niedziela, 20 marca 2016

50. I need U boy - ostatni

Odgarnął brązowe kosmyki z czoła, cicho zamykając drzwi od pokoju Yoongiego, w którym, po litrach wylanych łez, żalów i smutków, zasnął Taehyung. Dochodziła już dziesiąta, a od dopiero teraz się uspokoił i był w stanie odpłynąć, co dla Seokjina stanowiło ulgę nie do opisania, bowiem pomimo dobrych chęci, nieco go to zmęczyło. Nie chciał zostawiać go samego, rozumiał jego cierpienie, sam przecież przepłakał za różowowłosym wiele nocy, z drugiej jednak strony sam miał ochotę zasnąć. Wszedł do kuchni, gdzie w bokserkach i za dużej koszulce siedział jego chłopak, tupiąc nogą w podłogę.
Jin odchrząknął, na co mniejszy zareagował dopiero po chwili. Cóż, praca go pochłaniała.
- Już wszystko okej? Śpi? - Min zsunął z uszu słuchawki i odłożył je na blat. Zapisał szybko plik i zamknął laptopa, odsuwając stopą krzesło starszemu. Ten opadł na nie, sięgając po zimną już herbatę, której upił kilka łyków.
- Tak, chyba rozpacz go wymęczyła.
- Kiedyś mu minie, początki są najgorsze i najbardziej bolą.
- Wiesz coś o tym, hm? - szatyn uśmiechnął się słabo, przyglądając speszonej twarzy młodszego. - Żartuję, wybacz, jestem zmęczony i trzymają się mnie głupie żarciki.
- Nieśmieszne, masz chujowe poczucie humoru. - mruknął różowowłosy, wstając z krzesła. Podszedł do lodówki, z której wyciągnął sałatkę. Położył ją na stole, obok kładąc zimne, nieco przesuszone grzanki. - Ale sam widzisz... Czasami utrata kontaktu przynosi więcej korzyści, niż można sobie wyobrazić. Ja na przykład zdobyłem ciebie, wszystko potoczyło się tak, bym mógł mieć najlepszego faceta na ziemi.
Kim zaśmiał się cicho, chowając za dłonią usta. Pokręcił głową rozbawiony, sięgając w międzyczasie po pałeczki, którymi nabrał nieco sałatki.
- Twój romantyzm jest chyba równie beznadziejny, co moje poczucie humoru, Yoongi.
- Idealnie się więc dopełniamy, gdy idzie o słabe strony.- młodszy puścił mu oczko, ziewając praktycznie w tej samej chwili. Zamrugał kilkakrotnie, by łzy nie wypłynęły z jego oczu.
- Jak było na tej całej rozmowie? Wszystko w porządku?
- Mhm... Mamy przygotować z Namjoonem piosenkę. Trochę mnie to przeraża, bo ten koleś zajmuje się rekrutacją do jakiś śmiesznych boysbandów, a ja się do tego nie nadaję, Nam już w ogóle, przecież bylibyśmy śmiesznymi idolami, niemniej byłbym na siebie wściekły, gdybym nie spróbował. I tak jesteśmy za starzy, by debiutować, ale może jako solowi raperzy...
- Coś wymyśliłeś? - starszy wsunął do ust kolejną grzankę i przysunął krzesło do tego, na którym siedział młodszy.
- Ogarnąłem trochę muzykę, bo nie pasowała mi do tekstu. Mam jeden, który chcę dopracować i wydać, więc wszystko jest na dobrej drodze i powinienem szybko to skończyć. - podrapał się po głowie i potarł dłonią po zmęczonych powiekach po raz kolejny.
- Chodź już spać, jutro dokończysz. - Jin wepchnął do ust ostatnią grzankę i pogładził niższego po włosach.
- Mhm... Teraz i tak nic już nie napiszę. Idziesz ze mną? - różowowłosy wstał i spojrzał pytająco na Seokjina, który od razu się uniósł i skinął głową.
- Jutro trzeba zająć się Tae, musimy mieć siły.


***


- Jungkook? Musimy pogadać.
Młodszy spojrzał na Parka, który oparł się o ścianę ramieniem, przyglądając mu się nieco zbyt nachalnie. Westchnął cicho i zsunął ze stóp buty, nawet nie siląc się na ich układanie, jak to miał w zwyczaju.
- Jutro Jimin, jutro. - mruknął, mrugając kilkakrotnie powiekami, które niebezpiecznie się kleiły, chociaż nie o zmęczenie w głównej mierze tutaj chodziło. Wyminął starszego, kierując się w stronę kuchni, gdzie od razu otworzył lodówkę i wyciągnął z niej butelkę wody. Upił kilka większych łyków, nadal uparcie ignorując chłopaka, który niezadowolony przyszedł za nim.
- Jak było u babci?
Jeon wypuścił ciężko powietrze z płuc, odwracając się do niego tyłem. Przysunął butelkę po raz kolejny do ust i wypił resztę, mimo iż pragnienie ugasił za pierwszym razem. Nie chciał opowiadać o tym Jiminowi, nie czuł się jeszcze gotowy, musiał się z tym przespać i przeanalizować, bo czuł, że to będzie jedna z trudniejszych rozmów, jakie przyszło mu przeprowadzić.
- Jakoś. Mówiłem ci, że moja rodzina nie jest tak sympatyczna, jak dajmy na to twoja. Trochę ponarzekała, nic specjalnego, nie chcę o tym rozmawiać, zamęczyła mnie i mam ochotę spać. - mruknął i odstawił pustą butelkę na blat. Poruszył ramionami, by je nieco rozruszać i skierował się w stronę wyjścia, zgrabnie wymijając Jimina po raz drugi.
- Rozumiem, ale chciałem porozmawiać też o czymś innym. - odparł starszy, człapiąc za nim, co tylko podniosło Jeonowi ciśnienie. Miał ochotę przez chwilę pobyć sam, a ten idiota zmienił się w prześladowcę.
- O czym? Nie mam nastroju.
- Kookie. - brunet złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu, gdzie zmusił do siedzenia, samemu opadając obok. Gdyby nie parszywy humor, to by go trzepnął, jednak nie miał siły się sprzeczać. W końcu co ten wielki głupek mógł chcieć? Pewnie sobie pogada i da mu spokój, czy jednak on sam to zniesie? Na sam jego widok miał ochotę się rozpłakać, chociaż nieczęsto to robił. Serce bolało go na myśl o tamtej rozmowie i o tym, że ich sielanka po raz kolejny może zostać przerwana. Wszystko zwaliło mu się na głowę i nie wiedział co począć, by wybrnąć.
Te słowa dudniły mu w głowie gorzej, niż za głośna muzyka w klubie, gdy pierwszy raz go zobaczył... Czy teraz jest szansa, by ich związek dalej się rozwijał?
- Kook, nie odpływaj.
- Och, już, jasne. - mruknął, gdy ten go szturchnął. Wyprostował się i spojrzał na niego, dokładnie analizując jego twarz. Pełne wargi były nieco zaciśnięte, pulchne policzki zabawie odstawały. Czy jest w stanie bez nich funkcjonować? - O co chodzi? Chciałbym pójść już spać.
Już miał się do niego przysunąć i przytulić, gdy Jimin nieco z wyrzutem mruknął.
- Dlaczego powiedziałeś Tae o wyjeździe? Zapłakał się i z tego co wiem, to Jin nie mógł go uspokoić. Lepiej dla niego, by nie wiedział i nie widział się z Hoseokiem. - jęknął, nieco się krzywiąc. - Mówiłem, byś mu nie wspominał...
Jungkook wciągnął powietrze w płuca, starając się zapanować nad drżącymi rękoma.
- Marnujesz mój czas na rozmowy o tym idiocie? Serio? Daj mi spokój, idę spać. - mruknął i miał wstać, jednak Park złapał go za nadgarstek i znowu przyciągnął.
- Nie mów tak na niego. To było podłe z twojej strony. Jung by wyjechał i Tae nie odczułby tak mocno tego rozstania.
- Zaraz ty odczujesz nasze, jeśli się do cholery nie uspokoisz i nie przestaniesz o nim pierdolić. - warknął i wyrwał rękę, wstając wściekły. Czuł, że jego policzki płoną ze złości, jednak miał to gdzieś. Jimin powinien przestać gadać o tym kretynie w takich momentach.
- Uspokój się Kookie i skończ z tą nienawiścią. Nic ci nie zrobił, a ty plujesz jadem bez powodu. - powiedział z wyrzutem, również wstając. Ta pozycja tylko bardziej prowokowała młodszego, który zaciskał pięści, aż zbielały mu kostki.
- Bo mnie ten bachor wkurwia jak nikt nigdy w całym moim życiu! Już mój tępy ojciec mniej mi działa na nerwy. Tae to, Tae sramto! - złapał Jimina za przód koszulki, przyciągając do siebie. - Mam gdzieś, czy płacze, czy się cieszy, czy kurwa siedzi zamknięty w piwnicy i potrzebuje pomocy. Nienawidzę go. Nienawidzę tego, że gadasz o nim cały czas. Nienawidzę, że jest ciągle w pierdolonym centrum, kiedy mam swoje problemy i nie jest to gówniana, dziecinna sprawa z Hoseokiem. - puścił go i odepchnął. Wsunął dłonie w swoje włosy, starając się złapać oddech, ale w obecnej sytuacji było to trudne. Był na skraju. Sam nie wiedział, czy bardziej go to bolało, czy denerwowało. - To idiota! Skoro Hoseok go zgwałcił, to po cholerę to ciągnie, co? - spojrzał na niego, otwierając szerzej oczy. -  Jest tępym dzieciakiem, który wymaga atencji i uwagi, a ty i cała zgraja twoich przyjaciół się daje, jak skończeni idioci! Czasami zastanawiam się, czy on kurwa nie robi tego specjalnie, by być gwiazdą w towarzystwie, bo to wszystko jest tak cholernie pojebane, jakby był w jakimś filmie! - warknął, wypuszczając ze świstem powietrze.
- Kook... - Jimin wpatrywał się w niego zszokowany, nie wiedząc co powiedzieć, a to tylko bardziej go zdenerwowało. Czuł, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi.
- Bądź sobie z nim! Proszę bardzo! Skoro ja jestem mniej ważny, to się kurwa nie będę wtrącał, tylko potem nie gadaj, że to moja wina!
- Kook, przestań. Kocham ciebie, nie jego, to tylko przyjaciel. - jęknął, łapiąc go za ramiona. Jeon chciał się wyrwać, jednak Park na to nie pozwolił. - Nie chcę rozstania i proszę, daj spokój. Nie będę o nim już mówił, ale skończ z takim czymś.
- Nie chcesz? To czemu do tego dążysz!?
- Nie dążę, cii. Spokojnie. Skończmy temat.
- To koniec Jimin... Już się nie zobaczymy. - jęknął, poddając się. Nie wyrywał się, stał tylko ze spuszczoną głową. Czuł, jak ze złości popada w stan żalu i smutku. Coś zaczęło go szczypać pod powiekami, jednak starał się to powstrzymać.
- Co? Jungkookie, proszę, nie mów tak. Nie kochasz mnie? - silne ramiona go objęły, a jego ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz. Oczywiście, że go kochał. Na ten moment był dla niego najważniejszy i chociaż ciągle go wkurzał i bał się, że go zostawi dla Taehyunga, to nie miał zamiaru puszczać i przestać walczyć, jednak co mu zostało?
- Ja... - zaczął się nieco jąkać. Spojrzał niepewnie na starszego, a pojedyncze łzy spłynęły mu po policzku. - Wyjeżdżam. Lecę do Ameryki z babcią. Powiedziała, że nie mogę mieszkać z tobą i skoro moi rodzice się mną nie zajmują, to ona to zrobi.
- Co? - Jimin otworzył usta zaskoczony. - Że... Ty? Ameryka? Ale... Nie pojedziesz, prawda? Nie zostawisz mnie? - zacisnął mocniej dłonie na jego ramionach, co tylko pogarszało sytuację. Pociągnął nosem, spuszczając wzrok.
- Naprawdę muszę, nie mam wyjścia. Mówiłem, że... że nie chcę, że o mnie dbasz, ale ona... Wiesz jaka jest moja rodzina Jimin! Jestem nieletni, ona jest gotowa w razie czego złożyć wniosek do sądu i zostać prawnie moim opiekunem... - zadrżał, wtulając się w tors starszego.
- Nic nie zdziałam? - szepnął mu do ucha Jimin. - Kocham Cię, nie chcę żyć bez ciebie.
- Ja bez ciebie też, ale tym razem chyba już nic nas nie uratuje.


