sobota, 17 października 2015

1. Paradise lost

Jak się zaczęło..?


Świat dopiero się kształtował. Liczne planety, wiele różnych rzeczywistości, z których każda w sposób znaczący wyróżniała się od pozostałych. Dziwne stworzenia, jeszcze dziwniejsi bogowie. Siły, które do dnia dzisiejszego pozostały niezidentyfikowane i nieokreślone.
Każda rzeczywistość rządziła się swoimi prawami, miała stwórców, którzy kreowali ją w dowolny sposób. Jedną z nich było Xia – kraina istot zwanych ludźmi, zamieszkiwana również przez stworzenia określane elfami, krasnoludami oraz rzeszą innych, których wymieniać tutaj nie trzeba. Świat ten stworzyli bogowie zrodzeni z mgły, czy też czegoś na jej wzór. Nikt, nawet oni sami nie wiedzieli jak się pojawili, kto im pomógł. Po prostu byli. Od zawsze i na zawsze. Nazywano ich Stwórcami i stali na szczycie hierarchii wszelakiej
Świat wymagał rozwinięcia. Zaczęły pojawiać się planety, wody, góry, roślinność i stworzenia. Siwon, Hero, Monster oraz Dragon sprawnie wszystkim się zajęli i wkrótce świat ich stał się przepięknym miejscem, nad którym z radością czuwali. Na poniektórych planetach stworzyli życia, które wymagały ciągłej opieki, dlatego też postanowili dać początek kolejnemu pokoleniu bóstw, które pełnić miały rolę pomocników. Ze stulecia na stulecie pojawiały się pomniejsze bogini i bogowie, których zakres zdolności był mocno ograniczony. Czterech Stwórców zostało ich patronami i miało pilnować, by swoją pracę wykonywali sumiennie. Po wielu latach panteon bóstw był tak rozbudowany, że boskie stworzenia zaczęły swoje własne życie i tworzyły nowe historie.
Na planetach stworzonych przez Stwórców pojawiły się liczne kulty, które związane były z danymi bóstwami. Wiele słabych bożków dzięki modlitwom i miłości wzmocniło swoją pozycję. O prawdziwych Bogach nikt już nie pamiętał, a ich czczenie po czasie zniknęło. Nikomu jednak to nie przeszkadzało. Stwórcy nie mogli utracić swoich mocy, jednym gestem Dragon mógł pozbawić życia zbuntowanego nieszczęśnika.
Monster dał początek egzystencji wielu bogów, jednak do swojego drugiego pokolenia bogów miał szczególny sentyment. Kilkaset lat temu, przy pomocy Siwona stworzył Jimina – bóstwo mogące łączyć swoją duszę ze wszelaką zwierzyną oraz tworzyć ich hybrydy, nawet magiczne. Drugim jego dzieckiem został Suga, którego obdarował magią ziemi i roślinności. Kolejny pojawił się Heechul, podniebny bożek, delikatny niczym najpiękniejszy obłok, po nim nadszedł czas na wodnego pana Hope. Ostatnim jego dziełem został V, bóg ognia i światła. Monster niezmiernie kochał tych bogów, traktował ich z pewną wyższością w porównaniu do reszty swoich stworzeń.
Każdy z nich był inny, nie dało się do któreś podejść w taki sam sposób jak do pozostałych.
Jimin należał do osób opanowanych, wręcz pozbawionych emocji. Do wszystkiego podchodził ze stoickim spokojem, nie dawał się wyprowadzić z równowagi. Mogłoby się wydawać, że jest też najrozsądniejszy, jednak to Suga wykazywał się mądrością, przez co ci dwaj często mieli problem z zaakceptowaniem poczynań pozostałej trójki. Hope był strachliwy i wszystko rozumiał opacznie, był jednak kochającym bogiem, na którym wszyscy mogli polegać. Heechul wręcz ociekał słodyczą, jednak jego naiwność była dość kłopotliwa. V zaś był szalony, niczym ogień, którym władał. Postępował tak, jak kazały mu emocje i nie zważał na problemy, jakie mogą z jego zachowań wyniknąć.
Ich zdolności były wybitne, szybko wybili się na tle innych bóstw i stali się, pomimo wielu wad, najidealniejszym dziełem Monstera. Szczególnie najmłodszy V sprawiał, że uśmiech nie schodził z jego twarzy. Pozwalał mu na więcej, co czasami Hope doprowadzało do złości, jednak nie śmiał sprzeciwić się i nieodpowiednio odezwać do Stwórcy. Odsuwało to go jednak od ognistego pana, co pozostali bogowie tłumaczyli ich przeciwnymi zdolnościami, zaś zabawy V traktowali z przymrużeniem oka. Gdy uciekł na ziemię, nic nie zrobili. Nie czuli złości, bowiem po rudzielcu mogli spodziewać się wszystkiego. Heechul zaś, z pewnego rodzaju fascynacją, obserwował jego poczynania i sam zapragnął poznać ludzi. Hope próbował wyperswadować mu to z głowy, jednak rozmarzonemu bożkowi nic nie przemawiało do rozumu.
Uciekł więc do jednego z królestw - Junier i pod postacią młodego chłopaka, postanowił rozpocząć swój nowy epizod, podobny do tego V. Niczego nieświadomy zjawił się w królewskim ogrodzie, gdzie spotkał mężczyznę, który miał zmienić jego życie.



~*~



Ostatnie dni w Niamh nie należały do najspokojniejszych. Niby to tylko posąg, kawałek kamienia, jednakże wyryte w głowach prostych ludzi przekonania miały ogromną siłę - nie ma ognia w świątyni, nie ma więc i boga.
Tłumy wiernych odprawiało w swoich domach, jak i przed kaplicami modły, nie tylko w stolicy. Cały kraj odczuwał dziwny strach, obawiał się tego, co mogło w każdej chwili nadejść. W końcu nikt nie znalazł wytłumaczenia. Główny kapłan, jak i najwyższa rada, byli bezsilni, nie mogli uspokoić własnych serc, cóż więc zrobiliby w starciu z rozjuszonymi mieszkańcami? Sami od zawsze manipulowali niewyuczonymi rzeszami, oratorskimi zdolnościami uzależniając ich od czczenia V. Teraz ta przesadna wiara odbijała się negatywnie na całym państwie - czuli się więc poniekąd winni.
Nie można było powiedzieć, że sami wątpili w zwierzchnictwo ognistego pana. Bez wątpienia pomagał im i wspierał wojska w każdym ruszeniu, jednak czasami ich opowieści były z lekka przekoloryzowane. Było jednak za późno.
Cóż jednak było w tym wszystkim najgorsze? Sąsiedzi. Spora część obywateli obawiała się ataku, bowiem nie tylko w Niamh wierzono we wstawiennictwo ognia. Legendy i ustne opowieści dotarły do innych narodów, które widząc liczne zwycięstwa po stronie rodu królewskiego, zaczęły wierzyć w udział sił boskich w bitwach.

Król nie miał spokoju. Zewsząd napływały listy, prośby o audiencje, zaś kapłani za wszelką cenę chcieli przedyskutować z nim różnorakie plany, w celu zbadania tej nieszczęsnej sytuacji. Nawet jeśli sam był niechętny w stosunku do kultu, to nie mógł zignorować tysięcy poddanych.
Dopiero wieczorami, gdy królestwo udawało się na spoczynek, mógł w spokoju odetchnąć we własnej komnacie, oddając się czytaniu. Los jednak bywa kapryśny i równo siedemnaście dni od incydentu coś zakłóciło jego spokój. Początkowo mógł on uznać dziwny cień za omam, zwykłe przewidzenie, nie trwało to jednak zbyt długo. Wkrótce przy oknie pojawiła się postać, nieco bardziej smukła i bez wątpienia piękniejsza od zwykłych ludzkich dziewcząt i chłopców. Jej złocista skóra odbijała blask księżyca, a ciemne oczy patrzyły wprost na króla, jakby znały go doskonale.
Delikatny, pełen gracji krok. Później następny. Zjawa czuła się swobodnie, nie krępował ją postawny mężczyzna.
- To chyba najwyższy czas na rozmowę, nieprawdaż? - odparła istota, a król mógł odkryć jej płeć. Zdecydowanie ten głos musiał należeć do mężczyzny. Intruz opadł na krzesło stojące najbliżej niego. Dopiero teraz król mógł przypatrzeć się jego twarzy. Nie była ludzka, jednak znajoma. Podobna do kamiennej statuy, która przed kilkoma dniami zniknęła. - Poznajesz mnie?
Mężczyzna wbił w niego spojrzenie, początkowo nie mając pojęcia, czy reagować gwałtownie, czy wręcz przeciwnie. Komnata jego była usytuowana dość wysoko, niemożliwym było wspiąć się tutaj, chociaż z drugiej strony ludzie nie posiadali rogów. Demon? Diabeł? Urojenie? Nie miał pojęcia, nie znał nikogo takiego. Zacisnął dłonie na brzegu drewnianego regału, dość stanowczym i obojętnym tonem odpowiadając.
- Nie znam cię, więc opuść mój zamek, nie życzę sobie sztuczek w mym otoczeniu. - nie wyglądał na wystraszonego, wręcz emanował pewnością siebie. V niezbyt to się spodobało, a mężczyzna nie przestawał. Ruszył w stronę specjalnego pokrętła, kładąc na nie dłoń. - Przysłał cię tu ktoś? Nienawidzę magów, więc radziłbym ci zniknąć bez względu na to, kto jest twoim panem. Nie poradzisz sobie z moją armią, a nie okażę ci litości, anty-magowie również. - uśmiechnął się z pogardą, chociaż tak skrzywioną twarz próżno nazwać uśmiechem. 
- Ranisz moje uczucia. - westchnął, opierając brodę o oparcie siedziska. Ciemne oczy wpatrzone były w mężczyznę i bacznie śledziły każdy, nawet najmniejszy jego ruch. - Jestem istotą, którą powinieneś wielbić ponad wszystko. Mężczyzną którego czci każdy, poza Tobą. Chcesz mnie obrazić, czy też zwyczajnie igrasz z moją cierpliwością? - przechylił głowę na bok, jakby nad czymś się zastanawiał. Zachowanie króla go nie dziwiło. Obserwował go od urodzenia, wiedział czego się spodziewać jednakże fakt, że nie poznawał jego twarzy był dość krzywdzący. Widywał go tak często... Tyle razy chylił czoła przed jego wizerunkiem. Nawet jeśli było to z powodu obowiązków i pozorów, to ten brak zainteresowania nie podobał mu się.
- Nie jestem wysłannikiem kogokolwiek. Przybyłem tu z własnej woli, doprowadzając miliony istnień do szaleństwa. - uśmiechnął się z wyższością. - Oszczędź kłopotu swoim anty-magom, nic tu nie zdziałają. Nie poznajesz swojego V?
- V? Ach. Bożek nie powinien siedzieć zamknięty w świątyni? - prychnął, zabierając jednak dłoń z przedmiotu. - I nie byłeś wcześniej kamieniem? Lepiej znikaj, tam byłeś chciany, tutaj niekoniecznie spotkasz się z przychylnością. A i możesz stracić, bo jakiś bożek szybko zająłby twoje miejsce. W świątyni ci się pokłonią, ja nie zniżam się do takiego poziomu. Raz dwa! Żegnam, nic tu po tobie. - machnął dłonią jak na psa. Słowa mężczyzny odrobinę go zirytowały. Był bezczelny, pewny siebie i okropnie antypatyczny. Nie myśląc wiele pojawił się tuż przed nim, patrząc mu głęboko w oczy.
- Jestem znudzony. Brak jakiejkolwiek aktywności odbił się na mnie nieco negatywnie, więc postanowiłem przybrać ludzką postać. - zaczął swoją przemowę mając nadzieję, że król nie zacznie robić głupstw. - Bogów jest w gruncie rzeczy bardzo niewielu, a Twój kraj miał to szczęście, że postanowiłem go wesprzeć i uniemożliwić waszym wrogom zdobycie tych ziem. Nie jesteś mi wdzięczny? - jego aksamitna dłoń spoczęła na ramieniu króla, zmuszając go tym samym, by poświecił mu więcej uwagi. - Mam wiele powodów, by tu teraz przed Tobą stać. Bądź dla mnie milszy, to wyjdzie Ci tylko na dobre. Nie chcę Twojego nieszczęścia, jestem tu w dobrej wierze. Kłanianie się nic nie zmieni w mojej egzystencji, więc nawet tego nie oczekuję, dlatego przestań traktować mnie jak wroga. 
Odsunął się od niego na krok, lustrując go uważnie wzrokiem. Był najodpowiedniejszym kandydatem do realizacji jej planów, musiał go tylko odpowiednio przekonać. Jego niechęć do bóstw była małą przeszkodą, jednak w końcu jest on jednym z panów świata, to nie powinno być dla niego trudne.
- Musisz coś dla mnie zrobić. Na dzień dzisiejszy jest to coś błahego, jednak niezbędnego dla realizacji dalszych mych planów. - jego ton głosu był spokojny, niezbyt proszący. - Rozkaż któremuś z rzeźbiarzy, by wykonał jak najszybciej pomnik identyczny do poprzedniego, po czym zabij go. Wszystko musi pozostać tajemnicą. I zanim odmówisz... Pamiętaj, że pozbędziesz się problemu, jakim jest tłum i kapłani. Sam nie jestem w stanie tworzyć czegoś takiego, mogę mieć jedynie jedną formę w danym momencie, a nie chcę kolejnych wieków podróżować pomiędzy światem duchowym, a zimnym pomnikiem.
- Taki z ciebie wielki bóg, więc sam się tym zajmij. Czym dla ciebie jest taka błahostka jak stworzenie jakieś tam figurki? - prychnął lekceważąco mężczyzna. Wyprostował się i założył ręce na piersi, unosząc nieco jedną brew, by jeszcze dobitniej pokazać, że jego motywacja nie jest zbyt nasilona, o ile rzecz jasna w ogóle istnieje. - Czyżby twoja potęga wykraczała poza zakres tak marnych sztuczek? Nie chcę być nieuprzejmy, jednak do niczego nie jesteś mi potrzebny, nie czuję się zobligowany do czegokolwiek. Mój ród od zawsze sobie radził, co widać doskonale, jesteśmy najpotężniejsi. - duma niemal go rozsadzała, ku temu wątpliwości nie było. - Mów czego chcesz tak naprawdę i znikaj, marnujesz mój czas. 
- Moja moc nie sprawi, że zaczną pojawiać się pomniki, dzieci rodzić, czy też nie jestem w stanie wyczarować Ci teraz pieczonego bażanta. Jesteś człowiekiem mądrym, więc powinieneś zrozumieć, że nie ma bytu zdolnego do wszystkiego. Mogę za to doprowadzić do śmierci, zniszczyć miasto oraz wpłynąć na losy walki. Jestem bogiem, nie wróżką. Zresztą potęga to pojęcie względne. - uśmiechnął się sam do siebie. W gruncie rzeczy był interesujący, chociaż niezwykle denerwujący w swoim stylu bycia. - Och. Niewątpliwie ród twój silny jest i dzielny, jednak nie zawsze same zdolności wystarczą by wyjść obronną ręką z każdej potyczki. Może i to dla Ciebie absurdalne, jednak gdy czasami któryś przeciwnik niechcący zajął się ogniem, z niewiadomych przyczyn stracił orientację czy też miał po prostu pecha, to nie była wyłącznie zasługa twego ojca, a natury. Ja jestem tą naturą, która z racji niemałej złośliwości, znudzenia i sympatii postanowiła odrobinę przeszkodzić waszym wrogom. - odparł, przysiadając na brzegu królewskiego łoża. - Nie mówię tego, by się przechwalać czy też wywierać na Tobie presję. Chcę tylko zauważyć, że czasami pomoc jest niezbędna. I przynosi ogromne zyski. Bądźmy szczerzy ze sobą... Bardziej opłaca Ci się traktować mnie oschle i niemiło, czy też współpracować i mieć z tego same korzyści? Pamiętaj, że mogę więcej niż wszyscy ludzie razem wzięci. Nie jestem bezużyteczny jak magowie, mojej mocy nie uciszą też twoi ludzie. Same pozytywne aspekty, nie sądzisz? 
Manipulacje nim nie wchodziły w grę. Nie, żeby przekraczało to jego możliwości. Nie chciał po prostu tracić zabawy. W końcu po setkach lat siedzenia w świątyni potrzebował rozrywki, której tutaj doświadczał.
- Nie musisz się mnie bać. Czy zrobiłem coś, co mogłoby cię przerazić czy urazić? Nie, więc daruj sobie. Co zaś do moich pragnień... Chcę wielu rzeczy, jednak nie jesteś w stanie dać mi ich tu i teraz. To dłuższe przedsięwzięcia, które wymagają sporej mobilizacji i bez wątpienia wielu ofiar. Bym osiągnął cel, potrzebuję wpierw przejść przez dłuższe przygotowania. Sprawa jest bowiem natury boskiej. Nie odejdę więc, mogę jednak dzisiaj dać ci spać, nie męcząc dodatkowo. Możemy porozmawiać gdy pomnik zagości w murach świątyni i ludzie przestaną cię nachodzić.
- Tak tak. Znikaj! - machnął dłonią, jakby odganiał robaka. 
Niezadowolony z tak nieodpowiedniego ignorowania jego osoby i swoistego wypędzenia, V zniknął niczym duch, jednak przy pomocy swoich zdolności nie zaprzestał obserwacji władcy. Jego obawy były aż nadto widoczne, jednak odrobinę niepoważne. Widział, że król ukrył się w jakimś odosobnionym pomieszczeniu, w którym zazwyczaj nie przebywał. Czy sądził, że ukrycie się gdziekolwiek pomoże mu w starciu, które mogłoby go spotkać w razie jego złości? Jeden gest, a cały zamek stanąłby w płomieniach, jedno spojrzenie, a krew w nim zaczęłaby wrzeć. Nie musiał go dotykać, nie potrzebował broni czy nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu było zbędne. Jego władza nad żywiołem była o wiele potężniejsza, niż mógłby to pojąć ludzki umysł. Cóż, nie było co się nad tym roztrząsać. Skoro czuł się bezpieczniej śpiąc w ukryciu, to pozwoli mu wierzyć w jego przebiegłość.
Dalsze przebywanie w tym miejscu było już dzisiaj zbędne, udał się więc do świątyni, ukrywając swoją obecność przed wiernymi i kapłanami. Przysiadł niewidzialny dla ich oczu na ołtarzu, obserwując uważnie ich przerażone twarze. Dla każdego boga modlitwy wiernych były ważne. To one dodawały im siły i pozwalały istnieć. Bóstwo bez wyznawców nie istniało, znikało. Po prostu umierało. 
V nie obawiał się o swoją pozycję, bowiem mieszkańcy Niamh byli niezwykle pobożni i niemal codziennie odprawiali rytuały na jego część, co tylko wzmacniało jego siłę. Ostatnie dni zaś były niemal przesadzone pod względem jego kultu, co mogło go tylko radować.
Nie zastanawiając się wiele spojrzał na dwie pochodnie stojące obok ołtarza i z uśmiechem na twarzy sprawił, że ogień powiększył się do niebotycznych rozmiarów. Zwykle nie był skory do cudów i dawania znaków innym, jednak sytuacja wymagała użycia boskich mocy. 
Twarze zgromadzonych skierowały się w jednym momencie na płomienie. Strach, nadzieja, czasami i przeogromna radość. Każda osoba inaczej zareagowała na ten gest, jednak wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że bóg ich słucha.
Kapłanka, która z wiernymi odprawiała modły padła na kolana.
- Pan nasz! - wyjąkała, zaś ludzie uczynili to samo. V tylko uśmiechnął się, po czym zapalił wszystkie świece, które znajdowały się w świątyni, następnie rozpływając się w powietrzu.


