Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap monster. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap monster. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2015

33. I need U boy

Ogłoszenia parafialne: Przypominam o ankiecie! Teraz nadszedł czas na zboczony shocik z V, wybierzcie mu chłopaka! 
W zakładce 'kolejka' będą podawane wyniki ankiet i postępy z opowiadaniami. Możecie tam zerknąć i sprawdzić, na jakim etapie jest poszczególny tekst ;)



Pogłaskał jego szczupłe plecy, wtulając nieco mocniej w swoje ciało te mniejsze. Siedzieli w mieszkaniu Hoseoka, który nie wiedział co ma robić. Stresowało go to, że Taehyung słyszał słowa Sugi. W końcu nie zdawał sobie sprawy z tego, że tamten coś do niego czuł. Nadal nie miał pojęcia co między nimi było, więc czuł się niepewnie.
- TaeTae... - musnął czule jego czoło, zerkając na jego twarz. - Czy... coś jest nie tak?
Młodszy spojrzał na niego i westchnął cicho, obejmując go nieco mocniej udami w pasie.
- Trochę tak. Yoongi... Nie wiem co o tym myśleć.
Hope kiwnął głową na znak, że rozumie.
- Ja... - zaczął młodszy niepewnie. - Czy mam rozumieć to jak deklarację? Dawną, bo dawną, ale jednak... On... Czuł coś do mnie, czy w mojej głupocie sobie to ubzdurałem, hyung?
- Um... - starszy zacisnął wargi, gorączkowo rozmyślając nad odpowiedzią. Chętnie by skłamał, jednak nienawidził braku szczerości, sam wolałby, by Tae go nigdy nie okłamał, więc musiał postępować podobnie.
- Tak można to rozumieć.
- On... Teraz też mnie kocha, hyung?
- To wie już tylko on. Nie potrafię  odpowiedzieć Ci na te pytanie. - w głębi serca miał nadzieję, że nie. Gdyby była w nim ta miłość... Yoongi łatwo nie odpuszczał, nigdy.
- Rozumiem... - westchnął, wtulając się mocniej w tors starszego. - Nie wiem co robić.
- Nie podpowiem Ci, nie mogę być teraz obiektywny.
- Co? Dlaczego? - wbił w niego nieco nierozumne spojrzenie, na co Hoseok się odrobinę zmieszał. Nie chciał wdawać się w szczegóły.
- Nie chcę, byś wybrał jego, tyle.
- A-ale hyung... Jak mam wybrać Yoongiego... - jąkał się nieco, patrząc na niego z lekkim zaskoczeniem i przerażeniem. - Ja... Chcę być przy tobie, twojej miłości pragnę... Nie mów tak, nie może cię przy mnie zabraknąć.
Jung uśmiechnął się szeroko, wzdychając z nieukrywaną ulgą.
- Cieszę się, bo nie mogę już bez ciebie żyć, moje maleństwo. - złapał go za ramiona i wpił się w jego usta czule, od razu wsuwając język do gorącego wnętrza.
Teraz mogą zacząć dyskutować, skoro zagrożenia nie ma.



***


Nosiło go, nie wiedział co ze sobą począć. Nie miał nawet siły na jedzenie, jego ciało odmawiało mu wszystkiego. Stresowała go nieobecność Jina. Godziny mijały, ten zaś nie dawał żadnego znaku życia.
Chyba nie miał zamiaru zrobić niczego głupiego, nie był takim emocjonalnym kretynem jak on. Dlaczego więc jak się bał? Czemu serce ta niebezpiecznie się wyrywało, a umysł kazał szukać go na ulicach Seulu?
Przysiadł na fotelu, chowając twarz w dłoniach. Drżały one niemiłosiernie.
- Jin... - szepnął, zaciskając je po chwili w pięści. Miał ochotę rozwalić te meble, rzucać figurkami o ściany. Ulżyć sobie, jednak ostatkiem sił się powstrzymywał. Nie miał prawa niszczyć tych rzeczy, to ich wspólna własność, poza tym to on zawinił, nie zaś rzeczy martwe. Po prostu był idiotą, baranem, który pierw robił, potem myślał. Który właśnie stracił osobę, która już jedną szansę mu dała, on zaś ją zmarnował przez własną bezmyślność.
Nie dziwił mu się. Sam pewnie miałby dość takiego zachowania. Nie potrafił się określić tak w stu procentach. Gdzieś w podświadomości nadal kochał Taehyunga, chociaż na ten moment pragnął już tylko Jina. To z nim czuł te dziwne motyle w brzuchu, to jego pocałunków pragnął. Tae był jego słodkim przyjacielem, ale w tej chwili nie potrafiłby nawet się z nim naprawdę pocałować, nie wspominając już o jakimkolwiek seksie. Dla niego te delikatnie ciało było sacrum. Świętością, której nie śmiałby naruszyć i zbezcześcić. Brak to fizycznego pociągu, to miłość chyba tylko czysto platoniczna, a nie o taki związek mu chodziło.
To ten z Seokjinem był prawdziwy, szczery. Dlaczego więc wszystko tak się skomplikowało?
Dźwięk kluczy. Poderwał się, po sekundzie znajdując się przy drzwiach, w których pojawił się starszy. Nie wyczuł od niego alkoholu, co nieco go uspokoiło. Wyglądał całkowicie normalnie, może niepotrzebnie się zamartwiał?
- Hyung... - spojrzał na niego zestresowany. Nie wiedział, czy może go objąć, czy lepiej trzymać się z daleka.
- Idę się kąpać. - mruknął tylko, wymijając go. Nie zaszczycił Sugi nawet ulotnym spojrzeniem. Coś go zabolało w środku.
- Hyung, proszę. - złapał go za nadgarstek. Jin tylko zerknął na niego przez ramię i wyrwał swoją rękę. Zignorował prośbę starszego i zamknął się w łazience. - Jin... Nie rób mi tego... - szepnął, zaciskając zęby na dolnej wardze.
Szczęście chyba sobie z niego kpiło. Los go nienawidził.
Całe życie pod górkę.



***


- Jess... O co chodzi?
Blondynka wciągnęła kobietę przez metalowe drzwi. W środku budynku było ciemno, miała tylko latarkę, oczywiście było to celowe. Nikt nic nie powinien zauważyć. Matka nawet nie miała jak zerknąć na szyld nad drzwiami.
Jess, jesteś geniuszem!
- Nie ma czasu, ciociu! - złapała go mocniej za nadgarstek i wciągnęła po schodach. Jej tempo było zabójcze, starsza ledwo za nią nadążała, dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie było czasu na takie ckliwe głupoty. Dotarły w końcu na odpowiednie piętro. Wszędzie było niesamowicie ciemno. Jess kaszlnęła donośnie, po czym otworzyła wielkie, drewniane drzwi i weszła z matką Kooka do wielkie sali widowiskowej. Drzwi się zamknęły i nagle na scenę padło światło. Orkiestra w roku zaczęła grać muzykę, na drewniany, lśniący podest wkroczyły prześliczne, szczupłe dziewczęta, z boku zaś stanęła kobieta w ozdobnej sukni.  Otworzyła usta, z których zaraz rozbrzmiały przepiękne dźwięki. Młodsze zaczęły poruszać się zgrabnie w rytm melodii, powoli poruszając dłońmi. Światła raz po raz oświetlały ich smukłe sylwetki, dodając całemu przedstawieniu dramaturgii.
Jess odsunęła się na bok, z uśmiechem obserwując reakcję kobiety.
Całkowicie zszokowana. "Eternal source of light divine" było jej małą obsesją, bardzo kochała to dzieło, a te wykonanie było perfekcyjnie. Wokalistka była niesamowicie uzdolniona, jej głos poruszyłby chyba najbardziej skamieniałe serce, więc to dobra metoda na tak niefajną kobietę. Jess mogłaby przysiąc, że zadrżała. Zaciśnięte dłonie mogły oznaczać w końcu tylko całkowitą fascynację, a i lśniące oczy były dość łatwe do zinterpretowania. Może i ciotka była wkurzającą staruchą, ale naprawdę kochała te swoje opery, balety i śpiewy, były sensem jej marnego życia i reakcje bez wątpienia udawane nie były. Zresztą ona nigdy nie okazywała słabości, musiało ją to ruszyć.
Blondynka zerknęła na scenę. Śpiew się skończył, tancerki zaś zrzuciły wierzchnie odzienie i w obcisłych kostiumikach zaczęły tańczyć jakiś nieznany jej balet, chociaż pani Jeon chyba doskonale znała te kroki i melodię.
Po kilkunastu minutach muzyka ucichła, scena stała się ciemna, zaś koło nich zapaliło się światło. Przed wzruszoną kobietą pojawił się Jimin z gigantycznym bukietem kwiatów, za nim stał chyba też poruszony widowiskiem Ciastek.
- Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnął się Park, zaś kobieta drżąc przyjęła kwiaty, zapominając na moment jak w ogóle się mówi.

Jungkook był zszokowany. Widział, że Jimin może wiele, że był szalony, ale żeby ściągnąć tutaj ulubioną śpiewaczkę jego matki i zaprezentować jej dwa ulubione dzieła? I to jeszcze wszystko dla jednej osoby? Sam nie wiedział, jak powinien zareagować, a co dopiero jego matka. Był przekonany, że to najlepszy prezent, jaki mogła dostać. Owszem, była materialistką, ale jakieś tam uczucia miała, a Jimin trafił w nie idealnie.
Przyglądał się im uważnie. Matka objęła Parka, roztrzęsiona, on zaś coś do niej mówił, jakby uspokajając.
Co do jednego już Kook nie miał wątpliwości - kupił ją całkowicie. Nie zdziwiłoby go, gdyby nagle stał się jej oczkiem w głowie. Jeszcze go zaadoptuje... W sumie to nie był najgorszy pomysł. Wspólny pokój, miałby go cały czas dla siebie... OCH. STOP. O czym ty myślisz?!
No ale w sumie... Wspaniałego miał mężczyznę. Nawet, jeśli nie odróżniał baletu od opery...


- Dobranoc, Jimin. - matka Kooka pomachała ostatni raz Parkowi, który z zadowoleniem wsiadł do samochodu i ruszył. Ten wieczór był naprawdę świetny. Najpierw płakała mu w koszulę mówiąc, jaki to jest świetny, jaki kochany, że się nie spodziewała. Prawdziwa miłość! Potem dodatkowo zachwycała się restauracją, do której zabrał ją i Ciastka. Cały czas gadała o tym samym, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Siedział sobie koło chłopaka i smyrał go po udzie, to całkiem niezła nagroda za katorgę, jaką było jej towarzystwo. W każdym razie wygrał tę bitwę, był coraz bliżej do całkowitego jej uziemienia. Ach ta miłość! Co ona robiła z ludźmi!?
W każdym razie teraz ma załatwione noclegi kiedy tylko chce. Dzisiaj już chciała, by spał u nich, ale miał sporo rzeczy na głowie, rano trzeba było być na siłach, bo rozmowa z Tae, obiad rodzinny i spotkanie z ojcem to aż nadmiar obowiązków, zresztą Ciastek miał się uczyć, zaś przy nim się nie skupi. W końcu był sobą, nie?



***



To kręci się w kółko, dlaczego ciągle wracam?
Upadam na samo dno, wydaje się, że to ja jestem głupkiem...
Cokolwiek robię, nic na to nie poradzę.
To moje serce, moje myśli i dusza, one mnie nie słuchają...


Zacisnął dłonie na kubku z gorącą herbatą, wpatrując się we wschodzące słońce. Siedział na balkonie, okryty ciepłym, mięciutkim kocem, który dostał od Yoongiego na urodziny. Różowy w słodkie, wyszywane korony. Powiedział wtedy, że idealnie pasuje do niego, bo jest jak księżniczka. Bardzo go to wtedy ruszyło, gdyż były to ich początki. Suga jawił mu się wtedy tak pozytywnie. Uroczy, ale i pewny siebie, który nie kręcił i był aż nazbyt szczery. Pomocny, ale nie dawał się wykorzystywać. Idealny. Od początku mu się te cechy spodobały, bo nie był przesiąknięty też zgnilizną stolicy. Z małego miasta, świeży i inny. Pomimo pieniędzy nie zachowywał się jak snob, był normalnym chłopakiem, na którego można było liczyć.
Czemu teraz tak się zmienił? Dlaczego zawsze pewny swoich racji, teraz tak się miotał?
Gdzie jego zdecydowanie? Ta szczerość, z której był znany?
Jak on może tak kręcić, motać się, być niepewnym własnych uczuć?
- Ech... - westchnął, upijając łyk napoju. Przymknął na chwilę powieki, odchylając głowę do tyłu. Czuł się podle, bo sam łapał się na tym, że był wszystkiego niepewny. Kochał Yoongiego. Jego serce podskakiwało za każdym razem, gdy młodszy był blisko, gdy się dotykali czy nawet rozmawiali. Ostatnie tygodnie były bajką i miał nadzieję, że już zawsze jego życie będzie tak ułożone. Uczelnia, potem praca, w domu zaś prześliczny chłopak, z którym spędzi czas i przy którym się będzie budzić. Dlaczego więc w chwili, gdy naprawdę było mu dobrze, wszystko wywróciło się do góry nogami?
To nie tak, że wątpił w słowa Sugi. Widział, że mu zależało, jako tako znał się na ludziach i nie był ślepy. Razem było im dobrze, jednak serce młodszego było niestabilne, Jin zaś nie miał chyba siły na kolejne rozczarowania.
Nie potrafił ukryć tego, że słowa chłopaka go zabolały. Z jednej strony go rozumiał, bowiem Jimin wedle jego informacji byłby podłą świnią, ale mimo wszystko... Odpuścił mu? Pozwolił? Przecież mówił, że nie mógłby z nim być, bo z nim nie jest tak dobrze... Mieszał niesamowicie, więc co on miał o tym myśleć? Skoro sam nie ufał sobie, jak Kim mógł uwierzyć w jego dobre intencje? W końcu to, że razem czuli się świetnie nie znaczyło, że tak naprawdę coś do niego czuł.
Z cichym westchnięciem wstał i wrócił do mieszkania, zamykając drzwi. Nie miał pojęcia, jak teraz będą tu funkcjonować. On sam nie wiedział co ma począć z tym fantem, więc przebywanie razem będzie niekomfortowe... Wczoraj przesiedział cały wieczór w parku, byleby tylko na niego nie wpaść, jednak niestety plan okazał się być klapą. Zresztą czego się spodziewał?
Zsunął z siebie koc i rzucił go na kanapę, po czym udał się do kuchni, gdzie wsadził kubek do zmywarki. Dzisiaj sobota, więc pewnie nie będzie wstawał wcześnie, miał więc trochę czasu na spokojne rozmyślania. Pytanie tylko, czy bardziej sobie nie namiesza w głowie?