***


Od ich kłótni minęły trzy dni, podczas których praktycznie nie opuszczali siebie na krok. Chcieli wykorzystać odpowiednio każdą minutę, by nacieszyć się sobą chociaż odrobinę. Żadne nie mogło uwierzyć w to, że jeszcze chwila i dzielić będzie ich wiele kilometrów. Nie będą mogli się przytulić, pocałować, kochać. Nie dotkną już swoich twarzy, a rozmawiać będą mogli tylko przez telefon i internet. Wprawdzie wiedzieli, że będą się odwiedzać, jednak jak często to będzie? Raz w miesiącu? Co to dla nich, skoro teraz mieszkali ze sobą, budzili się razem i spędzali praktycznie każdą chwilę w domu w swoim towarzystwie. Nawet, jeśli mieli ciche dni, to i tak byli blisko, inny stan rzeczy był wręcz abstrakcją.
Dzisiaj był pierwszy dzień, gdy każdy był w innym miejscu. Jungkook musiał wrócić do szkoły, a Jimin nie miał na to siły, więc przyjechał do Yoongiego, u którego popijał właśnie herbatę. Miał ochotę na alkohol, jednak wolał być trzeźwy, gdy wróci jego chłopak, w końcu nie zostało im wiele czasu.
- Jessica na nic nie wpadła? Jest raczej pomysłowa, może pomoże... - mruknął różowowłosy, przyglądając się nieco niepewnie Parkowi, który wpatrywał się w swoje buty, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Pytałem. Nic sensownego nie wymyśliliśmy. Nadal zostają nam tylko weekendy, wakacje i dłuższe wolne, z babką nie ma co gadać, jest ponoć odporna na bajerowanie, więc nic nie zdziałam podlizywaniem się. Myślałem, że może jest jak matka Kooka, ale to inny poziom, Jess odradzała, bo babsko jest w stanie utrudnić nam kontakt, cholera ją wie. - westchnął, prostując się. Upił kilka łyków gorącego napoju, nie zwracając nawet uwagi na poparzony język.
- Nie pomogę ci, Jimin. Chciałbym, ale nie mam pojęcia. Dopóki jest nieletni, to nic nie możesz. Musisz skończyć szkołę i wtedy do niego wyjechać, ewentualnie on musi skończyć te dziewiętnaście lat i tu wrócić. Niemniej sam wiesz, że zostało sporo czasu i to nie pomoże.
- Wiem. Jestem totalnie w kropce. Ach. - wsunął palce w i tak już rozczochrane włosy i je zmierzwił. Czuł się tragicznie. Nie poradzi sobie bez niego, nie było takiej możliwości. Pierwszy raz się zakochał, nigdy wcześniej nie był tak przywiązany do jakieś osoby. Potrzebował go, by w ogóle funkcjonować, a los się z nim bawił, podrzucając mu pod nogi kłody.
- Nie rozmawiajmy o tym. Tylko się dołuję. - powiedział i sięgnął po ciastko, którym się zapchał. - Co u Tae?
- Jest w szkole, Jin ma go potem odebrać, bo kończą mniej więcej tak samo. - odparł raper, krzywiąc się nieco. - Ciesz się, że cię to ominęło. Wyglądał tak smutno, że łamało mi się serce. Dobrze, że Jin ma podejście i się nim zajął, bo ja pewnie bym płakał razem z nim, tuląc do piersi. Niby jestem twardy, ale on sprawia, że zachowuję się jak klucha i nie potrafię nad tym zapanować.
- Mam tak samo. Tae jest dla mnie jak braciszek, którym muszę się opiekować i wszystko złe, co go spotyka, jakby dotykało i mnie. Nie dość, że moje życie się wali, to jeszcze on cierpi.
- Nic nie zrobimy. Gdybyśmy wiedzieli, że Hoseok jest takim skurwielem... Ale cóż. Był naszym kumplem, zawsze wesołym i chociaż głupim, to nikt by go nie podejrzewał o bycie brutalem. - wzruszył ramionami starszy, odchylając głowę do tyłu. - Dobrze, że już go nie ma.
- Taaaa, jedyna dobra wiadomość w ostatnich dniach. Gdyby nie stan Tae, to nawet bym za to wypił. - przytaknął Jimin, zerkając na Yoongiego kątem oka. - W ogóle... Nie przeszkadza wam tutaj? Nie ma już pracy, więc i pieniędzy brak, jak coś, to mogę wszystko za niego zwrócić.
- Nie gadaj głupot. To mój przyjaciel, a na brak pieniędzy nie narzekam, moi rodzice są bogaci, chociaż jakoś szczególnie tego nie widać, bo nie lubię otaczać się pierdołami. W każdym razie czuję się pewniej, gdy jest za ścianą. Bałbym się zostawić go samego.
- To super. Jakby coś było mu potrzeba, to daj znać. Ze mną za bardzo nie chce rozmawiać od czasów tej bójki.
- Myślę, że...
Oboje odwrócili się i spojrzeli na drzwi, które otworzyły się cicho. Do środka wszedł Jin, a za nim Taehyung z torbami pełnymi zakupów. Jimin od razu zerwał się i do nich podszedł. Skinął głową Jinowi i szybko odebrał od blondyna torby.
- Cześć, Taeś. - powiedział nieco niepewnie, chociaż Kim również był nieco skrępowany. Dało się z niego czytać jak z otwartej książki. Zaskoczony, a zarazem smutny.
- Hej, hyung. - mruknął i spuścił głowę. Zajął się rozwiązywaniem trampek, zupełnie ignorując jego obecność. Nieco speszony więc poszedł z torbami do kuchni i położył je na blacie, przepraszająco patrząc na Yoongiego, który wzruszył ramionami i podszedł do Jina, by pomóc mu z rozpakowywaniem.
Jimin wrócił do okularnika, który zacisnął nerwowo wargi, starając się nie patrzeć mu w oczy.
- Taeś, możemy porozmawiać.
- A mamy o czym? - mniejszy wyminął go i ruszył w stronę jednego z pokoi. Park szybko pobiegł za nim, wchodząc do środka. Zamknął drzwi, stając obok zaskoczonego Kima. - Co chcesz? Nie mam nastroju.
- Tęskniłem za tobą. Pozwól mi ze sobą pobyć. - powiedział, łapiąc go za rękę. Była chłodna, więc objął ją swoimi. Mniejszy pociągnął go w stronę łóżka, na którym oboje usiedli. Jimin odetchnął ciężko i przysunął się do niego, obejmując mocno.
- Przepraszam za wszystko. Nie chcę, byś mnie nienawidził, bo jesteś dla mnie bardzo ważny. - szepnął, przytulając jego drobne ciało do swojego torsu. Poczuł przyjemne ciepło w środku i chociaż nadal było mu źle, to w jakiś sposób jego serce się uspokoiło i bolało mniej. Szczególnie wtedy, gdy chudsze niż zawsze ręce Taehyunga odwzajemniły uścisk.
- To dla mnie za wiele Jimin. Po prostu... Nie chciałem go stracić. Nie powinieneś się wtrącać. - powiedział cicho, pociągając uroczo nosem. - Nadal cię lubię, ale zwyczajnie mi źle, bo go kochałem.
Serce Parka zabiło mocniej, jednak postanowił być spokojny. Potrzebował go. Tego niepewnego uścisku i głosu.
- Teraz będzie dobrze.
- Jungkook pewnie dostanie ataku, gdy mu powiesz, że mnie widziałeś. Chyba powinieneś zacząć mnie unikać. - Tae nieco się odsunął, patrząc mu uważnie w oczy. Brunet westchnął cicho, przyglądając się twarzy chłopaka, który wyglądał pięknie i żałośnie zarazem. Sam nie wiedział, jak określić całokształt jego smutnej idealności.
- Wątpię. Ostatnio jesteśmy ze sobą bardzo blisko i nie marnujemy czasu na kłótnie.
- To dobrze, chociaż mnie nigdy nie zaakceptuje, prawda? - przechylił głowę na bok, puszczając ramiona Parka, który spuścił wzrok.
- On wyjeżdża za cztery dni do Ameryki, babcia go zabiera i będziemy rozdzieleni.
- Och. - Tae otworzył szerzej swoje wielkie oczy. - Karma, Jimin.
- Co? - spojrzał na niego nierozumnie, a Tae wzruszył ramionami, opierając się plecami o oparcie łóżka.
- Chciałeś wyjazdu Hoseoka, a teraz sam przeżyjesz to samo, co ja. Nie uważasz, że to przeznaczenie? Wszystko się zemściło.
Jimin rozchylił wargi nie wierząc w to, co młodszy właśnie powiedział. Spodziewał się słów pocieszenia, nie zaś tak brutalnej kpiny. Wiedział, że Tae nie chciał go zranić, jednak te słowa w niego mocno uderzyły.
- To nie jest to samo... My... A jak on znajdzie tam kogoś? Jak się rozstaniemy? Jak ja... - zatrzymał się na chwilę i przełknął z trudem ślinę. - Jak ja nie dotrzymam wierności. Wiesz, że potrzebuję seksu. Nie chcę go zdradzić.
- To tego nie rób, masz rękę i porno. - wzruszył ramionami blondyn, patrząc na niego pustym wzrokiem. Jimin spuścił głowę, chowając twarz w dłoniach.
- Taeś... Nie żartuj.
- Kto jest twoim zdaniem najpiękniejszy na świecie, Jimin? - Tae przechylił głowę na bok, wpatrując się w niego uważnie. Park zaskoczony zamrugał kilkakrotnie.
- Ty i Jungkook.
Tym razem Kim wyglądał na zaskoczonego. Przysunął się do niego, nad czymś myśląc.
- Nie dziwię się więc, że on jest o mnie zazdrosny. W każdym razie jeśli nie zdradzisz go ze mną, to nie zrobisz tego z nikim innym. Znam cię, hyung, zadowalasz się tylko najlepszym, a skoro to nasza dwójka jest taka dla ciebie, to nie masz się czego bać.
Starszy skupił się na jego twarzy, następnie zlustrował uważnie jego ciało.
- Skąd wiesz, że ty mnie nigdy nie skusisz? Jeśli będę zdesperowany...
- Pozbądź się więc wątpliwości, co? Jeśli go kochasz, to go nie zdradzisz. Wiem co mówię, Jimin. Chodź. - położył dłonie na jego policzkach i przysunął swoją twarz do jego. Naparł delikatnie swoimi wargami na jego, składając na nich delikatny, ale czuły pocałunek.
Jimin spojrzał na niego zaskoczony, czując gorąco, które napływało do jego policzków. Zacisnął nerwowo wargi, czując się jak dziewica przy pierwszym pocałunku. Szlag. Usta Tae, tak być nie powinno!
Szybko odsunął się od niego, wycierając wargi wierzchem dłoni.
- Co ty robisz, Tae!?
Blondyn uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Odepchnąłeś mnie, więc nie ma co się roztrząsać. Nie kochasz mnie, a Jungkooka. Nie pogłębiłeś tego, więc cię nie pociągam, chociaż jestem najpiękniejszy na świecie. Skoro ja nie jestem w stanie dać ci tego, czego potrzebujesz, to uważasz, że jest na świecie ktoś, kto mnie pokona? - opadł na poduszki, przymykając oczy. - Kochacie się, więc leć do niego i pamiętaj, że jest najważniejszy. Nikt przy nim się nie liczy. A teraz spadaj, chcę spać i śnić o Hoseoku.
Jimin tylko skinął głową i wyszedł, kierując się od razu w stronę drzwi. Musi zapamiętać smak ust Jeona, bo przecież tylko on mógł dać mu szczęście.


