czwartek, 2 lipca 2015

One shot: Hug me

Dedykacja: urodzinowy shocik dla Patrycji. Spóźnione sto lat! <3
Gatunek: yaoi, angst, vignette
Ostrzeżenia: +18, totalne emo.
Zespół: BTS, U-KISS
Pairing: Vhope, KevSeok (Kevin Woo x J-hope), SooVin (Soohyun x Kevin)


Warto czytać przy tym: [klik].



Zacisnął wargi, opatulając się dokładniej kocem. Wieczory były coraz chłodniejsze, on zaś nie miał zamiaru wracać do mieszkania, gdzie w najlepsze bawiła się reszta zespołu. Nie miał ochoty pić, wygłupiać się, tańczyć. Prawdę powiedziawszy nie miał siły na cokolwiek, siedział już więc kolejną godzinę ze słuchawkami na uszach, słuchając nieco przygnębiających piosenek. Tylko od czasu do czasu odrywał się od swojego pasjonującego zajęcia, by zjeść przekąski, które przynosił mu zaniepokojony Jin. Spławiał go wtedy złym samopoczuciem i bolącą głową, w co najstarszy chyba nie bardzo wierzył, jednak nie drążył tematu, za co Taehyung był mu wdzięczny. Opowiadanie o jego problemach nie wchodziło w grę, zaś kłamać go nie chciał, w końcu zły humor poniekąd doprowadzał do ucisków na jego skroniach, tym samym powodując ból. Zresztą w środku go bolało, liczy się, prawda?
Ukrył nos w ciepłym materiale, pociągając nieco nosem. Zapewne się przeziębi, menadżer go zabije, jednak na tę chwilę niezbyt go to zajmowało. W końcu miał swoje problemy, które sukcesywnie wyniszczały każdą sferę jego i tak męczącego życia. Serce w końcu jest najważniejsze. Miłość je zabija, prawda? Powoli łamie je na kawałki, bądź brutalnie rwie na strzępy, za nic mając sobie cierpienie i łzy.
Jest też mózg, zgadza się? Myśli, które są zajmowane przez jedną osobę powoli doprowadzają człowieka do szaleństwa, nie pozwalając mu skupić się na niczym innym.
Uczucia są trudne. Bolesne. Okropne. Zatracamy się, poświęcamy, wariujemy. Czy są tego jakieś pozytywy? Owszem, jednak nie w miłości nieodwzajemnionej, skazanej na porażkę od pierwszej chwili, gdy zagościła w naiwnym sercu i postanowiła nim zawładnąć. Już wtedy niczym trucizna zaczęła powoli oddziaływać na nieświadomą istotę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak straszną chorobą jest kochanie kogoś.
Taehyung był chory. Od kilku miesięcy powolutku się wykańczał, chociaż kiedyś było z nim lepiej, miał bowiem nadzieję, która rozpalała jego wnętrze, dawała mu radość. Każdy uśmiech tego mężczyzny, każdy gest, delikatnie przytulenie, czy też bezsensowne wygłupy. Wszystko to było sensem jego życia, dawało mu to energię i wiarę, siłę do walki. Do starania się nie tylko o niego, ale też o dobro zespołu.
Czuł się podle, bo ostatnio coraz mniej się przykładał. Nie miał ochoty tańczyć, szybko się męczył, a spotkania z fanami nie wywoływały w jego sercu radosnych podskoków, było to dla niego neutralne. Co chwila tylko zerkał na ucieszonego Hoseoka, który z radością podpisywał się na płytach i plakatach. Był pełen energii. Cały on. Za to chyba kochał go najbardziej. Nikt nie był tak pozytywny, czemu więc teraz wlewa do jego serca tylko rozpacz?
- Jesteś beznadziejny, Taehyung. - mruknął sam do siebie i nieco niemrawo wstał, zsuwając z głowy koc, po czym otworzył drzwi balkonu i wszedł do środka.
Muzyka grała całkiem głośno, na stole walały się opakowania po chipsach, nie wspominając już o puszkach i butelkach po alkoholu, które zajmowały większą część mieszkania. Nie podobał mu się ten bałagan, jednak cóż. Wszyscy byli już mocno wstawieni, nikomu nie chciało się sprzątać, on zaś nie był skory do miłosierdzia. Nie w obecnym stanie.
Zerknął kątem oka na leżącego na podłodze Sugę, który coś mówił sam do siebie, czkając raz po raz i wybuchając po tym śmiechem. Niedaleko stał Nam i Jinem i opowiadali jakieś historyjki, szczerząc się w głupkowaty sposób, zaś Jimin wywijał pośladkami przed Jungkookiem, który chciał go olać, ale chyba nie wiedział w jaki sposób, bowiem pijany Jimin jest prawdziwym natrętem i ciężko się go pozbyć. I...
- TaeTae. - usłyszał przy uchu niski głos, na co aż podskoczył wystraszony. Nie zauważył kiedy Hoseok znalazł się tak blisko, chyba był dzisiaj jakiś rozkojarzony.
- Um, tak hyung? - szepnął, nie mając ochoty wysilić się nawet na pewniejszy ton. Serce w jego piersi oszalało, waląc tak, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Oddech szatyna na nago karku nie pomagał. Musi uciec. Teraz. Zaraz.
- Dlaczego nie bawisz się z  nami? Cały czas siedzisz na balkonie, wypij coś.
- Źle się czuję, lepiej nie. - odparł, zaciskając nieco wargi. Wdech, wydech. Uspokój się. On wcale nie jest tak blisko. On wcale... nie obejmuje Cię w pasie. Na bogów! Czemu los jest tak okrutny?!
- Mogłeś pić sok i posiedzieć ze mną. Ostatnio opuszczasz każdą naszą imprezę, martwię się. - oparł brodę na ramieniu Taehyunga, wtulając nos w jego szyję. Młodszy zadrżał, nieco niepewnie opierając swoje dłonie na jego, które splótł na jego brzuchu.
- Nie mam ochoty na alkohol, mam jakiś melancholijny nastrój. Poza tym lubię sobie porozmyślać, w nocy najlepiej mi to wychodzi. - westchnął cicho, przymykając powieki. Było mu tak niesamowicie przyjemnie, z drugiej zaś strony tragicznie. Nienawidził tych momentów czułości, gdy Hoseok traktował go tak wspaniale i z uczuciem. Gdy przytulał go, cmokał w policzek, nosił na rękach. To były tylko fałszywe znaki, które bardziej młodszego nakręcały, robiąc mu złudną nadzieję na szczęście.
- O czym myślisz? - Jung pogładził delikatnie jego dłoń, pocierając nosem o wrażliwą skórę na szyi, mrucząc cicho jak rasowy kot.
- O wszystkim. O zespole, życiu...
- O mnie też? - uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego zadowolony, z iskierkami w oczach.
- Też. O każdym z moich przyjaciół. - mruknął Taehyung, delikatnie wysuwając się z jego objęć. - Idę spać, dobranoc, hyung.
- Też już pójdę. - powiedział, łapiąc młodszego za rękę i pociągnął go w stronę ich pokoju, który dzielili jeszcze z Jiminem.
Kim miał ochotę zaprotestować, jednak ciało samo podążyło za starszym, niczym metal do magnesu. Starszy przyciągał go z niesamowitą siłą, czasami wręcz nad sobą nie panował. Był jak marionetka, Hoseok zaś pociągał za sznurki wedle własnego widzimisię. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że chociaż rozum wiedział, że to głupie i dziecinne, to serce szalało w piersi i było szczęśliwe. Niesamowita sprzeczność, okropnie dobijająca. Gdyby tylko mógł, to wykasowałby tę ckliwość z serca, bądź z mózgu tę niejako roztropność i pesymizm. Wybrałby życie pozbawione miłości, bądź też głupie, naiwne uczucie do tego mężczyzny, z którym wszedł właśnie do pokoju.
Przełknął ślinę, gdy starszy zrzucił z siebie koszulkę, prezentując swoje umięśnione, jasne ciało. Jeszcze tego brakowało. Ledwo znosił go w tym samym pomieszczeniu, teraz zaś stał przed nim pół nagi, nieco chwiejnie wskakując na łóżko. Chwila. Czemu zajął jego, a nie swoje?
- Hyung, to moje łóżko.
- Wiem.
- Um, dobrze, prześpię się na Twoim. - mruknął, wymijając go, jednak po kilku krokach coś uniemożliwiło mu dalszą drogę. - Hyung?
- Śpij ze mną, TaeTae. - szepnął, ciągnąc go za koc w swoją stronę. Kimowi serce niemal wyrwało się z klatki piersiowej. jak w transie podszedł do łóżka i spojrzał na swojego ukochanego, który z zamkniętymi oczami oddychał spokojnie.
- Nie możemy, twój chłopak...
- Będziemy tylko spać na jednym łóżku, jesteś na tym punkcie przewrażliwiony. Niedługo koło mnie nie usiądziesz, bo Kevin coś tam. Przecież nie robimy nic złego, to nic nie znaczy.
- Nie lubię spać w smrodzie alkoholu, chyba sobie daruję. - ostatkiem sił doczłapał się do łóżka hyunga i opadł na nie, opatulając się kocem.
- Co za maruda...
Głupi Hoseok. Głupi! Głupi! Głupi! Dlaczego powiedział coś takiego? To dla niego nic? Kompletne zero?
Ach. Musisz się odciąć od tego uczucia, V. Musisz.


Następnego dnia obudził się całkiem wcześnie. Powlókł się do kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Chwila spoglądania na własne odbicie w lustrze była dla niego katorgą. Czerwone, podkrążone oczy, puste spojrzenie i nieciekawy wyraz twarzy. Wyglądał potwornie, jednak ostatnimi czasy nawet wklepanie w twarz kremu było męczarnią, nie mówiąc już o jakiś szczególnych zabiegach. Jego twarz stała się nieprzyjemna w dotyku, szarawa, dziwnie przeźroczysta. Nie dość, że w środku był wyniszczony, to jeszcze na zewnątrz się psuł. Niedługo nawet makijaż nie ukryje tego paskudztwa, a Ty człowieku chcesz zdobyć Hoseoka?
- Ogarnij się, Taehyung. - dotknął palcami swoje odbicie w lustrze, po czym odsunął z niesmakiem wracając do kuchni. Zwalił z krzesła papierki i śmieci na ziemię, sadzając tam swoje pośladki. Sięgnął po kubek z gorącym napojem, po czym upił łyk, wbijając wzrok przed siebie, w jakiś wyimaginowany punkt. Zachowywał się jak świr. Całkowicie. Teraz to do niego doszło. Nigdy w życiu nie był tak zamulony, bez życia, nieobecny i nie do zniesienia. Dziwił się reszcie, że jakoś go znosiła i nie miała pretensji. Chociaż może tego nie dostrzegali? Ostatnio mieli wiele na głowie, ich grafik był napięty, może uznali to za objaw zmęczenia, nie zaś załamania?
Oblizał wargi, sięgając po zimną wczorajszą pizzę. Ugryzł kawałek i zaczął go przeżuwać. Nie była najsmaczniejsza, ale lepsze to, niż burczenie w brzuchu. Już i tak ograniczył jedzenie, bo nie miał na nic ochoty. Żałosne, prawda?
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony zsunął się z krzesła i udał się na korytarz. Nie sprawdzał kto to, od razu otworzył.
- Cześć Taehyung.
Wokalista zmarszczył brwi i wpuścił do środka szczupłego, wysokiego chłopaka o bardzo delikatniej, niemal kobiecej urodzie. Poruszał się jak prawdziwa diva, z niesamowitą gracją, kusząco poruszając biodrami. Gdyby nie fakt, że to jego największy życiowy rywal, to może i by nazwał go ślicznym. Teraz mógł go tylko irytować i przywoływać w jego głowie najgorsze wspomnienia.
- Witaj, Kevin. - mruknął, zamykając za nim drzwi.
Woo rozejrzał się zniesmaczony dookoła, wbijając spojrzenie w bałagan.
- Moglibyście czasami tu posprzątać. I wywietrzyć. - westchnął, zmierzając w stronę ich pokoju. - Hoseok śpi?
- Tsa. Ma kaca pewnie, więc bądź cicho.
- Wiem jak powinienem postępować z moim chłopakiem, nie musisz mi podpowiadać. - uśmiechnął się złośliwie i wszedł do środka. Taehyung zacisnął pięści i podirytowany sięgnął po swój kubek i wyszedł na balkon, przymykając drzwi. Nie miał ochoty ich nawet słyszeć, a co dopiero oglądać. Chwile, gdy byli tu razem były dla niego piekłem. Nie wiedział wtedy co ze sobą począć, najczęściej więc po prostu szedł spać bądź coś oglądać, chociaż i tak myślami był przy nich.
Zacisnął palce na kubku. Dostał go od J-hopa na ostatnie urodziny. Napisał na nim życzenia. Do teraz pamiętał jego uśmiech, gdy wręczał mu torbę. Ciekawe jakie prezenty kupuje tamtemu... Pewnie jakąś biżuterię, ubrania. Same drogie rzeczy, w końcu Kevina nie zadowoli byle co. Nie był taki jak on, nie cieszył się z byle pierdoły. Zapewne nie miał nawet żadnej pamiątki z randek z szatynem. Tae miał. W pudełku pod łóżkiem chował każdy bilet z kina, każdą głupotę, która dotyczyła Hoseoka i jego. Pamiętał wszystkie daty, gdy pomiędzy nimi było miło. Czy ten chłopak pamiętał w ogóle datę ich pierwszej randki? Bo on pamiętał całe ich spotkanie, gdy pierwszy raz byli sami. Czyż to nie znaczy, że był lepszy? Że bardziej nadawał się na jego mężczyznę, niż ten zakochany w sobie snob?
Co Hoseok w nim widział? Nie był najpiękniejszy, raczej babski i troszkę obleśny, zachowywał się wyniośle i owijał sobie młodszego dookoła palca, nie znosił sprzeciwu. Czy w ogóle mieli tematy do rozmów? Przecież wydawał się być tępy. Czemu więc gdy są razem, to Jung jest taki uradowany i nie może się od niego dokleić? Czy jest aż tak dobry w te sprawy? W sumie wygląda na dziwkę...
- Ach! - jęknął, opierając się o poręcz. Zaczyna naprawdę świrować. Uwziął się na niewinnego chłopaka przez własne frustracje. Najchętniej by się popłakał i zamknął gdzieś z dala od wszystkiego. Odciąłby się od tego, zapomniał o swojej miłości i złamanym sercu.