***


- Nie wiem co mam zrobić, Jimin... Pójść z nim porozmawiać, czy zostawić to samemu sobie? Czuję się... źle. - szepnął Taehyung, wpatrując się nieco tępo w sufit pokoju Parka. Starszy nie miał siły czegokolwiek ogarniać, więc leżeli sobie pod kołdrą. Zresztą łóżko zawsze było najlepszym miejscem do rozmyślań i podejmowania życiowych decyzji.
- Co mógłbyś powiedzieć? Jeżeli zapytasz go, czy Cię kochał, to wprowadzi to niekomfortową sytuację. Gdy to potwierdzi, to co wtedy? Rzucisz Hoseoka i skoczysz mu w ramiona?
- Jimin! Jak możesz! - młodszy aż otworzył szerzej oczy, patrząc na niego zniesmaczony. - Nie mogę zostawić hyunga.
- Czemu? - uśmiechnął się nieco złośliwie. Nawet w tak ciężkiej dla młodego chwili, nie mógł się powstrzymać przed złośliwościami. Poza tym te słodkie zmieszanie na jego kochanej buźce było przecudowne.
- No... Bo... - zarumienił się nieco, zaciskając dłonie na kołdrze. - Lubię go. Jest mi z nim dobrze.
- Pieprzycie się chociaż?
- Jimin!
- Okej, okej. Jesteście ślamazarni, serio. - westchnął, kiwając głową z niedowierzaniem. Z jednej strony go to dziwiło, z drugiej cieszyło. Myśl, że ktoś wali w dupę jego maleństwo chyba by go nieco zasmuciła...
- Nie pomagasz... - młodszy nadął policzki, patrząc na niego smutno. Park uśmiechnął się i złapał go mocno w pasie, przyciągając do siebie.
- Pomagam. Nic z tym nie rób, to on zjebał. - zamruczał, pocierając nosem o ten Tae. Młodszy poklepał go po ramieniu. - W sumie to Ciastek, ale on nie chciał... Nie miej mu tego za złe. Czasami myśli nieco... ułomnie.
- To się dobraliście. - wyszczerzył się kwadratowo okularnik, na co Jimin aż się zapowietrzył.
- Coś ty powiedział, smerfie?!
- I jeszcze głuchy!
- Tyyyyyy! - zaczął go łaskotać po brzuchu. Tym razem macanki Hoseoka były pomocne, znał słabość dzieciaka. - Powtórz!
- No... Przestań, haha! - piszczał, wiercąc się na łóżku. - Ty jesteś mądry! Uzupełniacie się! O to... chodzi!
- No, ja myślę.
- Co ty...
- TAEHYUNG! Grabisz sobie!
- Dobra, dobra. Jestem cicho. - uśmiechnął się Tae, układając wygodnie na boku. - Czyli mam to zostawić?
- Oczywiście. Jak Ci wyzna miłość, to będzie klapa, bo będziesz musiał dać mu kosza, prawda? Poza tym odpuścił z tego cóż rozumiałem, więc lepiej go dodatkowo nie ranić. Swoją drogą... Taki pipciuś, a na Ciebie poleciał... Przecież wy do siebie nie pasujecie.
- Jimin... Nie mów tak. Podkochiwałem się w nim przez długi okres czasu..
Brunet aż się uniósł, patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
- Że co?
- Gdy jeszcze mieszkał u nas w mieście... Taka młodzieńcza miłość. Gdyby nie fakt, że potem było sam wiesz co, to pewnie nadal bym był w nim zakochany. Ale stało się tak, a nie inaczej. Poznałem Hoseoka i całkiem mi minęło. Chyba dlatego tak zareagowałem...
- Rozumiem... No cóż. Teraz nie ma sensu się nad tym roztkliwiać. Masz Hopa, trzymaj się go i bądź szczęśliwy, bo mu naprawdę na tobie zależy. Wiem co mówię, znam go lata. - pogładził go po czuprynie, przyciągając do siebie. Wtulił nos w jego włosy, wzdychając cicho. Co świat by bez niego zrobił...



***



- Hyung... Proszę, daj mi to wytłumaczyć. - głos Yoongiego drżał, był przepełniony rozpaczą. Nie wiedział już jak ma dojść do starszego, jak ma go prosić, by zechciał z nim chociaż chwilkę porozmawiać. Traktował go od rana jak powietrze, nie odzywał się nawet słowem, zaś gdy on próbował cokolwiek zacząć, to Jin bez oporów zamykał się w pokoju, włączając muzykę.
Teraz stał przy blacie, krojąc mięso na obiad.
- Co chcesz tłumaczyć, Yoongi? - westchnął po dłuższej chwili, jednak nie spojrzał na niego nawet na sekundę. Różowowłosy odetchnął z lekką ulgą, opierając się o blat.
- Tę sytuację.
- Nie ma co tutaj tłumaczyć. Jesteś niestabilny uczuciowo. Dopóki sam się nie zrozumiesz, dopóty ja nie czuję się zobowiązany.
- Ale...
- Yoongi. - szatyn odstawił nóż i stanął do niego przodem. Spojrzał mu w oczy, na co młodszy aż zadrżał. Był całkowicie poważny. - Odpocznij, pomyśl nad tym. Ja już nie mam siły do twoich szaleństw, jesteś zbyt niepewny. Wiem, że wydaje ci się, że to szczere, ale proszę cię... pomyśl. Odsapnij, napij się kawy i zwyczajnie posłuchaj swojego serca. - uśmiechnął się delikatnie i pogładził niższego po włosach. - Odezwij się, gdy już wszystko będziesz wiedział. Poczekam.


Proszę o komentarze ;)

czwartek, 2 lipca 2015

One shot: Hug me

Dedykacja: urodzinowy shocik dla Patrycji. Spóźnione sto lat! <3
Gatunek: yaoi, angst, vignette
Ostrzeżenia: +18, totalne emo.
Zespół: BTS, U-KISS
Pairing: Vhope, KevSeok (Kevin Woo x J-hope), SooVin (Soohyun x Kevin)


Warto czytać przy tym: [klik].



Zacisnął wargi, opatulając się dokładniej kocem. Wieczory były coraz chłodniejsze, on zaś nie miał zamiaru wracać do mieszkania, gdzie w najlepsze bawiła się reszta zespołu. Nie miał ochoty pić, wygłupiać się, tańczyć. Prawdę powiedziawszy nie miał siły na cokolwiek, siedział już więc kolejną godzinę ze słuchawkami na uszach, słuchając nieco przygnębiających piosenek. Tylko od czasu do czasu odrywał się od swojego pasjonującego zajęcia, by zjeść przekąski, które przynosił mu zaniepokojony Jin. Spławiał go wtedy złym samopoczuciem i bolącą głową, w co najstarszy chyba nie bardzo wierzył, jednak nie drążył tematu, za co Taehyung był mu wdzięczny. Opowiadanie o jego problemach nie wchodziło w grę, zaś kłamać go nie chciał, w końcu zły humor poniekąd doprowadzał do ucisków na jego skroniach, tym samym powodując ból. Zresztą w środku go bolało, liczy się, prawda?
Ukrył nos w ciepłym materiale, pociągając nieco nosem. Zapewne się przeziębi, menadżer go zabije, jednak na tę chwilę niezbyt go to zajmowało. W końcu miał swoje problemy, które sukcesywnie wyniszczały każdą sferę jego i tak męczącego życia. Serce w końcu jest najważniejsze. Miłość je zabija, prawda? Powoli łamie je na kawałki, bądź brutalnie rwie na strzępy, za nic mając sobie cierpienie i łzy.
Jest też mózg, zgadza się? Myśli, które są zajmowane przez jedną osobę powoli doprowadzają człowieka do szaleństwa, nie pozwalając mu skupić się na niczym innym.
Uczucia są trudne. Bolesne. Okropne. Zatracamy się, poświęcamy, wariujemy. Czy są tego jakieś pozytywy? Owszem, jednak nie w miłości nieodwzajemnionej, skazanej na porażkę od pierwszej chwili, gdy zagościła w naiwnym sercu i postanowiła nim zawładnąć. Już wtedy niczym trucizna zaczęła powoli oddziaływać na nieświadomą istotę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak straszną chorobą jest kochanie kogoś.
Taehyung był chory. Od kilku miesięcy powolutku się wykańczał, chociaż kiedyś było z nim lepiej, miał bowiem nadzieję, która rozpalała jego wnętrze, dawała mu radość. Każdy uśmiech tego mężczyzny, każdy gest, delikatnie przytulenie, czy też bezsensowne wygłupy. Wszystko to było sensem jego życia, dawało mu to energię i wiarę, siłę do walki. Do starania się nie tylko o niego, ale też o dobro zespołu.
Czuł się podle, bo ostatnio coraz mniej się przykładał. Nie miał ochoty tańczyć, szybko się męczył, a spotkania z fanami nie wywoływały w jego sercu radosnych podskoków, było to dla niego neutralne. Co chwila tylko zerkał na ucieszonego Hoseoka, który z radością podpisywał się na płytach i plakatach. Był pełen energii. Cały on. Za to chyba kochał go najbardziej. Nikt nie był tak pozytywny, czemu więc teraz wlewa do jego serca tylko rozpacz?
- Jesteś beznadziejny, Taehyung. - mruknął sam do siebie i nieco niemrawo wstał, zsuwając z głowy koc, po czym otworzył drzwi balkonu i wszedł do środka.
Muzyka grała całkiem głośno, na stole walały się opakowania po chipsach, nie wspominając już o puszkach i butelkach po alkoholu, które zajmowały większą część mieszkania. Nie podobał mu się ten bałagan, jednak cóż. Wszyscy byli już mocno wstawieni, nikomu nie chciało się sprzątać, on zaś nie był skory do miłosierdzia. Nie w obecnym stanie.
Zerknął kątem oka na leżącego na podłodze Sugę, który coś mówił sam do siebie, czkając raz po raz i wybuchając po tym śmiechem. Niedaleko stał Nam i Jinem i opowiadali jakieś historyjki, szczerząc się w głupkowaty sposób, zaś Jimin wywijał pośladkami przed Jungkookiem, który chciał go olać, ale chyba nie wiedział w jaki sposób, bowiem pijany Jimin jest prawdziwym natrętem i ciężko się go pozbyć. I...
- TaeTae. - usłyszał przy uchu niski głos, na co aż podskoczył wystraszony. Nie zauważył kiedy Hoseok znalazł się tak blisko, chyba był dzisiaj jakiś rozkojarzony.
- Um, tak hyung? - szepnął, nie mając ochoty wysilić się nawet na pewniejszy ton. Serce w jego piersi oszalało, waląc tak, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Oddech szatyna na nago karku nie pomagał. Musi uciec. Teraz. Zaraz.
- Dlaczego nie bawisz się z  nami? Cały czas siedzisz na balkonie, wypij coś.
- Źle się czuję, lepiej nie. - odparł, zaciskając nieco wargi. Wdech, wydech. Uspokój się. On wcale nie jest tak blisko. On wcale... nie obejmuje Cię w pasie. Na bogów! Czemu los jest tak okrutny?!
- Mogłeś pić sok i posiedzieć ze mną. Ostatnio opuszczasz każdą naszą imprezę, martwię się. - oparł brodę na ramieniu Taehyunga, wtulając nos w jego szyję. Młodszy zadrżał, nieco niepewnie opierając swoje dłonie na jego, które splótł na jego brzuchu.
- Nie mam ochoty na alkohol, mam jakiś melancholijny nastrój. Poza tym lubię sobie porozmyślać, w nocy najlepiej mi to wychodzi. - westchnął cicho, przymykając powieki. Było mu tak niesamowicie przyjemnie, z drugiej zaś strony tragicznie. Nienawidził tych momentów czułości, gdy Hoseok traktował go tak wspaniale i z uczuciem. Gdy przytulał go, cmokał w policzek, nosił na rękach. To były tylko fałszywe znaki, które bardziej młodszego nakręcały, robiąc mu złudną nadzieję na szczęście.
- O czym myślisz? - Jung pogładził delikatnie jego dłoń, pocierając nosem o wrażliwą skórę na szyi, mrucząc cicho jak rasowy kot.
- O wszystkim. O zespole, życiu...
- O mnie też? - uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego zadowolony, z iskierkami w oczach.
- Też. O każdym z moich przyjaciół. - mruknął Taehyung, delikatnie wysuwając się z jego objęć. - Idę spać, dobranoc, hyung.
- Też już pójdę. - powiedział, łapiąc młodszego za rękę i pociągnął go w stronę ich pokoju, który dzielili jeszcze z Jiminem.
Kim miał ochotę zaprotestować, jednak ciało samo podążyło za starszym, niczym metal do magnesu. Starszy przyciągał go z niesamowitą siłą, czasami wręcz nad sobą nie panował. Był jak marionetka, Hoseok zaś pociągał za sznurki wedle własnego widzimisię. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że chociaż rozum wiedział, że to głupie i dziecinne, to serce szalało w piersi i było szczęśliwe. Niesamowita sprzeczność, okropnie dobijająca. Gdyby tylko mógł, to wykasowałby tę ckliwość z serca, bądź z mózgu tę niejako roztropność i pesymizm. Wybrałby życie pozbawione miłości, bądź też głupie, naiwne uczucie do tego mężczyzny, z którym wszedł właśnie do pokoju.
Przełknął ślinę, gdy starszy zrzucił z siebie koszulkę, prezentując swoje umięśnione, jasne ciało. Jeszcze tego brakowało. Ledwo znosił go w tym samym pomieszczeniu, teraz zaś stał przed nim pół nagi, nieco chwiejnie wskakując na łóżko. Chwila. Czemu zajął jego, a nie swoje?
- Hyung, to moje łóżko.
- Wiem.
- Um, dobrze, prześpię się na Twoim. - mruknął, wymijając go, jednak po kilku krokach coś uniemożliwiło mu dalszą drogę. - Hyung?
- Śpij ze mną, TaeTae. - szepnął, ciągnąc go za koc w swoją stronę. Kimowi serce niemal wyrwało się z klatki piersiowej. jak w transie podszedł do łóżka i spojrzał na swojego ukochanego, który z zamkniętymi oczami oddychał spokojnie.
- Nie możemy, twój chłopak...
- Będziemy tylko spać na jednym łóżku, jesteś na tym punkcie przewrażliwiony. Niedługo koło mnie nie usiądziesz, bo Kevin coś tam. Przecież nie robimy nic złego, to nic nie znaczy.
- Nie lubię spać w smrodzie alkoholu, chyba sobie daruję. - ostatkiem sił doczłapał się do łóżka hyunga i opadł na nie, opatulając się kocem.
- Co za maruda...
Głupi Hoseok. Głupi! Głupi! Głupi! Dlaczego powiedział coś takiego? To dla niego nic? Kompletne zero?
Ach. Musisz się odciąć od tego uczucia, V. Musisz.


