czwartek, 10 marca 2016

1. Butterfly



 Witam, witam~
Dopiero zaczynam publikować na tym blogu, więc mam nadzieję, że miło mnie przyjmiecie ^^
Chcę Wam przedstawić pierwszy rozdział mojego fanfiction, które powstało tak naprawdę przez czekanie na kolejne rozdziały I Need You Boy. Więc dziękuję Reiczel za inspirację ♥
Niestety muszę Was uprzedzić, że z reguły lubuję się w krótszych formach. Mam nadzieję, że mimo to spodobają Wam się moje twory.
~Neko

Pairing: Vkook, Taegi, Jinkook, Vhope, JiKook, YoonKook 

Gatunek: yaoi, angst, romans
Ostrzeżenia: używki, przekleństwa



Will you stay by my side?
Will you promise me?
If I let go of your hand, you’ll fly away and break
I’m scared scared scared of that...
~BTS - Butterfly



Szedł ulicą, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Nie miał ochoty na spotkanie ze swoim gangiem – jego codzienną rutyną. Dziś chciał być sam. Był w złym humorze. Nudził się. Spojrzał na migoczący szyld jednego z klubów nocnych. Uśmiechnął się do siebie, widząc pod drzwiami lekko podpitą dziewczynę. Była naprawdę ładna. Tego dziś potrzebował. Małej rozrywki. Przygody na jedną noc. Dziewczyna gorączkowo przeszukiwała torebkę w poszukiwaniu zapalniczki. Jego szansa. Podszedł do niej z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.

 - Hej, noona – odpalił swoją zapalniczkę i zachęcająco skinął głową. Miał szczęście, że był przystojnym młodym mężczyzną. Tę noc miał zapewnioną. Dziewczyna już była jego.


***


Leniwie sączył piwo, patrząc na tańczący tłum. Był znudzony. Nikt jakoś dziś mu nie pasował. Wszyscy mieli w sobie coś co mu przeszkadzało. Westchnął i wstał od baru. Na dziś już wystarczy. Nic z tego dziś nie wyniknie. Szybko dopił piwo i wyszedł z klubu. Sprawnie wyminął palących i skierował się za budynek. Była to najkrótsza droga do jego domu. Niestety, nie należała do najbezpieczniejszych. Często kręcili się tu pijani ludzie, wracający z pubów. Czasem odbywały bójki gangów lub rozlegał się niezrozumiały bełkot narkomanów. O, na przykład ten tutaj. Taki ładny i młody... A widać, że na dragach. Taehyung pokręcił głową i cmoknął z niesmakiem. Marnuje się chłopak.

Już miał odejść, gdy usłyszał szalony chichot i uderzenie ciała o podłoże. Obrócił się, by raz jeszcze spojrzeć na zaćpanego. Wyglądał teraz jak martwy. Przedawkował...? Taehyung Zbliżył się do młodego i pochylił nad nim.

 - Hej, żyjesz? – szturchnął go lekko w ramię. Chłopak gwałtownie otworzył oczy. Taehyung zamarł. Jaki on był piękny... I te oczy... Takie hipnotyzujące i żywe, choć szkliły się pod wpływem działania narkotyku. Chłopak miał w sobie coś, co przyciągało starszego. Odgarnął przydługą grzywkę z czoła młodego.

 - Piękny... – szepnął – Jesteś naprawdę piękny...

Chłopak zaśmiał się, wyciągając zaciśniętą dłoń do nieznajomego. Rozwarł palce, pokazując starszemu co trzymał. Motyl. Nieżywy, lecz wciąż piękny. Taehyung wziął w palce skrzydło martwego owada. Chłopak jakby uspokojony jego gestem, zamknął oczy i całkiem odpłynął.

Taehyung nigdy nie zapomniał ich pierwszego spotkania.


***


Jungkook obudził się ze strasznym bólem głowy. Przeklął, po omacku szukając komórki. Nie musiał otwierać oczu, by wiedzieć gdzie się znajduje. Zawsze tu kończył, gdy przesadził. Nigdy nie pamiętał tylko jak. Zmusił się do pozycji siedzącej, bardzo się przy tym krzywiąc. Powoli otworzył oczy. Jasne światło, boleśnie dało znać o istnieniu dnia.

 - Jak się czujesz? – Ach. Czyli jak zwykle spędził przy nim całą noc. Idiota. Nie rozumiał go. Przecież to strasznie niewygodne spać w fotelu. I to tylko dlatego, że twój przyjaciel w nocy przesadził z imprezowaniem.

 - Kurwa, Jimin... Jeszcze się pytasz?

Jimin zaśmiał się cicho, jednak w jego głosie nie było ani krzty wesołości. Bez słowa podał Jungkookowi butelkę uprzednio schłodzonej wody. Ten przyjął ów gest z wdzięcznością. Upił kilka łyków, czując jakby nagle anioły przyjęły go do raju. Zimna woda delikatnie pieściła jego wysuszone na wiór gardło. Tak, dom Park Jimina to istny raj po takiej nocy. Nie mógł jednak narzekać. Lubił wszystko co robił, pomimo tego jak okropnie czuł się na drugi dzień. Na tym świecie było za dużo ładnych dziewcząt i przystojnych chłopców do kochania, by mógł sobie odpuścić. W życiu było za dużo zabawy i szalonych rzeczy, których jeszcze nie próbował, by mógł przestać. Nawet jeśli poranki były piekłem, lubił swoje życie. Rozmyślania przerwał mu stanowczy głos Jimina.

 - Hej, Jungkookie, spóźnisz się do szkoły – Jungkook prychnął słysząc to.

 - Jakby mi zależało... – Jednak widząc surowe spojrzenie przyjaciela, wygrzebał się z łóżka i posłusznie zaczął się ubierać. Czyste ubrania leżały już przygotowane na stoliku obok łóżka. Tak, w domu Park Jimina miał praktycznie wszystko. Za często tu kończył. Zdecydowanie za często...

 - No to lecę, kochanie – powiedział przesłodzonym głosem, całując Jimina w policzek na pożegnanie. Starszy tylko prychnął w odpowiedzi.


***


Taehyung rozglądał się po swojej nowej szkole. Nie wyglądała zbyt ciekawie. Ot, zwykła szkoła. Może trochę bardziej nowoczesna. Może trochę bardziej zadbana. Jednak nie widział w niej nic nadzwyczajnego. Westchnął teatralnie. Chyba zanudzi się tu na śmierć. Niby tylko rok... Ale przecież to kupa czasu!

Szedł pustym korytarzem. Wokół panowała cisza i spokój. Wszyscy siedzieli w salach, na lekcjach. Podążał znudzony za nauczycielem, który pokazywał mu różne szkolne zakątki. Co jakiś czas kiwał głową na znak, że go słucha. Myślami jednak odpłynął zupełnie gdzieś indziej. Wspominał wydarzenie z poprzedniej nocy. Zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś zobaczy owego pięknego chłopaka. Chciałby go poznać... Albo chociaż raz jeszcze zobaczyć. Raz jeszcze dotknąć tych miękkich kosmyków i spojrzeć w żywe, hipnotyzujące oczy. Przepełnione szaleństwem... Tak, jak u tego młodziaka, którego właśnie minęli.

Wróć. Co...? Zatrzymał się gwałtownie, sprawiając że zaskoczony nauczyciel odwrócił się i podążył za jego wzrokiem.

 - Jeon Jungkook! Dlaczego nie jesteś na lekcji?

Zawołany chłopak wzruszył ramionami. Ukłonił się lekko (a raczej ledwie skinął głową, nauczycielowi), po czym odszedł w swoją stronę. Taehyung patrzył za nim jak zaczarowany. To on. Był tego pewien. Chłopak z nocnego zdarzenia. Ten sam. Jakby zza mgły doszły go słowa nauczyciela.

 - Nie zwracaj na niego uwagi. To... – nauczyciel zawahał się – To osoba, z którą nie powinieneś się zadawać. Najlepiej w ogóle go unikaj. Jesteśmy na miejscu! To twoja klasa.

Nauczyciel szybko zmienił temat, zmuszając Taehyunga do odwrócenia wzroku od oddalającej się sylwetki Jungkooka. Weszli do sali pełnej znudzonych trzecioklasistów.

 - To jest Kim Taehyung. Będzie z wami w klasie, więc dobrze się nim zaopiekujcie – przedstawił go nauczyciel, po czym wskazał wolne miejsce, gdzie nowy uczeń miał usiąść. Taehyung rozejrzał się uważnie po klasie. Żadna z osób jednak nie wyglądała zbyt ciekawie, więc usiadł na swoim miejscu i zatopił się we własnych myślach. O nim. Jeon Jungkooku.


***


Jungkook bawił się zapalniczką. Nie była to jakaś tam zwykła zapalniczka. Jedyny przedmiot, z którym nigdy się nie rozstawał. Był dla niego ważniejszy niż jego własne życie. A najlepsze jest to, że zupełnie nie pamiętał dlaczego. Po prostu czuł, że jest ważna. Że nie może jej stracić. Poza tym była naprawdę ładna. Czarna, benzynowa z małym, niebieskim motylkiem. Była jedyna w swoim rodzaju. Wyjątkowa. Lubił ją.

Zapalił papierosa. Pogoda była przyjemna. Idealna na spędzenie południa na dachu szkolnego budynku. Zaciągnął się dymem. Co dziś powinien zrobić? Zebrać paczkę i razem gdzieś wyskoczyć? Czy dziś jeszcze sobie darować towarzystwo? Wypuścił dym z płuc. Położył się, by móc obserwować niebo z wygodniejszej pozycji. Białe, puchate obłoczki płynęły leniwie po błękitnej powierzchni. Uśmiechnął się. Było mu tak przyjemnie...

Usłyszał trzask otwieranych drzwi. Zgasił niedopałek i niechętnie podniósł się z ziemi. Spojrzał w kierunku wejścia na dach. Kto śmiał zakłócać jego błogi spokój?! W drzwiach stał starszy od niego chłopak. Nie widział go w szkole nigdy wcześniej. Ale z drugiej strony, tak rzadko w niej bywał i tak bardzo interesowały go szkolne sprawy... Obrócił w palcach zapalniczkę. Zmierzył wzrokiem nieznajomego. Miał jasnobrązowe włosy i był cholernie przystojny. Odruchowo oblizał wargi. Raz jeszcze obrócił zapalniczką, po czym schował ją do kieszeni.

 - Znów się spotykamy – odezwał się nieznajomy. Jego głęboki głos wywołał dziwny dreszcz u Jungkooka. Chłopak był seksowny pod każdym względem, Kook nie mógł zaprzeczyć. Lecz jego niewinna, słodka buźka mówiła sama za siebie. Są z innej sfery. Wstał i podszedł do starszego.

 - Znów? – zapytał. Niezbyt jednak interesowała go odpowiedź. Cała szkoła go znała. Ba! Żeby tylko szkoła...

 - Jestem Kim Taehyung. Widzieliśmy się dziś rano, jak nauczyciel oprowadzał mnie po szkole. Jestem tu nowy – wyjaśnił, szczerząc się jak głupi. Jungkook wykrzywił się w pogardliwym uśmiechu. Podszedł nieco bliżej chłopaka.

 - Powiem ci coś, panie Kim Taehyung – był już na tyle blisko, by poczuć drogie perfumy Taehyunga – Jesteś tu nowy, więc pewnie jeszcze tego nie wiesz...

Przerwał na chwilę, uważnie obserwując reakcję nowego ucznia na taką bliskość. Pochylił się nad nim, prawie przyciskając usta do ucha nowopoznanego.

 - Do mnie się lepiej nie zbliżać, kotku – wyszeptał.

Wyszedł, zostawiając zaskoczonego Taehyunga samego. Nie wiedzieć czemu, wciąż czuł jego perfumy. Pasowały do niego. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że się uśmiecha.


***


Obserwował chłopaka już od dłuższego czasu. Dziwił się, że w ogóle wpuścili go do klubu. Wyglądał tak młodo. I był taki przystojny... Miał ochotę troszkę się z nim zabawić. W końcu rzadko ma się okazję widzieć kogoś tak pięknego. Ostrego i delikatnego jednocześnie. I te jego kocie ruchy... Dosyć siedzenia i patrzenia. Czas zacząć działać, bo jeszcze ktoś sprzątnie mu kociaka sprzed nosa. Wstał z vipowskiej loży i dołączył do grona tańczących. Szybko znalazł się przy swoim wybranku. Tańczyli przez chwilę razem, raz po raz ocierając się o siebie. Nie wytrzyma dłużej. Musi go stąd wyciągnąć. Musi go dziś mieć... I to jak najszybciej. Zbliżył usta do ucha chłopaka, przygryzając je lekko. Wsunął swe zimne dłonie pod jego koszulkę.

 - Chcesz się stąd wyrwać? – wyszeptał najseksowniej jak potrafił. Chłopak jęknął w jego ramionach, podczas gdy badał palcami jego ciało. Seokjin uśmiechnął się, po czym składając namiętne pocałunki na szyi chłopaka, poprowadził go do wyjścia.


***


Jungkook nigdy nie czuł się tak dobrze. Nie wiedział, czy to przez narkotyki, czy jego kochanek był aż tak dobry. Nie przywykł do bycia na dole. Z początku nawet się buntował. Szybko jednak zaprzestał. Nie miał siły walczyć. Poza tym nie miał nic do stracenia. Było mu tak dobrze... Nieznajomy nie był delikatny. Wręcz przeciwnie. Gwałtowny, brutalny i niesamowicie dobry w tym co robił. Jungkook mimo upokorzenia, wił sie pod jego chłodnymi palcami, głośno jęcząc. To była jedna z najpiękniejszych jego nocy. Tak bardzo żałował, że to tylko jedna noc... Ile by dał, by mieć takiego cudownego kochanka na co dzień. Krzyknął. Na oślep szukał dłońmi czegoś na czym mógłby zacisnąć palce. Nieznajomy przyciągnął go bliżej siebie, dając jeszcze więcej przyjemności. Szeptał coś swym seksownym głosem prosto do ucha Jungkooka. Ten jednak nie rozróżniał słów. Było my zbyt dobrze. Nie potrafił skupić myśli.