~*~


- Znowu pijecie? - westchnął Kim, sięgając po ciastko. Chwila przerwy, a oni już nie mogli się powstrzymać przed imprezowaniem. Cóż. Chyba czeka go kolejny wieczór na zimnym dworze.
- Skończyliśmy nagrywać płytę, to dobra okazja! - wyszczerzył się Suga, upijając łyk zimnego piwa.
- Jak każda. - wzruszył ramionami, oblizując wargi. - To miłej zabawy.
- Ej, mógłbyś w końcu z nami posiedzieć, ostatnio ciągle się wymigujesz. - mruknął niezadowolony Jungkook, wskazując na wolne miejsce obok Hoseoka. - Dzisiaj Ci nie odpuścimy.
Taehyung zacisnął wargi, patrząc niepewnie na swojego ukochanego, który z uśmiechem jeszcze bardziej się przesunął.
- Chodź, maluchu, tęsknimy za Tobą. Nie ma nas kto rozśmieszać.
- Niech wam będzie. - westchnął i przysiadł się. Godzinka i się zwinie spać, więcej nie wytrzyma, będąc tak blisko niego. Sięgnął po piwo i od razu upił kilka sporych łyków. Na trzeźwo to nie przejdzie.
Reszta zadowolona zaczęła rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kolejne puszki, wygłupy, tańce i śpiewy. Taehyung nawet nie zauważył, kiedy opróżnił trzecie piwo.
- To mój limit. - mruknął i wstał nieco zbyt energicznie, przez co aż zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło czując, jak ktoś łapie go w pasie.
- TaeTae, wszystko w porządku? - odparł nieco wystraszony. Kim wstrzymał na chwilę powietrze, starając się zapanować nad emocjami.
- T-tak hyung. - odskoczył od niego, oddychając płytko. - Idę spać. Dobranoc!
I szybko odszedł w stronę pokoju. Powinien dostać zakaz zbliżania się do niego. Tak, to dobry pomysł.
Zrzucił z siebie buty i wskoczył do łóżka, od razu chowając się pod kołdrą. Szlag. Cholerne serce.
Zacisnął oczy, starając się powstrzymać łzy, które cisnęły mu się pod powieki, gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Nie wychylił się spod kołdry aż do momentu, gdy ktoś wtargnął do jego łóżka i objął go od tyłu.
- Coś jest nie tak, maluchu. - oddech Hopa drażnił jego ucho. Za jakie grzechy?!
- H-hyung... Co Ty robisz? - wyjąkał, odwracając się do niego przodem. To był zły pomysł. Twarz Junga tak blisko jego własnej, jego dłonie na jego talii.
- Tęsknię za Tobą.
- Jesteś pijany.
- Troszkę. - zaśmiał się, wtulając nos w szyję Tae, nieco zadziornie muskając ją wargami. - Czy ty mnie nienawidzisz?
- C-co Ty gadasz... - jęknął, odchylając głowę do tyłu. Za wiele tego dobrego.
- Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wychodzić nigdzie we dwójkę, nie pozwalasz się przytulać. Nic nie zrobiłem, ty zaś mnie odrzucasz. Czuję się z tym źle, wiesz? - pogłaskał jego plecy czule, przyciągając do siebie, na co młodszy aż jęknął.
- Przepraszam.
- Teraz też nie jesteś dla mnie miły. Budujesz mur.
Ty doprowadziłeś do tego, hyung. Ty związałeś się z tym chłopakiem, odrzucając tym samy mnie.
- Nie.
- Owszem. - starszy uniósł nieco głowę i potarł swoim nosem o jego, sprawiając, że szarawe policzki Tae pokryły się rumieńcem. - Widzę to. Muszę go zburzyć. - westchnął, gładząc jedną ręką jego policzek, drugą zaś objął go mocno w pasie, przyciągając do siebie. - Teraz mi nie uciekniesz.
- Nie chcę. - westchnął Kim i niewiele myśląc wpił się w jego wargi namiętnie, rozpaczliwie. To złe, jednak na ten moment miał to gdzieś. Już i tak był na skraju, kolejne odrzucenie go nie zabije.
Delikatnie przejechał po jego dolnej wardze językiem. Westchnął cicho, czując jak robi mu się gorąco. Jego usta były jeszcze wspanialsze niż w jego wyobrażeniach. Idealnie miękkie, pełne, smakujące piwem i czekoladą.
- Tae... - usłyszał cichy szept i po chwili coś śliskiego wtargnęło do jego wnętrza, atakując jego język. Jęknął przeciągle, namiętnie odwzajemniając pocałunek, oplatając go czule. Serce biło mu jak oszalałe, oddech stał się płytki. Dłonie Hoseoka wsunęły się pod jego koszulkę, masując jego sutki, co doprowadzało go do jęków wprost w te cudowne usta. Nie wiedział kiedy starszy znalazł się pomiędzy jego udami. Nie miał też pojęcia, kiedy zniknęły ich ubrania. Istniały tylko dla niego te dłonie, które masowały jego pośladki, język atakujący jego usta, szyję, sutki i ramiona. Ten oddech, który doprowadzał go do szaleństwa. I oczywiście niezmiernie podniecał.
Czy to tylko głupi sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- Tae... Jesteś taki piękny... - westchną starszy. kąsając jego skórę. Zassał się na niej chwilę, tworząc czerwony ślad. - Musisz częściej pokazywać mi się bez ubrań. - uśmiechnął się i zsunął się nieco. Bez większych oporów wsunął jego członka w swoje usta. Taehyung pisnął, całkowicie się tego nie spodziewając. Zakrył wargi dłonią, gryząc ją nieco w akcie desperacji. Było to coś najprzyjemniejszego na świecie. Gorące usta, śliski język. Niebo.
- Hyung!
Pojedyncze jęki wyrywały się pomimo prób ich zagłuszenia. Jego miłość życia właśnie robiła mu dobrze. Jego miłość mówiła, że jest ładny. Jego miłość chciała częściej widzieć go w takim stanie. Czy może być lepiej?
Starszy wziął go głębiej, poruszając szybciej głową. Jego palce masowały jądra Kima, z wyczuciem, dociskając w odpowiednim momencie. Szczupłe uda rozchyliły się mocniej, zaś wolna dłoń wsunęła się we włosy starszego, mimowolnie dociskając go do swojego krocza. Po chwili Hosoek wysunął go ze swoich ust i namiętne polizał jego policzek, sięgając po pudełeczko, które błyskawicznie wyciągnął. Zamoczył w nim palce i złapał młodszego za biodra, unosząc go odpowiednio wysoko. Tae objął go udami, wzdychając cicho. Nadal do niego cała ta sytuacja nie docierała. Nawet gdy mokry palec Hoseoka wślizgnął się w niego.
- Ach! - pisnął, zaciskając się na nim. Objął go mocno, wbijając palce w jego łopatki.
Rozciągał go energicznie, nie marnując czasu. Chwile później dołączył drugi palec, który masował go w środku już całkowicie intensywnie. Nie minęło wiele czasu, gdy Hoseok nachylił się nad nim i namiętnie całując zastąpił dłoń swoim członkiem.
Taehyung był nieco zestresowany. Nigdy nie uprawiał seksu, więc nie miał pojęcia jak się zachować. Gdy wsunął się w niego kawałek, pisnął w wargi Hopa, napinając wszystkie mięśnie. Bolało. Bardzo. Nie spodziewał się czegoś takiego, jednak przecież nie ucieknie. Pomimo strachu pragnął tego, chciał mu się oddać, musiał go w sobie rozkochać. Może tym sposobem się uda?
Odchylił głowę, umożliwiając mężczyźnie pieszczoty. Starszy wsuwając się coraz bardziej, w międzyczasie znaczył jego szyję. nie szczędząc jej ani trochę. Jego dłoń znalazła się na członku młodszego i zaczęła go masować, doprowadzając do naprawdę niebezpiecznie szalonego stanu. Hoseok westchnął aż, przymykając na chwilę powieki, gdy znalazł się w nim cały.
- Cholera, Tae... Jesteś tak cudowny w środku, tak ciasny, zaraz oszaleję.
Blondyn uśmiechnął się półprzytomnie, czując tym razem gorąco nie tylko na ciele, ale również i w sercu. Było mu dobrze. To on teraz dawał mu przyjemność. To z nim Hoseok spędzi tę noc.
- Hoseok.... - jęknął starszemu wprost do ucha.
Kolejne minuty były czymś nie do opisania. Multum doznać, uczuć. Opisanie słowami tego, co czuł w tym momencie było czymś niewykonalnym. Jego ciało po raz kolejny pokazało, że reaguje tylko na tego seksownego tancerza, że jest od niego uzależnione, że pragnie jego dotyku, czułości. Chce go czuć obok siebie, na sobie, w sobie. Usta Junga powinny być przy jego, zwinne dłonie stworzone były do dotykania jego ud.
Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, chociaż nieco chaotyczne. Wspólne jęki wypełniały pokój, krople potu spływały po ich podnieconych ciałach. Pchnięcia. Trafienia w prostatę. Ostra, szybka masturbacja. Kolejny. Jeszcze jeden. Krzyk. Gorący płyn we wnętrzu młodszego i na dłoni starszego. Szalone oddechy, odgłos ciała opadającego na ciało.
Mlask pocałunku, próby złapania oddechu.
- Najlepszy seks w moim życiu. - jęknął Hoseok, zakrywając ich nieco koślawo kołdrą. Wtulił Tae mocno w siebie, głaszcząc go przez chwilę.
Blondyn bez sił objął go w pasie, chowając twarz przy jego obojczykach. Dzisiejsza noc była najlepszą w jego życiu.


~*~


- Cholera. - Hoseok zerwał się znienacka, gdy tylko otworzył oczy. Tae spojrzał na niego zaskoczony. Sam nie spał już od dawna i zajmował się wpatrywaniem w swoją ukochaną twarz, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
- Co się stało, hyung? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając w kołdrę. Ciepło, miękko i w dodatku wymarzony facet siedział obok całkiem nagi. Życie jest wspaniałe!
- Kevin zaraz tutaj powinien być. - wypalił, wyskakując z łóżka. Wsunął na siebie bokserki, szybko sprzątając z ziemi swoje ubrania. - Szlag by to!
- Hm? - Taehyung nieco zaskoczony taką reakcją usiadł na łóżku, Liczył na słodki pocałunek, przytulanie się, nie zaś na wspominki o tamtym chłopaku.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. Kurwa mać. On nie może się dowiedzieć. - Hope podszedł do niego i złapał go za ramiona. - Byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy co robiliśmy. Przepraszam. - westchnął, gładząc go po włosach. - Udawajmy, że to się nie stało, dobrze? Nie chcę go stracić przez taką głupotę.
- Och, jasne. - skinął głową, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał. - Idę się wykąpać. - mruknął i szybko złapał za swoje bokserki, ubierając się błyskawicznie, po czym wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience.
SZLAG BY TO WSZYSTKO!
Alkohol? Nie wiedział co robi? Tak naprawdę nie chciał się z nim kochać, to tylko wina procentów? Czyli... Wcale mu się nie podoba?! Nadal dla niego liczy się tamta ciota, chociaż to seks z nim był ponoć najlepszy!
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Bolało go wszystko. Tyłek, głowa, najbardziej jednak serce. Jak mógł na to pozwolić? Czemu w ogóle pomyślał o tym, że Hoseok może go pokochać i rzucić Kevina dla niego?
Idiota! Imbecyl! Kretyn!
Gorące łzy mieszały się z wodą, on zaś nawet nie miał ochoty tłumić szlochu czy nas sobą panować. Czuł się podle. Wykorzystany, niekochany, zdradzony.
Opadł na ziemię, nie zakręcając nawet wody. Ukrył twarz w dłoniach, wydając z siebie rozpaczliwe odgłosy, które dźwięk strumienia zagłuszał. Nikt nawet nie wiedział, jak bardzo w środku był zniszczony.


- Jin, mogę spać u Was? Podłoga, cokolwiek... - szepnął. Stał właśnie z najstarszym w kuchni i pomagał kroić warzywa. Nie było innego wyjścia, nie mógł tam zostać.
- Hoseok? - odparł Seokjin, odstawiając naczynia do zlewu. Oparł się o blat, przypatrując uważnie młodszemu. Tae miał wrażenie, że przejrzał go na wylot.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Słyszałem was wczoraj, nie jestem też tak ślepy jak reszta. Schudłeś, twoja twarz stała się dziwnie wysuszona, nie żartujesz i już się nie wygłupiasz. Odkąd J-hope przyznał się do swojego związku, jesteś nieswój i nic Cię nie cieszy. - westchnął i objął młodszego mocno, wtulając w swoje ciało. - Nienawidzę, gdy ktoś z moich przyjaciół cierpi, a już najbardziej nie mogę znieść faktu, że tak pozytywna osóbka się załamała. On... Odrzucił Cię?
Taehyung zacisnął wargi i mocno go objął czując, jak łzy napływają mu do oczu.
- On kazał zapomnieć, udać... Że to nic. Dla niego to nic nie znaczyło hyung... On mnie nie chce...
- Nie ma na świecie mocy, która pozwoliłaby komuś się zakochać, czy odkochać. Tylko serce ma tutaj pole do popisu. - odsunął się nieco i położył dłoń na piersi młodszego, który pociągnął nosem, wbijając w nią spojrzenie. - Jeśli on Cię nie kocha, to nie zrobi tego chyba, że stanie się coś niezwykłego, co wyrzuci z tej skrytki Kevina i zastąpi go Tobą. Wiesz jednak, że szanse są nikłe.
- Co mam zrobić hyung? - szepnął, zaciskając palce na jego dłoni. Słowa Jina go bolały, jednak może znał sposób, cokolwiek? Wyrzuci Hoseoka z jego głowy i pozwoli mu być sobą? Przywróci dawnego Taehyunga, szalonego i głupiego, nieroztropnego...
- Odetnij się od niego. Tylko to Ci pozostało.


~*~


- Podasz mi sos, Tae? - Hoseok uśmiechnął się do młodszego, który zacisnął wargi i podał mu naczynie, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Schował się za miską z ryżem i szybko pałaszował swoją porcję, całkowicie wyłączając się z rozmowy. Czuł na sobie zdziwiony wzrok Hopa, jedna udawał, że po nim to spływa. Nie rozmawiali ze sobą od rana, jednak musiał poinformować ich o swojej decyzji.
- Um. Wyjeżdżam na kilka dni. - mruknął, odstawiając talerz. Oblizał usta i oparł dłonie za swoimi plecami, odchylając się do tyłu.
- Co? Gdzie? - Kook otworzył szerzej oczy. Tae zerknął na niego i mruknął.
- Na wakacje.
- Teraz? Chyba żartujesz. - mruknął Jimin, aż odstawiając swoje jedzenie na stolik.
- Nie. Potrzebuję tego.
- My potrzebujemy Cię do promocji, niedługo wydajemy płytę, hyung. - Jungkook aż się zapowietrzył, nie wierząc temu, co usłyszał. Kim westchnął tylko cicho. Czuł się podle, bo pokładali w nim nadzieje, jednak on już jedną stracił. Tę najważniejszą.
- Albo pojadę na te kilka dni, albo odchodzę z zespołu.
- CO?! - wszyscy poza Jinem aż się poderwali, patrząc na niewzruszonego Tae jak na wariata.
- Nie zmienicie mojej decyzji. Nie wysiedzę tutaj, źle się czuję.
- Jesteś chory, maluchu? - Monster w jednej chwili znalazł się obok niego, łapiąc go za ramiona.
- Trochę. Nie męczcie mnie, proszę. - odepchnął jego dłonie i wstał, odchodząc do swojego pokoju. Opadł na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Chciało mu się płakać. Życie bez nich byłoby koszmarem, ale gorszym jest aktualna egzystencja.
- TaeTae... - usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i głos J-hopa. Nie, tylko nie on...
- Idź stąd. - mruknął w poduszkę, odwracając się do niego plecami.
- Ale maluchu... Co się naprawdę dzieje?
- Nic, a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Jesteś jakiś inny.
- Owszem, jednak to nadal ciebie nie dotyczy, więc daj mi spać. - mruknął, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Martwię się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, Tae...
- W takim razie pomóż mi. - szepnął, zaciskając dłonie w piątki.
- Jak?
- Wyjdź stąd. Już. Teraz.
- Ale...
- Wyjdź! - warknął cicho, zagryzając swoją dolną wargę do krwi.
Wariuje. Siada mu na głowę. Całkowicie.


~*~


- Szlag mnie zaraz trafi. Dlaczego on do cholery nie odbiera? - warknął Hoseok, rzucając telefonem w kąt. Skrzywił się, wsuwając dłoń w swoje włosy, czochrając je.
- Uspokój się, ostatnio jesteś nie do zniesienia, mam tego dość. - mruknął Kevin, wychodząc z łóżka. Baz jakiegokolwiek skrępowania przysiadł nagi na jego kolanach, na co młodszy westchnął, nie będąc w nastroju na zabawy.
- Bo mnie to wkurza. Odbiera telefony od każdego, tylko mnie ignoruje.
- Widocznie ma Cię gdzieś, albo go czymś wkurzyłeś.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony. Nie sądził, by Tae nagle przestał go lubić, z drugiej strony przecież do niczego między nimi nie doszło, poza... Właśnie.
Czyżby to przez tamtą noc? Byłoby to logiczne, jednak przecież on już od dawna był nieswój. Przeszkadzało mu to szalenie. Był zazdrosny, gdy z innymi rozmawiał normalnie, podczas gdy go traktował od jakiegoś czasu jak powietrze.
Spojrzał na Kevina, który pisał smsy siedząc mu na kolanach. Ten to nigdy niczym się nie przejmował. Był cwany, wiedział czego chce i nie znosił sprzeciwu. Czasami miał wrażenie, że w ogóle mu nie zależy. Czemu więc kazał Tae o tym zapomnieć, a został z Woo? Przecież nie był wtedy aż tak pijany. Wiedział co robił, chciał się z nim kochać i naprawdę kochanie się z nim było czymś niesamowitym. Te rumieńce, nieśmiałe pocałunki. Czuł się... pewnie. Kochany i ważny.
Przy Woo było mu dobrze, seks z nim to bajka, jednak nawet nie mieli o czym rozmawiać. Brakowało mu poczucia humoru, był egoistyczny, nie miał zamiaru na jakieś ckliwe, romantyczne gesty. Czasami go to denerwowało, jednak kolejna noc szybko sprawiała, że takie myśli ulatywały z jego głowy.
Czy teraz jednak powinien w tym siedzieć? Czy lepiej będzie jak pojedzie do tego smutnego kosmity i będzie go błagać o wybaczenie? Coś musiał do niego czuć, skoro mu się oddał. Wiedział, że to jego pierwszy raz, zaś nic innego nie mogło być powodem wyjazdu.
Tae... Przecież od zawsze go do niego ciągnęło, ale nigdy nie starał się tego pogłębić tak naprawdę. Potem uciekł do Kevina, który był starszy, bardziej doświadczony. Zapomniał chwilowo o wyszczerzonym głuptasie. Czemu więc w tej chwili ma ochotę na tamte wargi, nie zaś te obok niego?
- Kevin... Kochasz mnie?
- Co? - starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym skrzywił nos, wywracając oczami. - Kocham się z tobą kochać.
- Pytam, czy kochasz mnie, czy tylko seks?
- Zadajesz głupie pytania. Nie mierzę tego taką kategorią. Jest mi z tobą dobrze, ale nie nazwę tego miłością. To luźna relacja, tyle. - wzruszył ramionami.
- Rozumiem. Ja Ciebie też nie kocham. - mruknął, zaciskając nieco wargi.
- To dobrze, jesteśmy dorośli, nie bawmy się w jakieś miłostki.
- Masz rację. Skończmy to.
- Co? - Kevin aż się poderwał, zaciskając długie palce na telefonie.
- Spałem z innym.
- HOSEOK! - warknął, przysuwając swoją twarz do jego. - Jeszcze mi powiedz, że to przez to ten gnojek się nie odzywa!
- Uh... - spuścił nieco głowę. Szlag by to.
- Nie! Hoseok! Nie mów, że spałeś z tą pierdołą?!
- Możliwe. Nie twój interes.
- Ty dupku! - uderzył go w twarz. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. 'Nie budź Hoseoka, ma kaca'! - przedrzeźniał głos Kima. - Ja czułem, że to nie tak! Jebaliście się do cholery! Kurwa mać! A on zawsze patrzył na mnie z nienawiścią! Nigdy nie przywitał mnie tak miło jak reszta! - warknął, odsuwając się od młodszego. Złapał za swoje ubrania i szybko zarzucił je na siebie. - Nienawidzę Cię, ale nie martw się. I tak Soohyun ma większego i lepiej się pieprzy. Miło było wracać po kiepskim seksie z tobą i dostać porządnie w dupę.
Hoseok rozchylił usta zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów.
- Tobie naprawdę ciężko zrobić dobrze, skoro masz wiadro zamiast dupy. - mruknął i ruszył w stronę łazienki, gdzie zamknął się zanim rozwścieczony blondyn dorwał się do klamki.
Nagle wszystko stało się jasne. Nawet go to nie zabolało, w końcu podjął dobrą decyzję.


