Jin odchrząknął, na co mniejszy zareagował dopiero po chwili. Cóż, praca go pochłaniała.
- Już wszystko okej? Śpi? - Min zsunął z uszu słuchawki i odłożył je na blat. Zapisał szybko plik i zamknął laptopa, odsuwając stopą krzesło starszemu. Ten opadł na nie, sięgając po zimną już herbatę, której upił kilka łyków.
- Tak, chyba rozpacz go wymęczyła.
- Kiedyś mu minie, początki są najgorsze i najbardziej bolą.
- Wiesz coś o tym, hm? - szatyn uśmiechnął się słabo, przyglądając speszonej twarzy młodszego. - Żartuję, wybacz, jestem zmęczony i trzymają się mnie głupie żarciki.
- Nieśmieszne, masz chujowe poczucie humoru. - mruknął różowowłosy, wstając z krzesła. Podszedł do lodówki, z której wyciągnął sałatkę. Położył ją na stole, obok kładąc zimne, nieco przesuszone grzanki. - Ale sam widzisz... Czasami utrata kontaktu przynosi więcej korzyści, niż można sobie wyobrazić. Ja na przykład zdobyłem ciebie, wszystko potoczyło się tak, bym mógł mieć najlepszego faceta na ziemi.
Kim zaśmiał się cicho, chowając za dłonią usta. Pokręcił głową rozbawiony, sięgając w międzyczasie po pałeczki, którymi nabrał nieco sałatki.
- Twój romantyzm jest chyba równie beznadziejny, co moje poczucie humoru, Yoongi.
- Idealnie się więc dopełniamy, gdy idzie o słabe strony.- młodszy puścił mu oczko, ziewając praktycznie w tej samej chwili. Zamrugał kilkakrotnie, by łzy nie wypłynęły z jego oczu.
- Jak było na tej całej rozmowie? Wszystko w porządku?
- Mhm... Mamy przygotować z Namjoonem piosenkę. Trochę mnie to przeraża, bo ten koleś zajmuje się rekrutacją do jakiś śmiesznych boysbandów, a ja się do tego nie nadaję, Nam już w ogóle, przecież bylibyśmy śmiesznymi idolami, niemniej byłbym na siebie wściekły, gdybym nie spróbował. I tak jesteśmy za starzy, by debiutować, ale może jako solowi raperzy...
- Coś wymyśliłeś? - starszy wsunął do ust kolejną grzankę i przysunął krzesło do tego, na którym siedział młodszy.
- Ogarnąłem trochę muzykę, bo nie pasowała mi do tekstu. Mam jeden, który chcę dopracować i wydać, więc wszystko jest na dobrej drodze i powinienem szybko to skończyć. - podrapał się po głowie i potarł dłonią po zmęczonych powiekach po raz kolejny.
- Chodź już spać, jutro dokończysz. - Jin wepchnął do ust ostatnią grzankę i pogładził niższego po włosach.
- Mhm... Teraz i tak nic już nie napiszę. Idziesz ze mną? - różowowłosy wstał i spojrzał pytająco na Seokjina, który od razu się uniósł i skinął głową.
- Jutro trzeba zająć się Tae, musimy mieć siły.
***
- Jungkook? Musimy pogadać.
Młodszy spojrzał na Parka, który oparł się o ścianę ramieniem, przyglądając mu się nieco zbyt nachalnie. Westchnął cicho i zsunął ze stóp buty, nawet nie siląc się na ich układanie, jak to miał w zwyczaju.
- Jutro Jimin, jutro. - mruknął, mrugając kilkakrotnie powiekami, które niebezpiecznie się kleiły, chociaż nie o zmęczenie w głównej mierze tutaj chodziło. Wyminął starszego, kierując się w stronę kuchni, gdzie od razu otworzył lodówkę i wyciągnął z niej butelkę wody. Upił kilka większych łyków, nadal uparcie ignorując chłopaka, który niezadowolony przyszedł za nim.
- Jak było u babci?
Jeon wypuścił ciężko powietrze z płuc, odwracając się do niego tyłem. Przysunął butelkę po raz kolejny do ust i wypił resztę, mimo iż pragnienie ugasił za pierwszym razem. Nie chciał opowiadać o tym Jiminowi, nie czuł się jeszcze gotowy, musiał się z tym przespać i przeanalizować, bo czuł, że to będzie jedna z trudniejszych rozmów, jakie przyszło mu przeprowadzić.
- Jakoś. Mówiłem ci, że moja rodzina nie jest tak sympatyczna, jak dajmy na to twoja. Trochę ponarzekała, nic specjalnego, nie chcę o tym rozmawiać, zamęczyła mnie i mam ochotę spać. - mruknął i odstawił pustą butelkę na blat. Poruszył ramionami, by je nieco rozruszać i skierował się w stronę wyjścia, zgrabnie wymijając Jimina po raz drugi.
