco przygnębiających piosenek. Tylko od czasu do czasu odrywał się od swojego pasjonującego zajęcia, by zjeść przekąski, które przynosił mu zaniepokojony Jin. Spławiał go wtedy złym samopoczuciem i bolącą głową, w co najstarszy chyba nie bardzo wierzył, jednak nie drążył tematu, za co Taehyung był mu wdzięczny. Opowiadanie o jego problemach nie wchodziło w grę, zaś kłamać go nie chciał, w końcu zły humor poniekąd doprowadzał do ucisków na jego skroniach, tym samym powodując ból. Zresztą w środku go bolało, liczy się, prawda?
Ukrył nos w ciepłym materiale, pociągając nieco nosem. Zapewne się przeziębi, menadżer go zabije, jednak na tę chwilę niezbyt go to zajmowało. W końcu miał swoje problemy, które sukcesywnie wyniszczały każdą sferę jego i tak męczącego życia. Serce w końcu jest najważniejsze. Miłość je zabija, prawda? Powoli łamie je na kawałki, bądź brutalnie rwie na strzępy, za nic mając sobie cierpienie i łzy.
Jest też mózg, zgadza się? Myśli, które są zajmowane przez jedną osobę powoli doprowadzają człowieka do szaleństwa, nie pozwalając mu skupić się na niczym innym.
Uczucia są trudne. Bolesne. Okropne. Zatracamy się, poświęcamy, wariujemy. Czy są tego jakieś pozytywy? Owszem, jednak nie w miłości nieodwzajemnionej, skazanej na porażkę od pierwszej chwili, gdy zagościła w naiwnym sercu i postanowiła nim zawładnąć. Już wtedy niczym trucizna zaczęła powoli oddziaływać na nieświadomą istotę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak straszną chorobą jest kochanie kogoś.
Taehyung był chory. Od kilku miesięcy powolutku się wykańczał, chociaż kiedyś było z nim lepiej, miał bowiem nadzieję, która rozpalała jego wnętrze, dawała mu radość. Każdy uśmiech tego mężczyzny, każdy gest, delikatnie przytulenie, czy też bezsensowne wygłupy. Wszystko to było sensem jego życia, dawało mu to energię i wiarę, siłę do walki. Do starania się nie tylko o niego, ale też o dobro zespołu.
Czuł się podle, bo ostatnio coraz mniej się przykładał. Nie miał ochoty tańczyć, szybko się męczył, a spotkania z fanami nie wywoływały w jego sercu radosnych podskoków, było to dla niego neutralne. Co chwila tylko zerkał na ucieszonego Hoseoka, który z radością podpisywał się na płytach i plakatach. Był pełen energii. Cały on. Za to chyba kochał go najbardziej. Nikt nie był tak pozytywny, czemu więc teraz wlewa do jego serca tylko rozpacz?
- Jesteś beznadziejny, Taehyung. - mruknął sam do siebie i nieco niemrawo wstał, zsuwając z głowy koc, po czym otworzył drzwi balkonu i wszedł do środka.
Muzyka grała całkiem głośno, na stole walały się opakowania po chipsach, nie wspominając już o puszkach i butelkach po alkoholu, które zajmowały większą część mieszkania. Nie podobał mu się ten bałagan, jednak cóż. Wszyscy byli już mocno wstawieni, nikomu nie chciało się sprzątać, on zaś nie był skory do miłosierdzia. Nie w obecnym stanie.
Zerknął kątem oka na leżącego na podłodze Sugę, który coś mówił sam do siebie, czkając raz po raz i wybuchając po tym śmiechem. Niedaleko stał Nam i Jinem i opowiadali jakieś historyjki, szczerząc się w głupkowaty sposób, zaś Jimin wywijał pośladkami przed Jungkookiem, który chciał go olać, ale chyba nie wiedział w jaki sposób, bowiem pijany Jimin jest prawdziwym natrętem i ciężko się go pozbyć. I...
- TaeTae. - usłyszał przy uchu niski głos, na co aż podskoczył wystraszony. Nie zauważył kiedy Hoseok znalazł się tak blisko, chyba był dzisiaj jakiś rozkojarzony.
- Um, tak hyung? - szepnął, nie mając ochoty wysilić się nawet na pewniejszy ton. Serce w jego piersi oszalało, waląc tak, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Oddech szatyna na nago karku nie pomagał. Musi uciec. Teraz. Zaraz.
- Dlaczego nie bawisz się z  nami? Cały czas siedzisz na balkonie, wypij coś.
- Źle się czuję, lepiej nie. - odparł, zaciskając nieco wargi. Wdech, wydech. Uspokój się. On wcale nie jest tak blisko. On wcale... nie obejmuje Cię w pasie. Na bogów! Czemu los jest tak okrutny?!
- Mogłeś pić sok i posiedzieć ze mną. Ostatnio opuszczasz każdą naszą imprezę, martwię się. - oparł brodę na ramieniu Taehyunga, wtulając nos w jego szyję. Młodszy zadrżał, nieco niepewnie opierając swoje dłonie na jego, które splótł na jego brzuchu.
- Nie mam ochoty na alkohol, mam jakiś melancholijny nastrój. Poza tym lubię sobie porozmyślać, w nocy najlepiej mi to wychodzi. - westchnął cicho, przymykając powieki. Było mu tak niesamowicie przyjemnie, z drugiej zaś strony tragicznie. Nienawidził tych momentów czułości, gdy Hoseok traktował go tak wspaniale i z uczuciem. Gdy przytulał go, cmokał w policzek, nosił na rękach. To były tylko fałszywe znaki, które bardziej młodszego nakręcały, robiąc mu złudną nadzieję na szczęście.
- O czym myślisz? - Jung pogładził delikatnie jego dłoń, pocierając nosem o wrażliwą skórę na szyi, mrucząc cicho jak rasowy kot.
- O wszystkim. O zespole, życiu...
- O mnie też? - uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego zadowolony, z iskierkami w oczach.
- Też. O każdym z moich przyjaciół. - mruknął Taehyung, delikatnie wysuwając się z jego objęć. - Idę spać, dobranoc, hyung.
- Też już pójdę. - powiedział, łapiąc młodszego za rękę i pociągnął go w stronę ich pokoju, który dzielili jeszcze z Jiminem.
Kim miał ochotę zaprotestować, jednak ciało samo podążyło za starszym, niczym metal do magnesu. Starszy przyciągał go z niesamowitą siłą, czasami wręcz nad sobą nie panował. Był jak marionetka, Hoseok zaś pociągał za sznurki wedle własnego widzimisię. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że chociaż rozum wiedział, że to głupie i dziecinne, to serce szalało w piersi i było szczęśliwe. Niesamowita sprzeczność, okropnie dobijająca. Gdyby tylko mógł, to wykasowałby tę ckliwość z serca, bądź z mózgu tę niejako roztropność i pesymizm. Wybrałby życie pozbawione miłości, bądź też głupie, naiwne uczucie do tego mężczyzny, z którym wszedł właśnie do pokoju.
Przełknął ślinę, gdy starszy zrzucił z siebie koszulkę, prezentując swoje umięśnione, jasne ciało. Jeszcze tego brakowało. Ledwo znosił go w tym samym pomieszczeniu, teraz zaś stał przed nim pół nagi, nieco chwiejnie wskakując na łóżko. Chwila. Czemu zajął jego, a nie swoje?
- Hyung, to moje łóżko.
- Wiem.
- Um, dobrze, prześpię się na Twoim. - mruknął, wymijając go, jednak po kilku krokach coś uniemożliwiło mu dalszą drogę. - Hyung?
- Śpij ze mną, TaeTae. - szepnął, ciągnąc go za koc w swoją stronę. Kimowi serce niemal wyrwało się z klatki piersiowej. jak w transie podszedł do łóżka i spojrzał na swojego ukochanego, który z zamkniętymi oczami oddychał spokojnie.
- Nie możemy, twój chłopak...
- Będziemy tylko spać na jednym łóżku, jesteś na tym punkcie przewrażliwiony. Niedługo koło mnie nie usiądziesz, bo Kevin coś tam. Przecież nie robimy nic złego, to nic nie znaczy.
- Nie lubię spać w smrodzie alkoholu, chyba sobie daruję. - ostatkiem sił doczłapał się do łóżka hyunga i opadł na nie, opatulając się kocem.
- Co za maruda...
Głupi Hoseok. Głupi! Głupi! Głupi! Dlaczego powiedział coś takiego? To dla niego nic? Kompletne zero?
Ach. Musisz się odciąć od tego uczucia, V. Musisz.