~*~


Wybiegł z samochodu i z wielkim pudełkiem truskawkowych czekoladek wszedł do wysokiego budynku, w którym według jego informacji miał przebywać V. Był zestresowany, kręciło mu się w głowie. Musiał go zobaczyć.
Otworzył drzwi prowadzące do ogrodu. Rozejrzał się dookoła, przemierzając wykładaną kamieniem ścieżkę. Nie potrzebował wiele czasu, by dostrzec te rozczochrane włosy w niewielkiej altance. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w tamtą stronę.
- Tae! - powiedział donośnie, wchodząc do środka. Na chwilę aż go wcięło. Młodszy wyglądał strasznie. Podkrążone, zaczerwienione oczy. Strasznie schudł, wyglądał jak śmierć.
- Hyung? - spojrzał na niego tymi smutnymi źrenicami, rozchylając usta w zaskoczeniu. - Co ty tu robisz? Nie chciałem was oglądać.
- Nas, czy mnie? - odparł, podchodząc do niego. Wręczył mu czekoladki i przysiadł obok. Nie wiedział za bardzo jak się zachować, nie przemyślał tego, postanowił po prostu być szczery.
- Ciebie w szczególności. - przytaknął, wbijając wzrok przed siebie.
- Wiem i chcę to zmienić.
- Nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie.
- Mogę, wierz mi.
- Nie uwierzę, nie potrafię.
- Daj mi ostatnią szansę. - złapał go za dłoń, przyciągając ją do swoich ust. Musnął je czule, wpatrując się z uwagą w te nieszczęśliwe maleństwo.
- Nie chcę. I tak już raz się zawiodłem.
- Naprawię to. - zsunął się z ławki i przyklęknął pomiędzy jego udami. Taehyung otworzył szerzej oczy. - To z mojej winy jest z Tobą źle, prawda?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Wiem, że to przeze mnie. Ja... Zerwałem z Kevinem, nie kocham go, to bez sensu. - spojrzał mu w oczy, zaciskając dłonie na jego długich paluszkach. - Ja... Naprawdę z tobą czułem się inaczej. Tamta noc była najlepszą i chcę mieć cię już zawsze przy sobie.
- Piłeś, czy dzisiaj może coś brałeś? - westchnął młodszy, zaciskając wargi. Wyglądał tak smutno...
- Po prostu wsłuchałem się w to, co mówi mi serce. Chcę ciebie, TaeTae. - uniósł się nieco i wpił czule w jego wargi, gładząc jedną dłonią po policzku. Po chwili odsunął się, wpatrując w mokre policzki chłopaka.
- Hyung... Ja... Nie zniosę kolejnego razu... - wyszlochał, chowając twarz w dłoniach.
- Nigdy Cię już nie zostawię.
- Nie. Ja mam dość tego wszystkiego! Mam dość miłości, ciebie, uczuć! Wyrwij moje serce z piersi i je zabierz, chcę tylko spokoju.
- Tae... - nie takiej reakcji się spodziewał. Coś go ścisnęło w środku.
- Hopie... Ja Cię naprawdę kochałem. Cały czas starałem się być blisko ciebie... Teraz, gdy chciałem żyć bez ciebie, ty nagle się tu zjawiasz. Kiedy znowu ci się odwidzi i zostawisz mnie samemu sobie?! - spojrzał na niego zapłakany, drżąc. Hope niepewnie złapał go w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nigdy. Nie pozwolę, byś płakał. Przysięgam.
- Nie przysięgaj, pokochaj mnie tylko... Niczego innego nie potrzebuję.
- Pokocham.
- Kochaj mnie aż nie odejdę...
- Będę, Tae.
- Kocham Cię hyung. Do zobaczenia!

Strzał. Brzuch Hoseoka zaczął krwawić. Spojrzał zszokowany na Tae, który przyklęknął przy nim i ucałował jego wargi czule.
- Ja... Nie mogę pozwolić Ci tu zostać.
- Ale... Tae... - wyjąkał, łapiąc się za ranę od postrzału. Nie rozumiał. Przecież go kochał!
- Wziąłem tabletki, niedługo umrę, nie zniosę kolejnego życia bez Ciebie, Hoseok. Musisz pójść ze mną. - uśmiechnął się młodszy, kładąc się obok niego na zakrwawionej posadzce.
- Tae...
Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie chciał umierać. Chciał żyć, bawić się, tańczyć. Chciał... być z nim, ale nie w zaświatach.
Pojedyncza łza spłynęła z jego oczu.



~*~


-Hoseok! Hoseok, obudź się!
Słyszał stłumione głosy. Niemrawo rozchylił oczy. Biel, wszędzie biel.  I twarze reszty chłopaków z zespołu.
Ból w brzuchu. Szlag. Dopiero teraz sobie przypomniał.
- Ach! - jęknął, opadając z powrotem na łóżko. Jimin przyszpilił go za ramiona do materaca.
- Leż. Nie możesz się ruszać, bo rana się otworzy.
- Tae... Gdzie Tae? - spojrzał na chłopaków, którzy nieco zestresowani wymienili dziwne spojrzenia. - Ej! Co jest?
Nie. Nie mógł umrzeć! Przecież to nielogiczne!
- On... - zaczął Rap Monster.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym. - zakończył Jungkook, przegryzając dolną wargę. - Prawdopodobnie albo zamkną go tam, albo trafi do więzienia za próbę morderstwa.
- Co? - jęknął, łapiąc si za głowę. Co za paranoja.
- On nie jest normalny, jak mógł chcieć Cię zabić? - westchnął Yoongi, odchylając się na krześle. - Cudem Cię wyratowali, minuta i wąchałbyś kwiatki od spodu. Pieprzony psychol.
- Suga! - Jin spojrzał na niego karcąco. - Oszczędź sobie.
- Nie mam zamiaru.
Hoseok przymknął na chwilę powieki. Nadal nie dochodziło do niego, że Tae mógł go zamordować. Że zdołał wystrzelić. Nie chciał w to wierzyć. Jego mały, słodki kosmita nie był przestępcą.
- Mogę się z nim zobaczyć?
- Czy ty... - zaczął Min, jednak Nam mu przerwał.
- Możesz, jest tutaj, ale na innym oddziale.
- Zabierzesz mnie tam?
Blondyn skinął głową i pomógł mu wejść na wózek, po czym ruszył z nim w stronę.
Hope stresował się. Miał mętlik w głowie i nie wiedział, czy bardziej się o niego bał, czy bardziej był na niego wściekły.
Przejechał przez odpowiednio oznaczone drzwi, starając się uspokoić. RM musiał chwilę porozmawiać z lekarzem, zanim w ogóle ich wpuścili, co dodatkowo go irytowało. Dopiero po dłuższej chwili wjechali do białego pomieszczenia, gdzie w kącie siedział Tae, wpatrujący się nieco tępo w czystą ścianę.
- Tae... - odparł i dał znak Kimowi, by zostawił ich samych.
Młodszy spojrzał na niego dopiero po dłuższej chwili.
- Żyjesz... To dobrze.
- Tae... Dlaczego.... - wyjąkał, przysuwając się do niego. Czemu ta piękna twarz była teraz tak przerażająca?
- Bo Cię kocham. Miałem umrzeć, nie mogłem Cię tu zostawić, cierpiałbym, gdybym w nowym wcieleniu Cię nie miał przy sobie.
- Taeś... Ale... Przecież mogliśmy być szczęśliwi...
- Chcę umrzeć. Potrzebuję nowego życia. Czystego jak ta ściana. Będzie fajnie, hyung... Umrzyjmy razem i odrodźmy się po raz drugi. Wtedy nie będzie Kevina i nigdy nas już nic nie rozdzieli! To świetny pomysł, Hoseok! - uśmiechnął się szeroko i złapał starszego za ręce. Przyklęknął przy nim, patrząc w oczy starszego z nadzieją i radością. On... pierwszy raz od miesięcy był szczęśliwy. Dlaczego? Jak to się stało, że był tak zniszczony?
- Taeś... Żyjmy razem i się kochajmy... Tutaj... W tym życiu...
- Nie chcę Hopie. Proszę... Umrzyj dla mnie... - uśmiechał się jeszcze przez chwilę, po czym nagle w jego oczach pojawiły się łzy. - Zabij się hyung, proszę. Nie chcę, byś żył! - oparł głowę na jego kolanach, łamiąc biedne, hoseokowe serca na kawałki. - Umrzyj, jeśli mnie kochasz, ja też umrę...
Szatyn pociągnął nosem, gładząc czule włosy chłopaczka.
Nie wierzył w to, co widział. On był chory. Zwariował. Przez niego. Przez jego ślepotę i głupi związek z Kevinem. Zniszczył tego malucha...
- Tae, proszę... - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. Musnął czule jego usta, starając się zapanować nad słonymi kropami, które spływały i po jego policzkach.
- Zabiję Cię, hyung. Zabiję, zabiję, zabiję...

To ja Cię zabiłem, kochanie... Wybacz mi...






Zapraszam do komentowania ;)



wtorek, 30 czerwca 2015

32. I need U boy

Ostrzeżenia: bardzo dużo wulgaryzmów, brzydkie słowa i w ogóle. Niezbyt ładnie </3



- Podoba mi się. - skinął głową Monster, przyglądając się kartce, którą podał mu Suga. Powoli zmierzali do końca, mieli coraz więcej materiału, co niezmiernie go cieszyło. W końcu Hoseok przestał się wykłócać ze starszym, zaczęli współpracować, chociaż odrobinę niechętnie. Był to jednak i tak wielki krok na przód, gdyż ostatnimi czasy atmosfera była nie do zniesienia.
- Razem z tymi wersami Hopa powinno wyjść. - skinął głową różowowłosy. - Jak muzyka, Nam?
- Na ukończeniu. Myślę o ostatnich bitach, do końca weekendu powinno być. Podeślę Wam od razu z gotowym tekstem. - odparł blondyn, przeglądając jeszcze raz kartki. Mogli z tym wygrać, o ile dalej ich współpraca będzie tak wyglądała. Hoseok już miał częściową melodię, więc zastanawiał się nad układem, trzeba było być dobrej myśli.
- Dobra, to ja zwijam, mam jeszcze zajęcia, wolę się nie spóźnić na wykłady. - odparł Yoongi i wstał. Za nim zerwał się Taehyung.
- To ja też wezmę już rzeczy. - uśmiechnął się i oboje ruszyli w stronę szatni, gdzie przebierać mieli się już Jimin i Jungkook, którzy mieli jakieś ważne spotkanie i musieli się zerwać parę minut wcześniej.
Suga otworzył drzwi przed młodszym, lustrując go uważnie wzrokiem, po czym sam wszedł za nim do szatni. Zrobił kilka kroków do przodu i stanął oniemiały, wbijając nienawistne spojrzenie w obściskujących się przy szafkach chłopaków. Krew niemal się w nim zagotowała, gdy odskoczyli od siebie całkowicie zaskoczeni i zawstydzeni. Szybko zerknął na blondyna, który cały czerwony i nieco niepewny spuścił wzrok.
- Ty podła szmato! - warknął, błyskawicznie znajdując się przy Jiminie i łapiąc go za przód koszulki. Był wściekły, chociaż te słowo kiepsko odzwierciedlało jego obecny stan. To szał. Jak ta pieprzona dziwka mogła macać się z innym tuż pod nosem swojego chłopaka. I to nie byle jakiego. To był kurwa jego słodki Tae, w dodatku musiał oglądać te obrzydlistwa. - Ty zdradziecki chuju. - warknął, popychając go z całej siły na ławki.
- O co ci... - zaczął Park, jednak Yoongi nie dał mu skończyć. Uderzył go w brzuch znienacka, przez co w całej szatni rozległ się huk.
- Hyung! - pisnął Taehyung, jednak Suga był jak w amoku. Chciał tylko sprać tego playboya i zetrzeć jego perfekcyjny uśmieszek z tej wstrętnej gęby.
- Odpieprz się dupku. - mruknął Jimin, odbijając się od szafki i waląc starszego w twarz, przez co ten nieco się zatoczył. Już miał się zrewanżować, gdy pomiędzy nimi wyskoczył Jungkook, starając się ich rozdzielić.
- Przestańcie, proszę! - odparł, nerwowo rozglądając się dookoła. W tym samym czasie do szatni wpadli pozostali, nie bardzo ogarniający sytuację. Różowowłosy niemal natychmiast zrobił się czerwony i podszedł do najmłodszego, mierząc go wzrokiem z pogardą.
- I ty to mówisz? Taki z ciebie przyjaciel? Taki kochaniutki i grzeczniutki, a na boku odbijasz cudzych facetów? Wiedziałeś, że Jimin jest z TaeTae, a mimo to puszczasz się z nim i to kurwa pod nosem Tae?! Czy ty nie masz wstydu?!
Widział, jak ta mała jaszczurka się wystraszyła. Strach niemal z niego wypływał, widział to w jego oczach. I tylko dodatkowo go to wkurwiło. Miał ochotę go uderzyć, jednak znowu wyrósł przed nim ten cholerny dupek. Najbardziej znienawidzona przez niego osoba.
- Mi rób co chcesz, ale od Ciastka się odpierdol! - był stanowczy i wściekły.
- Masz jeszcze czelność go bronić?! Przy Tae?! Nienawidzę Cię do cholery. Nikomu nie pozwolę ranić mojego Taehyunga! Dałem kurwa za wygraną, pozwoliłem Ci o niego zadbać, a ty gzisz się z jakimś dupkiem! Wiedziałem, że jesteś szmatą. Czułem to! Ale kurwa jakoś wasz związek zaakceptowałem! Mogłem od razu cię zniszczyć! - złapał go z całej siły za rękę i już szykował się do ataku, gdy za nadgarstek złapał go Taehyung ze łzami w oczach.
- Hyung, proszę przestań! Nie bij ich! - Suga spojrzał na niego, serce zaś mu się łamało. Jego najpiękniejsze słońce cierpiało. Płakało. Zostało zranione. On ich chyba kurwa zabije!
- Tae... - szepnął, jednak nagle Hoseok złapał blondyna w pasie i przyciągnął mocno do siebie, chowając w swoich ramionach, a Monster chwycił go samego za ręce, odciągając od tej cholernej parki.
- Puść mnie Nam, zabiję ich!
- Yoongi! Uspokój się, nie jesteś sobą! Oszalałeś!
- To oni oszaleli! Jak mogą to robić Tae?!
- Zamknij się do cholery! Co niby robią Taehyungowi?! Jaki związek do cholery, skoro to ja jestem jego facetem? - warknął Hope, gładząc roztrzęsionego okularnika po plecach, wytrącony z równowagi.
Yoongi tak jak się wyrywał, tak przystanął, wpatrując się zszokowany w tę dwójkę. Że co? Jak to Hoseok i Tae? Jaki facet? Przecież oni nie są razem!
- Co ty bredzisz kretynie?! Ten dzieciak sam mi powiedział, że Jimin jest z Tae, teraz widziałem ich jak się macają!
- To nie tak! - jęknął Kookie, wychodząc nieco naprzód. - Ja też tak myślałem, ale po prostu sobie ubzdurałem... Oni... Po prostu się przyjaźnili, a ja tak to odebrałem. Potem bałem się przyznać...
Yoongi zmarszczył brwi. W sali zapanowała cisza, wszyscy byli niepewni i zestresowani.
- Że co?
- To. Nie byłem nigdy z Tae, jest dla mnie jak brat, ale nic ponad to. - odparł Jimin, poprawiając swoją koszulę. - Jak już kogoś chcesz nazywać jego chłopakiem, to Hoseoka.
- Yoongi, spokojnie. Po prostu się myliłeś. - powiedział Namjoon, puszczając go.
W tym momencie Suga poczuł się jak gówno. Spojrzał na zapłakanego Tae, obejmującego go Hoseoka i dziwny niesmak pojawił się w jego sercu. Intuicja go nie zawodziła, to on był jego prawdziwym rywalem, nie zaś tamten gagatek. Następnie jego wzrok spoczął na tamtej parce. Zjebał. Zachował się jak idiota i...
- Ja już lecę, mam obowiązki.
Jin przemknął obok niego i złapał za swoją kurtkę, szybko wychodząc w szatni. Nie widział wyrazu jego twarzy, jednak wiedział co się stało. Jego słowa... Na bogów! Przecież on to wszystko słyszał!
Niewiele myśląc złapał za swoją torbę i wybiegł za starszym. Serce waliło mu jak oszalałe. Kurwa mać! Czy on go właśnie stracił?!

- Jin! Proszę, posłuchaj mnie! - jęknął, łapiąc go za rękę już na dziedzińcu. Szatyn przystanął i spojrzał na niego, jego twarz była bez wyrazu.
- Twój Tae? Dałeś za wygraną? - odparł, wyrywając swoją dłoń z jego uścisku. - Ty sam nie wiesz czego chcesz, Yoongi.
- Chcę Ciebie Jin! - szepnął, czując jak serce bije mu jak oszalałe. To przecież nie było tak. Nie kochał tak Tae, zależało mu tylko na Jinie, nie mógł jednak tak tego zostawić, prawda?! To jego przyjaciel!
- Nie. W twojej głowie nadal masz ołtarzyk dla tego chłopaczka i to on jest sensem twojego istnienia. Ja jestem tylko odskocznią, bo on Cię nie chciał. - mruknął. Suga nigdy go takiego nie widział. Dotąd słodki i kochany hyung, teraz był jak posąg. - Nie tłumacz się. Nie chcę z Tobą już dzisiaj rozmawiać. Muszę to przemyśleć.
I odszedł, zostawiając młodszego ze złamanym sercem.