- Rozumiem, ale chciałem porozmawiać też o czymś innym. - odparł starszy, człapiąc za nim, co tylko podniosło Jeonowi ciśnienie. Miał ochotę przez chwilę pobyć sam, a ten idiota zmienił się w prześladowcę.
- O czym? Nie mam nastroju.
- Kookie. - brunet złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu, gdzie zmusił do siedzenia, samemu opadając obok. Gdyby nie parszywy humor, to by go trzepnął, jednak nie miał siły się sprzeczać. W końcu co ten wielki głupek mógł chcieć? Pewnie sobie pogada i da mu spokój, czy jednak on sam to zniesie? Na sam jego widok miał ochotę się rozpłakać, chociaż nieczęsto to robił. Serce bolało go na myśl o tamtej rozmowie i o tym, że ich sielanka po raz kolejny może zostać przerwana. Wszystko zwaliło mu się na głowę i nie wiedział co począć, by wybrnąć.
Te słowa dudniły mu w głowie gorzej, niż za głośna muzyka w klubie, gdy pierwszy raz go zobaczył... Czy teraz jest szansa, by ich związek dalej się rozwijał?
- Kook, nie odpływaj.
- Och, już, jasne. - mruknął, gdy ten go szturchnął. Wyprostował się i spojrzał na niego, dokładnie analizując jego twarz. Pełne wargi były nieco zaciśnięte, pulchne policzki zabawie odstawały. Czy jest w stanie bez nich funkcjonować? - O co chodzi? Chciałbym pójść już spać.
Już miał się do niego przysunąć i przytulić, gdy Jimin nieco z wyrzutem mruknął.
- Dlaczego powiedziałeś Tae o wyjeździe? Zapłakał się i z tego co wiem, to Jin nie mógł go uspokoić. Lepiej dla niego, by nie wiedział i nie widział się z Hoseokiem. - jęknął, nieco się krzywiąc. - Mówiłem, byś mu nie wspominał...
Jungkook wciągnął powietrze w płuca, starając się zapanować nad drżącymi rękoma.
- Marnujesz mój czas na rozmowy o tym idiocie? Serio? Daj mi spokój, idę spać. - mruknął i miał wstać, jednak Park złapał go za nadgarstek i znowu przyciągnął.
- Nie mów tak na niego. To było podłe z twojej strony. Jung by wyjechał i Tae nie odczułby tak mocno tego rozstania.
- Zaraz ty odczujesz nasze, jeśli się do cholery nie uspokoisz i nie przestaniesz o nim pierdolić. - warknął i wyrwał rękę, wstając wściekły. Czuł, że jego policzki płoną ze złości, jednak miał to gdzieś. Jimin powinien przestać gadać o tym kretynie w takich momentach.
- Uspokój się Kookie i skończ z tą nienawiścią. Nic ci nie zrobił, a ty plujesz jadem bez powodu. - powiedział z wyrzutem, również wstając. Ta pozycja tylko bardziej prowokowała młodszego, który zaciskał pięści, aż zbielały mu kostki.
- Bo mnie ten bachor wkurwia jak nikt nigdy w całym moim życiu! Już mój tępy ojciec mniej mi działa na nerwy. Tae to, Tae sramto! - złapał Jimina za przód koszulki, przyciągając do siebie. - Mam gdzieś, czy płacze, czy się cieszy, czy kurwa siedzi zamknięty w piwnicy i potrzebuje pomocy. Nienawidzę go. Nienawidzę tego, że gadasz o nim cały czas. Nienawidzę, że jest ciągle w pierdolonym centrum, kiedy mam swoje problemy i nie jest to gówniana, dziecinna sprawa z Hoseokiem. - puścił go i odepchnął. Wsunął dłonie w swoje włosy, starając się złapać oddech, ale w obecnej sytuacji było to trudne. Był na skraju. Sam nie wiedział, czy bardziej go to bolało, czy denerwowało. - To idiota! Skoro Hoseok go zgwałcił, to po cholerę to ciągnie, co? - spojrzał na niego, otwierając szerzej oczy. - Jest tępym dzieciakiem, który wymaga atencji i uwagi, a ty i cała zgraja twoich przyjaciół się daje, jak skończeni idioci! Czasami zastanawiam się, czy on kurwa nie robi tego specjalnie, by być gwiazdą w towarzystwie, bo to wszystko jest tak cholernie pojebane, jakby był w jakimś filmie! - warknął, wypuszczając ze świstem powietrze.
- Kook... - Jimin wpatrywał się w niego zszokowany, nie wiedząc co powiedzieć, a to tylko bardziej go zdenerwowało. Czuł, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi.
- Bądź sobie z nim! Proszę bardzo! Skoro ja jestem mniej ważny, to się kurwa nie będę wtrącał, tylko potem nie gadaj, że to moja wina!