***


- Dziękuję.
Jungkook odebrał od Jimina kubek z kawą, od razu upijając łyk. Jego zaczerwienione oczy ukryte były pod okularami przeciwsłonecznymi i miał gdzieś fakt, że ludzie dziwnie się na niego patrzyli. Było mu źle, serce wręcz się łamało. W porównaniu z tym całym smutkiem, jakieś głupie spojrzenia obcych ludzi były niczym. Prawdę powiedziawszy mógłby się tu nawet rozpłakać i krzyczeć, że nie chce lecieć, jednak chyba zabrakło mu już łez, bo przepłakał całą noc, wtulony w gorące ciało Parka.
Spojrzał na swojego chłopaka i jęknął cicho. Przysunął się do niego i objął rękoma w pasie, pragnąc raz jeszcze poczuć te ukochane ramiona i bicie serca, które go kochało.
Dlaczego akurat oni musieli się rozdzielić? Przeszli tyle prób, tak wiele złego wydarzyło się w ich życiu, a życie dalej się z nimi bawiło. Czy to znak, że nie powinni być razem? Należeli do dwóch różnych światów. On był grzecznym kujonem z wybitną średnią i zadufaną rodziną, Jimin wesołym playboyem, którego rodzice byli najcudowniejszymi ludźmi na świecie. Łączyło ich tylko bogactwo, jak więc udało im się znaleźć wspólny język i pokochać tak mocno, że nie wyobrażali sobie bez siebie życia? Na początku przecież nawet nie brał pod uwagę myśli, że mogą być razem. Wielki, umięśniony idiota, który molestował go w łazience wydawał być się kimś niewartym uwagi, teraz zaś płakał za nim przez kilka godzin i najchętniej by stąd uciekł, by być z nim na zawsze.
Nie miał pojęcia, kiedy z samolubnego i wrednego paniczyka, zmienił się z zakochanego dzieciaka, jednak nie chciał tego zmieniać. Nie chciał odcinać się od świata, w który dopiero wkroczył. W Ameryce będzie sam. Nie wyjdzie tam z Jess do kawiarni, nie pośmieje się z Namjoonem, nie pogada od czasu do czasu z Jinem i nigdy więcej nie zobaczy ludzi z koła tanecznego, których polubił nawet, jeśli nie spotykali się poza treningami. Pierwszy raz miał przyjaciół, z którymi mógł spędzić czas. Kilkanaście lat zajęło mu otworzenie się na ludzi, a teraz miał to stracić. Opuści bliskich, mamę, z którą zaczął się dogadywać, Jimina, którego kochał i Jess, która wywróciła jego życie do góry nogami, dając szansę na normalne egzystowanie.
Nie chciał tego. Tak cholernie pragnął tutaj zostać.
- Nie płacz, kochanie.
Wyprostował się i spojrzał na Jimina, który wydął wargi smutno.
Nawet nie zauważył, że policzki miał całe mokre od łez. Szybko je otarł, pociągając nosem. Starszy podał mu chusteczkę, w którą szybko się wysmarkał.
- Przepraszam. Nie daję rady. - szepnął, a brunet mocno go przytulił, głaszcząc włosy.
- Zawsze będę twój, Jungkook. I przy tobie, w sercu. - mała dłoń Jimina zaczęła gładzić jego klatkę piersiową. Mimowolnie się uśmiechnął i położył swoje palce na te jego.
- Ty w moim też. Obiecaj mi, że nie zapomnisz o mnie i przyjedziesz. Mnie nie puszczą, a bez ciebie tam umrę. - spuścił głowę, zaciskając nerwowo wargi. Czuł się jak desperat, ale co mu pozostało? Teraz nie było sensu w udawaniu, że wszystko jest w porządku i że sobie radzi, bo tego nie robił.
- Będę jak najczęściej. Nawet nie zauważysz, że mnie nie ma. Gdy będziesz pełnoletni, to przyjadę i od razu zabiorę cię do Korei, gdzie kupimy wielki dom i będziemy robić sobie małe Ciasteczka i seksowne Jiminy. Co ty na to?
Jungkook zaśmiał się krótko i mocno objął starszego za szyję, całując w policzek.
- Jesteś najlepszy, hyung. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Ciastek.
Głośne odchrząknięcie przerwało ich uściski. Niechętnie oderwali się od siebie i spojrzeli na babkę i mamę Jungkooka, obok których stała Jess z Namjoonem, który wyglądał, jakby dopiero wstał z łóżka. Cóż, pewnie blondynka siłą go zaciągnęła na lotnisko, sam z własnej woli nie wstałby o piątej rano, by tu dojechać.
- Koniec umizgów, chodź, Jungkook. Pierwsza klasa ma odprawę. - odparła starsza kobieta, a Jungkook wstał i ze smutkiem złapał za dłoń Jimina. Wszyscy ruszyli w stronę małej kolejki, a serce Kooka prawie wyrwało się z piersi.
Teraz wszystko dochodziło do niego bardziej. To koniec. Nie będzie już miał Jimina.
- Jiiimiiiiin! - jęknął i odwrócił się do niego, przytulając mocno. - Nie zostawiaj mnie.
- To ty mnie zostawiasz, Kookie. - westchnął starszy i pogładził jego plecy, ignorując niezadowolone spojrzenie babki i nieco zdezorientowaną twarz matki Kooka.
- To jedź ze mną. - wyjąkał, czując się tragicznie. Miał ochotę przykleić się do Parka i zostać z nim na zawsze.
- Okej. - zaśmiał się Jimin i ucałował jego czoło. - Polecę z tobą.
Jeon jęknął żałośnie i spojrzał na niego z wyrzutem.
- Nie kpij sobie ze mnie, to boli.
- Serio lecę. Nie zostawię mojego aniołka samego w obcym kraju. - wyszczerzył się i wyciągnął z kieszeni bilet i wizę.
Oczy wszystkich osób spoczęły na papierze, który trzymał w dłoniach, a Jeon czuł, jakby miał zaraz zemdleć.
- Już dłużej go męczyć nie mogłeś, deklu? - westchnęła Jess i oparła się o ramię Namjoona, który z uśmiechem ziewnął, przez co dziewczyna szturchnęła go w ramię z dezaprobatą.
- C-co? Nie rozumiem... - szepnął Jungkook. Jego serce waliło jeszcze mocniej, chociaż sądził, że to już niemożliwe.
- Nie przeżyję bez ciebie, więc dokończę szkołę w Ameryce. Jess pomogła mi znaleźć prywatnych nauczycieli, którzy nauczą mnie wszystkiego po koreańsku, a w międzyczasie poświęcę się i ogarnę ten głupi angielski. Mam nawet wynajęte mieszkanie, więc wybacz, ale sobie ode mnie nie odpoczniesz nigdy.
Jungkook nie sądził, że kiedykolwiek będzie tak szczęśliwy, jak teraz. Wskoczył w ramiona starszego, mocząc jego koszulkę łzami.
- Dziękuję, Jimin! Dziękuję!


***


Jimin ziewnął i zerknął na Jungkooka, który zmęczony zasnął. Na szczęście udało mu się załatwić miejsce tak, by mieć go zaraz obok, chociaż i tak odległości w pierwszej klasie były irytujące.
Sam nie do końca wierzył, że jest w stanie tak spontanicznie podjąć decyzję, która zaważy o całym jego życiu, jednak nie miał wyjścia.
Uśmiechnął się i wbił wzrok w szybę, za którą białe obłoki tworzyły wymyślne wzorki.
Powinien być teraz szczęśliwy, prawda? Czemu więc miał wrażenie, że całe te szczęście jest wymyślone i coś w sercu go ściskało na myśl, że opuszcza Koreę. Rodzina, przyjaciele... Będzie za nimi cholernie tęsknił, jednak dlaczego czuł, że to nie o to chodzi? Dlaczego jego myśli zajmowały ciepłe, miękkie usta i delikatne dłonie, które dotykały jego policzków? Dlaczego serce biło mu szybciej, gdy wyobraził sobie Taehyunga na łóżku, przy nim, całującego go niewinnie i słodko, jak jeszcze nigdy nikt? Dlaczego do cholery żałował, że wtedy nie przyciągnął go do siebie i nie zasmakował go bardziej, pozwalając na to, by ta pieszczota trwała dłużej?
Schował twarz w dłoniach, czując nieprzyjemne dreszcze, które przebiegały przez jego ciało.
Czy aby na pewno to z Jungkookiem powinien być?


~~KONIEC





____________________

Szczerze? Tak mi dziwnie z tym, że to koniec. Tyle miesięcy wydawania, a dzisiaj daję Wam ostatni rozdział, który chyba niezbyt wiele wyjaśnia, prawda? Tego można było się spodziewać, bo wolę zostawiać otwarte furtki 'w razie czego'. Niemniej taki zamysł był od początku, więc musicie i wybaczyć.
Chciałam podziękować Wam za to, że dotrwaliście, że wspieraliście mnie przez tak długi okres czasu, bo gdyby nie motywacja w postaci komentarzy, to chyba nigdy bym tego nie skończyła.
Dzisiaj nadszedł koniec najgłupszej kpopowej telenoweli ;D Jeśli gdzieś po drodze mieliście wrażenie, że czytacie nową Modę na sukces, to jestem bardzo szczęśliwa, bo taki był zamysł. INUB nigdy nie miało być ambitną serią, a właśnie ciągnącym się serialem, w którym każdy z każdym, gdzie problemy są wręcz nierealne i abstrakcyjne. Napisałam coś, co zwyczajnie miało sprawiać, że na twarzach pojawi się wielkie "WTF, co ta Reiczel odpierdala?!". Trochę śmiechu, trochę płaczu, trochę czegoś słodkiego, by nie było nudno. Jeśli zaś momentami było kiepsko - przepraszam, ale to moja pierwsza seria, poza rakowymi opowiadaniami z the GazettE w gimbazie ;D Nie jestem pisarką, w ogóle opowiadania to nie moja bajka, ale jakoś poszło i cieszę się, że odbiór był aż tak pozytywny. Gdy zakładałam bloga, to tysiąc wyświetleń było dla mnie marzeniem nie do osiągnięcia, a teraz dochodzimy do 180 tysięcy i nie wiem, czy płakać, czy skakać, bo to naprawdę coś! 
Wiem, że ostatnio seria miała meeega poślizg i Was to denerwowało. Mnie również, ale mam nadzieję, że mimo to mnie nie nienawidzicie i jakoś Wam przeszła złość na mnie.
Wiem, że gadam bez sensu, ale muszę sobie pomarudzić, bo czuję się jak matka, która po miesiącach ciąży, w końcu urodziła dziecko i zakończyła w ten sposób jakiś etap swojego życia (cholera, jakie wzniosłe porównania, zostanę poetką!). 
Pamiętacie, jak na początku każdy miał inne shippy w głowie? Przewinął nam się Kookie i jego zauroczenie Namjoonem, Vmin, TaeGi, Ji-hope, było wiele spekulacji o innych związkach, a koniec końców mamy takie coś. Naprawdę czuję rozbawienie, gdy przypomnę sobie Kooka z kołkiem w dupie, a teraz biedak zakochany płacze, bo chce Jimina. Hoseok, który jak widział Tae, dostawał szału, bo mu odbijał Jimina, a koniec końców zakochał się w nim jak szczeniak. Eh, łezka się w oku kręci. 
Inub to prawie rok pisania (czasami lepszego, czasami gorszego). Ponad dwieście stron tekstu... ;.;
Dobra, koniec pitolenia. Czas na wyniki tego całego konkursu.