***

Ubrany na biało mężczyzna siedział nad brzegiem jeziora w krainie oddalonej o kilka dni drogi od Niamh, wzdychając. Jego dłoń dotykała chłodnej wody, mącąc ją przy okazji.
- To przygnębiające, nie sądzisz? - uniósł głowę i spojrzała na niskiego blondyna o zaróżowionych polikach. Ten wzruszył tylko ramionami, wgryzając się w dorodne jabłko, po czym odchylił głowę, patrząc w rozgwieżdżone niebo.
- Martwisz się na zapas, Hope. Sądzisz, że Monster pozwoli na to, by sytuacja wymsknęła się spod kontroli? - odpowiedział mu, nieco zirytowany zachowaniem towarzysza. - V zrobił już pierwszy krok, teraz czas na nas. Nie możemy pozwolić mu czekać. Wszystko się posypie, jeśli będziemy zwlekać i to nasz jedyny problem. Uspokój się.
Hope skinął głową, jednak nadal miał wątpliwości, których zapewne nic i nikt nie mógł rozwiać.


***


Nazajutrz w całej stolicy mówiono o szalonym ogniu w świątyni i cudach, które miały zdarzać się niemal wszędzie.
V poza jednym zdarzeniem nie maczał w tym palców, jednak wyobraźnia i zwykły zbieg okoliczności powiększył jego zasługi, co w zasadzie mu się podobało. Ludzie się cieszyli, więc nie musiał się martwić o to, że pójdzie w zapomnienie poprzez swoje zniknięcie.
Ciekaw była króla, jednak postanowił póki co dać mu ochłonąć. Jego noce były raczej niezbyt spokojne, więc denerwowanie go z samego rana było co najmniej nieopłacalne.





Zapraszam do komentowania ;)


czwartek, 15 października 2015

Prolog - Paradise lost

~PROLOG~



Posąg boga V stał od wieków w głównej komnacie Świątyni Ognia, dzierżąc w dłoniach monumentalną pochodnię zapalaną przez kapłanki każdego dnia. Legenda głosiła, że dopóki płomień ogrzewa swoim blaskiem ogromną salę, dopóty kraina Niamh obfitować będzie w urodzaj, a żadne wrogie wojsko nie zawładnie jej terenami. I rzeczywiście - armie mieszkańców ognistej krainy zawsze zwycięsko wychodziły ze wszelkich potyczek, wzbogacając się i wzbudzając respekt sąsiadów.
Był poranek. Słońce ledwo wzeszło, delikatnie pieszcząc twarze ludzi zmierzających do pracy w polu. Yoona, jedna z kapłanek zmierzała z długą, złotą świecą do sali, chcąc odprawić codzienny rytuał. Otworzyła drzwi na oścież i niespiesznym krokiem udała się w stronę podestu, na którym powinien stać posąg. No właśnie, powinien. V zniknął, a po całym monumencie została tylko pochodnia i jaśniejszy ślad na kamiennej posadzce.
Donośny krzyk rozległ się w świątyni, chwile później armia ludzi poświęconych służbie bóstwu znalazła się w komnacie, nie wierząc własnym oczom.
- Katastrofa! - jęknął zrozpaczony główny kapłan Solkeht, chowając twarz w dłoniach. Jego serce biło jak oszalałe, a chude ciało trzęsło się niemiłosiernie. Pierwszy raz od kilku wieków coś złego stało się w Niamh. Nie dotyczyło to jednak błahych kwestii jak śmierć ważnej osobistości, a był to problem natury duchowej. Czy to znaczyło, że bóg odwróciła się od umiłowanego ludu i skazał go na potępienie?
Przerażony mężczyzna ze łzami w oczach wbiegł do zamku i udał się do sypialni władcy, budząc go przy tym.
- V zniknął!
Tak. V zniknął. Nikt nie wie co się stało: czy ktoś pomnik wyniósł, czy może lud czymś go uraził i postanowił usunąć się ze świątyni, i wspomóc inny naród. W każdym razie jest źle. Kapłani odprawiają modły, król obawia się ataków, gdyż bogobojne narody, które od kilku lat nie zbliżały się do granic w obawie przed gniewem boga teraz mogły zacząć inwazje - w końcu wieści o tej tragedii doszły już do łasych na urodzajne ziemie władców innych krain.
Pewnego dnia cierpiący na bezsenność władca Niamh dostrzegł przy oknie swojej sypialni postać, otoczoną dziwnym blaskiem. Z jej głowy wyrastały wielkie rogi, a ciemne włosy rozwiewał delikatny wiatr, który dostawał się przez uchylone kotary.
Nie było ku temu wątpliwości... To V, chociaż jego wygląd mocno odbiegał od miłosiernego wizerunku posągu.




46. I need U boy

Ogłoszenia parafialne: Ej no. W sumie jestem teraz zaskoczona, bo ja tu w ostatnim rozdziale takiego fajnego cosia walnęłam, a nikt nie zajarzył o co kaman ;c PRZECIEŻ JIMIN WYZNAŁ CIASTKOWI MIŁOŚĆ! Bu. Chyba muszę pisać wprost, ale... on się przyznał chlip. No nic. Wracam z kolejnym rozdziałem i hm... W sumie złe wieści, bo to jeden z ostatnich już ;c
Miłego czytania!


- Spokojnie Tae, wypij to. - Jin przykucnął obok roztrzęsionego blondyna, podając mu kubek z ciepłą herbatą. Ten nawet nie zwrócił na niego uwagi, dale chowając twarz w dłoniach. Starszy nie miał pojęcia co zrobić, by chociaż się odezwał, czy też spojrzał przed siebie. Okularnik trwał w takiej pozycji odkąd Yoongi go tutaj posadził i poszedł gdzieś z Jiminem, mu zlecając opiekę nad zapłakanym dzieciakiem. Nie było to dla niego problemem ale wiedział, że nie jest w stanie go pocieszyć. Co miałby powiedzieć? Nie będzie dobrze. Nikt chyba się już nie łudził, że cokolwiek z ich miłości wyniknie. Każdy zerkał z potępieniem na Hoseoka, który okazał się być naprawdę podłym człowiekiem. Jedna Jess pojechała z nim do szpitala. No, poza Tae, który rwał się, by zostać przy ukochanym, jednak jego hyungowie kategorycznie mu zabronili. W sumie on nie był silnie związany ani z Hobim, ani z Kimem. Oboje byli dla niego zwykłymi znajomymi, dlatego był najbardziej obiektywny i było mu żal, że tak mocno kochający się ludzie, mieli na swojej drodze ogrom problemów, przeszkód. Los ciągle podrzucał im kłody pod nogi, jakby usilnie próbował nie dopuścić do ich jedności. Współczuł im. Sam kochał Yoongiego i pamiętał te chwile, gdy tracił nadzieję, bo wszystko układało się w ciąg niefortunnych zdarzeń. Mieli wiele nieprzyjemnych momentów, jednak podołali. Ich miłość zwyciężyła. Czym jednak są zazdrość i sprzeczki w porównaniu z czymś tak strasznym jak gwałt? To było tak niespodziewane, że nadal miał problemy z uwierzeniem, że Jung byłby zdolny do zrobienia takiej krzywdy Tae. On jednak jako jedyny rozumiał, że to nie było ot tak, z niejakiej nienawiści do malucha. Każdy od razu stwierdził, że Hoseok jest podłym przestępcą i gwałcicielem, Jin czuł jednak, że nie było to z premedytacją, a raczej z powodu jakiś problemów, które w ich związku miały miejsce.
Pamiętał jeszcze rozmowę Tae, gdy zawiódł go na pogrzeb. Mówił, że okłamał Hobiego i ten nigdy mu nie wybaczy, że zrobił coś bardzo złego, co przekreśliło ich szczęście. Czyżby miało to związek z zachowaniem rapera? Bez wątpienia, jednak czy ktoś poza nim miał o tym pojęcie? Yoongi i Jimin byli zbyt zżyci z nim, by dostrzec jakieś drugie dno, Kook zaś chyba w ogóle nie był poinformowany, bo wyglądał na zagubionego. Resztkę nadziei pokładał w Namjoonie, który był lekko podenerwowany i o czymś myślał, jednak nie był z nim w takich relacjach, by rozprawiać o życiu uczuciowym innych. Tylko Jess wiedziała, tego był pewien. Była wypytywać o przeszłość blondyna, była zawsze przy Hoseoku, który widać, że jej ufał. Teraz też z nim została, więc pewnie wie o całej sprawie. Poza tym była najrozsądniejszą osobą w tym gronie i wierzył, że coś ją jednak przy Hobim trzyma, bo ma wysokie poczucie sprawiedliwości i nie pozwoliłaby, by był na wolności, gdyby doszło do naprawdę brutalnego gwałtu.
- Tae... - szepnął, wracając do dzieciaka. Położył mu rękę na ramieniu, delikatnie je masując. - Nie będę robił ci wyrzutów, nie powiem ci, byś przestał kochać Hoseoka. Porozmawiaj ze mną, a postaram się pomóc. Nie jestem taki narwany jak reszta, możesz mi zaufać.
Młodszy nieco się poruszył, po czym odsunął dłonie od twarzy, prezentując zaczerwienione oczy i mokre od łez policzki.
- Hyung... Oni nic nie wiedzą... Ji-jimin go chciał zabić, a on nic nie wie...
Drżący głos Tae i jego spojrzenie tylko utwierdziło Jina w jego poprzednich przemyśleniach. Ostrożnie przysiadł obok niego na skrzyni i objął go ramieniem, a chłopak o dziwo nie protestował.
- Powiedz mi Taeś... Czy to było przez te twoje działania, które go zraniły? Oszukałeś go? To dlatego tak zrobił?
- N-nie... Znaczy tak. - jąkał się, zaciskając dłonie na kolanach. - J-ja... Miałem pracę, bo mieliśmy długi... K-kazali mi być w barze... I-i tam były dziwki... I Hobi myślał, że ja t-też... A ja wcale nie! - Jin zacisnął wargi, gładząc go uspokajająco po ramieniu.
- I Hoseok się dowiedział?
- Tak... Przyszedł i... był zły. - pociągnął nosem, jeszcze bardziej się rozklejając. - Ja nie chciałem z nim... J-ja... bałem się kochać... A on... że ja wolę innym za pieniądze... A ja nie... Ja z nikim nie byłem...
Szatyn pokiwał głową ze zrozumieniem. Cóż. Sytuacja była dwuznaczna, mogło go ponieść.
- I on wziął pokój... Ale nie bił mnie! T-tylko... Wszedł... I potem przestał, bo płakałem... On nic nie zrobił hyung! - złapał za koszulkę Jina, wpatrując się w niego zrozpaczony. Starszy objął go mocniej, wtulając w swój tors. - Ja go kocham... Mógł to zrobić...
- Nie mógł. Nie powinien tak robić, ale troszkę to rozumiem. To trudna sytuacja, powinni was wysłuchać. Hoseok zrobił źle i nie da się tego ukryć Tae. Nie można tak traktować swojego chłopaka, ale nie zasłużył też na takie pobicie...
- Oni mnie nie chcą słuchać! J-ja... Hobi nie umrze, prawda?
- Nie, Jess go zabrała do szpitala, będzie dobrze. - starał się pomóc mu uspokoić, co było dość trudne, jednak nie miał zamiaru narzekać. Cieszył się, że blondyn mu zaufał, bo miał dokładniejszy obraz sytuacji. Wprawdzie pewnie jest to zniekształcone, ale coś wie. Tylko jak teraz miałby im pomóc? Nie ma wsparcia nikogo...