Następnego dnia obudził się całkiem wcześnie. Powlókł się do kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Chwila spoglądania na własne odbicie w lustrze była dla niego katorgą. Czerwone, podkrążone oczy, puste spojrzenie i nieciekawy wyraz twarzy. Wyglądał potwornie, jednak ostatnimi czasy nawet wklepanie w twarz kremu było męczarnią, nie mówiąc już o jakiś szczególnych zabiegach. Jego twarz stała się nieprzyjemna w dotyku, szarawa, dziwnie przeźroczysta. Nie dość, że w środku był wyniszczony, to jeszcze na zewnątrz się psuł. Niedługo nawet makijaż nie ukryje tego paskudztwa, a Ty człowieku chcesz zdobyć Hoseoka?
- Ogarnij się, Taehyung. - dotknął palcami swoje odbicie w lustrze, po czym odsunął z niesmakiem wracając do kuchni. Zwalił z krzesła papierki i śmieci na ziemię, sadzając tam swoje pośladki. Sięgnął po kubek z gorącym napojem, po czym upił łyk, wbijając wzrok przed siebie, w jakiś wyimaginowany punkt. Zachowywał się jak świr. Całkowicie. Teraz to do niego doszło. Nigdy w życiu nie był tak zamulony, bez życia, nieobecny i nie do zniesienia. Dziwił się reszcie, że jakoś go znosiła i nie miała pretensji. Chociaż może tego nie dostrzegali? Ostatnio mieli wiele na głowie, ich grafik był napięty, może uznali to za objaw zmęczenia, nie zaś załamania?
Oblizał wargi, sięgając po zimną wczorajszą pizzę. Ugryzł kawałek i zaczął go przeżuwać. Nie była najsmaczniejsza, ale lepsze to, niż burczenie w brzuchu. Już i tak ograniczył jedzenie, bo nie miał na nic ochoty. Żałosne, prawda?
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony zsunął się z krzesła i udał się na korytarz. Nie sprawdzał kto to, od razu otworzył.
- Cześć Taehyung.
Wokalista zmarszczył brwi i wpuścił do środka szczupłego, wysokiego chłopaka o bardzo delikatniej, niemal kobiecej urodzie. Poruszał się jak prawdziwa diva, z niesamowitą gracją, kusząco poruszając biodrami. Gdyby nie fakt, że to jego największy życiowy rywal, to może i by nazwał go ślicznym. Teraz mógł go tylko irytować i przywoływać w jego głowie najgorsze wspomnienia.
- Witaj, Kevin. - mruknął, zamykając za nim drzwi.
Woo rozejrzał się zniesmaczony dookoła, wbijając spojrzenie w bałagan.
- Moglibyście czasami tu posprzątać. I wywietrzyć. - westchnął, zmierzając w stronę ich pokoju. - Hoseok śpi?
- Tsa. Ma kaca pewnie, więc bądź cicho.
- Wiem jak powinienem postępować z moim chłopakiem, nie musisz mi podpowiadać. - uśmiechnął się złośliwie i wszedł do środka. Taehyung zacisnął pięści i podirytowany sięgnął po swój kubek i wyszedł na balkon, przymykając drzwi. Nie miał ochoty ich nawet słyszeć, a co dopiero oglądać. Chwile, gdy byli tu razem były dla niego piekłem. Nie wiedział wtedy co ze sobą począć, najczęściej więc po prostu szedł spać bądź coś oglądać, chociaż i tak myślami był przy nich.
Zacisnął palce na kubku. Dostał go od J-hopa na ostatnie urodziny. Napisał na nim życzenia. Do teraz pamiętał jego uśmiech, gdy wręczał mu torbę. Ciekawe jakie prezenty kupuje tamtemu... Pewnie jakąś biżuterię, ubrania. Same drogie rzeczy, w końcu Kevina nie zadowoli byle co. Nie był taki jak on, nie cieszył się z byle pierdoły. Zapewne nie miał nawet żadnej pamiątki z randek z szatynem. Tae miał. W pudełku pod łóżkiem chował każdy bilet z kina, każdą głupotę, która dotyczyła Hoseoka i jego. Pamiętał wszystkie daty, gdy pomiędzy nimi było miło. Czy ten chłopak pamiętał w ogóle datę ich pierwszej randki? Bo on pamiętał całe ich spotkanie, gdy pierwszy raz byli sami. Czyż to nie znaczy, że był lepszy? Że bardziej nadawał się na jego mężczyznę, niż ten zakochany w sobie snob?
Co Hoseok w nim widział? Nie był najpiękniejszy, raczej babski i troszkę obleśny, zachowywał się wyniośle i owijał sobie młodszego dookoła palca, nie znosił sprzeciwu. Czy w ogóle mieli tematy do rozmów? Przecież wydawał się być tępy. Czemu więc gdy są razem, to Jung jest taki uradowany i nie może się od niego dokleić? Czy jest aż tak dobry w te sprawy? W sumie wygląda na dziwkę...
- Ach! - jęknął, opierając się o poręcz. Zaczyna naprawdę świrować. Uwziął się na niewinnego chłopaka przez własne frustracje. Najchętniej by się popłakał i zamknął gdzieś z dala od wszystkiego. Odciąłby się od tego, zapomniał o swojej miłości i złamanym sercu.


~*~


- Znowu pijecie? - westchnął Kim, sięgając po ciastko. Chwila przerwy, a oni już nie mogli się powstrzymać przed imprezowaniem. Cóż. Chyba czeka go kolejny wieczór na zimnym dworze.
- Skończyliśmy nagrywać płytę, to dobra okazja! - wyszczerzył się Suga, upijając łyk zimnego piwa.
- Jak każda. - wzruszył ramionami, oblizując wargi. - To miłej zabawy.
- Ej, mógłbyś w końcu z nami posiedzieć, ostatnio ciągle się wymigujesz. - mruknął niezadowolony Jungkook, wskazując na wolne miejsce obok Hoseoka. - Dzisiaj Ci nie odpuścimy.
Taehyung zacisnął wargi, patrząc niepewnie na swojego ukochanego, który z uśmiechem jeszcze bardziej się przesunął.
- Chodź, maluchu, tęsknimy za Tobą. Nie ma nas kto rozśmieszać.
- Niech wam będzie. - westchnął i przysiadł się. Godzinka i się zwinie spać, więcej nie wytrzyma, będąc tak blisko niego. Sięgnął po piwo i od razu upił kilka sporych łyków. Na trzeźwo to nie przejdzie.
Reszta zadowolona zaczęła rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kolejne puszki, wygłupy, tańce i śpiewy. Taehyung nawet nie zauważył, kiedy opróżnił trzecie piwo.
- To mój limit. - mruknął i wstał nieco zbyt energicznie, przez co aż zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło czując, jak ktoś łapie go w pasie.
- TaeTae, wszystko w porządku? - odparł nieco wystraszony. Kim wstrzymał na chwilę powietrze, starając się zapanować nad emocjami.
- T-tak hyung. - odskoczył od niego, oddychając płytko. - Idę spać. Dobranoc!
I szybko odszedł w stronę pokoju. Powinien dostać zakaz zbliżania się do niego. Tak, to dobry pomysł.
Zrzucił z siebie buty i wskoczył do łóżka, od razu chowając się pod kołdrą. Szlag. Cholerne serce.
Zacisnął oczy, starając się powstrzymać łzy, które cisnęły mu się pod powieki, gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Nie wychylił się spod kołdry aż do momentu, gdy ktoś wtargnął do jego łóżka i objął go od tyłu.
- Coś jest nie tak, maluchu. - oddech Hopa drażnił jego ucho. Za jakie grzechy?!
- H-hyung... Co Ty robisz? - wyjąkał, odwracając się do niego przodem. To był zły pomysł. Twarz Junga tak blisko jego własnej, jego dłonie na jego talii.
- Tęsknię za Tobą.
- Jesteś pijany.
- Troszkę. - zaśmiał się, wtulając nos w szyję Tae, nieco zadziornie muskając ją wargami. - Czy ty mnie nienawidzisz?
- C-co Ty gadasz... - jęknął, odchylając głowę do tyłu. Za wiele tego dobrego.
- Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wychodzić nigdzie we dwójkę, nie pozwalasz się przytulać. Nic nie zrobiłem, ty zaś mnie odrzucasz. Czuję się z tym źle, wiesz? - pogłaskał jego plecy czule, przyciągając do siebie, na co młodszy aż jęknął.
- Przepraszam.
- Teraz też nie jesteś dla mnie miły. Budujesz mur.
Ty doprowadziłeś do tego, hyung. Ty związałeś się z tym chłopakiem, odrzucając tym samy mnie.
- Nie.
- Owszem. - starszy uniósł nieco głowę i potarł swoim nosem o jego, sprawiając, że szarawe policzki Tae pokryły się rumieńcem. - Widzę to. Muszę go zburzyć. - westchnął, gładząc jedną ręką jego policzek, drugą zaś objął go mocno w pasie, przyciągając do siebie. - Teraz mi nie uciekniesz.
- Nie chcę. - westchnął Kim i niewiele myśląc wpił się w jego wargi namiętnie, rozpaczliwie. To złe, jednak na ten moment miał to gdzieś. Już i tak był na skraju, kolejne odrzucenie go nie zabije.
Delikatnie przejechał po jego dolnej wardze językiem. Westchnął cicho, czując jak robi mu się gorąco. Jego usta były jeszcze wspanialsze niż w jego wyobrażeniach. Idealnie miękkie, pełne, smakujące piwem i czekoladą.
- Tae... - usłyszał cichy szept i po chwili coś śliskiego wtargnęło do jego wnętrza, atakując jego język. Jęknął przeciągle, namiętnie odwzajemniając pocałunek, oplatając go czule. Serce biło mu jak oszalałe, oddech stał się płytki. Dłonie Hoseoka wsunęły się pod jego koszulkę, masując jego sutki, co doprowadzało go do jęków wprost w te cudowne usta. Nie wiedział kiedy starszy znalazł się pomiędzy jego udami. Nie miał też pojęcia, kiedy zniknęły ich ubrania. Istniały tylko dla niego te dłonie, które masowały jego pośladki, język atakujący jego usta, szyję, sutki i ramiona. Ten oddech, który doprowadzał go do szaleństwa. I oczywiście niezmiernie podniecał.
Czy to tylko głupi sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- Tae... Jesteś taki piękny... - westchną starszy. kąsając jego skórę. Zassał się na niej chwilę, tworząc czerwony ślad. - Musisz częściej pokazywać mi się bez ubrań. - uśmiechnął się i zsunął się nieco. Bez większych oporów wsunął jego członka w swoje usta. Taehyung pisnął, całkowicie się tego nie spodziewając. Zakrył wargi dłonią, gryząc ją nieco w akcie desperacji. Było to coś najprzyjemniejszego na świecie. Gorące usta, śliski język. Niebo.
- Hyung!
Pojedyncze jęki wyrywały się pomimo prób ich zagłuszenia. Jego miłość życia właśnie robiła mu dobrze. Jego miłość mówiła, że jest ładny. Jego miłość chciała częściej widzieć go w takim stanie. Czy może być lepiej?
Starszy wziął go głębiej, poruszając szybciej głową. Jego palce masowały jądra Kima, z wyczuciem, dociskając w odpowiednim momencie. Szczupłe uda rozchyliły się mocniej, zaś wolna dłoń wsunęła się we włosy starszego, mimowolnie dociskając go do swojego krocza. Po chwili Hosoek wysunął go ze swoich ust i namiętne polizał jego policzek, sięgając po pudełeczko, które błyskawicznie wyciągnął. Zamoczył w nim palce i złapał młodszego za biodra, unosząc go odpowiednio wysoko. Tae objął go udami, wzdychając cicho. Nadal do niego cała ta sytuacja nie docierała. Nawet gdy mokry palec Hoseoka wślizgnął się w niego.
- Ach! - pisnął, zaciskając się na nim. Objął go mocno, wbijając palce w jego łopatki.
Rozciągał go energicznie, nie marnując czasu. Chwile później dołączył drugi palec, który masował go w środku już całkowicie intensywnie. Nie minęło wiele czasu, gdy Hoseok nachylił się nad nim i namiętnie całując zastąpił dłoń swoim członkiem.
Taehyung był nieco zestresowany. Nigdy nie uprawiał seksu, więc nie miał pojęcia jak się zachować. Gdy wsunął się w niego kawałek, pisnął w wargi Hopa, napinając wszystkie mięśnie. Bolało. Bardzo. Nie spodziewał się czegoś takiego, jednak przecież nie ucieknie. Pomimo strachu pragnął tego, chciał mu się oddać, musiał go w sobie rozkochać. Może tym sposobem się uda?
Odchylił głowę, umożliwiając mężczyźnie pieszczoty. Starszy wsuwając się coraz bardziej, w międzyczasie znaczył jego szyję. nie szczędząc jej ani trochę. Jego dłoń znalazła się na członku młodszego i zaczęła go masować, doprowadzając do naprawdę niebezpiecznie szalonego stanu. Hoseok westchnął aż, przymykając na chwilę powieki, gdy znalazł się w nim cały.
- Cholera, Tae... Jesteś tak cudowny w środku, tak ciasny, zaraz oszaleję.
Blondyn uśmiechnął się półprzytomnie, czując tym razem gorąco nie tylko na ciele, ale również i w sercu. Było mu dobrze. To on teraz dawał mu przyjemność. To z nim Hoseok spędzi tę noc.
- Hoseok.... - jęknął starszemu wprost do ucha.
Kolejne minuty były czymś nie do opisania. Multum doznać, uczuć. Opisanie słowami tego, co czuł w tym momencie było czymś niewykonalnym. Jego ciało po raz kolejny pokazało, że reaguje tylko na tego seksownego tancerza, że jest od niego uzależnione, że pragnie jego dotyku, czułości. Chce go czuć obok siebie, na sobie, w sobie. Usta Junga powinny być przy jego, zwinne dłonie stworzone były do dotykania jego ud.
Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, chociaż nieco chaotyczne. Wspólne jęki wypełniały pokój, krople potu spływały po ich podnieconych ciałach. Pchnięcia. Trafienia w prostatę. Ostra, szybka masturbacja. Kolejny. Jeszcze jeden. Krzyk. Gorący płyn we wnętrzu młodszego i na dłoni starszego. Szalone oddechy, odgłos ciała opadającego na ciało.
Mlask pocałunku, próby złapania oddechu.
- Najlepszy seks w moim życiu. - jęknął Hoseok, zakrywając ich nieco koślawo kołdrą. Wtulił Tae mocno w siebie, głaszcząc go przez chwilę.
Blondyn bez sił objął go w pasie, chowając twarz przy jego obojczykach. Dzisiejsza noc była najlepszą w jego życiu.