- Kook, przestań. Kocham ciebie, nie jego, to tylko przyjaciel. - jęknął, łapiąc go za ramiona. Jeon chciał się wyrwać, jednak Park na to nie pozwolił. - Nie chcę rozstania i proszę, daj spokój. Nie będę o nim już mówił, ale skończ z takim czymś.
- Nie chcesz? To czemu do tego dążysz!?
- Nie dążę, cii. Spokojnie. Skończmy temat.
- To koniec Jimin... Już się nie zobaczymy. - jęknął, poddając się. Nie wyrywał się, stał tylko ze spuszczoną głową. Czuł, jak ze złości popada w stan żalu i smutku. Coś zaczęło go szczypać pod powiekami, jednak starał się to powstrzymać.
- Co? Jungkookie, proszę, nie mów tak. Nie kochasz mnie? - silne ramiona go objęły, a jego ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Oczywiście, że go kochał. Na ten moment był dla niego najważniejszy i chociaż ciągle go wkurzał i bał się, że go zostawi dla Taehyunga, to nie miał zamiaru puszczać i przestać walczyć, jednak co mu zostało?
- Ja... - zaczął się nieco jąkać. Spojrzał niepewnie na starszego, a pojedyncze łzy spłynęły mu po policzku. - Wyjeżdżam. Lecę do Ameryki z babcią. Powiedziała, że nie mogę mieszkać z tobą i skoro moi rodzice się mną nie zajmują, to ona to zrobi.
- Co? - Jimin otworzył usta zaskoczony. - Że... Ty? Ameryka? Ale... Nie pojedziesz, prawda? Nie zostawisz mnie? - zacisnął mocniej dłonie na jego ramionach, co tylko pogarszało sytuację. Pociągnął nosem, spuszczając wzrok.
- Naprawdę muszę, nie mam wyjścia. Mówiłem, że... że nie chcę, że o mnie dbasz, ale ona... Wiesz jaka jest moja rodzina Jimin! Jestem nieletni, ona jest gotowa w razie czego złożyć wniosek do sądu i zostać prawnie moim opiekunem... - zadrżał, wtulając się w tors starszego.
- Nic nie zdziałam? - szepnął mu do ucha Jimin. - Kocham Cię, nie chcę żyć bez ciebie.
- Ja bez ciebie też, ale tym razem chyba już nic nas nie uratuje.
***
Od ich kłótni minęły trzy dni, podczas których praktycznie nie opuszczali siebie na krok. Chcieli wykorzystać odpowiednio każdą minutę, by nacieszyć się sobą chociaż odrobinę. Żadne nie mogło uwierzyć w to, że jeszcze chwila i dzielić będzie ich wiele kilometrów. Nie będą mogli się przytulić, pocałować, kochać. Nie dotkną już swoich twarzy, a rozmawiać będą mogli tylko przez telefon i internet. Wprawdzie wiedzieli, że będą się odwiedzać, jednak jak często to będzie? Raz w miesiącu? Co to dla nich, skoro teraz mieszkali ze sobą, budzili się razem i spędzali praktycznie każdą chwilę w domu w swoim towarzystwie. Nawet, jeśli mieli ciche dni, to i tak byli blisko, inny stan rzeczy był wręcz abstrakcją.
Dzisiaj był pierwszy dzień, gdy każdy był w innym miejscu. Jungkook musiał wrócić do szkoły, a Jimin nie miał na to siły, więc przyjechał do Yoongiego, u którego popijał właśnie herbatę. Miał ochotę na alkohol, jednak wolał być trzeźwy, gdy wróci jego chłopak, w końcu nie zostało im wiele czasu.
- Jessica na nic nie wpadła? Jest raczej pomysłowa, może pomoże... - mruknął różowowłosy, przyglądając się nieco niepewnie Parkowi, który wpatrywał się w swoje buty, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Pytałem. Nic sensownego nie wymyśliliśmy. Nadal zostają nam tylko weekendy, wakacje i dłuższe wolne, z babką nie ma co gadać, jest ponoć odporna na bajerowanie, więc nic nie zdziałam podlizywaniem się. Myślałem, że może jest jak matka Kooka, ale to inny poziom, Jess odradzała, bo babsko jest w stanie utrudnić nam kontakt, cholera ją wie. - westchnął, prostując się. Upił kilka łyków gorącego napoju, nie zwracając nawet uwagi na poparzony język.
- Nie pomogę ci, Jimin. Chciałbym, ale nie mam pojęcia. Dopóki jest nieletni, to nic nie możesz. Musisz skończyć szkołę i wtedy do niego wyjechać, ewentualnie on musi skończyć te dziewiętnaście lat i tu wrócić. Niemniej sam wiesz, że zostało sporo czasu i to nie pomoże.