***


Namjoon przeskakiwał z nogi na nogę, zerkając co chwila na ściankę, która oddzielała ich od sceny. W życiu się tak nie stresował. Nie miał pojęcia co robić, jak ogarnąć zespół, bo każdy był teraz odcięty od rzeczywistości, jeden zaś miał ją mocno zagrożoną. W najbardziej odjechanych i szalonych snach nie wyobrażał sobie nawet, że coś takiego mogło mieć miejsce. Sam nawet nie wiedział, co go w tym wszystkim najbardziej denerwowało - fakt, iż Hobi zrobił komuś krzywdę, to, że Jimin go prawie zabił czy też może wyniki konkursu, które lada chwila miały zostać ogłoszone. Naprawdę zależało mu na wygranej. Gdyby piosenka się im spodobała, to miałby szansę na dobry staż w jakieś wytwórni, a może nawet i kontrakt. Pisał, komponował... Włożył w to masę serca, czasu i wysiłku, nie chciał ot tak tego zmarnować. W sumie te zajście nijak miało się do szans na wygraną, jednak nie potrafił skupić myśli na akurat tej kwestii, bo ciągle czuł na sobie spojrzenie Jina, który nie bardzo wiedział co robić, on zaś nie mógł pomóc nikomu w jakikolwiek sposób. Bezużyteczny z niego lider...
Nie potrafił nawet podejść do Taehyuga i go pocieszyć, bo jak niby? Sam nie wiedział co by zrobił na jego miejscu. Z jednej strony rozumiał te uczucia. Sam kochał Jess z całego serca i skoczyłby za nią w ogień, z drugiej strony jednak wyrządzono mu krzywdę. Czy pomimo traumy nadal można było pragnąć drugiego człowieka? Pewnie tak. Gdyby ona próbowała go zabić, co było dość abstrakcyjne i niemożliwe, to pewnie i tak ciężko mu byłoby się odciąć od niej i ot tak odkochać. Dalej chciałby być przy niej i ją przytulać, całować... Najmłodszy Kim był dość dziecinny, trochę naiwny i Hoseok musiał być jego pierwszą miłością, tak więc trudno mu będzie wyrzucić go z głowy. Dodatkowo zmarła mu matka, został sam. Tylko Jung mu pozostał na świecie, bo rodziny już żadnej nie posiadał, a przynajmniej Namjoon sobie nie przypominał. Cóż. Sytuacja tragiczna i chyba nikt nie wiedział, czy da się z niej wyjść obronną ręką.
Poza Jiminem rzecz jasna, który na ten moment był gotowy zabić Hoseoka. Ach, jak te przyjaźnie szybko się kończą. Park był narwany, nigdy nie odpuści, a teraz ma do kompletu Yoongiego, który jeszcze mocniej odczuł zdradę Junga, bo się całkiem nieźle dogadywali, a dodatkowo swego czasu chyba leciał na młodego. Nam był przekonany, że nigdy nie pozwolą Tae na związek z Hoseokiem i w sumie nie ma ich co oskarżać o chamstwo. Pomimo przyjaźni z raperem wiedział, że postąpił źle i nawet, jeśli było to spowodowane innymi czynnikami, to jakieś konsekwencje ponieść powinien. Czy tylko strata miłości nie była już dostateczną karą? Utrata wolności, zdrowia, odrzucenie ze strony bliskich... Nijak to się miało to rozstania z kimś, kto zamieszkał w sercu, a Jung kochał Tae. Widać to było na kilometr.
Cholera. Jak w brazylijskiej telenoweli, co za przypał...
Sięgnął po kubek z kawą i szybko go opróżnił. Czas głosowania jury dobiegł końca, komisja liczyła noty, a prowadzący już szykował się do końcowego przemówienia.
Namjoonowi coś stanęło w gardle. Natychmiast się zestresował, a dłonie zaczęły się nieprzyjemnie pocić. Zerknął na Jina i zacisnął wargi, skinieniem głowy go przywołując. Starszy szepnął coś na ucho Tae, który nieco niechętnie uniósł się, kurczowo trzymając jego ramienia. Białowłosy zawsze miał wrażanie, że najstarszy z Kimów nienawidzi okularnika, więc może i byłby zaskoczony tą bliską relacją gdyby nie fakt, iże ostatnio wszystko wykraczało poza granice jego rozumowania, a należał przecież do inteligentniejszych osób ze swojego rocznika. Jak widać mądrzy ludzie nie mają daru do odkrywania uczuć innych.
- Już? - Seokjin podszedł do niego z małym przylepem, zerkając nieco w stronę sceny, która była niestety kiepsko widoczna z tej odległości.
- Tak, musimy się zbierać. - odparł, zerkając przez ramie starszego na idącego w ich stronę Jungkooka, który mocno przeżywał ostatnie zajście. Nam nie mógł go rozgryźć. Wyglądał na smutnego, złego, zaszokowanego, zirytowanego i przestraszonego jednocześnie. Zapewne Jimin nie postąpił w sposób, który przypadłby mu do gustu. Pytanie jak bardzo negatywnie młody to odebrał? Zdecydowanie mieli inne postrzeganie świata i ich związek był połączeniem dwóch żywiołów. Nadpobudliwości z Parka się nie wypleni. Może i złagodniał, dojrzał, jednak pewne cechy charakteru w człowieku po prostu tkwią. Kook chyba niezbyt mógł to przetrawić.
Najmłodszy zerknął na Tae, zaciskając wargi. Nie powiedział nic. Stał i wpatrywał się w swoje buty. Chwilę później obok nich pojawił się wspomniany Jimin i Yoongi, którzy wyglądali chyba najgorzej. Nam by się ich wystraszył gdyby nie fakt, że znał ich już dość długo.
- Nie płacz Taeś, ten skurwiel nie jest wart ani jedne twojej łzy. - odparł brunet, zachodząc go od drugiej strony. Chciał go dotknąć, ale Kim tylko bardziej wtulił się w Jina, który skarcił Parka wzrokiem. Ten był mocno zaskoczony takim zachowaniem. - Minie ci, Tae.
- Nie minie... - burknął blondyn, nawet nie zaszczycając przyjaciela spojrzeniem. Niezadowolony Taehyung był czymś niespotykanym, więc cała grupa była zaskoczona, a Jimin najbardziej. Pewnie spodziewał się zgody, a młody wyglądał na złego i zranionego.
- Tae... Jimin ma rację. Twoje miejsce nie jest u boku przestępcy. - Yoongi próbował jakoś go przekonać, jednak w odpowiedzi dostał tylko spojrzenie zaczerwienionych oczu okularnika. Niemal natychmiast różowowłosy zamilkł, wymieniając z Parkiem nieco nierozumne miny.
- Dajcie spokój. To nie czas na takie rozmowy. - wtrącił się Seokjin, gładząc młodszego po ramieniu. Min nadął nieco policzki, po czym zaciskając dłonie w pięści podszedł do Nama, zerkając na scenę.
Białowłosy coraz bardziej się wszystkiego obawiał. Skoro dzisiejszy dzień był pechowy to możliwe, że i tutaj im nie wyjdzie. Wszystkie negatywne emocje potęgował fakt, że wyniki ich konkurencji będą podawane jako ostatnie.

- Zapraszamy na scenę uczestników trzeciej konkurencji. - prowadzący powitał z uśmiechem pokaźną grupkę uczniów, którzy grzecznie ustawili się w rządku. Wszyscy byli zestresowani, nawet ci początkowo pewni siebie. - Najciężej oceniało się jury właśnie występy mieszane, ciężko bowiem ustalić jakieś kryteria. Nie każdy tancerz dobrze śpiewa, a wokaliści nie zawsze potrafią mieć idealnie zsynchronizowane ruchy...
Przedłużanie nie miało końca. Najchętniej każdy usłyszałby już wyniki i uciekł do domu, by odreagować jakoś ten stres, jednak forma musiała zostać zachowana. Dopiero po kilku minutach monologu, który urozmaicono kiepskimi żartami, pojawiły się słowa, na które wszyscy stanęli niemal na baczność.
- Gotowi na poznanie trzech najlepszych grup?
Chłopcy niemal wychodzili z siebie, podobnie zresztą jak pozostałe zespoły. No, może poza Taehyungiem, który aktualnie miał chyba wszystko gdzieś, stał bowiem naburmuszony i niezbyt zainteresowany.
- Każda drużyna mogła otrzymać po pięć punktów w następujących kategoriach: taniec, wokal i rap, jakość utworu oraz ogólne wrażenie. Żeby Państwa dłużej nie stresować... Poproszę o wyświetlenie trójki zwycięzców!
Zewsząd rozległy się głośne brawa, a wszyscy tym samym odwrócili się w stronę wielkiego ekranu, na którym zaczęły pojawiać się punktacje. 18 punktów, 16 i 15... Czy któreś z tych wysokich not należało do nich? Jungkook zestresowany zaciskał pięści, Yoongi i Nam terroryzowali swoje wargi, gryząc je niemiłosiernie, Jin zaciskał palce na ramieniu Tae, który wpatrywał się od niechcenia w cyferki, Jimin zaś z nietęgą miną strzelał palcami, rozchylając swoje pełne wargi.
Po kilku sekundach pojawiła się nazwa grupy, która zajęła trzecie miejsce. Cztery dziewczyny w kolorowych sukienkach zaczęły skakać uradowane, ludzi zaś bili im brawo. Yoongi wzruszył nieco ramionami. Nie uważał, by były one godne tak wysokiego miejsca, jednak ich piosenka była na tyle chwytliwa, że musiały jako tako nabić im punktów, które straciły przy dość kiepskim rapie i miernym wokalu. No, ale chociaż były ładne.
Następnie od razu zaczęły pojawiać się literki, które powoli układały się w nazwy kolejnych zespołów. Jungkook poczuł gulę w gardle, gdy na miejscu drugim zobaczył nazwę swojego liceum.
- Udało się! - ucieszony niemal podskoczył, a reszta jego ekipy również zareagowała entuzjastycznie. 16 punktów i drugie miejsce, a byli oceniani przez naprawdę wymagających ludzi. Fakt, mogli być pierwsi, jednak bez wątpienia żaden nie narzekał. Kook został niemal natychmiast złapany w pasie przez Jimina, który uścisnął go mocno i szepnął "Byłeś najlepszy", na co młodszy nieco się zarumienił, a złość chwilowo mu minęła. Odwzajemnił uścisk, odpychając go jednak, nie chciał przecież robić scen. Tego typu spoufalanie nie mogło mieć miejsca przy tak wielkiej publiczności, niemniej jednak było mu naprawdę cieplej na sercu. Starał się, ostro trenował i radowało go to, że jego wysiłek został doceniony tak szybko. Wiedział, że byli dobrzy, jednak tak wielkie osiągnięcie na początku przygody z tańcem, było zaskakujące. Nie mógł zapanować nad przyjemną wilgocią, która nieco przysłoniła mu świat. Udało się! Wygrali! Pokonał i swoją samotność, i smutek, ograniczenia. Był Jungkookiem, którego zachowania się nie wstydził.
- Zapraszamy naszą wielką trójkę na środek. - prowadzący posłał im uśmiech, nawołując ręką. Wszyscy grzecznie wystąpili, starając się zapanować nad emocjami. Wiele osób ukradkiem ocierało łzy wzruszenia, niektórzy zaś skakali, chcąc jakoś odreagować te niesamowicie przyjemne emocje, które zawładnęły ich ciałami. Starszy mężczyzna poprosił liderkę dziewczyn, by wręczyć im nagrodę, komentując przy okazji występ i chwaląc ich idealny wygląd. Następnie przyszła kolej na nich. Namjoon wystąpił i odebrał odznaczenie, prowadzący zaś zerknął na Taehyunga, który rozkleił się jeszcze bardziej. Podszedł nieco do niego i schylił się, niefortunnie komentując.
- Oj, widzę, że chłopcy z grupy drugiej są naprawdę szczęśliwi z powodu wygranej. Gratulacje chłopcze! - posłał mu uśmiech, na co Tae nieco otworzył usta chcąc coś powiedzieć, jednak Jungkook szybko się wtrącił, dziękując za danie im szansy. Kim wytarł dłonią oczy, wbijając żałosne spojrzenie w podłogę, reszta zaś starała się jak najbardziej go zasłonić, bowiem takie zachowanie mogło zostać odebrane za niegrzeczne.
Po skończonej ceremonii zwycięska drużyna przedstawiła swoją piosenkę raz jeszcze, reszta zaś była wolna. Wszyscy zaczęli się przebierać, głośno dyskutując o całym konkursie. Jedni przychylnie, drudzy zaś raczej negatywnie.
Taehyung zarzucił na siebie bluzę i ruszył w stronę wyjścia, Jimin zaś w ostatniej chwili to wyłapał i złapał go za nadgarstek.
- Taeś... Gdzie idziesz?
- Do domu. Nie jestem w nastroju do świętowania, gdy Hoseok cierpi samotnie...
- Tae... - głos Jimina był troskliwy, jednak nieco zniecierpliwiony. - Chyba do niego nie pojedziesz, co?
- Nawet nie wiem gdzie go zabrali... Nie chcę z tobą rozmawiać Jimin, muszę odpocząć.
Park puścił jego dłoń, czując się niepewnie. Nie wątpił w słuszność swoich działań, jednak odrzucenie ze strony Kima było dla niego ciosem. Dlaczego blondyn nie myśli racjonalnie?

- Jungkookie! Byłeś cudowny! Jestem z ciebie taka dumna! - pani Jeon po raz kolejny ściskała swojego najmłodszego syna, czochrając jego włosy jak oszalała. Bez wątpienia występ mocno ją poruszył, jednak czy takie zachowanie nie było przesadzone? Gdyby nie dobry makijaż, to zapewne po jej policzkach spływałyby resztki tuszu i cieni, jednak na szczęście była bogata i wszystko prezentowało się na niej dobrze.
- Mamooo... Udusisz mnie. - Kook odsunął się od niej, uśmiechając mimo wszystko. Czuł się niesamowicie dobrze ze świadomością, że nie wszyscy z jego rodziny wypięli się na niego i że kobieta mimo wszystko tutaj przyszła, by mu kibicować i wspierać. Coraz bardziej zaczynał odnosić wrażenie, że dobrze się stało, że wszystko wyszło na jaw. Dobry kontakt z matką był lepszy, aniżeli kiepski z obojgiem rodziców, więc w gruncie rzeczy ta tragedia zakończyła się ze skutkiem pozytywnym. Coś za coś.
Zerknął przez ramię na rodziców Jimina, którzy byli mniej nadpobudliwi, jednak też byli z syna dumni. Po chwili poczuł na sobie ich spojrzenie i cała grupka podeszła do nich. Pani Park uśmiechnęła się do jego matki, na co ta, jako jej fanka numer jeden, prawie zapomniała jak się oddycha. Przywitały się, najstarszy Park zaś ucałował dłoń pani Jeon.
- Muszę pogratulować pani tak zdolnego syna! Jungkook naprawdę zrobił na nas wrażenie, ma bardzo dobre ruchy i świetny głos. Powinna go pani wysłać na jakieś dodatkowe lekcje, bo to prawdziwy talent! - zaczęła, a Kook zauważył, że rodzicielka obrosła w piórka, jakby to ona sama została skomplementowana. Cóż. Syndrom niespełnionej artystki...
- Dziękuję bardzo za tak miłe słowa, chociaż przed moim Jungkookiem jeszcze daleka droga, by być naprawdę dobrym. Miło jednak, że ktoś z tak wysublimowanym gustem raczył go skomplementować. - posłała jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów. Zaczęły nawzajem komplementować swoje dzieci, a Jeon niemal podchodziła już pod podlizywanie się, nikogo to jednak jakoś wyjątkowo nie zadziwiło.
Kook spojrzał na Jimina, który znalazł się tuż przy nim, podczas gdy ojciec ich przeprosił i poszedł szukać jakiś słodyczy, jego manii do ciastek nie sposób było zwalczyć.
- Widzisz. To u mnie dziedziczne. Mój ojciec kocha ciastka, ja podobnie.
- Fakt. - przytaknął Jungkook, po czym nieco ciszej dodał. - Z tym, że twój tata jest raczej spokojny i kulturalny, a ty tych cech po nim nie odziedziczyłeś.
Park rozchylił usta zaskoczony, a Kook tylko wsunął dłonie do kieszeni. Nie chciał być wredny dla osoby, którą darzył uczuciem, jednak poprzednie wydarzenie raczej nie było odebrane pozytywnie. Nie podobało mu się to, że tak naskoczył na Hoseoka i zrobił mu krzywdę. Nie mógł zaprzeczyć, że sobie zasłużył. Gwałt to coś złego, jednak skoro Taehyungowi to nie przeszkadzało, to czemu się wtrącał? Zawsze cokolwiek by się z tym blondynem nie działo, to Jimin był pierwszy do ratowania. Jungkook miał nawet wrażenie, że gdyby on i Tae byli w potrzebie w tej samej chwili, to Park zamiast ratować swojego chłopaka, pobiegłby za okularnikiem, bo to 'mały, bezbronny dzieciak'. Wszyscy obchodzili się z nim jak z jajkiem. Yoongi, Jimin, teraz Jin... Nawet Jess ostatnio coraz bardziej się interesowała jego sprawami. Jeden Namjoon jako tako nie wchodził mu w tyłek.
Czyżby był zazdrosny? Trochę tak, nie potrafił tego ukryć. Potrzebował uwagi swojego ukochanego non stop, a już na pewno nie chciał oddawać ich czasu Taehyungowi. Pewne problemy powinien rozwiązać sam, bo płakanie i użalanie się nad sobą nic mu nie da. Był w wieku Jimina, zachowywał się zaś jak dziecko, co dodatkowo Kooka irytowało. Ileż można? On sam nieco się roztkliwiał, ale ten już grubo przesadzał, więc niestety coraz bardziej go nie lubił.
- O co ci chodzi Ciastek?
- Nie powinieneś wtrącać się w nieswoje sprawy. Życie Taehyunga nie jest twoim, czemu się więc ekscytujesz każdym szczegółem? Niedługo zatracisz się i zapomnisz, że jesteś Jiminem, nie zaś jego niańką. - nie kontrolował za bardzo słów, które wypływały z jego ust. Był niezadowolony i miał zamiar to dobitnie pokazać.
- To mój przyjaciel, muszę go wspierać. On sam nic z tym nie zrobi, a Hoseok go skrzywdził. Jest zbyt naiwny, zbyt...
- Tak tak. Zbyt niewinny, słodki, kochany, dobry, uroczy, nieświadomy zła, które go otacza. Dodatkowo gdzieś w przestworzach zatracił zdolność myślenia, chociaż jest najmądrzejszym dzieciakiem w nasze szkole, jak nie w całej Korei. Cholera! - pokiwał głową, czując narastającą irytację. - Masz rację. Leć pobić każdego, kto zrobi coś nie tak, bo księżniczka potrzebuje ochroniarza, niani, prawnika i najlepiej jeszcze własnego mózgu, bo przecież nie został stworzony do samodzielnej egzystencji. - zacisnął dłonie w pięści. Dawno się tak nie zachowywał. Czasy ironicznego, wrednego Jungkooka minęły, teraz jednak powróciły z podwójną siłą.
- Co cię ugryzło? Nie przesadzasz? - głos Jimina był dość nieprzyjemny, jego wyraz twarzy również.
- Czemu masz na jego punkcie taką obsesję? - stanął naprzeciwko niego, wbijając w niego pytające spojrzenie. - Dlaczego nie dasz mu żyć po swojemu? Kocha Hoseoka, więc daj mu być szczęśliwym. Jak się sparzy, to ucieknie, wtedy będziesz się ekscytował, te całe wydarzenie bowiem musiało być na tyle niewinne, że był w stanie mu wybaczyć. Nie wiesz co tam zaszło, czemu więc zakładasz, że jest bez winy i całe zło to właśnie Hobi hyung? Może go prowokował, zrobił coś złego? Przecież Hoseok nie jest narwańcem i kochał go, nie zrobiłby mu krzywdy bez powodu.
- Tae nigdy...
- Znowu. Tobie nikt nie przetłumaczy, że on ma jakieś wady. Może postaw mu świątynię i bij pokłony? Mam wrażenie, że to jakiś pieprzony anioł, bo próżno usłyszeć o nim coś złego.
- Do jasnej cholery. Nie masz o niczym pojęcia Ciastek. O niczym! Nie znasz go ani trochę, nie wiesz co przeżył i tym bardziej nie masz pojęcia, czy Hoseok był winny, czy nie. Nie ogarniam co cię ugryzło, ale skończ pleść te farmazony i zjedz coś słodkiego, bo chyba z nadmiaru wrażeń uderzyło ci do głowy.
- Czasami zastanawiam się, czy to tobie ten słodki Taeś nie uderzył aż nazbyt. Aż dziw mnie bierze, że to nie z nim jesteś, a z kimś takim jak ja, bo on jest twoim centrum wszechświata. Przejmujesz się nim bardziej, aniżeli sobą, to niespotykane.
- Kook... - Park jęknął, jednak Jeon podszedł do matki, która zakończyła rozmowę ze swoją idolką.
- Zjemy coś mamo?
Dyskusja z Jiminem była ponad jego siły. Musi jakoś odreagować, o zbyt wiele się ostatnio wydarzyło i miał istny mętlik w głowie.