~*~


- Cholera. - Hoseok zerwał się znienacka, gdy tylko otworzył oczy. Tae spojrzał na niego zaskoczony. Sam nie spał już od dawna i zajmował się wpatrywaniem w swoją ukochaną twarz, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
- Co się stało, hyung? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając w kołdrę. Ciepło, miękko i w dodatku wymarzony facet siedział obok całkiem nagi. Życie jest wspaniałe!
- Kevin zaraz tutaj powinien być. - wypalił, wyskakując z łóżka. Wsunął na siebie bokserki, szybko sprzątając z ziemi swoje ubrania. - Szlag by to!
- Hm? - Taehyung nieco zaskoczony taką reakcją usiadł na łóżku, Liczył na słodki pocałunek, przytulanie się, nie zaś na wspominki o tamtym chłopaku.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. Kurwa mać. On nie może się dowiedzieć. - Hope podszedł do niego i złapał go za ramiona. - Byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy co robiliśmy. Przepraszam. - westchnął, gładząc go po włosach. - Udawajmy, że to się nie stało, dobrze? Nie chcę go stracić przez taką głupotę.
- Och, jasne. - skinął głową, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał. - Idę się wykąpać. - mruknął i szybko złapał za swoje bokserki, ubierając się błyskawicznie, po czym wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience.
SZLAG BY TO WSZYSTKO!
Alkohol? Nie wiedział co robi? Tak naprawdę nie chciał się z nim kochać, to tylko wina procentów? Czyli... Wcale mu się nie podoba?! Nadal dla niego liczy się tamta ciota, chociaż to seks z nim był ponoć najlepszy!
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Bolało go wszystko. Tyłek, głowa, najbardziej jednak serce. Jak mógł na to pozwolić? Czemu w ogóle pomyślał o tym, że Hoseok może go pokochać i rzucić Kevina dla niego?
Idiota! Imbecyl! Kretyn!
Gorące łzy mieszały się z wodą, on zaś nawet nie miał ochoty tłumić szlochu czy nas sobą panować. Czuł się podle. Wykorzystany, niekochany, zdradzony.
Opadł na ziemię, nie zakręcając nawet wody. Ukrył twarz w dłoniach, wydając z siebie rozpaczliwe odgłosy, które dźwięk strumienia zagłuszał. Nikt nawet nie wiedział, jak bardzo w środku był zniszczony.


- Jin, mogę spać u Was? Podłoga, cokolwiek... - szepnął. Stał właśnie z najstarszym w kuchni i pomagał kroić warzywa. Nie było innego wyjścia, nie mógł tam zostać.
- Hoseok? - odparł Seokjin, odstawiając naczynia do zlewu. Oparł się o blat, przypatrując uważnie młodszemu. Tae miał wrażenie, że przejrzał go na wylot.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Słyszałem was wczoraj, nie jestem też tak ślepy jak reszta. Schudłeś, twoja twarz stała się dziwnie wysuszona, nie żartujesz i już się nie wygłupiasz. Odkąd J-hope przyznał się do swojego związku, jesteś nieswój i nic Cię nie cieszy. - westchnął i objął młodszego mocno, wtulając w swoje ciało. - Nienawidzę, gdy ktoś z moich przyjaciół cierpi, a już najbardziej nie mogę znieść faktu, że tak pozytywna osóbka się załamała. On... Odrzucił Cię?
Taehyung zacisnął wargi i mocno go objął czując, jak łzy napływają mu do oczu.
- On kazał zapomnieć, udać... Że to nic. Dla niego to nic nie znaczyło hyung... On mnie nie chce...
- Nie ma na świecie mocy, która pozwoliłaby komuś się zakochać, czy odkochać. Tylko serce ma tutaj pole do popisu. - odsunął się nieco i położył dłoń na piersi młodszego, który pociągnął nosem, wbijając w nią spojrzenie. - Jeśli on Cię nie kocha, to nie zrobi tego chyba, że stanie się coś niezwykłego, co wyrzuci z tej skrytki Kevina i zastąpi go Tobą. Wiesz jednak, że szanse są nikłe.
- Co mam zrobić hyung? - szepnął, zaciskając palce na jego dłoni. Słowa Jina go bolały, jednak może znał sposób, cokolwiek? Wyrzuci Hoseoka z jego głowy i pozwoli mu być sobą? Przywróci dawnego Taehyunga, szalonego i głupiego, nieroztropnego...
- Odetnij się od niego. Tylko to Ci pozostało.


~*~


- Podasz mi sos, Tae? - Hoseok uśmiechnął się do młodszego, który zacisnął wargi i podał mu naczynie, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Schował się za miską z ryżem i szybko pałaszował swoją porcję, całkowicie wyłączając się z rozmowy. Czuł na sobie zdziwiony wzrok Hopa, jedna udawał, że po nim to spływa. Nie rozmawiali ze sobą od rana, jednak musiał poinformować ich o swojej decyzji.
- Um. Wyjeżdżam na kilka dni. - mruknął, odstawiając talerz. Oblizał usta i oparł dłonie za swoimi plecami, odchylając się do tyłu.
- Co? Gdzie? - Kook otworzył szerzej oczy. Tae zerknął na niego i mruknął.
- Na wakacje.
- Teraz? Chyba żartujesz. - mruknął Jimin, aż odstawiając swoje jedzenie na stolik.
- Nie. Potrzebuję tego.
- My potrzebujemy Cię do promocji, niedługo wydajemy płytę, hyung. - Jungkook aż się zapowietrzył, nie wierząc temu, co usłyszał. Kim westchnął tylko cicho. Czuł się podle, bo pokładali w nim nadzieje, jednak on już jedną stracił. Tę najważniejszą.
- Albo pojadę na te kilka dni, albo odchodzę z zespołu.
- CO?! - wszyscy poza Jinem aż się poderwali, patrząc na niewzruszonego Tae jak na wariata.
- Nie zmienicie mojej decyzji. Nie wysiedzę tutaj, źle się czuję.
- Jesteś chory, maluchu? - Monster w jednej chwili znalazł się obok niego, łapiąc go za ramiona.
- Trochę. Nie męczcie mnie, proszę. - odepchnął jego dłonie i wstał, odchodząc do swojego pokoju. Opadł na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Chciało mu się płakać. Życie bez nich byłoby koszmarem, ale gorszym jest aktualna egzystencja.
- TaeTae... - usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i głos J-hopa. Nie, tylko nie on...
- Idź stąd. - mruknął w poduszkę, odwracając się do niego plecami.
- Ale maluchu... Co się naprawdę dzieje?
- Nic, a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Jesteś jakiś inny.
- Owszem, jednak to nadal ciebie nie dotyczy, więc daj mi spać. - mruknął, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Martwię się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, Tae...
- W takim razie pomóż mi. - szepnął, zaciskając dłonie w piątki.
- Jak?
- Wyjdź stąd. Już. Teraz.
- Ale...
- Wyjdź! - warknął cicho, zagryzając swoją dolną wargę do krwi.
Wariuje. Siada mu na głowę. Całkowicie.