- Wiem. Jestem totalnie w kropce. Ach. - wsunął palce w i tak już rozczochrane włosy i je zmierzwił. Czuł się tragicznie. Nie poradzi sobie bez niego, nie było takiej możliwości. Pierwszy raz się zakochał, nigdy wcześniej nie był tak przywiązany do jakieś osoby. Potrzebował go, by w ogóle funkcjonować, a los się z nim bawił, podrzucając mu pod nogi kłody.
- Nie rozmawiajmy o tym. Tylko się dołuję. - powiedział i sięgnął po ciastko, którym się zapchał. - Co u Tae?
- Jest w szkole, Jin ma go potem odebrać, bo kończą mniej więcej tak samo. - odparł raper, krzywiąc się nieco. - Ciesz się, że cię to ominęło. Wyglądał tak smutno, że łamało mi się serce. Dobrze, że Jin ma podejście i się nim zajął, bo ja pewnie bym płakał razem z nim, tuląc do piersi. Niby jestem twardy, ale on sprawia, że zachowuję się jak klucha i nie potrafię nad tym zapanować.
- Mam tak samo. Tae jest dla mnie jak braciszek, którym muszę się opiekować i wszystko złe, co go spotyka, jakby dotykało i mnie. Nie dość, że moje życie się wali, to jeszcze on cierpi.
- Nic nie zrobimy. Gdybyśmy wiedzieli, że Hoseok jest takim skurwielem... Ale cóż. Był naszym kumplem, zawsze wesołym i chociaż głupim, to nikt by go nie podejrzewał o bycie brutalem. - wzruszył ramionami starszy, odchylając głowę do tyłu. - Dobrze, że już go nie ma.
- Taaaa, jedyna dobra wiadomość w ostatnich dniach. Gdyby nie stan Tae, to nawet bym za to wypił. - przytaknął Jimin, zerkając na Yoongiego kątem oka. - W ogóle... Nie przeszkadza wam tutaj? Nie ma już pracy, więc i pieniędzy brak, jak coś, to mogę wszystko za niego zwrócić.
- Nie gadaj głupot. To mój przyjaciel, a na brak pieniędzy nie narzekam, moi rodzice są bogaci, chociaż jakoś szczególnie tego nie widać, bo nie lubię otaczać się pierdołami. W każdym razie czuję się pewniej, gdy jest za ścianą. Bałbym się zostawić go samego.
- To super. Jakby coś było mu potrzeba, to daj znać. Ze mną za bardzo nie chce rozmawiać od czasów tej bójki.
- Myślę, że...
Oboje odwrócili się i spojrzeli na drzwi, które otworzyły się cicho. Do środka wszedł Jin, a za nim Taehyung z torbami pełnymi zakupów. Jimin od razu zerwał się i do nich podszedł. Skinął głową Jinowi i szybko odebrał od blondyna torby.
- Cześć, Taeś. - powiedział nieco niepewnie, chociaż Kim również był nieco skrępowany. Dało się z niego czytać jak z otwartej książki. Zaskoczony, a zarazem smutny.
- Hej, hyung. - mruknął i spuścił głowę. Zajął się rozwiązywaniem trampek, zupełnie ignorując jego obecność. Nieco speszony więc poszedł z torbami do kuchni i położył je na blacie, przepraszająco patrząc na Yoongiego, który wzruszył ramionami i podszedł do Jina, by pomóc mu z rozpakowywaniem.
Jimin wrócił do okularnika, który zacisnął nerwowo wargi, starając się nie patrzeć mu w oczy.
- Taeś, możemy porozmawiać.
- A mamy o czym? - mniejszy wyminął go i ruszył w stronę jednego z pokoi. Park szybko pobiegł za nim, wchodząc do środka. Zamknął drzwi, stając obok zaskoczonego Kima. - Co chcesz? Nie mam nastroju.
- Tęskniłem za tobą. Pozwól mi ze sobą pobyć. - powiedział, łapiąc go za rękę. Była chłodna, więc objął ją swoimi. Mniejszy pociągnął go w stronę łóżka, na którym oboje usiedli. Jimin odetchnął ciężko i przysunął się do niego, obejmując mocno.
- Przepraszam za wszystko. Nie chcę, byś mnie nienawidził, bo jesteś dla mnie bardzo ważny. - szepnął, przytulając jego drobne ciało do swojego torsu. Poczuł przyjemne ciepło w środku i chociaż nadal było mu źle, to w jakiś sposób jego serce się uspokoiło i bolało mniej. Szczególnie wtedy, gdy chudsze niż zawsze ręce Taehyunga odwzajemniły uścisk.
- To dla mnie za wiele Jimin. Po prostu... Nie chciałem go stracić. Nie powinieneś się wtrącać. - powiedział cicho, pociągając uroczo nosem. - Nadal cię lubię, ale zwyczajnie mi źle, bo go kochałem.
Serce Parka zabiło mocniej, jednak postanowił być spokojny. Potrzebował go. Tego niepewnego uścisku i głosu.