Pierw ranking szczęśliwości pairingów.
1. YoonJin - to chyba oczywiste. Kochają się, przeszli na dojrzalszy poziom związku i uświadomili sobie, że jednak nie mogą bez siebie żyć.
2. NamJess - Namjoon nadal nie wydostał się spod pantofla i Jessica go bije, ale jakoś to znosi, bo ją kocha (spróbowałby nie!)
3. Vhope - pomimo tego, że są rozdzieleni, to sądzę, że nie jest u nich tak tragicznie. Kochają się i są przekonani o tym, że ich uczucie przetrwa.
4. Jikook - trochę niespodziewane, ale tak. Jungkook jest zazdrosny i pomimo miłości nie da się ukryć, że jego zaufanie nie jest takie, jakie być powinno. Jimin i jego wątpliwości również mogą być kłopotliwe, chociaż kto wie, o co naprawdę tutaj chodzi? Ich życie w Ameryce też może mieć kiepskie skutki, bo osoba babci jest nadal nieznana. 

Czas też na odpowiedzi do pytań ;D

1. Czy Twoim zdaniem V i Hobi wrócą do siebie?
- Nie, chociaż ich sytuacja nie maluje się tragicznie.

2. Jak V zareaguje na wieść, że Hobi mógł mieć związek ze śmiercią jego matki? A może w ogóle się o tym nie dowie?
- Hobi to tchórz i nic nie wyjawił.

3. Jimin będzie w stanie zapanować nad braterską miłością do Tae, czy jednak JK tego nie wytrzyma?
- JK ledwo wytrzymuje, ale teraz pewnie będzie nieco pewniejszy, skoro blondyna już nie ma. Jimin zaś ma wielkie wątpliwości, bo chyba to nie do końca taka braterska miłość...

4. Yoongi się uspokoił, czy znowu coś spieprzy?
- Cukier jest grzeczny i kocha księżniczkę!

5. Co tam u mamy Ciastka?
- Nadal jest głupia i siedzi z mężem, ale może wyjazd syna coś jej uzmysłowi? 

Niemniej - pod uwagę bierze się po pierwsze ranking i tylko jedna osoba wytypowała idealnie: Karolina Delfin Grędzińska. Tak więc zgodnie z obietnicą możesz wybrać sobie parę z jakiegokolwiek z moich zakończonych opowiadań (nie musi być główna, ale taka, jaka zaistniała, a nie nam V i Jungkook z INUB ;p). Jakiś wątek z one-shota czy jakiejkolwiek serii Cię intryguje? Daj znać, dowiemy się, co się stanie z daną osobą! Jeśli zaś wolisz coś nowego, to też proszę o pairing, gatunek etc. 

Uch. Kończę. Dziękuję raz jeszcze za poświęcony czas, komentarze i w ogóle! Dajcie znać, jak podobała Wam się seria (nie musza być to pozytywne komentarze). Chciałabym poznać Wasze opinie, bo wiem, że wiele osób czyta, a nie komentuje, więc miło byłoby, gdyby pod tym ostatnim był jakiś odbiór ^^
Kocham Was i do zobaczenia w innych opowiadaniach <3



poniedziałek, 14 marca 2016

2. Butterfly

Happy White Day!
Z tej okazji, przedstawiam wam drugi rozdział Butterfly. Mam nadzieję, że się wam spodoba ^^
I dziękuję za wszystkie komentarze, to bardzo motywujące ♥

~Neko


Szukał go już wszędzie. Sprawdził każdy zakątek szkoły i nic. Nigdzie go nie było. Gdzie go wcięło? Czyżby dziś nie przyszedł? Oblizał usta. Gdzie do cholery może być Jeon Jungkook? Przed jego nosem przeleciał motyl. Odruchowo spojrzał w stronę, z której przyleciał i wtedy go zobaczył. Jak gdyby nigdy nic, siedział na murku z jakimś chłopakiem o niebieskich włosach. Był pewien, że nie należy on do uczniów ich szkoły. Nie przeoczyłby kogoś tak charakterystycznego.
Podszedł nieco bliżej. Tak, aby słyszeć co mówią, lecz jednocześnie nie zostać przez nich zauważonym. Problem w tym, że nie bardzo miał co podsłuchiwać. Dwie postacie siedziały koło siebie, nic kompletnie nie mówiąc. Jungkook bawił się zapalniczką, zupełnie jak wtedy na dachu. Niebieskowłosy nieznajomy natomiast, wpatrywał się w przedmiot pomiędzy palcami Kooka, jak zaczarowany. Wyglądali trochę jak para pokłóconych kochanków.
Taehyung przygryzł wargę. Nie spodobało mu się to porównanie. Nie wiedział, dlaczego tak bardzo ostatnio interesował się Jungkookiem. Od czasu, gdy widział go zaćpanego, gdzieś na uliczce za klubem, nie mógł przestać o nim myśleć. Chciał wiedzieć kim jest, co robi gdy nie jest w szkole, z kim się zadaje. Jednym słowem - wszystko. Dlatego też musiał dowiedzieć się kim jest ów niebieskowłosy chłopak. Wyglądali, jakby naprawdę rozumieli się bez słów...
 - Przyniosłeś? – odezwał się wreszcie Jungkook. Nieznajomy kiwnął głową, wciskając mu w rękę mały pakunek.
 - Pieniądze.
 - No wiesz... Mógłbyś mi choć raz odpuścić – Kook zrobił minę zbitego psa. Chłopak zaśmiał się cicho, posyłając lekkiego kuksańca młodszemu.
 - Tylko dziś. Specjalnie dla ciebie – poczochrał Jungkooka po włosach, po czym zeskoczył z murku i odszedł w swoją stronę. Taehyung zacisnął pięści. Musi się dowiedzieć kto to był i jaka jest jego relacja z Kookiem. Nie daruje.

***

Szedł przed siebie, nie do końca wiedząc dokąd ma się teraz udać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jest śledzony. Ktoś szedł za nim od czasu, gdy opuścił teren szkoły Jungkooka. Że też mu się chciało... Byli już tak daleko. Podziwiał upór chłopaka. Nie wiedział czego od niego chce, nie bardzo go to obchodziło. Wskoczył lekko na murek, niczym kot, by po chwili wspiąć się nieco wyżej i jeszcze trochę wyżej. Aż na dach jednego z pobliskich garaży – jedno z jego ulubionych miejsc. Podszedł do przeciwległej krawędzi i usiadł, wywieszając nogi poza garaż. Zapalił jointa i ze spokojem zapytał:
 - Czego chcesz?
Chłopak, który przyszedł za nim aż tutaj, nie odezwał się od razu. Usiadł obok Sugi, spoglądając niepewnie w dół. Było tu dość wysoko... Suga uśmiechnął się kpiąco. Spokojnie palił, nie zwracając zbytnio uwagi na nieproszonego gościa. Siedzieli tak w milczeniu przez chwilę.
 - Czemu palisz to świństwo? – spytał w końcu chłopak. Yoongi nie odpowiedział. Zaciągnął się w zamyśleniu. Kiedy to wszystko się zaczęło? Przecież on i Jungkook byli kiedyś szczęśliwi i bez tego. Zaczął z ciekawości, jak każdy. Był młody i głupi. Namawiali go, mówili, że będzie fajnie. Spróbował i faktycznie, nie kłamali. Było fajnie, było cudownie. Nawet jeśli trwało to tylko krótką chwilę.
A potem się uzależnił. Nie żałował, nie miał czego. W końcu nie miał nic do stracenia. Nie miał rodziny, a jego jedynym przyjacielem był Jungkook. Jego słodki, uroczy Kookie... Ach, no tak. To już przeszłość. Teraz już naprawdę nie miał nic do stracenia. Nie miał nic, tylko motyle, które nie wiedzieć czemu lgnęły do niego, jakby był jakimś niezwykle kuszącym kwiatem. Lubił motyle.
 - Bo lubię – wypalił, gdy jego „gość” już całkiem stracił nadzieję na odpowiedź – Nie czuję się wtedy taki samotny.
Wiatr rozwiał jego niebieską grzywkę, odsłaniając jasne czoło. Suga uśmiechnął się smutno, spoglądając gdzieś w dal.
I wtedy, nie wiedzieć czemu, chłopak go przytulił.
***
Bawił się nożem, ze znudzeniem wysłuchując próśb jakichś randomowych ludzi. Splunął pod nogi jednemu z nich.
 - Yah – mężczyzna spojrzał na niego przestraszony – Masz czas do jutra. Jeśli tego nie przyniesiesz...
Namjoon przejechał znacząco palcem po swojej szyi. Wstał, otrzepując marynarkę z niewidzialnego kurzu i machnął na swoich ludzi. Wyszli z mieszkania, rozwalając wszystko, co napotkali na swojej drodze.
 - Hyung! – usłyszał. Zapalił papierosa, opierając się o ścianę budynku. No proszę... Kto nagle się przed nim objawił. A już myślał, że dzieciak nie żyje.
 - Yo, Kookie.
 Jungkook uśmiechnął się promiennie. Dziwny chłopak. Normalny człowiek drżał ze strachu, choćby słysząc o mafii Namjoona, a ten? Szczerzył się do niego jak głupi i jeszcze nazywał „hyungiem”. Nie, żeby mu to przeszkadzało. Dzieciak był bardzo przydatny. Potrafił otworzyć każde drzwi i wślizgnąć się niepostrzeżenie do pomieszczenia. Był inteligentny i całkiem silny, jak na swój wiek. Na dodatek miał znajomości. Zawsze przynosił najlepszy towar, nigdy jednak nie zdradził, skąd go ma. Namjoon nie nalegał. Bo po co. I tak sie kiedyś dowie, wystarczy, że rozkaże komuś śledzić Jungkooka. Uśmiechnął się wrednie i poklepał dzieciaka po ramieniu.
 - Już myślałem, że wciągnąłeś cały towar i zdechłeś gdzieś w rowie.
 - No wiesz co! Hyung, jak możesz tak o mnie myśleć – Kook zaśmiał się, wyciągając w jego kierunku plecak. Namjoon rozpiął go, sprawdzając zawartość, po czym kiwnął głową na znak, że wszystko się zgadza. Dzieciak naprawdę przynosił mu duże korzyści. Rzucił nożem, celnie trafiając prosto w motyla, siedzącego na drewnie na przeciwko nich.

***

 - Wiesz, że cię kocham, prawda?
 - Wiem – pocałował go delikatnie w czoło i objął ramieniem. Był tak blisko... Ile by dał, żeby zostali tak na zawsze, siedząc przed telewizorem i oglądając głupie filmy. Mógł słuchać jego głębokiego głosu całą wieczność. Jego donośnego śmiechu, jego zabawnych komentarzy...
 - Zostań przy mnie – szepnął, wtulając twarz w jego szyję. Zapach drogich perfum otoczył jego ciało. Czuł się bezpieczny. Szczęśliwy.
 - Nigdzie się nie wybieram, Hobi.
Kłamca.
Obudził się. Znów ten sam sen, znów śnił o przeszłości. Miał tego dosyć. Ile jeszcze minie, zanim o nim zapomni? Kiedy wreszcie pogodzi się z teraźniejszością? Taehyung nie należał już do niego. Hoseok został sam. Już nikt nie nazwie go pieszczotliwie „Hobim”. Zamknął oczy. Jeśli ma widzieć go już tylko w snach, to woli przespać całą wieczność.
Ciekawe, czy Tae o nim jeszcze pamięta...

