czwartek, 9 lipca 2015

34. I need U boy

Ogłoszenia parafialne : Jak widać zmieniłam układ podstron. Od dzisiaj mamy działy: one-shoty, opowiadania wielorozdziałowe i standardową kolejkę, gdzie będą podawane też informacje o stanie dłuższych serii. Innymi słowy będziecie wiedzieć dokładnie ile mam już napisane i czego możecie się w najbliższym czasie spodziewać. 
Co do ostatniego shota - mam pomysł na drugą część, więc "Bad boys" będzie mini-serią (przewiduję 3 rozdziały, ale zobaczymy, nic nie obiecuję). Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Przypominam o ankiecie!



- Rozumiem. - skinął głową Hoseok. - No to do potem.
Rozłączył się, odkładając telefon obok laptopa. Oparł brodę o rękę, krzywiąc się nieco. Niby rozmowa z Jiminem powinna go uspokoić, dlaczego więc w środku było mu tak dziwnie? Niepewnie, nieprzyjemnie, jakby coś było nie tak. Czyżby był przewrażliwiony? Park zawsze więcej robił niż myślał, więc naprawdę mógł zapomnieć o tym, że Tae będzie go uczył na sprawdzian. Nie chciał nie ufać swojemu chłopakowi, jednak coś mu tutaj nie pasowało. Jimin proponował mu imprezę wieczorem. Czemu nie wziął też Taehyunga? Jest z nim bliżej, po lekcji mogli wybrać się razem, on zaś najwyżej by dołączył. Jak to możliwe, że Maluch nic nie wspomniał o tym, Jimin zaś dopiero po tak długim czasie sobie o tym przypomniał? Coś tu śmierdziało, nie chciał jednak wyjść na nieufnego i się wypytywać.
Otworzył folder i włączył jeden jedyny utwór, który się tam znajdował. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze dźwięki, on zaś odchylił się nieco do tyłu na fotelu, wpatrując się w sufit. Bit był dobrym pasował do wersów Nama idealnie.

O czym marzysz?

Hm. Większość dzieciaków nie marzyła o niczym.

Chcę wielki dom, wielki samochód i wielkie pierścienie
Ale aktualnie nie mam żadnych wielkich marzeń
Żyję dość wygodnie
Nawet jeśli nie marzę, to nikt nic nie mówi.

Jakie to prawdziwe. I jak bardzo pasowało do większości ludzi z ich szkoły, czy bliskiego, elitarnego otoczenia. Pieniądze, wygody, nic ponad to.
Taki Jimin... Całe życie tylko ganiał za przyjemnościami. Idealny przykład, chociaż teraz tak mocno się zmienił. Nie poznawał go czasami. Ta obrona Kooka... Prędzej nigdy by nie narażał siebie dla dobra kogoś innego. Zasługa Tae, czy może dorósł?
Nieee. Jimin i dojrzałość to zbyt dalekie od siebie pojęcia.

Przymknął powieki, nucąc pod nosem tekst. Utwór był dobry. Drobne poprawki i naprawdę mają szansę na wygraną. Teraz został im do wymyślenia taniec i nauka tekstu z odpowiednimi tonacjami. W gruncie rzeczy nie było to takie łatwe, jak bowiem połączyć świetny układ i ułomność ruchów Monstera? Mieli trzech dobrych ludzi, niezłego Tae i dwójkę niepewną i dance machine Mona. Nie mogło być to bardzo wymagające i trudne, bo reszta sobie nie poradzi, solówki są niezbędne, by utrzymać poziom. Na przód występować będą tylko na ten moment, gdy były ich partie, przy reszcie na środku będzie ich czterech.
Tyle miał.
Czyli nic.
Trzeba będzie w poniedziałek ostro się za to zabrać.