 - Moje imię to Jin... Wykrzycz je, kiedy będziesz dochodził – to jedyne co chłopak wyłapał w tamtej chwili.

Zrobił jak mu kazano. Krzyczał głośno imię, które nie miało dla niego żadnego znaczenia. Imię kogoś, kto był tylko jednonocną przygodą. Imię kogoś, kto już wkrótce miał zniszczyć jego życie jeszcze bardziej...

 - Ach... JIN!!

 - Jesteś taki piękny, Jungkookie... – melodyjny głos nieznajomego to ostatnie co usłyszał zanim stracił przytomność.


***


 - Hej, Jungkook... Nie przesadzasz ostatnio?

Siedział na łóżku Jimina, rozmasowując obolały kark. W głowie wciąż miał seksowne szepty nieznajomego. Jin... Kim był? Skąd przyszedł? Czy to ważne? I tak pewnie już więcej go nie zobaczy. Ale... Skąd znał jego imię? Nie przypominał sobie, żeby się przedstawiał. „Jungkookie” na pewno to słyszał. To nie mógł być sen. Niemożliwe, żeby to sobie wymyślił. Z drugiej strony... To nic nadzwyczajnego. W końcu tyle osób w tych okolicach go znało. Dlaczego więc nie mógł przestać o tym myśleć? Tak bardzo bolała go głowa. Spróbował wstać. Świat zawirował. Nagła ciemność ogarnęła jego ciało.

 - Jungkook! Jungkook, słyszysz mnie?!

Otworzył oczy. Co się stało... Czemu leży na ziemi? Ach tak... Próbował wstać i zemdlał.

 - Jungkook, idioto, co z tobą!? – Jimin był przerażony. Widział to w jego oczach. Martwił się o niego. Musi coś zrobić. Dać jakikolwiek znak życia. Powiedzieć, że wszystko w porządku. Wstać. Cokolwiek.

 - Ała... – wyjąkał. Wszystko go bolało – w porządku. Jestem tylko cały obolały i trochę zmęczony.

 - Zostań dziś w łóżku. I proszę cię, przestań tak szaleć co noc! Zamęczysz się, człowieku...

Kook wyszczerzył się w przepraszającym uśmiechu. Jak dobrze, że miał takiego kumpla. Park Jimin był naprawdę cudownym przyjacielem. Był mu wdzięczny. Za wszystko.


***


Wyciągnął rękę. Patrzył jak motyl trzepocze delikatnymi skrzydełkami, by po chwili przysiąść na jego wyciągniętej dłoni. Przechylił lekko głowę. Owad przestraszony nagłym ruchem, wzniósł się do lotu.

 - Hej Suga – podniósł głowę. Słońce świeciło mu prosto w oczy. Przyłożył rękę do czoła, by móc spojrzeć na przybysza.

 - Jungkook... – padły ciche słowa z jego ust. Chłopak usiadł koło niebieskowłosego. Wyjął zapalniczkę i zaczął się nią bawić. Tak z przyzwyczajenia. Suga patrzył na to z całkowitym spokojem. Żaden z nich się nie odzywał.

środa, 9 marca 2016

2. Bad romance

Jak widać teraz jest za mną już lepiej, moja aktywność wraca! Czas na 2 część Vkooka! Dzisiaj tak na spokojnie, akcja na poważnie zacznie się w kolejnym rozdziale. Miałam ochotę na takie pierdołowate, przyjemne momenty. 
Mała uwaga: szkolnictwo w Korei jest inne, ale na potrzeby opowiadania dopasowałam je do siebie, musicie mi wybaczyć! W ogóle ja zawsze sytuację dopasowuję do siebie, moja fikcja jest wszechobecna ;-;

Uwaga! Jak zauważyliście dołączyła do mnie nowa autorka, która rozpoczęła świetnie się zapowiadającą serię z TaeGumem. Dzisiaj z wielką przyjemnością ogłaszam, iż moja ekipa składa się już z trzech osób, koło południa bowiem przyjęłam jeszcze jedną osobę, która będzie pisać nie tylko o BTS z tego co wiem :D Bądźcie dla nich mili <3

Chciałabym też baaaardzo podziękować Aspołecznej Pyzie za cudowny szablon na bloga. W końcu wszystko wygląda tak, jak powinno, jestem taka hepi ;---;


Beta: Kiri <3




      Pomimo początkowych braków skrępowania i zahamowań, kolejne dni nie były tak proste jak pierwsza randka. Nie to, by Jungkook nagle poczuł się jak dwudziestodwuletnia dziewica, wręcz przeciwnie. W swoich seksualnych fantazjach był aż nader śmiały, jednak poza tym, czasami cisza między nimi była krępująca.
      Przez kolejne spotkania ciężko im było znaleźć wspólne tematy do rozmów, więc by jakoś zabić niezręczność, Jeon uprawiał z nim seks. Kochali się codziennie, czasami nawet po dwa razy, co było o tyle komfortowe, że Taehyung zmęczony zasypiał, co jakoś ratowało sytuację. Minął jednak tydzień i bądź, co bądź trzeba było w końcu zacząć funkcjonować, tym bardziej, że otrzymał swoją pierwszą wypłatę, która była mocno zawyżona. Blondyn za seks płacił naprawdę dużo, więc po takiej ilości stosunków młodszy miał już naprawdę pokaźną sumę, co zmotywowało go do ulepszenia tej drętwej relacji.
- Księżniczko...
Usiadł obok starszego, przyciągając go od razu na swoje kolana. Ten grzecznie dał się posadzić, wtulając niemal automatycznie w jego tors. To był jeden z tych gestów, które brunet uwielbiał. Czuł się wtedy niesamowicie męsko, bowiem widok delikatnej istotki w jego koszulce, która tak kusząco odsłaniała zgrabne uda, głaszczącej z zafascynowaniem umięśnioną klatkę piersiową i brzuch, był pociągający jak nic innego. Nigdy w takich sytuacjach nie mógł nad sobą zapanować, od razu jego ręce pchały się pod materiał, by troszkę zbezcześcić boskie rejony ciała chłopka. I tym razem nie było inaczej.
      Wsunął dłoń pod bluzkę, następnie przedzierając się przez bieliznę, by dotrzeć palcami do niewielkiego członka, którego zaczął powoli masować, rozkoszując się jękami swojego malucha.
- Mhm, t-tak? - wysapał Tae, wbijając paznokcie w bok bruneta, który zaczął składać delikatne pocałunki na jego ramionach.
- W piątek zabieram cię na wycieczkę, nie planuj nic na cały weekend, wrócimy dopiero w niedzielę.
Starszy uchylił powieki i spojrzał na niego nieco zaskoczony, jednak wyraźnie uradowany. Sapnął ciężko, gdy brunet ścisnął jego członka, mimo to dzielnie starał się wydukać jakąkolwiek odpowiedź.
- Um... G-gdzie?
- Polecimy do Japonii, mają tam jakieś festyny, powinno być ciekawie.
Kim przytaknął tylko, poruszając biodrami, zatracając się całkowicie w pieszczocie. Młodszy przyśpieszył ruchy ręką, pożerając wzrokiem zarumienioną twarz chłopaka, jego rozchylone nogi, wilgotne usta. Szlag by to.
      Wysunął dłoń z bokserek i olewając pytające spojrzenie blondyna, rzucił go na łóżko, pozbywając bielizny. Rozchylił mocno jego uda i nieco na oślep nawilżając penisa, wsunął się w niego do końca. Nie panował nad pożądaniem. Całe szczęście, że od ostatniego razu nie minęło dużo czasu, chłopak był na tyle rozciągnięty, że nie powinien go skrzywdzić tak nagłym seksem.
- Achhh! J-jung...
Wpił się natychmiast w usta blondyna, uciszając go na chwilę. Mocno się w nim poruszył, zaczynając wymierzać zdecydowane, szybkie uderzenia. Jego język z zapałem penetrował wnętrze słodkich ust Tae, podczas gdy penis, z szaleńczym zafascynowaniem, pieścił równie wrażliwe i potrzebujące uwagi miejsce.
      Kim był na skraju, sama masturbacja była dla niego podniecająca. Celne ciosy w prostatę, spragnione wargi Jungkooka na jego, silne dłonie na udach... Młodszy doskonale wiedział co zrobić, by było mu dobrze.
      Całował go namiętnie, zaborczo, wypełniając do samego końca swoim członkiem. Jego ciało reagowało samo, jego biodra bez ingerencji mózgu przylegały do pośladków blondyna sprawiając, że obok jęków, krzyków i błagań o więcej, słychać było uderzenia jąder o skórę, mlaskanie nasienia i lubrykanta przy każdym ruchu.
- J-ju... Tak! Boże! Tak!
Paznokcie zostawiły czerwone smugi na ramionach Jeona, w momencie gdy starszy doszedł, krzycząc wniebogłosy. Jego mięśnie natychmiast zacisnęły się na penisie młodszego, który ostatkiem sił powstrzymał się przed jęczeniem jak rasowa dziwka. Kurwa mać. Jak można być tak nieziemsko ciasnym?!
      Poruszył się w nim jeszcze za dwa razy, osiągając niesamowicie intensywny orgazm.
- Tae... - stęknął, wysuwając się z niego i opadając obok bez sił. Dyszał, starając się złapać oddech, co w tym momencie wydawało mu się arcytrudnym zadaniem, jego płuca odmawiały posłuszeństwa.
Ostrożnie złapał za kołdrę i ich zakrył, łapiąc chłopaczka za biodro. Przysunął się do niego i ucałował w czoło, na co ten się słabo uśmiechnął, przymykając powieki.
      W sumie... Skłamałby, gdyby powiedział, że rozmowy byłyby bardziej interesujące od seksu. Pieprzenie się z Taehyungiem było od jakiegoś czasu jego ulubionym zajęciem.




***




- Puść skarbie, to za ciężkie.
Jungkook odepchnął czule rękę blondyna i złapał za rączkę kremowej walizki, wciągając ją na chodnik. Starszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, jednak uśmiechnął się delikatnie, kiwając głową na znak, że zrozumiał.
- Dasz radę? Masz jeszcze swoje rzeczy.
Brunet zarzucił na ramię swoją sportową torbę, poprawiając ją nieco, po czym złapał tą samą ręką walizkę, drugą obejmując dłoń Kima, który rozanielony zacisnął na niej palce.
- Nie pozwolę, by moja księżniczka się przemęczała. - pociągnął go w stronę wejścia na lotnisko. - Poza tym jestem silniejszy, to dla mnie nic.
- Dziękuję.
Jungkook posłał starszemu uśmiech, po czym skierował się w stronę tablic informacyjnych. Nieczęsto podróżował, więc średnio się orientował, jednakże od czego są piktogramy?
Sam nie wiedział, czemu wybrał zagraniczną wycieczkę. Początkowo planował zwykły wyjazd w góry, jednak usta same wypowiedziały 'Japonia', nie miał więc odwrotu. Nie to, by narzekał. Wyjazd ten kosztował majątek. Pierwsza klasa w najlepszym samolocie, pięciogwiazdkowy hotel, a w nim królewski apartament. W życiu by nie pomyślał, że będzie w czymś takim uczestniczyć, w dodatku organizować. Ba, jeszcze mu za to zapłacą, bo tego typu wyjazdy były przez Taehyunga dodatkowo wynagradzane. Żyć, nie umierać!
      Teraz jednak czuł się w obowiązku umilania blondynowi czasu i dbania, by wszystko było perfekcyjne. Czuł lekką presję, że coś może źle zrobić i jego pracodawca się zirytuje. Póki co, był słodziutki, delikatny i posłuszny, zachowywał się jak niemal mangowa strona uległa, ale w końcu w każdej chwili mógł się zmienić, a wtedy anioły powinny czuwać nad duszą Jeona, bowiem zdenerwowane cukiereczki bywały zabójcze.