***

Obracał zapalniczkę w palcach, z zainteresowaniem przyglądając się Taehyungowi. Chłopak kręcił się przy nim praktycznie cały czas. Wyglądał tak niewinnie, nie bał się Kooka a w jego oczach widział podniecenie. Kosmita, cholernie przystojny i seksowny dziwak.
 - Czemu za mną łazisz? – zapytał z czystej ciekawości.
 - Przeszkadzam ci? – Taehyung zrobił smutną minę. Jaki on uroczy...
 - W sumie to... Nie – przyznał szczerze. Rzeczywiście, towarzystwo chłopaka w ogóle mu nie przeszkadzało. Zwykle unikał ludzi, nie przepadał za nimi. Nie rozumieli jego stylu życia, irytowali ciągłymi wzmiankami na ten temat. Taehyung był inny. Uśmiechał się za każdym razem, kiedy Jungkook był w dobrym nastroju. Nie mówił zbyt wiele, gdy Kook nie miał ochoty na rozmowy. Czasem mu odbijało i zaczynał się wygłupiać, doprowadzając Jungkooka do śmiechu. Z czasem nawet zaczął go tymi głupawkami zarażać... Nie narzekał na to, że pali. Kiedyś nawet zabrał mu papierosa, by samemu spróbować, zakrztusił się, skrzywił i otrząsnął z obrzydzeniem. Stwierdził, że nie wie, jak można to lubić. Miał przy tym tak zabawną minę, że Jungkook prawie udusił się wtedy ze śmiechu.
Kim Taehyung, nie słyszał o nim wcześniej. Wypytał wszystkich znajomych, czy wiedzą coś na jego temat, wszyscy jednak kręcili przecząco głowami i wzruszali ramionami. Tajemniczy osobnik. Jak to możliwe, że nikt o nim nic nie wiedział? Był od niego starszy o dwa lata –trzecioklasista. Może widzieć go w tej szkole już tylko przez parę miesięcy... Nie, żeby mu zależało.
 - Tae, czemu się tak mną interesujesz?
Taehyung nie odpowiedział. Wpatrywał się w zapalniczkę Kooka. Chłopak zawsze miał ją przy sobie. Nie ważne, czy biegli przez szkolny korytarz, wydzierając się jak opętani, czy jak leżeli tak jak teraz, na dachu szkolnego budynku, nic sobie nie robiąc z tego, że jest już dawno po dzwonku.
 - Kookie – Jungkook drgnął. Tylko Namjoon się zwracał do niego w ten sposób. Ale Tae o tym nie wie, prawda? Nie wstydził się swojego życia. Robił co chciał. Jego sprawa. Ale jakoś nie specjalnie chciał, by Kim wiedział, że zadaje się z mafią... Nerwowo przełknął ślinę. Zacisnął palce na zapalniczce, czekając aż starszy znów zacznie mówić.
 - Ta zapalniczka... – Taehyung wyciągnął rękę, by dotknąć przedmiotu. Szybko jednak ją cofnął, widząc mord w oczach Kookiego. Młodszy schował przedmiot do kieszeni – Wybacz, to chyba coś ważnego dla ciebie.
Spojrzenie Jungkooka złagodniało. W końcu chłopak nie zrobił nic złego, nie ma powodu do gniewu.
 - To... Nic takiego – odpowiedział wymijająco, po czym szybko zmienił temat – Wyskoczymy dziś gdzieś? Na jakieś piwo, czy coś.
Uśmiechnął się na widok podekscytowania w oczach Tae. Nie wiedział czemu pozwala mu na przebywanie w swojej obecności. Nie wiedział, dlaczego w ogóle mu to nie przeszkadza, a nawet chce z nim spędzać czas. Lubił tego uroczego kosmitę. Taehyung był dziwny, to fakt, lecz czy Jungkook był tak do końca normalny?

***

Podał przyjacielowi kubek z gorącą czekoladą. Oczy młodszego błyszczały, jakby w gorączce. Wyglądał na bardzo podekscytowanego. Coś musiało się wydarzyć. Cokolwiek to było, miał nadzieję, że to nic złego. Kook i tak już szalał stanowczo za bardzo...
 - Jiminnie, pamiętasz jak mówiłem ci o Jinie? – zaczął Jungkook. Jinie? Ach tak, ten mężczyzna z nocnego klubu. Miał złe przeczucie...
 - Dowiedziałem się skąd zna moje imię. To stary znajomy Namjoona i...
Jimin słuchał wywodu przyjaciela, co jakiś czas kiwając głową lub zadając krótkie pytania. Nie robił mu wyrzutów o nic. Wiedział, że to i tak nic by nie dało. Jeszcze Jungkook by się wkurzył i przestał o wszystkim opowiadać. Straciłby przyjaciela, a na to nie mógł pozwolić. Zależało mu na tym wysokim, ładnym szaleńcu. Byli ze sobą naprawdę blisko, jak bracia. Wiedzieli wiele na swój temat, rzec można, że wszystko, lecz to nie byłaby do końca prawda. Było coś, o czym Jungkook nie mówił. Unikał tego tematu jak ognia, a Jimin nie nalegał. To i tak tylko przeszłość. Widocznie niezbyt przyjemna, skoro nie chce o tym mówić.
 - ...więc tak jakby teraz jesteśmy razem – skończył Jungkook.
 - Jak to „tak jakby”? – Kook przygryzł wargę i ze zmieszaniem przeczesał włosy. Kubek z gorącą czekoladą parował lekko, zupełnie przez nich zapomniany.
 - Bo widzisz... To w sumie związek oparty tylko na łóżkowych relacjach... – wyraźnie się zawstydził. Jimin po raz pierwszy widział go w takim stanie. Jin i Jungkook razem? Znajomość łóżkowa? Martwił się. Co jeśli Jungkook się zakocha? Co jeśli Jin go zrani? Nie chciał, by tak było. Nie chciał, by ktoś zepsuł Kooka jeszcze bardziej. Ale cóż mógł zrobić? Nic, był bezsilny. To było naprawdę okropne uczucie...

***

 - Taehyung! Dawno cię tu nie widziałem. Gdzie się podziewałeś?
 - Jin hyung! – przytulił się do starszego – Tęskniłem.
 Usiedli standartowo w miejscu dla vipów. Był to klub Jina, więc mogli pozwolić sobie na wszystko. Rozejrzał się z zaciekawieniem po budynku. Nic się nie zmieniło. No, może poza niektórymi dekoracjami lub nowymi drinkami dodanymi do menu. Siedzieli razem, śmiejąc się i opowiadając o sobie. Wtem Jin szturchnął go lekko.
 - Widzisz tego w czerwonej skórzanej kurtce? – wskazał na tłum tańczących. Taehyung rzucił spojrzeniem we wskazanym kierunku. Postać wyglądała dosyć znajomo. Może jakiś stały bywalec? – To mój chłopak.
 - Chłopak? – zdziwił się – Myślałem, że związki cię nie interesują?
 - Bo nie interesują. Ale ten jest wyjątkowy. Moja mała dziwka.
Taehyung prychnął. Jin był jego bliskim przyjacielem, ale to typowy playboy. Nie interesowało go nic poza jednonocnymi przygodami. Związek? To bardziej przywłaszczenie sobie zabawki. Biedny chłopak... Rzuci go, jak tylko się nim znudzi. Znajdzie sobie nową zabaweczkę, a poprzednią zepsuje. Zniszczy. Typowy Jin. Z pozoru miły, dobrze wychowany dżentelmen. Pomocny, uroczy, niewinny... Jak bardzo mylne jest pierwsze wrażenie.
 - Aż taki dobry w łóżku?
 - Cudowny... – Jin rozmarzył się – Jeon Jungkook, jeden z dzieciaków Namjoona. Myślisz, że Namjoon się wkurzy, jeśli mu go trochę podbiorę?
Taehyung zamarł. Chwila, co? Przesłyszał się? Przyjrzał się bardziej tańczącemu. Jungkook? Jego Kookie?
 - Co powiedziałeś? Jak się nazywa?
 - Kto? Moja nowa zabawka? Jungkook. Jeon Jungkook. – Jin uśmiechnął się wrednie – Piękna laleczka, prawda?
W Taehyungu zawrzało. Jak on śmiał nazywać tak JEGO Kooka. Jak on śmiał go wykorzystywać, bawić się nim. Jak on śmiał tak o nim mówić. Chwycił Jina za kołnierz.
 - Nie waż się go więcej tknąć – wycedził. Był wściekły. Dlaczego to musiał być Jungkook?! Jin przestał się uśmiechać.
 - Bo co?
Nie wytrzymał. Uderzył go. Z całej siły, prosto w twarz. Wiedział, że Seokjin ma obsesję na punkcie swojej ładnej twarzyczki. Wiedział, że właśnie zakończył ich wieloletnią przyjaźń. Na zawsze, najprawdopodobniej już nigdy tego nie naprawi.
 - Kookie jest mój. MÓJ, rozumiesz?! – wykrzyczał, rzucając Jinem o kanapę – Nie zbliżaj się do niego, bo pożałujesz.
Odchodząc, nawet się nie obrócił. Nie spojrzał, czy z Jinem wszystko w porządku. Nie zastanawiał się nad tym, czy przypadkiem nie przesadził. Szybko znalazł się przy Kookiem, chwytając go za rękę i wyciągając z klubu. Nie pozwoli, by ktokolwiek go skrzywdził. Jungkook należał do niego, nawet jeśli sam jeszcze nie był tego świadomy. Nie odda go nikomu, nawet najlepszemu przyjacielowi. Znalazł go pierwszy, był jego. Jego mały, piękny szaleniec. Jego Kookie.
 

sobota, 12 marca 2016

1. Potrafię widzieć tylko Ciebie

Ogłoszenia parafialne Kościoła Geniusza Park Jimina: Witam! Wiem, że w ankiecie wygrały Vkooki, ale chyba się nie obrazicie za dorzucenie do naszej dwójki Jimina. Pasował mi do pomysłu, więc no. Zresztą... Ostatnio jest go za mało! A Jikooki każdy lubi, Vminy też są fajne, więc chyba dacie radę to znieść ;) Mam nadzieję, że one-shot (jaaasne. Wyjdzie two-shot, bo tak) się uda, teraz mam stresa ;D Proszę pięknie o opinie i komentarze!
Ostatni rozdział INUB powinien być w w przyszłym tygodniu, ale na 100%  nie obiecam. Na 80% jednak mogę. 