***



- Jess! Błagam Cię! - jęknął Monster, zawieszając kurtkę na wieszaku, po czym wszedł do pokoju, gdzie blondynka siedziała z książkami. Zsunęła z nosa okulary i zaskoczona odwróciła się w jego stronę.
- O co mnie błagasz, Nam? - zapytała, prostując się na fotelu, gdy mężczyzna opadł obok niej, od razu kładąc głowę na jej kolanach. Z uśmiechem zaczęła gładzić jego włosy, wpatrując się uważnie w jego zmęczoną twarz.
- Czy wszyscy geje są tacy nienormalni? Nie rozumiem ich i tych wiecznych dram.
- Coś się stało? - zmarszczyła brwi, owijając dookoła palca kosmyk włosów. Wiedziała, że dla niego cała ta sytuacja była ostatnio stresująca, jednak dzisiaj wyglądał wyjątkowo źle, co nieco ją martwiło.
- Pobili się. Yoongi bił się z Jiminem, Kook też prawie oberwał, Taehyung się popłakał, Hoseok zgrywał twardziela i obrońcę kosmity, Jin wybiegł wzburzony, a ten kurdupel wybiegł za nim, nie przepraszając, ani nic.
- Że co? Jak to się pobili? - otworzyła szerzej oczy, całkowicie zaskoczona. Wiedziała, że sytuacja była napięta, że ciągle były między nimi konflikty, jednak nigdy nie doszło do rękoczynów.
- Suga ubzdurał sobie, że Jimin jest z Tae i przyłapał Parka na macankach z twoim kuzynem. Był tam też Tae, no i jakoś tak wyszło...
- Cholera... - mruknęła, zaciskając nieco wargi. - Wiesz Nam. To nie kwestia orientacji. Po prostu... Zbyt dużo powiązanych ze sobą emocjonalnie ludzi, to mieszanka wybuchowa. Jakby w naszym życiu nagle pojawiły się osoby, z którymi kiedyś byliśmy blisko, czy łączyły nas dziwne relacje, to sytuacja byłaby dramatyczna, nie sądzisz? U nich... Mamy krąg. Jina i Sugę, którzy mają jakieś problemy ze sobą. Od Yoongiego można zrobić strzałkę do Tae, którego połączymy z Jiminem i Hoseokiem, zaś Parka z Kookim. Sam widzisz...
- Masz rację, jednak czuję się tam... niekomfortowo.
- Wiem, kochanie. Nic z tym nie zrobisz. Muszą sami się tym zająć, chociaż postaram się coś wykombinować. Teraz już się po prostu zrelaksuj i zajmij piosenką. To ja doprowadziłam do tej sytuacji, moja w tym głowa. - uśmiechnęła się i pocałowała czule jego usta. W tej dziedzinie miała małe pole do popisu, jednak przecież przekonała ciotkę do tańców, co mogło teraz być dla niej niemożliwym? - Swoją drogą... Ciastek i Jimin... tak przy ludziach? I Hoseok z Tae? Co się dzieje z tymi dziećmi.
- Przypominam skarbie, że jestem w wieku Hopa.
- Wiem, dzieciątko moje. - zaśmiała się i uszczypnęła go w nos. - Dlatego potrzebujesz takiej kobiety jak ja, by się Tobą zajęła i zaopiekowała.
- Sprawiasz, że czuję się mało męsko. - odparł niezadowolony. Unosząc się nieco. złapał ją za podbródek i wpił się namiętnie w jej usta. Dziewczyna odwzajemniła czule pocałunek, po czym szepnęła:
- Niepotrzebnie. Lepiej pokaż mi swojego stworka-potworka, bo chyba się za mną stęsknił!
- Jakiego stworka? To prawdziwy Monster!



***



- Przepraszam was, naprawdę. Nie chciałem by tak wyszło. Nie sądziłem, że tak to będzie, zawaliłem. - Ciastek skłonił się nisko, zestresowany i zawstydzony. Nigdy nie czuł się tak upokorzony. Z jego winy Yoongi się zdenerwował, doszło do bójki i blondyn płakał. W dodatku Jimin przez niego był poobijany. Wprawdzie nie dawał po sobie poznać, ale ataki Sugi były naprawdę dotkliwe i musiało go to boleć.
- Ej, daj spokój. Stało się, trudno. - Park objął go ramieniem, on zaś nie miał siły i odwagi nawet drgnąć.
- Przeze mnie oberwałeś...
- Skarbie... Moje mięśnie ledwo to odczuły. Brzuch mam z kamienia, to prawdziwe, żelazne wypukłości, taki knypek nie mógł mnie skrzywdzić. - poklepał się po torsie, na co Ciastek posłał mu słaby uśmiech. Jimin był kochany nawet, jeśli udawał. Troszkę bał się, że będzie zdenerwowany, że zacznie krzyczeć. I te słowa... Stanął w jego obronie jak jakiś rycerz. Coś wspaniałego.
- Dziękuję Jimin, ale Tae... - spojrzał na blondyna, który siedział na ławce, obejmowany przez Hoseoka. Nie powiedział ani słowa od jakiegoś czasu. Nie dziwił mu się, słowa Sugi były dość jednoznaczne. Każdy by się domyślił, że był w nim zakochany.
- Nie szkodzi, Kookie, nic mi się przecież nie stało, Yoongi mnie nie skrzywdził. - odparł. Jungkook czuł się podle. Pewnie kwestie powinny zostać tajemnicami, teraz biedak miał mętlik w głowie.
- Odwiozę go do domu. - odparł Hoseok, wstając i ciągnąc za sobą chłopaka. - Do zobaczenia.
Już miał wyjść, gdy Jeon nieco niepewnie zaczął.
- Czy... Mogę... Ta sprawa... Ja i Jimin...
- Nie rozpowiadaj tego Jung, okej? Sam też wolisz pozostać w ukryciu, niech to zostanie między nami. - odparł Park, zbierając swoje rzeczy z ławki.
- Nie interesują mnie inne związki, nie mam czasu rozmawiać z kimkolwiek o waszym, więc możecie być spokojni.
- Dziękuję. - skłonił się Kook. Gdy wyszli odetchnął z ulgą i wtulił się mocno w tors swojego mężczyzny, chowając twarz w zgięciu jego szyi. - Jestem do dupy, Jimin.
- Głupoty gadasz. Jesteś Ciastek, mój najlepszy, najpiękniejszy kociak, proszę tu mojego gustu nie obrażać.
- Ale hyung... Oberwałeś z mojej winy. To ja powinienem...
- No już. Wtedy ten gnojek by już wąchał kwiatki, pochowany na dziedzińcu. Nie pozwolę na to, by kiedykolwiek stała Ci się krzywda, nikt nie ma prawa podnieść na Ciebie ręki, bo nic mnie wtedy nie powstrzyma.
- Dziękuję. - musnął go szybko w usta, wzdychając cicho. Chwila z nim i od razu humor mu się poprawiał, Jimin działał na niego uspokajająco, coś wspaniałego
- Nie dziękuj, tylko zbieraj się się. Masz do odebrania prezent, zapomniałeś?
- Och! Jestem spóźniony! - jęknął, szybko łapiąc za swoje rzeczy. - Masz chwilkę by mnie podrzucić?
- Jasne, potem w nagrodę nakarmisz mnie lodami. - wyszczerzył się starszy.



***



Jin nie wrócił do domu od pamiętnej kłótni. Miał wyłączony telefon, nie odpisywał na żadnym z portalów. Całkowicie się odciął, co niesamowicie stresowało Różowowłosego, gdyż zbliżała się dziewiętnasta. O tej godzinie powinien już byś w domu, zajęcia dawno mu się skończyły.
Poszedł gdzieś? Zrobił coś głupiego? Zawsze był rozsądny, jednak przecież ta kamienna twarz nie należała do tego spokojnego hyunga. Coś się w nim złamało i to przez jego głupotę. Jak mógł powiedzieć coś takiego? Przecież zależało mu na starszym, to go pragnął. Czemu więc z jego ust wypłynęły takie słowa? Czy sam siebie oszukiwał? Czy może po prostu sam nie wiedział czego chce? To podświadomość, przyzwyczajenie, czy uczucia?
Teraz pozostało mu czekać.



***



- Ciociu! Ubieraj się, musisz gdzieś jechać, stało się coś ważnego! - Jess wpadła do domu Jeonów, gdzie ciotka właśnie czytała książkę. Zaskoczona odstawiła ją i wstała, patrząc na nieco zdyszaną blondynkę.
- Słońce, co się stało?
- Jest ważna sprawa, nie mogę nic więcej powiedzieć, ale to pilne. Ubierz sukienkę i jedziemy, sama ledwo zdążyłam się przebrać.
- Och, rozumiem, zaraz będę.
I pobiegła. W tym samym czasie dziewczyna wbiegła do pokoju Kooka.
- Zbieraj się młody.
- Co? Jess? Co się stało? - wytrzeszczył oczy, całkowicie zszokowany.
- Ubieraj się w coś i nie zadawaj pytań. Nie mam czasu, coś się wydarzyło. Od tego... zależy wszystko.
- Uh, ufam Ci. - odparł młodszy i wyciągnął z szafy koszulę i eleganckie spodnie, szybko się przebierając w łazience.
- I dobrze. Wsiadaj do pierwszej taksówki i jedź, my zaraz dołączymy.
- My?
- Ciastek na litość boską!!!
- Okej, już mnie nie ma. - wyjąkał wystraszony i wybiegł z domu. Jess odetchnęła z ulgą, po czym zbiegła na dół, gdzie ciotka już ubierała buty. Nie mieli czasu, co ją stresowało, dodatkowo ta rodzina miała tendencję do robienia wszystkiego sto razy wolniej niż normalni ludzie. Koszmar jakiś. Sprawa życia i śmierci, a Ci się grzebią. Jakby doszło do apokalipsy zombie to oni padliby pierwsi. Chociaż nie, Jimin by uratował Ciastka, tyle dobrego.
- Chodźmy. - złapała kobietę za nadgarstek i pociągnęła w stronę wyjścia. Czas leci!






Zapraszam do komentowania ;)

niedziela, 21 czerwca 2015

31. I need U boy

Ogłoszenia parafialne: Wieki temu wspominałam, że opowiadanie będzie miało prawdopodobnie 35 rozdziałów. Muszę Was zasmucić... 
...nie wiem bowiem, czy w czterdziestu się zmieszczę. Dostałam olśnienia i chcę wczepić jeszcze jeden wątek do historii, w zasadzie dwa, więc wątpię, bym dała radę to upchać w 5. Tak. Straszne, ale cóż. Chyba się pomęczycie ze mną jeszcze jakiś czas. Mam nadzieję, że się nie zanudzicie i Wam się spodoba ;)
Informuję też, że na wakacje planuję całkiem nową serię w innym klimacie, oczywiście nadal z BTS. 
I jeszcze jedno - co sądzicie o one-shotach na zamówienie? W wolnych chwilach zbierałabym takowe i wrzucała od czasu do czasu. Moglibyście wybrać pairing i gatunek. Miałam zamiar dodawać tylko na podstawie ankiet, ale troszkę to krzywdzące dla tych mniej popularnych par... Bylibyście na to chętni? Czekam na opinie!
A teraz zostawiam Was już z rozdziałem. Miłego czytania! <3



- O kurwa. - wypalił Jimin, unosząc nieco głowę ku górze. Budzik dzwonił tuż przy uchu, zaś Kookie najzwyczajniej w świecie spał wtulony w jego tors. Wszystko świetnie, super i w ogóle, ale była szósta rano a oni leżeli nadzy w pokoju chłopaka, gdzie mogła wparować jego matka.
- Ciastek, wstawaj. - szepnął, potrząsając nim szybko. Ten nieco niemrawo spojrzał na starszego i otworzył zdumiony oczy.
- Nie mów, że spaliśmy całą noc.
- Jasne. Nie spaliśmy. Tak nagle nastał dzień, jakieś magie, nie? - odparł nieco sarkastycznie, zrywając się z łóżka. Byli spoceni, poklejeni spermą i no. Nieświeży. Jimin szybko podszedł do okna i je otworzył, po czym spojrzał na drzwi i szybko je zakluczył. Szlag, nawet o tym wczoraj nie pomyślał.
Ciastek wstał, jednak po chwili opadł na łóżko. Z jego ust wydobył się dziwny jęk.
- Jimin... Boli. Nie dam rady wstać. - jęknął, patrząc z przerażeniem na starszego.
- Ciastek... Maleństwo moje. - Park zagryzł wargę i wziął go na ręce, od razu wchodząc do łazienki. Jego maleństwo jęczało mu do ucha, nawet sobie nie potrafił wyobrazić, jak bardzo nieprzyjemne to musiało być. Mogli poczekać do weekendu... Teraz jednak było po fakcie, więc wszedł z nim pod prysznic i postawił go ostrożnie na ziemi, odkręcając wodę. Złapał za szampon i zaczął myć mu szybko włosy. Młodszy zaciskał wargi, by nie marudzić, ale Jimin wiedział, że cierpi niesamowicie. Umył więc jego plecki, ręce i resztę ciała, bardzo delikatnie obmywając pośladki.
- Kochanie... Ty moje słodkie biedactwo. - westchnął, szybko i siebie opłukując, po czym wyszedł z nim i zaczął go wycierać, potem zaś pomógł mu się ubrać. Nawet nie rozpoczęli miło dnia. Sytuacja była napięta, nie wiedział jak z tego wybrnąć. Tym bardziej, że jego samochód stał pod domem. Niby jak się z tego wytłumaczą?
- Jimin... Co my zrobimy? Jak nas widziała? - wyjąkał młodszy, zaciskając palce na jego ramionach. W oczach miał łzy, co Parka wytrąciło z równowagi. Nie ma. Musi to załatwić, jego kochanie nie mogło płakać.
- Najwyżej powiesz, że Cię zgwałciłem.
- C-co? - wytrzeszczył oczy przerażony.
- Będziesz płakał i udawał, że tak Cię zraniłem i oszukałem. - gadał od rzeczy, ale nic innego nie przyszło mu do głowy. Miał nadzieję, że jednak ich nie zobaczyła, zawsze by coś wykombinował.
Rozejrzał się dookoła. Cóż. W razie czego coś upozoruje. Złapał za pościel i rozwalił drugie łóżko, po czym szybko wskoczył w swoje ubrania..
- Jimin. - Ciastek podszedł do niego nieco chwiejnie, obejmując za szyję. - Nigdy nie powiem, że zrobiłeś mi coś złego. Przecież trafisz do więzienia.
- Daj spokój...
- Nie potrafię kłamać! Nie chcę!
- Wyrzuci Cię z domu! - jęknął, łapiąc go w pasie. Czuł się jak leszcz, który nie potrafił uratować ukochanej osoby. Gdzie Twoja genialność?!
- Ja... Nie chcę, by mnie wyrzuciła, ale nie mogę sprawiać Ci problemów!
- Co Ci zależy? - pogładził go czule po włosach, przymykając powieki.
- Dużo.
Starszy zacisnął wargi, wpatrując się w niego po chwili. Cóż.
- Jak coś, to zamieszkasz ze mną. Zresztą spokojnie. Nie jestem byle pierdołą a prawdziwym mężczyzną. Twoim facetem i jakoś to załatwię. Nie płacz kochanie, jestem przy Tobie i wybrnę z tej sytuacji. Dla Ciebie wszystko. - wpił się namiętnie w jego usta, od razu wsuwając język. Pocałunek był krótki, ale intensywny, nie miał czasu na nic większego. Jego mózg funkcjonował na zwiększonych obrotach. - Chodźmy. Postaraj się chodzić prosto jak dasz radę.
Martwił go jego ból, ale będzie musiał się przemóc, bo inaczej będzie klapa. Otworzył drzwi i nieco niepewnie wyszedł na korytarz. Zerknął przez ramię na Ciasteczko, które z trudem szło. Biedactwo. Jakby tylko mógł, to zabrałby całe te cierpienie z jego tyłka. Nie był masochistą, ale tym razem by się poświęcił. Dla niego może.
Podał mu ramię, gdy schodzili ze schodów. Trząsł się. Ze strachu i dyskomfortu.
Cholera Jimin. Dlaczego masz pustkę w głowie?! Czemu nie myślisz? Naprawdę jesteś amebą!!! Matka całe życie miała rację.
Nie no. Taki żarcik, by rozładować napięcie.
Odetchnął, gdy byli już na dole. Słyszeli dźwięki w salonie, aż go ścisnęło w żołądku.
No kurwa. Ogarnij się. Wdech, wydech. Jesteś przecież geniuszem. Jesteś zajebisty. Urobisz sobie tę wiedźmę, nie ma innej opcji.
Otworzył drzwi i wszedł do środka. Stałą tam matka Jungkooka, jakaś taka podenerwowana i niezadowolona. Kurwa.
- Dzień dobry. - odparł pewny siebie, patrząc na nią swoim typowym wzrokiem. Ta zaskoczona odwróciła się i zmrużyła powieki.
- Och, witaj Jimin. Przepraszam, ale jestem nieco roztargniona. Dopiero wróciłam do domu, musiałam w nocy posiedzieć w szpitalu, bo w restauracji podali mi danie z orzechami, a mam alergię. Coś okropnego.
Park rozchylił usta zszokowany.
- Jak można być tak niekompetentnym? Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało. Na pani miejscu bym tego nie zostawił! Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. - od razu oburzony ton, chociaż w środku dziękował bogom i swojemu szczęściu, że ta głupia baba się zatruła. To wredne, bo to jednak teściowa, ale zawsze syn nie przepadał za matką żony. Życie! Pozory jednak trzeba zgrywać, do ślubu jeszcze trochę czasu zostało...
- Nie zostawię tak tego, to oczywiste. Tyle co się tam namęczyłam... Coś okropnego! - odparła, kiwając głową, szukając jakiś papierów. - Jestem doprawdy wytrącona z równowagi.
- Nie dziwię się pani. Jakby coś było nie tak, proszę dać mi znać, zawsze chętnie pomogę, o ile będę mógł.
- Dziękuję, jesteś kochanym chłopcem. - uśmiechnęła się szeroko.
- I przepraszam, ale postanowiłem poczekać aż pani wróci, by Jungkook nie siedział sam w domu, ale niestety mi się przysnęło i jak widać narobiłem kłopotów. - powiedział, patrząc tym razem przepraszająco i ze skruchą. Udawaną, ale cóż.
- Och, spokojnie. Możesz nocować kiedy tylko chcesz, jesteście przyjaciółmi, to normalne.
No jasne, Bardzo normalne! Dzięki za przyzwolenie na igraszki!
- Dziękuję, to miłe z pani strony.
- I nie musiałeś się tak poświęcać w gruncie rzeczy,  nasza gosposia nocowała tutaj tej nocy.
- Rozumiem. - odparł, chociaż coś w żołądku mu się przewróciło. Przecież Jungkook darł się jak obrywany ze skóry, w całym domu było słychać. Kurwa, kurwa, kuuuuurwa!
- Będziemy się zbierać, mamo. Coś zjemy i jedziemy do szkoły.
- Dobrze. Miłego dnia! - odparła kobieta, zaś dwójka szybko wyszła z pokoju. Gdy tylko zamknęli drzwi, na ich twarzach wymalowane było przerażenie.
- Gdzie jest gosposia? - zapytał Jimin, zaciskając pięści.
- Pewnie w kuchni. - wydukał Ciastek, robiąc najsmutniejszą minkę, jaką Jimin kiedykolwiek widział. Młodszy wskazał mu palcem odpowiedni kierunek, po czym został wygoniony na górę, by się wyszykować.
Park ruszył w tamtą stronę i niepewnie otworzył drzwi. Przy kuchence krzątała się kobieta, którą czasami tutaj widywał. Odchrząknął i wszedł do środka.
- Dzień dobry. - skinął głową. Ta odwróciła się zaskoczona i zlustrowała go wzrokiem.
- Witaj.
Jej twarz była obojętna, jednak Jimin starał się zapanować nad emocjami i grać twardziela.
- W związku ze wczorajszą sytuacją...
- Tak? - uniosła brew, mieszając coś w garnku.
- Trochę hałasowaliśmy...
- Owszem, słychać było was na drugim końcu domu. Nie sądziłam, że Jungkook ma tak donośny głowa.
Jimin zacisnął wargi, czując się nieco zmieszany.
- Chciałbym przeprosić za to i... Wie pani.
Kobieta odsunęła się nieco od kuchenki, patrząc na niego bez większych emocji.
- Chciałbyś, bym nie wspomniała o tym pani Jeon? Zapewne niedługo się zjawi i zapyta, czy wszystko było w porządku.
- Um, byłbym wdzięczny. Wolelibyśmy, by pozostało to tajemnicą.
- Nie mam w zwyczaju kłamać.
Kurwa. Co za jędza! Jiminem aż w środku telepało, ale starał się zachować przyjemny wyraz twarzy.
- Rozumiem, jednak to kwestia dość delikatna. Nie mówię, że ma pani kłamać. Wystarczy, że niechcący o tym wydarzeniu nic nie wspomni.
- Nie wiem, czy to dobre. Ma prawo wiedzieć, że jej syn jest zboczeńcem.
Aż się w nim zagotowało. Że kim niby? Zboczeńcem? Jak te stare babsko śmie ich tak obrażać? Przecież to całkowicie normalne i naturalne do jasnej cholery! Miał ochotę ją zwyzywać, jednak nie mógł, co go frustrowało.
- Zapłacę pani. Zrobię to, co sobie pani zażyczy. - był już zdesperowany. To było gorsze, niż strach przed matką, bo teraz jako tako się uspokoił, a wszystko do niego wróciło ze zdwojoną siłą.
- Jesteś odrobinę bezczelny, chłopcze, jednak możemy dojść do porozumienia. - sięgnęła po kartkę i naskrobała coś na niej, po czym podała Parkowi. Ten skrzywił się nieco, widzą rządek cyferek, jednak schował karteluszek do kieszeni.
- Proszę podać numer konta, wpłacę.
Ta zadowolona zapisała dane, po czym wróciła do swojej roboty.
- Coś jeszcze, chłopcze?
- Nie, dziękuję. - mruknął i wyszedł. Dłonie mu się trzęsły, chyba nigdy nie był tak wkurwiony, bo nawet zdenerwowaniem nie szło tego nazwać. Stara, wstrętna łajza. Już on ją kiedyś załatwi, niech tylko Kookie będzie pełnoletni.
Wbiegł na górę po chodach i wszedł do pokoju. Młodszy leżał na brzuchu, zaciskając dłonie na poduszce, Chyba płakał.
- Kochanie, zbieraj się. Jedziemy.
- Jimin... - wyjąkał, unosząc się. - I jak?
- Powiem w samochodzie, szybciej. - złapał za jego torbę. Nie miał ochoty przebywać w tym domu ani chwili dłużej.
Gdy znaleźli się w samochodzie, co Ciastkowi zajęło sporo czasu, odpalił i szybko odjechał.
- Wszystko załatwione. Nic nie powie.
- Naprawdę? Ona jest wredna, nie marudziła?
- Nie. Znasz mnie przecież, to nie problem załatwić takie coś z prostą kobietą. Pogadałem i powinno być dobrze.
Jungkook skinął głową, starając usiąść tak, by go nie bolało.
- Przepraszam za tę sytuację. Nie pomyślałem, że ktoś może nas usłyszeć, jednak nieodpowiedzialny...
- Ciastek, spokojnie. To moja wina, nie Twoja. Zresztą wszystko jest okej. Twoja matka nic nie wie i się nie dowie, ale raczej nie będę się u Ciebie zbyt często pojawiał, będziesz musiał siedzieć u mnie, to bezpieczniejsze.
- Dziękuję Jimin...
- Nie dziękuj, to mój obowiązek.