       Oddali bagaże, po czym ruszyli w stronę kontroli, gdzie nie było zbyt dużej kolejki. Puścił niższego przodem, po czym również przeszedł przez urządzenie, udając się do drugiej strefy, gdzie byli już w zasadzie wolni.
- Chcesz coś zjeść? - zapytał, łapiąc go za rękę. Pomysł krycia się szybko wyrzucił z głowy, bowiem Kim cieszył się jak dziecko, gdy ten nie ukrywał ich relacji w miejscach publicznych. Było to o tyle dziwne, że jakby nie patrzeć był koreańską elitą, jednym z najbogatszych dzieciaków na kontynencie. W każdej chwili ktoś mógłby zrobić mu zdjęcie i udostępnić w mediach. Wprawdzie nigdy nie widział wokół niego reporterów, ale kto wie co się może zdarzyć pewnego feralnego dnia.
- Tak, mam ochotę na coś słodkiego.
Z zamyślenia wyrwał go głos blondyna, który uśmiechnął się słodko, zaciskając mocniej palce na jego dłoni. Kook skinął głową i pociągnął w stronę jednej z kawiarni, która wyglądała na wyjątkowo luksusową. Zdążył się już przyzwyczaić do tego, że Taehyung nie tolerował miejsc, które nie ociekały bogactwem. Restauracje, które wybierał, musiały być drogie, piękne, eleganckie oraz popularne. Zdawał sobie sprawę z tego, że starszy nie odnalazł by się w barze z fast-foodami, czy podrzędnej knajpie z chińszczyzną, więc wszystko dopasowywał do jego preferencji. Jedynym miejscem, które odróżniało się od wypełnionego przepychem świata Tae, był samochód Jungkooka, co do którego blondyn raczej nie miał żadnych przeciwwskazań. Cóż, tyle dobrego.
      Weszli do środka i usiedli przy stoliku w rogu sali. Brunet odsunął Kimowi krzesło, po czym zajął miejsce naprzeciwko.
      Wnętrze było gustowne, jednak niezbyt przesadzone, raczej skromne. Kremowe obicia krzeseł idealnie współgrały z prostymi zasłonami w odcieniu kawy z mlekiem, a czerwone akcenty, w postaci świeczek i róż na stolikach, nieco łamały monotonię.
      Po chwili pojawiła się przy nich kelnerka, podając kartę ze złotymi zdobieniami. Jungkook bez większego namysły zamówił kawę i deser z owocami, zaś Taehyung niezdecydowany cały czas marudził.
- Nie wiem... Jungkookie, zamów mi coś sam. - jęknął cicho i spojrzał na młodszego, który uśmiechnął się nieco zakłopotany do dziewczyny, po czym wybrał wielką porcję lodów, gorącą czekoladę z miętą i słodkie ciastka kokosowe. Zdążył już zapamiętać, że blondyn miał obsesję na punkcie łączenia czekolady z miętą, więc taki wybór na pewno go zadowoli.
- Dziękuję.
Starszy wyszczerzył się rozkosznie, nieco pochylając do przodu. Jeon odwzajemnił uśmiech i ujął jego dłoń, głaszcząc ją delikatnie. Zachowywanie się jak zakochany nastolatek przychodziło mu z łatwością, chociaż nigdy nie był przesadnie romantyczny. Był typowym, młodym chłopakiem, który korzystał z życia, lubił seks, a ckliwe historie miłosne raczej wywoływały w nim odruch wymiotny, aniżeli rumieńce i słodkie sny. Wszystko wyglądało jednak inaczej, gdy w grę wchodziły wielkie pieniądze. Dla takich sum gotów był biegać ubrany na różowo, byleby jak najdłużej zatrzymać przy sobie swoją uroczą skarbonkę, mimo to był zadowolony, że Taehyung tego od niego nie wymagał. Zgrywanie perfekcyjnego, męskiego, totalnie dominującego, a przy tym wrażliwego i czułego partnera było wygodniejsze.
      Blondyn nie był kłopotliwy. Zawsze grzeczny, posłuszny, uwieszony jego ręki, wymagający uwagi dwadzieścia cztery na siedem. Wystarczyło traktować go jak księżniczkę, prawić komplementy i okazywać masę czułości, by był szczęśliwy. Nie protestował gdy Jungkook, po raz trzeci tego samego wieczoru, miał ochotę na seks, nie marudził, gdy ten go molestował na każdym kroku. Gdyby ktoś spojrzał na to z boku to miałby wrażenie, że to Taehyung jest tutaj tym zmuszanym do czegokolwiek, bo Jeon miał stuprocentową swobodę i wykorzystywał go umyślnie. Miał niesamowite pokłady energii, które musiał rozładować, a skoro miał okazję, to korzystał.
- Nie jesteś zmęczony, maluchu?
- Troszkę... Nie mogłem zasnąć, chyba byłem zbyt podekscytowany.
Brunet skinął głową, kątem oka zerkając na kelnerkę, która podała im ich zamówienia i odeszła. Zapach czarnej, świeżo mielonej kawy zaczął terroryzować wrażliwe nozdrza chłopaka, który nie mając zamiaru dłużej czekać, sięgnął po filiżankę i podmuchał w ciemny płyn, by po chwili zanurzyć w nim górną wargę. Musiał przyznać, że smak nie miał porównania z dostępnymi w sieciówkach produktami, jednak jakoś specjalnie go to nie dziwiło. Przez ten krótki okres czasu mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że jako biedak stracił bardzo wiele. Dopiero teraz poznawał smaki wykwintnych potraw, najlepszych składników. W tym momencie mógł poczuć, jak to jest być traktowanym lepiej, aniżeli reszta społeczeństwa. Uroków posiadania pieniędzy było co nie miara on zaś, pomimo swoistego skrępowania na początku, teraz coraz mocniej się do takiego życia przyzwyczajał. Wprawdzie nadal nie miał pojęcia do czego potrzeba mu pięć widelców i tyle samo noży, jednak wtedy zwyczajnie ściągał od Taehyunga, który był obyty jeśli chodzi o sztukę jedzenia.
Ujął w dłoń mały, podłużny widelczyk i nabił na niego kawałek truskawki, wsuwając do ust.
- Jungkookie...
- Hm? - zerknął na blondyna, który oblizał swoje wargi kusząco, pochylając się nieco w jego stronę.
- Znajdziesz dla mnie chwilę we wtorek? Wiem, że to dzień dla ciebie, ale...
- Jasne Tae. Coś się stało? - przerwał mu, łapiąc za jego dłoń, którą trzymał na stoliku obok pucharku z lodami.
- Mój brat wraca z Chin i chciałbym z nim porozmawiać co do twojego zatrudnienia, ale na pewno będzie chciał cię zobaczyć i dostać jakieś dokumenty. Fajnie, jakbyś był.
Jungkook poczuł w środku przyjemny ścisk. Nie sądził, że młody tak szybko to załatwi, ale bardzo go to cieszyło.
- I Jungkookie... Chciałbyś tam pracować normalnie, czy zostajemy przy starym postanowieniu? W sumie nie wiem co bardziej by cię interesowało, nie chcę się narzucać.
Kook zamrugał kilkakrotnie, zaskoczony propozycją. Fałszywa umowa była kusząca, jednak wizja prawdziwej pracy w tym centrum luksusu była jeszcze przyjemniejsza. Plus może udałoby mu się zostać tam na dłużej...
- Nie chciałbym wykorzystywać dobroci twojej i twojej rodziny, Taeś. Sądzę, że jeśli mam już dostać umowę, to chciałbym jednak coś od siebie dać. - odparł, przyciągając jego dłoń do swoich ust. Ucałował ją czule, nie spuszczając wzroku z chłopaka, który zarumienił się, zagryzając dolną wargę. Był tak prosty w obsłudze, że Jungkook miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Im bardziej brnął w głupie kłamstewka, tym starszy mocniej na niego reagował.
- Och, jasne. To miłe z twojej strony. - powiedział cicho, wbijając spojrzenie w swoje lody. Jeon tylko zamruczał, odkładając jego dłoń na stół.
To wszystko jest jeszcze łatwiejsze niż sądził.




***




      - Paaadam! - Taehyung opadł na wielkie, miękkie łóżko, które rozmiarem dorównywało chyba pokojowi Jeona w jego mieszkaniu.
      Wynajęty apartament był gigantyczny, niemal królewski. Wystrój sprawiał, że czuł się jak w jakimś francuskim filmie kostiumowym. Ciężkie zasłony, wielkie okna z widokiem na miasto, wielkie, pozłacane fotele z rzeźbionymi poręczami, obitymi przyjemnym w dotyku materiałem. Strach cokolwiek dotknąć, chociaż blondyn nic sobie z tego nie robił.
- Mhm, chcesz coś zjeść księżniczko? - podszedł do niego, siadając na brzegu łóżka. Starszy niemal natychmiast uniósł się i objął go od tyłu, opierając brodę na ramieniu wyższego.
- Nie, zjemy coś na festynie, zgoda?
Jeon skinął głową, odchylając ją a tyle, by ucałować nos chłopaka, który zaśmiał się cicho i na kolanach doczłapał się do krańca łóżka, wskakując na kolana bruneta.
- Idziemy się wykąpać? - pogładził jego tors przez koszulkę, uśmiechając się przy tym uroczo. - Chyba muszę wymyć ci tors, Jungkookie.






      - Kurczę, chyba zaraz pęknę. Za dużo jem, będę grubasem.
Jeon zaśmiał się, zerkając z góry na blondyna, który trzymał się za ukryty pod yukatą brzuch, wydymając dolną wargę. Zaciskał swoją drugą dłoń na przedramieniu młodszego, idąc wolniej niż zazwyczaj. Kookowi jednak to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Te kilka godzin spędzone na jedzeniu wszystkiego, co tylko rzuciło im się w oczy, było całkiem przyjemne. Taehyung zachowywał się jak małe dziecko, biegając tak, jakby miał motorek w tyłku. Ciągle się śmiał, gadał o głupotach, więc on znowu nie musiał się wysilać, co mimo początkowych planów było mu na rękę. Nie miał pojęcia co miałby mówić.
- Przestań, jesteś chudziutki, poza tym wszystko i tak spalimy w łóżku. - uśmiechnął się do niego i złożył krótki pocałunek na jego czole. Blondyn korzystając z okazji szybko uwiesił się jego szyi, zmuszając do schylenia się.
- Coś ty taki niewyżyty, Kookie?
"Sporo mi płacisz i masz ciasny tyłek."
- Nie potrafię się tobie oprzeć, jesteś przepiękny. - uśmiechnął się szeroko, obejmując uradowanego dzieciaka w pasie. - Najchętniej cały czas trzymałbym cię przy sobie.
Blondyn zwilżył wargi językiem, rumieniąc się przy tym dość intensywnie. Spuścił wzrok zawstydzony, delikatnie drapiąc kark bruneta, który w duchu dziękował za to, że ten maluch nie był istotą rozumną i dawał się tak łatwo nabrać na słodkie słówka. Z ogarniętym pewnie by sobie nie poradził, on jednak kupował wszystko, jak jakaś zakochana gimnazjalistka. Momentami aż się zastanawiał, czy chłopak go nie oszukał co do wieku... Niestety, sprawdził ten szczegół w internecie.
- Jeju, muszę do toalety. - jęknął mniejszy i szybko go puścił, uciekając.
Jungkook uniósł pytająco brew i tylko wzruszył ramionami, udając się przed siebie, do stoisk z pamiątkami. Przy okazji wysunął z kieszeni telefon. Kilka nieodebranych połączeń, kilkanaście wiadomości. Zacisnął wargi i wybrał numer swojego najlepszego przyjaciela. Po trzech sygnałach w końcu usłyszał jego głos.
- Dzieciaku, co nie odbierasz? Czuję się olany.
- Mam ostatnio małe urwanie głowy, wybacz. Przez weekend będę kiepsko dostępny.
- Uuu... Jakiś podryw, czy w końcu znalazłeś pracę?
- Uh. - zagryzł nieco dolną wargę, przyglądając się bransoletkom oferowanym przez grubą sprzedawczynię. - Powiedzmy, że i to, i to. Jestem teraz w Japonii.
- Że... Co? Jak w Japonii? - chłopak brzmiał na ewidentnie zszokowanego. Jeon westchnął cicho i wziął do ręki brązowe bransoletki, podając je kobiecie. Sięgnął do portfela i podał jej zwinięte banknoty, odbierając zapakowaną biżuterię.
- Wszystko wytłumaczę ci jak wrócę. W środę mamy składać papiery, nie? Po tym wyskoczymy na jakieś piwo.
- Wracasz na studia? Nie stać cię...
- Teraz już tak. Znalazłem robotę, zatrudnili mnie w Dolce. Teraz jestem z... uhm, na wyjeździe służbowym.
- Kook zjebie, jak to Dolce? Z kim?
- Robię za asystenta, muszę towarzyszyć tutaj jednej osobie, ale to nie jest rozmowa na telefon. Opowiem Ci jak wrócę, teraz muszę już kończyć. I weź nic nie gadaj reszcie, to zostaje między nami, okej?
- Jasne, niech będzie. Trzymaj się tam i zarabiaj, będziesz stawiał.
- Już lecę. Pa.
Rozłączył się, chowając telefon do kieszeni. Hoseok jak zwykle był nieco wścibski, ale w sumie za to go lubił. Nie należał do sztywnych, co nieczęsto się zdarzało. Większość była typowymi kujonami i chociaż on sam był wybitnym studentem, to czasami lubił się rozerwać, a z większością nie było jak.


      Wrócił do miejsca, gdzie rozdzielił się z Taehyungiem, rozglądając się dookoła. Był nieco zaskoczony, że nie było go tak długo. Wysikanie się to kwestia minuty, a jego nie było dłużej.
Zmarszczył nos i ruszył w stronę toalet, po drodze starając się wyłapać jego jasną czuprynę, i beżową yukatę. Mógł się w końcu zgubić, to nieogarnięte dziecko.
      Wyminął grupę roześmianych nastolatek, mrużąc nieco powieki. W końcu go dostrzegł, jednak sytuacja, w jakiej go zastał, nieco go zdziwiła. Blondyn stał wpatrując się w wysokiego, brązowowłosego mężczyznę, który kpiąco uśmiechał się pod nosem. Coś do siebie mówili, nie mógł jednak nic usłyszeć przez dzielącą ich odległość. Szybko ruszył w ich stronę, czując w środku dziwny niepokój.
      Gdy znalazł się już wystarczająco blisko zauważył, że Tae był dziwnie smutny. Podszedł do niego i zlustrował wzrokiem nieznajomego, po chwili skupiając się tylko i wyłącznie na blondynie, który wytrzeszczył swoje wielkie oczy zaskoczony.
- Jungkook... Och.
- Hm, coś się stało? - mruknął brunet, łapiąc niższego za nadgarstek. Najwyższy z nich spojrzał na niego nieco zaskoczony, po chwili uśmiechając się kącikami ust.
- Muszę was opuścić. Do zobaczenia, Taehyung. - machnął ręką, odwracając się. Bez skrępowania odszedł, na co Kookowi aż podskoczyło ciśnienie. Miał nieodparte wrażenie, że mężczyzna sobie z nich kpił, jednak nie wiedział dlaczego. Odwrócił się w stronę Kima, który zacisnął wargi i od razu wtulił się mocno w jego ciało.
- Tęskniłem.
- Kto to był, Taeś? - zapytał, obejmując go mocno, przyciskając jego szczupłe ciało do swojego torsu. Mniejszy jednak nie odpowiedział, zaciskając dłonie na jego koszulce.
- Jestem zmęczony, wracajmy do hotelu.
Jeon zmrużył powieki, odsuwając się od starszego, który spojrzał na niego zaskoczony.
- Mam coś dla ciebie. - sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej torebkę z bransoletkami. Otworzył ją i wyciągnął jedną, łapiąc blondyna za rękę. Sprawnie zapiął ją na jego nadgarstku, zadowolony z siebie zerkając na blondyna, który rozchylił wargi, unosząc rękę. Przyjrzał się ozdobie, po czym pisnął i rzucił się na Jeona, który ostatkiem siły zdążył utrzymać równowagę.
- Zawsze chciałem mieć takie coś dla par!
- Buzi?
- Uwielbiam Cię! - przyciągnął go za włosy do pocałunku, który starszy ochoczo odwzajemnił.