~*~


- Szlag mnie zaraz trafi. Dlaczego on do cholery nie odbiera? - warknął Hoseok, rzucając telefonem w kąt. Skrzywił się, wsuwając dłoń w swoje włosy, czochrając je.
- Uspokój się, ostatnio jesteś nie do zniesienia, mam tego dość. - mruknął Kevin, wychodząc z łóżka. Baz jakiegokolwiek skrępowania przysiadł nagi na jego kolanach, na co młodszy westchnął, nie będąc w nastroju na zabawy.
- Bo mnie to wkurza. Odbiera telefony od każdego, tylko mnie ignoruje.
- Widocznie ma Cię gdzieś, albo go czymś wkurzyłeś.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony. Nie sądził, by Tae nagle przestał go lubić, z drugiej strony przecież do niczego między nimi nie doszło, poza... Właśnie.
Czyżby to przez tamtą noc? Byłoby to logiczne, jednak przecież on już od dawna był nieswój. Przeszkadzało mu to szalenie. Był zazdrosny, gdy z innymi rozmawiał normalnie, podczas gdy go traktował od jakiegoś czasu jak powietrze.
Spojrzał na Kevina, który pisał smsy siedząc mu na kolanach. Ten to nigdy niczym się nie przejmował. Był cwany, wiedział czego chce i nie znosił sprzeciwu. Czasami miał wrażenie, że w ogóle mu nie zależy. Czemu więc kazał Tae o tym zapomnieć, a został z Woo? Przecież nie był wtedy aż tak pijany. Wiedział co robił, chciał się z nim kochać i naprawdę kochanie się z nim było czymś niesamowitym. Te rumieńce, nieśmiałe pocałunki. Czuł się... pewnie. Kochany i ważny.
Przy Woo było mu dobrze, seks z nim to bajka, jednak nawet nie mieli o czym rozmawiać. Brakowało mu poczucia humoru, był egoistyczny, nie miał zamiaru na jakieś ckliwe, romantyczne gesty. Czasami go to denerwowało, jednak kolejna noc szybko sprawiała, że takie myśli ulatywały z jego głowy.
Czy teraz jednak powinien w tym siedzieć? Czy lepiej będzie jak pojedzie do tego smutnego kosmity i będzie go błagać o wybaczenie? Coś musiał do niego czuć, skoro mu się oddał. Wiedział, że to jego pierwszy raz, zaś nic innego nie mogło być powodem wyjazdu.
Tae... Przecież od zawsze go do niego ciągnęło, ale nigdy nie starał się tego pogłębić tak naprawdę. Potem uciekł do Kevina, który był starszy, bardziej doświadczony. Zapomniał chwilowo o wyszczerzonym głuptasie. Czemu więc w tej chwili ma ochotę na tamte wargi, nie zaś te obok niego?
- Kevin... Kochasz mnie?
- Co? - starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym skrzywił nos, wywracając oczami. - Kocham się z tobą kochać.
- Pytam, czy kochasz mnie, czy tylko seks?
- Zadajesz głupie pytania. Nie mierzę tego taką kategorią. Jest mi z tobą dobrze, ale nie nazwę tego miłością. To luźna relacja, tyle. - wzruszył ramionami.
- Rozumiem. Ja Ciebie też nie kocham. - mruknął, zaciskając nieco wargi.
- To dobrze, jesteśmy dorośli, nie bawmy się w jakieś miłostki.
- Masz rację. Skończmy to.
- Co? - Kevin aż się poderwał, zaciskając długie palce na telefonie.
- Spałem z innym.
- HOSEOK! - warknął, przysuwając swoją twarz do jego. - Jeszcze mi powiedz, że to przez to ten gnojek się nie odzywa!
- Uh... - spuścił nieco głowę. Szlag by to.
- Nie! Hoseok! Nie mów, że spałeś z tą pierdołą?!
- Możliwe. Nie twój interes.
- Ty dupku! - uderzył go w twarz. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. 'Nie budź Hoseoka, ma kaca'! - przedrzeźniał głos Kima. - Ja czułem, że to nie tak! Jebaliście się do cholery! Kurwa mać! A on zawsze patrzył na mnie z nienawiścią! Nigdy nie przywitał mnie tak miło jak reszta! - warknął, odsuwając się od młodszego. Złapał za swoje ubrania i szybko zarzucił je na siebie. - Nienawidzę Cię, ale nie martw się. I tak Soohyun ma większego i lepiej się pieprzy. Miło było wracać po kiepskim seksie z tobą i dostać porządnie w dupę.
Hoseok rozchylił usta zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów.
- Tobie naprawdę ciężko zrobić dobrze, skoro masz wiadro zamiast dupy. - mruknął i ruszył w stronę łazienki, gdzie zamknął się zanim rozwścieczony blondyn dorwał się do klamki.
Nagle wszystko stało się jasne. Nawet go to nie zabolało, w końcu podjął dobrą decyzję.


~*~


Wybiegł z samochodu i z wielkim pudełkiem truskawkowych czekoladek wszedł do wysokiego budynku, w którym według jego informacji miał przebywać V. Był zestresowany, kręciło mu się w głowie. Musiał go zobaczyć.
Otworzył drzwi prowadzące do ogrodu. Rozejrzał się dookoła, przemierzając wykładaną kamieniem ścieżkę. Nie potrzebował wiele czasu, by dostrzec te rozczochrane włosy w niewielkiej altance. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w tamtą stronę.
- Tae! - powiedział donośnie, wchodząc do środka. Na chwilę aż go wcięło. Młodszy wyglądał strasznie. Podkrążone, zaczerwienione oczy. Strasznie schudł, wyglądał jak śmierć.
- Hyung? - spojrzał na niego tymi smutnymi źrenicami, rozchylając usta w zaskoczeniu. - Co ty tu robisz? Nie chciałem was oglądać.
- Nas, czy mnie? - odparł, podchodząc do niego. Wręczył mu czekoladki i przysiadł obok. Nie wiedział za bardzo jak się zachować, nie przemyślał tego, postanowił po prostu być szczery.
- Ciebie w szczególności. - przytaknął, wbijając wzrok przed siebie.
- Wiem i chcę to zmienić.
- Nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie.
- Mogę, wierz mi.
- Nie uwierzę, nie potrafię.
- Daj mi ostatnią szansę. - złapał go za dłoń, przyciągając ją do swoich ust. Musnął je czule, wpatrując się z uwagą w te nieszczęśliwe maleństwo.
- Nie chcę. I tak już raz się zawiodłem.
- Naprawię to. - zsunął się z ławki i przyklęknął pomiędzy jego udami. Taehyung otworzył szerzej oczy. - To z mojej winy jest z Tobą źle, prawda?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Wiem, że to przeze mnie. Ja... Zerwałem z Kevinem, nie kocham go, to bez sensu. - spojrzał mu w oczy, zaciskając dłonie na jego długich paluszkach. - Ja... Naprawdę z tobą czułem się inaczej. Tamta noc była najlepszą i chcę mieć cię już zawsze przy sobie.
- Piłeś, czy dzisiaj może coś brałeś? - westchnął młodszy, zaciskając wargi. Wyglądał tak smutno...
- Po prostu wsłuchałem się w to, co mówi mi serce. Chcę ciebie, TaeTae. - uniósł się nieco i wpił czule w jego wargi, gładząc jedną dłonią po policzku. Po chwili odsunął się, wpatrując w mokre policzki chłopaka.
- Hyung... Ja... Nie zniosę kolejnego razu... - wyszlochał, chowając twarz w dłoniach.
- Nigdy Cię już nie zostawię.
- Nie. Ja mam dość tego wszystkiego! Mam dość miłości, ciebie, uczuć! Wyrwij moje serce z piersi i je zabierz, chcę tylko spokoju.
- Tae... - nie takiej reakcji się spodziewał. Coś go ścisnęło w środku.
- Hopie... Ja Cię naprawdę kochałem. Cały czas starałem się być blisko ciebie... Teraz, gdy chciałem żyć bez ciebie, ty nagle się tu zjawiasz. Kiedy znowu ci się odwidzi i zostawisz mnie samemu sobie?! - spojrzał na niego zapłakany, drżąc. Hope niepewnie złapał go w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nigdy. Nie pozwolę, byś płakał. Przysięgam.
- Nie przysięgaj, pokochaj mnie tylko... Niczego innego nie potrzebuję.
- Pokocham.
- Kochaj mnie aż nie odejdę...
- Będę, Tae.
- Kocham Cię hyung. Do zobaczenia!

Strzał. Brzuch Hoseoka zaczął krwawić. Spojrzał zszokowany na Tae, który przyklęknął przy nim i ucałował jego wargi czule.
- Ja... Nie mogę pozwolić Ci tu zostać.
- Ale... Tae... - wyjąkał, łapiąc się za ranę od postrzału. Nie rozumiał. Przecież go kochał!
- Wziąłem tabletki, niedługo umrę, nie zniosę kolejnego życia bez Ciebie, Hoseok. Musisz pójść ze mną. - uśmiechnął się młodszy, kładąc się obok niego na zakrwawionej posadzce.
- Tae...
Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie chciał umierać. Chciał żyć, bawić się, tańczyć. Chciał... być z nim, ale nie w zaświatach.
Pojedyncza łza spłynęła z jego oczu.