One-shot z ankiety
Pairing: Vkook, Vmin, Jikook 
Gatunek: smut, angst, szkolne

Beta: Kiri <3



      Jungkook sięgnął po swoją tackę z jedzeniem, po czym sprawnie wyminął stoliki na stołówce, by jak najszybciej dotrzeć do miejsca, które od początków kariery w tej placówce, należało do jego skromnej osoby. Po drugiej stronie siedział już opalony chłopak, który z uporem maniaka atakował puszkę coli, która nie chciała się otworzyć.
- Daj to łamago. - mruknął, zabierając mu napój. Postukał palcem w metalowe opakowanie, po czym szybko pociągnął za zawleczkę i podał puszkę uradowanemu chłopakowi, który szybko upił kilka łyków.
- Dziękuję, ale nie możesz tak do mnie mówić. Jestem twoim hyungiem!
Jeon zaśmiał się krótko, kręcąc głową z niedowierzaniem. Przysiadł na krześle i zabrał się za swoje jedzenie, chcąc jak najprędzej wyzbyć się nieprzyjemnego ssania w żołądku. Lekcja siatkówki go wykończyła, stracił masę energii, którą teraz trzeba było uzupełnić. Taehyung na szczęście nie zamierzał drążyć tematu, zajęty swoimi frytkami, więc mógł w spokoju delektować się ryżem z mieszanką warzyw i mięsa. Pomimo tego, że sporo ćwiczył, nie mógł się przekonać do fast-foodów, dzielnie posilając się wyłącznie pełnowartościowymi składnikami, które nie wyrządzały szkód organizmowi, dlatego nieco z politowaniem zerkał na widocznie usatysfakcjonowanego takim śmieciowym żarciem. Miał szczęście, że otrzymał od losu dobrą przemianę materii, bo pewnie wyglądałby jak wielka, kosmiczna kulka, a wtedy Jeon nie byłby nim aż tak zainteresowany. 
      No dobra. Byłby nadal. Taehyung mógłby przytyć dwadzieścia kilo, dostać nagle zmarszczek, czy stracić zęby, a Jungkook i tak uważałby go za najpiękniejszą istotę na świecie. Od jakiegoś czasu zaczął w końcu sobie uświadamiać, że jego przyjaciel z dzieciństwa znaczył dla niego więcej, niż był świadom dotychczas. Dostrzegł, że pod tą słodką twarzą i głupkowatymi zachowaniami kryje się chłopak, z który mógłby spędzić całe życie. Był przy nim zrelaksowany, mógł być sobą i niczego nie ukrywać. Znali się bardzo dobrze, żadne odchyły nie stanowiły dla nich przeszkody, trwali przy sobie od dawna. Nic więc dziwnego, że Kook pokochał właśnie starszego Kima.
      Uśmiechnął się, przyglądając jak szatyn przeżuwa pokarm. Uwielbiał ten nierozgarnięty wyraz twarzy, buźkę myślą nieskalaną, wygłupy i niezdarność. Czuł potrzebę opieki nad nim, chociaż jeszcze niedawno to on biegał za starszym, chcąc się z nim pobawić na podwórku. Cały czas był jak młodszy brat, który domagał się zainteresowania ze strony Taehyunga, teraz zaś zwyczajnie dojrzał, prześcigając pod tym względem swojego hyunga. Przerósł go nie tylko masą i wzrostem, ale i doświadczeniem życiowym, więc siłą rzeczy ich role się zamieniły.
- O jeju. - usłyszał głos przyjaciela. Zerknął na niego, po czym mina mu zrzedła. Taehyung nieczęsto robił maślane oczy. Jeśli jednak już do tego dochodziło, to oznaczało, że Park Jimin wszedł na salę. Jeon zacisnął palce na pałeczkach, starając się zapanować nad niebezpiecznie drgającą brwią. Nienawidził tych momentów, gdy starszy wzdychał do tego głupka, nie szczędząc miłych słów i pochwał.
- Kookieee... Czemu on nie zwraca na mnie uwagi? - jęknął, nadymając policzki. Wyglądał rozkosznie, jednak w takich chwilach nie mógł skupić się na podziwianiu jego urody. Musiał powstrzymać się przed krzyczeniem i zabiciem Parka, który ot tak, bez wysiłku zdobył serce chłopaka, którego skrycie kochał.
- Jest tępym bucem, to dlatego. - nic więcej nie dodał. Skupił się na swoim napoju, zerkając przez ramię na umięśnionego kurdupla. Naprawdę nie rozumiał, czemu aż tak się wszystkim podobał. Był mały i miał płaską twarz. Może i posiadał dobre ciało, jednak wielkość mięśni była odwrotnie proporcjonalna do mózgu, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie słyszał nigdy o wybitnych osiągnięciach tego chłopaka, więc pewnie nie należał do grona intelektualistów, w przeciwieństwie do niego. Czy nie był lepszym wyborem? Wysoki, z genialną średnią, wysportowany i nie najbrzydszy, w dodatku na każde skinienie Tae. Jak to więc możliwe, że ślinił się na widok Jimina, mając jego całe życie pod nosem?
- Nie mów tak, jesteś wredny. Po prostu... Muszę jakoś zwrócić na siebie jego uwagę. Może powinienem zagadać? - zaczął, pakując do ust kolejną porcję frytek. - Albo nie... Przecież w życiu się nie odezwę, gdy będzie w pobliżu. Jego urok mnie onieśmiela.
- Nie rób nic. Jesteś uroczy, jeśli na ciebie nie poleci to znaczy, że zwyczajnie jest hetero. Bywa i tak.
- Ale Kookieee! Ja wiem, że jest taki jak ja. Czuję to.
Jungkook nic nie odpowiedział. Zerknął po raz ostatni w stronę swojego rywala i aż się skrzywił, gdy ich spojrzenia się spotkały. Brunecik uśmiechnął się i zlustrował ich oboje wzrokiem, po czym wrócił do swoich znajomych.
- On się na mnie spojrzał! Kooookieee! To jest miłość!
Tak. Szkoda, że akurat dla niego nieszczęśliwa.






***




      Poprawił na czole opaskę, po czym przystanął obok swojego nauczyciela wychowania fizycznego, który sprawdzał coś w swoich notatkach. Było już po zajęciach, teraz miał trening, na którym jak zwykle ich wykańczano. Rzecz jasna nie narzekał, jednak po pół godziny z trudem łapał oddech, a to dopiero początek.
- Poprawiłeś się Jeon. - mruknął trener, kreśląc coś na papierze. - Myślę, że przeniesiemy cię do grupy zaawansowanej, zbyt mocno się wybijasz, a wyniki masz na tyle dobre, że sobie poradzisz.
Jungkook uśmiechnął się i skinął głową, nieco zaskoczony jego słowami. Wiedział, że był niezły, jednak tak szybki awans był niespotykany. Na wyższym poziomie byli już starzy wyjadacze olimpiad, on zaś póki co tylko sobie biegał, prawie że dla relaksu.
- Naprawdę? Dziękuję bardzo. - zwilżył wargi językiem, prostując się. Zerknął na drugą stronę boiska, gdzie starsi chłopcy ze szkoły skakali w miejscu, chcąc rozruszać kości. Ciekawe jak zareagują na tak nagłe powiększenie zespołu, nie mógł się już doczekać. - Mogę do nich dołączyć już dzisiaj?
Nauczyciel uśmiechnął się i przytaknął.
- Daj z siebie wszystko młody. Masz tam sporą konkurencję. Powodzenia.
Jeon jeszcze raz się skłonił i pobiegł w stronę grupki, nie panując nad wyszczerzem, który zagościł na jego twarzy. Był jeszcze jeden powód dla którego tak bardzo ucieszył się na ten awans - Park Jimin, gwiazda biegów w ich szkole. Mógł udowodnić, że przy nim jest nikim, pokonując go we wszystkich wyścigach. Rzecz jasna pewnie przy tym się wymęczy, bo nie miał doświadczenia, jednak czego się nie robi z miłości?
- Cześć. - powiedział, posyłając reszcie uśmiech przepełniony pewnością siebie. Nie miał zamiaru bawić się w nieśmiałego chłopca, czasy te minęły w momencie, gdy uświadomił sobie ograniczenie umysłowe większości jego hyungów.
- Hej. Co jest? - czarnowłosy chłopak o nieco podłużnej twarzy wystąpił przed szereg, uśmiechając się przyjaźnie. Jung Hoseok, czyli szkolna nadzieja we wszystkim i kapitan sekcji sportowej dla zaawansowanych. Dla niego warto było być miłym, co zresztą nie było trudne, bo był idiotą i kochał się wygłupiać.
- Zostałem przydzielony do poziomu wyżej.
- Kiedy? - brunet zerknął za jego plecami na trenera, nadymając nieco policzki.
- Teraz. Przed chwilą. - wzruszył nieco ramionami, również spoglądając w stronę mężczyzny, który uniósł kciuk ku górze, wyrażając w ten sposób aprobatę.
- Okej. Jestem Jung Hoseok, kapitan. Resztę drużyny poznasz w trakcie treningu, więc oszczędzę ci przedstawiania tej bandy półgłówków. - uśmiechnął się szeroko, po chwili dostając po głowie od jednego z nich, którego Kook nie kojarzył. - Która klasa?
- Jeon Jungkook, druga.
- Młodziutki! Miło, że do nas dołączyłeś i liczę, że nie zawiedziesz nikogo. To już nie dziecinne zabawy w bieganie, a coś poważniejszego, więc spodziewam się wielkich sukcesów.
Jeon skinął głową, nie przestając się uśmiechać. Zlustrował szybko wzrokiem resztę drużyny, a jego wzrok na chwilę spoczął na widocznie zadowolonym Parku. W środku aż go coś ścisnęło. Nienawidził go nawet wtedy, gdy nie miał z nim styczności, ale teraz praktycznie wychodził z siebie i miał ochotę obić mu ten już, i tak krzywy ryjec. O! A najlepiej wysadzić w powietrze, czy wysłać na Marsa. Wszyscy byliby szczęśliwi.
      Posłał mu pełne pogardy spojrzenie, po czym znowu uśmiechnął się do Hoseoka, który coś tam sobie mówił.
- ... no i nie wiem... Który po treningu pomoże mu z ogarnięciem formularzy i regulaminem?
Kook uniósł brew, otwierając nieco szerzej oczy. Jak zwykle wyłączył się w nieodpowiednim momencie. Ten Jimin go zrujnuje całkowicie.
- Ja hyung. I tak nie mam nic do roboty. - Park zrobił krok do przodu, stając tuż obok zadowolonego Junga, a Jeon miał ochotę głośno zaprotestować, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Robienie scen nie było dobre, a on w sumie dostanie szansę na uprzykrzenie życia tej górze mięśni.
- Okej, wracamy do ćwiczeń. Przysiady!
Jeon nawet nie spojrzał na swojego wroga. Odszedł odrobinę i zaczął się schylać z gracją, jakby chcąc wszystkim zakomunikować, że jest niezwyciężony.