      Mniejszy automatycznie zmienił się w wesołego dzieciaka, ciągając Jungkooka po wszystkich straganach i atrakcjach, jakie tylko mógł zaoferować im festyn. Młodszy łowił już złotą rybkę, mocząc przy tym swoją koszulę, strzelał do metalowych puszek, by zdobyć jakiegoś głupiego miśka, potem zaś robił sobie przesłodzone zdjęcia w maszynie, która powiększyła mu oczy i dowaliła tyle różu, że bolała go głowa od nadmiaru słodyczy. O ile chodzenie na randki po drogich restauracjach i pieprzenie się dniami i nocami mu odpowiadało, tak takie pierdoły nie były w jego guście, nie miał jednak zamiaru unieszczęśliwiać Tae, dla którego widocznie było to coś wspaniałego. Raz można, prawda?
      Dodatkowo irytował go tamten mężczyzna i fakt, że starszy nie chciał o nim rozmawiać, zmieniając od razu temat. Coś musiało być na rzeczy, a on się tego dowie. W końcu był Jeon Jungkookiem, nie?




***




      Zacisnął dłonie na czarnej teczce, zerkając kątem oka na Taehyunga, który wyjadał właśnie czekoladki z drewnianego pudełka ze złotym napisem 'Dolce'. Czekali na brata blondyna, który miał się zjawić dwie godziny temu, jednak póki co w biurze nie było po nim śladu. Kima średnio to interesowało, pochłonięty był jedzeniem, wskakiwaniem na biurko, bawieniem się telefonem i innymi głupotami, które coraz bardziej Jeona irytowały. Na ten moment nie mógł jednak kazać mu się uspokoić i siadać na dupie, bowiem miał przekonać kierownika, by go przyjął, a cholera wie czy gdy na niego nakrzyczy, to zmieni zdanie, i się nie postara. Ryzykowanie nie wchodziło w grę.
- Kotek... Twój brat na pewno miał się z nami spotkać? - zagadał, siląc się na spokojny ton głosu. Nie zdziwiłby się, gdyby to był wymysł tego oderwanego od rzeczywistości dzieciaka, w końcu miał zbyt wybujałą wyobraźnię.
- Tak, kazał mi tutaj przyjść i poczekać. - uśmiechnął się szeroko i usiadł mu na kolanach, całując energicznie w policzek. Młodszy nieco się spiął, rozglądając od razu dookoła. Mimo wszystko bał się reakcji brata, gdy zobaczy ich w takiej sytuacji. Cholera wie, czy orientacja blondyna była faktem powszechnie znanym.
- Będzie dobrze, ma dużo pracy, to dlatego.
Kook skinął głową, odchylając głowę do tyłu. Wbił wzrok w sufit, po chwili czując, że mniejszy wtulił swoją twarz w jego skórę, drażniąc ją przy tym rzęsami. I jak tu się do cholery skupić i powstrzymać przed działaniem? Biurko idealnie nadawałoby się do zabaw, a Tae w otoczeniu dokumentów... Kurwa, przestań.
- Księżniczko... Zaraz ktoś tu wejdzie i będzie nieciekawie.
- Nie chcesz, Jungookie? Mogę się Tobą odpowiednio zająć, wiesz? - zsunął dłoń na jego udo, drażniąc je paznokciami. Młodszy przełknął z trudem ślinę, starając się uspokoić coraz szybszy oddech. Myśl o łące, myśl o kwiatkach. Taehyung wcale nie dobiera się do Twojego krocza...
- Tae...
- Kookie...
- Tae?
Jungkook błyskawicznie odwrócił się w stronę drzwi, w których stał wysoki, zaskoczony mężczyzna. Woda, którą właśnie pił, wypłynęła z jego otwartych ust, a wielkie oczy wpatrywały się w dwójkę na fotelu.

No to pozamiatane...




Komentarze będą mile widziane ;D

niedziela, 6 marca 2016

49. I need U boy

W poprzednich odcinkach: 
- Jungkook dostaje ataków i jest zazdrosny.
- Jimin zadowala się ręką.
- Hobi wraca do domu ze szpitala i chce wyjechać. Planuje też wyznać Tae, że to z jego winy umarła mu mama.
- Babcia Jungkooka jest zła na rodzinę i chce porozmawiać z Kookiem o jego orientacji.
- Tae spotyka się z Jeonem i twierdzi, że ma Jimina w dupie, ale tylko metaforycznie.
- Jimin wyznaje miłość Ciastkowi i próbuje pomóc zdesperowanemu ChimChimowi w potrzebie. 

To przedostatnia część. Kolejna to już definitywne zakończenie. Przepraszam, za mega obsuwki, ale naprawdę mój czas jest mocno ograniczony. Pisanie to tylko hobby, studia i praca są na pierwszym miejscu, więc zawsze będą traktowane lepiej, bo od nich zależy moje życie. Rozumiem, że to denerwujące, bo wszystko ciągnie się i ciągnie, ale nie jestem w stanie tak o usiąść i pisać. Zmęczenie nie sprzyja wenie, ona ucieka, a po epizodzie z "Dope" zwyczajnie nie chcę pisać na siłę, bo zawsze wychodzi z tego kupa. 
Tak więc, no ;_; Macie rozdzialik, postaram się dodać kolejny w już lepszym odstępie czasowym, niż ten ostatni (sesji nie ma po drodze, damy radę ;D).




Zacisnął dłonie na biodrach młodszego, napierając swoim członkiem na jego wejście. Mięśnie atakujące zewsząd sztywne przyrodzenie doprowadzały go do zawrotów głowy. Miarowe, rytmiczne zaciskanie, jakby Jungkook miał zamiar pożerać go centymetr po centymetrze i nigdy nie wypuścić. Nie to, by Jiminowi to przeszkadzało. Chętnie pozostałby w chłopaku na zawsze, nigdy już nie opuszczając przyjemnego wnętrza, jednak z drugiej strony czasami musi się z nim rozdzielić, pewne rzeczy powinny być robione na samotności.
- Ji-jimin! Aghhh! - mniejszy poderwał biodra, zaciskając swoje długie palce na ramionach Parka, który syknął, czując jak ranią jego od dawna nienaruszoną skórę. Prawie już zapomniał, jak to jest czuć przy sobie te gorące ciało, słyszeć jęki rozkoszy, wymieszane z cichym wołaniem jego imienia.
Pochylił się nad nim bardziej, wsuwając język do rozchylonych ust, by złączyć się z nim w namiętnych, chaotycznym pocałunku, który sprawił, że przez ciało starszego przebiegł przyjemny dreszcz, nakręcając go jeszcze mocniej.
Wsunął się cały, starając zapanować nad szalonym oddechem, który uniemożliwiał mu chwilowo kontaktowania z rzeczywistością, zbyt mocno atakując zmysły. Zassał się na języku mniejszego, w tym samym momencie wysuwając się, by po chwili na nowo znaleźć się w ciasnym wnętrzu.
Zaciskał palce na jędrnej skórze Kooka, unosząc jego biodra wyżej, by jak najdokładniej zbadać te najwrażliwsze rejony i trafić w odpowiedni punkt. Początkowo ciężko mu było się w nim poruszać, ciasnota była aż dokuczliwa, on zaś miał wrażenie, że dojdzie od samego bycia w nim, a przecież tak długo na to czekał. Starał się skupić myśli na czymś innym, jednak mając przed oczami szczupłą klatkę piersiową Jungkooka, jego rumiane policzki i kropelki potu spływające po czole, nie potrafił myśleć racjonalnie.
Oparł swoje czoło o te Jeona, wymierzając kolejne, mocne uderzenie, na które młodszy się poderwał, raniąc do krwi jego ramiona. Odgłosy, które wypływały z jego ust, były jak muzyka i sprawiały, że Park czuł się jak wirtuoz, bowiem to dzięki jego działaniom to wszystko się tworzyło.
- Ciastek... - sapnął, przyciskając swoje biodra mocniej, uderzając jądrami o pośladki chłopaka, który zagryzł dolną wargę, obejmując go jeszcze mocniej. - Je-jesteś cudowny...
Młodszy nic nie odpowiedział, a Jimin nie był nawet pewny, czy jego słowa do niego dotarły. Jeon wyglądał na oderwanego od rzeczywistości, zamkniętego w świecie rozkoszy, którą serwował mu w wielkich dawkach Park.
Kolejny ruch bioder, następny, jeszcze jeden. Tempo stawało się coraz szybsze, coraz mniej ogarnięte, ale żaden z nich nie śmiał narzekać. Im daje, tym więcej czuli, tym bardziej pragnęli, by ich ciała nigdy się od siebie nie oderwały, by te minuty zmieniły się w wieczność.
Głośne krzyki Jungkooka tylko dopełniały ten cudowny obrazek, wypełniając ciszę pomiędzy odgłosami spoconych ciał, które ocierały się o siebie, a sapaniem Jimina.
Na ten moment starszy nie wiedział, czy ten seks nie jest jego fantazją. Czuł do niższego coś od dawna, ale teraz, gdy w końcu to powiedział, to cały stosunek wydawał u się jeszcze bardziej intymny. Mógłby pokusić się nawet o stwierdzenie, że to ich najlepszy raz, bo kochał się z kimś, komu oddał serce, a nie tylko penisa i żądze.


***


- ... ile wyniesie w takim razie x?
Jungkook zacisnął wargi, starając się dokładnie przeanalizować figurę, którą zaprezentowano im na planszy. Miał w głowie mętlik, wszystkie dane mieszały się w całość, nie potrafił się skupić. Zaczął zapisywać poszczególne cyfry na kartce.
Musi się uspokoić, nie może nawalić, w końcu to jego wielka szansa. W końcu może pokazać, że jest lepszy od Taehyunga, który póki co rozgramiał każdego konkurenta, w dodatku bez jakiegokolwiek wysiłku, podczas gdy on pocił się jak nigdy, ręce mu drżały, a serce waliło jak oszalałe. Nigdy mu się to nie zdarzało, był przecież wzorem, gdy idzie o opanowanie i pokerową twarz. Czy to obecność Jimina na widowni tak na niego działała? Bał się kompromitacji przy największym matematycznym ośle? To aż niedorzeczne, ale niestety bardzo prawdopodobne. Chciał wypaść jak najlepiej, chociaż raz wygrać z tym blondynem, który emanował znudzeniem, sprawiając przy tym, że czuł się jak idiota i głupek.
Cosinus, y... Cholera cholera. Pierdolona trygonometria w geometrii!
Tutaj podnieść do kwadratu, wtedy się skróci...
- Dwadzieścia osiem? - spojrzał na prowadzącego, który zerknął na trzymany w dłoni kartonik i z uśmiechem klasnął, a chwilę później na ekranie pojawiły się punkty ich drużyny z dodatkową, zieloną dwójką.
- Tak jest! Kolejne punkty trafiają do drużyny numer trzy. Tym samym kończymy też drugi etap konkursu, po przerwie spotykamy się w finale, w którym spotkają się grupa trzecia i ósma.
Jeon odetchnął, chowając twarz w dłoniach. Przetarł zmęczone oczy, nie wierząc, że aż tak żałosny mógł się stać w ciągu tych kilkunastu tygodni. Gdyby ktokolwiek powiedział mu, że kiedyś, że spoci się jak świnia na głupim konkursie, to by go wyśmiał. On - wielki, poważny Jeon Jungkook. Człowiek, który ma gdzieś wszystkich, jednocześnie wspinając się po trupach na wyżyny. Ktoś, kto chce być najlepszym w historii szkoły, teraz stresuje się przez małego idiotę, który nie radzi sobie z własnym życiem.
- Chodź, Jungkook, napijemy się czegoś. - drobna dziewczyna posłała u delikatny uśmiech, podążając za Taehyungiem, który schodził już po schodkach na dół, kierując się w stronę bufetu dla uczestników. Chwilę później dołączył do niego Jimin, obejmując go, na co Kook aż wstrzymał oddech. Miał ochotę rozszarpać tego dzieciaka i nawet wizja więzienia nie była na tyle odstraszająca, by chciał sobie odpuścić.
- Ciasteczko moje. Byłeś taki mądry! - Park podszedł do niego i objął mocno w pasie, unosząc nad ziemią. Był wyraźnie uradowany, chociaż Jeon nie do końca był pewien, czy to przez wzgląd na ich dobry wynik. Ten głupek pewnie i tak rozumiał tylko kolejne punkty na ich koncie, pewnie z tabliczką mnożenia miał problemy.
- Zawsze mogło być lepiej. - mruknął i wyswobodził się z jego objęć. Sięgnął po małą kanapkę i ugryzł ją, zerkając kątem oka na Kima, który przysiadł w kącie i sączył herbatę, od której parowały jego okulary. Dzisiaj wyglądał całkiem normalnie, jednak znowu był bez jakiejkolwiek energii, niczym zombie.
- No przestań, dzisiaj jest naprawdę dobry dzień, wygracie to. - Jimin szybko stanął przed nim, przysłaniając mu cały świat. Zacisnął wargi i połknął kęs.
- Co się stało? Masz radość jak nigdy i nie wierzę, że to przez matematykę.
Park otworzył na chwilę usta, chyba chciał zaprzeczyć, jednak nieznoszące sprzeciwu spojrzenie Jeona wystarczająco go odciągnęło od tego pomysłu.
- Bo... Jung imbecyl wyjeżdża do Japonii. Dzisiaj po południu zniknie całkiem z naszego życia i Tae będzie mógł zacząć wszystko od nowa.
Jungkook rozchylił wargi zaskoczony, dopiero po chwili reflektując.
- Co?
- No. Jess powiedziała, że ma lot koło piętnastej. Pytała, czy chcę się pożegnać, ale to było naprawdę nieodpowiednie. Nie chcę go oglądać już nigdy więcej na oczy.
- On wie? - wskazał na Kima, Jimin jednak od razu zaprzeczył, kręcąc głową na boki.
- Nie, bo tam poleci. Niech to się zakończy, musi zapomnieć.
Jeon westchnął, wpychając do ust resztkę kanapki, którą popił czarną kawą. Czuł się podle, ale gdzieś w głębi duszy cieszył się, że blondynowi nie wyszło. Życie było brutalne, ktoś musiał go w tym uświadomić. Z drugiej strony będzie znowu załamany, a co za tym idzie, Jimin dostanie ataku i zacznie po raz kolejny wchodzić mu w tyłek. I tak źle, i tak niedobrze
Spojrzał po raz kolejny na starszego. Był blady, oczy miał nieładnie podkrążone, a włosy sterczały na wszystkie strony, jakby żyły własnym życiem. Wyglądał na osobę, która nie miała szalonego życia, która trwała w swojej nieprzyjemnej egzystencji. Bezbronny, nieszkodliwy kujon. Kujon przyjaźniący się z elitą, który pracował w barze w dziwkami, umawiał się ze szkolną gwiazdą, która potem naruszyła jego tyłek. Chłoptaś mający porachunki z jakąś pieprzoną mafią, będąc jednocześnie geniuszem. Czy ktokolwiek pomyślałby, że zwykły nastolatek może tyle przeżyć? Niedługo wyjdzie za gwiazdę filmową, która uratuje go od depresji. Zostanie wielkim naukowcem i dostanie nobla, a potem zajdzie w ciążę, jako pierwszy mężczyzna bez macicy.
W sumie to nie takie głupie... Wręcz całkiem prawdopodobne.