***



Hoseok podał swojemu chłopakowi wielką bułkę z masą dodatków, po czym sam wziął tylko kawę. Zapłacił sprzedawcy i zadowolony wyszedł ze sklepu, zerkając na ucieszone maleństwo.
- Dziękuję hyung!
- Głuptas. Nic nie zjadłeś w domu, przecież jeszcze zasłabniesz. - odparł, otwierając przed nim drzwi samochodu, gdy ten zaś wszedł zamknął je. Sam usiadł za kierownicą, upijając łyk kawy.
- Nie miałem czasu. Chciałem jak najszybciej do Ciebie dojść, więc od razu wybiegłem z domu... - nadął nieco policzki, wgryzając się w kanapkę ze smakiem. Hope tylko uśmiechnął się szeroko i pogładził go po włosach. Sam nie mógł wysiedzieć w domu, więc wyjechał wcześniej i czekał pod parkiem na Tae, by pojechać z nim do szkoły. Biedaczkowi burczało w brzuchu, to takie rozkoszne, że poświęcał się dla niego.
Ruszył całkiem szybko, z zadowoleniem zerkając na Kima.
- Stęskniłem się, więc musiałem przyjechać. Dzisiaj też prawie się nie będziemy widywać, bo lekcje, chociaż teraz chcę się na Ciebie napatrzeć.
- Hyuuung! Nie idźmy więc na zajęcia. - wyszczerzył się młodszy, oblizując usta. Hoseok spojrzał na niego zaskoczony, nieco zwalniając.
- Wagary?
- Um... Pewnie masz jakieś ważne lekcje, prawda? - wygiął usta ku dołowi. Co za kochany smerfik!
- Nie, mam same pierdoły, chętnie spędzę ten dzień z Tobą. - uśmiechnął się szeroko, skręcając w inną drogę niż ta, która prowadziła do szkoły. - Gdzie chciałbyś pojechać?
- Nie wiem sam... Chcę po prostu z Tobą być. - wzruszył ramionami, wsuwając do ust resztkę bułki. Wyglądał słodko. Tak niewinnie, że Hoseok niemal się rozpływał. Złapał za kubek ze swoją kawą i podał go chłopakowi, by się przypadkiem nie zapchał. Ten chętnie go wziął i zaczął pić.
- Skoczymy do sklepu i gdzieś Cię zabiorę, dobrze?
Uśmiechnął się i podjechał pod najbliższy sklep. Wysiedli i weszli do środka, gdzie Hoseok od razu wziął koszyk i zaczął przemieszczać się pomiędzy półkami. Tae grzecznie szedł za nim, trzymając go za rękaw. Pierwszy raz byli razem na zakupach... Może i to dość szybkie i niezbyt przyjemne, ale niedługo będzie musiał zabrać go do jakieś galerii i sprawić mu kilka prezentów.
- Na co masz ochotę, Taeś? - sam wrzucił do koszyka napoje i zaczął oglądać przekąski.
- Hm... Truskawki!
I pobiegł przed siebie, wracając po chwili z dwoma opakowaniami owoców. Hoseok tylko się uśmiechnął, idąc dalej.
- Chcesz się napić czegoś mocniejszego, czy zostajemy przy sokach?
- Jak wolisz, hyung. Tylko jak się napiję, to będziesz musiał się mną zająć.
- Uwielbiam o Ciebie dbać, więc nie ma problemu. - pogładził go po włoskach, po czym wrzucił do koszyka jakieś najsmaczniejsze piwo i jakieś słodkie drinki dla młodszego, udał się następnie do kasy. Wyciągnął rzeczy na ladę, na co Tae się skrzywił.
- Ale hyung... To moje, ja za to zapłacę.
- Niestety byłem pierwszy. - wyszczerzył się i zabrał mu te owoce, kładąc obok. - Potem będziemy się o to kłócić, chcę jak najszybciej stąd wyjść. - poklepał go po ramieniu i podał kobiecie kartę.
I wyszli. Młodszy oczywiście naburmuszony. Wrócili do samochody i Hope od razu ruszył. Jechali kilkanaście minut w ciszy, blondyn bawił się swoją bluzką, nic się nie odzywając.
- Gniewasz się, kochanie? - zerknął na niego pytająco, przyspieszając.
- Troszkę. Nie podoba mi się to, że wydajesz na mnie ciągle pieniądze, a ja nie mam nawet jak się odwdzięczyć. - mruknął po dłuższej chwili.
- Odwdzięczasz się cały czas tym, że ze mną jesteś. Zresztą w związku takie wynagradzanie jest bez sensu. Mam prawo Ci kupować co tylko zechcę, bo jesteś moim chłopakiem.
- Ale mimo wszystko to wykorzystywanie...
- Nie mów tak. - zsunął dłoń na jego udo i pogładził je delikatnie. - Mam te szczęście, że nie narzekam na jakiekolwiek ograniczenia. Zresztą nie kupuję Ci samochodów, a drobne rzeczy, nie ma co przesadzać, to nic.
Tae położył swoją dłoń na jego i splótł ich palce razem. Znowu długa cisza.
- To niekomfortowe... I dla mnie to nie jest nic, co dodatkowo mnie stresuje.
Hoseok zaparkował samochód, wzdychając cicho.
- Chodź. - wysiadł i zabrał torby, zaś z bagażnika wyciągnął koc. Ruszyli w ciszy w stronę małego lasu na uboczu, do którego Hoseok czasami przychodził pomyśleć nad życiem czy tańcem. Przemieszczał się między drzewami,w  międzyczasie starając się znaleźć dobre argumenty, które przekonałyby chłopaka. Gdy dotarli do malutkiej przestrzeni w środku, rozłożył koc i usadowił się na nim. Taehyung przysiadł obok, Hope zaś mocno przyciągnął go do siebie, opierając jego plecki o swój tors. Oparł brodę na jego ramieniu, obejmując go w pasie.
- Tae... Dlaczego Cię to stresuje?
Młodszy gładził jego dłonie, nieco bez humoru.
- Dla Ciebie, Jimina czy Sugi zawsze pieniądze są 'niczym'. Ciągle wszyscy dookoła mówicie, że nie odczuwacie tego, że mam się nie przejmować. A mi zwyczajnie jest z tym źle. - szepnął. Był nieco spięty, Jung czuł to wyraźnie, więc tylko mocniej go do siebie przycisnął, muskając jego szyję czule. - Ja... Mam czasami wrażenie, że zupełnie niepotrzebnie pojawiłem się w tej szkole, bo do niej nie pasuję. Lepiej by wszystkim było, gdyby przyjaźnili się z kimś z tej samej warstwy społecznej. Nie mam jak bawić się jak wy, co wszystkich ogranicza. Tobie... Też by było przyjemniej, gdybyś miał chłopaka jak Jimin czy Jungkook. Ja chyba odstaję.
- Tae... - Hoseok aż otworzył szerzej oczy. Złapał go mocno i okręcił tak, by był do niego przodem, natychmiast łapiąc za podbródek, by na niego spojrzał. - Nie waż się tak więcej mówić, rozumiesz? Nie ma prawa Ci nawet taka myśl przejść przez głowę. - przysunął swoją twarz do jego, patrząc mu głęboko w oczy. - Nie interesuje mnie, czy jesteś bogaty, czy nie. Mam gdzieś kim są twoi rodzice, czy należysz jakieś znanej rodziny, czy całkowicie normalnej. Warstwy to tylko durne klasyfikacje, które ani mnie, ani Jimina nie interesują. On Cię uwielbia, przyjaźnicie się. Nigdy nie miał z nikim takich relacji, nikomu tak nie ufał. Jesteś jego jedynym prawdziwym przyjacielem i ma on gdzieś całe te gówno, na które ograniczeni ludzie zwracają uwagę. Wszyscy Cię lubią, Nie znam ani jednej osoby, która by coś do Ciebie miała, bo jesteś cudowny. Nie musisz spać na pieniądzach, by być najlepszy. Bo... - zaciął się na chwilę. Zsunął dłoń na tył jego głowy i delikatnie ją pomasował. Dostrzegł wilgotne oczka, aż mu się zrobiło ciężko na sercu. - Nie chciałbym mieć innego chłopaka. Nikt inny mnie nie interesuje, chcę być z Tobą, bo czuję się wtedy szczęśliwy. Uwielbiam z Tobą rozmawiać, wygłupiać się, nosić Cię na rękach. Podoba mi się, że czasami jesteś taki zadziorny i lubisz się droczyć. Kocham Twoje pocałunki i chwile, gdy się ze mną przytulasz. Żadne pieniądze nie dałyby mi tyle radości, co czas spędzony z moim kochaniem. Wolałbym stracić cały majątek, niż Ciebie.
- Hyuung... - jęknął młodszy, pociągając nosem. Hope aż zadrżał, ciężko mu było znieść jego łzy, bolało go to niesamowicie. - Ale ja nie jestem zbyt dobry...
- Nie spotkałem w moim życiu osoby, na której aż tak by mi zależało. Jestem z Tobą Tae. Jesteś moim najwspanialszym chłopakiem, będziemy razem już zawsze, więc nie płacz, tylko mnie pokochaj. Nie przejmuj się pieniędzmi. Ja po prostu chcę, byś był szczęśliwy i muszę o Ciebie zadbać. Jako mężczyzna mam obowiązek robić tak, by mojemu słodkiemu TaeTae było w życiu jak najlepiej.
- Mi wystarczy... że ze mną będziesz hyung. Nie musisz robić nic więcej. - nieco ślamazarnie potarł swoje oczy rękawem bluzki, po czym objął go za szyję, wtulając się mocno w jego ciało. Hoseok uśmiechnął się i zaczął głaskać go po pleckach.
- Będę, kotek. - odchylił nieco głowę i musnął jego usta czule, rozchylając je językiem, który po widocznym przyzwoleniu blondyna, wdarł się do środka, pieszcząc namiętnie jego wnętrze. Młodszy nie pozostawał dłużny, całował go z niesamowitą energią, zapałem, zaciskając dłonie na jego karku. Przeszedł do przyjemny dreszcz. Uwielbiał jego wargi, najchętniej by się od nich nigdy nie odrywał. Delikatnie objął go w pasie i popchnął na koc, nachylając się nad nim, nie zaprzestając pocałunków, wręcz przeciwnie. Stały się one coraz pełniejsze i mniej kontrolowane. Widok zarumienionego Taehyunga z przymkniętymi powiekami dodatkowo go nakręcał. Drobne uda zaciskające się na jego biodrach... Czy mogło być lepiej?
- Zabraniam Ci mnie zostawić, rozumiesz? Nie możesz nigdy pozwolić komukolwiek tak się dotykać. - wysapał, przegryzając jego dolną wargę. Tae płytko oddychając, skinął głową.
- Nie chcę, by ktokolwiek inny to robił. I nigdy Cię nie zostawię, hyung. Jesteś dla mnie najważniejszy...
Ucieszony Hoseok cmoknął czule jego usta, po czym odsunął się, pomagając młodszemu wrócić do siadu. Sięgnął po swoją puszkę i butelkę młodszego, otworzył je i przysunął się do chłopaka, obejmując go ramieniem.
- To za nas, kochanie. Byśmy nie potrafili bez siebie żyć, czy nawet funkcjonować. Żebyś kochał mnie całe swoje życie.
- I byś ty nigdy nie mógł wyrzucić mnie z głowy i zapomnieć o naszych pocałunkach. Byś nie pokochał nigdy nikogo innego.
- Nie pokocham. Przysięgam.
I upił łyk, zadowolony z tak pięknych obietnic. Nic już nie może się stać, prawda?