***






      - Koooooookie! Serio?! - Taehyung wpakował sobie do ust wielkie ciastko, przy okazji krusząc na łóżko młodszego, który jak zwykle przymknął oko na jego niezdarność. - Jeju. Mi się w ogóle nie udało dostać na biegi, ciągle mnie męczą koszykówką, a ja nawet tego nie lubię. Zaaaazdroszczę. - jęknął, oblizując swoje pełne wargi.
- Musisz więcej ćwiczyć, to pozwolą ci się przenieść. Mogę cię polecić trenerowi. - odparł, sięgając po kawałek jabłka, które uprzednio pokroił, by nie siedzieć jak idiota wgapiając się w słodycze starszego. Wgryzł się w nie, nie przestając uśmiechać. Jego maleństwo było doprawdy urocze, miał ochotę go wycałować.
- Uwielbiam cię, naprawdę. - posłał mu całusa, po czym odłożył opakowanie z ciastkami i spojrzał na niego nieco poważniej, co Jeon od razu zrozumiał, a w środku zaczął czuć coś nieprzyjemnego.
- Hm... Jimin jest z tobą w zespole? - jego oczy były większe, aż przysunął się bliżej, wpatrując w twarz młodszego, który silił się na uprzejmy ton.
- Owszem. Nawet pomagał mi dzisiaj z dokumentami, bo zgłosił się na ochotnika.
- Jeju, ty szczęściarzu! I co? Jaki jest? O czym rozmawialiście? - niemal podskakiwał podjarany, a Jungkook czuł się naprawdę źle, nie chciał jednak ukrywać niczego przed swoim przyjacielem.
- W sumie dość nudny. Nie miałem z nim żadnych tematów do rozmów. Zachowywał się dziwnie i uśmiechał jak psychol. - wzruszył ramionami. Nawet nie musiał kłamać, bo Park naprawdę był dziwakiem. Jego teksty były ułomne, godne raczej dzieciaka z podstawówki, nie zaś dorosłego mężczyzny. Dodatkowo miał dziwne poczucie humoru i był niesamowicie nachalny, co Jeona irytowało. Nawet nie chodziło o to, że go nie trawił. Po prostu ten mięśniak był skrzywiony.
- Może jest nieśmiały? - zagadnął, a Kook miał ochotę uderzyć się w czoło. Naiwny.
- Taeś, skarbie. Nie znam nikogo, kto pewnością siebie by go pobił. To człowiek, który dobrze czuje się wszędzie. A zresztą... On nie jest wart twojej uwagi. Szkoda nerwów, bo nic sobą nie reprezentuje.
- Jesteś młody Kooki... Kiedyś zrozumiesz, że ludzie potrzebują drugiej osoby obok.
- Masz przecież mnie, nie wystarczę? - przysunął swoją twarz do jego, zaczepnie trącając nosem jego policzek. Chłopak zaśmiał się, obejmując go za szyję.
- Ty jesteś moim przyjacielem, nie będę przecież uprawiał z tobą seksu. Głupi Jungkookie! - zamruczał cicho i opadł na łóżko, ciągnąc młodszego za sobą. Kook wylądował na nim i nie miał pojęcia, czy być z tego powodu zadowolonym, czy nie. Te słowa mocno go zabolały. Zawsze friendzone było dla niego czymś śmiesznym i nie wyobrażał sobie, jak można być tak głupim, by trwać przy osobie, która nas nie kocha. To coś absurdalnego i nienormalnego, teraz zaś sam utknął w tym okropnym stanie, nie miając motywacji, by odciąć się od chłopaka.
      Spojrzał na niego z góry, opierając dłonie po obu stronach jego głowy.
- Nie kochasz mnie hyung?
Delikatne dłonie starszego głaskały go po karku, na co jego ciało mocno reagowało. Nie pomagał widok uśmiechniętego Kima, który zaczął bawić się swoją wargą, tuż przed twarzą Kooka.
- Kocham cię. Mocno. Jesteś moim małym braciszkiem, muszę. - uniósł nieco głowę i ucałował czule policzek szatyna, który aż się spiął na ten gest. Zrobiło mu się gorąco, a zmysły zaczęły szaleć.
- To chcę w takim razie jeszcze kilka razy buzi. Należy mi się nagroda za awans. - mruknął zaczepnie, podczas gdy jego dłoń spoczęła na biodrze chłopaka, które zaczął delikatnie masować. - Daj pysiaka.
Tae zachichotał i zrobił dzióbek, złączając ich usta w dość krótkim, ale czułym pocałunku. Jungkook aż wstrzymał oddech, napierając na te miękkie, słodkie wargi. Najchętniej wdarłby się do jego wnętrza i go pogłębił, jednak nie chciał go spłoszyć. Gdy starszy opadł na poduszki, zaczął składać całusy na jego twarzy, zaczynając od nosa, poprzez oba policzki, przymknięte powieki.
- Kocham cię Tae.
- Jejku, jesteś taki słodki Kookiś! - dźwięczny głos Hyunga tylko mocniej go nakręcił. Powoli zszedł z pieszczotami na szyję chłopaka, całując ją nieco bardziej namiętnie. Szlag. Tracił nad sobą panowanie, a pozycja nie pomagała. Miał jego uda na swoich biodrach, słodkie ciało pod swoim, w dodatku luźna koszulka podwinęła się i mógł podziwiać delikatnie umięśniony brzuch chłopaka. Wiedział, że powinien przestać, z drugiej strony jego ukochany nie protestował, cicho mrucząc. Podobało mu się to, widział to doskonale.
- Mhm... To takie przyjemne. Aż mam ciarki... - jęknął starszy, zaciskając dłonie na jego ramionach. - Skoro z tobą jest tak miło, to jak musiałby robić to Jimin, skoro wtedy atmosfera byłaby erotyczna... - wypalił, a Jungkook natychmiast się spiął. Oderwał swoje usta, od razu odsuwając się. Opadł obok, zaciskając dłonie w pięści. Czyli z nim to była zabawa? Taehyung zupełnie nic nie czuł, gdy go tak traktował? Przecież był w tym dobry, nikt nie narzekał, czemu więc osoba, na której najbardziej mu zależało, była odporna na te pieszczoty? I jeszcze myślała, jak by było z innym.
- Nie wiem Tae... Nie jestem Jiminem, nie znam się. - westchnął, a starszy od razu się w niego wtulił.
- Wiem... Ale... Pomyślałem sobie, że może mógłbyś mi jakoś pomóc go zdobyć?
Gdyby Kook coś jadł, to zapewne udławiłby się i zakończył swój żywot.
- Co? Przecież nie poderwę go za ciebie.
- Wiem, ale masz z nim kontakt. Nie możesz jakoś... zaaranżować nam spotkanie? Nawet w większej grupie, wtedy mógłbym go poznać.
- Naprawdę tego chcesz? - westchnął, wpatrując się w jego oczy. Tae skinął głową, patrząc na niego wyczekująco. - Postaram się coś wykombinować. Zrobię wszystko, byś był szczęśliwy. - objął go mocno, przyciągając do siebie. Był zbyt miękki. Jego uczucia były zbyt silne, nie potrafiłby go zranić i odmówić. Nawet, jeśli sam ma cierpieć, to nie pozwoli, by ten maluch był skrzywdzony. Załatwi im randkę, słowa bowiem zawsze dotrzymywał. Miał tylko nadzieję, że Park nie zrobi wrażenia na Tae, gdy dojdzie już do spotkania.









czwartek, 10 marca 2016

1. Butterfly



 Witam, witam~
Dopiero zaczynam publikować na tym blogu, więc mam nadzieję, że miło mnie przyjmiecie ^^
Chcę Wam przedstawić pierwszy rozdział mojego fanfiction, które powstało tak naprawdę przez czekanie na kolejne rozdziały I Need You Boy. Więc dziękuję Reiczel za inspirację ♥
Niestety muszę Was uprzedzić, że z reguły lubuję się w krótszych formach. Mam nadzieję, że mimo to spodobają Wam się moje twory.
~Neko

Pairing: Vkook, Taegi, Jinkook, Vhope, JiKook, YoonKook 

Gatunek: yaoi, angst, romans
Ostrzeżenia: używki, przekleństwa



Will you stay by my side?
Will you promise me?
If I let go of your hand, you’ll fly away and break
I’m scared scared scared of that...
~BTS - Butterfly



Szedł ulicą, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Nie miał ochoty na spotkanie ze swoim gangiem – jego codzienną rutyną. Dziś chciał być sam. Był w złym humorze. Nudził się. Spojrzał na migoczący szyld jednego z klubów nocnych. Uśmiechnął się do siebie, widząc pod drzwiami lekko podpitą dziewczynę. Była naprawdę ładna. Tego dziś potrzebował. Małej rozrywki. Przygody na jedną noc. Dziewczyna gorączkowo przeszukiwała torebkę w poszukiwaniu zapalniczki. Jego szansa. Podszedł do niej z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.

 - Hej, noona – odpalił swoją zapalniczkę i zachęcająco skinął głową. Miał szczęście, że był przystojnym młodym mężczyzną. Tę noc miał zapewnioną. Dziewczyna już była jego.


***


Leniwie sączył piwo, patrząc na tańczący tłum. Był znudzony. Nikt jakoś dziś mu nie pasował. Wszyscy mieli w sobie coś co mu przeszkadzało. Westchnął i wstał od baru. Na dziś już wystarczy. Nic z tego dziś nie wyniknie. Szybko dopił piwo i wyszedł z klubu. Sprawnie wyminął palących i skierował się za budynek. Była to najkrótsza droga do jego domu. Niestety, nie należała do najbezpieczniejszych. Często kręcili się tu pijani ludzie, wracający z pubów. Czasem odbywały bójki gangów lub rozlegał się niezrozumiały bełkot narkomanów. O, na przykład ten tutaj. Taki ładny i młody... A widać, że na dragach. Taehyung pokręcił głową i cmoknął z niesmakiem. Marnuje się chłopak.

Już miał odejść, gdy usłyszał szalony chichot i uderzenie ciała o podłoże. Obrócił się, by raz jeszcze spojrzeć na zaćpanego. Wyglądał teraz jak martwy. Przedawkował...? Taehyung Zbliżył się do młodego i pochylił nad nim.

 - Hej, żyjesz? – szturchnął go lekko w ramię. Chłopak gwałtownie otworzył oczy. Taehyung zamarł. Jaki on był piękny... I te oczy... Takie hipnotyzujące i żywe, choć szkliły się pod wpływem działania narkotyku. Chłopak miał w sobie coś, co przyciągało starszego. Odgarnął przydługą grzywkę z czoła młodego.

 - Piękny... – szepnął – Jesteś naprawdę piękny...

Chłopak zaśmiał się, wyciągając zaciśniętą dłoń do nieznajomego. Rozwarł palce, pokazując starszemu co trzymał. Motyl. Nieżywy, lecz wciąż piękny. Taehyung wziął w palce skrzydło martwego owada. Chłopak jakby uspokojony jego gestem, zamknął oczy i całkiem odpłynął.

Taehyung nigdy nie zapomniał ich pierwszego spotkania.


***


Jungkook obudził się ze strasznym bólem głowy. Przeklął, po omacku szukając komórki. Nie musiał otwierać oczu, by wiedzieć gdzie się znajduje. Zawsze tu kończył, gdy przesadził. Nigdy nie pamiętał tylko jak. Zmusił się do pozycji siedzącej, bardzo się przy tym krzywiąc. Powoli otworzył oczy. Jasne światło, boleśnie dało znać o istnieniu dnia.

 - Jak się czujesz? – Ach. Czyli jak zwykle spędził przy nim całą noc. Idiota. Nie rozumiał go. Przecież to strasznie niewygodne spać w fotelu. I to tylko dlatego, że twój przyjaciel w nocy przesadził z imprezowaniem.

 - Kurwa, Jimin... Jeszcze się pytasz?

Jimin zaśmiał się cicho, jednak w jego głosie nie było ani krzty wesołości. Bez słowa podał Jungkookowi butelkę uprzednio schłodzonej wody. Ten przyjął ów gest z wdzięcznością. Upił kilka łyków, czując jakby nagle anioły przyjęły go do raju. Zimna woda delikatnie pieściła jego wysuszone na wiór gardło. Tak, dom Park Jimina to istny raj po takiej nocy. Nie mógł jednak narzekać. Lubił wszystko co robił, pomimo tego jak okropnie czuł się na drugi dzień. Na tym świecie było za dużo ładnych dziewcząt i przystojnych chłopców do kochania, by mógł sobie odpuścić. W życiu było za dużo zabawy i szalonych rzeczy, których jeszcze nie próbował, by mógł przestać. Nawet jeśli poranki były piekłem, lubił swoje życie. Rozmyślania przerwał mu stanowczy głos Jimina.

 - Hej, Jungkookie, spóźnisz się do szkoły – Jungkook prychnął słysząc to.