- Słuchasz mnie w ogóle?
Z zamyślenia wyrwał go obrażony Park, który założył ręce na klatce piersiowej, patrząc na niego z wyrzutem. Jungkook uśmiechnął się przepraszająco, wpychając mu do ręki kubek po swojej kawie, od razu odwracając się plecami.
- Idę już. Trzymaj kciuki!
- Ale...
Młodszy przeskoczył schodki, pojawiając się tym samym na scenie, która była przygotowana do ostatniego etapu. Cały stres nagle wyparował, a w jego miejsce pojawiła się dawna pewność siebie.
Nie pozwoli, by jego życie było takie, jak tego dzieciaka. Jedna ofiara losu to aż nadto, jak na jeden krąg znajomych.


***


- Gdzie idziesz?
Jin zsunął z nosa modne okulary, które ostatnimi czasy sobie mocno upodobał, zerkając na różowowłosego. Ten zarzucił na ramię torbę, oblizując wargi. Nieco zdezorientowany uśmiechnął się do starszego i wzruszył ramionami.
- Namjoon kazał przyjść, ponoć dzwonili do niego w sprawie tego głupiego konkursu, chcą porozmawiać. Mówił mi, że mam przyjść, we dwóch zawsze raźniej. Może coś z tego będzie, kto wie.
- Serio? - uśmiechnął się szeroko, odkładając na bok swoje notatki. Sam jakoś już ukrył te wspomnienia w zakamarkach pamięci, nie zwracał na nie większej uwagi, bowiem muzyka nie była do końca tym, co go uszczęśliwiało, ale wiedział, że Yoongi kochał rap, produkowanie nowych piosenek. Do teraz pamiętał jego twarz, gdy występował. Emocje, którymi emanował i radość, która dawno już nie gościła na jego wargach.
- Mhm. Nie mam wielkich marzeń, już ustabilizowałem swoje emocje, pragnienia, jednak nie byłbym sobą, gdybym tam nie poszedł, z czystej ciekawości. Kto wie... - westchnął i podszedł do wyższego. Musnął krótko jego usta, po czym zerknął na zegar i odetchnął głęboko. - Zobaczymy. Do później!
Odsunął się i podszedł do drzwi, znikając za nimi po kilku sekundach. Szatyn odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, nie panując nad kącikami ust, które wygięły się ku górze.
Stabilizacja to najlepsze, co może człowieka spotkać.  
Nagle usłyszał dźwięk telefonu. Wysunął go z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. Dziwne...
- Tak?
- Hyung... Możesz coś dla mnie zrobić?


***


- Napisałeś? - Jess spojrzała na Hoseoka, który z uporem maniaka wpatrywał się w gotową wiadomość na telefonie. Od kilkunastu minut bił się z myślami i nie potrafił zdecydować, czy chce ją wysłać, czy nie.
- Jestem coraz mniej pewny...
Dziewczyna przytaknęła tylko, sięgając po kolejne ciastko z wielkiej paczki, która była już do połowy opróżniona. Nie, żeby spodziewała się od niego dojrzałych decyzji, on zawsze był mocny w słowach, ale w czynach już niekoniecznie, chociaż starał się sprawiać pozory. Nie miała jednak zamiaru teraz go dręczyć, pewnie i tak w środku umierał i płakał, chociaż na twarzy pozostawał niewzruszony.
- Na pewno nie chcesz się pożegnać? Rozumiem, że wyznanie tamtego w cztery oczy cię przerasta, ale powinieneś powiedzieć jak człowiek, że jedziesz i to koniec.
- On wie, że to koniec.
- Tobie się wydaje, że wie. Moim zdaniem nadal ma nadzieję i wierzy, że do siebie wrócicie.
- Nie wró...
- Wiem, Hoseok. Wiem, ale mógłbyś postawić sprawę jasno. Wyobrażasz sobie co będzie, gdy się dowie za kilka dni o wyjeździe? Załamie się. - powiedziała, odstawiając na bok ciastka. Oblizała palce, następnie wycierając je w spodnie na udach. Zwilżył wargi językiem, zbierając z nich zbędne okruszki, ostrożnie przysuwając się do obandażowanego bruneta. - Hoseok...
- Noona. Nie dam rady go zostawić, jeśli będzie mnie błagał na żywo, a będzie na pewno. Kocham go, on kocha mnie, dlatego muszę postąpić tak, a nie inaczej. To jest dla mnie trudne, bo tak naprawdę chcę z nim zostać...
- Rozumiem, ale i ta...
- Hyung!
Oboje natychmiast odwrócili się w stronę, z której dochodził krzyk. Wybitnie nieszczęśliwy blondyn biegł w ich stronę, nie patrząc pod nogi.
- Tae...
Jessica czuła, jak jej przyjaciel się spina. Nie spodziewali się jego obecności, nie miał jak się dowiedzieć, a jednak pojawił się.
- Hyung, jak mogłeś mi nie powiedzieć? Dlaczego?! - okularnik przystanął przy nich, starając się złapać oddech. Oczy miał zaczerwienione, pewnie niedawno płakał, co nie dziwiło dziewczyny. Ostatnio robił to za często.
- Ja was zostawię. - mruknęła i wstała. Błagalne spojrzenie Junga jej nie przekonało, nie miała zamiaru mieszać się w tak ważną rozmowę.

- Hyung...
Taehyung czuł, jak jego serce szaleje. Całą drogę miało ochotę wyrwać się z piersi, a fakt, że było w kiepskim stanie, dodatkowo pogarszał sytuację. Gdy Jungkook powiedział mu, że Hoseok chce go zostawić, nie mógł skupić myśli na niczym innym, jak tylko 'hyung' i 'samolot', którym miał odlecieć do Japonii i opuścić go samego na zawsze. Nie, żeby mocno go ta wiadomość zszokowała. To, że starszy się odetnie w jakiś sposób, było pewne. Wiedział, że prędzej czy później COŚ się stanie, nie sądził jednak, że będzie to miało miejsce tak szybko, w taki sposób. Nawet, jeśli tak przewidywał, to i tak wiadomość ta go zszokowała i nie potrafił przejść obok niej obojętnie, w końcu to jego ukochany.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - zacisnął dłonie w pięści, robiąc krok w jego stronę. Widział, że Hoseok był zestresowany, nie miał jednak zamiaru niczego mu ułatwiać. On przecież miał cały czas pod górkę.
- Uh, pomyślałem, że tak będzie lepiej, Tae...
- Nigdy nie byłeś dobry w myśleniu, więc nie powinieneś tak kombinować i zachowywać się jak tchórz.
Nie wiedział, kiedy pojawiła się u niego odwaga, chęć pyskowania, ale był wdzięczny sam sobie za takie reakcje. Nie chciał płakać, nie teraz.
- Tae... To najlepsza z decyzji, nie powinniśmy się widywać, trzeba zwyczajnie to zakończyć.
- To ucieczka, nie zakończenie.
- To nie jest dla mnie łatwe. Ja...
- Nie chcę, byś jechał. Zostań ze mną i zacznijmy od nowa. Możemy udawać, że wcześniej się nie znaliśmy, że to tylko głupi sen. Poznajmy się raz jeszcze, zro...
- Nie. Muszę wyjechać. Dostałem się tam do szkoły, będę się rozwijał, poza tym nie jestem w stanie być z tobą po tym wszystkim. To dla mnie za dużo, zrozum.
- Nie kochasz mnie?
Słyszał, że jego głos drżał. Żołądek nieprzyjemnie mu się skręcał, a płuca nagle stały się mniej pojemne, bo powietrze musiał nabierać w coraz szybszym tempie.
- Kocham. Dlatego... Odejdę. Nie będzie mnie kilka lat, jeśli do tego czasu żadnemu z nas nie minie, to zaczniemy od nowa. Potrzebujemy przerwy, oboje, dość długiej. - brunet ukrył twarz w dłoniach, wzdychając ciężko. - Przemyślenie tego trochę nam zajmie. Boję się, że to silne zauroczenie, wręcz uzależnienie. Jeśli mnie kochasz, a ja kocham ciebie, to miłość nie zniknie. Możemy nawet ze sobą pisać, ale nie chcę cię widzieć, bo pęka mi serce.
- Przysięgasz? Nigdy się nie odkocham, więc jeśli nadal będę to do ciebie czuł, to będziesz już mój na zawsze? - blondyn podszedł do niego i zabrał dłonie z jego twarzy, ściskając je w swoich. Hoseok przytaknął, unosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy.
W tej chwili Tae nie myślał o niczym, jak tylko o jego ramionach, które chwilę później zamknęły się, chowając go w ciepłych objęciach. O ustach, które musnęły jego ucho. O szlochu, który łamał mu serce, mieszając się z tym jego.
Nie wiedział, czy pochylał się nad obolałym Jungiem godzinami, czy były to sekundy. Czas przestał istnieć, świat stał się nieistotny. I chociaż ból rozrywał jego serce, to czuł się szczęśliwy. Skoro tylko czas i własne niezdecydowanie mogą ich rozdzielić, to zniesie wszystko. Przetrwa, ochłonie, wyleczy się, by któregoś dnia po raz kolejny wylądować w jego objęciach na tym samym lotnisku, bogatszy o nowe doświadczenia, szczęśliwy i pewny, że są sobie przeznaczeni.

Odlatujący samolot w jakimś stopniu go złamał. Wtulony w Jessicę i Jina płakał, mając ochotę uczepić się go i nie pozwolić odlecieć. Świadomość, że ten najcudowniejszy na świecie uśmiech, radować będzie innych, bolała go. Cierpienie jednak przysłaniała myśl, że to tylko przejściowe. Bo przecież był pewien, prawda?


***


Jungkook zacisnął nerwowo wargi, nie wiedząc co odpowiedzieć swojej babci, która wyraźnie zadowolona z siebie popijała cholernie drogą, japońska herbatę, której zapach drażnił jego nozdrza. Nie spodziewał się od niej takich słów, prawdę powiedziawszy w ogóle nie sądził, że może się dowiedzieć o jego orientacji i związku z Parkiem. Fakt jednak, że wie o Jiminie i jego rodzinie aż tyle, mocno go stresował, nie jednak to było najgorsze.
Los sobie z niego zakpił, tak ja on kpił z losu Taehyunga?





środa, 27 stycznia 2016

Ogłoszenie

Przepraszam Was bardzo za tak nieregularne dodawanie opowiadań. Nie mam ostatnio czasu na pisanie - prędzej praca, teraz czas sesji mnie wyniszcza, a nawet ten horror się nie zaczął. Luty mam zawalony i nie wiem jak się ogarnę, bo mam nawał zaliczeń, czasu zaś za mało.

Serie:
I need U boy - dwa ostatnie rozdziały zostaną dodane koniec lutego/początek marca
Bad romance - przewiduję luty, mam większość 2 rozdziału napisaną, muszę tylko dopisać zakończenie. Kolejne części poczekają do marca.
Diva - marzec.
Bad boys exo ver. - postaram się dodać jakoś niedługo, ale tutaj pojawia się kwestia całkiem nowego zakończenia, seria będzie teraz już nieco zmieniona, nie taka jak w Vkooku.

Poza tym po sesji dodam (kiedy - to się okaże, ale marzec/kwiecień zapewne):
VMinKook - shot z trójkątem, chociaż jeszcze nie do końca wiem jak to się potoczy. Niemniej mam już kawałek napisany
Jiminem być pt.2 - nie muszę chyba tłumaczyć
YoonSeok - one-shot z zamówienia
Opowiadanie z mpreg - pairing z BTS lub EXO do ustalenia, coś mi odbiło i mam nawet pomysł.
Chanbaek/HunHan - najpewniej shot chyba, że uda się zrobić z tego serię.
+ w planach mam nowe opowiadanie. Może macie jakieś życzenia co do pairingów?

Błagam o wyrozumiałość, samej jest mi ciężko, bo nie lubię tak odwlekać, a nic nie idzie ostatnio po mojej myśli. Obiecuję poprawę.
Co do zgłoszeń odnośnie pomocy na blogu - mam je, ale nie mam kiedy przysiąść i dokładnie wszystko przeczytać, a nie chcę kogoś pominąć czy też źle potraktować jego pracę. Wszystko na spokojnie ogarnę po sesji.