~*~


-Hoseok! Hoseok, obudź się!
Słyszał stłumione głosy. Niemrawo rozchylił oczy. Biel, wszędzie biel.  I twarze reszty chłopaków z zespołu.
Ból w brzuchu. Szlag. Dopiero teraz sobie przypomniał.
- Ach! - jęknął, opadając z powrotem na łóżko. Jimin przyszpilił go za ramiona do materaca.
- Leż. Nie możesz się ruszać, bo rana się otworzy.
- Tae... Gdzie Tae? - spojrzał na chłopaków, którzy nieco zestresowani wymienili dziwne spojrzenia. - Ej! Co jest?
Nie. Nie mógł umrzeć! Przecież to nielogiczne!
- On... - zaczął Rap Monster.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym. - zakończył Jungkook, przegryzając dolną wargę. - Prawdopodobnie albo zamkną go tam, albo trafi do więzienia za próbę morderstwa.
- Co? - jęknął, łapiąc si za głowę. Co za paranoja.
- On nie jest normalny, jak mógł chcieć Cię zabić? - westchnął Yoongi, odchylając się na krześle. - Cudem Cię wyratowali, minuta i wąchałbyś kwiatki od spodu. Pieprzony psychol.
- Suga! - Jin spojrzał na niego karcąco. - Oszczędź sobie.
- Nie mam zamiaru.
Hoseok przymknął na chwilę powieki. Nadal nie dochodziło do niego, że Tae mógł go zamordować. Że zdołał wystrzelić. Nie chciał w to wierzyć. Jego mały, słodki kosmita nie był przestępcą.
- Mogę się z nim zobaczyć?
- Czy ty... - zaczął Min, jednak Nam mu przerwał.
- Możesz, jest tutaj, ale na innym oddziale.
- Zabierzesz mnie tam?
Blondyn skinął głową i pomógł mu wejść na wózek, po czym ruszył z nim w stronę.
Hope stresował się. Miał mętlik w głowie i nie wiedział, czy bardziej się o niego bał, czy bardziej był na niego wściekły.
Przejechał przez odpowiednio oznaczone drzwi, starając się uspokoić. RM musiał chwilę porozmawiać z lekarzem, zanim w ogóle ich wpuścili, co dodatkowo go irytowało. Dopiero po dłuższej chwili wjechali do białego pomieszczenia, gdzie w kącie siedział Tae, wpatrujący się nieco tępo w czystą ścianę.
- Tae... - odparł i dał znak Kimowi, by zostawił ich samych.
Młodszy spojrzał na niego dopiero po dłuższej chwili.
- Żyjesz... To dobrze.
- Tae... Dlaczego.... - wyjąkał, przysuwając się do niego. Czemu ta piękna twarz była teraz tak przerażająca?
- Bo Cię kocham. Miałem umrzeć, nie mogłem Cię tu zostawić, cierpiałbym, gdybym w nowym wcieleniu Cię nie miał przy sobie.
- Taeś... Ale... Przecież mogliśmy być szczęśliwi...
- Chcę umrzeć. Potrzebuję nowego życia. Czystego jak ta ściana. Będzie fajnie, hyung... Umrzyjmy razem i odrodźmy się po raz drugi. Wtedy nie będzie Kevina i nigdy nas już nic nie rozdzieli! To świetny pomysł, Hoseok! - uśmiechnął się szeroko i złapał starszego za ręce. Przyklęknął przy nim, patrząc w oczy starszego z nadzieją i radością. On... pierwszy raz od miesięcy był szczęśliwy. Dlaczego? Jak to się stało, że był tak zniszczony?
- Taeś... Żyjmy razem i się kochajmy... Tutaj... W tym życiu...
- Nie chcę Hopie. Proszę... Umrzyj dla mnie... - uśmiechał się jeszcze przez chwilę, po czym nagle w jego oczach pojawiły się łzy. - Zabij się hyung, proszę. Nie chcę, byś żył! - oparł głowę na jego kolanach, łamiąc biedne, hoseokowe serca na kawałki. - Umrzyj, jeśli mnie kochasz, ja też umrę...
Szatyn pociągnął nosem, gładząc czule włosy chłopaczka.
Nie wierzył w to, co widział. On był chory. Zwariował. Przez niego. Przez jego ślepotę i głupi związek z Kevinem. Zniszczył tego malucha...
- Tae, proszę... - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. Musnął czule jego usta, starając się zapanować nad słonymi kropami, które spływały i po jego policzkach.
- Zabiję Cię, hyung. Zabiję, zabiję, zabiję...

To ja Cię zabiłem, kochanie... Wybacz mi...






Zapraszam do komentowania ;)