***



Suga zacisnął dłonie na kolanach, wciągając porządnie powietrze do płuc. Odrobinę się stresował, jednak trzeba było w końcu coś zrobić z całą tą sytuacją, bo zaczynała być kłopotliwa. Jin ostatnio był jakiś nieswój, nie chciał tak chętnie się z nim kochać jak wcześniej. Nieobecny, trochę cichy. To nie był ten sam roześmiany hyung.
Zresztą... Skoro już sobie częściowo przemyślał sprawę z Tae, to nie miał zamiaru z Seokjina rezygnować, w końcu to on doprowadzał go do szaleństwa.
Zerknął przez ramię na mężczyznę.
- Hyung... Możemy porozmawiać?
- O czym?
Nawet się nie odwrócił, tylko dalej mieszał zupę w garnku. Yoongi zacisnął nieco wargi.
- Podejdź proszę, to ważne.
- Teraz gotuję.
- Jin! Daj spokój, nie możesz cały czas się tak zachowywać? - jęknął, wstając z fotela. Podszedł do niego i złapał go za ramię, odciągając od kuchenki, którą wyłączył.
- O co Ci chodzi? - westchnął starszy, patrząc na niego z góry. Zsunął z siebie fartuszek i ruszył w stronę kanapy, opadając na nią z niezadowoleniem. Suga czuł się źle i dziwnie. To nie był jego współlokator...
- Jin... Ta sytuacja mnie stresuje. Chcę z Tobą poważnie porozmawiać.
- O czym? - przechylił głowę na bok i wbił w niego swoje obojętne spojrzenie.
- O nas.
- Nas? - uniósł pytająco brew. - Nie ma chyba o czym rozmawiać.
- Jest! - Suga złapał go za rękę, patrząc nieco niepewnie na niego. - Musimy o tym porozmawiać.
- Taehyung zerwał z Jiminem i chcesz do niego, zgadłem? Cóż, nie dziwi mnie to.
- Nie. Nikt z nikim nie zerwał i nie chcę do niego wracać. Mylisz się. - odparł, łapiąc go za podbródek. - Chcę, byśmy spróbowali tak naprawdę być ze sobą.
Zauważył zmieszanie na jego twarzy, co go nieco zaskoczyło.
- Och... Nie chce Cię, więc teraz czas na mnie? Nie chcę być zastępstwem.
- Jin, to nie tak.
- A jak? Cały czas kochałeś tego chłopaczka. Początkowo nawet mi to nie przeszkadzało, ale naprawdę przestało mnie satysfakcjonować bycie substytutem.
Suga nie wiedział, co ze sobą począć. Widział jak to wyglądało, Jin miał prawo tak pomyśleć. Przecież na początku nawet tak było, był odskocznią od Tae, ale teraz przecież sytuacja malowała się inaczej.
- Nie jesteś. Naprawdę wszystko przemyślałem. Taehyung to bardziej moje przyzwyczajenie, nie czuję tego samego będąc z nim. Z Tobą jest mi dobrze i chcę, by była to poważniejsza relacja.
Przysunął się bliżej niego i wpił w jego wargi namiętnie, od razu wsuwając do środka język. Jin na szczęście wszystko odwzajemnił, łapiąc młodszego za pośladki i sadowiąc sobie na kolanach. Władczo zacisnął palce na jego białej skórze, po czym odsunął się.
- Nie możesz oczekiwać, że ot tak na to przystanę. Nie wiesz jak podle czułem się na waszej próbie, gdy prawie wychodziłeś z siebie i kłóciłeś się z Hoseokiem o niego... Miałem ochotę wyjść i wszystko rzucić. Skąd ta nagła zmiana? Bądź szczery, nie przeszłoby Ci to tak łatwo.
- Um... - przegryzł dolną wargę, spuszczając wzrok. - Jakiś czas temu go pocałowałem. Wiem, to podłe z mojej strony. - odparł, zaciskając dłonie na jego ramionach. - Nic nie czułem. Nie było to tak przyjemne, jak całowanie Ciebie... Całkowicie przyjacielskie, bez jakiegokolwiek fizycznego pociągu.
Jin wpatrywał się w niego zaskoczony i niezadowolony. Widać było ból, który wymalował się na jego twarzy. Yoongiemu aż zrobiło się całkowicie wstyd.
- Przepraszam hyung.
- Nie oczekuj, że od razu będzie pięknie. Muszę to przemyśleć, bo naprawdę mi na Tobie zależy, ale mam wątpliwości.
- Dziękuję.



***



- Nieeee... Oczywiście, że nie. Nie znasz się dzieciaku. - wyszczerzył się Hoseok, wsuwając do ust swojego kochania truskawkę, w którą ten wgryzł się tak kusząco, że brunet chwilowo się zawiesił, wpatrując w różowe wargi, które obejmują owoc, potem zęby i ruch językiem. Cholera. Jaki on był seksowny!
- Znam, hyung! - zamruczał, wsuwając dłoń w swoje włosy, które odgarnął do tyłu. Rozchylił wargi, ziewając uroczo. Troszkę wypił, był tak zabawnie zarumieniony. Hope przysunął się jeszcze bliżej niego o objął go w pasie, przyciągając do siebie.
- Przekonaj mnie, kochanie. - polizał zmysłowo jego dolną wargę. Ten zamruczał cicho, po czym złapał Hoseoka za przód koszuli i poruszył zmysłowo kroczem, pocierając nim o jego. Kurwa mać. - Zrób to na siedząco, będzie lepiej widać. - wypalił, na co młodszy ochoczo wyzwolił się i przysiadł na biodrach chłopaka, po raz kolejny wyginając swoje ciało w coś na wzór fali. Gdyby jeszcze wargi nie przegryzał, ahhhh!
Brunet czuł, że robi mu się aż za gorąco. Położył dłonie na jego biodra i zaczął je dawać coraz wyżej, wsuwając je pod bluzkę chłopaka. Wredny, mały kusiciel.
 - I jak, hyung? - nachylił się nad nim, uśmiechając się słodko. - Prawda, że potrafię być władczy?
- Jesteś najsłodszy na świecie, ale prawda, przyznaję. Potrafisz być seksowny. Nic ponad to. - wyszczerzył się, podciągając jego koszulkę ku górze.
- Ale patrz hyung! Ja też potrafiłbym nad tobą dominować. Teraz jestem na górze! - nadął policzki, na co rozczulony Hoseok aż zamruczał.
- Moje kochanie. Zawsze będziesz na górze, bo będę Cię nosił na rękach. Jesteś moim aniołkiem, władać możesz, już jestem Twoim niewolnikiem, bo nie potrafię bez Ciebie żyć. - pogładził go po policzku i pocałował go delikatnie.
- Nie bądź niewolnikiem. Bądź moim Hoseokiem, który zawsze będzie przy mnie, nie za mną.
- Jak sobie życzysz, kochanie. - pogładził go po pleckach, przyciągając do siebie. - Rozpływam się.
- Dlaczego?
- Bo mam Ciebie. Nie wierzę, że można być tak słodkim i prześlicznym, tak uroczym i wspaniałym. Jesteś idealny, naprawdę zesłali mi aniołka.
- Hyuung. Nie mów tak, bo mi głupio.
- Nie moja wina, że Cię uwielbiam!







Proszę o komentarze i opinie ;)


środa, 17 czerwca 2015

30. I need U boy

Ostrzeżenia: już Wy wiecie jakie XD +18  




- Jungkook... Może zechcesz wziąć udział w olimpiadzie? Kompletujemy szkolną drużynę i sądzę, że nadałbyś się najlepiej z uczniów pierwszych klas. - nauczycielka od matematyki właśnie ogłosiła im, że szkoła bierze udział w nowym konkursie matematycznym. Początkowo nawet się nim nie zainteresował, miał wiele rzeczy na głowie, więc prawdę powiedziawszy nawet mu się nie chciało. Cóż jednak ma począć, skoro wytypowano go imiennie?
- Och Tak pani uważa? W zasadzie mógłbym, jednak istotne jest to, kto jeszcze byłby ze mną w grupie. Nie przywykłem do pracy zespołowej, jeśli o matematykę idzie.
Ton na miejscu, konstrukcja zdań również. Nie mógł się wyzbyć swojego sztywniactwa podczas zajęć, był tutaj całkowicie innym człowiekiem niż na przerwach. Poważnym, kulturalnym, zimnym.
- Nie wiem, czy ich znasz. Z klasy drugiej wybrano Choi Boin, z trzeciej... - zerknęła na formularz. - Kim Taehyung. Z czwartej jeszcze nie wiadomo, czekam na odpowiedź.
Kookie uniósł brew zaskoczony. Tae? Wiedział, że jest mądry, jednak nie spodziewał się, że będzie się bawić w konkursy. Mieli przecież zespół, jak on chciał to połączyć? Chociaż skoro on się tak wybiera, to mogło być zabawnie. Nie zdążył poznać go zbyt dobrze, byłaby to dobra okazja, w końcu to prawie-brat Jimina... Nie to, by się poświęcał dla swojego związku!
- Rozumiem... W takim razie może mnie pani wpisać. Nie powinno być problemów.
- To świetnie. - uśmiechnęła się i wypełniła druczek, po czym zapisała na tablicy numery ich zadań domowych, po chwili wychodząc.
Kookie odetchnął się, odchylając na krześle. Zaraz będzie musiał się zbierać, bo na tej przerwie miał widzieć się z Jiminem. Już miał wstać, gdy usłyszał dobrze znany mu głos.
- Ciastek! Co tam?
Nagle pojawił się przed nim Park, niczym jakiś ninja. Jeszcze chwilę temu go tu nie było. Jakieś kosmiczne zdolności?
- Och, cześć Jimin. Wszystko okej, właśnie zapisałem się na olimpiadę matematyczną.
- O, TaeTae też, ale to już jakiś czas temu. - wyszczerzył się, siadając na jego stoliku. Kookie niepewnie przegryzł wargę, kątem oka zerkając na jego znajomych z klasy. Dziewczyny prawie piszczały, nie mogąc oderwać wzroku od Jimina, rumieniąc się jak głupie. Cóż. W końcu był najpopularniejszym chłopakiem w szkole, to żadna nowość. Większość o nim marzyła, ale niestety był już zajęty. Nie ma. Muszą obejść się smakiem, bo on jest jego i nie ma zamiaru się dzielić.
Kurczę. Jungkook, aleś się chłopie nakręcił!
W każdym razie wiedział, że ludzie mu zazdrościli. Najprzystojniejszy chłopak w szkole odwiedza go w klasie, jak gdyby nigdy nic, spędzał z nim czas. Druga gwiazda też się z nim kumpluje... Ciekawe czy na Tae też patrzą tak nienawistnie, przecież praktycznie się od siebie nie odklejają. Gdyby wiedzieli o ich relacjach... O cholera. Nie miałby życia i to nie tylko przez wzgląd na orientację.
Jakby na to nie spojrzeć, był zwyczajnie z siebie dumny. W końcu tylko on miał okazję być z nim tak blisko.
- Hm. Czemu w ogóle zawdzięczam Twoją wizytę? - uśmiechnął się delikatnie, swoje ciemne oczy skupiając już tylko i wyłącznie na zadowolonym chłopaku.
- Postanowiłem wzbudzić trochę zainteresowania w dzieciakach. Jak widać z powodzeniem. - puścił mu oczko, kiwając głową na grupkę podnieconych małolat. - Poza tym chciałem się z Tobą jak najszybciej zobaczyć.
Kookie aż otworzył zaskoczony usta. Co ten Jimin tak przy wszystkich?!
- Um. No weź... - mruknął, rumieniąc się mimowolnie. Park był jak zwykle zbyt bezpośredni. Jeszcze ludzie zaczną gadać i będzie.
- W każdym razie chcę, byś dzisiaj gdzieś za mną pojechał.
- Słucham? Gdzie? - nie krył zdziwienia. Był środek tygodnia, poza tym zabrzmiało to całkiem poważnie.
- Do mojego domu.
- Nie mam czasu na takie głupoty, Jimin. Na weekend mogę Cię odwiedzić.
- Nie, bo nie chodzi tu o moje mieszkanie, a mój dom. Rodzinny.
- Że co?! - prawie zleciał z krzesła, na którym od paru sekund się bujał. Jego ton był nieco zbyt donośny, co zwróciło uwagę całej klasy.
- No to. Chodź. - Park wstał, ruszając w stronę drzwi. Kookie nieco niemrawo pobiegł za nim. Przystanęli koło parapetu, na którym starszy przysiadł.
- Nie rozumiem Cię, Jimin... Po co mam tam z Tobą jechać?
- Tak o. Muszę pogadać z mamą, ale chcę też spędzić dzień z Tobą, bo się stęskniłem. Dwa w jednym. Nie zajmie to zbyt wiele czasu, kwestia godzinki czy dwóch. Nie chce mi się jechać tam samemu, poza tym będziesz miał okazję poznać jedną z największych gwiazd baletu. Przecież interesujesz się sztuką, prawda? Twoja mama też nie będzie miała nic przeciwko. - wzruszył ramionami, patrząc na młodszego przenikliwie. Oblizał kusząco swoją górną wargę, odchylając głowę na bok tak, by zaprezentować swoją piękną szyje i seksowne obojczyki, które widać było zza rozpiętej koszuli. Kurczę. Co za wredny kusiciel! Pod biednym Jungkookiem aż ugięły się kolana, a są przecież w szkole!
- Och... Ja nie wiem... Może ona chciałaby na spokojnie porozmawiać z synem...
- Nie. Masz ze mną jechać, to postanowione. - starszy zeskoczył z parapetu, podchodząc do niego. Złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę toalet. Nikogo tam nie było, więc szybko otworzył kabinę, wpychając drżącego pierwszoklasistę do środka, do razu zamykając drzwi. - Chcę Cię. - wymruczał, obejmując go w pasie, zanim Kookie zdążył zareagować.
- J-jimin... - wyjąkał tylko czując, że robi mu się gorąco. Nieco niepewnie oparł dłonie o jego ramiona, zerkając na niego niepewnie. Bał się dotykać z nim w szkole, to było stresujące i niebezpieczne. Z drugiej strony od razu poczuł się lepiej, gdy ten go objął.
- Mój Ciastek... - szepnął, wpijając się namiętnie w jego wargi, od razu wsuwając do ust swój zwinny język. Jaki on był niesamowity! Gdyby nie te silne ramiona, które go przytrzymywały, to zwyczajnie osunąłby się na ziemię z nadmiaru wrażeń. Jimin doprowadzał go do szaleństwa, przy nim tracił całą swoją pewność siebie i zdecydowanie. Stawał się jak laleczka, jak kot, który podatny był na każdy gest i wręcz łasił się, prosząc o uwagę i dotyk.
Odwzajemniał zachłannie każdy pocałunek, ledwo łapiąc oddech. Zakręciło mu się w głowie, jednak ani myślał o oderwaniu się od tych cudownych warg, które tak namiętnie go pieściły. Dopiero dzwonek przywrócił go do świata ludzi rozumnych, bo odsunął się, starając uspokoić oddech. Czuł, że był cały czerwony, gorąco wręcz go paliło, jednak w środku było mu tak dobrze.
- Jimin...
- Uwielbiam Cię Ciastek. Bądź już mój na zawsze. - zamruczał Jimin, muskając ostatni raz jego usta, po czym otworzył drzwi i wyszedł. Kookie nieco chwiejnie podszedł do lustra i ochlapał twarz zimną wodą. Co za demon...