***


- Naprawdę nie mam pojęcia co się wydarzyło. Nie mogłam wchodzić za bardzo za kulisy, gdy zaś już mu się udało, to zastałam go w takim stanie... Nie wiem czy stracił równowagę i po prostu poleciał z tych elewacji, czy ktoś tam był. - Jess starała się zapanować nad głosem, co nie było zbyt łatwe. Państwo Jung byli dość zaborczy i wypytywali się o wszystko, ona zaś nie chciała nic zdradzić, by Hoseok sam mógł ustalić swoją wersję wydarzeń. Była pewna, że nie wyda Jimina, jego poczucie winy było ogromne, więc stwierdzi, że mu się należało, a sprzeczne wersje nie będą mile widziane i doprowadzą do tego, że ojciec zacznie węszyć w tej sprawie, w końcu przestępstwa to jego robota.
Była niesamowicie roztrzęsiona i naprawdę się bała. Wprawdzie nie było szans, by tego nie przeżył, jednak widok przyjaciela we krwi mocno w nią uderzył. Znała go lata, byli jak rodzeństwo, poza tym była współwinna. Powinna również dostać po twarzy od Parka, jednak wiedziała, że Jung nigdy nie przyzna jej racji, bo tylko zdobywała dla niego informacje. Ach. Gdyby tylko dała sobie na wstrzymanie i nie wsadzała nosa w nieswoje sprawy! Może nadal byliby razem, albo Tae w końcu sam by wszystko wyznał i obyłoby się bez takich problemów. Z drugiej strony zawsze mogło być gorzej, jednak nie było sensu się nad tym roztkliwiać, bo teraz jest to, co jest i nic się już nie zmieni. Mogą co najwyżej walczyć ze skutkami, czy jednak z powodzeniem? Robiło się coraz gorzej i chyba najlepiej będzie się odciąć od wszystkiego, bo każde z pozoru pozytywne działanie doprowadzało do rozpadu życia Taehyunga, który stał się ich ofiarą. W dodatku dzieciak był naiwny i wracał jak pies do pana, chociaż ten go bił i o niego nie dbał. Zakochani ludzie nie działali racjonalnie, a ta dwójka była na tyle specyficzna, że nie mogła być razem, groziło to naprawdę wielkimi problemami.
- No nic Kibum, poczekamy aż się obudzi. Mam nadzieję, że to nic poważnego. - matka Hoseoka zacisnęła dłonie na ramieniu męża, który tylko westchnął i przysiadł na krześle w poczekalni. Póki co mieli zakaz wchodzenia, bo ich syn był po zabiegach i musiał odpoczywać, nie mieli jednak z tym większych problemów. Państwo Jung należeli do wyjątkowo ułożonych ludzi z zasadami, którzy starali się ukrywać swoje emocje, tego wymagała od nich praca i tak już im zostało. Nie byli rzecz jasna takimi ignorantami jak rodzice Kooka, jednak do tych Jimina też wiele im brakowało. Typowa, elegancja rodzina, która ceni sobie kulturę, ale nie stawia jej wyżej od własnego potomstwa.
Jess przysiadła nieco dalej, ściskając nerwowo w dłoni telefon. Dostała smsa od Namjoona, że zajęli drugie miejsce, nie miała jednak głowy by dzwonić i gratulować. Konkurs spadł na drugi plan, teraz liczył się Jung, który cierpiał z powodu pobicia, a niedługo też w powodu wyobcowania, bo stracił i Jimina, i Yoongiego. Nie miała pojęcia, czy reszta okaże zrozumienie, ale było to dość wątpliwe, więc martwiła się podwójnie, bo nie dość, że miłość miał nieszczęśliwą, to jeszcze ludzie się od niego odsuną, bądź też jeszcze narobią mu problemów w sądzie. Nawet sobie nie wyobrażała co powie jego ojciec, gdy dowie się o tym, że jego syn kogoś zgwałcił. Walczył z mafiami i naprawdę wstrętnymi organizacjami, a jego rodzone dziecko dopuściło się karygodnego czynu. Zapewne doszłoby do wydziedziczenia nawet, jeśli Taehyung nie zeznawałby przeciwko. Do tego ostatniego akurat nie miała wątpliwości, bo na tyle go znała, że po prostu było to oczywiste.
Zerknęła jeszcze kątem oka na Jung, po czym szybko napisała smsa.

Muszę tutaj zostać, przywieziesz mi jakiś sweter?
Kocham Cię

Nie przepadała za wykorzystywaniem swojego chłopaka, jednak tym razem musiała. Najchętniej poprosiłaby go, by z nią został, jednak postanowiła nie być już tak natrętna, w końcu pewnie chciał odpocząć po męczącym i stresującym dniu.

Jasne. Będę niedługo. Ja Ciebie też kocham!

Uśmiechnęła się delikatnie, chowając telefon do kieszeni. Naprawdę miała szczęście, że jej związek był tak normalny i stabilny w porównaniu do tych znajomych. Może i ich początki były szalone, jednak obyło się bez większych dram. Z całego serca życzyła Hoseokowi, by w końcu był tak szczęśliwy jak ona, bo zasłużył.



***


Zsunął niemrawo buty ze stóp, po czym zamknął drzwi i ruszył w stronę kuchni. Oczy piekły go niemiłosiernie, zapewne za mocno je nacierał, jednak na ten moment było mu to obojętne. Poboli i przestanie, bo oczy to nie serce. Miał dość tego, że się nad sobą użalał, jednak w tym momencie miał gdzieś nawet swoją godność.
Sięgnął po butelkę wody i upił kilka porządnych łyków. Ręce mu drżały, podobnie zresztą jak całe ciało. Co się uspokoił, to po chwili znowu pojawiał mu się przed oczami Hoseok, na co reagował już histerią. Sam nie wiedział, czy powodem była obawa o jego życie, samotność, czy też uświadomienie sobie, że starszy już nigdy nie będzie jego. Kochał go i byłby w stanie jakoś zwalczyć lęk, byleby Hobi dał mu drugą szansę, teraz jednak nie było to wykonalne. Jimin go pobił, Yoongi wszystko wiedział... Zapewne nawet nie będzie chciał się do niego zbliżyć, bo ta dwójka nigdy na to nie zezwoli. Wiedział, że jego przyjaciele pragną jego dobra, a w ich mniemaniu Jung był złym człowiekiem... Nawet gdyby zechciał do Tae wrócić, to bałby się zaryzykować, bo i tak już teraz cierpi w szpitalu z jego powodu. Sytuacja ta miała tylko jedne wyjście, mianowicie musieli się rozstać całkowicie. Urwać kontakt, zapomnieć o sobie. Nie było im pisane bycie razem, wszystko zawsze układało się nie po ich myśli.
Odstawił butelkę, ruszając w stronę sypialni. Opadł na małe łóżko, kuląc się od razu. Z oczu leciały mu słone łzy, których nawet nie wycierał. Poduszka z minuty na minutę była coraz mocniej pomoczona, a to dopiero początek tego strasznego popołudnia. Zakrył się kołdrą, sięgając po telefon. Szybko wybrał numer Jess, która odebrała po dłuższej chwili.
- Tae?
- Noona... Cz-czy wszystko jest o-okej? - wyjąkał, z trudem wypowiadając te słowa. Naprawdę bał się, że jego ukochany mógł coś sobie uszkodzić i zostać do końca życia kaleką.
- Och... Tak, wszystko jest dobrze. Miał zabieg, ale wyjdzie z tego.
- R-rozumiem... Mogę... Mógłb-bym go odwiedzić? - zacisnął mocniej palce na telefonie.
- Taeś... Skarbie, to nie jest dobry pomysł... Jimin się wścieknie, poza tym tutaj są rodzice Hoseoka i nie pozwolą wejść osobie obcej. Nawet ja nie mogłam u niego siedzieć.
- O-okej... - poczuł się jeszcze gorzej. Przecież niewykluczone, że to było ich ostatnie spotkanie. Jung był w ostatniej klasie, lada moment ją skończy, a wtedy już go nie zobaczy, w dodatku nie mógł nawet przy nim teraz być.
Chociaż może to i lepiej? W końcu przez niego cierpiał.


***


Jimin wszedł do mieszkania, puszczając Jungkooka pierwszego. Młodszy był obrażony, chociaż Park nie miał pojęcia, co mogło go tak zirytować. Był cały czas taki sam, a temu odwala. W głowie miał tylko jeden pomysł odnośnie tej sytuacji, mianowicie Ciastek musiał być zazdrosny. Dzisiaj wydał się z tym, że nie lubi Taehyunga, a ot tak nie obdarza się ludzi negatywnymi emocjami. Raczej nie chodziło mu o Hoseoka, bo nawet nie rozmawiali poza próbami, więc odpowiedź była jedna. Starszy z chęcią zacząłby się z nim droczyć, jednak naprawdę nie był w nastroju. To, co wydarzyło się tego dnia było dla niego szokującym przeżyciem. Wiedział, że ta sprawa śmierdzi, wszyscy kręcili, a on jakąś tam intuicję posiadał. W najgorszych koszmarach jednak nie przewidziałby, że jego mały Taeś zostanie zgwałcony przez przyjaciela. Ufał Jungowi i sądził, że będzie dobrym chłopakiem, a ten okazał się być skurwielem. Cokolwiek by się nie stało, nie miał prawa tknąć Taehyunga bez pozwolenia. Najgorsze, że pozostał bezkarny, bo młody go kochał. Coś przerażającego. Tak być nie powinno.
- Znowu o nim myślisz. Miło. - mruknął Kook, po czym zrzucił z siebie ubrania i udał się do łazienki. Jimin westchnął cicho i poszedł za nim, nie wiedząc jak go udobruchać. Nie chciał żartować, pierwszy raz ewidentnie nie miał humoru. Najchętniej wtuliłby się w jego słodkie ciałko i zasnął, uciekając od problemów, ten jednak właśnie dzisiaj musiał dostać okres.
- Ciężko bym nie myślał. Został zgwałcony. Ogarniasz może sytuację Ciastek?
Może i żarty się go nie trzymały, jednak drobne złośliwości owszem.
- Ogarniam. Może jednak zapytasz Tae jak ten gwałt wyglądał? On jakoś nie był za tym, byś ranił Junga.
Park zmarszczył czoło, wchodząc do młodszego pod prysznic. Coraz bardziej go takie gadanie wkurzało.
- Gwałt to gwałt.
- Może prowokował. Albo pozwolił, a potem mu się w połowie odwidziało... On jest trochę dziwny.
- Kook! - Jimin aż zatrzymał dłoń na swoim torsie, który mył pachnącym, truskawkowym żelem.
- Tak, panie Obrońco Uciśnionych Park Jiminie? - Jungkook zaczął stroić miny, które doprowadzały go do gorączki. czuł, że coraz ciężej mu się oddychało. Pierwszy raz miał ochotę na niego krzyczeć.
- Daruj sobie do cholery. Nic nie wiesz, więc się nie wtrącaj.
- Dobrze, nie będę. Leć sobie do Taesia, on pewnie wie wszystko.
To powiedziawszy opuścił kabinę, wkurzony wycierając się.
No kurwa. Czy wszystko musi się tak kiepsko układać?




Zapraszam do komentowania ;)


wtorek, 6 października 2015

One-shot: Dope

Ogłoszenia parafialne: W końcu zabieram się za zamówienia. Wybaczcie, że tyle to trwa, ale jakoś cierpię na brak weny, o czym wspominałam. W każdym razie postanowiłam powoli je realizować i jak widać na pierwszy ogień idzie TaeGi, bo opowiadania z V pisze mi się najlepiej (pomijając Jimina). Plus to angst, więc moje klimaty i jest mi łatwiej, na fluffy muszę mieć serio dzień ale spokojnie - mam już pomysł na kolejne zamówienie i może niedługo coś napiszę ;)
Z góry przepraszam za formę opowiadania. Nigdy nic nie pisałam tak długo, ten fik mnie wykończył i zmieniałam sceny po miliard razy, już nie mam siły. Nie jestem zadowolona z efektu, myślałam nawet, by go usunąć i nie dodawać, ale jak już naskrobałam, to udostępnię, szkoda mi tych 2 tygodni pisania. Nawet jak jednej osobie się spodoba, to będzie to sukces!

Zapraszam do czytania!





Dla: Kim Taehyung
Pairing: TaeGi (Suga x V)
Gatunek: angst, smut





       - Za nowy etap w naszym życiu! - wysokie, kryształowe kieliszki uniosły się ku górze. Słychać było głośny dźwięk szkła uderzanego o szkło, po chwili zaś z eleganckich naczyń zaczął znikać szampan, który nie należał do najtańszych. Yoongi zawsze miał słabość do luksusów, szczególnie zaś wtedy, gdy w grę wchodziło coś, co miało związek z jego ukochanym chłopakiem. Nie potrafił oszczędzać przy Tae, prawdę powiedziawszy nawet nie chciał. Świadomość, że ten miał wszystko sprawiała, że czuł się spełniony i szczęśliwy, a wiadomo, że każdy lepiej czuje się w otoczeniu ładnych przedmiotów. Stąd też i dzisiejsze przyjęcie, na którym mieli uczcić ich wspólne mieszkanie, które starszy w końcu zakupił. Nie zbierał na nie zbyt długo, awans i wyższe zarobki pozwoliły mu na taką ekstrawagancję już w wieku dwudziestu czterech lat. Ogromne lokum w sercu stolicy, na ostatnim piętrze jednego z ładniejszych budynków, z wielkim tarasem, basenem i jacuzzi w łazience. Nic lepszego nie mogli mieć, chociaż nie to było najważniejsze. Liczył się fakt, iż w końcu zamieszkają razem i będą mogli spędzać ze sobą każdą wolną chwilę. Dotychczas ich spotkania były mocno ograniczone, bo młodszy studiował, on zaś miał na głowie pracę, co strasznie go irytowało. Nie potrafił długo bez niego wytrzymać.
        Zerknął na chłopaka, który opadł na elegancką kanapę. Niemal od razu usiadł obok, obejmując go ramieniem, nieco ostentacyjnie całując jego policzek, na co blondyn zachichotał, rumieniąc się uroczo. Oto jego cudne maleństwo!
- Zakochańce, błagam! - jęknął Hoseok, przyjaciel Yoongiego jeszcze z czasów szkoły. Upił kilka łyków szampana, wykrzywiając twarz w grymasie. - Miłość okażecie sobie później.
Taehyung wyszczerzył się i wtulił w tors starszego, który dumny z siebie rzucił:
- Nie bądź zazdrosny Hobi. Ciebie też w końcu ktoś pokocha.
Właśnie obrażony chłopak rozchylił wargi niezadowolony, po czym zmarszczył nos, sięgając po maleńką kanapkę.
- Jesteś podły, Cukierku. Tae jest tylko jeden, na moje nieszczęście ty go masz. - puścił mu oczko, na co najstarszy z towarzystwa aż wstrzymał oddech. Widząc to Hobi dodał: - Żartuję zazdrośniku. Wolę dziewczyny, penisy średnio mnie interesują. No. Poza tym Jina. - puścił oczko wysokiemu chłopakowi, który siedział naprzeciwko. Ten zakrztusił się piwem, wpatrując się w niego jak największego kretyna we wszechświecie.
- Za dużo piwa Hoseok, idź spać. - wysapał, wycierając załzawione oczy.
- Widzisz? Jesteś skazany na własną rękę. - wyszczerzył się Yoongi, gładząc palcami przydługawe włosy Taehyunga, który podciągnął nogi i przerzucił je przez uda starszego. Ten ucieszony przyciągnął go do siebie jeszcze bardziej, chowając w drobnych ramionach. - Jesteś zmęczony, kotek? - zerknął na szatyna z troską.
- Nie hyung. Tak mi po prostu wygodnie. Lubię, gdy jesteś blisko. - uśmiechnął się, pakując do ust kolejną już truskawkę w czekoladzie. Serce Mina aż podskoczyło. Cholera. I jak on miał się nie rozczulać, skoro miał perfekcyjnego chłopaka, który ociekał słodyczą? Najchętniej wycałowałby go calutkiego, mocno tuląc oraz pieszcząc, jednak był gospodarzem i musiał zająć się gośćmi, którzy po części sami postanowili się zabawić. Kilku znajomych z pracy już pływało w basenie, gdzieniegdzie jakieś pary podrygiwały w rytm nowoczesnej muzyki, inni jedli, czy też pili. Zaprosił naprawdę wiele osób, bo i oni sami należeli do osób towarzyskich, a przynajmniej Tae. On przeżyłby z kilkoma bliskimi osobami, ale musiał dbać o swoje dobre imię, więc ściągnął tu też pozostałych kierowników, czy co milszych podległych mu pracowników. Plus kilku znajomych młodszego. Wszystkich rzecz jasna odpowiednio prześwietlił, bo nie zniósłby, gdyby jego maluch zadawał się z niebezpiecznymi ludźmi.