- Teraz będzie dobrze.
- Jungkook pewnie dostanie ataku, gdy mu powiesz, że mnie widziałeś. Chyba powinieneś zacząć mnie unikać. - Tae nieco się odsunął, patrząc mu uważnie w oczy. Brunet westchnął cicho, przyglądając się twarzy chłopaka, który wyglądał pięknie i żałośnie zarazem. Sam nie wiedział, jak określić całokształt jego smutnej idealności.
- Wątpię. Ostatnio jesteśmy ze sobą bardzo blisko i nie marnujemy czasu na kłótnie.
- To dobrze, chociaż mnie nigdy nie zaakceptuje, prawda? - przechylił głowę na bok, puszczając ramiona Parka, który spuścił wzrok.
- On wyjeżdża za cztery dni do Ameryki, babcia go zabiera i będziemy rozdzieleni.
- Och. - Tae otworzył szerzej swoje wielkie oczy. - Karma, Jimin.
- Co? - spojrzał na niego nierozumnie, a Tae wzruszył ramionami, opierając się plecami o oparcie łóżka.
- Chciałeś wyjazdu Hoseoka, a teraz sam przeżyjesz to samo, co ja. Nie uważasz, że to przeznaczenie? Wszystko się zemściło.
Jimin rozchylił wargi nie wierząc w to, co młodszy właśnie powiedział. Spodziewał się słów pocieszenia, nie zaś tak brutalnej kpiny. Wiedział, że Tae nie chciał go zranić, jednak te słowa w niego mocno uderzyły.
- To nie jest to samo... My... A jak on znajdzie tam kogoś? Jak się rozstaniemy? Jak ja... - zatrzymał się na chwilę i przełknął z trudem ślinę. - Jak ja nie dotrzymam wierności. Wiesz, że potrzebuję seksu. Nie chcę go zdradzić.
- To tego nie rób, masz rękę i porno. - wzruszył ramionami blondyn, patrząc na niego pustym wzrokiem. Jimin spuścił głowę, chowając twarz w dłoniach.
- Taeś... Nie żartuj.
- Kto jest twoim zdaniem najpiękniejszy na świecie, Jimin? - Tae przechylił głowę na bok, wpatrując się w niego uważnie. Park zaskoczony zamrugał kilkakrotnie.
- Ty i Jungkook.
Tym razem Kim wyglądał na zaskoczonego. Przysunął się do niego, nad czymś myśląc.
- Nie dziwię się więc, że on jest o mnie zazdrosny. W każdym razie jeśli nie zdradzisz go ze mną, to nie zrobisz tego z nikim innym. Znam cię, hyung, zadowalasz się tylko najlepszym, a skoro to nasza dwójka jest taka dla ciebie, to nie masz się czego bać.
Starszy skupił się na jego twarzy, następnie zlustrował uważnie jego ciało.
- Skąd wiesz, że ty mnie nigdy nie skusisz? Jeśli będę zdesperowany...
- Pozbądź się więc wątpliwości, co? Jeśli go kochasz, to go nie zdradzisz. Wiem co mówię, Jimin. Chodź. - położył dłonie na jego policzkach i przysunął swoją twarz do jego. Naparł delikatnie swoimi wargami na jego, składając na nich delikatny, ale czuły pocałunek.
Jimin spojrzał na niego zaskoczony, czując gorąco, które napływało do jego policzków. Zacisnął nerwowo wargi, czując się jak dziewica przy pierwszym pocałunku. Szlag. Usta Tae, tak być nie powinno!
Szybko odsunął się od niego, wycierając wargi wierzchem dłoni.
- Co ty robisz, Tae!?
Blondyn uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Odepchnąłeś mnie, więc nie ma co się roztrząsać. Nie kochasz mnie, a Jungkooka. Nie pogłębiłeś tego, więc cię nie pociągam, chociaż jestem najpiękniejszy na świecie. Skoro ja nie jestem w stanie dać ci tego, czego potrzebujesz, to uważasz, że jest na świecie ktoś, kto mnie pokona? - opadł na poduszki, przymykając oczy. - Kochacie się, więc leć do niego i pamiętaj, że jest najważniejszy. Nikt przy nim się nie liczy. A teraz spadaj, chcę spać i śnić o Hoseoku.
Jimin tylko skinął głową i wyszedł, kierując się od razu w stronę drzwi. Musi zapamiętać smak ust Jeona, bo przecież tylko on mógł dać mu szczęście.
***
- Dziękuję.
Jungkook odebrał od Jimina kubek z kawą, od razu upijając łyk. Jego zaczerwienione oczy ukryte były pod okularami przeciwsłonecznymi i miał gdzieś fakt, że ludzie dziwnie się na niego patrzyli. Było mu źle, serce wręcz się łamało. W porównaniu z tym całym smutkiem, jakieś głupie spojrzenia obcych ludzi były niczym. Prawdę powiedziawszy mógłby się tu nawet rozpłakać i krzyczeć, że nie chce lecieć, jednak chyba zabrakło mu już łez, bo przepłakał całą noc, wtulony w gorące ciało Parka.