***



- Rozluźnij poślady, Ciastek. - mruknął Jimin, zatrzymując samochód przed wielką, przepiękną posiadłością. Była to naprawdę ekskluzywna dzielnica Seulu, nawet jeszcze lepsza niż jego, a przecież należeli do bogatszych ludzi... Ci tutaj to chyba jednak inny poziom. Wielka, rzeźbiona brama, przez która przejechali robiła wrażenie, zaś im dalej, tym lepiej. Droga z białego kamienia, dookoła latarnie i wielki trawnik z grządkami pięknych kwiatów, krzewów i drzew, na końcu zaś dom, który bardziej przypominał biały pałac, aniżeli miejsce zamieszkania jakieś rodziny. Kolumny, wielkie okiennice, ozdobne schody i gigantyczny balkon... Jak w bajce!
- Piękny dom... - mruknął cicho, na chwile nawet zapominając o stresie. Wyszedł z samochodu, z otwartą buzią przyglądając się tej elegancji. Ich dom był ładny, ale taki europejski styl robił na nim większe wrażenie, niż nowoczesny budynek, który zresztą nijak miał się do antycznego wnętrza. To aż niemożliwe, by Jimin wychował się w takich warunkach, nie pasował tutaj.
- Ujdzie. Wolę moje mieszkanie, preferuję nowoczesny styl. - wzruszył ramionami, ruszając w stronę drzwi. Otworzył je, przepuszczając Kooka przodem, który teraz już całkowicie zestresowany, posłusznie wszedł.
- Nie sraj się, Ciastek. Moja mama tylko wygląda groźnie, ale na pewno Cię pokocha. Ma dobry gust. - poklepał go po ramieniu, po czym udał się przed siebie. W środku było jeszcze piękniej. Biel, złoto, delikatne pastele. Naprawdę jak w jakieś bajce. Zaraz powinna stąd wyjść jakaś księżniczka i zacznie się fantazyjne przedstawienie! Pomimo tego, że się trząsł, to i tak zachwycał się aż do momentu, gdy znalazł się w przestronnym pokoju, zapewne salonie.
- Cześć mamo. - odparł Jimin, podchodząc do niesamowicie szczupłej kobiety. Jej figura była delikatna, jakby zaraz miała się rozpaść. Ciemne włosy upięte miała w koka, zaś na jej jasnej skórze spoczywała błękitna sukienka, bardzo gustowna i elegancka. Twarz miała perfekcyjną, chociaż nieco poważną.
- Witaj Jimin. - odparła, obejmując go delikatnie. Złożyła pocałunek na jego policzku, po czym spojrzała nieco wymownie na Jungkooka, któremu nogi wrosły w ziemię.
- Mamo, to Jeon Jungkook. Ciastek, to moja mama. - wyszczerzył się. Kookie szybko zreflektował, po czym ukłonił się nisko, rumieniąc się z zawstydzenia. Co za stresująca sytuacja!
- Dzień dobry. Miło mi panią poznać. - wypalił niczym petarda, starając się zapanować nad drżącym głosem.
- Mi również. Chodzicie razem do klasy? Wyglądasz na młodszego... - odparła, lustrując go uważnie wzrokiem.
- Nie, my... - zaczął, jednak Park mu przerwał.
- Co? Nie. Chodzimy do jednej szkoły i razem tańczymy. - odparł jak gdyby nigdy nic, siadając na kanapie. - To mój chłopak.
Kookie otworzył buzię, wgapiając się w Jimina zszokowany. ŻE CO? Jak on mógł ot tak powiedzieć to matce?! Przecież.... Kookie nie był gotowy, poza tym ona teraz go znienawidzi i wyrzuci! Albo zacznie się awantura! Jak można robić wyjście z szafy w taki sposób? Czy Jimin naprawdę był upośledzony?!
- Doprawdy? Jesteście ze sobą na poważnie, czy stroisz sobie ze mnie żarty? - matka uniosła pytająco brew, jeszcze intensywniej przyglądając się młodszemu, który nie wiedząc co ze sobą począć, po prostu usiadł obok Jimina, starając się z nerwów nie rozpłakać. Zaraz zacznie się wojna. Awantura...
- Mówię serio. Jesteśmy razem i jest to całkowicie poważna relacja. - Park objął go ramieniem, na co Ciastek aż zadrżał. Zaraz naprawdę się rozpłacze. On ich tylko pogrąża. I...
Poczuł pocałunek na policzku. Zaczął się cały telepać, zaciskając dłonie w pięści. Czuł, jak po policzkach cieknie mu pierwsza łza, jego serce zaś waliło jak oszalałe. Nienawidził stresujących sytuacji.
- Rozumiem. W takim razie mam nadzieję, że będzie Wam ze sobą dobrze. - odparła kobieta, nieco milszym głosem, po czym wstała i podeszła do Kookiego. Jimin wypchnął go ku górze tak, że wylądował w ramionach kobiety. Już całkowicie nie wiedział co się działo... Nie chce ich zabić? Nie wydziedziczy Jimina?! Przecież właśnie powiedział, że jest gejem i ma faceta!
- W takim razie witamy w rodzinie. Jakby ten głuptas coś naskrobał, to daj mi znać. Lubi sprawiać problemy. I spokojnie, nie płacz. Jest dobrze. - odparła, gładząc go po plecach, na co ten tylko bardziej się rozpłakał. Teraz już nawet nie wiedział, czy to ze stresu, czy ze szczęścia, czy z czego...
- Ciastek, nie rób wstydu, bo jeszcze ktoś pomyśli, że się spotykam z jakąś pierdołą. - mruknął Jimin, kopiąc Jungkooka w tyłek. Ten nieco zaskoczony zerknął na niego, pociągając nosem.
- Przepraszam... - wyjąkał, odsuwając się od kobiety. Otarł oczy wierzchem dłoni. Teraz było mu wstyd.
- Jimin! Zachowuj się. Masz być dla niego miły, skoro już ma te nieszczęście, że związał się z upośledzonym ignorantem. - mruknęła kobieta, mrużąc powieki. Cóż. Widać gadane miał po niej. I usta też. - A Ty Jungkook uspokój się. On więcej robi, niż myśli, zresztą sam pewnie to zauważyłeś. Pewnie nawet Ci nic nie powiedział o tym, że wiem o jego orientacji, jak i cała rodzina. Po kim on ma geny... Chyba mi go podmienili w szpitalu... - pogłaskała jeszcze chwilę jego włosy, po czym wróciła na swoje miejsce.
- Mamooo! Jak możesz. Przecież jestem zdolny po Tobie.
- Smutno mi, że niestety tylko pod względem tańca. Umysłowo jesteś na poziomie ameby. Mogłeś chłopaka poinformować o tak śmiałych wyznaniach, przecież się wystraszył biedaczek! - skrzywiła się, na chwilę wracając do Jungkooka, który powoli się uspokajał. Ich sprzeczka była urocza. - Może napijesz się herbaty, Jungkook?
- Um, jeśli to nie problem... - skinął głową, a kobieta wystukała coś na telefonie, po chwili go odkładając. Najmłodszy z obecnych spojrzał na nią nieco niepewnie. - Naprawdę nie ma pani nic przeciwko?
- Dlaczego miałabym mieć? Jestem tancerką. Znaczna część moich przyjaciół z lat młodości była homoseksualna, świat tancerzy jest bardzo różnorodny, szczególnie w balecie. Jesteśmy rodziną kultury, dla nas to coś na porządku dziennym. Poza tym Jimin od zawsze wykazywał zainteresowanie chłopcami. Wprawdzie jeszcze nigdy żadnego mi nie przedstawił, ale nie krył się z tym nigdy. Zapewne jesteś pierwszym, który go zechciał. Z takim charakterkiem nie dziwię się.
- Rozumiem...
Jakoś tak zrobiło mu się milej. Więc był jedynym, który tutaj zagościł. Tylko jego przedstawił mamie jako swojego chłopaka. To... takie kochane.
- Ciaaaastek no. Mógłbyś mnie obronić, jak mnie tu obrażają. - jęknął Jimin, niezadowolony z tej rozmowy. Chyba poczuł się niedowartościowany.
- Jimin. Uspokój się. Teraz ja z nim rozmawiam. Idź na górę do siostry i daj nam chwilę dla siebie.
- Serio? - wykrzywił twarz w grymasie, zwlekając się z kanapy. Musnął czoło Kookiego i wyszedł, co nieco speszyło młodszego. W tej chwili zjawiła się jakaś dziewczyna z tacką, stawiając przed nimi piękne ciastka i herbatę, po czym szybko odeszła.
- Skoro już sobie poszedł. - zaczęła, słodząc herbatę. - Jesteś synem Jeon Jiyong, prawda?
Kookie skinął głową, sięgając po herbatę, która przyjemnie ogrzewała jego ręce. Bał się odrobinę tej rozmowy. Gdyby wiedział, to chociaż ubrałby się odpowiednio.
- Jak mniemam ona nic o tym nie wie, prawda?
- Zna Jimina, bardzo go lubi, ale nie wie, że jesteśmy razem. - nie miał odwagi na nią spojrzeć, czuł jak policzki pieką go ze wstydu. To gorsze niż najtrudniejsze przemówienie, bo tutaj nie znał odpowiednich odpowiedzi.
- Cóż. Nie chcę nic niemiłego mówić, ale raczej nie wygląda na osobę, która by to zaakceptowała. Nie radzę się z tym uzewnętrzniać, przynajmniej nie teraz. I wybacz, że tak o to pytam, ale jednak chcę dla mojego głupiego syna jak najlepiej. Mimo wszystko kiedyś tutaj zamieszka, nie chciałabym oddawać domu ludziom nieodpowiedzialnym, Ty zaś na szczęście wydajesz się być całkiem mądrym chłopakiem. Nie spalisz moich biblioteczek, oczywiście zakładając, że wytrwasz z tym ignorantem.
- Jimin nie jest taki zły, proszę pani. Naprawdę jest dla mnie dobry, chociaż jest szalony i czasami działa pod wpływem emocji. - odparł, czując mimo wszystko obowiązek pochwalenia swojego chłopaka. Był przecież dla niego idealny. Swoją drogą jego mama też chyba była w gorącej wodzie kąpana, skoro już myślała o swoim testamencie i wybiegała tyle lat naprzód. Co w rodzinie, to nie zginie...
- Dba o Ciebie? Długo ze sobą jesteście?
- Owszem, jest bardzo opiekuńczy. - odparł, upijając łyk herbaty. Lepiej by się nadała wódka, ale nie ma co marudzić. - I nie, od niedawna, ale trochę się znamy.
- Rozumiem...


Jimin siedział u siostry, wgapiając się w sufit. Krótko ścięta dziewczyna siedziała obok niego na łóżku, pisząc coś na laptopie, raz po raz zerkając na niego.
- Trochę już tam siedzą... Co żeś za wynalazek do domu sprowadził? - mruknęła, wsuwając go ust kawałek mandarynki, którą zaczęła powoli przeżuwać. Park zmarszczył brwi, podnosząc się do siadu.
- Nie mów tak. On naprawdę jest świetny, od razu go pokochała, widziałem to.
- Skoro tak twierdzisz... Mam nadzieję, że dobrze to przemyślałeś. Oboje wiemy, że jesteś niestabilny uczuciowo i zmieniasz kochanków co jakiś czas, o ile w ogóle dotrwasz z jakimś do trzeciego spotkania.
- Teraz jest inaczej.
- Zobaczymy. W końcu pokazałeś go mamie, to już wyższy poziom. Już od dawna miała nadzieję na to, że w końcu dorośniesz i się ustabilizujesz. Ile można się bawić? Wiem, jesteś młody, ale mimo wszystko za rok z hakiem skończysz szkołę, a nadal żyjesz tylko seksem i imprezami. Nigdy jeszcze nie zrobiłeś niczego, co zasługiwałoby na pochwałę. - wzruszyła ramionami, odkładając komputer na szafkę. Zaczęła obierać kolejny owoc, patrząc na niego nieco poważniej.
Jimin westchnął, wsuwając dłoń w swoje przydługawe włosy. Wiedział, że wszyscy się martwili, łapali za głowy, że będąc w takiej rodzinie zachowywał się nieodpowiedzialnie. Nie to, by mu to przeszkadzało. Taki styl życia był odzwierciedleniem jego osobowości i czuł się z tym zajebiście. Był atrakcyjny, dobry w łóżku, inteligentny i mądry. Idealny no. Nie miał zamiaru się zmieniać, chociaż nieco już i tak jego życie uległo zmianie.
- Nie wiesz tego. Teraz jestem inny, naprawdę. Trochę się wydarzyło ostatnimi czasy, mam nieco inne priorytety. Naprawdę mi na nim zależy, dlatego też tu jestem.
- Zadziwiasz mnie. Co takiego się zmieniło? - podała mu połówkę owocu, sama zaś zabrała się za swoją. Jimin wsunął do ust soczysty kawałek, ze smakiem go gryząc. Nie wiedział, czy powinien z nią o tym rozmawiać, z drugiej strony tylko jej ufał na tyle, by cokolwiek powiedzieć. Była jego siostrą, znali się jak łyse konie. Może i miała o nim złą opinię, ale i tak zawsze wspierała. Wprawdzie niby był Tae, ale czasami musiał poruszać też i inne tematy, a jego był dość męczący i siedział mu w głowie.
- Poznałem kogoś.
- Chłopaka? - uniosła pytająco brew, wycierając dłonie w białą serwetkę.
- Owszem.
- Jimin... Ty mi chyba nie chcesz powiedzieć, że masz dwóch?
- No... Mam. - mruknął i już miał coś dodać, gdy siostra zdzieliła go ręką w głowę z całej siły.
- Ty debilu! Co to ma do cholery znaczyć?!
- Spokojnie. Daj mi skończyć. - mruknął, odsuwając się od niej nieco. - Doszedł do naszej szkoły. Mieszkał prędzej na zadupiu. I jakoś tak przysiadł się do mnie. Był niesamowicie uroczy i śliczny, taki kochany koteczek do miziania. Od razu mnie kupił, sam nie wiem dlaczego. Był zabawny, nie patrzył na mnie tak jak wszyscy w szkole. Dla niego byłem przyjacielem, nie zaś najfajniejszym chłopakiem w liceum, do którego każdy lgnął, bo byłem zajebisty. - zaczął. Widział, że siostra patrzy na niego z niezadowoleniem, mając ochotę wybuchnąć. - No i zaprzyjaźniliśmy się. Praktycznie od pierwszej chwili jakoś tak mu zaufałem, on mi też. Nie potrafiłem się bez niego nigdzie ruszyć, chciałem mieć go cały czas przy sobie. Nie powiem. Początkowo miałem na niego ochotę, miał ładny tyłek i był strasznie pozytywny. Nigdy się z nim nie nudziłem, więc byłby to związek idealny. Jasne, trochę upośledzony umysłowo, nieogarnięty i odcięty od rzeczywistości, ale nie dało się go nie kochać. Z tym że były komplikacje i po prostu po pewnych rozmowach nie mogłem już patrzeć na niego jak na obiekt seksualny.
- Czemu?
- Stwierdziłem, że muszę się nim zająć jak bratem, bo sobie nie poradzi.
I zaczął jej opowiadać całą sytuację. Zajęło mu to całkiem sporo czasu, gdyż po prostu wszystko w sobie dusił. Nie mógł się wygadać z tego Ciastkowi, bo zna Tae i mógłby wszystko źle odebrać, a nie chciał by ktokolwiek myślał nieprzychylnie o jego maleństwie. Wprawdzie Kookie był kochany, ale czasami człowiek pewnych kwestii nie zrozumie, szczególnie laleczka trzymana pod kloszem.
- Jesteś kretynem. Czemu nie załatwiłeś tej sprawy od razu? Nie jesteśmy jakąś tam rodziną. Jesteśmy Park, elita Seulu, a Ty pozwalasz, by twój najlepszy przyjaciel się tak zamęczał?! Czy Ty masz w ogóle mózg? Przecież to idzie załatwić!
- Nie da się. Rozmawiałem z nim i nic nie chce mi powiedzieć, nie pozwala sobie pomóc.
- Bo się do cholery wstydzi! Też by mi było źle w takiej sytuacji, on jest zagubiony! Jak można pozwolić na takie upodlenie człowieka?! Masz pieniądze, masz wtyki. Masz pierdolonego Hoseoka, który przecież może to od ręki załatwić dzięki ojcu! Wiem, że może i to byłoby dla Taehyunga niekomfortowe, gdyby obca mu osoba się o tym dowiedziała, ale przecież to by mu pomogło. Ten tancerz naprawdę wiele może, można mu nawet zapłacić, to nie problem.
Jimin spuścił głowę.
- Masz rację, ale jest jedna mała komplikacja...
- Twój niedorozwój umysłowy? - warknęła, rozszerzając swoje nozdrza. Zawsze tak robiła, gdy była wściekła. Przerażający widok.
- On się kocha w TaeTae. Szaleje na jego punkcie i chyba ze wzajemnością. Ostatnio nawet zaczęli ze sobą być.
- Że co do cholery?! I Hoseok o tym nie wie?!
- Nie. Nie ma o niczym pojęcia, bo by to źle odebrał.
- Ja pierdolę... Jimin zjebie patentowy! - aż zatrzęsły jej się ręce. Miała ochotę go udusić, czuł to. I nie dziwił jej się. Można było rozegrać to inaczej, teraz było za późno.
- No cóż. Teraz jest źle i nie wiem co zrobić. Nie chcę im zniszczyć związku, moje małe by bardzo cierpiało, ale przecież kiedyś to wyjdzie na jaw i będzie jeszcze gorzej. Jestem w kropce. Nie powiem tego Jungowi, ale i nie chcę, by wyszło to w nieodpowiednim momencie.
- Uh... Zjebałeś po całej linii. Teraz jest kiepsko, ale coś da się zrobić. - skinęła głową i znowu sięgnęła po laptopa. - Można kogoś wynająć. Chociaż średnio to bezpieczne... W każdym razie pomyślę nad tym, Ty leć na dół, bo mama Ci zagłaska kochasia, zaraz zejdę i się przywitam. Jak coś to zgadamy się telefonicznie.
Jimin skinął głową i objął go mocno.
- Dzięki noona.
- Spoko. Ktoś musi za Ciebie myśleć. - westchnęła i poklepała go po plecach.
- Wredota. - mruknął i wyszedł z pokoju. W tym domu mimo wszystko nieco się zmieniał. Może dlatego, że i on, i siostra mieli charakter matki i tutaj nie miał jak się afiszować swoją zajebistością. Trzy genialne osoby to już tłok, a z jego nasiloną to już w ogóle szło się udusić.
Wszedł do pokoju, gdzie matka właśnie pokazywała Ciastkowi... album z jego dzieciństwa. No nie!
- Mamo! - podbiegł i już miał wyrwać kompromitujące go materiały, jednak kobieta była szybsza.
- Uspokój się. - mruknęła i wróciła do przeglądania kolejnych fotek, na których mały Jimin biegał po podwórku w samych majtkach, czy bawił się samochodzikami upaćkany czekoladą. Co za wstyd! A Ciastek się cieszył jak głupi!
- Byłeś takim słodkich bobaskiem, Jimin. - wyszczerzył się młodszy, wskazując na jego zdjęcie w pampersie. Park aż wstrzymał powietrze. Miał ochotę zapaść się pod ziemię. Jego idealny wizerunek zajebistej osoby uległ zniszczeniu. Oczywiście i tak był cudownym dzieckiem, ale no. Niekoniecznie chciał, by go na waleta oglądano w wanience. Takie coś dopiero w łóżku, teraz wygląda lepiej!
- Jesteście straszni. - mruknął, siadając obok zrezygnowany. Jego matka uśmiechnęła się złośliwie i wyciągnęła jedno zdjęcie, gdzie nie miał przednich zębów. Paskudztwo.
- Masz, Jungkook. Zostaw sobie na pamiątkę. Jak będzie Ci smutno, to spojrzysz na te zdjęcie i od razu poprawi Ci się humor gdy stwierdzisz, że twój chłopak był takim... hm. Słodkim dzieciątkiem.
- Och, naprawdę? Dziękuję! - wyszczerzył się, od razu wyciągając portfel. Wsunął zdjęcie w wolne miejsce. W sumie to urocze... Fotka w portfelu to wyższy level, to już prawie jak małżeństwo.
- Co ja z Wami mam... - westchnął, opierając się o ramię Kookiego, jak gdyby nigdy nic. Nie miał oporów przed rodziną, mógłby się nawet z nim za chwilę całować, chociaż pewnie jego chłopaczek byłby zawstydzony.
- Nie marudź. W każdym razie co do tamtej rozmowy... Niech będzie, przez telefon się jeszcze dogadamy, bo teraz nie mam ochoty, skoro już Twój chłopak nas odwiedził. - odparła, wstając z kanapy. Uśmiechnęła się i znowu wystukała coś na swoim telefonie. - Zostaniecie na obiedzie? Pewnie nie mieliście kiedy coś zjeść, a znając Jimina zabierze Cię na jakieś frytki i tyle będzie z pożywności.
- Mamoooo... - skrzywił się niezadowolony. Psuje mu opinię. Trzeba się zmywać... - My nie...
- Nie chcę sprawiać problemów. I tak zabrałem pani zbyt wiele czasu.
- I tak trzeba zjeść obiad, i tak. Co to za kłopot, byś do nas dołączył? Nakrywają już do stołu, poza tym jesteś jego partnerem, czuj się tu swobodnie.
W tym momencie do pokoju weszła jego siostra i z uśmiechem podeszła do Kookiego, który nieco zestresowany wstał i skinął głową.
- Dzień dobry. Jeon Jungkook.
- Park Hyogun. - zadowolona złapała Ciastka za policzki i zaczęła je tarmosić. - O jejciu. Jaki słodziutki! Jaki kochaniutki! - pisnęła, po czym uścisnęła go z całej siły.
- Opanuj swoje pedo-zapędy, noona. - mruknął Jimin, łapiąc Ciastka za rękę i przyciągnął go do siebie mocno, od razu obejmując. Zarumieniony Jungkook spojrzał na niego zaskoczony, uśmiechając się nieco głupkowato.
- Jak z dziećmi... - pokiwała głową matka, ruszając w stronę wyjścia.