Przepraszam, przepraszam, przepraszam!

piątek, 1 stycznia 2016

1. Bad romance

Ogłoszenia parafialne Kościoła Genialnego Park Jimina: Witam! Przychodzę do Was z krótkim rozdziałowcem i ogłoszeniem. Mianowicie - postanowiłam poszukać osoby, która chciałabym razem ze mną prowadzić bloga. Ostatnio mam mało czasu i coś tu wszystko przymiera, a tego nie chcę ;c
Tak więc wymagania:
- yaoi z BTS oczywiście, ewentualnie mogą być mieszane, ale z głównym nastawieniem na Bangtany. I błagam. Nienawidzę dominującego V, więc nie chciałabym, by takie opowiadania tu były, bo ich zwyczajnie nie czytam ze względu na światopogląd. V uke to jak religia, nic na to nie poradzę...
- poprawna pisownia. Wiadomo - nie zawsze będzie idealnie, sama męczę przecinki i literówki, ale chcę, by było to na względnie przyzwoitym poziomie;
PLUS mogą być jakieś Baekyeole, HunHany, inne shippy z EXO, bo ostatnio się zakochałam ;x
- odpowiedni styl. Mimo wszystko chcę, by było to utrzymane w podobnym do mojego klimacie, tj. nie jakieś rakowe teksty, a normalne opowiadania (nawet Jiminem być coś tam sensownego w sobie miało, pomimo swojej głupoty);
- pomimo punktu wyżej - oryginalność. Opowiadania niech będą interesujące!
Będę bardzo wymagająca, bo ten blog wiele dla mnie znaczy i nie jest mi łatwo zdecydować się na taki krok. 
Czekam więc na Wasze one-shoty z wybranym pairingiem (jak mi napiszecie coś z VGumem, to plus na starcie, bo mam potrzebę po ostatnim MB)! Zgłoszenia przyjmuję do końca miesiąca, więc macie sporo czasu. Dodatkowo napiszcie, czemu chcielibyście dołączyć do mojej jiminowej ekipy! 
Mój email: ruxonn@gmail.com


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU TAK POZA TYM! 
Spełnienia marzeń, pieniążków, samych dobrych comebacków. Byście nie chorowali i mieli dobre ocenki, bądź duże wypłaty w pracy.
Dziękuję Wam za rok 2015, był dla mnie jednym z lepszych, bo Was wszystkich poznałam ;_;
Bądźcie ze mną i w 2016! <3




Pairing: Vkook z ankiety
Gatunek: fluff, smut, angst
Długość: 11 stron, 5063 słowa
Podziękowania dla Kim Asia za zdjęcie Vkooków <3

Beta: Kiri <3







      Zacisnął dłonie na plastikowym kubku, w sekundę wypił z niego całą wodę, starając się zapanować nad nerwami, które przejęły nad nim kontrolę. Siedział na fotelu, otoczony eleganckim wystrojem jednej z największych firm w mieście, jak nie w kraju. Wielkie obrazy przedstawiające wykwintne słodycze, zdjęcia cudownych, eleganckich czekoladek, płynne, słodkie napoje, na widok których praktycznie każdemu zaczynała cieknąć ślinka.
      Produkty Dolce były elitarne, drogie i zdecydowanie najlepsze na świecie. Każdy, kto mógł sobie pozwolić na tę rozkosz, nigdy więcej nie mógł powiedzieć o innych słodyczach, że są pyszne. Koreańskie przysmaki zwojowały świat spożywczy oraz fitness, bowiem ich tajna receptura pozwalała ograniczyć kalorie aż o połowę, przez co można było je jeść na diecie bez obaw, że wpłyną na wagę. Nikt wcześniej nie wynalazł czegoś takiego, więc wraz z pierwszym produktem założyciel stał się bogaczem, a aktualnie jego majątek był tak przerażający, że Jungkook nawet nie potrafił sobie wyobrazić takich sum.
      Praca tutaj to pewny zysk, porządny wpis w CV. Jeśli dostałby tu pracę, to potem mógłby już zostać zatrudniony wszędzie. Wystarczył krótki staż i pozytywny wpis od kierownika, a świat otworzyłby się na niego i mógłby coś wielkiego osiągnąć. Oczywiście najchętniej pracowałby tu do końca życia, bo zarobki były kilkakrotnie wyższe, niż gdziekolwiek indziej. Z tym, że do Dolce zatrudniano tylko najlepszych. On nie miał doświadczenia, był świeżo po studiach. Nawet pomimo wybitnych ocen nikt nie chciał potraktować go poważnie, dobitnie dano mu do zrozumienia, że nie ma czego tutaj szukać. Był więc wściekły i roztrzęsiony. Musiał szybko coś znaleźć, a po raz kolejny mieli go gdzieś. Każda firma chciała cholera wie jakich pozycji, a on zwyczajnie nie miał kiedy pracować, musiał bowiem się pilnie uczyć, by skończyć z dobrą średnią. Jak widać jednak nie było to zbyt istotne.
      Zgniótł kubek i wrzucił go do kosza, łapiąc za swoją teczkę. Poluzował nieco krawat i ruszył w stronę wyjścia, wpatrując się nieco tępo przed siebie. Miał ochotę rzucić się na łóżko i przespać całe życie, olać problemy. Szkoda tylko, że nie mógł sobie na to pozwolić, bo miał tydzień na zapłatę czynszu, inaczej wyląduje na ulicy i tyle będzie z jego egzystencji na tej planecie.
Przekroczył próg drzwi, wychodząc na zewnątrz. Z nieba spadały już zimne kropelki deszczu, na co przeklął. Nawet pogoda była przeciwko niemu.
- Zmokniesz. - usłyszał męski głos obok siebie. Odwrócił głowę i spojrzał na niższego blondyna, który otworzył parasolkę, chowając pod nią ich obu. Uśmiechał się szeroko, przysuwając do niego, na co Kook nieco zmrużył powieki, zaskoczony tak śmiałym zachowaniem.
- Nic niestety na to nie poradzę, bywa. - wzruszył ramionami. Nieznajomy zagryzł nieco zęby na swojej dolnej wardze, nie spuszczając z niego wzroku. Jego wielkie oczy były do niego niemal przyklejone. Wyglądał jak zafascynowane dzieciątko.
- Pójdziesz ze mną na herbatę, kawę, ciasto, cokolwiek?
Brunet skrzywił się nieco, nie wiedząc, co myśleć o tym dzieciaku.
- Nie mam chyba nastroju, wybacz. Muszę już iść. - mruknął i poprawił krawat, z zamiarem udania się do domu i zapicia smutków alkoholem.
- Poczekaj! Ja... Mogę dać ci pracę. - niższy złapał go za nadgarstek, zatrzymując. - Porozmawiaj ze mną.
- Pracę? Kim jesteś? - Jeon przystanął, patrząc na niego uważnie.
- Kim Taehyung, syn właściciela Dolce.


      Jungkook usiadł naprzeciwko chłopaka w eleganckiej kawiarni, nie odrywając od niego wzroku. Nie interesował się genealogią rodziny Kim, jednak chłoptaś wyglądał na paniczyka po nieco głębszej analizie. Poruszał się z gracją, kusząco i zgrabnie, jego włosy były idealnie ułożone, dłonie zadbane, i nienaznaczone jakąkolwiek pracą. Delikatny, słodki zapach otaczał jego osobę, dopełniając ten idealny obrazek. Pytanie tylko, czy jako spadkobierca mógł mu cokolwiek zaoferować... Nie pasował chyba do jakiejkolwiek pracy.
- Na co masz ochotę... twoje imię?
- Jungkook. Jeon Jungkook. - odparł brunet, sięgając po kartę. Cóż. Ceny nieco go odstraszyły, jednak zanim cokolwiek powiedział, Taehyung sam zadecydował.
- Poproszę dwa razy tort z miętą i herbatę z jaśminem, do tego karmelową kawę i ciastka owsiane. - kelner skinął głowa i odszedł, zostawiając ich samych. - Sądzę, że ci posmakuje. Mają najlepszą kawę w mieście.
- Nie wątpię. W każdym razie mieliśmy rozmawiać o pracy. Co takiego mi proponujesz, Taehyung? I dlaczego akurat mi? Sporo osób nie przyjęto, więc to odrobinę niezrozumiałe.
- Jesteś przystojny, to dlatego, dodatkowo młody. Poza tym nie miałem na to za bardzo wpływu, podświadomość kazała mi wybrać właśnie ciebie.
- Nie rozumiem...
Taehyung uśmiechnął się i zerknął na kelnera, który położył przed nimi zamówienie, po chwili odchodząc. Blondyn od razu upił łyk gorącej herbaty, szczerząc się coraz bardziej. W końcu po kilku minutach delektowania się ciastem, zwrócił się do Kooka, który był nieco zniecierpliwiony.
- Zostań moim chłopakiem.
Brunet prawie zakrztusił się kawą, wytrzeszczając oczy. Nie miał pojęcia jak to traktować, jednak bez wątpienia wybiło go to z rytmu i poczuł się niepewnie. Chłopaczek robił sobie jaja, czy może był chory?
- Co?
- Będę ci płacił za spotkania i za każdą rzecz, którą uwzględnimy w umowie. W grę wchodzi oczywiście seks, żeby nie było niedomówień.
Wyższy z trudem oddychał, tracąc całkowicie wiarę w to, że chłopak należał do istot rozumnych.
- Chcesz bym był twoją dziwką?
- Nie. Moim zawodowym chłopakiem. - uśmiechnął się niewinnie, pakując do ust kolejne ciastko, podczas gdy Jeon ledwo panował nad nerwami.
- Niestety mój tyłek nie jest na sprzedaż.
- Nie chcę twojego tyłka, ty masz zająć się moim. Będziesz musiał się mną opiekować, zabierać na randki, spędzać wieczory i doprowadzać do orgazmu nocami. Zwyczajnie mam się czuć jak w prawdziwym związku.
Kook oparł się o skórzany fotel, nie wiedząc, czy to się dzieje naprawdę. Ukradkiem nawet się uszczypnął, jednak ból był autentyczny.
- Na cholerę ci opłacany facet?
- Potrzebuję idealnej relacji, która będzie mi pasować, a nie chcę się angażować. - wzruszył ramionami. - Żeby było jasne... Nie byłbyś do mnie uwiązany całą dobę. Rozumiem, że masz swoje zajęcia, cokolwiek, poza tym chcę, by było to jak najbardziej naturalne. Wspólne weekendy, jakieś spotkania w tygodniu. Najbardziej zależy mi na sobotach, te musisz mieć wszystkie wolne.
- Wiesz, że brzmi to niedorzecznie? To normalny sponsoring.
- Potrzebujesz pracy, prawda? Widziałem twoją minę, więc powinieneś się zgodzić. Nie będziesz się przemęczał, a zarobisz sporo, plus będziesz miał okazję zasmakować życia na najwyższym poziomie.
Jungkook nie był przekonany do tego pomysłu. Zawsze takie relacje wydawały mu się chore i niepoważne, teraz jednak nie miał pojęcia, co zrobić.
- Ile?
- To zależy od planu dnia. - wyciągnął z kieszeni notesik i naskrobał na nich kwoty. - Spotkania i wynagrodzenie za seks. Za dłuższe wyjazdy będziesz dostawał ustaloną wcześniej sumę. Dodatkowo wszelkie koszta związane z wycieczkami, wypadami do restauracji pokrywam ja, ty masz tylko się mną zajmować. Oczywiście mówimy o dolarach. - posłał mu słodki uśmiech, a Jungkook niemal nie zemdlał. Jeśliby się postarał, to mógłby w końcu opłacić mieszkanie, żyć dobrze i jeszcze sporo odłożyć. Jeden seks z nim i ma spokój na miesiąc.
Zlustrował go uważnie. Chłopak był śliczny, miał dobrą figurę, więc spotykanie się z nim nie byłoby problemem. W sumie... Płacono by mu za coś, co było przyjemne i co nawet mogłoby mu się spodobać. W dodatku to były wielkie pieniądze. Nigdy w życiu by tyle nie zarobił nawet, gdyby pracował 24/7.
- Jakie są wymogi?
- Soboty poświęcasz mi i ze mną śpisz. Potrzebuję trzech spotkań w tygodniu, wspólnych wyjść i różnych atrakcji. Musisz mnie przytulać, całować, trzymać za rękę. Przyjechać, gdy będę smutny i jak zachoruję, masz o mnie dbać. Praw mi komplementy, mów miłe rzeczy, sadzaj na kolanach. Mam się czuć kochany i chciany. No i zero innych mężczyzn i kobiet. Nawet, jeśli to praca, to nie pozwalam na zdrady. Mój chłopak, to mój chłopak. Nikogo innego. I nie wolno ci w żaden sposób dać mi odczuć, że robisz to tylko dla pieniędzy. Obojętne mi, co będziesz sobie myślał, ale na zewnątrz wszystko ma być idealne.
Jeon przytaknął, zaciskając nieco wargi. Sięgnął po kawę, upijając kilka łyków, by zyskać chociaż odrobinę czasu, bo blondyn wpatrywał się w niego, oczekując natychmiastowej odpowiedzi. On zaś, cóż. Niby był zainteresowany, jednak mocno dziwił go fakt, że ktoś urodziwy, z dobrej rodziny i szalenie bogaty, mógłby szukać sobie kogoś, kto by z nim sypiał. Pewnie miał masę adoratorów, którzy wiele by dali, by z nim być realnie. Cały ten pomysł wydawał mu się idiotyczny.
- I jak? Jesteś zainteresowany?
- Czas trwania?
- Aż mi się nie znudzisz. - uśmiechnął się niewinnie, oblizując usta zaczepnie. - Chcę, by trwało to jak najdłużej. Nie mam czasu ani ochoty bawić się w krótkotrwałe relacje, nie chcę też niczego budować. Potrzebuję po prostu osoby, która zadba o mnie tak, jak chcę, która nie będzie mnie irytować. Jeśli masz zamiar pobawić się w to miesiąc i zrezygnować, to podziękuję. Wymagam trzech miesięcy okresu próbnego, byśmy się poznali, potem normalną, długą umowę. - wsunął do ust ostatni kawałeczek ciasta, ze smakiem go połykając. - Spokojnie. Nie jestem psycholem i nie mam jakiś niecnych zamiarów. Po prostu nie zależy mi na uczuciach, a chcę mieć kogoś, bo jednak moich potrzeb sam nie zaspokoję, potrzebuję do tego drugiej osoby. Sądzę, że to dobry układ. Nic na tym nie tracisz. W pracy musiałbyś siedzieć dłużej, męczyć się, stresować. Przy mnie będziesz miał nie dość, że sporo pieniędzy, to jeszcze seks na zawołanie i miło spędzony czas, który sam możesz zaplanować, bez obaw o koszta. A do tego... - nachylił się nieco w jego stronę, kładąc dłoń na tej Kooka. - Podpiszemy umowę z Dolce. Będzie tak, jakbyś tam pracował, podczas gdy czas ten spędzisz ze mną. Jestem w stanie porozmawiać z bratem, by takie małe coś mi załatwił. Dostaniesz wpis do CV, a jak tylko zwolni się w firmie miejsce, to poproszę, byś mógł tam pracować, o ile zechcesz, bo ja jestem w stanie zapewnić ci lepsze życie, niż nawet pełny etat dla osoby bez doświadczenia.
Jeon spojrzał na ich złączone dłonie, potem na twarz chłopaka, która wyglądała na pełną nadziei. Teraz wszystko wydawało się mu jasne. Ta oferta była nie do odrzucenia.
- To może jakaś randka, bym mógł cię poznać, Tae? - zacisnął palce na jego drobnej dłoni, uśmiechając się w najseksowniejszy z możliwych sposobów. Blondyn wyszczerzył się zadowolony i szybko zawołał kelnera, regulując rachunek, po czym wstał, ciągnąc za sobą bruneta.
- Chodźmy do biura, chcę to jak najszybciej podpisać.