Następnego dnia obudził się całkiem wcześnie. Powlókł się do kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Chwila spoglądania na własne odbicie w lustrze była dla niego katorgą. Czerwone, podkrążone oczy, puste spojrzenie i nieciekawy wyraz twarzy. Wyglądał potwornie, jednak ostatnimi czasy nawet wklepanie w twarz kremu było męczarnią, nie mówiąc już o jakiś szczególnych zabiegach. Jego twarz stała się nieprzyjemna w dotyku, szarawa, dziwnie przeźroczysta. Nie dość, że w środku był wyniszczony, to jeszcze na zewnątrz się psuł. Niedługo nawet makijaż nie ukryje tego paskudztwa, a Ty człowieku chcesz zdobyć Hoseoka?
- Ogarnij się, Taehyung. - dotknął palcami swoje odbicie w lustrze, po czym odsunął z niesmakiem wracając do kuchni. Zwalił z krzesła papierki i śmieci na ziemię, sadzając tam swoje pośladki. Sięgnął po kubek z gorącym napojem, po czym upił łyk, wbijając wzrok przed siebie, w jakiś wyimaginowany punkt. Zachowywał się jak świr. Całkowicie. Teraz to do niego doszło. Nigdy w życiu nie był tak zamulony, bez życia, nieobecny i nie do zniesienia. Dziwił się reszcie, że jakoś go znosiła i nie miała pretensji. Chociaż może tego nie dostrzegali? Ostatnio mieli wiele na głowie, ich grafik był napięty, może uznali to za objaw zmęczenia, nie zaś załamania?
Oblizał wargi, sięgając po zimną wczorajszą pizzę. Ugryzł kawałek i zaczął go przeżuwać. Nie była najsmaczniejsza, ale lepsze to, niż burczenie w brzuchu. Już i tak ograniczył jedzenie, bo nie miał na nic ochoty. Żałosne, prawda?
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony zsunął się z krzesła i udał się na korytarz. Nie sprawdzał kto to, od razu otworzył.
- Cześć Taehyung.
Wokalista zmarszczył brwi i wpuścił do środka szczupłego, wysokiego chłopaka o bardzo delikatniej, niemal kobiecej urodzie. Poruszał się jak prawdziwa diva, z niesamowitą gracją, kusząco poruszając biodrami. Gdyby nie fakt, że to jego największy życiowy rywal, to może i by nazwał go ślicznym. Teraz mógł go tylko irytować i przywoływać w jego głowie najgorsze wspomnienia.
- Witaj, Kevin. - mruknął, zamykając za nim drzwi.
Woo rozejrzał się zniesmaczony dookoła, wbijając spojrzenie w bałagan.
- Moglibyście czasami tu posprzątać. I wywietrzyć. - westchnął, zmierzając w stronę ich pokoju. - Hoseok śpi?
- Tsa. Ma kaca pewnie, więc bądź cicho.
- Wiem jak powinienem postępować z moim chłopakiem, nie musisz mi podpowiadać. - uśmiechnął się złośliwie i wszedł do środka. Taehyung zacisnął pięści i podirytowany sięgnął po swój kubek i wyszedł na balkon, przymykając drzwi. Nie miał ochoty ich nawet słyszeć, a co dopiero oglądać. Chwile, gdy byli tu razem były dla niego piekłem. Nie wiedział wtedy co ze sobą począć, najczęściej więc po prostu szedł spać bądź coś oglądać, chociaż i tak myślami był przy nich.
Zacisnął palce na kubku. Dostał go od J-hopa na ostatnie urodziny. Napisał na nim życzenia. Do teraz pamiętał jego uśmiech, gdy wręczał mu torbę. Ciekawe jakie prezenty kupuje tamtemu... Pewnie jakąś biżuterię, ubrania. Same drogie rzeczy, w końcu Kevina nie zadowoli byle co. Nie był taki jak on, nie cieszył się z byle pierdoły. Zapewne nie miał nawet żadnej pamiątki z randek z szatynem. Tae miał. W pudełku pod łóżkiem chował każdy bilet z kina, każdą głupotę, która dotyczyła Hoseoka i jego. Pamiętał wszystkie daty, gdy pomiędzy nimi było miło. Czy ten chłopak pamiętał w ogóle datę ich pierwszej randki? Bo on pamiętał całe ich spotkanie, gdy pierwszy raz byli sami. Czyż to nie znaczy, że był lepszy? Że bardziej nadawał się na jego mężczyznę, niż ten zakochany w sobie snob?
Co Hoseok w nim widział? Nie był najpiękniejszy, raczej babski i troszkę obleśny, zachowywał się wyniośle i owijał sobie młodszego dookoła palca, nie znosił sprzeciwu. Czy w ogóle mieli tematy do rozmów? Przecież wydawał się być tępy. Czemu więc gdy są razem, to Jung jest taki uradowany i nie może się od niego dokleić? Czy jest aż tak dobry w te sprawy? W sumie wygląda na dziwkę...
- Ach! - jęknął, opierając się o poręcz. Zaczyna naprawdę świrować. Uwziął się na niewinnego chłopaka przez własne frustracje. Najchętniej by się popłakał i zamknął gdzieś z dala od wszystkiego. Odciąłby się od tego, zapomniał o swojej miłości i złamanym sercu.


~*~


- Znowu pijecie? - westchnął Kim, sięgając po ciastko. Chwila przerwy, a oni już nie mogli się powstrzymać przed imprezowaniem. Cóż. Chyba czeka go kolejny wieczór na zimnym dworze.
- Skończyliśmy nagrywać płytę, to dobra okazja! - wyszczerzył się Suga, upijając łyk zimnego piwa.
- Jak każda. - wzruszył ramionami, oblizując wargi. - To miłej zabawy.
- Ej, mógłbyś w końcu z nami posiedzieć, ostatnio ciągle się wymigujesz. - mruknął niezadowolony Jungkook, wskazując na wolne miejsce obok Hoseoka. - Dzisiaj Ci nie odpuścimy.
Taehyung zacisnął wargi, patrząc niepewnie na swojego ukochanego, który z uśmiechem jeszcze bardziej się przesunął.
- Chodź, maluchu, tęsknimy za Tobą. Nie ma nas kto rozśmieszać.
- Niech wam będzie. - westchnął i przysiadł się. Godzinka i się zwinie spać, więcej nie wytrzyma, będąc tak blisko niego. Sięgnął po piwo i od razu upił kilka sporych łyków. Na trzeźwo to nie przejdzie.
Reszta zadowolona zaczęła rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kolejne puszki, wygłupy, tańce i śpiewy. Taehyung nawet nie zauważył, kiedy opróżnił trzecie piwo.
- To mój limit. - mruknął i wstał nieco zbyt energicznie, przez co aż zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło czując, jak ktoś łapie go w pasie.
- TaeTae, wszystko w porządku? - odparł nieco wystraszony. Kim wstrzymał na chwilę powietrze, starając się zapanować nad emocjami.
- T-tak hyung. - odskoczył od niego, oddychając płytko. - Idę spać. Dobranoc!
I szybko odszedł w stronę pokoju. Powinien dostać zakaz zbliżania się do niego. Tak, to dobry pomysł.
Zrzucił z siebie buty i wskoczył do łóżka, od razu chowając się pod kołdrą. Szlag. Cholerne serce.
Zacisnął oczy, starając się powstrzymać łzy, które cisnęły mu się pod powieki, gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Nie wychylił się spod kołdry aż do momentu, gdy ktoś wtargnął do jego łóżka i objął go od tyłu.
- Coś jest nie tak, maluchu. - oddech Hopa drażnił jego ucho. Za jakie grzechy?!
- H-hyung... Co Ty robisz? - wyjąkał, odwracając się do niego przodem. To był zły pomysł. Twarz Junga tak blisko jego własnej, jego dłonie na jego talii.
- Tęsknię za Tobą.
- Jesteś pijany.
- Troszkę. - zaśmiał się, wtulając nos w szyję Tae, nieco zadziornie muskając ją wargami. - Czy ty mnie nienawidzisz?
- C-co Ty gadasz... - jęknął, odchylając głowę do tyłu. Za wiele tego dobrego.
- Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wychodzić nigdzie we dwójkę, nie pozwalasz się przytulać. Nic nie zrobiłem, ty zaś mnie odrzucasz. Czuję się z tym źle, wiesz? - pogłaskał jego plecy czule, przyciągając do siebie, na co młodszy aż jęknął.
- Przepraszam.
- Teraz też nie jesteś dla mnie miły. Budujesz mur.
Ty doprowadziłeś do tego, hyung. Ty związałeś się z tym chłopakiem, odrzucając tym samy mnie.
- Nie.
- Owszem. - starszy uniósł nieco głowę i potarł swoim nosem o jego, sprawiając, że szarawe policzki Tae pokryły się rumieńcem. - Widzę to. Muszę go zburzyć. - westchnął, gładząc jedną ręką jego policzek, drugą zaś objął go mocno w pasie, przyciągając do siebie. - Teraz mi nie uciekniesz.
- Nie chcę. - westchnął Kim i niewiele myśląc wpił się w jego wargi namiętnie, rozpaczliwie. To złe, jednak na ten moment miał to gdzieś. Już i tak był na skraju, kolejne odrzucenie go nie zabije.
Delikatnie przejechał po jego dolnej wardze językiem. Westchnął cicho, czując jak robi mu się gorąco. Jego usta były jeszcze wspanialsze niż w jego wyobrażeniach. Idealnie miękkie, pełne, smakujące piwem i czekoladą.
- Tae... - usłyszał cichy szept i po chwili coś śliskiego wtargnęło do jego wnętrza, atakując jego język. Jęknął przeciągle, namiętnie odwzajemniając pocałunek, oplatając go czule. Serce biło mu jak oszalałe, oddech stał się płytki. Dłonie Hoseoka wsunęły się pod jego koszulkę, masując jego sutki, co doprowadzało go do jęków wprost w te cudowne usta. Nie wiedział kiedy starszy znalazł się pomiędzy jego udami. Nie miał też pojęcia, kiedy zniknęły ich ubrania. Istniały tylko dla niego te dłonie, które masowały jego pośladki, język atakujący jego usta, szyję, sutki i ramiona. Ten oddech, który doprowadzał go do szaleństwa. I oczywiście niezmiernie podniecał.
Czy to tylko głupi sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- Tae... Jesteś taki piękny... - westchną starszy. kąsając jego skórę. Zassał się na niej chwilę, tworząc czerwony ślad. - Musisz częściej pokazywać mi się bez ubrań. - uśmiechnął się i zsunął się nieco. Bez większych oporów wsunął jego członka w swoje usta. Taehyung pisnął, całkowicie się tego nie spodziewając. Zakrył wargi dłonią, gryząc ją nieco w akcie desperacji. Było to coś najprzyjemniejszego na świecie. Gorące usta, śliski język. Niebo.
- Hyung!
Pojedyncze jęki wyrywały się pomimo prób ich zagłuszenia. Jego miłość życia właśnie robiła mu dobrze. Jego miłość mówiła, że jest ładny. Jego miłość chciała częściej widzieć go w takim stanie. Czy może być lepiej?
Starszy wziął go głębiej, poruszając szybciej głową. Jego palce masowały jądra Kima, z wyczuciem, dociskając w odpowiednim momencie. Szczupłe uda rozchyliły się mocniej, zaś wolna dłoń wsunęła się we włosy starszego, mimowolnie dociskając go do swojego krocza. Po chwili Hosoek wysunął go ze swoich ust i namiętne polizał jego policzek, sięgając po pudełeczko, które błyskawicznie wyciągnął. Zamoczył w nim palce i złapał młodszego za biodra, unosząc go odpowiednio wysoko. Tae objął go udami, wzdychając cicho. Nadal do niego cała ta sytuacja nie docierała. Nawet gdy mokry palec Hoseoka wślizgnął się w niego.
- Ach! - pisnął, zaciskając się na nim. Objął go mocno, wbijając palce w jego łopatki.
Rozciągał go energicznie, nie marnując czasu. Chwile później dołączył drugi palec, który masował go w środku już całkowicie intensywnie. Nie minęło wiele czasu, gdy Hoseok nachylił się nad nim i namiętnie całując zastąpił dłoń swoim członkiem.
Taehyung był nieco zestresowany. Nigdy nie uprawiał seksu, więc nie miał pojęcia jak się zachować. Gdy wsunął się w niego kawałek, pisnął w wargi Hopa, napinając wszystkie mięśnie. Bolało. Bardzo. Nie spodziewał się czegoś takiego, jednak przecież nie ucieknie. Pomimo strachu pragnął tego, chciał mu się oddać, musiał go w sobie rozkochać. Może tym sposobem się uda?
Odchylił głowę, umożliwiając mężczyźnie pieszczoty. Starszy wsuwając się coraz bardziej, w międzyczasie znaczył jego szyję. nie szczędząc jej ani trochę. Jego dłoń znalazła się na członku młodszego i zaczęła go masować, doprowadzając do naprawdę niebezpiecznie szalonego stanu. Hoseok westchnął aż, przymykając na chwilę powieki, gdy znalazł się w nim cały.
- Cholera, Tae... Jesteś tak cudowny w środku, tak ciasny, zaraz oszaleję.
Blondyn uśmiechnął się półprzytomnie, czując tym razem gorąco nie tylko na ciele, ale również i w sercu. Było mu dobrze. To on teraz dawał mu przyjemność. To z nim Hoseok spędzi tę noc.
- Hoseok.... - jęknął starszemu wprost do ucha.
Kolejne minuty były czymś nie do opisania. Multum doznać, uczuć. Opisanie słowami tego, co czuł w tym momencie było czymś niewykonalnym. Jego ciało po raz kolejny pokazało, że reaguje tylko na tego seksownego tancerza, że jest od niego uzależnione, że pragnie jego dotyku, czułości. Chce go czuć obok siebie, na sobie, w sobie. Usta Junga powinny być przy jego, zwinne dłonie stworzone były do dotykania jego ud.
Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, chociaż nieco chaotyczne. Wspólne jęki wypełniały pokój, krople potu spływały po ich podnieconych ciałach. Pchnięcia. Trafienia w prostatę. Ostra, szybka masturbacja. Kolejny. Jeszcze jeden. Krzyk. Gorący płyn we wnętrzu młodszego i na dłoni starszego. Szalone oddechy, odgłos ciała opadającego na ciało.
Mlask pocałunku, próby złapania oddechu.
- Najlepszy seks w moim życiu. - jęknął Hoseok, zakrywając ich nieco koślawo kołdrą. Wtulił Tae mocno w siebie, głaszcząc go przez chwilę.
Blondyn bez sił objął go w pasie, chowając twarz przy jego obojczykach. Dzisiejsza noc była najlepszą w jego życiu.