Obiad minął bardzo sympatycznie. Wypytywano Kookiego o wszystko, obgadywano Jimina, potem zaś temat prawie zszedł na sztukę, jednak starszy od razu zmienił temat. Przecież od  razu wyjdzie na jaw, że od dziecka uciekał przed teatrem, a przy swoim chłopaku zgrywał człowieka kultury.
Wieczorem odjechali, zaś Jimin był już pewien, że jego kochanie jest tak zachwycające, że teraz może być tylko lepiej. Skoro wszyscy go polubili, to jeden problem z głowy.
Zawiózł go pod dom i nieco niechętnie spojrzał, jak ten odpina pasy.
- Szkoda, że tyle tam siedzieliśmy, chciałbym spędzić z Tobą trochę czasu. - westchnął, robiąc smutną minę, jakby go mocno tym wszystkim zraniono.
- Przecież byliśmy razem. - odparł zaskoczony chłopak, patrząc na niego niezrozumiale.
- No, nieważne... Mam nadzieję, że jeszcze będę mógł Cię w tym tygodniu wypieścić. - uśmiechnął się delikatnie i pogładził go po udzie. Chętnie by go pocałował, ale niestety ktoś mógłby ich zobaczyć, a nie chciał krzywdzić tym Jungkooka, który na wyjście z szafy gotowy nie jest. I może nigdy nie będzie...
- To... Może wejdziesz na chwilkę? Muszę oddać Ci przecież płyty, chyba je zostawiłeś... - oparł młodszy, przegryzając kusząco wargę. Jimin niemal natychmiast wyskoczył z samochodu i pognał do drzwi. Ciastek po chwili je otworzył i wszedł do środka, gdzie stała już przezorna matka.
- Dobry wieczór pani. - Jimin skłonił się i ucałował jej dłoń. - Przepraszam, że tak późno, ale moja mama była tak zachwycona Jungkookiem, że nie chciała go wypuścić z domu, musieliśmy zjeść obiad i z nią rozmawiać.
- Witaj, Jimin. Nic się nie stało, skoro był z Tobą. - od razu na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Co za prosta w obsłudze kobieta. - Nie sprawiał problemów?
- Oczywiście, że nie. Wręcz nalegała, by częściej ją odwiedzał, zrobił na niej wielkie wrażenie. Moja siostra też go wręcz pokochała.
- Siostra? Masz rodzeństwo?
- Owszem. Jedną starszą, drugą młodszą siostrę. - skinął głową.
- Och... Nawet nie wiedziałam. W każdym razie cieszę się, że spotkanie się udało. - uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Coś knuła, ale co?
- Mamo... Muszę oddać Jiminowi płyty, chwilkę u mnie zostanie.
- Nie ma problemu. Ja już będę się zbierać do opery, odprowadź go do drzwi, dobrze?
- Rozumiem.
- To miłej zabawy. - odparła, poprawiając torebkę na ramieniu, po czym wyszła. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Jimin złapał Jungkooka za pośladki i uniósł nad ziemię. Kookie objął go za szyję i już po chwili starszy wspinał się z nim po schodach, całując go drapieżnie i namiętnie. Kopniakiem otworzył drzwi i nogą też je zatrzasnął, od razu rzucając się z nim na łóżko. Jego język penetrował usta chłopaka, podczas gdy dłonie wsunęły się pod rąbek koszulki, która chwilę potem wylądowała na podłodze. Nie mógł się powstrzymać, chciał zobaczyć te piękne ciało nagie, a Ciastek nie protestował. Sam zabrał się za bluzkę Jimina, której żywot zakończył się w podobny sposób, co jego ubrania. To tylko bardziej go nakręciło.
- Ciastek... Uwielbiam Cię. - mruknął, odrywając się od jego ust, by po chwili przyssać je do szyi chłopaka, którą zaczął pieścić dokładnie i w szalonym tempie. Młodszy pojękiwał, zaciskając dłonie na jego ramionach. Jego uda zacisnęły się na biodrach Jimina, można by nawet rzec, że je oplotły.
- Jimin... Och... - szepnął, wbijając swoje paznokcie w skórę. To chyba jakiś jego nawyk, mały sadysta.
- Chcę Cię Ciastek. - dodał, schodząc z pocałunkami niżej. Nikogo nie było w domu, on był napalony, młody kusił. Chciał to wykorzystać. Przegryzł jego sutek, podczas gdy kroczem potarł o przyrodzenie chłopaka, tylko bardziej nakręcając sytuację, która i tak była wyjątkowo gorąca. Te jęki, rozchylone wargi. Wijące się ciało... Czuł, jak wszystko się w nim zbiera. Językiem zaczął wodzić po jego torsie, zatrzymując się pod pępkiem. Kąsał i całował na zmianę jasną skórę, wysuwając się z objęć jego nóg. Nachylił się nad jego rozporkiem i rozpiął go zębami, po czym złapał za szlufki  pociągnął je w dół, sprawnie i błyskawicznie. O cholera. W samych bokserkach wyglądał jeszcze lepiej, w dodatku te rumieńce i zawstydzenie wymieszane z podnieceniem dopełniało ten cudny obrazek. Seksowny malec.
- Hyung... - Ciastek nieczęsto tak na niego mówił, więc było to podniecające. Cholera. To jego limit. Wtulił nos w jego krocze, opiewając je ciepłym oddechem, na co chłopak aż pisnął. Coraz lepiej. Wysunął język i polizał wypukłość kusząco, patrząc młodszemu w oczy. Czuł, jak ten drży, był pewnie nakręcony tak samo. Nic dziwnego, język Jimina robił cuda.
- Jimin! - jęknął, gdy jego bokserki przestały już ukrywać jego najintymniejsze rejony. Był czerwony i wystraszony, jednak Jimin nie miał zamiaru przestać. Bez oporów polizał jego główkę, następnie zaś wsunął go do ust. Całego, co się będzie krępował! Już on mu pokaże raj.
To było szaleństwo. Ciastek zdzierał sobie gardło, jęcząc jego imię, zaciskając dłonie na jego włosach, podczas gdy on brał go głęboko w gardło, pieszcząc językiem najlepiej jak potrafił. Widział, że odpływa, że traci kontakt z rzeczywistością. Wprawdzie Park nigdy nie pchał się do robienia komuś loda, jednak chciał go rozluźnić, a to było najlepszym sposobem. Zresztą to jego chłopak, mu może z racji relacji. Niech się cieszy i czuje zaszczycony.
Ujął w dłonie jego jajeczka, masując je dokładnie, ale z czułością. Ciastek był niesamowicie wrażliwy. I seksowny. I zajebisty. O kurwa. Jak on ponętnie wygląda w takim stanie uniesienia. Czerwony, niekontaktujący, krzyczący jego imię. Mógłby dojść na sam jego widok.
A jeśli już o dojście chodzi... Kookie nie był długodystansowcem. Chwilę później Jimin poczuł słoną wydzielinę w ustach, którą sprawnie połknął. Nawet nie zdążył się rozkręcić, przecież ledwo się nim pobawił, jednak cóż. Był zbyt dobry w te klocki, co miał biedak zrobić, skoro jego usta były najlepsze?
Nachylił się nad nim i ucałował jego wargi. Chłopak dyszał zmęczony, w jego kącikach lśniły małe łzy. Bez sił odwzajemnił pocałunek, nie mogąc się uspokoić, co Jiminowi się podobało. Ciastek był w raju, to było widać.
- J-jimin...
- Tak, kociaku? - wymruczał, liżąc jego słodką szyję. Nie chciał dać mu odpocząć.
- Ja... to było...
- Podobało Ci się?
- Um... Tak... - wyjąkał, nieco niepewnie się w niego wtulając. Park wyszczerzył się i ucałował jego wargi.
- Masz siłę na jeszcze? - zamruczał, liżąc dolną, do której się na chwilę przyssał.
- Jeszcze? - Kookie otworzył szerzej oczy i zadrżał. Jimin uniósł nieco pytająco brew.
- Owszem. Nie tylko takie rzeczy można robić.
Powiedział to, jednak widział co się święci. Chłopak się bał. Najzwyczajniej w świecie. Chyba nie był gotowy na prawdziwy seks, co trochę go zasmuciło. Tym bardziej, że jego pyton rwał się do przodu. Ma sobie zwalić jak ostatni zjeb?
- Spokojnie. Nie musimy się kochać...
- Jimin... Ja... Nie robiłem tego, nie wiem co i jak... - szepnął, wbijając wzrok w ścianę. Jimin uśmiechnął się delikatnie i ucałował jego wargi czule.
- Koteczku... Nie będę Cię zmuszał, ale naprawdę nie masz się czego bać. Będę delikatny i będzie Ci dobrze. To przyjemne, zaręczam Ci. - pogładził go po policzku. Młodszy spojrzał na niego niepewnie, zerkając na jego krocze.
- Będzie boleć?
- Nie chcę kłamać... Pewnie na początku tak, ale to normalne. Po chwili będzie Ci przyjemnie. Nawet lepiej, niż przed chwilą. Przysięgam na swoją zajebistość.
Kookie zrumienił się, niepewnie zsuwając dłoń na jego krocze, delikatnie je gładząc.
- Skoro przysięgasz... - uśmiechnął się słodko, na co Jimin niemal wybuchł. Zsunął swoje spodnie wraz z bielizną, prezentując swojego wielkiego ChimChima, który jakby nie patrzeć robił wrażenie. Przynajmniej Kookie wpatrywał się w niego, oddychając płytko. Nie no Jimin, nie żartuj. Każdemu staje na jego widok!
- Nie bój się. - szepnął, wpijając się w jego usta. Niemal go rozsadzało, jednak trzeba było zrobić to powoli. Odkręcił tubkę, którą zawsze miał przy sobie i wylał sporo na palce. Jedną ręką złapał Ciastka, delikatnie go unosząc. Potarł delikatnie jego dziurkę i całując jego wargi wsunął palec do środka. Odrobinkę, by się przyzwyczaił, jednak i tak reakcja była wiadoma. Pisk, zaciśnięcie się i spięte mięśnie. Typowe zachowanie prawiczka.
- Rozluźnij się, kochany, bo będzie bolało. Oddychaj spokojnie, nie zaciskaj się. - zamruczał, całując czule jego szyję. To na pewno działało rozluźniająco, a przynajmniej było na tyle kuszące, by skupił się na tym nieco bardziej.
Delikatnie poruszał palcem, zachwycając się jękami. Po dłuższej chwili był tam już cały. Czuł tę ciasnotę. Na samą myśl, jak bardzo będzie uciskał jego członka, zrobiło mu się słabo. Jak to przeżyje, to będzie najszczęśliwszy na świecie.
Wsunął go nieco głębiej, badając wnętrze. Było mu nieco przykro, że chłopak cierpi, jednak tak być musiało, dlatego zaczął szukać jego czułego punktu.
- Ach! - pisnął młodszy, wyginając się w łuk. Eureka! To teraz się zacznie.
Wpił się w jego usta, naciskając prostatę swoim długim palcem. Powoli zaczął też rozpychając dziurkę drugim. Nadal delikatnie i z wyczuciem, chociaż podniecenie w nim narastało. Nigdy tak się z nikim nie bawił, już dawno by go brał, gdyby nie fakt, że mu zależało. Chciał, by młody czuł się bezpiecznie, w końcu nie był jednorazową zabawką, a kimś na stałe. Będzie już jego jedynym, musi więc o niego dbać.
- Jimin... - wyjąkał w jego usta, starając się odwzajemnić pocałunek równie namiętnie, jednak niezbyt mu to wychodziło. Oddychał przez usta, pojękując z rozkoszy mieszanej z cierpieniem, ledwo ruszając językiem. Był rozpalony, jakby miał gorączkę. Kropelki potu spływały z jego czoła, dodając mu seksapilu, którego i tak miał aż nazbyt. Cóż za stworzenie...
Kolejny palec przebrnął przez ciasne wejście. Jimin ledwo się trzymał, toteż po prostu przyspieszył, chociaż z bólem serca.
Mówił do Ciastka, uspokajał go, całował i pieścił językiem, atakując w międzyczasie prostatę i rozciągając dziurkę. Gdy zrobił co tylko mógł palcami, z wielką ostrożnością uniósł go wyżej, podkładając pod kość ogonową poduszkę.
- Teraz zaboli kochanie, ale postaraj się nie zaciskać, bo będzie gorzej, dobrze?
Pocałował jego powieki, unosząc jego nogi. Przysunął swój nawilżony członek do wejścia, wtulając twarz w jego szyję. Młodszy objął go mocno, zaś gdy zaczął się wsuwać, po prostu chłopak niemal się wydarł, wbijając pazurki w zasadzie do krwi.
- ACH!
- Spokojnie kochanie, to tylko na początku... - szepnął Jimin, dysząc cicho. Jak zajebiście przyjemnie. O kurwa. Wszedł tylko kawałeczek, ale było to genialne doznanie. Ciastek był kurwa jakoś nienormalnie ciasny. Przerżnął wiele dup, ale ta była naprawdę wyjątkowa.
Jimin, żeś trafił. Masz zajebisty gust!
Przegryzł szyję Jungkooka, gładząc dłonią jego udo, po czym przesunął ją na jądra chłopaka. Zaczął je masować, by go rozluźnić i dać jak najwięcej rozkoszy, w tym czasie powoli wszedł do końca. Nie przepadał za zabawami. Wolał już siedzieć w swojej norce i czekać, aż się przyzwyczai. Wsuwanie się co chwilę po kawałku było wkurwiające.
- Ach.... Jimin! - jęczał młodszy, a z jego powiek pociekło kilka łez.
- Bardzo boli? - szepnął cicho, dysząc nad jego twarzą.
- Tak! - pisnął, oddychając ciężko.
- Oddychaj i nie spinaj się, będzie dobrze. - złapał w dłoń jego penisa i zaczął go masować, samemu ledwo funkcjonując. Czuł ten ucisk niesamowicie mocno. Nawet sobie nie wyobrażał, jak bardzo musi to doskwierać jego kochanemu, jednak przecież będzie mu dobrze, musi. - Mój kochany...
Wpił się w jego wargi i odrobinę się wysunął, po czym uderzył dość mocno, chyba trącając w prostatę, bo chłopak pisnął w nieco inny sposób.
- Tutaj? - zamruczał, przegryzając jego dolną wargę.
- Um.. - kiwnął tylko niemrawo głową.

Bolało. Tak niesamowicie go to bolało. Członek Jimina go niemal rozsadzał. Czuł się tak, jakby miało mu rozerwać odbyt. Owszem.  Pocałunki były przyjemne, zaś jego ręka doprowadzała go do szaleństwa, jednak tyłek był w opłakanym stanie. Nie spodziewał się, że to aż take cierpienie. Do chwili, gdy poczuł jak go uderza.
Na bogów! To było przedziwne uczucie! Pomimo bólu poczuł coś przyjemnego. Wspaniałego.
Objął go mocniej, jęcząc głośno. Nie miał siły nad tym panować, wydawał z siebie same krępujące dźwięki, jednak cóż miał począć? Musiał.
Po chwili Jimin jakby się z niego wysunął i mocno uderzył po raz kolejny. Znowu w te same miejsce.
- Jimin! - jęknął, czując, jak spina mięśnie brzucha. Było dobrze. Strasznie, ale dobrze.
I się zaczęło. Z sekundy na sekundę ruchy Jimina stawały się coraz szybsze. Uderzał zdecydowanie, mocno i... zniewalająco.
Łzy powoli skapywały z jego oczu, jednak czuł więcej przyjemności, aniżeli cierpienia. Dodatkowo te wspaniałe usta całowały go tak zniewalająco, a dłoń szybko pieściła jego członka. Ogrom doznań był nie do opisania. Ciężkie, płytkie oddechy, opadające klatki piersiowe. Sapanie i jęki, a między nimi dźwięk uderzania i jego krzyki.
Cało Jimina przylegało o jego, spocone i seksowne. Jego imponujące mięśnie tak pięknie wyglądały nad nim. Było mu niezwykle dobrze.
- Hyung... - wysapał, unosząc nieco biodra. I kolejne pchnięcie, tym razem naprawdę mocne i dobrze wymierzone. Odlatywał. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Jimin brał go mocniej i mocniej. Dziko, namiętnie i nieco brutalnie. Jego ruchy przesiąknięte były pewnością siebie, zdecydowaniem.
Poczuł jego język w swoich ustach. Trącił go, po chwili zaś przerodziło się to w namiętny pocałunek, który przerywany był tylko jego jękami, które wydobywały się z każdym kolejnym ruchem. Nawet nie wiedział, co robił. Leżał, obejmując go mocno, rozkoszując się miłością, którą teraz się dzielili,
Czuł, że wszystko się w nim zbiera, że nie brakuje mu dużo, by osiągnąć spełnienie. Kręciło mu się w głowie, uda zacisnął na chłopaku, ledwo łapiąc w płuca powietrze.
- Jimin, tak, Jimin! Ach!
- Kookie... - wysapał starszy, którego ruchy też stały się bardziej chaotyczne, a przy tym dawały jeszcze więcej przyjemności. Świat przestał istnieć, zaś gdy poczuł naprawdę zdecydowane uderzenie po prostu wygiął się w łuk, dochodząc z krzykiem. Uczucie, które temu towarzyszyło, było nie do opisania. To był całkiem nowy poziom doznań, jedyne w swoim rodzaju. Czuł się jak w niebie, chociaż zapewne i tak byłoby mu gorzej, niż teraz pod Jiminem, który jeszcze chwilę w nim się poruszał, by opaść na jego ciało po chwili, wylewając się w jego wnętrzu obficie.
Starszy objął go mocno, dysząc ciężko.
- Uwielbiam Cię Ciastek.
- Jimin... - zdołał tylko wyszeptać, wtulając się w niego mocno. Poczuł, jak się z niego wysuwa, po czym sięga po kołdrę i ich zakrywa.
- Było dobrze?
- Nigdy nie czułem się lepiej... - uśmiechnął się delikatnie, przymykając powieki. Dłoń Parka zaczęła gładzić go po ramieniu, na co cicho zamruczał.
- Nie wypuszczę Cię już nigdy z moich rąk.
- Nie możesz, hyung.






Bardzo proszę o komentarze ;)