sobota, 13 czerwca 2015

28. I need U boy

- Podaj mi mąkę hyung. - odparł Tae, mieszając zawzięcie ciasto w wielkiej misce. Hoseok posłusznie podał mu składnik, siadając obok na blacie. Nie mógł oderwać wzroku od tej upaćkanej twarzy, zaciśniętych wargach i skupionych oczkach, które co chwila zerkały na kartkę z przepisem.
Jego dzisiejsza wizyta całkowicie zadziwiła bruneta. Zjawił się bez zapowiedzi przed jego drzwiami z zakupami i oznajmił, że zrobi mu ciasteczka. Oczywiście od razu na to przystał, bowiem kto nie chciałby zjeść smakołyków Tae? W sumie wolałby skosztować jego ciałka, jednak nie można mieć wszystkiego. Sam fakt, że był tu i robił mu jedzenie, był wystarczająco zadowalający. Jego najpiękniejsze maleństwo...
- Hyuuung. Miałeś nasmarować blaszkę. - jęknął młodszy, patrząc na niego z wyrzutem. Dzisiaj to on rządził i idealnie mu to wychodziło. Hoseok szybko więc wyciągnął metalową blaszkę i nasmarował ją tym, co podał mu dzieciak. Po chwili Taeś zaczął układać na niej papkę z miski, posypując wiórkami. Jeju. Sama słodycz, aż by go wyściskał! Ten jednak mu uciekł, podchodząc do rozgrzanego piekarnika.
- Teraz wystarczy poczekać i będziesz miał co jeść! - wyszczerzył się okularnik, zdejmując z siebie fartuszek.
- Nie mogę się już doczekać! - pokiwał głową brunet. - I nie sprzątaj, spokojnie. I tak jutro przychodzi sprzątaczka, szkoda czasu. Lepiej chodź ze mną. - złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Chłopaczek chciał protestować, jednak szybko dał za wygraną. I bardzo dobrze.
Hoseok posadził go na metalowym krześle przy umywalce i sięgnął po ręcznik. Zamoczył go w wodzie i ukucnął przy blondynie, dokładnie i delikatnie czyszcząc jego twarz. Najpierw nosek, potem policzki, ręce. Mógł wprawdzie dać mu się samemu oporządzić, jednak chciał go chociaż trochę dotykać nawet, jeśli było to coś tak banalnego.
- Dziękuję, hyung. - zamruczał młodszy, wpatrując się uważnie w podenerwowanego starszego. Spojrzenie Tae było cudowne, kuszące. Rozchylone wargi, te czekoladowe oczy, słodkie rzęsy i nieco nierozgarnięty wyraz twarzy. Coś wspaniałego.
- Nie ma za co, maluszku.
- Dlaczego tak na mnie mówisz? - mruknął, patrząc pytająco na nieco zdezorientowanego bruneta.
- Bo jesteś moim słodkim maluszkiem, o którego muszę dbać. Uroczy z Ciebie chłopak, taki niewinny i kochany, jak inaczej mógłbym na Ciebie mówić?
- Hm... To ja muszę dbać o Ciebie, hyung, więc od dzisiaj będę Twoją żoną, która zadba o Twój żołądek. - kosmiczny chłoptaś wyszczerzył się jak gdyby nigdy nic, wstając z krzesła. Hoseokowe serce zabiło mocniej, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Wiele by dał, by Taehyung zamieszkał tutaj z nim i udawał jego żonkę. Nawet nie udawał. Mógłby przecież nią zostać. W sumie mężem, nieważne...
Odstawił ściereczkę i ruszył szybko za swoim kochasiem, który już wyciągał z piecyka pachnące ciasteczka. Zadowolony przełożył je na talerzyk, posypując jeszcze jakimiś cukierkami. Nawet nie wyglądały najgorzej, w smaku zaś powinny być cudowne. W końcu jego Tae był idealny.
- Hyung, musisz spróbować. - odparł młodszy, z zadowoleniem podając mu talerzyk. Hoseok wziął ciepłe ciasteczko i szybko je ugryzł, przeżuwając.
Na wszelkie słodkości świata. Nigdy, ale to nigdy nie jadł czegoś takiego. Za słone, ale i za słodkie, jakby dziwnie suche i mdłe. Jednym słowem obrzydliwe. Nie sądził nawet, że można zrobić tak niedobre ciastka, mimo wszystko zjadł jedno szybko, uśmiechając się szeroko.
- Pyszne! Daj jeszcze jedno! - nadal grając sięgnął po drugie, widząc wielki uśmiech na tej słodkiej buzi. Trudno, najwyżej dostanie jakiegoś rozwolnienia... Zaczął jeść kolejne, ze smakiem się nawet oblizując. W środku zbierało mu się na wymioty, dzielnie jednak grał, jakby wcinał właśnie ciasto z najlepszej francuskiej cukierni. Wolał się przemęczyć, niż zasmucić chłopaczka.
- Naprawdę? Och, to świetnie! - wyszczerzył się, samemu sięgając po ciasteczko. Hope jak poparzony doskoczył do niego, od razu zabierając mu je z ręki.
- Ej, zrobiłeś je dla mnie, nie ma podjadania! Musisz upiec sobie drugie. - odparł dumnie, wpakowując małe ohydztwo do ust i szybko je gryząc. Jeszcze tego brakowało, by młody się otruł. Nie ma mowy, by pozwolił mu umrzeć od własnych wypieków.
- Nie bądź taki. - mruknął niezadowolony, wyrywając mu jedno. Ugryzł kęs i niemal od razu go wypluł do kosza na śmieci. - Hyung! To jest obrzydliwe!
- Och, nie, czemu? - skłamał, siląc się na poważny wyraz twarzy. Zostaje mu tylko lanie wody. - Mi smakują.
- To nie jest jadalne. - młodszy wyrwał mu talerz i wyrzucił wszystko do śmieci. Był bardzo zasmucony i wystraszony, pewni też zmieszany. - Dlaczego to zjadłeś? Przecież wiem, że Ci to nie mogło smakować...
Hoseok zagryzł dolną wargę, wzdychając cicho.
- Napracowałeś się nad tym i nie chciałem, byś był smutny.- czuł się podle, jednak co miał zrobić? Lepiej powiedzieć prawdę, niż go cały czas okłamywać.
- Przepraszam! - wyjąkał Tae, zrozpaczony obejmując Junga w pasie. Zacisnął dłonie na jego koszulce, pocierając twarzą o jego tors. - Prawie Cię otrułem, przepraszam!
- Spokojnie, nic się nie stało, misiek. - pogładził go zadowolony po pleckach. Warto było jeść te przerażające cuda. W sumie nawet mógłby się z nimi męczyć codziennie, byleby tylko Tae był z nim i go później przytulał.
- Nie rób tak więcej hyung. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz, przecież nie będę zły, skoro sam zrobiłem coś źle. - uniósł swoją idealną twarz ku górze, patrząc na Hoseoka swoim wzrokiem szczeniaczka. Ten aż wstrzymał oddech, po chwili dopiero wracając do żywych.
- Chodźmy do pokoju i zapomnijmy o tym, kocha... Tae. - w ostatniej chwili zreflektował, że chciał go nazwać w tak nieodpowiedni sposób. Zagryzł zęby na dolnej wardze zmieszany.
- Dokończ, hyung. Co chciałeś powiedzieć? - wyszczerzył się blondyn, patrząc na niego wyczekująco. Hoseok miał ochotę uciec, jego serce waliło jak oszalałe. To się wkopał.
- Nic Tae. Przesłyszało Ci się.
- Doprawdy? Nie sądzę. Słyszałem dokładnie, że coś zacząłeś, a nie zakończyłeś. Powiedz miiiii. - zamruczał, zabierając dłonie z jego pleców. Objął go nimi za hoseokową szyję, zmuszając tym samym, by się nieco schylił. Starszy czuł, że zaraz dostanie zawału. Tak blisko, tak cudownie. Niemal czuł jego słodki oddech na swojej twarzy. - Musisz mi powiedzieć, proszę.
Te piękne, wielkie oczy, rozchylone wargi. Krew aż się w nim zagotowała. Dotyk dodatkowo nie ułatwiał sprawy, to było stresujące. Cóż miał zrobić? Powiedzieć i się narazić? Pewnie i tak dzieciak nie da za wygraną. Poza tym... Chciał go tak nazywać.
- Uh... Ale Ty mnie męczysz. - westchnął, obejmując go mocno jedną ręką w pasie, drugą zaś gładząc go po mięciutkim policzku. Raz kozie śmierć. W dodatku blondyn się zarumienił... - Kochanie.
Młodszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, rozchylając te piękne usteczka. Na jego policzkach pojawiły się jeszcze mocniejsze rumieńce.
- K-kochanie?
- Tak, kochanie. - przytaknął, przysuwając swoją twarz bliżej jego. Przyciągnął jego drobne ciałko do swojego, muskając kciukiem jego wargi. - Jesteś moim słodkim kochaniem.
Czuł, jak ciałko Tae drży w jego dłoniach. Nie wiedział, czy się bał, czy cieszył, czy cokolwiek... On sam zaś nie mógł już dłużej nad sobą zapanować, odsunął więc palec od jego warg i zastąpił je swoimi ustami. Delikatnie, czule je ucałował czując, jak coś w jego brzuchu zaczyna wariować. Nie wiedział co to było, jednak nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Na bogów! Całował właśnie swoje najwspanialsze kochanie, było mu genialnie.
Miękkie usteczka, tak idealne i cudowne, przymknięte powieki. Drżące dłonie, które zacisnęły się na jego karku. Jego piękny, najwspanialszy Taeś...
Chłopiec początkowo jakby nie zareagował. Nie odepchnął go, ani też nie odwzajemnił. Dopiero po dłuższej chwili Hoseok poczuł, że i on również naparł swoimi wargami na jego. Było to nieśmiałe i niewinne, całkowicie w stylu jego maluszka. Nie pogłębiał tego. Stali tak ze złączonymi ustami, oddychając płytko, po kilku sekundach dopiero Jung złożył na jego usteczkach kolejny pocałunek, nieco bardziej władczy. Młodszy aż jęknął, co tylko bardziej go nakręciło. Delikatnie przesunął koniuszkiem języka pomiędzy jego wargami, rozchylając je w ten sposób, po czym powolutku zaczął się wsuwać do rozgrzanego wnętrza Taehyunga. To było niesamowite uczucie. Czuł się jak w niebie, gdy poczuł mokry języczek Tae przy swoim. Oplótł go czule, namiętnie pieszcząc, by chłopakowi było jak najprzyjemniej. On w końcu niemal nie wybuchł z nadmiaru wrażeń. Nigdy nie czuł się tak wspaniale. Żadna wygrana, żadna nagroda czy impreza nie dały mu tyle radości, co ten mały pocałunek.
Zamruczał cicho w jego wnętrze, zaczynając poruszać nieco sprawniej językiem. Tae był zmieszany, starał się również nim ruszać, jednak Hoseok musiał przyznać, że było to nieudolne, ale i tak kochane. Pierwszy go pocałował i zostanie już do końca jedynym, który będzie mógł smakować jego ust. Przecież nigdy go już nie wypuści ze swoich ramion, to logiczne.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego, lubieżnie oblizując wargi. Nie chciał, by jego maleństwo się udusiło z nadmiaru wrażeń, już i tak ledwo oddychał.
- Hyung... - jęknął blondyn, patrząc na niego cały różowy na twarzy, z podrażnionymi od pocałunków ustami. Piękny. Cudowny.
- Tak, kochanie? - tak mu się spodobało to słowo. Idealne.
- Czy Ty... Ja... Nie wiem... - zamotał się, spuszczając wzrok. Hoseok złapał go za podbródek i uniósł nieco jego twarz.
- Czego nie wiesz, Taeś?
- No bo... Czy Ty... Bo ja nie wiem... I w ogóle... - Jung miał ochotę się zaśmiać z tej słodkiej nieporadności.
- Nie rozumiem Cię TaeTae... - musnął czule jego czoło. - Naprawdę jesteś moim kochaniem. Znaczy... Czy moim to nie wiem, ale dla mnie na pewno. Jakkolwiek... Lubię Cię. Bardzo.
- Um... - blondyn zacisnął dłonie na jego ramionach, wpatrując mu się z zawstydzeniem w oczy. - Ale że... Tak poważnie? Jak... Jess i Namjoon?
- Tak, jak oni. - stresowało go to wszystko, jednak nie mógł się wycofać. Wprawdzie bał się, że te słowa go przerażą, że ucieknie i tyle z jego miłości zostanie, teraz było już jednak za późno.
- Hyung... Ale ja... Nie wiem, co miałbym robić... - jęknął zagubiony. Hoseok mocno go objął, wtulając te małe ciałko w swoje.
- Spokojnie, Tae. Nic nie musisz robić. Po prostu bądź przy mnie, rozmawiaj ze mną. Nie zmuszaj się do niczego, tylko daj mi o siebie zadbać.
- Dziękuję, hyung.
- To ja dziękuję Ci za to, że jesteś. - odparł starszy i czule ucałował jego usteczka. Serce co chwila robiło fikołki, on sam zaś nie mógł zapanować nad głupim uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy. To najszczęśliwszy dzień w jego życiu.



***


- Namjoon. Nie bądź chujem, daj mi ten numer do Jess.
- Po co Ci telefon mojej dziewczyny?
- Przecież Ci jej nie przelecę, mimo wszystko wolę chłopców.
- Nie ufam Ci.
- Zaraz jak Cię nawiedzę, to zginiesz marnie. - warknął do słuchawki, wyraźnie zirytowany. Miał interesa, jednak nie chciał o tym mówić temu pantoflarzowi bez mózgu. Potrzebował Jess, by była kumata i tylko ona mogła mu pomóc, ten pacan zaś wszystko utrudniał, bo był zazdrosny o swoją dupeczkę. Przecież on miał lepszą, bo Ciastkową! No ale nie mógł ot tak tego wyjawić.
- Dobra, dam, ale jak zrobisz coś podejrzanego, to Cię za jaja powieszę i nigdy nie poruchasz.
UUUU. Namjoon jaki groźny. Grozi ChimChimowi... Samobójca.
Zapisał numer i od razu się rozłączył, wykręcając natychmiast i przykładając do ucha telefon.
- Tak? - rozległ się kobiecy głos.
- Hej Jess, tu Jimin, przyjaciel Kookiego. Masz chwilę? Chciałbym z Tobą porozmawiać w cztery oczy.
- O, nie ma problemu. Może za godzinę w Hiltonie? Będę w restauracji na dole.
- Okej, to do potem!
Jaka miła dziewczyna. Problemów nie robiła, nie zadawała głupich pytań. Jak ona wytrzymywała z takim bucem? Swoją drogą nawet ładna była, podobna do Ciastka, ale niestety i tak wolał swojego chłopaka.
Szybko się przebrał i wyszedł z domu. Miał nadzieję, że mu pomoże, bo plan już miał, ale potrzebował kogoś, kto uknuje z nim intrygę. Ciastek nie potrafi kłamać, więc się nie nada, Jessica zaś to Jessica, ona wszystko potrafi. To chyba taka damska wersja jego, tylko trochę gorsza. Gust nie taki i te sprawy...