~*~


- Cholera. - Hoseok zerwał się znienacka, gdy tylko otworzył oczy. Tae spojrzał na niego zaskoczony. Sam nie spał już od dawna i zajmował się wpatrywaniem w swoją ukochaną twarz, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
- Co się stało, hyung? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając w kołdrę. Ciepło, miękko i w dodatku wymarzony facet siedział obok całkiem nagi. Życie jest wspaniałe!
- Kevin zaraz tutaj powinien być. - wypalił, wyskakując z łóżka. Wsunął na siebie bokserki, szybko sprzątając z ziemi swoje ubrania. - Szlag by to!
- Hm? - Taehyung nieco zaskoczony taką reakcją usiadł na łóżku, Liczył na słodki pocałunek, przytulanie się, nie zaś na wspominki o tamtym chłopaku.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. Kurwa mać. On nie może się dowiedzieć. - Hope podszedł do niego i złapał go za ramiona. - Byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy co robiliśmy. Przepraszam. - westchnął, gładząc go po włosach. - Udawajmy, że to się nie stało, dobrze? Nie chcę go stracić przez taką głupotę.
- Och, jasne. - skinął głową, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał. - Idę się wykąpać. - mruknął i szybko złapał za swoje bokserki, ubierając się błyskawicznie, po czym wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience.
SZLAG BY TO WSZYSTKO!
Alkohol? Nie wiedział co robi? Tak naprawdę nie chciał się z nim kochać, to tylko wina procentów? Czyli... Wcale mu się nie podoba?! Nadal dla niego liczy się tamta ciota, chociaż to seks z nim był ponoć najlepszy!
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Bolało go wszystko. Tyłek, głowa, najbardziej jednak serce. Jak mógł na to pozwolić? Czemu w ogóle pomyślał o tym, że Hoseok może go pokochać i rzucić Kevina dla niego?
Idiota! Imbecyl! Kretyn!
Gorące łzy mieszały się z wodą, on zaś nawet nie miał ochoty tłumić szlochu czy nas sobą panować. Czuł się podle. Wykorzystany, niekochany, zdradzony.
Opadł na ziemię, nie zakręcając nawet wody. Ukrył twarz w dłoniach, wydając z siebie rozpaczliwe odgłosy, które dźwięk strumienia zagłuszał. Nikt nawet nie wiedział, jak bardzo w środku był zniszczony.


- Jin, mogę spać u Was? Podłoga, cokolwiek... - szepnął. Stał właśnie z najstarszym w kuchni i pomagał kroić warzywa. Nie było innego wyjścia, nie mógł tam zostać.
- Hoseok? - odparł Seokjin, odstawiając naczynia do zlewu. Oparł się o blat, przypatrując uważnie młodszemu. Tae miał wrażenie, że przejrzał go na wylot.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Słyszałem was wczoraj, nie jestem też tak ślepy jak reszta. Schudłeś, twoja twarz stała się dziwnie wysuszona, nie żartujesz i już się nie wygłupiasz. Odkąd J-hope przyznał się do swojego związku, jesteś nieswój i nic Cię nie cieszy. - westchnął i objął młodszego mocno, wtulając w swoje ciało. - Nienawidzę, gdy ktoś z moich przyjaciół cierpi, a już najbardziej nie mogę znieść faktu, że tak pozytywna osóbka się załamała. On... Odrzucił Cię?
Taehyung zacisnął wargi i mocno go objął czując, jak łzy napływają mu do oczu.
- On kazał zapomnieć, udać... Że to nic. Dla niego to nic nie znaczyło hyung... On mnie nie chce...
- Nie ma na świecie mocy, która pozwoliłaby komuś się zakochać, czy odkochać. Tylko serce ma tutaj pole do popisu. - odsunął się nieco i położył dłoń na piersi młodszego, który pociągnął nosem, wbijając w nią spojrzenie. - Jeśli on Cię nie kocha, to nie zrobi tego chyba, że stanie się coś niezwykłego, co wyrzuci z tej skrytki Kevina i zastąpi go Tobą. Wiesz jednak, że szanse są nikłe.
- Co mam zrobić hyung? - szepnął, zaciskając palce na jego dłoni. Słowa Jina go bolały, jednak może znał sposób, cokolwiek? Wyrzuci Hoseoka z jego głowy i pozwoli mu być sobą? Przywróci dawnego Taehyunga, szalonego i głupiego, nieroztropnego...
- Odetnij się od niego. Tylko to Ci pozostało.


~*~


- Podasz mi sos, Tae? - Hoseok uśmiechnął się do młodszego, który zacisnął wargi i podał mu naczynie, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Schował się za miską z ryżem i szybko pałaszował swoją porcję, całkowicie wyłączając się z rozmowy. Czuł na sobie zdziwiony wzrok Hopa, jedna udawał, że po nim to spływa. Nie rozmawiali ze sobą od rana, jednak musiał poinformować ich o swojej decyzji.
- Um. Wyjeżdżam na kilka dni. - mruknął, odstawiając talerz. Oblizał usta i oparł dłonie za swoimi plecami, odchylając się do tyłu.
- Co? Gdzie? - Kook otworzył szerzej oczy. Tae zerknął na niego i mruknął.
- Na wakacje.
- Teraz? Chyba żartujesz. - mruknął Jimin, aż odstawiając swoje jedzenie na stolik.
- Nie. Potrzebuję tego.
- My potrzebujemy Cię do promocji, niedługo wydajemy płytę, hyung. - Jungkook aż się zapowietrzył, nie wierząc temu, co usłyszał. Kim westchnął tylko cicho. Czuł się podle, bo pokładali w nim nadzieje, jednak on już jedną stracił. Tę najważniejszą.
- Albo pojadę na te kilka dni, albo odchodzę z zespołu.
- CO?! - wszyscy poza Jinem aż się poderwali, patrząc na niewzruszonego Tae jak na wariata.
- Nie zmienicie mojej decyzji. Nie wysiedzę tutaj, źle się czuję.
- Jesteś chory, maluchu? - Monster w jednej chwili znalazł się obok niego, łapiąc go za ramiona.
- Trochę. Nie męczcie mnie, proszę. - odepchnął jego dłonie i wstał, odchodząc do swojego pokoju. Opadł na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Chciało mu się płakać. Życie bez nich byłoby koszmarem, ale gorszym jest aktualna egzystencja.
- TaeTae... - usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i głos J-hopa. Nie, tylko nie on...
- Idź stąd. - mruknął w poduszkę, odwracając się do niego plecami.
- Ale maluchu... Co się naprawdę dzieje?
- Nic, a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Jesteś jakiś inny.
- Owszem, jednak to nadal ciebie nie dotyczy, więc daj mi spać. - mruknął, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Martwię się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, Tae...
- W takim razie pomóż mi. - szepnął, zaciskając dłonie w piątki.
- Jak?
- Wyjdź stąd. Już. Teraz.
- Ale...
- Wyjdź! - warknął cicho, zagryzając swoją dolną wargę do krwi.
Wariuje. Siada mu na głowę. Całkowicie.


~*~


- Szlag mnie zaraz trafi. Dlaczego on do cholery nie odbiera? - warknął Hoseok, rzucając telefonem w kąt. Skrzywił się, wsuwając dłoń w swoje włosy, czochrając je.
- Uspokój się, ostatnio jesteś nie do zniesienia, mam tego dość. - mruknął Kevin, wychodząc z łóżka. Baz jakiegokolwiek skrępowania przysiadł nagi na jego kolanach, na co młodszy westchnął, nie będąc w nastroju na zabawy.
- Bo mnie to wkurza. Odbiera telefony od każdego, tylko mnie ignoruje.
- Widocznie ma Cię gdzieś, albo go czymś wkurzyłeś.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony. Nie sądził, by Tae nagle przestał go lubić, z drugiej strony przecież do niczego między nimi nie doszło, poza... Właśnie.
Czyżby to przez tamtą noc? Byłoby to logiczne, jednak przecież on już od dawna był nieswój. Przeszkadzało mu to szalenie. Był zazdrosny, gdy z innymi rozmawiał normalnie, podczas gdy go traktował od jakiegoś czasu jak powietrze.
Spojrzał na Kevina, który pisał smsy siedząc mu na kolanach. Ten to nigdy niczym się nie przejmował. Był cwany, wiedział czego chce i nie znosił sprzeciwu. Czasami miał wrażenie, że w ogóle mu nie zależy. Czemu więc kazał Tae o tym zapomnieć, a został z Woo? Przecież nie był wtedy aż tak pijany. Wiedział co robił, chciał się z nim kochać i naprawdę kochanie się z nim było czymś niesamowitym. Te rumieńce, nieśmiałe pocałunki. Czuł się... pewnie. Kochany i ważny.
Przy Woo było mu dobrze, seks z nim to bajka, jednak nawet nie mieli o czym rozmawiać. Brakowało mu poczucia humoru, był egoistyczny, nie miał zamiaru na jakieś ckliwe, romantyczne gesty. Czasami go to denerwowało, jednak kolejna noc szybko sprawiała, że takie myśli ulatywały z jego głowy.
Czy teraz jednak powinien w tym siedzieć? Czy lepiej będzie jak pojedzie do tego smutnego kosmity i będzie go błagać o wybaczenie? Coś musiał do niego czuć, skoro mu się oddał. Wiedział, że to jego pierwszy raz, zaś nic innego nie mogło być powodem wyjazdu.
Tae... Przecież od zawsze go do niego ciągnęło, ale nigdy nie starał się tego pogłębić tak naprawdę. Potem uciekł do Kevina, który był starszy, bardziej doświadczony. Zapomniał chwilowo o wyszczerzonym głuptasie. Czemu więc w tej chwili ma ochotę na tamte wargi, nie zaś te obok niego?
- Kevin... Kochasz mnie?
- Co? - starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym skrzywił nos, wywracając oczami. - Kocham się z tobą kochać.
- Pytam, czy kochasz mnie, czy tylko seks?
- Zadajesz głupie pytania. Nie mierzę tego taką kategorią. Jest mi z tobą dobrze, ale nie nazwę tego miłością. To luźna relacja, tyle. - wzruszył ramionami.
- Rozumiem. Ja Ciebie też nie kocham. - mruknął, zaciskając nieco wargi.
- To dobrze, jesteśmy dorośli, nie bawmy się w jakieś miłostki.
- Masz rację. Skończmy to.
- Co? - Kevin aż się poderwał, zaciskając długie palce na telefonie.
- Spałem z innym.
- HOSEOK! - warknął, przysuwając swoją twarz do jego. - Jeszcze mi powiedz, że to przez to ten gnojek się nie odzywa!
- Uh... - spuścił nieco głowę. Szlag by to.
- Nie! Hoseok! Nie mów, że spałeś z tą pierdołą?!
- Możliwe. Nie twój interes.
- Ty dupku! - uderzył go w twarz. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. 'Nie budź Hoseoka, ma kaca'! - przedrzeźniał głos Kima. - Ja czułem, że to nie tak! Jebaliście się do cholery! Kurwa mać! A on zawsze patrzył na mnie z nienawiścią! Nigdy nie przywitał mnie tak miło jak reszta! - warknął, odsuwając się od młodszego. Złapał za swoje ubrania i szybko zarzucił je na siebie. - Nienawidzę Cię, ale nie martw się. I tak Soohyun ma większego i lepiej się pieprzy. Miło było wracać po kiepskim seksie z tobą i dostać porządnie w dupę.
Hoseok rozchylił usta zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów.
- Tobie naprawdę ciężko zrobić dobrze, skoro masz wiadro zamiast dupy. - mruknął i ruszył w stronę łazienki, gdzie zamknął się zanim rozwścieczony blondyn dorwał się do klamki.
Nagle wszystko stało się jasne. Nawet go to nie zabolało, w końcu podjął dobrą decyzję.