      Nawet nie zorientował się, gdy znaleźli się na jednym z wyższych pięter siedziby firmy, w przestronnym, jasnym pomieszczeniu. Pod szklaną ścianą stało biurko i dwa rzeźbione fotele w odcieniach bieli, do którego niższy szybko podszedł, włączając laptopa. Kook usiadł po drugiej stronie, rozglądając się dookoła. Pokoik był większy od jego mieszkania, w dodatku pomimo niewielu rzeczy, był na tyle ekskluzywny, że aż czuł się nieswojo. Taehyung jednak widocznie nawet nie zwracał na to uwagi, bo pakując do ust czekoladkę, zaczął szybko pisać coś na komputerze,
- Masz jakiś dokument? Daj mi. - mruknął, nie przestając uderzać a klawiaturę. Jeon wysunął z kieszeni portfel i podał chłopakowi dowód, opierając się wygodniej o fotel.
- Och... Jesteś młodszy? - blondyn wbił w niego zaskoczone spojrzenie. On sam również był zaskoczony, nie spodziewał się tego. - Jestem dwa lata starszy, jak śmiesznie... Wyglądasz dojrzalej ode mnie.
- To chyba nie jest istotne, prawda?
- Nie, skądże. Tylko nie mów mi hyung, lubię czuć się młodo.
- Jasne, też średnio by mi to pasowało, skoro będziesz na dole. - zagryzł na chwilę swoją wargę, opierając się rękoma o podłokietniki fotela. Starszy skinął głową, po czym sięgnął po wydruk i podsunął go brunetowi. Jeon uważnie zaczął go czytać.


W przypadku zdrady, zerwania bez wypowiedzenia, złego traktowania, Jeon Jungkook zgadza się, by umowa z Dulce była potraktowana negatywnie, co skutkuje złą opinią pracodawcy.


      Zacisnął nieco wargi, zaskoczony tym zdaniem. Niezbyt mu się to podobało, będzie musiał się bardzo pilnować. Kto wie, czy dzieciak nie jest typem zazdrośnika?
      Reszta wydawała się być w porządku, więc podpisał się w wyznaczonym miejscu, oddając dokument Taehyungowi, który zafascynowany wpatrywał się z niego, jakby była to najcudowniejsza rzecz na świecie.
- Jungkookie... Tutaj masz kartę i pin, z niej korzystasz w razie potrzeby, czyli opłacasz nasze kolacje i inne tego typu rzeczy. Pieniądze za spotkania będę dawał ci do ręki, by żadne skarbówki się nie zastanawiały, skąd taki przychód. - podał mu czarną kartę, szybko dopisując na karteczce kod. Młodszy wziął ją i przyjrzał uważnie. Czuł się dziwnie, to było takie... szybkie. Nie znali się, on zaś dał mu do dyspozycji swój majątek. Wprawdzie zdawał sobie sprawę, że jest tam ustalona kwota, jednak ufność i naiwność chłopaka była aż podejrzana.
- Mógłbym być złodziejem... Nie masz żadnych obaw? - zapytał, chowając wszystko do portfela. Blondyn uniósł pytająco brew, po czym sięgnął do szkatułki po kolejną czekoladkę, podsuwając i mu takową.
- Nie. Takie kwoty to dla mnie nic, jestem najmłodszym dzieckiem w rodzinie, nie kontrolują mnie, jeśli chodzi o finanse. Tata by tego nawet nie odczuł, chociaż oczywiście postarałbym się, byś nie miał życia, gdybyś mnie oszukał. - posłał mu niewinny uśmieszek, wsadzając do ust ozdobioną słodycz, zasysając się na niej przez chwilę. Jungkook wstrzymał na chwilę oddech i nie miał pojęcia, czy to ze stresu, czy z powodu tego, jak kusząco wglądał w tym momencie.  - Nie ze względu na pieniądze, a urażoną dumę.
- Będzie to zbędne, ten układ mi pasuje.
- Cieszę się. - oblizał swoje usta, przyglądając się Jeonowi z uwagą, przez co ten poczuł się nieco dziwnie.
- Hm... To co powiesz na jakąś kolację wieczorem? Chciałbym cię poznać.
- Och, bardzo chętnie. - skinął głową, wykrzywiając wargi w szerokim uśmiechu.
- Podasz mi swój adres? Przyjechałbym po ciebie.
Grę czas zacząć.




***




      Zaparkował przed wielkim, piętrowym domem, zagryzając nieco dolną wargę. Nieco niepewnie otworzył drzwi i wysiadł, przyglądając się budynkowi. Odrobinę go to przerażało. Miał być facetem kogoś takiego? Chłopaczka, który wiedzie życie niczym gwiazda, nie musi martwić się niczym, ani też pracować. Starszy brat odziedziczy firmę, on dostanie tylko swoją część majątku i będzie sobie żył, mając gdzieś pracę. Biorąc też pod uwagę orientację, to zwyczajnie będzie go utrzymywał przyszły nadziany partner.
      Czy sobie poradzi? Cholera wie, jakie ma wymagania i czego oczekuje. Niby przelecenie kogoś nie było dla niego problemem, bo w końcu był mężczyzną i robił to nie raz, nie dwa, mimo to zawsze wyglądało to nieco inaczej. Teraz był dziwką, jakkolwiek Taehyung by tego nie nazwał. Cholernie mu to przeszkadzało, z drugiej strony nie było szans, by znalazł coś lepszego.
      Usłyszał dźwięk otwieranej bramy i chwilę później pojawił się przed nim Kim, uśmiechając się niepewnie.
- Cześć.
- Hej Taehyung.
Mimowolnie uniósł kąciki ust, przyglądając mu się. Idealna fryzura, delikatny makijaż, dopasowane ubrania, które podkreślały wszystko to, co powinny. Wyglądał naprawdę dobrze i chociaż niekoniecznie był w typie Jungkooka, to musiał przyznać, że śliczny z niego dzieciak. No, nie dzieciak, był starszy.
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się, a niższy delikatnie się zarumienił, chowając twarz w dłoniach.
- Ach! Gdzie tam! - pokręcił głową przecząco, a Jeon zrobił krok w jego stronę i złapał za jego nadgarstki, odsuwając ręce od buzi. Przyjrzał się jego policzkom i delikatnie ucałował jeden, potem drugi, na co Tae chwilowo przestał oddychać, chyba zaskoczony tym gestem. Kook nie miał zamiaru się krępować, w końcu jakby na to nie spojrzeć, to im wcześniej zacznie, tym wcześniej będzie mógł się z nim kochać, a co za tym idzie więcej zarobi.
- Nie kłóć się, Tae. Skoro tak mówię, to tak jest. - puścił jego ręce, po czym otworzył mu drzwi swojego samochodu. - Jedziemy.
Niższy szybko wsiadł, a Kook po chwili zajął miejsce kierowcy. W tej chwili czuł się nieco nieswojo, bo raczej jego wóz był średni, jakkolwiek by na niego nie spojrzeć. Mimo to blondyn nie wykazywał jakiejkolwiek niechęci, czy rozczarowania. Zapiął grzecznie pasy i położył dłonie na kolanach, widocznie podekscytowany.
- Masz jakąś ulubioną restaurację? - zapytał go, ruszając w stronę centrum.
- Nie, jadam w każdej, bez różnicy. - odparł, rozglądając się po wnętrzu pojazdu. - Chociaż w sumie mam ochotę na coś włoskiego, możesz zabrać mnie do tej nowej knajpki koło Jongno.
- Nie mam pojęcia o której mówisz, ale nie ma sprawy. - skinął głową, wybierając odpowiednią trasę. - Jak ci minął dzień, TaeTae?
- Byłem na zakupach. Troszkę się zestresowałem naszym spotkaniem i nie mogłem na niczym skupić myśli. - zwilżył językiem wargi, zerkając raz po raz na Jeona, który uniósł pytająco brew.
- Stresowałeś się? Moje biedactwo, nie ma czego.
- Ty nie czujesz się dziwnie?
- Nie. - wzruszył ramionami, skręcając w odpowiednią ulicę. - Wiem, że będzie idealnie, dlatego niczego się nie obawiam. Ty też spróbuj się zrelaksować, będzie przyjemniej. - uśmiechnął się do niego, chociaż w środku miał ochotę naprawdę wybuchnąć śmiechem. Dzieciak ma zamiar płacić mu za seks, otwarcie zapytał o to obcego faceta, a krępowały go randki? Był niemożliwy, albo to była gra, którą i on postanowił ciągnąć. W końcu cały ich związek miał być zabawą.
- Wiem, ale to tak samo... Nie panuję nad tym. - zarumienił się nieco, a Jungkook zaśmiał się i zaczął rozglądać dookoła, w poszukiwaniu wspomnianej restauracji. Gdy w końcu coś dostrzegł, wjechał na parking, zatrzymując samochód w wyznaczonym miejscu. Szybko wyszedł z pojazdu i otworzył drzwi przed blondynem, który niemal z niego wyskoczył. Wyglądał tak, jakby miał zamiar rzucić mu się na szyję, jednak w ostatniej chwili zrezygnował. Kook zamknął wóz i uśmiechając się pod nosem, położył dłoń na boku chłopaka, ciągnąc go tym samym w stronę knajpy.
- Jungkook... Nie krępuje cię to? - niższy spojrzał na niego, przysuwając się przy tym bliżej, wtulając tym samym w jego ciało. Jeon czuł bijące od niego gorąco, co dodało mu odwagi oraz chęci do działania.
- Masz na myśli dotykanie ciebie w ogóle, czy w miejscu publicznym?
- I to... i to w sumie.
- Nie. Jesteś mój, więc chyba mi wolno, poza tym nie będę się wstydził swojego maluszka. Chyba, że wolisz, bym przestał, nie musimy się afiszować.
- Nie nie! Znaczy... - zacisnął dłoń na jego koszuli, chowając twarz w jej materiale. - To miłe. Rób tak.
Jeon objął go, chowając w swoich ramionach. Początkowo miał zamiar kryć się z tym wszystkim, jednak w sumie było to bez sensu. Nawet ujawnienie było niczym, w porównaniu z korzyściami, jakie będzie czerpał z tej znajomości. Im chłopak będzie szczęśliwszy, tym on więcej zarobi, a mając szczęście, to zdąży sobie podczas tego układu kupić mieszkanie i samochód - wystarczy uprawiać z nim seks kilka razy w tygodniu. Małe to wyzwanie, bo na szczęście nie wyglądał źle, wręcz przeciwnie.
      Pogładził delikatnie jego plecy, mocniej go ściskając. - Jesteś uroczy.
- Jungkook... Nie mów tak! - jęknął cicho, pocierając nosem o jego szyję. Kook cmoknął go w czoło i odsunął się, łapiąc za rękę.
- Chodźmy, pewnie jesteś głodny.