Spojrzał na swojego chłopaka i jęknął cicho. Przysunął się do niego i objął rękoma w pasie, pragnąc raz jeszcze poczuć te ukochane ramiona i bicie serca, które go kochało.
Dlaczego akurat oni musieli się rozdzielić? Przeszli tyle prób, tak wiele złego wydarzyło się w ich życiu, a życie dalej się z nimi bawiło. Czy to znak, że nie powinni być razem? Należeli do dwóch różnych światów. On był grzecznym kujonem z wybitną średnią i zadufaną rodziną, Jimin wesołym playboyem, którego rodzice byli najcudowniejszymi ludźmi na świecie. Łączyło ich tylko bogactwo, jak więc udało im się znaleźć wspólny język i pokochać tak mocno, że nie wyobrażali sobie bez siebie życia? Na początku przecież nawet nie brał pod uwagę myśli, że mogą być razem. Wielki, umięśniony idiota, który molestował go w łazience wydawał być się kimś niewartym uwagi, teraz zaś płakał za nim przez kilka godzin i najchętniej by stąd uciekł, by być z nim na zawsze.
Nie miał pojęcia, kiedy z samolubnego i wrednego paniczyka, zmienił się z zakochanego dzieciaka, jednak nie chciał tego zmieniać. Nie chciał odcinać się od świata, w który dopiero wkroczył. W Ameryce będzie sam. Nie wyjdzie tam z Jess do kawiarni, nie pośmieje się z Namjoonem, nie pogada od czasu do czasu z Jinem i nigdy więcej nie zobaczy ludzi z koła tanecznego, których polubił nawet, jeśli nie spotykali się poza treningami. Pierwszy raz miał przyjaciół, z którymi mógł spędzić czas. Kilkanaście lat zajęło mu otworzenie się na ludzi, a teraz miał to stracić. Opuści bliskich, mamę, z którą zaczął się dogadywać, Jimina, którego kochał i Jess, która wywróciła jego życie do góry nogami, dając szansę na normalne egzystowanie.
Nie chciał tego. Tak cholernie pragnął tutaj zostać.
- Nie płacz, kochanie.
Wyprostował się i spojrzał na Jimina, który wydął wargi smutno.
Nawet nie zauważył, że policzki miał całe mokre od łez. Szybko je otarł, pociągając nosem. Starszy podał mu chusteczkę, w którą szybko się wysmarkał.
- Przepraszam. Nie daję rady. - szepnął, a brunet mocno go przytulił, głaszcząc włosy.
- Zawsze będę twój, Jungkook. I przy tobie, w sercu. - mała dłoń Jimina zaczęła gładzić jego klatkę piersiową. Mimowolnie się uśmiechnął i położył swoje palce na te jego.
- Ty w moim też. Obiecaj mi, że nie zapomnisz o mnie i przyjedziesz. Mnie nie puszczą, a bez ciebie tam umrę. - spuścił głowę, zaciskając nerwowo wargi. Czuł się jak desperat, ale co mu pozostało? Teraz nie było sensu w udawaniu, że wszystko jest w porządku i że sobie radzi, bo tego nie robił.
- Będę jak najczęściej. Nawet nie zauważysz, że mnie nie ma. Gdy będziesz pełnoletni, to przyjadę i od razu zabiorę cię do Korei, gdzie kupimy wielki dom i będziemy robić sobie małe Ciasteczka i seksowne Jiminy. Co ty na to?
Jungkook zaśmiał się krótko i mocno objął starszego za szyję, całując w policzek.
- Jesteś najlepszy, hyung. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Ciastek.
Głośne odchrząknięcie przerwało ich uściski. Niechętnie oderwali się od siebie i spojrzeli na babkę i mamę Jungkooka, obok których stała Jess z Namjoonem, który wyglądał, jakby dopiero wstał z łóżka. Cóż, pewnie blondynka siłą go zaciągnęła na lotnisko, sam z własnej woli nie wstałby o piątej rano, by tu dojechać.
- Koniec umizgów, chodź, Jungkook. Pierwsza klasa ma odprawę. - odparła starsza kobieta, a Jungkook wstał i ze smutkiem złapał za dłoń Jimina. Wszyscy ruszyli w stronę małej kolejki, a serce Kooka prawie wyrwało się z piersi.
Teraz wszystko dochodziło do niego bardziej. To koniec. Nie będzie już miał Jimina.
- Jiiimiiiiin! - jęknął i odwrócił się do niego, przytulając mocno. - Nie zostawiaj mnie.