Zapraszam do komentowania ;)

sobota, 6 czerwca 2015

One-shot: Jiminem być

Ostrzeżenia: +18, wulgarne słownictwo, możliwość śmierci, bo Jimin jest pierdolonym geniuszem.
Pairing: JiKook, wspomniany V-hope.
Beta: Isu Park





Truskawki. Każdy lubi truskawki, prawda? W czekoladzie, bitej śmietanie. Są słodkie, uwielbiacie się w nie wgryzać i smakować. Sama zajebistość.
Dobry alkohol. Też fajna sprawa, nie sądzicie? Sprawia, że szalejecie i robicie rzeczy, o które nigdy byście swojej osoby nie posądzili. Śmiejecie się częściej, robi wam się gorąco i chcecie więcej, więcej i więcej.
Dobra impreza! Jakżebym mógł o niej nie wspomnieć. Wymęczy was, ale wrócicie po niej do domu szczęśliwi. Czasami na kolanach, ale i tak wam się na niej podobało, prawda?

No więc teraz zróbmy szalony miks. Truskawki, alkohol i imprezy połącz w jedno.
Co nam wyszło?

Oj, głuptaski. Oczywiście, że coś zajebistego!

Co zaś takie jest? Z czym kojarzy się wam słowo 'zajebistość'?
Tak, macie rację - ze mną. Nie będę zaprzeczał przez wzgląd na szacunek do was, moi wielbiciele.


Nazywam się Jimin. Park Jimin.
Jestem chodzącą zajebistością. Pierwszym Tego Imienia, Królem Imprez i Bogiem Tańca. Sex Machine i Najseksowniejszym Mężczyzną na Przestrzeni Ostatnich Czterdziestu Wieków. Człowiekiem z Najlepszą Klatą i Najjaśniejszym Umysłem. Tym, Który Wszystko Wie i Wszystko Potrafi.

Jeśli kiedykolwiek nie wiedziałeś o co chodzi, a było to zajebiste, to zapewne stało się takie przez to, że Jimin jest pierdolonym geniuszem.
Niech was jednak nie zmyli ten 'pierdolony', bo nikt mnie nie pierdoli. Ja pierdolę i to całkiem dobrze, Ciastek potwierdzi. I nie tylko Ciastek, ale nie mówcie mu, bo się obrazi i mi nie da, a ja chcę mu dzisiaj pokazać bramy raju.
Bo daję ludziom rozkosz, nie? Podniecają się mną jak fangirle gołą klatą Taeyanga, a Taeyang jest zajebisty. Nie tak jak ja, ale się chłopak stara.

Wiecie. Czasami sobie siedzę i myślę, jak to jest być mną. Do mnie nie dociera moja idealność! Zastanawiam się wtedy, czy naprawdę stałem się bogiem, czy mi się to śni? Rozumiecie, prawda? Moja genialność mnie przerasta. Czasami bardziej przeraża mnie niż dni, w których Kookie mówi, że nie może się ze mną kochać, bo ma naukę. Jasne. Jak z babą w czasie okresu, ale wtedy sobie to ładnie tłumaczę tym, że skoro jestem zbyt zajebisty nawet jak na własne standardy, to co moje kochanie ma powiedzieć, skoro ma taki ideał tylko dla siebie, nie? Biedak chyba czuje ciężar tej odpowiedzialności. Aż się przed nim uginają kolana. Dosłownie! Do miecza i te sprawy. W końcu król, nie? To do czegoś zobowiązuje. A miecz mam spory, nie będę ukrywał, przecież i tak każdy to wie.

No więc jestem fajny. I mam Ciastka.
Ciastek jest dwa lata młodszy i bywa całkiem uroczy. Ma ładne ciało i fajny tyłek. Lubię go brać w każdej pozycji i w każdym miejscu.
Zastanawiacie się pewnie, czemu ktoś tak zajebisty ma jednego partnera, prawda? Już wam odpowiadam, bo jeszcze zemrzecie z ciekawości.
Moja Dupeczka, Królowa Seksu i Żona, zwana przez innych Jeon Jungkook, był całe życie jak księżniczka na wieży. Roszpunka czy inny Szczaw, nie pamiętam, jednak to nieistotne. Po prostu siedział zamknięty w wieży, płacząc za miłością swojego życia. Byłem też sobie ja - Król i Przystojniaczek, za którym latał każdy, bez względu na to, czy miał penisa czy muszelkę. Ot, wiecie - bóstwo, które kocha każdy bez względu na upodobania. Bo pewnie nawet jakiś heteryk by mi się oddał, ale się wstydzi.
Wracając jednak do mojej opowieści.
Był sobie ten Ciastek i płakał smutno w poduszkę, że chce do Jimina, a Jimin o nim nic nie wie. To sobie pomyślałem, że w sumie czemu by nie poznać tej Brokuły, skoro już tak mnie kocha. No to żem się wspiął, wziął i mam, nie? Prosty rachunek, bom szczery chłopak. Dziki zwierz - bierz co chcesz.
No to raz, drugi, trzeci. I stwierdziłem, że fajnie mi w mojej norze, że mi ciepło i przyjemnie, to co będę innej szukał. Szkoda mojego czasu, bo mógłbym go przecież lepiej spożytkować.
O! Hoseoka bym powkurwiał, bo to idiota i dekiel. On to nigdy nie porucha, bo jest ciotą. Nie to oczywiście, bym go obrażał, bo go lubię, no ale jaj to on nie ma, kłamać nie będę.
Oczywiście mówię to czysto metaforycznie, bo niby mu staje na widok tyłka Taehyunga. Tu jednak mamy problem, bo Taehyung ma go w dupie równie metaforycznie. A się dobrali, szczwane bestie!
Życie życie jest metafoooorą.
Hope chce ruchać, ni ma kooogo.
Jutro Taehyung da mu w czapę.
Bo kto by chciał taką gapęęę!

Ale ze mnie poeta, nie ma co! Wiersze może zacznę pisać, co wy na to? W sumie odkryłem nowy talent, sam siebie zaskakuję.
UWAGA. Dopisuję do listy moich zajebistości nową pozycję:
83724326946274238685254283948120934821893213482348213staa genialna cecha Jimina: poeta.
Cholercia. Będę się musiał nauczyć czytać więcej liczb, bo to mnie przeraża.

To może spróbuję raz jeszcze?
Oda do Ciastka. *odchrząknął*

Ciastek, dupeczko moja, Ty jesteś jak nora
Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię zruchał.
Dziś poślady Twe w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo mi w gaciach stoi.
Gaciałko Ciastka, co Ciastkowej cnoty bronisz
I mi erekcją świecisz w oczy. Ty, co jaskinię moją
Jungkookową chronisz, z jego bladą dupą
Jak mnie, Boga do gotowości postawiłaś cudem
(Gdy z płaczącego dziewictwa, pod moją opiekę
Ofiarowany, podnieconą jego otwarłem powiekę,
I zaraz mogłem pieszo, do Ciastkowej dziurki progu
Iść, za zajebistą okazję dziękując Sobie, Bogu.)
Zaraz spenetruję Twojej dupci łono.

O kurwa. Człowieku, ty to serio jesteś zajebisty.
Kurwa.
Park Jimin, jesteś pierdolonym poetą!


Wdech, wydech. Tak, możecie już sobie zwalić bo wiem, że wam sterczy w gotowości. Prawie tak samo jak Kookiemu, gdy go gryzę po szyi. A to tylko moja poezja! Co by było, gdybym absy pokazał? NA SŁODKIE SUTKI JUNGKOOKA. Zalało by świat spermą i kobiecymi wytryskami.
Dobra, Jimin. Spokojnie, ubierz sweter i schowaj się pod kocem. Nie chcemy powodzi, prawda? Interesuje nas tylko morze Ciastkowej wydzieliny, bo jest całkiem smaczna.


W każdym razie teraz przechodzimy do innych istotnych kwestii.
Kookie zaraz do mnie przyjdzie, bo mu się chce seksu. Oczywiście powiedział, że to tylko odwiedziny, ale ju noł łat aj mind, nie? Każdy tak sobie gada, a potem "Jimin, pieprz mnie! Ach! Och! Tak mi rób!". To dla mnie typowe, całe życie tak miałem.
Tylko na matmie jedno babsko mówiło "Jimin, wszystko spieprzyłeś! Nie, nie, nie! Tak się tego nie robi!". Stare próchno. Co ona wie o pieprzeniu? Nawet matmę pieprzę, chociaż tutaj już metaforycznie, bo mnie trygonometria nie podnieca. Poza tym jakbym się zaciął papierem, to byłaby to zbyt wielka strata dla ludzkości.
W każdym razie już jest.
Słyszę dzwonek.