~*~


Wybiegł z samochodu i z wielkim pudełkiem truskawkowych czekoladek wszedł do wysokiego budynku, w którym według jego informacji miał przebywać V. Był zestresowany, kręciło mu się w głowie. Musiał go zobaczyć.
Otworzył drzwi prowadzące do ogrodu. Rozejrzał się dookoła, przemierzając wykładaną kamieniem ścieżkę. Nie potrzebował wiele czasu, by dostrzec te rozczochrane włosy w niewielkiej altance. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w tamtą stronę.
- Tae! - powiedział donośnie, wchodząc do środka. Na chwilę aż go wcięło. Młodszy wyglądał strasznie. Podkrążone, zaczerwienione oczy. Strasznie schudł, wyglądał jak śmierć.
- Hyung? - spojrzał na niego tymi smutnymi źrenicami, rozchylając usta w zaskoczeniu. - Co ty tu robisz? Nie chciałem was oglądać.
- Nas, czy mnie? - odparł, podchodząc do niego. Wręczył mu czekoladki i przysiadł obok. Nie wiedział za bardzo jak się zachować, nie przemyślał tego, postanowił po prostu być szczery.
- Ciebie w szczególności. - przytaknął, wbijając wzrok przed siebie.
- Wiem i chcę to zmienić.
- Nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie.
- Mogę, wierz mi.
- Nie uwierzę, nie potrafię.
- Daj mi ostatnią szansę. - złapał go za dłoń, przyciągając ją do swoich ust. Musnął je czule, wpatrując się z uwagą w te nieszczęśliwe maleństwo.
- Nie chcę. I tak już raz się zawiodłem.
- Naprawię to. - zsunął się z ławki i przyklęknął pomiędzy jego udami. Taehyung otworzył szerzej oczy. - To z mojej winy jest z Tobą źle, prawda?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Wiem, że to przeze mnie. Ja... Zerwałem z Kevinem, nie kocham go, to bez sensu. - spojrzał mu w oczy, zaciskając dłonie na jego długich paluszkach. - Ja... Naprawdę z tobą czułem się inaczej. Tamta noc była najlepszą i chcę mieć cię już zawsze przy sobie.
- Piłeś, czy dzisiaj może coś brałeś? - westchnął młodszy, zaciskając wargi. Wyglądał tak smutno...
- Po prostu wsłuchałem się w to, co mówi mi serce. Chcę ciebie, TaeTae. - uniósł się nieco i wpił czule w jego wargi, gładząc jedną dłonią po policzku. Po chwili odsunął się, wpatrując w mokre policzki chłopaka.
- Hyung... Ja... Nie zniosę kolejnego razu... - wyszlochał, chowając twarz w dłoniach.
- Nigdy Cię już nie zostawię.
- Nie. Ja mam dość tego wszystkiego! Mam dość miłości, ciebie, uczuć! Wyrwij moje serce z piersi i je zabierz, chcę tylko spokoju.
- Tae... - nie takiej reakcji się spodziewał. Coś go ścisnęło w środku.
- Hopie... Ja Cię naprawdę kochałem. Cały czas starałem się być blisko ciebie... Teraz, gdy chciałem żyć bez ciebie, ty nagle się tu zjawiasz. Kiedy znowu ci się odwidzi i zostawisz mnie samemu sobie?! - spojrzał na niego zapłakany, drżąc. Hope niepewnie złapał go w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nigdy. Nie pozwolę, byś płakał. Przysięgam.
- Nie przysięgaj, pokochaj mnie tylko... Niczego innego nie potrzebuję.
- Pokocham.
- Kochaj mnie aż nie odejdę...
- Będę, Tae.
- Kocham Cię hyung. Do zobaczenia!

Strzał. Brzuch Hoseoka zaczął krwawić. Spojrzał zszokowany na Tae, który przyklęknął przy nim i ucałował jego wargi czule.
- Ja... Nie mogę pozwolić Ci tu zostać.
- Ale... Tae... - wyjąkał, łapiąc się za ranę od postrzału. Nie rozumiał. Przecież go kochał!
- Wziąłem tabletki, niedługo umrę, nie zniosę kolejnego życia bez Ciebie, Hoseok. Musisz pójść ze mną. - uśmiechnął się młodszy, kładąc się obok niego na zakrwawionej posadzce.
- Tae...
Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie chciał umierać. Chciał żyć, bawić się, tańczyć. Chciał... być z nim, ale nie w zaświatach.
Pojedyncza łza spłynęła z jego oczu.



~*~


-Hoseok! Hoseok, obudź się!
Słyszał stłumione głosy. Niemrawo rozchylił oczy. Biel, wszędzie biel.  I twarze reszty chłopaków z zespołu.
Ból w brzuchu. Szlag. Dopiero teraz sobie przypomniał.
- Ach! - jęknął, opadając z powrotem na łóżko. Jimin przyszpilił go za ramiona do materaca.
- Leż. Nie możesz się ruszać, bo rana się otworzy.
- Tae... Gdzie Tae? - spojrzał na chłopaków, którzy nieco zestresowani wymienili dziwne spojrzenia. - Ej! Co jest?
Nie. Nie mógł umrzeć! Przecież to nielogiczne!
- On... - zaczął Rap Monster.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym. - zakończył Jungkook, przegryzając dolną wargę. - Prawdopodobnie albo zamkną go tam, albo trafi do więzienia za próbę morderstwa.
- Co? - jęknął, łapiąc si za głowę. Co za paranoja.
- On nie jest normalny, jak mógł chcieć Cię zabić? - westchnął Yoongi, odchylając się na krześle. - Cudem Cię wyratowali, minuta i wąchałbyś kwiatki od spodu. Pieprzony psychol.
- Suga! - Jin spojrzał na niego karcąco. - Oszczędź sobie.
- Nie mam zamiaru.
Hoseok przymknął na chwilę powieki. Nadal nie dochodziło do niego, że Tae mógł go zamordować. Że zdołał wystrzelić. Nie chciał w to wierzyć. Jego mały, słodki kosmita nie był przestępcą.
- Mogę się z nim zobaczyć?
- Czy ty... - zaczął Min, jednak Nam mu przerwał.
- Możesz, jest tutaj, ale na innym oddziale.
- Zabierzesz mnie tam?
Blondyn skinął głową i pomógł mu wejść na wózek, po czym ruszył z nim w stronę.
Hope stresował się. Miał mętlik w głowie i nie wiedział, czy bardziej się o niego bał, czy bardziej był na niego wściekły.
Przejechał przez odpowiednio oznaczone drzwi, starając się uspokoić. RM musiał chwilę porozmawiać z lekarzem, zanim w ogóle ich wpuścili, co dodatkowo go irytowało. Dopiero po dłuższej chwili wjechali do białego pomieszczenia, gdzie w kącie siedział Tae, wpatrujący się nieco tępo w czystą ścianę.
- Tae... - odparł i dał znak Kimowi, by zostawił ich samych.
Młodszy spojrzał na niego dopiero po dłuższej chwili.
- Żyjesz... To dobrze.
- Tae... Dlaczego.... - wyjąkał, przysuwając się do niego. Czemu ta piękna twarz była teraz tak przerażająca?
- Bo Cię kocham. Miałem umrzeć, nie mogłem Cię tu zostawić, cierpiałbym, gdybym w nowym wcieleniu Cię nie miał przy sobie.
- Taeś... Ale... Przecież mogliśmy być szczęśliwi...
- Chcę umrzeć. Potrzebuję nowego życia. Czystego jak ta ściana. Będzie fajnie, hyung... Umrzyjmy razem i odrodźmy się po raz drugi. Wtedy nie będzie Kevina i nigdy nas już nic nie rozdzieli! To świetny pomysł, Hoseok! - uśmiechnął się szeroko i złapał starszego za ręce. Przyklęknął przy nim, patrząc w oczy starszego z nadzieją i radością. On... pierwszy raz od miesięcy był szczęśliwy. Dlaczego? Jak to się stało, że był tak zniszczony?
- Taeś... Żyjmy razem i się kochajmy... Tutaj... W tym życiu...
- Nie chcę Hopie. Proszę... Umrzyj dla mnie... - uśmiechał się jeszcze przez chwilę, po czym nagle w jego oczach pojawiły się łzy. - Zabij się hyung, proszę. Nie chcę, byś żył! - oparł głowę na jego kolanach, łamiąc biedne, hoseokowe serca na kawałki. - Umrzyj, jeśli mnie kochasz, ja też umrę...
Szatyn pociągnął nosem, gładząc czule włosy chłopaczka.
Nie wierzył w to, co widział. On był chory. Zwariował. Przez niego. Przez jego ślepotę i głupi związek z Kevinem. Zniszczył tego malucha...
- Tae, proszę... - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. Musnął czule jego usta, starając się zapanować nad słonymi kropami, które spływały i po jego policzkach.
- Zabiję Cię, hyung. Zabiję, zabiję, zabiję...

To ja Cię zabiłem, kochanie... Wybacz mi...






Zapraszam do komentowania ;)