***


        - Hyuuuung! - niski, słodki głos momentalnie obudził Yoongiego. Otworzył oczy i wbił wzrok w swojego chłopaka, który nachylał się nad nim, robiąc dzióbek ze swoich pięknych warg. - Dzień dobry. Buzi na powitanie?
- Awwww! Mój cudowny misiaczek! - złapał go zdecydowanym ruchem za kark i wpił w wargi, drugą ręką obejmując w pasie. Często zdarzało im się wstawać razem, jednak dopiero dzisiaj mogli poczuć się naprawdę swobodnie. Taehyung dotychczas mieszkał z rodzicami, więc okazywanie sobie pieszczot nie było wskazane, chociaż jako tako tolerowali ich związek. Wprawdzie Min naprawdę musiał się wysilić, jednak skoro później mógł spokojnie spędzać czas ze swoim maluchem, to było warto wchodzić im w tyłki, plus dobrze płatna praca i wysoka pozycja wpływały na postrzeganie przez nich rzeczywistości. Łatwiej im było oddać ukochanego syna komuś, kto jest w stanie się nim zająć nie tylko duchowo, ale i finansowo. Miał świetną pracę i wielu pracowników pod sobą, wypłatę większą niż większości koreańskich rodzin zebranych do kupy. Obietnica utrzymywania go, jak tylko zakupi mieszkanie dały mu kilka punktów i względne zaufanie.
        Nie było jednak tak, że został w jakiś sposób zmuszony. Sam pragnął być dla niego bohaterem. Mężczyzną, który zadba o każdą potrzebę i sprawi, że jego życie będzie bezstresowe i pełne przyjemności, dlatego pracował za trzech, byleby zawsze mieć pieniędzy pod dostatkiem i go rozpieszczać. Nie pozwoli przecież Tae pracować. Studiował, musiał skupić się na nauce, poza tym gdzie jego śliczne kochanie i wysiłek, dźwiganie, czy użeranie się z innymi? Jego dongsaeng powinien pachnieć oraz wcinać owoce, nie zaś harować jak jakiś robol. Prawdziwy mężczyzna musi dbać o rodzinę, a jego aktualnie składała się z tego jednego chłopaczka.
- Zrobiłem ci śniadanie, musimy iść do kuchni, bo będzie zimne. - zamruczał młodszy, opierając swoje czoło o te Yoongiego. Zwilżył językiem wargi, uśmiechając się słodko.
- Dobrze kochanie. Chodźmy. - trzymając chłopaczka podniósł się do siadu, od razu wtulając nos w jego szyję. - Kocham cię Tae.
Młodszy zachichotał i poczochrał jego włosy.
- Ja ciebie też kocham hyung. Najmocniej na świecie. - cmoknął go w czoło i delikatnie wysunął się z jego ramion. - Idziemy jeść! Zaraz muszę uciekać na zajęcia, a jak cię nie upilnuję, to nie zjesz.
- Za dużo mi tego nakładasz! - jęknął Min, łapiąc dzieciaka za rękę. Udali się do kuchni, gdzie starszy opadł na krzesło, przyciągając na swoje kolana chłopaka. Zerknął na nieco przypalone tosty i za mocno ściętą jajecznicę, jednak uśmiechnął się szeroko udając, że wszystko jest w porządku. Przecież nie powie, że jego śniadania są niezjadliwe, jeszcze by go zasmucił, a to ostatnia rzecz, jakiej by pragnął. Zamiast tego sięgnął po kawę upijając łyk, po czym zaczął jeść jajka udając, że są wyborne, chociaż niemal paliło go od nadmiaru pieprzu i soli.
- Dobre hyung? Troszkę się zagapiłem, ale chyba nie jest źle, co? - Taehyung nadął policzki, uważnie przyglądając się jego twarzy. Min wiedział, że szuka jakiejkolwiek oznaki uznania, bądź jego braku, więc uśmiechnął się szeroko, oblizując wargi.
- Jest pyszne. Najlepsze. Moja kuchareczka. - ucałował jego policzek, na co szatyn nieco się zarumienił, wtulając mocniej w jego ciało.
- To super!
Yoongi tylko odwzajemnił uśmiech, szybko pochłaniając resztę posiłku, by mieć to za sobą. W sumie nie mógł powiedzieć, że było to niedobre. Jeśli miałby wybierać pomiędzy najlepszymi restauracjami, a przypalonymi śniadaniami Taesia, to zdecydowanie wybrałby to drugie. Sama świadomość, że musiał wstać wcześniej i się namęczył sprawiała, że na sercu robiło mu się cieplej oraz miał ochotę na kolanach dziękować bogom, że zesłały mu tak cudownego ukochanego.
Wytarł usta serwetką i dopił kawę. W tym samym momencie młodszy zsunął się z jego kolan i szybko zabrał naczynia, chowając je do zmywarki.
- Hyuuuung... Chyba muszę się zbierać, zaraz mam autobus. - westchnął, sięgając po ciastko. Wbił wzrok z bruneta, jakby z nadzieją, że pozamienia dni tygodnia i sprawi, że dzisiaj będzie sobota, nie zaś poniedziałek.
- Hm, musisz iść, ale mógłbym cię podwieźć. Daj mi tylko chwilę, ubiorę się i ogarnę.
- Naprawdę? - szatyn niemal podskoczył, podbiegając do swojego mężczyzny. Ucałował jego usta, zarzucając mu ręce na szyję. - To ja tak chcę. Jedź ze mną. - wyszczerzył się, gdy oderwali się od siebie, chcąc zaczerpnąć powietrza.
I cóż Yoongi mógł? Szybko wsunął na tyłek spodnie i zajął się swoim kochaniem.


***


          Wpatrywał się w plik dokumentów, starając się wyłapać najdokładniej ewentualne błędy. Ostatnio mieli w biurze masę roboty, bo jedna pracownica zaszła w ciążę, zaś kolejny był na chorobowym, tak więc musieli zająć się papierkową robotą, za którą nikt nie przepadał. Dopiero w takich momentach doceniało się sekretarzy, którzy skrupulatnie prowadzili księgi i segregowali faktury oraz umowy. Teraz panował harmider, nikt nic nie wiedział i co chwila trzeba było wprowadzać poprawki. Najgorsze było to, że jako kierownik za wszystko odpowiadał, a nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek opóźnienia, zagroziłoby to jego pozycji, a co za tym idzie, również wysokości wypłaty. Teraz miał na utrzymaniu chłopaka, coś takiego nawet nie wchodziło w grę.
- Panie Min, przyniosłam dokumenty z działu trzeciego. - drobna kobietka położyła na jego stoliku pokaźny plik dokumentów. - W czymś jeszcze mam pomóc?
Yoongi uniósł głowę i sięgnął po pierwszą teczkę. Nie spodziewał się takiej ilości makulatury, chyba będzie musiał zostać dłużej w pracy, by to wszystko ogarnąć. Skrzywił się i przetarł zmęczone oczy dłonią.
- Mogłabyś zrobić mi kawę? I skoczyć po coś do jedzenia? Od razu sobie też byś coś kupiła, ja stawiam. - zerknął na nią pytająco. Pracownica skinęła głową z uśmiechem, on zaś sięgnął po portfel i wyciągnął banknot, który był zdecydowanie zbyt wartościowy jak na posiłek, jednak nie miał ochoty na rozdrabianie się. - Może być jakaś chińszczyzna, byleby spora porcja. Dzisiaj chyba czeka mnie noc w biurze. Reszta dla ciebie za wysiłek.
- Och, nie trzeba... - rozchyliła nieco wargi, jednak skłoniła się i wyszła.
Tyle dobrego, że on tutaj rządził i mógł wysługiwać się nowymi, starsi sobie nie pozwalali, albo robili to niechętnie, ta jednak lubiła biegać mu po wszystko, przydatna.
- Yhm. - zerknął na zegarek, po czym sięgnął po telefon i wybrał numer Taehyunga. Odebrał dopiero po trzecim sygnale.
- Hyuuung! - radosny głos chłopaka od razu poprawił mu humor. Tae działał na niego uspokajająco.
- Cześć kochanie. Jak tam zajęcia?
- Zostały mi jedne i koniec. Całe szczęście, bo głowa mi pęka z nadmiaru wiedzy. A u ciebie jak w pracy? O której kończysz?
- Dzisiaj chyba posiedzę trochę dłużej, nie czekaj na mnie. Mam masę pracy, nie wiem, czy się w ogóle z tym wyrobię, a nie mam wyjścia. - westchnął, odchylając się nieco na krześle. Strasznie go to irytowało. Najchętniej za dwie godziny by się stąd zmył i wieczorem obejrzał z maluchem film a potem zabawiając się z nim w łóżku, jednak nie miał zbyt wiele do gadania.
- Och, szkoda... Miałem coś ugotować, ale w takim razie chyba zjem w mieście.
- Wziąłeś sobie pieniądze?
- Coś tam mam, spokojnie hyung.
- Tae... - Yoongi zmarszczył czoło niezadowolony. Ten dzieciak jak zawsze o wszystkim zapominał. - Chyba w końcu założę ci konto bankowe i będziesz miał kartę. Czasami możesz potrzebować pieniędzy, musisz mieć zawsze przy sobie chociaż trochę. Nie chcę, byś chodził głodny.
- Kochanie... Nie przejmuj się tak mną, poradzę sobie. Poza tym zawsze mogę pożyczyć od Jimina.
- Jimina? - starszy jeszcze mocniej się skrzywił, zagryzając przez chwilę dolną wargę. Nie kojarzył tego imienia, nikt taki się nie pojawił u nich w domu, a Kim ponoć zaprosił wszystkich znajomych.
- Taaak. Mój dobry kolega. Chyba jeszcze go nie poznałeś... Nie mógł przyjść na nasze przyjęcie.
- Studiujecie razem?
- Mhm, tak. Jest na moim roku, ale w innej grupie. Kiedyś ci go przedstawię, byś się nie martwił.
- Uh, no dobrze. Będziesz szedł z nim?
- Tak, samemu mi się nie chce.
- Uważaj na siebie. Jakby coś było nie tak, to daj mi znać. I zadzwoń jak wrócisz do domu, dobrze?
- Hyuuung. Jesteś nadopiekuńczy. Nic mi się nie stanie. Jakby co, to Jimin mnie obroni. - Yoongi zacisnął dłoń na telefonie, słysząc śmiech swojego kochania. Nie podobało mu się to, że Tae z kimś wychodził, jakoś nie mógł zapanować nad małą zazdrością. Wiedział, że jego skarb jest śliczny, zabawny, uroczy. Wszyscy go kochali, był duszą towarzystwa. Przerażało go to , bo sam był całkowitym przeciwieństwem Tae. Wolał spędzać czas we dwoje, nie przepadał za tłumami i pomimo wielkiej pewności siebie, nie interesował go styl życia, który umiłował sobie szalony dzieciak. Ciągle odczuwał lęk, że w końcu mu się znudzi wiecznie zapracowany chłopak i będzie wolał szaleć z kimś młodszym.
- Kocham cię Tae.
- Ja ciebie też kochanie. Będę kończył, zaraz mam zajęcia. Papa! Miłej pracy! - i się rozłączył. Min odłożył telefon i otworzył teczkę, wyciągając z niej dokumenty. Cholerna praca. Musi ją skończyć i wracać do domu.



***

          Otworzył cicho drzwi, starając się bezszelestnie wejść do środka. Było już grubo po północy, papiery zajęły mu o wiele więcej czasu, niż przewidywał. Był zmęczony jak nigdy, zaczerwienione oczy ledwo cokolwiek wyłapywały, delikatne światło dodatkowo nie ułatwiało mu zadania, ale nie chciał obudzić młodszego.
         Zsunął buty wraz z marynarką, równo je odłożył je na miejsce, by następnie ruszć w stronę łazienki, gdzie wziął szybki prysznic i umył zęby, po czym na ostrożnie wszedł do sypialni, dostrzegając zarys sylwetki. Uśmiechnął się delikatnie i położył obok, czule obejmując Tae w pasie.
- Mhm... Hyung? - nieco zachrypnięty głos doleciał do uszu chłopaka. Brunet nieco się spiął, gdy młodszy otworzył oczy i wtulił się w niego mocno.
- Obudziłem cię? Przepraszam. - westchnął, cmokając go w czoło.
- Nie szkodzi... Tęskniłem. - szatyn przysunął się bliżej niego, uśmiechając słodko. Min aż poczuł, że robi mu się gorąco, wystarczyła drobna reakcja chłopaka, by doprowadzić go do takiego stanu. Pogładził go po pleckach i zakrył dokładnie kołdrą, po czym ucałował jego wargi z uczuciem. Młodszy od razu odwzajemnił, oplatając go udem w pasie. Dłoń Yoongiego od razu na nim spoczęła, zaciskając się na miękkim ciałku jego kochania. Powoli potarł językiem o usta chłopaka, wsuwając go do środka, namiętnie pocierając o ten szatyna. Młodszy oddawał bez przerwy pocałunki, zaciskając długie palce na koszulce Mina. Ten po dłuższej chwili nie mógł już zapanować nad odruchami, zmęczenie nagle odpłynęło. Uniósł się nad Tae, rozchylając jego udka, by znaleźć się pomiędzy nimi. Zszedł z pocałunkami na szyję chłopaka, powoli odpinając guziki pidżamki. Pragnął jego ciała, chciał je dotykać i pieścić. Potrzebował poczuć, że młodszemu jest z nim dobrze.
- Ach... Yoongi... - wysapał wyższy, wbijając paznokcie w ramiona ukochanego. Starszy uwielbiał, gdy Taehyung tak reagował. Wił się, napierając na niego udami, jakby domagając się dalszych pieszczot, których brunet rzecz jasna, nie miał zamiaru mu odmówić. Pozbył się zbędnego odzienia chłopaczka, swoje także gubiąc przy okazji.
- Kocham cię Taeś. - szepnął, kąsając płatek jego ucha. Otarł się przy tym o jego krocze, przez co usłyszeć mógł najpiękniejszy jęk. Jego zmysły oszalały, jego kochanie było takie seksowne i pociągające, że niemal natychmiast stał się twardy.
- Ja c-ciebie... - wysapał młodszy, jednak nie było mu dane dokończyć. Yoongi złapał go za uda i uniósł je, opierając o swoje ciało. Wpił się po raz kolejny w jego pełne wargi, podczas gdy jedna z dłoni powędrowała do jędrnych pośladków. Ścisnął je w dłoni, po czym zamruczał w jego usta. Młodszy przegryzł jego wargę, po czym nieco niezdarnie sięgnął pod poduszkę, gdzie znajdował się lubrykant. Podał buteleczkę starszemu, który uśmiechnął się szerzej. Złapał za zdobycz, po czym wylał ją na dłonie. Chwilę później śliski palec wsunął się we wnętrze Tae. Ten pisnął, obejmując go mocniej za szyję, tym samym przyciągając do swojego ciałka. Min ucałował jego zaczerwieniony policzek, po czym zaczął poruszać się w jego wnętrzu, z przyjemnością wsłuchując się w te przecudowne dźwięki, które wydawały ukochane usta. Wpijał się w nie raz po raz, dokładając drugi, potem trzeci palec. Nie mógł panować nad sobą zbyt długo. Chwilkę później zastąpił palce swoim członkiem, rozciągając ciasne wnętrze Tae.
- H-hyung! Ach!
- Mhm... Uwielbiam cię kochanie. - wysapał, czując ten rozkoszny nacisk. Poruszył się w nim, pierw powoli i delikatnie, by po chwili przyśpieszyć, zaciskając jedną dłoń na udzie, drugą gładząc delikatny, lekko opalony tors chłopaka. Ustami błądził po jego wargach, policzkach, szyi. Z każdym kolejnym ruchem, przyozdobionym przepięknym jękiem, szalał jeszcze bardziej. Nie wyobrażał sobie, by mógł kochać się z kimś innym. By Taehyunga zastąpił jakiś inny mężczyzna. Nie potrafiłby nawet dotknąć kogoś innego. Całe jego ciało, umysł i serce reagowało tylko na tego słodkiego chłopaczka, inni mogliby zniknąć.
- Taaak! - donośny krzyk zaczął pieścić uszy starszego. Nareszcie trafił. Zaczął poruszać się, starając cały czas atakować prostatę swojego ukochanego. Ten krzyczał, pazurkami raniąc jego białą skórę. Obaj byli na skraju, nagromadzone podniecenie musiało gdzieś się ulotnić, wypłynąć. Po kilku mocnych pchnięciach młodszy doszedł, za nim i on, zalewając ciasne wnętrze nasieniem.
- Ach... - opadł obok młodszego, ciężko dysząc. Ten również z trudem łapał oddech, cały był zarumieniony i rozgrzany.
- Hyung... - wysapał, resztką sił przysuwając się do białego ciała starszego. Ten objął go ramieniem i ucałował lekko.
- Tak... skarbie?
- Kocham cię... - uśmiechnął się delikatnie, wtulając twarz w tors starszego. - Bądź ze m-mną... zawsze. - dodał je jednym wydechu. Yoongi zakrył ich i ukrył w swoich ramionach.
- Będę. Jesteś dla mnie wszystkim.