- To ty mnie zostawiasz, Kookie. - westchnął starszy i pogładził jego plecy, ignorując niezadowolone spojrzenie babki i nieco zdezorientowaną twarz matki Kooka.
- To jedź ze mną. - wyjąkał, czując się tragicznie. Miał ochotę przykleić się do Parka i zostać z nim na zawsze.
- Okej. - zaśmiał się Jimin i ucałował jego czoło. - Polecę z tobą.
Jeon jęknął żałośnie i spojrzał na niego z wyrzutem.
- Nie kpij sobie ze mnie, to boli.
- Serio lecę. Nie zostawię mojego aniołka samego w obcym kraju. - wyszczerzył się i wyciągnął z kieszeni bilet i wizę.
Oczy wszystkich osób spoczęły na papierze, który trzymał w dłoniach, a Jeon czuł, jakby miał zaraz zemdleć.
- Już dłużej go męczyć nie mogłeś, deklu? - westchnęła Jess i oparła się o ramię Namjoona, który z uśmiechem ziewnął, przez co dziewczyna szturchnęła go w ramię z dezaprobatą.
- C-co? Nie rozumiem... - szepnął Jungkook. Jego serce waliło jeszcze mocniej, chociaż sądził, że to już niemożliwe.
- Nie przeżyję bez ciebie, więc dokończę szkołę w Ameryce. Jess pomogła mi znaleźć prywatnych nauczycieli, którzy nauczą mnie wszystkiego po koreańsku, a w międzyczasie poświęcę się i ogarnę ten głupi angielski. Mam nawet wynajęte mieszkanie, więc wybacz, ale sobie ode mnie nie odpoczniesz nigdy.
Jungkook nie sądził, że kiedykolwiek będzie tak szczęśliwy, jak teraz. Wskoczył w ramiona starszego, mocząc jego koszulkę łzami.
- Dziękuję, Jimin! Dziękuję!
***
Jimin ziewnął i zerknął na Jungkooka, który zmęczony zasnął. Na szczęście udało mu się załatwić miejsce tak, by mieć go zaraz obok, chociaż i tak odległości w pierwszej klasie były irytujące.
Sam nie do końca wierzył, że jest w stanie tak spontanicznie podjąć decyzję, która zaważy o całym jego życiu, jednak nie miał wyjścia.
Uśmiechnął się i wbił wzrok w szybę, za którą białe obłoki tworzyły wymyślne wzorki.
Powinien być teraz szczęśliwy, prawda? Czemu więc miał wrażenie, że całe te szczęście jest wymyślone i coś w sercu go ściskało na myśl, że opuszcza Koreę. Rodzina, przyjaciele... Będzie za nimi cholernie tęsknił, jednak dlaczego czuł, że to nie o to chodzi? Dlaczego jego myśli zajmowały ciepłe, miękkie usta i delikatne dłonie, które dotykały jego policzków? Dlaczego serce biło mu szybciej, gdy wyobraził sobie Taehyunga na łóżku, przy nim, całującego go niewinnie i słodko, jak jeszcze nigdy nikt? Dlaczego do cholery żałował, że wtedy nie przyciągnął go do siebie i nie zasmakował go bardziej, pozwalając na to, by ta pieszczota trwała dłużej?
Schował twarz w dłoniach, czując nieprzyjemne dreszcze, które przebiegały przez jego ciało.
Czy aby na pewno to z Jungkookiem powinien być?
~~KONIEC
____________________
Szczerze? Tak mi dziwnie z tym, że to koniec. Tyle miesięcy wydawania, a dzisiaj daję Wam ostatni rozdział, który chyba niezbyt wiele wyjaśnia, prawda? Tego można było się spodziewać, bo wolę zostawiać otwarte furtki 'w razie czego'. Niemniej taki zamysł był od początku, więc musicie i wybaczyć.
Chciałam podziękować Wam za to, że dotrwaliście, że wspieraliście mnie przez tak długi okres czasu, bo gdyby nie motywacja w postaci komentarzy, to chyba nigdy bym tego nie skończyła.
Dzisiaj nadszedł koniec najgłupszej kpopowej telenoweli ;D Jeśli gdzieś po drodze mieliście wrażenie, że czytacie nową Modę na sukces, to jestem bardzo szczęśliwa, bo taki był zamysł. INUB nigdy nie miało być ambitną serią, a właśnie ciągnącym się serialem, w którym każdy z każdym, gdzie problemy są wręcz nierealne i abstrakcyjne. Napisałam coś, co zwyczajnie miało sprawiać, że na twarzach pojawi się wielkie "WTF, co ta Reiczel odpierdala?!". Trochę śmiechu, trochę płaczu, trochę czegoś słodkiego, by nie było nudno. Jeśli zaś momentami było kiepsko - przepraszam, ale to moja pierwsza seria, poza rakowymi opowiadaniami z the GazettE w gimbazie ;D Nie jestem pisarką, w ogóle opowiadania to nie moja bajka, ale jakoś poszło i cieszę się, że odbiór był aż tak pozytywny. Gdy zakładałam bloga, to tysiąc wyświetleń było dla mnie marzeniem nie do osiągnięcia, a teraz dochodzimy do 180 tysięcy i nie wiem, czy płakać, czy skakać, bo to naprawdę coś!