sobota, 13 czerwca 2015

28. I need U boy

- Podaj mi mąkę hyung. - odparł Tae, mieszając zawzięcie ciasto w wielkiej misce. Hoseok posłusznie podał mu składnik, siadając obok na blacie. Nie mógł oderwać wzroku od tej upaćkanej twarzy, zaciśniętych wargach i skupionych oczkach, które co chwila zerkały na kartkę z przepisem.
Jego dzisiejsza wizyta całkowicie zadziwiła bruneta. Zjawił się bez zapowiedzi przed jego drzwiami z zakupami i oznajmił, że zrobi mu ciasteczka. Oczywiście od razu na to przystał, bowiem kto nie chciałby zjeść smakołyków Tae? W sumie wolałby skosztować jego ciałka, jednak nie można mieć wszystkiego. Sam fakt, że był tu i robił mu jedzenie, był wystarczająco zadowalający. Jego najpiękniejsze maleństwo...
- Hyuuung. Miałeś nasmarować blaszkę. - jęknął młodszy, patrząc na niego z wyrzutem. Dzisiaj to on rządził i idealnie mu to wychodziło. Hoseok szybko więc wyciągnął metalową blaszkę i nasmarował ją tym, co podał mu dzieciak. Po chwili Taeś zaczął układać na niej papkę z miski, posypując wiórkami. Jeju. Sama słodycz, aż by go wyściskał! Ten jednak mu uciekł, podchodząc do rozgrzanego piekarnika.
- Teraz wystarczy poczekać i będziesz miał co jeść! - wyszczerzył się okularnik, zdejmując z siebie fartuszek.
- Nie mogę się już doczekać! - pokiwał głową brunet. - I nie sprzątaj, spokojnie. I tak jutro przychodzi sprzątaczka, szkoda czasu. Lepiej chodź ze mną. - złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Chłopaczek chciał protestować, jednak szybko dał za wygraną. I bardzo dobrze.
Hoseok posadził go na metalowym krześle przy umywalce i sięgnął po ręcznik. Zamoczył go w wodzie i ukucnął przy blondynie, dokładnie i delikatnie czyszcząc jego twarz. Najpierw nosek, potem policzki, ręce. Mógł wprawdzie dać mu się samemu oporządzić, jednak chciał go chociaż trochę dotykać nawet, jeśli było to coś tak banalnego.
- Dziękuję, hyung. - zamruczał młodszy, wpatrując się uważnie w podenerwowanego starszego. Spojrzenie Tae było cudowne, kuszące. Rozchylone wargi, te czekoladowe oczy, słodkie rzęsy i nieco nierozgarnięty wyraz twarzy. Coś wspaniałego.
- Nie ma za co, maluszku.
- Dlaczego tak na mnie mówisz? - mruknął, patrząc pytająco na nieco zdezorientowanego bruneta.
- Bo jesteś moim słodkim maluszkiem, o którego muszę dbać. Uroczy z Ciebie chłopak, taki niewinny i kochany, jak inaczej mógłbym na Ciebie mówić?
- Hm... To ja muszę dbać o Ciebie, hyung, więc od dzisiaj będę Twoją żoną, która zadba o Twój żołądek. - kosmiczny chłoptaś wyszczerzył się jak gdyby nigdy nic, wstając z krzesła. Hoseokowe serce zabiło mocniej, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Wiele by dał, by Taehyung zamieszkał tutaj z nim i udawał jego żonkę. Nawet nie udawał. Mógłby przecież nią zostać. W sumie mężem, nieważne...
Odstawił ściereczkę i ruszył szybko za swoim kochasiem, który już wyciągał z piecyka pachnące ciasteczka. Zadowolony przełożył je na talerzyk, posypując jeszcze jakimiś cukierkami. Nawet nie wyglądały najgorzej, w smaku zaś powinny być cudowne. W końcu jego Tae był idealny.
- Hyung, musisz spróbować. - odparł młodszy, z zadowoleniem podając mu talerzyk. Hoseok wziął ciepłe ciasteczko i szybko je ugryzł, przeżuwając.
Na wszelkie słodkości świata. Nigdy, ale to nigdy nie jadł czegoś takiego. Za słone, ale i za słodkie, jakby dziwnie suche i mdłe. Jednym słowem obrzydliwe. Nie sądził nawet, że można zrobić tak niedobre ciastka, mimo wszystko zjadł jedno szybko, uśmiechając się szeroko.
- Pyszne! Daj jeszcze jedno! - nadal grając sięgnął po drugie, widząc wielki uśmiech na tej słodkiej buzi. Trudno, najwyżej dostanie jakiegoś rozwolnienia... Zaczął jeść kolejne, ze smakiem się nawet oblizując. W środku zbierało mu się na wymioty, dzielnie jednak grał, jakby wcinał właśnie ciasto z najlepszej francuskiej cukierni. Wolał się przemęczyć, niż zasmucić chłopaczka.
- Naprawdę? Och, to świetnie! - wyszczerzył się, samemu sięgając po ciasteczko. Hope jak poparzony doskoczył do niego, od razu zabierając mu je z ręki.
- Ej, zrobiłeś je dla mnie, nie ma podjadania! Musisz upiec sobie drugie. - odparł dumnie, wpakowując małe ohydztwo do ust i szybko je gryząc. Jeszcze tego brakowało, by młody się otruł. Nie ma mowy, by pozwolił mu umrzeć od własnych wypieków.
- Nie bądź taki. - mruknął niezadowolony, wyrywając mu jedno. Ugryzł kęs i niemal od razu go wypluł do kosza na śmieci. - Hyung! To jest obrzydliwe!
- Och, nie, czemu? - skłamał, siląc się na poważny wyraz twarzy. Zostaje mu tylko lanie wody. - Mi smakują.
- To nie jest jadalne. - młodszy wyrwał mu talerz i wyrzucił wszystko do śmieci. Był bardzo zasmucony i wystraszony, pewni też zmieszany. - Dlaczego to zjadłeś? Przecież wiem, że Ci to nie mogło smakować...
Hoseok zagryzł dolną wargę, wzdychając cicho.
- Napracowałeś się nad tym i nie chciałem, byś był smutny.- czuł się podle, jednak co miał zrobić? Lepiej powiedzieć prawdę, niż go cały czas okłamywać.
- Przepraszam! - wyjąkał Tae, zrozpaczony obejmując Junga w pasie. Zacisnął dłonie na jego koszulce, pocierając twarzą o jego tors. - Prawie Cię otrułem, przepraszam!
- Spokojnie, nic się nie stało, misiek. - pogładził go zadowolony po pleckach. Warto było jeść te przerażające cuda. W sumie nawet mógłby się z nimi męczyć codziennie, byleby tylko Tae był z nim i go później przytulał.
- Nie rób tak więcej hyung. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz, przecież nie będę zły, skoro sam zrobiłem coś źle. - uniósł swoją idealną twarz ku górze, patrząc na Hoseoka swoim wzrokiem szczeniaczka. Ten aż wstrzymał oddech, po chwili dopiero wracając do żywych.
- Chodźmy do pokoju i zapomnijmy o tym, kocha... Tae. - w ostatniej chwili zreflektował, że chciał go nazwać w tak nieodpowiedni sposób. Zagryzł zęby na dolnej wardze zmieszany.
- Dokończ, hyung. Co chciałeś powiedzieć? - wyszczerzył się blondyn, patrząc na niego wyczekująco. Hoseok miał ochotę uciec, jego serce waliło jak oszalałe. To się wkopał.
- Nic Tae. Przesłyszało Ci się.
- Doprawdy? Nie sądzę. Słyszałem dokładnie, że coś zacząłeś, a nie zakończyłeś. Powiedz miiiii. - zamruczał, zabierając dłonie z jego pleców. Objął go nimi za hoseokową szyję, zmuszając tym samym, by się nieco schylił. Starszy czuł, że zaraz dostanie zawału. Tak blisko, tak cudownie. Niemal czuł jego słodki oddech na swojej twarzy. - Musisz mi powiedzieć, proszę.
Te piękne, wielkie oczy, rozchylone wargi. Krew aż się w nim zagotowała. Dotyk dodatkowo nie ułatwiał sprawy, to było stresujące. Cóż miał zrobić? Powiedzieć i się narazić? Pewnie i tak dzieciak nie da za wygraną. Poza tym... Chciał go tak nazywać.
- Uh... Ale Ty mnie męczysz. - westchnął, obejmując go mocno jedną ręką w pasie, drugą zaś gładząc go po mięciutkim policzku. Raz kozie śmierć. W dodatku blondyn się zarumienił... - Kochanie.
Młodszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, rozchylając te piękne usteczka. Na jego policzkach pojawiły się jeszcze mocniejsze rumieńce.
- K-kochanie?
- Tak, kochanie. - przytaknął, przysuwając swoją twarz bliżej jego. Przyciągnął jego drobne ciałko do swojego, muskając kciukiem jego wargi. - Jesteś moim słodkim kochaniem.
Czuł, jak ciałko Tae drży w jego dłoniach. Nie wiedział, czy się bał, czy cieszył, czy cokolwiek... On sam zaś nie mógł już dłużej nad sobą zapanować, odsunął więc palec od jego warg i zastąpił je swoimi ustami. Delikatnie, czule je ucałował czując, jak coś w jego brzuchu zaczyna wariować. Nie wiedział co to było, jednak nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Na bogów! Całował właśnie swoje najwspanialsze kochanie, było mu genialnie.
Miękkie usteczka, tak idealne i cudowne, przymknięte powieki. Drżące dłonie, które zacisnęły się na jego karku. Jego piękny, najwspanialszy Taeś...
Chłopiec początkowo jakby nie zareagował. Nie odepchnął go, ani też nie odwzajemnił. Dopiero po dłuższej chwili Hoseok poczuł, że i on również naparł swoimi wargami na jego. Było to nieśmiałe i niewinne, całkowicie w stylu jego maluszka. Nie pogłębiał tego. Stali tak ze złączonymi ustami, oddychając płytko, po kilku sekundach dopiero Jung złożył na jego usteczkach kolejny pocałunek, nieco bardziej władczy. Młodszy aż jęknął, co tylko bardziej go nakręciło. Delikatnie przesunął koniuszkiem języka pomiędzy jego wargami, rozchylając je w ten sposób, po czym powolutku zaczął się wsuwać do rozgrzanego wnętrza Taehyunga. To było niesamowite uczucie. Czuł się jak w niebie, gdy poczuł mokry języczek Tae przy swoim. Oplótł go czule, namiętnie pieszcząc, by chłopakowi było jak najprzyjemniej. On w końcu niemal nie wybuchł z nadmiaru wrażeń. Nigdy nie czuł się tak wspaniale. Żadna wygrana, żadna nagroda czy impreza nie dały mu tyle radości, co ten mały pocałunek.
Zamruczał cicho w jego wnętrze, zaczynając poruszać nieco sprawniej językiem. Tae był zmieszany, starał się również nim ruszać, jednak Hoseok musiał przyznać, że było to nieudolne, ale i tak kochane. Pierwszy go pocałował i zostanie już do końca jedynym, który będzie mógł smakować jego ust. Przecież nigdy go już nie wypuści ze swoich ramion, to logiczne.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego, lubieżnie oblizując wargi. Nie chciał, by jego maleństwo się udusiło z nadmiaru wrażeń, już i tak ledwo oddychał.
- Hyung... - jęknął blondyn, patrząc na niego cały różowy na twarzy, z podrażnionymi od pocałunków ustami. Piękny. Cudowny.
- Tak, kochanie? - tak mu się spodobało to słowo. Idealne.
- Czy Ty... Ja... Nie wiem... - zamotał się, spuszczając wzrok. Hoseok złapał go za podbródek i uniósł nieco jego twarz.
- Czego nie wiesz, Taeś?
- No bo... Czy Ty... Bo ja nie wiem... I w ogóle... - Jung miał ochotę się zaśmiać z tej słodkiej nieporadności.
- Nie rozumiem Cię TaeTae... - musnął czule jego czoło. - Naprawdę jesteś moim kochaniem. Znaczy... Czy moim to nie wiem, ale dla mnie na pewno. Jakkolwiek... Lubię Cię. Bardzo.
- Um... - blondyn zacisnął dłonie na jego ramionach, wpatrując mu się z zawstydzeniem w oczy. - Ale że... Tak poważnie? Jak... Jess i Namjoon?
- Tak, jak oni. - stresowało go to wszystko, jednak nie mógł się wycofać. Wprawdzie bał się, że te słowa go przerażą, że ucieknie i tyle z jego miłości zostanie, teraz było już jednak za późno.
- Hyung... Ale ja... Nie wiem, co miałbym robić... - jęknął zagubiony. Hoseok mocno go objął, wtulając te małe ciałko w swoje.
- Spokojnie, Tae. Nic nie musisz robić. Po prostu bądź przy mnie, rozmawiaj ze mną. Nie zmuszaj się do niczego, tylko daj mi o siebie zadbać.
- Dziękuję, hyung.
- To ja dziękuję Ci za to, że jesteś. - odparł starszy i czule ucałował jego usteczka. Serce co chwila robiło fikołki, on sam zaś nie mógł zapanować nad głupim uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy. To najszczęśliwszy dzień w jego życiu.



***


- Namjoon. Nie bądź chujem, daj mi ten numer do Jess.
- Po co Ci telefon mojej dziewczyny?
- Przecież Ci jej nie przelecę, mimo wszystko wolę chłopców.
- Nie ufam Ci.
- Zaraz jak Cię nawiedzę, to zginiesz marnie. - warknął do słuchawki, wyraźnie zirytowany. Miał interesa, jednak nie chciał o tym mówić temu pantoflarzowi bez mózgu. Potrzebował Jess, by była kumata i tylko ona mogła mu pomóc, ten pacan zaś wszystko utrudniał, bo był zazdrosny o swoją dupeczkę. Przecież on miał lepszą, bo Ciastkową! No ale nie mógł ot tak tego wyjawić.
- Dobra, dam, ale jak zrobisz coś podejrzanego, to Cię za jaja powieszę i nigdy nie poruchasz.
UUUU. Namjoon jaki groźny. Grozi ChimChimowi... Samobójca.
Zapisał numer i od razu się rozłączył, wykręcając natychmiast i przykładając do ucha telefon.
- Tak? - rozległ się kobiecy głos.
- Hej Jess, tu Jimin, przyjaciel Kookiego. Masz chwilę? Chciałbym z Tobą porozmawiać w cztery oczy.
- O, nie ma problemu. Może za godzinę w Hiltonie? Będę w restauracji na dole.
- Okej, to do potem!
Jaka miła dziewczyna. Problemów nie robiła, nie zadawała głupich pytań. Jak ona wytrzymywała z takim bucem? Swoją drogą nawet ładna była, podobna do Ciastka, ale niestety i tak wolał swojego chłopaka.
Szybko się przebrał i wyszedł z domu. Miał nadzieję, że mu pomoże, bo plan już miał, ale potrzebował kogoś, kto uknuje z nim intrygę. Ciastek nie potrafi kłamać, więc się nie nada, Jessica zaś to Jessica, ona wszystko potrafi. To chyba taka damska wersja jego, tylko trochę gorsza. Gust nie taki i te sprawy...








Zapraszam do komentowania ;)

środa, 3 czerwca 2015

25. I need U boy

Pierwsza ankieta dobiegła końca, więc czas zamieścić wyniki.
I miejsce - JiKook
II miejsce - V-hope
III miejsce - TaeGi


Tak więc wszem i wobec oświadczam, iż romantyczny one-shot poświęcę Jiminowi i jego dupeczce, zwanej potocznie Jungkookiem
Biednym V-hope troszkę brakowało, jednak może coś wymyślę, byście byli zadowoleni.

Dziękuję za aż 74 głosy i zapraszam do kolejnej ankiety, która dotyczyć będzie lipcowego one-shota z Koniem w roli głównej. Jednak coby się chłopak nie zamęczył (ręka czasami się może nadwyrężyć etc.), to macie możliwość wybrania dla niego partnera, z którym może dojść do fikuśnych szaleństw.

Kocham Was i zapraszam na nowy rozdział!