***


         - Cześć hyung. - zadowolony Tae wszedł do mieszkania, zrzucając ze stóp buty. Niemal od razu podbiegł do starszego i ucałował go w policzek. Yoongi skinął głową, przyglądając mu się uważnie. Coraz trudniej było mu zapanować nad nerwami. Młodszy częściej bywał poza domem, wychodził do kina, czy na imprezy ze znajomymi ze studiów. I z Jiminem. Nie mógł zapanować nad zazdrością, wyniszczała go od środka. Za każdym razem, gdy młodszy wychodził, on nie potrafił się na niczym skupić i chodził jak struty po pokojach, rozmyślając nad tym, co jego chłopak może robić. Widział jak ten Park wygląda. Był przystojny, umięśniony i ociekał męskością. Dusza towarzystwa, wiecznie uśmiechnięty, wręcz emanował pozytywną energią. Yoongi widział go kilka razy, jednak nie mógł odmówić mu tego, że był naprawdę pociągający. Zapewne wiele osób uważało go za atrakcyjnego i chciałoby z nim być. Nawet Tae uwielbiał spędzać z nim czas. Dogadywali się, mieli podobne charaktery. Wygłupiali się, robili rzeczy, za którymi on nie przepadał. Nie potrafił więc wyzbyć się lęku przed tym, że któregoś dnia ten przypakowany chłoptaś odbierze mu Tae.
        Złapał młodszego za rękę i przyciągnął na swoje kolana.
- Jak było kochanie?
- Miło. Byliśmy w kinie, potem na pizzy. Objadłem się jak głupi, chyba stanę się grubasem. - zaśmiał się, obejmując Yoongiego za szyję. Ten zacisnął wargi, starając się zapanować nad negatywnymi emocjami, które wręcz buzowały w jego ciele.
- Nie lubię go. - mruknął niezadowolony, trącając nosem szyję ukochanego.
- Aj! Hyung, jest zazdrosny? - spojrzał na niego rozbawiony, prezentując swoje białe ząbki. Min skrzywił się. Nie chciał wyjść na zazdrośnika, jednak nic nie poradzi na to, że zbyt mocno kochał Tae.
- Trochę.
- Głupiutki! Przecież to tylko kolega! Ciebie kocham i z tobą jestem. Nie chcę Jimina, pragnę tylko ciebie. Nie masz o co być zazdrosnym. - zamruczał, całując wąskie wargi Mina. Ten nie był zbyt zadowolony, jednak jak mógłby nie odwzajemnić pieszczoty? Wsunął język pomiędzy wargi młodszego, pogłębiając namiętnie pocałunek. Po dłuższej chwili oderwali się od siebie, by złapać oddech.
- Niech będzie. Ufam ci maluchu. - oparł dłonie na jego biodrach, delikatnie muskając wargami jego szyję, na co młodszy zachichotał słodziutko.
- Jesteś głodny hyung? Zrobić ci coś? - pogładził go po ramieniu, cicho wzdychając, gdy gorące wargi tak kusząco błądziły po jego wrażliwej skórze.
- Mhm... Troszkę. - przytaknął, wbijając kły w ciałko ukochanego, na co ten nieco się spiął, cichutko jęcząc. Jego szczupłe palce zacisnęły się na łopatkach starszego. - Będziesz moją kolacją.


***


          - Daj spokój, to podchodzi pod obsesję. - mruknął Hoseok, upijając łyk gorzkiej kawy. Odłożył filiżankę na spodeczek, opierając ręce o stolik. - Co ci w ogóle strzeliło do głowy, by wymyślić takie chore akcje?
- Po prostu mam przeczucie. - odparł starszy, bawiąc się widelcem. Rozwalał na kawałki zamówione ciasto, ostatnio nawet słodycze mu nie smakowały, całkowicie stracił apetyt. Hoseok nie miał już pojęcia w jaki sposób do niego dotrzeć. Yoongi potrafił skupić swoje myśli tylko i wyłącznie na Taehyungu oraz od niedawna na Jiminie, który według niego podrywał jego chłopaka, i chciał zniszczyć mu związek. Jung miał tego wszystkiego po dziurki w nosie, najchętniej odciąłby się od tego, jednak byli przyjaciółmi i musiał wspierać go, choćby miał najdurniejsze pomysły na świecie. W sumie te ostatnie naprawdę były nienormalne.
- Nie ufasz swojemu chłopakowi? Przecież jest wam razem cudownie, kochacie się. - odparł, chociaż już wiedział co Min odpowie.
- Ufam, ale Jimin to wredna żmija. Widzę, jak wpatruje się w Tae, poza tym za często go zaprasza w różne miejsca. Kino, restauracje, zakupy... Nie uważasz, że to coraz śmielsze spotkania? - brunet odstawił widelec, wbijając spojrzenie w Junga. Było przepełnione determinacją. - Teraz wyskoczył z tą imprezą. Przecież wiesz jak się zachowują pijani ludzie. Taeś ma słabą głowę, przecież ten dupek go spije i zgwałci! Moje kochanie... On jest jeszcze troszkę dziecinny, nierozważny i nieostrożny. łatwo może wpaść w sidła takiego playboya.
Hoseok przewrócił oczami, odchylając się na krześle. Ciągle ta sama gadka. Taehyung jest mały, biedny, bezbronny, zaś Jimin to diabeł, który na niego czyha. Suga nie chciał dać sobie przetłumaczyć, że są zwyczajnymi przyjaciółmi, a jego chłoptaś nie jest niedorozwinięty i potrafi o siebie zadbać. Jego zazdrość była nie do zniesienia. Od zawsze miał chorą obsesję na punkcie tego dzieciaka, od kilku lat latał za nim jak głupi, spełniał każdą zachciankę, zabierał na drogie wycieczki by mu zaimponować i kupował szalone prezenty. Nie obchodziło go to, że potem będzie miał za mało pieniędzy na życie, liczyło się to, by rozpieszczać tego chłopaka. Teraz sytuacja malowała się lepiej, bo zarabiał naprawdę sporo, więc przynajmniej jadał, a raczej mógłby, gdyby nie wkręcanie sobie różnych rzeczy. Ta miłość była chora, nienormalna. Nie widział poza nim świata. Pracował nie dla siebie, własnej satysfakcji i radości. Siedział oraz męczył się od rana do nocy tylko po to, by kupić te cholerne mieszkanie i mieć Taehyunga przy sobie. Swego czasu ledwo sypiał, byleby tylko brać nadgodziny i być bliżej celu.
          Całe jego życie można przyrównać do Kima. Nic innego się nie liczyło, co coraz bardziej przerażało Hobiego. Yoongi zabiłby się, gdyby ten go zostawił, nie potrafiłby funkcjonować bez jego osoby u boku. Z tego też powodu te wkręcanie sobie spisków było niebezpieczne. Kto wie co mu odbije?
- Czemu nie porozmawiasz o tym z Tae?
- Daj spokój. Nie chcę go martwić. Ufa temu gnojowi, gdybym mu to uzmysłowił, to poczułby się zraniony. Muszę powoli go od niego odzwyczaić, żeby tego nie odczuł. Jest zbyt kochany i przywiązuje się do ludzi, fałszywy przyjaciel będzie dla niego ciosem. Muszę go przed tym ustrzec.
I weź tu z takim gadaj... Miał całkowicie spaczony obraz rzeczywistości, jego wyobrażenie Taehyunga było aż nazbyt wyidealizowane. Owszem, jego chłoptaś był naprawdę uroczy, słodki i kochany, ale musiał mieć jakieś wady, których Yoongi nie dostrzega, chociaż z nim żyje od dawna. Po takim czasie ludzie się sobą nudzą, zaczyna im coś przeszkadzać, a oni ani razu się nie pokłócili. Nie to, by Hoseok nie znał powodów. Min zawsze ustępował młodszemu i nie dały rady się mu postawić. Całe szczęście, że Kim był troszkę głupiutki i nie wykorzystywał tego przeciwko swojemu mężczyźnie, bo Yoongi dawno by przepisał cały majątek na niego, i gdyby TaeTae był cwany, mógłby go wtedy kopnąć w tyłek.
- No dobra. - mruknął, wpychając do ust rogalika z lukrowaną posypką. Oblizał usta, po czym wyprostował się i spojrzał Minowi w oczy. - Czego zatem ode mnie oczekujesz? Przecież nie zabiję Jimina.
- Nie musisz zabijać. Wystarczy, że na imprezie będziesz ich obserwował i w pewnym momencie wkroczysz do akcji. Zaczniesz mówić o zbiegu okoliczności i takie tam. Ja do ciebie wtedy zadzwonię i powiem, że jutro chyba nie dam rady przyjść do pracy i będziesz musiał mnie zastąpić. Tae się zmartwi i będzie chciał się mną zaopiekować, bo nie mogę chory leżeć w łóżku.
- Jesteś powalony stary. Serio. Durniejszego pomysłu nigdy nie słyszałem.
Hoseok aż wstrzymał oddech, po chwili głośno wypuszczając powietrze. Nie spodziewał się po nim aż takiej zaawansowanej głupoty.
- Lepszego nie ma.
- Musisz być w pracy. - zauważył, sięgając po resztkę kawy, którą dopił na raz.
- Będę. Cudem wyzdrowieję.
- Yoongi... Czy ty sam siebie słyszysz? To jest chore. Popadasz w paranoję. Nie mam zamiaru uczestniczyć w takich dramach. - Hoseok odsunął od siebie puste naczynia, mrużąc powieki z niezadowoleniem. Widział, że Min wychodzi z siebie i będzie nalegał, ale przecież wkręcanie się w takie cyrki było grubą przesadą i nie mogło skończyć się dobrze.
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Dlatego jako kumpel dam ci radę. Daj na wstrzymanie. Tae jak się dowie, to nigdy ci nie wybaczy. To kłamstwo. Obiecywałeś przecież, że nigdy go nie oszukasz, dotrzymaj słowa. Nie chcesz chyba, by stracił do ciebie zaufanie, co?
Hobi czuł się podle, jednak musiał wykorzystać przeciw niemu właśnie tę broń. Skoro racjonalne argumenty nie działają, to pogra z jego uczuciami.
- Hoseok...
- Tak?
- Mam inny pomysł.
- Zabijcie mnie...



***


          Hoseok zacisnął dłoń na szklance ze słabym drinkiem, rozglądając się po dość przyjemnym klubie. Popowa muzyka dudniła z głośników, pijana młodzież bawiła się na parkiecie, bądź też śmiała się w wydzielonych lożach. On sam siedział przy barze, rozglądając się dookoła. Przyszedł tutaj kilka minut temu, starając się jak najszybciej wyłapać w tłumie Taehyunga i Jimina. Yoongi oczywiście nie dał za wygraną i niemal zmusił go do przyjazdu tutaj. Tyle dobrego, że nie kazał kłamać i ściągać dzieciaka do domu, jednak fakt śledzenia go również nie był najzabawniejszy. Czuł się jak idiota, jednak czego nie robi się w imię wieloletniej przyjaźni? Wiele zawdzięczał starszemu, dzięki niemu dostał się do pracy w wielkiej firmie, chociaż był nadal studentem i nie miał doświadczenia, poza tym od zawsze go wspierał. Nie miał odwagi mu odmówić, okazałby się niewdzięcznym gnojem.
- I gdzie ta laleczka Sugi? - zapytał białowłosy mężczyzna, odstawiając na blat pusty kieliszek po whiskey. Hobi westchnął ciężko, nie mając dobrych wieści dla swojego kolegi.
- Pojęcia nie mam... To rozrywkowe dzieciaki.
- Taaaa. Szczególnie jeden jest wrednym, podłym dupkiem i prostakiem. Słyszałem. - przytaknął Namjoon, zamawiając następną kolejkę. - Nie wiem jak wygląda ta księżniczka, więc ciężko mi będzie pomóc. Zapomniałem zerknąć na jego profil, wyskoczyliście z tym tak niespodziewanie.
- My?
- Tak, wiem. Yoongi. - skinął głową, upijając łyk. - Ty byś nie wpadł na tak szalony pomysł. No ale chociaż się nie zanudzę.
- Ty jeden skorzystasz. O! - Hoseok aż się poderwał. - Są!
Namjoon zerknął w stronę, w którą wpatrywał się jego kumpel i zmarszczył nieco brwi. Hobi odetchnął z ulgą i wskazał na dwójkę tańczących chłopaków. Musiał przyznać, że Jimin naprawdę robił wrażenie. Mężczyźni go nie interesowali, jednak musiał przyznać, że młodszy był przystojny i bez wątpienia mógł się podobać. Teraz trochę rozumiał obawy Yoongiego, bo gdyby ich postawić obok siebie i ocenić walory fizyczne, to młodszy pobiłby go bez problemu. Wycięta koszulka, która odsłaniała umięśnione ramiona i tors, opięte spodnie, cwany, seksowny uśmiech i bardzo pozytywna aura, którą dał radę wyczuć nawet z odległości. Plus widać, że oboje świetnie się razem bawili. Jimin tańczył genialnie i co chwila przyciągał do siebie Taehyunga, który był już mocno wcięty i ucieszony kręcił się obok. Gdyby Suga to zobaczył... Park byłby już trupem. Dotykanie jego chłopaka było zakazane.
- Okej. To chyba wkraczam do akcji. Jak już się zajmę jednym, to bierz drugiego i zabierz do domu, okej? - Namjoon uśmiechnął się i ruszył w tłum, zanim Jung zdążył cokolwiek powiedzieć. Wbił wzrok w białowłosego, który ze swoim firmowym uśmiechem podbił do nich i zaczął coś mówić. Hobi nie miał pojęcia co, jednak Tae zaczął się uśmiechać, a Jimin wykrzywiał usta w głupkowatym wyszczerzu. Cóż. Namjoon miał dar do podrywania, więc może Jimin ulegnie jego uroczym słówkom i da się uwieść. O ile rzecz jasna jest gejem, bo ta zagadka nadal nie została rozwikłana. Jak okaże się hetero, to tylko zrobią z siebie idiotów.
         Zacisnął dłoń na szklance i powoli ruszył w ich stronę. Coraz mniej mu się podobały ich miny, bo Nam wgapiał się nie w tego, co trzeba. Niemal pożerał wzrokiem Tae, który nieco chwiejnie kiwał głową, sącząc kolorowego drinka. Niemożliwe, by blondyn się pomylił, przecież od początku było wiadome, że chłopak Yoongiego będzie tym słodkim, a on miał odciągnąć mięśniaka. O chuj chodzi? Wiedział w sumie, że Nam był nieobliczalny, ale chyba nie miał zamiaru zarywać do dzieciaka?
- Namjoon... - mruknął, stając obok. Ten spojrzał na niego zaskoczony, uśmiechając się szeroko.
- O, Hoseok.
Hobi zmrużył powieki, po czym posłał delikatny uśmiech Tae, który uśmiechnął się szeroko i nieco chwiejnie podszedł do niego, obejmując go za szyję.
- Hyuuung! So ty tutaj robisz? - zaskamlał, wieszając się nieco na jego ciele. Jung złapał go mocno w pasie, przytrzymując. Był całkowicie nie w stanie, dalsze picie nie wchodził w grę.
- Wybrałem się na drinka. Dobrze się czujesz?
- Taaaaa. Ja tesz z Jiminnnni...
- Widzę. Wypiłeś troszkę za dużo, może odpoczniesz? - zerknął na Parka, który uśmiechnął się szeroko, wzruszając ramionami, jak gdyby nigdy nic.
- Nie jesem zmęczony... - mruknął młodszy, jednak Hobi złapał go mocno i pociągnął w stronę stolików, gdzie usiadł z nim na fotelach. Młodszy coś tam marudził, on jednak nie miał zamiaru wsłuchiwać się w jego bełkot. Obejmując go jedną ręką zawołał kelnerkę i zamówił szklankę wody, którą następnie wcisnął w malucha, który nieco niechętnie się posłuchał.
- Hyuung... Chcę potańczyć...
- Później, ta piosenka jest nudna. - mruknął, ciągle trzymając go mocno w pasie, by się nie osunął. Ten oparł głowę o jego ramię, zamykając powieki, na co Hoseok odetchnął z ulgą. Wyciągnął telefon i wybrał numer Yoongiego, który odebrał niemal od razu.
- I jak? Co jest?
- Spokojnie. Znalazłem go. Namjoon zajął się Jiminem.
- Dostawiał się do niego?! - głos Mina był wyraźnie zdenerwowany i zestresowany.
- Nie, ale Taehyung jest mocno pijany.
- Kurwa mać. Wiedziałem, że go spije! Poczekaj tam chwilę, zlecę ludziom zadania i przyjadę po niego.
- Mogę go odwieźć, będzie szybciej.
- Nie może zostać sam w domu w takim stanie.
- Poczekam na ciebie.
- Uh... No okej.