 - Jakby mi zależało... – Jednak widząc surowe spojrzenie przyjaciela, wygrzebał się z łóżka i posłusznie zaczął się ubierać. Czyste ubrania leżały już przygotowane na stoliku obok łóżka. Tak, w domu Park Jimina miał praktycznie wszystko. Za często tu kończył. Zdecydowanie za często...

 - No to lecę, kochanie – powiedział przesłodzonym głosem, całując Jimina w policzek na pożegnanie. Starszy tylko prychnął w odpowiedzi.


***


Taehyung rozglądał się po swojej nowej szkole. Nie wyglądała zbyt ciekawie. Ot, zwykła szkoła. Może trochę bardziej nowoczesna. Może trochę bardziej zadbana. Jednak nie widział w niej nic nadzwyczajnego. Westchnął teatralnie. Chyba zanudzi się tu na śmierć. Niby tylko rok... Ale przecież to kupa czasu!

Szedł pustym korytarzem. Wokół panowała cisza i spokój. Wszyscy siedzieli w salach, na lekcjach. Podążał znudzony za nauczycielem, który pokazywał mu różne szkolne zakątki. Co jakiś czas kiwał głową na znak, że go słucha. Myślami jednak odpłynął zupełnie gdzieś indziej. Wspominał wydarzenie z poprzedniej nocy. Zastanawiał się, czy jeszcze kiedyś zobaczy owego pięknego chłopaka. Chciałby go poznać... Albo chociaż raz jeszcze zobaczyć. Raz jeszcze dotknąć tych miękkich kosmyków i spojrzeć w żywe, hipnotyzujące oczy. Przepełnione szaleństwem... Tak, jak u tego młodziaka, którego właśnie minęli.

Wróć. Co...? Zatrzymał się gwałtownie, sprawiając że zaskoczony nauczyciel odwrócił się i podążył za jego wzrokiem.

 - Jeon Jungkook! Dlaczego nie jesteś na lekcji?

Zawołany chłopak wzruszył ramionami. Ukłonił się lekko (a raczej ledwie skinął głową, nauczycielowi), po czym odszedł w swoją stronę. Taehyung patrzył za nim jak zaczarowany. To on. Był tego pewien. Chłopak z nocnego zdarzenia. Ten sam. Jakby zza mgły doszły go słowa nauczyciela.

 - Nie zwracaj na niego uwagi. To... – nauczyciel zawahał się – To osoba, z którą nie powinieneś się zadawać. Najlepiej w ogóle go unikaj. Jesteśmy na miejscu! To twoja klasa.

Nauczyciel szybko zmienił temat, zmuszając Taehyunga do odwrócenia wzroku od oddalającej się sylwetki Jungkooka. Weszli do sali pełnej znudzonych trzecioklasistów.

 - To jest Kim Taehyung. Będzie z wami w klasie, więc dobrze się nim zaopiekujcie – przedstawił go nauczyciel, po czym wskazał wolne miejsce, gdzie nowy uczeń miał usiąść. Taehyung rozejrzał się uważnie po klasie. Żadna z osób jednak nie wyglądała zbyt ciekawie, więc usiadł na swoim miejscu i zatopił się we własnych myślach. O nim. Jeon Jungkooku.


***


Jungkook bawił się zapalniczką. Nie była to jakaś tam zwykła zapalniczka. Jedyny przedmiot, z którym nigdy się nie rozstawał. Był dla niego ważniejszy niż jego własne życie. A najlepsze jest to, że zupełnie nie pamiętał dlaczego. Po prostu czuł, że jest ważna. Że nie może jej stracić. Poza tym była naprawdę ładna. Czarna, benzynowa z małym, niebieskim motylkiem. Była jedyna w swoim rodzaju. Wyjątkowa. Lubił ją.

Zapalił papierosa. Pogoda była przyjemna. Idealna na spędzenie południa na dachu szkolnego budynku. Zaciągnął się dymem. Co dziś powinien zrobić? Zebrać paczkę i razem gdzieś wyskoczyć? Czy dziś jeszcze sobie darować towarzystwo? Wypuścił dym z płuc. Położył się, by móc obserwować niebo z wygodniejszej pozycji. Białe, puchate obłoczki płynęły leniwie po błękitnej powierzchni. Uśmiechnął się. Było mu tak przyjemnie...

Usłyszał trzask otwieranych drzwi. Zgasił niedopałek i niechętnie podniósł się z ziemi. Spojrzał w kierunku wejścia na dach. Kto śmiał zakłócać jego błogi spokój?! W drzwiach stał starszy od niego chłopak. Nie widział go w szkole nigdy wcześniej. Ale z drugiej strony, tak rzadko w niej bywał i tak bardzo interesowały go szkolne sprawy... Obrócił w palcach zapalniczkę. Zmierzył wzrokiem nieznajomego. Miał jasnobrązowe włosy i był cholernie przystojny. Odruchowo oblizał wargi. Raz jeszcze obrócił zapalniczką, po czym schował ją do kieszeni.

 - Znów się spotykamy – odezwał się nieznajomy. Jego głęboki głos wywołał dziwny dreszcz u Jungkooka. Chłopak był seksowny pod każdym względem, Kook nie mógł zaprzeczyć. Lecz jego niewinna, słodka buźka mówiła sama za siebie. Są z innej sfery. Wstał i podszedł do starszego.

 - Znów? – zapytał. Niezbyt jednak interesowała go odpowiedź. Cała szkoła go znała. Ba! Żeby tylko szkoła...

 - Jestem Kim Taehyung. Widzieliśmy się dziś rano, jak nauczyciel oprowadzał mnie po szkole. Jestem tu nowy – wyjaśnił, szczerząc się jak głupi. Jungkook wykrzywił się w pogardliwym uśmiechu. Podszedł nieco bliżej chłopaka.

 - Powiem ci coś, panie Kim Taehyung – był już na tyle blisko, by poczuć drogie perfumy Taehyunga – Jesteś tu nowy, więc pewnie jeszcze tego nie wiesz...

Przerwał na chwilę, uważnie obserwując reakcję nowego ucznia na taką bliskość. Pochylił się nad nim, prawie przyciskając usta do ucha nowopoznanego.

 - Do mnie się lepiej nie zbliżać, kotku – wyszeptał.

Wyszedł, zostawiając zaskoczonego Taehyunga samego. Nie wiedzieć czemu, wciąż czuł jego perfumy. Pasowały do niego. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że się uśmiecha.


***


Obserwował chłopaka już od dłuższego czasu. Dziwił się, że w ogóle wpuścili go do klubu. Wyglądał tak młodo. I był taki przystojny... Miał ochotę troszkę się z nim zabawić. W końcu rzadko ma się okazję widzieć kogoś tak pięknego. Ostrego i delikatnego jednocześnie. I te jego kocie ruchy... Dosyć siedzenia i patrzenia. Czas zacząć działać, bo jeszcze ktoś sprzątnie mu kociaka sprzed nosa. Wstał z vipowskiej loży i dołączył do grona tańczących. Szybko znalazł się przy swoim wybranku. Tańczyli przez chwilę razem, raz po raz ocierając się o siebie. Nie wytrzyma dłużej. Musi go stąd wyciągnąć. Musi go dziś mieć... I to jak najszybciej. Zbliżył usta do ucha chłopaka, przygryzając je lekko. Wsunął swe zimne dłonie pod jego koszulkę.

 - Chcesz się stąd wyrwać? – wyszeptał najseksowniej jak potrafił. Chłopak jęknął w jego ramionach, podczas gdy badał palcami jego ciało. Seokjin uśmiechnął się, po czym składając namiętne pocałunki na szyi chłopaka, poprowadził go do wyjścia.


***


Jungkook nigdy nie czuł się tak dobrze. Nie wiedział, czy to przez narkotyki, czy jego kochanek był aż tak dobry. Nie przywykł do bycia na dole. Z początku nawet się buntował. Szybko jednak zaprzestał. Nie miał siły walczyć. Poza tym nie miał nic do stracenia. Było mu tak dobrze... Nieznajomy nie był delikatny. Wręcz przeciwnie. Gwałtowny, brutalny i niesamowicie dobry w tym co robił. Jungkook mimo upokorzenia, wił sie pod jego chłodnymi palcami, głośno jęcząc. To była jedna z najpiękniejszych jego nocy. Tak bardzo żałował, że to tylko jedna noc... Ile by dał, by mieć takiego cudownego kochanka na co dzień. Krzyknął. Na oślep szukał dłońmi czegoś na czym mógłby zacisnąć palce. Nieznajomy przyciągnął go bliżej siebie, dając jeszcze więcej przyjemności. Szeptał coś swym seksownym głosem prosto do ucha Jungkooka. Ten jednak nie rozróżniał słów. Było my zbyt dobrze. Nie potrafił skupić myśli.

 - Moje imię to Jin... Wykrzycz je, kiedy będziesz dochodził – to jedyne co chłopak wyłapał w tamtej chwili.

Zrobił jak mu kazano. Krzyczał głośno imię, które nie miało dla niego żadnego znaczenia. Imię kogoś, kto był tylko jednonocną przygodą. Imię kogoś, kto już wkrótce miał zniszczyć jego życie jeszcze bardziej...

 - Ach... JIN!!

 - Jesteś taki piękny, Jungkookie... – melodyjny głos nieznajomego to ostatnie co usłyszał zanim stracił przytomność.


***


 - Hej, Jungkook... Nie przesadzasz ostatnio?

Siedział na łóżku Jimina, rozmasowując obolały kark. W głowie wciąż miał seksowne szepty nieznajomego. Jin... Kim był? Skąd przyszedł? Czy to ważne? I tak pewnie już więcej go nie zobaczy. Ale... Skąd znał jego imię? Nie przypominał sobie, żeby się przedstawiał. „Jungkookie” na pewno to słyszał. To nie mógł być sen. Niemożliwe, żeby to sobie wymyślił. Z drugiej strony... To nic nadzwyczajnego. W końcu tyle osób w tych okolicach go znało. Dlaczego więc nie mógł przestać o tym myśleć? Tak bardzo bolała go głowa. Spróbował wstać. Świat zawirował. Nagła ciemność ogarnęła jego ciało.

 - Jungkook! Jungkook, słyszysz mnie?!

Otworzył oczy. Co się stało... Czemu leży na ziemi? Ach tak... Próbował wstać i zemdlał.

 - Jungkook, idioto, co z tobą!? – Jimin był przerażony. Widział to w jego oczach. Martwił się o niego. Musi coś zrobić. Dać jakikolwiek znak życia. Powiedzieć, że wszystko w porządku. Wstać. Cokolwiek.

 - Ała... – wyjąkał. Wszystko go bolało – w porządku. Jestem tylko cały obolały i trochę zmęczony.

 - Zostań dziś w łóżku. I proszę cię, przestań tak szaleć co noc! Zamęczysz się, człowieku...

Kook wyszczerzył się w przepraszającym uśmiechu. Jak dobrze, że miał takiego kumpla. Park Jimin był naprawdę cudownym przyjacielem. Był mu wdzięczny. Za wszystko.


***


Wyciągnął rękę. Patrzył jak motyl trzepocze delikatnymi skrzydełkami, by po chwili przysiąść na jego wyciągniętej dłoni. Przechylił lekko głowę. Owad przestraszony nagłym ruchem, wzniósł się do lotu.

 - Hej Suga – podniósł głowę. Słońce świeciło mu prosto w oczy. Przyłożył rękę do czoła, by móc spojrzeć na przybysza.

 - Jungkook... – padły ciche słowa z jego ust. Chłopak usiadł koło niebieskowłosego. Wyjął zapalniczkę i zaczął się nią bawić. Tak z przyzwyczajenia. Suga patrzył na to z całkowitym spokojem. Żaden z nich się nie odzywał.