      Nachylił się nieco do przodu, kładąc dłoń na tę Taehyunga. Jego długie palce nieco leniwie pieściły jej wierzch, kreśląc kółeczka, serduszka, czy inne bliżej niezidentyfikowane wzory. Czuł bijące od chłopaka gorąco, spowodowane zdenerwowaniem, jednak nie miał zamiaru przestać, wręcz przeciwnie.
- Krępujesz się? - zagadnął, splatając ich palce ze sobą. Starszy spojrzał na niego i zwilżył wargi językiem.
- Ciepło mi, chyba muszę włączyć klimatyzację. - powachlował się drugą dłonią, wciągając porządnie powietrze w płuca. Jeon powoli przysunął twarz do jego policzka, dotykając go przy okazji nosem.
Wiedział, że na chłopaka to działa, że jest w coraz gorszym stanie.
      Byli w mieszkaniu Kima, w jego salonie, na gigantycznym legowisku, które ciężko było nazwać kanapą, ze względu na wielkość, strukturę i kształt, z drugiej strony łóżkiem to nie było, dlatego Jungkook uznał, że legowisko brzmi perfekcyjnie. Nadawało się dla kociaka, jakim okazał się być Tae, który czasami zaczepiał, potem zaś uciekał i się czerwienił. Był rozkoszny w swoim niezdecydowaniu, i nieśmiałości.
- Um... J-jungkook... - szepnął cicho, a młodszy tylko zaśmiał się bezdźwięcznie. Przysunął do ust kieliszek z winem i opróżnił go szybko, odstawiając po chwili na stolik obok ich siedzenia. Sam czuł się coraz lepiej, alkohol go rozluźnił, a wypili go mnóstwo. Nie na tyle, by odlecieć i zacząć wymiotować, jednak wystarczająco, by zaczął być odważniejszy w stosunku do swojego nowego chłopaka. Spędzili ze sobą kilka godzin. Najpierw rozmawiali o głupotach w restauracji, potem przenieśli się do wielkiego domu z ochroniarzami i pokojówkami, które grzecznie się kłaniały oraz firmowo uśmiechały. Wtedy jeszcze nieco go to stresowało, teraz jednak nawet o tym nie myślał. Całą uwagę poświęcił obojczykom Taehyunga, które widać było przez nieco zbyt wyciętą koszulkę.
Cholera. Były cudowne, tak niesamowicie kuszące. Nie wspominając o opiętych spodniach, które rozpraszały go na tyle, że nie skupiał się na filmie, który mieli oglądać.
- Wiesz... Myślę, że klimatyzacja nie pomoże. - odparł, puszczając jego dłoń. Zamiast tego, położył ją na udo chłopaka, drugą zgarniając z jego czoła jasne kosmyki. - To chyba nasze hormony, Taeś.
- To co mam zrobić? - jego głos drżał, co tylko popychało bruneta do działania. Szybko wplótł palce w jego włosy i zbliżył swoje wargi do jego.
- Poddaj się im. Daj im upust, pomogę ci w tym.
Wpił się w jego usta, nie dając mu nawet chwili na zastanowienie się. Nie mógł już zapanować nad własnym pożądaniem, jego ciało samo było przyciągane i nękane przez te spojrzenie, głos, podniecającą nieśmiałość.
      Blondyn początkowo nie reagował, dyszał tylko ciężko, dopiero wtedy, gdy mocniej na niego naparł, poddał się i rozchylił wargi, wpuszczając spragniony język Jungkooka do środka. Ten od razu zaczął namiętnie pieścić podniebienie chłopaka, jak i jego śliski narząd.
      Jungkook czuł przyjemne skurcze w okolicach podbrzusza, gorąco tam napływające. Miękkie, delikatne wargi Kima doprowadzały go do szału, on cały w swojej anielskiej postawie budził w nim zwierzęce zachowania.
      Nie odrywając od niego swoich ust, złapał go jedną ręką w pasie, drugą zsuwając na pośladki chłopaka. Przyciągnął go do siebie zdecydowanie, nie pozwalając odsunąć się nawet o milimetr.
- Chcę cię mieć. - wysapał, gdy na chwilę przerwał pocałunek. Oblizał wilgotne od śliny wargi, rozkoszując się widokiem zarumienionego i podnieconego dzieciaka. Powoli złapał go za rąbek koszuli i pociągnął ku górze, odsłaniając słodkie ciałko. Materiał był zbędny.
- Miej więc... - wysapał, nieco niepewnie łapiąc i za jego ubranie, którego nieco niezdarnie zaczął się pozbywać. Najpierw zniknęła koszulka, potem spodnie, z którymi nieco zniecierpliwiony brunet mu pomógł, od razu popychając go na materac.
Złapał go za uda i zaczął je masować, podczas gdy język i wargi atakowały szyję chłopaka, która musiała być bardzo wrażliwym rejonem, bowiem mniejszy wił się, i jęczał, całkowicie odcięty od rzeczywistości.
- Piękny... - wysapał, odrzucając na bok spodnie wraz z bielizną starszego. Ten chciał się ukryć, jednak mu to uniemożliwił, wpijając się na nowo w jego wargi. Otarł się przy tym mocno o krocze chłopaka, który jęknął mu w usta, oplatając go rękoma za szyję. Gest ten był widocznym przyzwoleniem do wszystkiego, więc bez zastanowienia wbił palce jednej dłoni w pośladek chłopaka, podczas gdy drugą złapał za tubkę z lubrykantem, który zakupił z czystej przezorności. Nie miał zamiaru dzisiaj się pieprzyć. Był środek tygodnia, w dodatku ledwo się znali, jednak nic nie mógł poradzić na to, że potrzebował seksu.
      Nie krępowało go to, że nic o nim nie wie. Często lądował w łóżku z nieznajomymi, a ten tutaj był jego chłopakiem. Niekoniecznie takim prawdziwym, jednak samo nazwanie tak tej relacji sprawiało, że czuł się swobodniej.
      Zsunął się nieco niżej, zasysając się na skórze jego szyi, znacząc ją czerwonymi śladami, w międzyczasie wylewając lubrykant na palce. Uniósł nogi chłopaka i oparł na swoich biodrach, ostrożnie masując wejście.
- Ach!
Cichy jęk wydobył się z ust chłopaka, przeradzając się w donośniejszy, bardziej płaczliwy, gdy palec znalazł się w ciasnym wnętrzu. Uśmiechnął się sam do siebie, obejmując ustami sutek blondyna. Przegryzł go, zaczynając poruszać się w środku, nieśpiesznie dokładając drugiego.
- J-Jungkookie! - starszy wierzgnął biodrami, zaciskając dłonie na czarnych włosach Jeona, który poruszał sprawnie palcami, by jak najlepiej go przygotować.
Nie miał dużo czasu. Jego członek pulsował, bolał, potrzebował już zasmakować blondyna, który z sekundy na sekundę był coraz bardziej podniecający.
- Chodź do mnie kociaku. - warknął, wysuwając z niego palce. Szybko złapał go za łydki i oparł o swoje ramiona. Rozchylił jego pośladki i naparł nawilżonym penisem na wejście.
      Blondyn pisnął, a w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Jungkook przez chwilę nie poruszał się, atakując wargami jego nogi, zagryzając się na miękkiej, słodkiej skórze. Zapach chłopaka nim zawładnął, czuł się jak naćpany, zamroczony. Nie spodziewał się, że starszy może tak na niego działać.
      Poruszył biodrami, wchodząc do końca. Jego kochanek głośno jęknął, dysząc ciężko.
- Spokojnie księżniczko. - wymruczał i zsunął jego nogi niżej, by mógł go nimi objąć. Zaciśnięte na jego biodrach uda były dodatkowym impulsem, który zmusił go do zaprzestania tej słodkiej zabawy, a rozpoczęcia prawdziwej.
Wpił się w usta chłopaka, wysuwając się w tym samym czasie. Mocno się poruszył, zaczynając penetrować jego wnętrze rytmicznie, zdecydowanie, ale nieco brutalnie. Wymierzał energiczne uderzenia, rozkoszując się muzyką, która wypływała z ust chłopaka.
Dopadł do szyi chłopaka, liżąc ją, ssąc, gryząc i całując.
- Boże, tak! - poderwał się mniejszy przy kolejnym uderzeniu.
Jeon nie zastanawiając się zacisnął dłoń na jego biodrze, drugą zsuwając na pulsującego członka kochanka, zaczynając go masować.
      Zaczął poruszać się coraz bardziej chaotycznie, starając się jednak trafiać w ten słodki punkt, który dawał starszemu tyle rozkoszy. On sam czuł się jak w niebie. Ciasne wnętrze na niego napierało, nie dając mu nawet szansy na normalne oddychanie. Był pewien, że za długie przebywanie w środku doprowadziłoby go do orgazmu nawet bez poruszania się. Mógłby patrzeć na nagie ciało Tae i być w nim, samo to było czystym szaleństwem. Nie potrafił powiedzieć co w Kimie było takiego podniecającego. Wyglądał na kolejnego słodkiego chłopaczka, a mimo to jego zgrabne, delikatne ciało mocno na niego działało, zapach perfum i skóry obezwładniał jego zmysły, paznokcie znaczące mu plecy dodatkowo pobudzały. Był perfekcyjny, chciał więc dać mu jak najwięcej od siebie.
      Napierał mocno na jego prostatę, wpijając się na nowo w jego wargi, językiem oplatając ten jego w szalonym tańcu. Ręka zaciskała się mocniej na pulsującym członku, masturbując go energicznie.
- J-jung...ACH! - blondyn wygiął się w łuk, dochodząc na jego dłoń, brudząc przy okazji i ich ciała. Jeon przyśpieszył, nadal trafiając w czuły punkt, by jak najbardziej przedłużyć orgazm chłopaka. Kolejne mocne pchnięcie, następne. Zanurzył się w nim, a zaciskające się mięśnie doprowadziły go do nieziemskiego szczytowania.
Jęknął cicho, czując jak rozlewa się w środku, jak daje upust tej przyjemności, która zawładnęła całą jego osobą. Czuł się cudownie, jak nigdy wcześniej.
- Tae... - wysapał, unosząc się na drżących rękach. Spojrzał na dyszącego chłopaka i ucałował jego napuchnięte od pocałunków wargi, po chwili wysuwając się, opadając obok. Od razu objął mniejszego w pasie i przyciągnął do siebie, chowając w swoich ramionach.
- Jungkookie... Dziękuję. - szepnął, nie panując nad drżącym głosem. Brunet uśmiechnął się delikatnie i musnął jego czoło.
- To ja dziękuję. - pogładził go czule po plecach, chociaż z trudem wypowiadał te słowa. Nie jego ciało było wymęczone. - Byłeś cudowny.
- Ty też... - blondyn wtulił się w niego ufnie, a Jungkook poczuł się w tej chwili naprawdę dumny ze swojej decyzji. Będą mu płacić za jeden z najlepszych stosunków w jego karierze, to się nazywa szczęście.
- Chodź kotek. Zabiorę cię do łóżka. - Jeon odsunął się delikatnie i złapał chłopaka pod kolanami, drugą ręką obejmując jego plecy, po czym ostrożnie zszedł z legowiska.
Nie przejmował się brakiem ubrań, nie miał kompleksów, ani nie uznał tego za nieodpowiednie.
- Drugie drzwi po lewej. - zamruczał blondyn, gładząc jego tors. Oddech troszkę mu się uspokoił, chociaż nadal był uroczo zarumieniony. Kook posłusznie udał się do wspomnianego pomieszczenia. Otworzył białe drzwi i wszedł do środka. Tutaj też wszystko było zaskakująco piękne. Okno na całą ścianę ze śnieżnobiałymi, haftowanymi zasłonami, gigantyczne łóżko z baldachimem, godne księżniczki. Cóż. Całe otoczenie Taehyunga było rozkosznie dziecinne i dziewczęce, chyba lubował się w delikatnych oraz bajkowych klimatach.
       Położył blondyna na miękką pościel i przykrył, odgarniając z jego czoła włosy.
- Zostaniesz? - niższy nadął nieco policzki, łapiąc go za nadgarstek. Jeon uśmiechnął się i skinął głową, wsuwając się pod kołdrę obok niego. Od razu objął go w pasie i przyciągnął do siebie, chowając w swoich wielkich ramionach.
- Śpij dobrze, maluchu.




***




      Otworzył oczy, ziewając przeciągle. Promienie słoneczne przedostawały się przez okno, terroryzując jego powieki, zmęczone wczorajszym piciem i wrażeniami. Całe szczęście, że głowa nie postanowiła się zbuntować, bo nie byłoby to najprzyjemniejsze, a szkoda popsuć sobie taki ładny poranek.
       Westchnął cicho i spojrzał na Taehyunga, który smacznie spał, wtulony w jego tors. Jasne kosmyki przykleiły mu się do czoła, a różowe wargi miał rozchylone. Co za słodki dzieciak.
Uśmiechnął się i delikatnie musnął jego wargi, ostrożnie wyplątując z jego rączek. Zakrył go dokładnie kołdrą i zsunął z łóżka, przeciągając porządnie. Dawno tak dobrze mu się nie spało, zapewne to zasługa wygodnego, królewskiego łoża. Cholera, będzie musiał sobie takie sprawić, ewentualnie częściej nocować u blondyna.


      Otworzył jedną z dwóch par drzwi, od razu przekraczając próg. Cały był w zaschniętej mazi, niezbyt to komfortowe, w dodatku prysznic był wskazany po tak szalonej nocy.
      Wszedł do kabiny i odkręcił wodę, od razu zabierając się za mycie ciała słodkim, delikatnym żelem Tae. Nie był to najodpowiedniejszy zapach, jednak lepsze to, niż klejące się ciało.
Przymknął powieki, doprowadzając swoje ciało i włosy do używalności. Letnia woda go rozbudziła i dała poczucie świeżości.
      Po kilku minutach wyszedł, łapiąc za złożony w równą kosteczkę ręcznik. Wytarł dokładnie swoje ciało, krocze zakrywając materiałem. Przeczesał włosy palcami i wyszedł z pomieszczenia, zerkając na zwiniętego w kulkę chłopaka. Podszedł do łóżka i ostrożnie na nie usiadł, pochylając się nad jego twarzą.
- Tae... - wyszeptał, gładząc jego nagie ramię. Nie miał pojęcia, jak skóra może być taka przyjemna w dotyku, tak miękka i niemal zmuszająca do pieszczot. Delikatnie opalona, niepokryta żadnym defektem. Wszyscy bogaci ludzie tacy byli? To kwestia kosmetyków, czy raczej blondyn taki cudowny był z natury?
      Zsunął z niego kołdrę, odsłaniając unoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Nie był umięśniony, raczej tylko szczupły, jego ciało nie mogło być narażone na jakikolwiek wysiłek fizyczny, ale to się Jungkookowi podobało. Kręciła go niewinność.
- Mhm...
Blondyn mruknął coś pod nosem, powoli przewracając się na plecy. Potarł dłonią oczy, następnie je otwierając. Początkowo chyba nie za bardzo rozumiał co się dzieje, bo wpatrywał się zaskoczony w młodszego, dopiero po głębokiej analizie zaszczycił go słodkim uśmiechem.
- Jungkookie!
- Dzień dobry słońce. - brunet szybko ucałował jego wargi na przywitanie. Rozanielony chłopak objął go za szyję, przyciągając do siebie.
- Nie oddam cię.
- Nie oddawaj. - zaśmiał się, przytulając go delikatnie. - Teraz jednak musisz mnie puścić, bo chcę zrobić ci śniadanie. No i mam nadzieję, że mnie poratujesz jakimś ubraniem, moje pewnie już nie istnieje.




Zapraszam do komentowania ;)