***


          Yoongi otworzył drzwi od mieszkania drżącymi rękoma, wchodząc do środka szybko, ale w miarę cicho. Nie wiedział, czy Tae śpi, czy nie, nie chciał ryzykować. Zsunął z siebie buty i szybko udał się do salonu, gdzie przystanął, otwierając usta zaskoczony. Taehyung owszem, spał, jednak wtulony w Hoseoka, który obejmował go ramieniem, jak gdyby nigdy nic. Niemal się w nim zagotowało i poczuł silne ukłucie w sercu. Natychmiast rzucił teczkę na ziemię i podszedł do nich. Złapał Tae pod kolanami i w pasie, podnosząc zdecydowanym ruchem, przez co Jung stracił równowagę opadając na kanapę, budząc się zaskoczony. Min nie zwrócił na niego uwagi, tylko ruszył w stronę sypialni. Wpatrywał się uważnie w słodko śpiącego Tae, jednak nie uspokajało go to ani trochę. Czyżby Hoseok był fałszywym przyjacielem i czaił się na jego malucha? To nie było normalne, że zamiast położyć go w pokoju, postanowił spać z nim w salonie. Może dlatego tak nie chciał go przywozić tutaj, bo wiedział, że będzie go kusiło?
          Położył Kima na łóżko i szybko pozbył się jego ubrań, na co młodszy cicho jęknął, otwierając oczy.
- Yoongi....- zamruczał, na co starszy szybko nachylił się nad nim i ucałował jego usta, które smakowały alkoholem.
- Ciii. Śpij kochanie.
- Um... Zostań ze mną. - złapał go za rękę, nieco leniwym ruchem starając się go przyciągnąć do siebie. Min uśmiechnął się delikatnie i ucałował jego nosek.
- Zaraz wrócę, muszę się tylko przebrać. Poczekasz na mnie skarbie?
- Dopszeeee... - skinął głową młodszy. - Um... Gźe Hobi hyung?
- Uh. Hoseok? Po co ci o?
- Nie pamiętam nic... Bo dał mi pić... I potem nie wiem... - nadął nieco policzki szatyn, na co Yoongi aż zastygł. Szybko ucałował czoło chłopaka i wstał. Zakrył go kołdrą i ruszył w stronę salonu, gdzie jego przyjaciel szykował się do wyjścia.
- Ja już się zbieram. - mruknął Hoseok, ruszając w stronę drzwi. Min złapał go za ramię i spojrzał na niego groźnie.
- Jeśli go dotykałeś, to zginiesz, przysięgam.
Nie podobało mu się, że po tym napoju Tae odleciał, może mu coś dosypał? W głowie miał mnóstwo nieprzyjemnych myśli, których wyzbyć się nie potrafił. Fakt, że go obejmował, że zadzwonił do niego tak późno, chociaż mieli pilnować ich od początku imprezy, że pozwolił mu doprowadzić się do takiego stanu... To było zastanawiające.
- Co? - Hobi wyglądał na zdziwionego, jednak Mina to nie interesowało. Otworzył drzwi i spojrzał na nie wymownie.
- Do jutra.
- Uh... Cześć.
Gdy tylko Hoseok przekroczył prób, Yoongi zamknął drzwi i szybko udał się do łazienki, gdzie wziął prysznic i ubrał bokserki. Cicho wszedł do sypialni i wsunął się pod kołdrę, obejmując Tae. Nerwy nad nim zapanowały, miał ochotę wszystko rozwalić. Tylko obecność jego malucha go ratowała przed szaleństwem. Spojrzał na jego śliczną twarz i zaczął składać pocałunki na zarumienionych policzkach, gładząc go czule po plecach.
Nigdy go nikomu nie odda.


        - Booli... - jęknął Tae, a Yoongi przysiadł obok niego na łóżku, podając mu szklankę wody i tabletkę. Młodszy posłusznie ją połknął, opróżniając przy tym naczynie w sekundę.
- Wypiłeś za dużo kochanie. Musisz unikać alkoholu, wiesz? Pewnie dali ci jakieś mieszane i to dlatego. - odstawił szklankę i zakrył chłopaka, kładąc się obok niego. Objął go, chowając w swoich ramionach. Miał ochotę zatłuc Jimina i Hoseoka, że doprowadzili jego maleństwo do takiego stanu.
- Troszkę... Ciągle mi dolewano, a ja nawet nie wiedziałem co piję. - wyjąkał, wtulając się w jasne ciało mężczyzny. Ten zacisnął wargi wściekły, jednak starał się zachować względny spokój przy swoim chłopaku.
- Tae... Mogę cię o coś prosić? Nie zadawaj się już z Jiminem, zgoda? Upił cię, a potem olał, tak się nie robi. W ogóle się tobą nie przejął.
- To nie jego wina hyung... To ja mam słabą głowę.
- Taeś... Nie chcę, byś miał takich przyjaciół. Nie mogę na to pozwolić. - odparł, unosząc jego podbródek. Ucałował jego usta czule. - Nie możesz się z nim widywać, nie toleruję go.
- Ale... - Tae chciał już coś dodać, jednak Yoongi pokręcił głową przecząco.
- Nie. Nie ma żadnych 'ale'. Nie proszę cię nigdy o nic, zawsze robię wszystko tak, byś był zadowolony. Ten jeden jedyny raz mógłbyś mnie posłuchać, bo chcę dla ciebie jak najlepiej. Zabraniam ci się z nim kontaktować, rozmawiać, spotykać. Nie odpuszczę tym razem, to nie jest towarzystwo dla ciebie.
Młodszy był zaskoczony jego słowami, co nie było dziwne. Min nieczęsto stawiał na swoim, teraz postanowił jednak być stanowczy, w końcu nie chodziło o głupoty, a o jego ukochanego.
- Dobrze... - powiedział niepewnie młodszy i pociągnął nosem. Yoongiemu krajało się serce, bo w jakiś sposób zranił uczucia swojego maleństwa, jednak tak być musiało. Jeśli tym razem się nie postawi, to potem może nie być okazji i napakowany kretyn odbije mu faceta.
- Kocham cię Tae. Dzisiaj pracuję krócej, więc może wieczorem pojedziemy na zakupy? Kupię ci ten nowy zegarek, który wypatrzyłeś, co ty na to? - pogładził go po policzku, na co młodszy od razu się rozpogodził i mocno objął za szyję.
- Naaaaprawdę? Ale on jest strasznie drogi!
- Dostałem trochę pieniędzy za nadgodziny, więc możemy poszaleć.
- Awww! Jesteś najlepszy hyung! - młodszy wpił się w jego wargi energicznie, przyciągając do siebie jeszcze mocniej. Min zadowolony odwzajemnił pocałunek, przejmując nad nim kontrolę, powoli sunąc dłońmi po płaskim brzuchu ukochanego. Chyba będzie musiał trochę przyoszczędzić, bo te cudo naprawdę kosztowało majątek, jednak czego nie robi się dla ukochanego?



***


          - Hobi hyung! - niski głos Taehyunga dotarł do uszu starszego, który odwrócił się w stronę chłopaka, zaciskając palce na pasku torby. Nie był zbyt ucieszony faktem, iż młodszy go zauważył, niespecjalnie chciał się z nim widywać.
- Och, cześć Taehyung. - mruknął niezbyt sympatycznie, jednak Tae chyba niezbyt się tym przejął, bo dobiegł do niego i zadowolony zgarnął włosy z czoła.
- Co u ciebie? Dawno u nas nie byłeś, to dziwne. Jesteś bardzo zajęty?
Hoseok zmarszczył brwi, przechylając głowę na bok. Mógł się spodziewać tego, że Yoongi słowem nie wspomni o swoich wymysłach.
- Tak. Mam na głowie pracę i studia, nie znajduję czasu na wypady ze znajomymi.
- Rozumiem. - uśmiechnął się młodszy, idąc bez oporów za nim, czy raczej obok niego. Hobi czuł się źle, nienawidził kłamać, jednak nie był na tyle perfidny, by opowiadać o tym, jaki to jego chłopak jest przewrażliwiony. Po tym jak odprowadził Tae do domu, ten zaczął robić mu wyrzuty, że nie powinien z nim spać, że pewnie się z nim bawił i go spił. Żadne racjonalne argumenty do niego nie docierały, był przekonany o swojej racji, tak więc Hoseok w jego mniemaniu był wrednym gnojem, który chce odbić mu chłopaka. Nawet fakt, iż od jakiegoś czasu spotykał się z fantastyczną dziewczyną nie pomógł, bo Min oczywiście wiedział lepiej.
- A ja dzisiaj będę się znowu nudził, bo Yoongi pracuje do wieczora... - westchnął młodszy, na co Jung uniósł jedną brew pytająco.
- Jimin nie ma czasu?
Taehyung niemal natychmiast wstrzymał oddech, zaciskając wargi. Cóż. Hoseok nawet nie musiał pytać, bo doskonale wiedział co się stało. Yoongi mu zabronił się z nim zadawać, typowe.
- Taehyung... - zaczął, jednak przerwał mu donośny głos Mina.
- Tae!
- Och. Muszę uciekać. Paaa! - Kim pomachał mu i pobiegł w stronę samochodu, gdzie Yoongi krzywił się wściekły, spojrzeniem niemal zabijając Hobiego.

         - Co z nim robiłeś? - Yoongi niemal natychmiast zlustrował swojego chłopaka wzrokiem, na co ten nieco zaskoczony zapiął pasy, rozchylając usta.
- Zobaczyłem go, więc postanowiłem się przywitać, to twój przyjaciel hyung... - wzruszył ramionami, opierając się o oparcie. Nie rozumiał, dlaczego jego hyung był taki podenerwowany, dlatego szybko przysunął się do niego i pocałował go w policzek. - Coś się stało?
- Tak. - jego głos był nieprzyjemny. Tae poczuł dreszcze, które przebiegły po jego ciele. Yoongi nigdy nie był zły, a przynajmniej nie przy nim. Nie wiedział co myśleć i jak się zachować.
- Mogę jakoś pomóc? - zapytał, kładąc dłoń na udo swojego mężczyzny, który wciągnął głośno powietrze w płuca, jakby starając się zapanować nad nerwami.
- Tak. Nie zadawaj się z Jungiem. Nie rozmawiam z nim od dawna, pokłóciliśmy się. Nie życzę sobie, byś się z nim spotykał.
Kim rozchylił usta zaskoczony. Ta dwójka była niemal nierozłączna, znali się od zawsze i byli ze sobą blisko. Jak to więc możliwe, że ot tak ich przyjaźń stała się przeszłością? Poza tym fakt, że Yoongi mu czegoś zabraniał, był co najmniej zastanawiający. Nie wiedział jednak, czy powinien pytać, Min nie wyglądał na skorego do opowiadania czy zwierzania się.
- Rozumiem. Przepraszam, nie chciałem cię zdenerwować. - szepnął, nadymając nieco policzki. Pokusił się o jedną za swoich najsłodszych min, które jego mężczyzna tak uwielbiał.
- Nie przepraszaj kochanie. Po prostu... Trzymaj się od niego z daleka. Zrobisz to dla mnie? - Yoongi przysunął się do niego i złapał za podbródek. Młodszy skinął głową, po czym ich usta się złączyły w czułym i namiętnym pocałunku.


***


          Yoongi zawsze wydawał się Tae ideałem. Mądry, inteligentny, z pracą, do tego opanowany i elegancki. Emanował klasą już z daleka, wzbudzając we wszystkich respekt i szacunek. To nie był kolejny szary, niepozorny pracownik. Min pomimo swojego zamknięcia na innych, przyciągał ludzi, którzy skrycie go podziwiali. Był człowiekiem sukcesu, któremu wszystko się udawało.
        Kim był jeszcze dzieciakiem, gdy spotkał go w sklepie muzycznym. Starszy dorabiał sobie na studiach, jednak ta praca naprawdę do niego pasowała. Z radością zaczął mu pokazywać różne hip-hopowe płyty, z pasją opowiadając o każdym albumie czy artyście. Tae pamiętał doskonale, jak cudownie się uśmiechał. Poświęcił mu wtedy naprawdę dużo czasu, a on naprawdę był nim zafascynowany. Coraz częściej odwiedzał te miejsce, chcąc jak najwięcej czasu spędzić z młodym sprzedawcą, który chyba go polubił, bo dość szybko zaprosił go na obiad, potem zaś do kina. Ich spotkania stawały się coraz bardziej regularne, Taehyung był rozpieszczany na wszelkie możliwe sposoby. Dobre jedzenie, prezenty, wycieczki. Min naprawdę był dla niego dobry i wspierał cały czas. To on załatwił mu korepetycje do egzaminów, nawet je opłacił, chociaż byli tylko znajomymi. Był przy nim w każdej chwili słabości, więc kwestią czasu było, jak Kim poczuł do niego coś więcej, co doprowadziło do najpiękniejszej nocy w jego życiu, podczas której kochali się w mieszkaniu starszego tak namiętnie, że młodszy ledwo mógł chodzić.
          Wtedy też ich relacja stała się poważniejsza, jednak nadal była przesiąknięta romantyzmem i słodkimi uczuciami, których Taehyung potrzebował. Yoongi nie był jak inni - pomimo tego, że miał go dla siebie i nie musiał się wysilać, to i tak nie przestawał się troszczyć oraz o niego dbać. Wręcz przeciwnie, coraz częściej dawał mu prezenty i rozpieszczał. Pomimo tego, że strasznie go to krępowało, to czuł się szczęśliwy, że ktoś się o niego stara i nie jest to byle kto, a przystojny, i cudowny mężczyzna, za którym sam szalał. Po jakimś czasie całkowicie przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy i jak najbardziej mu to odpowiadało. Sam raczej nie należał do bogatych ludzi przez co nie mógł sobie pozwolić na pewne gadżety, więc mocno imponowało mu to, że Yoongi zawsze posiadał sporo gotówki , nie oszczędzając na niczym. Rzecz jasna Kim nie był materialistą i naprawdę kochał swojego mężczyznę, jednak skłamałby gdyby powiedział, że nie cieszą go podarki.
Ich życie było cudowne, bez kłótni czy problemów. Yoongi dostawał kolejne awanse, aż w końcu postanowił kupić mieszkanie, w którym mógłby zamieszkać z Tae. Młodszy miał wrażenie, że jego życie nie może być piękniejsze. Miał od lat wiernego, kochanego mężczyznę, teraz żyli razem jak prawdziwa rodzina, czy coś mogło to popsuć?
         Cóż. Komplikacje musiały się pojawić, życie Tae było w końcu zbyt różowe, by mogło być takie w nieskończoność. U Yoongiego ujawniła się jedna jedyna wada, jednak była na tyle nieprzyjemna, że młodszy czasami nie miał pojęcia co robić.
        Szalał z zazdrości. Min miał prawdziwą obsesję na punkcie innych mężczyzn. Początkowo było to niewinne. Kazał mu odciąć się od przyjaciela, co starał się sobie wytłumaczyć troską, bo Jimin był mocno rozrywkowy i kochał szaleństwo. Potem Hoseok, na co jeszcze przymknął oko, bowiem czasami ludzie nie chcą się już znać, on zaś nie miał zamiaru stawać po stronie kogoś, kto był wrogiem jego ukochanego. Z tym, że tych 'złych' z dnia na dzień było coraz więcej.
          Taehyung dostał zakaz pracowania w barze, bowiem Min był zazdrosny o pracujących tam kelnerów. Niemal dostawał szału, gdy młodszy opowiadał mu o tym, jacy są mili i mu pomagają. Uznał to za flirt, tym samym nakazując zerwanie wszelkich znajomości. Teraz Kim był bezrobotny i nie zanosiło się na to, by miał ten stan ulec zmianie. Yoongi stwierdził, że zarabia wystarczająco, by utrzymać dwie osoby i mieć jeszcze na drobne przyjemności. Oczywiście szatyn nie śmiał w to wątpić, jednak czuł się troszkę źle, że ciągle żył na koszt starszego, wyłudzając od niego pieniądze na każdą pierdołę. Nie był ani trochę samodzielny. Nawet praktyki odbywał w firmie swojego mężczyzny, który niemal stanął na głowie, by go przyjęli. W sumie nie było to złe, bo byli razem i widzieli się praktycznie cały czas, jednak ciągła kontrola zaczynała być irytująca. Yoongi coraz bardziej się zatracał.