Jungkook zadrżał, czując na swojej szyi wargi Jimina. Leżał, opierając dłonie na jego umięśnionych ramionach, wzdychając cicho. Nie sądził, że takie pieszczoty mogą być aż tak szalenie przyjemne. Resztką sił pilnował się, by nie jęknąć z rozkoszy, matka by to pewnie wyłapała, a nie chciał mieć kłopotów.
Odchylił nieco głowę do tyłu, ułatwiając starszemu dostęp do siebie. Jego policzki były czerwone, niemalże go paliły, jednak nie odsuwał się. Nie chciał. Nie mógł. Podobało mu się to, chociaż oczywiście na głos nigdy by tego nie przyznał.
Ciało Jimina na jego. Ciężar tej góry mięśni niesamowicie mocno na niego działał. Nie wiedział, jak to możliwe. Przecież początkowo tak go irytował ten głupek, nie mógł z nim wytrzymać nawet chwili, teraz zaś leżał pod nim, dając mu się całować, kąsać i dotykać. I jeszcze się z tego cieszył!
Przymknął powieki, po chwili czując na swoim biodrze dłoń chłopaka. Zamruczał, jednak po chwili musiał zaprzestać, gdyż coś śliskiego wsunęło się do jego ust. Rozchylił powieki, jego oczom zaś ukazała się twarz Parka, niezwykle skupionego. Jego biedne serce zabiło mocniej. Zsunął dłonie na jego kark, niepewnie i nieśmiało odwzajemniając pocałunek. Trącał go swoim językiem, starając się ze wszystkich sił, by było to dla starszego przyjemne. Nie czuł się jakoś wyjątkowo pewnie. Stresował się, nie chciał bowiem wyjść na głupka, zależało mu na zrobieniu dobrego wrażenia, chociaż było to chyba niemożliwe. Zbyt mocno na wszystko reagował, nie wiedział też, co począć z językiem.
- Jesteś piękny, Ciastek. Mam ochotę Cię schrupać... - usłyszał głos Jimina przy swoim uchu. Oblizał wargi, zerkając na niego z delikatnym uśmiechem na ustach. Nikt nigdy nie nazwał go pięknym, poza babcią gdy miał kilka lat. Aż zakręciło mu się w głowie. Nieśmiało wsunął długie palce we włosy chłopaka, który po chwili oparł swoje czoło o jego, wpatrując się w niego jakoś tak... z czułością.
- Jimin... - wyszeptał cicho, przyciągając go ku sobie. - Ja... Nie chcę...
- Czego nie chcesz, maluszku? - pełne wargi Jimina musnęły jego policzek.
- Byś traktował to wszystko jako zabawę. - wypalił, spuszczając wzrok. Nie miał pojęcia, jednak czuł, że gdyby jutro Park całował kogoś innego, to coś by w nim pękło. Nie wiedział jak to nazwać, po prostu chyba chciał być dla niego kimś ważnym. Pragnął, by ktoś o nim myślał i go chciał. I tym kimś musiał być Jimin.
- Musisz więc stać się mój, koteczku.
Oddech starszego pieścił jego twarz, co tylko dodatkowo spotęgowało te dziwne uczucie w jego brzuchu.
- Twój?
- Tak, mój.
- To znaczy?
- Hmm... - Jimin pogładził go po policzku delikatnie. - To znaczy, że Twoje usta będą mogły być całowane tylko przeze mnie. - musnął jego wargi, po czym przysunął usta do jasnej szyi Kookiego, którą nieco zaborczo ukąsił. - Twoje szyja będzie gryziona tylko przez moje zęby. - uśmiechnął się szeroko i zsunął dłoń na jego udo. - Tylko ja będę mógł na Tobie leżeć i spać w Twoim łóżku. Tylko mnie będzie uwielbiać Twoja mama. - zamruczał i ucałował raz jeszcze jego usteczka.
Kookie wstrzymał na chwilę powietrze, zestresowany analizując jego słowa. Czy Jimin właśnie oświadczył mu, że chce zostać jego chłopakiem? Czy może nadinterpretuje to wszystko?
- Ty też będziesz musiał być... mój.
- Jestem Twój od naszego pierwszego spotkania. Wtedy już postanowiłem, że zostaniesz Ciasteczkiem, którego tylko ja mogę skosztować.
Jakby na potwierdzenie tych słów wpił się namiętnie w jego wargi, pieszcząc językiem zaróżowione usta. Kookie westchnął cichutko, wtulając się w niego całym ciałem. Czuł się dobrze, był szczęśliwy.
Park odsunął się na chwilę od niego, prezentując swój perfekcyjny uśmiech.
- Kochaj mnie Ciastek, bo jestem najlepszy. - zamruczał, po chwili liżąc jego policzek z zapałem. Młodszy aż pisnął zaskoczony, od razu zakrywając usta dłonią.
- Hyung!
- Tak Ciasteczko?
Chłopak aż wstrzymał oddech, nie wiedząc co mu odpowiedzieć. Uśmiechnął się więc tylko słodko i musnął jego wargi.
- Chodźmy spać. Chcę zasnąć w ramionach mojego...
- Super mega seksownego ukochanego, za którym szalejesz całkowicie i który jest dla Ciebie najwspanialszy na świecie? Okej, chodź tutaj. - zamruczał starszy, schodząc z niego. Położył się na plecach, podkładając mu ramię, na którym młodszy zaraz się położył. - Dobranoc, mój malutki skarbie.
- Dobranoc, Jiminnie.



***


Hoseok pogłaskał delikatnie te sterczące blond kosmyki, przegryzając dolną wargę. To, że chłopak był tak blisko niego, że spał wtulony w jego tors, stało się już dla niego czymś normalnym. Mógłby codziennie budzić się z nim u boku, spoglądać na tę słodką twarz i rozchylone wargi. Nawet ta strużka śliny w kąciku wyglądała rozkosznie. Wszystko, co było związane z Tae stawało się natychmiast małym cudem.
Mimo wszystko coś go dręczyło. Te łzy, dziwne pytania... Czego maluch nie wiedział? Co go tak wytrąciło z równowagi? Teraz na nowo uzmysławiał sobie, że w zasadzie nic o nim nie wie. Nawet nie miał pojęcia gdzie mieszka, czy ma rodzeństwo i co go łączyło z Sugą. Czemu się pokłócili i jak pogodzili... Co wiedział Jimin? Co oboje ukrywali?
Westchnął cicho, wtulając twarz w jego włosy. Pachniał jego szamponem, to całkiem urokliwe.
Będzie musiał chyba sam się wszystkiego dowiedzieć, pytanie tylko jak? Yoongi już wypatrzył w nim rywala, zauważył to od razu i jakoś nie czuł się z tym źle. Lubił go, był mega zdolny i sympatyczny, jednak jeśli miałby wybierać, to wolałby utracić tę znajomość, niż zrezygnować z tego malucha. Chybaby zwariował, gdyby zobaczył ich całujących się.
Po chwili zauważył, że Tae się rozbudza. Uśmiechnął się i przysunął swoją twarz do niego, wpatrując się w niego uważnie.
- Cześć, Taeś. - zamruczał, miziając go czule po mięciutkim policzku. Chłopaczek otworzył zaspane oczy, przez chwilę zastygając. Na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, co Hoseoka całkowicie rozczuliło.
- Och, witaj hyung. Um... - zwilżył wargi językiem. Brunet przejechał palcem tuż przy kąciku jego warg, wycierając mokry ślad rozbawiony. Kim spojrzał na niego widocznie zawstydzony.
- Jeju, znowu robię z siebie głupka. Czy zawsze muszę Ci zaślinić całą poduszkę? - jęknął, chowając twarz w dłoniach. Starszy złapał go za nadgarstki, odsuwając je od jego pięknej buźki.
- Od tego ona jest. Poza tym przy mnie nie musisz się wstydzić takich rzeczy, widziałem już wiele zjawisk, Ty jesteś w tym wszystkim uroczy.
- Hyuung! Przepraszam za wczoraj... Dzisiaj w sumie. Nie chciałem tak wymiotować, to pewnie było wstrętne. - wypalił nagle, na jego twarzy zaś pojawił się strach, zwątpienie i niewyobrażalne zażenowanie. Hoseok westchnął i musnął jego nos.
- Nie mów tak. Cieszę się, że mogłem się Tobą zaopiekować. Nic, co tyczy się Ciebie nie może być wstrętne.
Młodszy zarumienił się jeszcze bardziej i wtulił twarz w jego szyję.
- Dziękuję.

Koło południa brunet odwiózł go do parku. Pożegnali się czułym uściskiem, co dało mu energię na cały kolejny dzień.



***


- Mam z Wami występować? Przecież nie znam reszty... - zdziwił się Jin, siadając obok Sugi z miską popcornu. Nie myślał nawet o takich zabawach, wieki już nie śpiewał, teraz zaś miałby dołączyć do ich zespołu?
- Potrafisz śpiewać, jesteś przystojny. Od razu przyciągniesz nam masę fanek. - wzruszył ramionami młodszy, sięgając po białe kulki, wrzucając je do ust. Widać było, że to dla niego prosta sprawa i oczekuje twierdzącej odpowiedzi. Cóż miał więc z tym fantem począć? Niekoniecznie zależało mu na jakieś sławie, z drugiej strony spędzałby jeszcze więcej czasu z Yoongim, co było kuszące.
- Nie tańczę.
- Ja też nie. Damy radę hyung, to nie może być aż takie trudne, najwyżej wystawimy na środek Jungkooka.
- Nie Hoseoka? - zerknął na niego kątem oka. Zauważył, że różowowłosy nieco się spiął.
- Go też, mniejsza. Zgadzasz się? W piątek byłaby pierwsza próba, musimy mieć już pełen skład. Praca nad tekstem nie będzie kwestią godziny, musimy zaplanować partie dla wokalu i rapu.
- Um... No dobra, co mi szkodzi.
- I prawidłowo!
- Buzi w nagrodę? - wyszczerzył się i ujął w dłoń jego podbródek. Suga rozchylił nieco wargi, po czym przysunął się do niego, czule muskając jego usta.



***



Przez kolejny tydzień Hoseok miał urwanie głowy. Po lekcjach prowadził zajęcia taneczne, potem biegł do Namjoona i pracował z nim nad muzyką, w międzyczasie ucząc się do egzaminów, które miał zdawać za jakiś czas. Ostatnia klasa mimo wszystko zobowiązywała, co trochę go zasmuciło, bowiem nie widywał się praktycznie z Tae. Jedyną ulgą były właśnie te nieszczęsne tańce.
Jimin całkowicie zajmował się już Jungkookiem, co lekko Hoseoka zszokowało. Spędzali ze sobą większość przerw, młodszy już nawet na niego nie krzyczał na próbach, gdy Park coś tam mu poprawiał. Zaskakujące, chociaż to pewnie przez tę aferę. Kookie zrobił się w ogóle jakiś bardziej radosny niż zawsze. Jess to jednak była najlepsza! Nie spodziewał się po niej takiej motywacji, genialnych pomysłów i chęci pomocy. Miała przecież swoją medycynę, która jakby nie patrzeć była niesamowicie męcząca, dodatkowo przecież udzielała się wszędzie i miała Namjoona. Jak ona znajdowała na wszystko czas? W każdym razie chyba uratowała im wszystkim tyłki, będzie musiał jej to wynagrodzić.
Na jednej z przerw rozmawiał z Tae o jej propozycji. Młodszy był strasznie niezdecydowany, wymigiwał się nauką, jednak na szczęście do akcji wkroczył Jimin, który zaczął marudzić i go przekonywać, przez co blondyn przystał na to, chociaż niekoniecznie z własnej woli. Korzystając więc z okazji umówił się z nim w sali muzycznej, by sprawdzić w czym czuje się najlepiej. Skoro mają stworzyć tekst to taki, by jego maluch się z nim dobrze czuł.
- Mam śpiewać ot tak? - zadrżał, wpatrując się niepewnie w mikrofon. Hosoek uśmiechnął się i skinął głową, przygotowując sprzęt.
- Nie martw się. Zaśpiewać coś, co lubisz, chcę tylko poznać Twoją barwę głosu, byś nie musiał śpiewać w złej tonacji. - podał mu słuchawki. - Jaki podkład?
- Hm... Może Adele? Someone Like You.
Brunet szybko ściągnął odpowiednią piosenkę i uniósł kciuk ku górze, włączając ją. Tae posłusznie wbił wzrok w mikrofon, przymykając powieki. Po chwili pod Hoseokiem zapadła się podłoga.

Never mind, I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you, too
Don't forget me, I beg, I remember you said
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead, yeah

Głos Tae był... naprawdę piękny. Niski, głęboki. Całkowicie inny od tego uroczego, codziennego tonu. Miał ciarki na całym ciele, nie mógł oderwać od niego wzroku. Idealny. Taehyung był wspaniały, najlepszy. Z każdym śpiewanym wersem coraz bardziej był w nim zauroczony. Serce biło mu mocniej.
- Tae... - westchnął cicho, gdy chłopak odstawił słuchawki i podszedł do niego. Wpatrywał się w niego jak w anioła, po czym po prostu podszedł do niego i objął go mocno, wtulając w siebie.
Cholera. Oszalał. Całkowicie zwariował na jego punkcie.
Młodszy niepewnie wtulił się w jego tors, opierając dłonie na jego ramionach. Brunet ostatkiem sił powstrzymywał się przed rzuceniem na niego. Pragnął go pocałować. Chciał go skosztować, pieścić i móc kochać. Mieć tylko dla siebie i sprawić, by już nigdy nie płakał. Powinien być z nim zawsze, gdy wymiotuje, ścierać rano ślinę z jego policzków, przynosić mu ubranka...
- Tak hyung? - zamruczał młodszy, zerkając na niego pytająco. Jego spojrzenie zabijało Hoseoka od środka, coraz bardziej kusiło.
- Mogę coś zrobić? Nie będziesz zły?- przyjrzał mu się uważnie. Blondyn skinął głową, uśmiechając się, dając tym samym przyzwolenie. Jung odetchnął, po czym schylił się odrobinę. Przymknął powieki i zbliżył do jego ust. Zaraz go pocałuje...
BUM.
- Hoseok zjebie! - rozległ się głos Jimina. Para szybko od siebie odskoczyła. Taehyung był cały czerwony, Jung zaś wściekły i zawstydzony. Park otworzył usta zdumiony, po czym szybko zamknął drzwi, odchodząc.
- Um. Idziemy? - zapytał brunet niepewnie. Zabije tego gnojka, naprawdę. Drugi raz im przerwał. DRUGI. Co za cholerny, wkurzający dupek!






Zapraszam do komentowania ;)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

24. I need U boy

Ostatnie minuty ankiety ;))





Mózg Jimina niemal parował. Miał raptem kilka sekund, by opracować plan bitwy.
Geniusz, przystojniak i Bóg Seksu kontra Ciasteczkowa Cnota
Wszystkie chwyty dozwolone, jednak liczyła się technika i precyzja. Łatwo będzie popełnić błąd i nadepnąć na minę, a zakończy się to śmiercią tej niesamowitej miłości i chcicy najlepszego przyjaciela Parka, który otrzymał wdzięczne imię 'ChimChim Rozpruwacz". Nie mógł działać pochopnie, gdyż przecież odpowiada też za dobre samopoczucie swojego kolegi.
No i najważniejsze...
Może zjeść ciasteczko, albo nie zjeść, trzeba spinać poślady i się postarać!