Wiem, że ostatnio seria miała meeega poślizg i Was to denerwowało. Mnie również, ale mam nadzieję, że mimo to mnie nie nienawidzicie i jakoś Wam przeszła złość na mnie.
Wiem, że gadam bez sensu, ale muszę sobie pomarudzić, bo czuję się jak matka, która po miesiącach ciąży, w końcu urodziła dziecko i zakończyła w ten sposób jakiś etap swojego życia (cholera, jakie wzniosłe porównania, zostanę poetką!).
Pamiętacie, jak na początku każdy miał inne shippy w głowie? Przewinął nam się Kookie i jego zauroczenie Namjoonem, Vmin, TaeGi, Ji-hope, było wiele spekulacji o innych związkach, a koniec końców mamy takie coś. Naprawdę czuję rozbawienie, gdy przypomnę sobie Kooka z kołkiem w dupie, a teraz biedak zakochany płacze, bo chce Jimina. Hoseok, który jak widział Tae, dostawał szału, bo mu odbijał Jimina, a koniec końców zakochał się w nim jak szczeniak. Eh, łezka się w oku kręci.
Inub to prawie rok pisania (czasami lepszego, czasami gorszego). Ponad dwieście stron tekstu... ;.;
Dobra, koniec pitolenia. Czas na wyniki tego całego konkursu.
Pierw ranking szczęśliwości pairingów.
1. YoonJin - to chyba oczywiste. Kochają się, przeszli na dojrzalszy poziom związku i uświadomili sobie, że jednak nie mogą bez siebie żyć.
2. NamJess - Namjoon nadal nie wydostał się spod pantofla i Jessica go bije, ale jakoś to znosi, bo ją kocha (spróbowałby nie!)
3. Vhope - pomimo tego, że są rozdzieleni, to sądzę, że nie jest u nich tak tragicznie. Kochają się i są przekonani o tym, że ich uczucie przetrwa.
4. Jikook - trochę niespodziewane, ale tak. Jungkook jest zazdrosny i pomimo miłości nie da się ukryć, że jego zaufanie nie jest takie, jakie być powinno. Jimin i jego wątpliwości również mogą być kłopotliwe, chociaż kto wie, o co naprawdę tutaj chodzi? Ich życie w Ameryce też może mieć kiepskie skutki, bo osoba babci jest nadal nieznana.
Czas też na odpowiedzi do pytań ;D
1. Czy Twoim zdaniem V i Hobi wrócą do siebie?
- Nie, chociaż ich sytuacja nie maluje się tragicznie.
2. Jak V zareaguje na wieść, że Hobi mógł mieć związek ze śmiercią jego matki? A może w ogóle się o tym nie dowie?
- Hobi to tchórz i nic nie wyjawił.
3. Jimin będzie w stanie zapanować nad braterską miłością do Tae, czy jednak JK tego nie wytrzyma?
- JK ledwo wytrzymuje, ale teraz pewnie będzie nieco pewniejszy, skoro blondyna już nie ma. Jimin zaś ma wielkie wątpliwości, bo chyba to nie do końca taka braterska miłość...
4. Yoongi się uspokoił, czy znowu coś spieprzy?
- Cukier jest grzeczny i kocha księżniczkę!
5. Co tam u mamy Ciastka?
- Nadal jest głupia i siedzi z mężem, ale może wyjazd syna coś jej uzmysłowi?
Niemniej - pod uwagę bierze się po pierwsze ranking i tylko jedna osoba wytypowała idealnie: Karolina Delfin Grędzińska. Tak więc zgodnie z obietnicą możesz wybrać sobie parę z jakiegokolwiek z moich zakończonych opowiadań (nie musi być główna, ale taka, jaka zaistniała, a nie nam V i Jungkook z INUB ;p). Jakiś wątek z one-shota czy jakiejkolwiek serii Cię intryguje? Daj znać, dowiemy się, co się stanie z daną osobą! Jeśli zaś wolisz coś nowego, to też proszę o pairing, gatunek etc.
Uch. Kończę. Dziękuję raz jeszcze za poświęcony czas, komentarze i w ogóle! Dajcie znać, jak podobała Wam się seria (nie musza być to pozytywne komentarze). Chciałabym poznać Wasze opinie, bo wiem, że wiele osób czyta, a nie komentuje, więc miło byłoby, gdyby pod tym ostatnim był jakiś odbiór ^^
Kocham Was i do zobaczenia w innych opowiadaniach <3