Podszedłem do drzwi i je uchyliłem. Kookie wyglądał dzisiaj ładnie, jak zwykle zresztą. Miałem niesamowite szczęście, że wybrałem sobie kogoś, kto chociaż po części wygląda tak dobrze jak ja. Nie to, bym był taki płytki, jednak nie ukrywam, że lubię ładnych ludzi. Brzydcy mnie nie kręcą, poza tym jestem z najwyższej półki i potrzebuję kogoś, kto będzie chociaż z jakieś wysokiej. A Jungkook ma wszystko.
Wpuściłem go do środka i zaprosiłem do salonu. Herbatka, ciastka, inne duperele. Mnie nie kręcą takie grzeczności, jednak on to lubi, więc się poświęcam.
Może nie wyglądam, ale chcę, by było mu dobrze. Więc trochę pogadaliśmy, jednak nie za długo. Nie lubię marnować czasu.
Objąłem go czule, sadzając na swoich kolanach, przodem do siebie. Wsunąłem dłoń w jego ciemne włosy i pogłaskałem go z uczuciem. Taki śliczny, zarumieniony. Patrzył na mnie tymi swoimi piękny patrzałkami, ja zaś nie mogłem oderwać od niego wzroku. Mój mały, słodki Ciastek. Miałem ochotę go zjeść, więc to zrobiłem. Przysunąłem swoje wargi do jego i czule się w nie wpiłem. Początkowo usta miał zaciśnięte, jednak pod naporem mojego języka blokada zniknęła, zaś mój śliski mięsień wdarł się do jego wnętrza, pieszcząc go namiętnie i dziko. Chłopak wszystko odwzajemniał. Z czasem stał się w tym coraz lepszy. Początkowo miał opory i nie wiedział co ma ze sobą począć, jednak wszystkiego go nauczyłem. Teraz nasze pocałunki były naprawdę gorące, o czym świadczyło bijące serce Ciasteczka, które waliło tak mocno, jakby chciało wylecieć przez tą słodką klatkę piersiową.
Moja dłoń wsunęła się pod koszulkę i zaczęła wodzić po delikatnie umięśnionym torsie mojego kochania. Masowałem jego sutki, szczypiąc je raz po raz, co doprowadzało młodszego do rozkosznych jęków. Strasznie mnie to nakręcało do działania. Zrzuciłem z niego koszulkę i przywarłem ustami do jego szyi. Całowałem ją, lizałem, gryzłem i ssałem. On wręcz krzyczał, gdyż byłem jak prawdziwy lew. Moja kochana sarenka... Tak dziko atakowana.
Podniecało go to. Widziałem to. Dlatego też rzuciłem go na kanapę, nachyliłem się nad nim i na nowo wpiłem w jego wargi, ssąc jego język. Moja dłoń zacisnęła się na jego kroczu, masując je delikatnie, aczkolwiek intensywnie. Zacisnąłem zęby na jego sutku. O tak. Kochał to. Od razu zacisnął na mnie swoje uda, krzycząc moje imię.
Tak. Tak mi mów. Wołaj swojego kochanego Jimina, pokaż, jak Ci dobrze!
Delikatne pocałunki na torsie, potem ostre ssanie jego ucha. Robiłem wszystko szybko, mocno i namiętnie. Miał dreszcze, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zastraszającym tempie. Pod dłonią czułem już coś twardego, moje kochanie się podnieciło. Nie mogłem oczywiście zostawić mojej księżniczki na pastwę losu. Nachyliłem się nad jego kroczem i rozpiąłem zębami jego rozporek. Sprawnie pozbyłem się jego spodni. Zadowolony polizałem jego członka przez materiał bokserek. Ludzie. To była reakcja nie z tej ziemi. Krzyk, wierzgnięcie biodrami. Tak. Jimin to lubi!
Mniam mniam. To trzeba chyba w nagrodę zamoczyć Ciasteczko, prawda? Czy w sumie w nim zamoczyć. Ach, szczególiki.
Zsunąłem z niego bokserki. Słodka pałeczka sterczała tak ślicznie i tak prosiła o dobry seks. Mniam x2.
Nachyliłem się nad swoim kochaniem i musnąłem czule jego wargi. Uwielbiam te słodkie usteczka, takie różowe i mięciutkie. Mógłbym je całować całymi dniami, a i tak by mi się to nie znudziło.
Moja dłoń zaczęła masować ptaszka do tego stopnia, że zaczął świergotać. Pieściłem go, poruszałem intensywnie, czasami zaś wręcz flegmatycznie, obserwując reakcje Kookiego, który wił się się jak zaskroniec w krzakach. A to buntownik. Chciałby być wężykiem? Nie ma tak dobrze, jest tylko norką dla pytona, zwanego ChimChimem.
A pyton już czekał w gotowości i uwierał w bokserkach.
Co więc miałem z tym fantem począć? Bum. Ciuchy wylądowały gdzieś daleko, ja zaś przegryzłem wargę, obserwując moje spocone Ciasteczko, które wpatrywało się w mojego członka, rozchylając usta. Wiem, wiem. Chcesz go do buzi kochanie, ale nie ma ta dobrze. Dzisiaj ChimChim zwiedzi nieco ciemniejszą norkę, chociaż potem możemy też zająć się ustami, no problem. Jestem Jimin Miłosierny, okażę łaskę, więc zrób mi laskę.
Żelik. Truskawkowy, coby pasował do czerwonego Kookiego. Jestem estetą, musi być kolorystycznie, a że Ciastek jest większość dnia truskawkowy, to wybrałem taki. Zresztą mówiłem już prędzej o truskawkach, utożsamiam się z nimi.
Nalałem sobie na palce całkiem sporo. Uniosłem uda chłopaka i oparłem na swoich ramionach. Cholercia. Taka słodka dziureczka. Aż sam się wyrywa, by tam zajrzeć, ale wiecie. Samokontrola i te sprawy.
Potarłem palcem o jego wejście. Delikatnie, by go nie spłoszyć. W międzyczasie całowałem jego uda, gryząc je brutalnie tak, że zostawały na nich czerwone ślady. Kookie zawsze był znaczony, by przypadkiem ktoś nie pomyślał sobie, że jest wolny.
Jup. Mój zwinny paluszek wślizgnął się do środka, od razu rozciągając go całkiem energicznie. Opuściłem jego jedno udo i nachyliłem się, wpijając w jego wargi. Sapał mi do ust, co tylko mnie bardziej podniecało. Ssałem jego język, sprawnie wsuwając do norki kolejny palec. Zaczął się tam dirty dancing, Kookie też poruszał się jak Shakira. Taniec brzucha, bioderka. Siekiera, siekiera!
No ale dobra, bo wam feelsy opadną. Rozciągałem go całkiem porządnie, oczywiście trącając jego prostatę. Wiedziałem już doskonale gdzie go smyrać, by odlatywał. Znałem na pamięć każdy jego czuły punkt, wrażliwy rejon i oczywiście chętnie z tej wiedzy korzystałem.
Obojczyki. Piszczał jak gwałcona dziewica, gdy go tam gryzłem. Czułem zaciskające się palce na moich plecach, chwilę później w mą idealną skórę wbiły się jego ostre pazurki, raniąc ją dotkliwie. Troszkę to smutne, tak psuć moją idealność, ale ładnemu we wszystkim ładnie, więc i te zadrapania po Ciastkowych podnietach nosić będę z dumą, jako znamię po zwycięstwie!
Nie mogłem już nad sobą panować. Palce się wysunęły, zaś mój szybko nawilżony członek naparł na jego wejście, wsuwając się natychmiast do połowy.
Ten jęk! Miód na piękne Jiminowe uszy. Młody ledwo łapał oddech, ja jednak jestem lwem i biorę co moje. Wsunąłem się więc do końca i wpiłem w jego wargi. I się zaczęło.
Lubię szybki, brutalny seks. Dziki i namiętny. Robię to tak, by mój chłopak stracił kontrolę nad sobą i nad własnymi odruchami. By odleciał, a jego myśli by skupiły się tylko na mnie i moim ChimChimie. Nie lubię takiego pierdołowatego ruchanka, bo mnie to nudzi i zasypiam. Ma być głośno, ostro i mokro. Mamy się spocić jak świnie, bo to jest seksowne i mnie jara.
Dlatego mam Kookiego, bo on mokry wygląda nieziemsko.
No i wtedy jeszcze mocniej w niego wchodzę. Nasze tempo zawsze jest zastraszające. Do dzisiaj zastanawia mnie to, jak moje łóżko może znosić nasz seks, ale w sumie dałem za nie gruby hajs, więc to do czegoś zobowiązuje. Łóżko Ciastka już dawno poszło w pizdu, więc teraz robimy to u mnie, bo jego matka się wkurwiła.
Jazda, nie? Dotykałem jego prostaty. Mocno, idealnie. On zdzierał sobie gardło, raniąc mnie jeszcze dotkliwiej. Ledwo łapał powietrze z płuca, ja zaś tylko przyspieszałem, chcąc dać mu jeszcze więcej przyjemności. Sobie też rzecz jasna. Jego dupa była ciasna, gorąca i wręcz stworzona dla mojego penisa.
Odpływałem. Było mi duszno, nie miałem jak zapanować nad ruchami, moje biodra poruszały się same.
Wtuliłem twarz w szyję Kookiego, zaś moja dłoń zaczęła szybko poruszać się na jego członku. Moje tempo było zastraszające, ręka waliła mu konia szybciej niż Namjoon biegał po tampony da swojej wkurwionej dziewczyny, a to jest coś, wierzcie mi.
Biodra, ręka, biodra, ręka. Gryzienie, ssanie, sranie. Stop. Bez srania.
Nagle poczułem, że Kookie wystrzelił mi na dłoń, z jękiem opadając na poduszki. Chwilę później i ja doszedłem w nim, z rozkosznym westchnięciem ległem w jego ramionach. Było wilgotno, ale przyjemnie.
Objąłem moje kochanie, całując jego wargi. Oboje mieliśmy problem z oddychaniem, nasz pocałunek był więc całkiem ułomny, jednak mi się podobało.

Bo wiecie.
Jestem zajebisty i seksowny. Kocham siebie i się tego nie wstydzę.
Jednak Ciastka kocham bardziej.
Wszystko, co wiąże się z Ciastkiem jest najlepsze.
Jego pot.
Jego sperma.
Jego uśmiech i ciche westchnięcia.
Kocham go najbardziej na świecie.






Zapraszam do komentowania ;))