- Co chcesz robić, Jimin? - Kookie przysiadł po turecku na łóżku, przodem do chłopaka. Jimin zerknął na niego z dołu, po czym skinął głową na laptopa.
- Podaj, obejrzymy coś.
Młodszy posłusznie wszystko przyniósł. Świat się kończył. Ciastek nie komentuje, zaś on sam ściąga pomysły tego ułoma Hoseoka. ON. Super mega seksowny, idealny podrywacz bierze przykład z kogoś, kto nawet nie potrafi zająć się jak mężczyzna Tae. A przecież ciągle drugi raz już mu daje okazję, by cokolwiek zdziałał! Mniejsza. Teraz trzeba się zająć swoim facetem.
Jimin przejął komputer i poklepał miejsce obok siebie, na którym chwilę potem siedział zaciekawiony chłopiec. Co włączy? Oczywiście film z masą erotyzmu, a co!
Wskoczyli pod kołdrę i zaczęli oglądać. Początkowo akcja była nieciekawa, jednak nie było to istotne. Ciastek był blisko, czuł jego żel pod prysznic i zapach szamponu, całkiem urocze. Niby od niechcenia objął go ramieniem, smyrając po ramieniu, na co Kookie przystał, nawet się nie odsuwając. Chwilę później zaczęły się wiadome sceny. Ciche jęki były naprawdę efektowne, sam Jimin czuł, że robi mu się gorąco. Spocone ciała, ostre pieszczoty i oczywiście gejowski związek. Nie mógł się powstrzymać!
Zerknął na młodszego, który był zarumieniony. Nie obrzydzało go to, to już był dobry znak. Tego typu wprowadzenie pewnie ułatwi mu odnalezienie się później w sytuacjach tego typu. Z Jiminem rzecz jasna.
- Mhm... - wymsknęło się Jungkookowi, gdy zaczął się prawdziwy, namiętny seks. Park jakby słyszał jego szalejące serce, bowiem wysoką temperaturę wyczuł natychmiast.
- Może wyłączymy?
Jimin przygryzł wargę, unosząc brew ku górze. O nie nie nie. Nie ma tak dobrze, maluchu.
- Mi się podoba, Ciastek. - zamruczał cicho, zatrzymując rękę na jego ramieniu. Ścisnął je nieco, po czym wbił w niego wzrok. - Czyżbyś bał się oglądać erotyków? - przysunął twarz do jego ucha, szepcząc mu to zmysłowo. Jungkook spojrzał na niego, zaś jego oczy stały się nieco większe. Był zestresowany.
- To kłopotliwe.
- Doprawdy?
Niemal dotykał ustami jego płatka, na co młodszy zareagował dreszczami. Jimin nie chciał zmarnować takiej okazji. Powoli przejechał językiem po małżowinie, następnie wsuwając okolczykowaną część płatka do ust.
- Jimin... Co Ty... Uh...
- Co ja? Nic. Oglądaj dalej, Ciastek. Mną się nie przejmuj. - westchnął, zsuwając się nieco niżej. Jedną ręką zamknął laptopa, druga zaś objął chłopaka w pasie, przyciągając nieco do siebie. Wgryzł się w jego szyję nieco dziko, po chwili liżąc rankę, która w wyniku tej czynności powstała. Młodszy położył dłoń na jego ramieniu i starał się go odepchnąć, jednak emocje chyba odebrały mu wszelkie siły. Z rozchylonych ust wydobywały się ciche westchnięcia, gdy starszy zaczął atakować jego szyję w innych miejscach. Raz delikatnie, innym zaś brutalnie.
- Jim... Nie możemy...
- Możemy, Ciastek. Pozwól mi, a obiecuję, że będziesz najszczęśliwszy na ziemi. - odsunął się od jego skóry, po czym spojrzał mu w oczy. Ujął jego podbródek w długie palce, zmuszając do kontaktu wzrokowego. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ale...
- Cii. - przyłożył palec do jego ust, kciukiem wodząc po dolnej wardze, która po chwili nieco opadła. - Nie zmuszę Cię do niczego. Chcę tylko zasmakować Twoich ust.
I to powiedziawszy delikatnie musnął wargami jego. Nie było to szalone. Ot, delikatny, subtelny pocałunek, jednak Parkowi serce zabiło mocniej. Czuł dreszcze na całym ciele, zaś w podbrzuszu latały mu jakieś dziwne motyle. I nie, nie chodziło tu o podniecenie. Te małe, różowe usteczka były najpyszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek skosztował, a było tego od groma.
Kookie nie odsunął się. Jakby zastygł, nie mogąc się poruszyć. Jimin więc przyciągnął go do siebie, obejmując dalej w pasie, drugą dłonią zaś pogładził jego policzek. Powoli naparł na niego mocniej, językiem rozchylając usta. Te stawiały opór, jednak po kilku sekundach mocniejszych całusów ochoczo zaprosiły go do środka.
Śliski potworek wdarł się tam bez zastanowienia, namiętnie pieszcząc jego języczek, który nieco niepewnie starał się odwzajemnić tę rozkosz. Było to nieporadne, koślawe, jednak sprawiało, że Jimin niemal nie eksplodował. Czyżby to był jego prawdziwy pocałunek? Ten pierwszy z jakimikolwiek emocjami poza pożądaniem?
Na ten moment nawet nie potrzebował jego tyłka. Ten nieśmiały języczek, który raz po raz trącał jego, był lepszy niż cała noc seksu z najlepszymi kochankami.
Leniwie uchylił powieki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Te zamknięte oczy, czerwone policzki. Najpiękniejsze cudo na tej ziemi.
Zsunął dwie dłonie na jego plecy i wtulił go w siebie mocno. Niemal wychodził z siebie, by tylko ten pocałunek cokolwiek w myśleniu Jungkooka zmienił.
Młodszy niepewnie objął go za szyję. Emocje targały nim niemiłosiernie, gdy poczuł jego place w swoich włosach. Chyba brakowało mu powietrza.
Po chwili Kookie odsunął się, oddychając płytko. Jego usta były nieco podrażnione, stały się aż pełniejsze.
- Jim...
- Tak? - wysapał, patrząc na niego niepewnie, ale i z nadzieją.
- Ja... ja nie wiem... - wyjąkał, zaciskając dłonie na jego ramionach. - To wszystko... Ach. Mam mętlik w głowie.
- Spokojnie. - złapał go za głowię i wtulił jego twarz w swój tors. Zamknął go w swoich ramionach, jakby chciał go uratować przed całym złem tego świata. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ja... Nie potrafię Jimin, nie robiłem jeszcze niczego...
- Nie musimy robić niczego więcej. Wystarczy mi, że będziesz obok, Maluchu. - pogłaskał go po pleckach, starając się uspokoić oszalałe z nadmiaru emocji serce.




***



Hoseok czekał pod galerią już o czwartej. Nie mógł wysiedzieć w domu, niemal go roznosiło od środka. Znowu będzie mógł zabrać go do siebie. Nadarzy się okazja i może coś z tego wyjdzie. Miał dzisiaj cholerną motywację, by zdziałać coś wielkiego, w końcu Jimin i Suga już go całkowicie wytrącili z równowagi, nie da im satysfakcji.
Dochodziła piąta, zaś emocje w nim narastały. Chodził po parkingu jak oszalały, starając się zapanować nad ciężkim biciem serca i natłokiem myśli w głowie. Dzisiaj jest jego wielki dzień! Zobaczy swoje...
Bóstwo.
Tae wychodził właśnie zza rogu. Skórzane spodnie, które opinały jego szczupłe uda, czerwona koszulka z dziwnymi wycięciami a na to luźna kurtka. Włosy w artystycznym nieładzie, zaś na twarz delikatny, ale perfekcyjny makijaż. Tak, to ideał sam w sobie.
Niewiele myśląc niemal do niego podbiegł.
- Witaj Tae. - uśmiechnął się, po chwili jednak zamarł. Taehyung chyba był w kiepskim stanie.
- Cześć hyung. - powiedział cicho, zerkając na niego niepewnie. - Przepraszam, źle się czuję.
Hope skinął głową, po czym objął go ramieniem i zaprowadził do samochodu. Zapiął pasy i ruszył szybko w stronę swojego domu. Czuł od niego woń alkohol i jakby... papierosów?
- Paliłeś? - spojrzał na niego zaskoczony, skręcając energicznie w drogę prowadzącą na skróty.
- Nie ja.. Ludzie dookoła i przesiąknąłem.
Jego głos był zmarnowany. Gdzie uśmiech, gdzie wieczna radość? Czemu do cholery Tae był bez życia?!
Gdy podjechali pod dom, szybko otworzył drzwi nie wiedząc, cóż takiego ma ze sobą począć. Czy z nim raczej. Pomógł mu zdjąć kurtkę uważając, by się nie potknął. Nie wyglądał na kompletnie pijanego, jednak coś się działo, on nie miał pojęcia zaś co.
- Hyung... - młodszy złapał go za ramię, druga ręka zaś mu zadrżała. - Muszę do toalety.
Hope skinął głową i pociągnął go w stronę łazienki. Blondyn od razu podbiegł do ubikacji i zaczął wymiotować, wprawiając bruneta w stan osłupienia. Klęczał na posadzce, zaś głowa niemal wpadała mu do środka.
- Cholera jasna... - jęknął starszy i podbiegł do niego, od razu przytrzymując go za ramię, drugą ręką zaś zaczął odgarniać jego włosy. Wbił wzrok w usta chłopaka, z których co rusz wylatywała kolejna porcja nieprzyjemnej wydzieliny. - Moje biedactwo. - mruknął, muskając wargami jego kark. Jakoś tak... Nawet nie czuł obrzydzenia. Bardziej strach o tego biedaka, który musiał zbyt ostro zabalować.
Po dłuższej chwili młodszy opadł na posadzkę, wycierając twarz wierzchem dłoni. Hoseok sięgnął po ręcznik i podał mu go niepewnie.
- Wszystko w porządku? Już Ci lepiej, Taeś? - przykucnął, nie wiedząc co ze sobą począć. Nie robił za niańkę nigdy, a już na pewno nie dla kogoś tak małego i kochanego. Pogładził jego włosy delikatnie.
- Namieszałem, dali mi coś dziwnego do picia... - szepnął, wycierając z policzków łzy. Hope nie mógł się powstrzymać. Objął go ramionach i wtulił w siebie mocno. Jeju. Nawet zarzygany był idealny. - Muszę się umyć.
Starszy skinął głową i go puścił, po czym podszedł do wanny, nalewając gorącej wody. W międzyczasie przygotował ręczniki i szlafrok, oraz nową szczoteczkę do zębów.
- Chodź. - pomógł mu wstać, po czym zlustrował go uważnie wzrokiem. Raz kozie śmierć.
Złapał za jego koszulkę i zdjął ją, rzucając na ziemię. Taehyung nie protestował. Wpatrywał się tylko w niego tymi cholernymi oczkami, jakby chciał przejrzeć na wylot całą jego duszę i pogmatwany umysł.
Schylił się i zaczął rozwiązywać jego buty.
- Czemu jesteś taki miły, hyung? - usłyszał nagle. Zerknął na niego zaskoczony pytaniem.
- Czemu miałbym nie być, Tae? - zsunął z jego stóp buty, po czym wyprostował się.
- Hm... Nie wiem, po prostu... Nie wiem jak się do tego odnieść... - wyjąkał, zaciskając dłonie w piąstki. Jung rozchylił wargi widząc, jak do jego oczu napływają łzy. - Dziękuję...
- Ej, nie płacz... - mruknął zestresowany. Tae się rozklejał, on zaś nie wiedział co ma ze sobą począć. - Co się dzieje?
- Nic hyung. Ja... Nie wiem. Nic nie wiem... - pociągnął nosem.
Przez ciało starszego przeszedł dreszcz. Niepewnie położył dłoń na jego karku i przyciągnął go do siebie. Serce mu szalało, łamało się na kawałeczki. Dlaczego ten malec cierpiał? Kto doprowadził go do takiego stanu?
- Możesz mi zaufać, Tae. Zawsze będę po Twojej stronie... Nigdy Cię nie opuszczę. Pamiętaj... Choćby cały świat się walił, to i tak będziesz miał we mnie wsparcie i będziesz mógł mi zaufać.
- Dziękuję... Dziękuję hyung...

Po dłuższej kąpieli młodszy przyszedł do jego pokoju. Był w lepszym stanie, jakby życie znowu do niego wróciło. Nieco niezdarnie wczłapał się na jego łóżko, od razu chowając się pod kołdrą. Hoseok uśmiechnął się delikatnie i pogładził go po policzku.
- Wszystko w porządku?
- Tak. - blondyn wyszczerzył się i niespodziewanie objął go w pasie, wtulając się w jego tors. - Jesteś najlepszy, wiesz? Cieszę się, że Cię mam.
- Zawsze będziesz mnie mieć. - wypalił, po chwili nieco przegryzając wargę. Cholera. Już nawet nie panował nad własnymi odruchami. Zresztą... Po co miałby je w sobie dusić? Zależało mu. Nawet, jeśli jego dzisiejszy plan podrywu nie wypalił, to i tak był szczęśliwy. Miał go przy sobie, mógł go dotknąć i przytulić. Niech sobie Jimin rucha co popadnie, on nie chciał spieprzyć czegoś tak pięknego na rzecz zaspokojenia własnego członka. W końcu Tae był najważniejszy.
- Mogę coś zrobić? - zapytał blondyn, unosząc się nieco nad nim. Oparł dłoń na jego torsie, wpatrując się uważnie w jego oczy. Hoseok aż przełknął ciężej ślinę, serce zaczęło bić szybciej w jego piersi.
- Jasne... - skinął głową, kładąc rękę na plecy chłopaczka. Ten zbliżył się do jego twarzy i delikatnie musnął jego policzek. Po tym wszystkim jeszcze sekundę pozostawał w takiej pozycji, po czym odsunął się, jakby czekając na reakcję.
- Za co to? - zapytał brunet.
- Za to, że jesteś. - wyszczerzył się i opadł obok, natychmiast zamykając oczy. - Dobranoc!
- Um... Dobranoc maluszku. - uśmiechnął się i położył obok, obejmując go w pasie.









Proszę ładnie o komentarze ;)