          - Gdzie idziesz, skarbie?
- Um, na zakupy. Mam ochotę na czekoladę, a nie ma już nic słodkiego. - odparł Tae, wsuwając na stopy trampki. Yoongi w jednej sekundzie znalazł się obok niego i sięgnął po swój płaszcz, wyraźnie z siebie zadowolony. Cóż. Młodszy nawet nie liczył na to, że puści go samego.
- Nie będziesz się przemęczać, pójdę z tobą i pomogę z torbami.
Kim skinął głową i splótł palce z tymi starszego, wychodząc z domu. Od jakiegoś czasu był to rytuał. Trzymanie się za ręce, wspólne wyjścia. Yoongi najchętniej przypiąłby mu tabliczkę z napisem "ZAJĘTY", by nikt nawet nie pomyślał o zagadaniu, czy uśmiechu. Kiedyś wydawałoby się to mu zabawne i urocze, jednak teraz po prostu męczące.
- Pojedziemy wieczorem nad jezioro? Jutro mam wolne, moglibyśmy spędzić czas razem.
- Nie chcę jeziora... - westchnął Taehyung, zaciskając palce na drobnej dłoni swojego chłopaka.
- Hm, może domek w lesie? Albo w górach? Mogę załatwić bilety na samolot.
- Nie chcę hyung... Zostańmy w domu. Zrobię nam coś do jedzenia i po prostu sobie posiedzimy razem.
Poczuł na sobie wzrok Yoongiego, który był bez wątpienia zszokowany. Zazwyczaj lubił wycieczki i nie odmawiał, dzisiaj był pierwszy raz.
- Coś nie tak, kochanie?
Taehyung pokręcił przecząco głową, po czym przysunął się do starszego, wtulając się w jego ramię.
- Szkoda mi czasu na wyjazdy, wolę lenić się w łóżku z tobą. I tak mam cię coraz mniej.
W sumie była to prawda, a przynajmniej po części. Nie powie przecież, że zwyczajnie znudziły mu się wyjazdy, podczas których i tak siedzieli w pokojach, bo Yoongi stwierdzał, że ratownik wgapiał się w jego tyłek. Lepiej było zostać w domu i nie dawać mu powodów do zazdrości.
- Jesteś uroczy. - starszy ucałował jego policzek, wchodząc z nim do pierwszego marketu, jaki pojawił się na ich drodze. Od razu wziął koszyk, a Tae grzecznie ruszył za nim. Bez większej ekscytacji wrzucał do koszyka wszystko to, co wydało mu się smaczne nie patrząc nawet na ceny. Dla Yoongiego i tak nie były one istotne, kupi mu każdą pierdołę, a on nie miał dzisiaj nastroju na przeliczanie. I tak w sumie zaoszczędzą, bo nigdzie nie pojadą, a wyjście do ludzi nie wchodziło w grę.
Po kilku minutach dotarli do kasy. Min zaczął wypakowywać wszystko na taśmę, podczas gdy Tae rozejrzał się dookoła i utkwił wzrok w dziale z alkoholem.
- Wezmę jeszcze coś do picia hyung.
Starszy tylko skinął głową, a szatyn szybko podbiegł do półek, przyglądając się butelkom słodkiego wina. Nie bardzo się na tym znał, zawsze Yoongi wybierał, jednak chyba nie było większe różnicy.
- W czymś pomóc?
Kim uniósł głowę i spojrzał na sprzedawcę, który uśmiechnął się do niego serdecznie. Młodszy wyprostował się.
- Hm. Najsłodsze wino, dobre i smaczne.
- Jaka półka cenowa?
- Najlepsze po prostu. Bez różnicy. - wzruszył ramionami, a mężczyzna zaczął przeglądać półkę, po czym wyciągnął elegancką butelkę i podał szatynowi.
- Lepszego nie mamy.
- Um, dziękuję. - Tae uśmiechnął się delikatnie i skinął głową, szybko wracając do swojego mężczyzny, który zniecierpliwiony wpatrywał się w niego, wyraźnie niezadowolony. Kim szybko położył alkohol na taśmę, zagryzając dolną wargę. Nieco się skupił, czując na sobie te nieprzyjemne spojrzenie, Min jednak nic nie powiedział i wyciągnął portfel, szybko płacąc za zakupy, po czym wziął reklamówki i ruszył w stronę wyjścia. Młodszy wiedział, że to nie wróżyło niczego dobrego, dlatego pędem ruszył za nim.
- Hyung... Coś się stało? - złapał za rękaw bruneta, wpatrując się w niego pytająco.
- Owszem.
Ton jego głosu był młodszemu doskonale znany, dlatego nie odpowiedział już nic. Wolał jeszcze bardziej go nie zirytować.
        W domu znaleźli się w przeciągu sekund. Starszy rzucił torby na stół, po czym oparł się o blat pośladkami, groźnie spoglądając na zestresowanego chłopaka.
- Co to miało znaczyć?
- Ale co? - szepnął młodszy, stojąc przed nim jak ostatnia sierotka. Jego ciało drżało, nie potrafił nad tym zapanować. Zacisnął dłonie na rąbkach bluzki, mnąc ją niemal namiętnie, jakby miałoby to go uratować z opresji.
- Tak bardzo brakuje ci uwagi, że musisz sobie pogadać ze sprzedawcą? Podobał ci się? Podrywał cię?
- Hyung... Po prostu pomógł mi wybrać wino...
- Od kiedy ty w ogóle tak chętnie kupujesz alkohol? Nigdy tego nie robiłeś, zawsze to była moja działka. Tym razem wpadł ci w oko i postanowiłeś go poznać? - głos Mina był coraz wyższy, pełen złości. Taehyung czuł się fatalnie, miał ochotę uciec i się schować, jednak wiedział, że to miałoby opłakane skutki.
- Bo... Zostajemy sami... Chciałem, by było miło... - mruknął, wbijając wzrok w swoje buty. Coraz bardziej skręcało go w środku.
- Tak nagle wybiegłeś do sklepu. Że niby po czekoladę! - Yoongi znalazł się przy nim, jego twarz była aż zaróżowiona ze wściekłości. - Może chciałeś sobie z nim poflirtować, co?!
- A-ale...
- Jakie „ale” do cholery?! Lubisz takich wielkich i przypakowanych, co?! Nawet był podobny do Jimina! Tacy głupi podrywacze i żartownisie są w twoim typie?!
Pod Tae niemal uginały się nogi. Nie była to pierwsza tego typu dyskusja, jednak tym razem Yoongi po raz pierwszy podniósł na niego głos. Prędzej tylko się czepiał, wypominał Jimina i wypytywał o głupie rzeczy, teraz jednak mocno go poniosło. Wyglądał groźnie i pomimo wzrostu Kim czuł się tak, jakby stał przed nim dwumetrowy, brutalny bandzior, nie zaś jego ukochany i delikatny mężczyzna. Objął się rękoma, czując napływające do oczu łzy.
- N-nie... J-ja nie chciałem...
- Czego nie chciałeś?! - Min złapał go za podbródek, zmuszając do tego, by spojrzał mu w oczy. Młodszy nie wytrzymał i zwyczajnie się rozpłakał.
- C-cię zdenerwować. J-ja chciałem tylko wino... Nie chcę innych! - pisnął, pociągając nosem. Nie potrafił zapanować nad nerwami, pretensje ze strony starszego coraz bardziej doprowadzały go do załamania. - Czemu mi nie ufasz?! Kocham cię, hyung! - przez załzawione oczy ledwo widział twarz Mina, zresztą nawet nie miał odwagi na nią patrzeć. - Nigdy cię nie zdradziłem, a ty na mnie krzyczysz. Nie podoba mi się nikt inny, nie mów tak!
Już miał zamiar odejść, gdy poczuł jak ramiona Yoongiego obejmują te jego. Nie wiedział co robić, więc po prostu ukrył się w nich, całkowicie rozklejając.
- Taeś... Nie płacz. Jeju... Przepraszam. Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć. - głos Mina również drżał, nie był już przesiąknięty wrogością jak wcześniej. Jego dłonie zacisnęły się na koszulce Tae, by jeszcze mocniej go przytulić, co w tej sytuacji było młodszemu na rękę.
Naprawdę kochał Yoongiego. Był dla niego całym światem i nigdy nawet nie pomyślał o jakiejkolwiek zdradzie. Byli szczęśliwą parą, mieli wszystko, nie rozumiał więc jak mężczyzna może być tak chorobliwie zazdrosny. Teraz nawet wyjście do sklepu będzie problemem, bo jakiekolwiek miejsce z mężczyznami może być powodem do kłótni. Nie ominie przecież ich wszystkich, a głupi uśmiech doprowadzał starszego do szału.
- H-hyung... - pisnął cicho, mocząc jego ramię łzami. Starszy co chwila go przepraszał, obiecując, że więcej do tego nie dojdzie, jednak Kim wiedział, że nijak ma się to do rzeczywistości. Będzie tylko gorzej, bo to się nasili, nie było innej opcji.
Miał ochotę wyć do księżyca i modlić się o lepszy los, jednak jaki był w tym sens? Stary Yoongi odszedł, został mu choleryczny nowy.

         - Cześć kochanie. - Yoongi ucałował usta młodszego, który przed chwilą się obudził. Delikatnie odwzajemnił pocałunek, obejmując nieco leniwie szyję ukochanego, by przyciągnąć go na siebie. Min rzecz jasna nie stawiał oporów, szybko lądując między udami Tae, które chwilę później go oplotły.
- Mhm... Słodka pobudka, hyung. - uśmiechnął się delikatnie, kąsając z czułością wąską wargę ukochanego. Było mu naprawdę dobrze. Poranki i wieczory stały się jego ulubionymi porami dnia, bowiem wtedy było pomiędzy nimi miło i... zwyczajnie. Nie było zazdrosnych spojrzeń, codziennych awantur i ciągłego zabraniania odwiedzania kolejnych miejsc. Na dzień dzisiejszy Tae nie mógł nawet sam pójść po bułki, Yoongi wszystko kupował z nim, bądź też zamiast niego. Wszyscy lekarze płci męskiej zostali zastąpieni przez kobiety, które jako tako znosił, bo młodszy od zawsze był zadeklarowanym gejem i nie było szans, by dał się poderwać jakieś dentystce. Poza tym jego życie coraz bardziej przypominało więzienie. Piękne, luksusowe, ale nadal była to niewola. Miał drogie ubrania, gadżety, w lodówce chłodziło się najlepsze dostępne jedzenie, a w łazience półki uginały się od nadmiaru zagranicznych kosmetyków, na co mu jednak to wszystko, skoro mógł ładnie wyglądać tylko w domu? Nawet nie miał jak pochwalić się swoimi nabytkami, bo komu? Miał zakaz rozmów ze znajomymi, których na dobrą sprawę już nie posiadał, bo wszelkie kontakty zaczęły podupadać, gdy wychodzenie poza zajęciami przestało wchodzić w grę.
         Aktualnie tylko Yoongi był jego towarzyszem rozmów, poza krótkimi wymianami zdań na uczelni, które lada moment miały się zakończyć, bowiem kończył swój okres edukacji i nie miał ochoty na kontynuację. Po co się męczyć, skoro Min w życiu nie pozwoli mu na studencie życie, a i praca była dość odległym wyobrażeniem? Ostatnio nawet rozmawiał z rodzicami, którzy stwierdzili, że lepszego chłopaka mieć nie mógł i chociaż nie są zbyt tolerancyjni, to wizja kogoś, kto utrzyma ich syneczka była widocznie na tyle atrakcyjna, że nie szkoda im czasu na wgłębianie się w uczucia Tae, który coraz bardziej cierpiał. Spojrzał na swojego mężczyznę i po prostu się w niego wtulił, przymykając powieki.
           Czasami miał ochotę wszystko rzucić i zacząć nowe życie. Odciąć się od tej zazdrości i łańcuchów, poświęcić czas na zabawę. Był młody, niebrzydki, kiedyś nawet całkiem popularny... Mógłby wszystko odzyskać, wystarczyło tylko zostawić Mina. Wszystko stałoby się łatwiejsze, jednak nie wyobrażał sobie dalszego życia bez niego. Zbyt mocno go kochał, za bardzo mu zależało. Jego uczucie było silniejsze niż smutek, który pochłaniał go każdego dnia. Potrzebował ludzi, znajomych, wypadów w ciekawe miejsca. Były dla niego istotne i dawały mu szczęście, jednak Yoongi był na pierwszym miejscu. Żaden znajomy nie mógł się z nim równać. Nawet cała gromada znaczyła tyle, co nic, gdyby porównać ich do jego ukochanego. Kochał jego ramiona, usta. Szalał za jego uśmiechem i czuł się szczęśliwy, gdy starszy obejmował go ramieniem i mówił, że jest dla niego wszystkim.  Nie potrafiłby go zostawić, nie przeżyłby bez niego, dlatego nie miał żadnego wyjścia z tej sytuacji. Musiał dać się odciąć od wszystkiego, by móc wieść pełne miłości życie z brunetem. Coś za coś.
- Co taki przytulasek jesteś? Brakowało ci czułości? - zaśmiał się starszy, delikatnie masując palcami uda Tae, który uśmiechnął się słodko i cmoknął go w nosek.
- Zawsze mi brakuje. Musiałbyś mnie dotykać całą dobę, bym był usatysfakcjonowany. Nawet minuta bez ciebie jest dla mnie katorgą. - zamruczał, dając się pozbawić bokserek i koszulki. Poczuł na sobie nagie ciało mężczyzny, który zaczął całować jego szyję. Przyjemne dreszcze opanowały jego ciało, było mu tak dobrze. Miękkie wargi Mina atakowały jego skórę, zostawiając na niej czerwone ślady.
- Kocham cię Tae. Nigdy cię nie oddam nikomu. Jesteś tylko mój.
- Ja ciebie też kocham hyung. - jęknął, poddając się całkowicie ukochanemu kochankowi.


***


        Tae wszedł do mieszkania, nieco zaskoczony wielką ilością kartonów, które pojawiły się znikąd. Zmarszczył czoło, robiąc kilka kroków do przodu, dzięki czemu dostrzegł Yoongiego, który coś do nich chował.
- Kochanie? - zapytał podejrzliwym tonem, na co starszy się poderwał i zadowolony podszedł do niego i ucałował czule jego wargi. - Co to za pakunki?
- Ach... Pakuję nas. - oświadczył, obejmując go w pasie. Tae otworzył usta zaskoczony, nie rozumiejąc nic z zaistniałej sytuacji, jednak starszy szybko ruszył z wyjaśnieniami. - Wyprowadzamy się. Dostałem awans i propozycję pracy w innym miejscu.
- Och! To świetnie! Tylko czemu musimy opuścić te mieszkanie? Daleko jest twoje nowe biuro?
- Trochę. Lecimy do Ameryki.
Taehyung zesztywniał, wpatrując się z niedowierzaniem na ukochanego.
- J-jak to do Ameryki? Na ile?
- Na stałe.
- A-ale ja nie znam języka, nie orientuję się w niczym... - wydukał. Ta wizja go przerażała.
- Kochanie... Na co ci angielski? Będziesz miał mnie, chyba ci wystarczę, co? Nie potrzebujesz żadnych obcych ludzi, większość czasu będę siedział w domu, bo to lżejsza robota, a lepiej płatna.
Kim zadrżał, dając się ściskać brunetowi, który był naprawdę szczęśliwy. A Tae myślał, że już niczego starszy nie wymyśli... Widać jego umysł był zagadką.
Odciął go od znajomych, potem od zwykłych ludzi. Teraz ukryje go przed całą Koreą, nie dając żadnej możliwości na nawiązanie kontaktu. Wiedział, że młodszy nie potrafi nic powiedzieć po angielsku. Zapewne przeprowadzka była nieprzymusowa, Min sam się zgłosił, byleby tylko jak najbardziej utrudnić mu życie.
         Wtulił się w tors niższego, starając zapanować nad łzami, które napływały mu do oczu.

Czym sobie zasłużył na taką egzystencję?




Zapraszam do komentowania ;)