***



- Jak szkoła, Jungkook? - postawny, elegancki mężczyzna spojrzał na chłopaka, wycierając delikatnie usta serwetkę, którą odstawił po chwili na talerz. Wyprostował się, sięgając po kielich z czerwonym winem, jego twarz cały czas pozostawała niewzruszona, jakby w ogóle nie potrafił wyrażać jakichkolwiek emocji.
- Bardzo dobrze. Moja średnia od dawna się nie zmienia, nauczycielka też wybrała mnie do olimpiady matematycznej, gdyż uznała, że z mojego rocznika nadaję się najlepiej. - odparł, również się prostując. Nie ważył się nawet ruszyć swojego napoju, gdy ojciec z nim rozmawiał. Stresowało go to, nie chciał zaś się upaćkać, pewnie by się niesamowicie zdenerwował. Bycie ofiarą losu w tym domu było nietolerowane.
- Rozumiem. - skinął głową, po czym zwrócił się do matki. - Jak mniemam nie sprawiał problemów.
- Oczywiście, że nie, był nad wyraz grzeczny. Co zaś do tego... W tym konkursie udział bierze jeden z najmądrzejszych nastolatków w Korei z którym Jungkook się zaprzyjaźnił, to wielkie wyróżnienie. Ma szansę zabłysnąć w całym kraju. Poza tym ostatnimi czasy naprawdę zaczął się udzielać i zawarł bardzo dobre znajomości z niesamowitymi ludźmi, co daje mu wiele możliwości rozwoju. - odparła, jakby to ona, nie zaś jej syn to wszystko osiągnęli. Kook jednak był jej za to wdzięczny, bowiem ojcu ciężko było zaimponować, zaraz pewnie by się przyczepił. Zawsze to robił.
- Słyszałem. Jakieś tańce? Bezużyteczne zajęcie, skupiłby się na nauce.
Zaczyna się. Jak zwykle. Standardowo. Cokolwiek by nie zrobił i tak będzie źle.
- To tylko dodatkowe zajęcie, nie wpłynie to na poziom jego wiedzy.
- Mam nadzieję. Oby też nie narobił mi wstydu przegraną, skoro się podjął, to ma być dobry. - mruknął, odstawiając puste już naczynie na stół, po czym wrócił swoim nieprzyjemnym spojrzeniem do syna, który nieco zestresowany bawił się rąbkiem swojej koszulki. Czasami miał wrażenie, że ten człowiek był jakimś demonem. Wzbudzał we wszystkich lęk, każdy się z nim liczył, czy to w pracy, czy w życiu. Ciekawe jak by wyglądała jego konfrontacja z Jiminem... Szaleństwo.
- Oczywiście, nie zawiodę cię, ojcze.
- Nie zawiedziesz, co najwyżej zdenerwujesz, a jak mniemam wolałbyś tego uniknąć. Swoją drogą... - założył ręce na piersi, lustrując go uważnie wzrokiem. - Czas najwyższy, byś zaczął się z kimś spotykać. To nienormalne, że w tym wieku nie wychodzisz z żadną dziewczyną, jeszcze ktoś nabierze dziwnych podejrzeń. Mam zamiar cię zapoznać z kilkoma.
Kook niemal zakrztusił się własną śliną, wytrzeszczając oczy na ojca. Czego jak czego, ale nie spodziewał się tego typu rozmów. Zawsze ten temat był omijany, bo miał naukę, chyba jednak tym razem nie ucieknie ot tak od tego. Myśl Kook!
- Um... Ja...
- Nie jąkaj się. - warknął, unosząc brew niebezpiecznie ku górze. Wen wyraz twarzy sprawiał, że Jungkook miał ochotę uciec jak najdalej od niego i nigdy więcej nie widzieć go na oczy.
- Ktoś mi się już spodobał. - wypalił, zanim pomyślał. Spuścił głowę czując, że jego policzki robią się czerwone.
- Dobrze. Niech nas odwiedzi w najbliższym czasie. Nie mam teraz żadnych wyjazdów, poznam ją. - rzekł jak gdyby nigdy nic mężczyzna, odsuwając krzesło od stołu, wstając następnie.
- Ja z ni..ą jeszcze nie jestem, to nic poważnego. - szybko dodał. Nie nie nie. Przecież on nawet nie ma koleżanek! A co dopiero dziewczynę! Jimina w sukienkę nie ubierze, jest zbyt wielki i jeszcze wezmą go za bezguście!
- Nie szkodzi. Koleżanka ma prawo odwiedzić kolegę, nie będziemy od razu rozmawiać o ślubie. To wstępna weryfikacja. Nie możesz spotykać się z byle kim. - wzruszył ramionami sztywno, wychodząc z jadalni. Jungkook opadł nieco bardziej na krzesło, mając ochotę zapaść się pod ziemię. Usłyszał dźwięk odsuwanego mebla i zerknął na matkę, która z uśmiechem podeszła do niego i pogłaskała go po głowie. Nie było to typowe, nigdy nie okazywała mu czułości, więc poczuł się troszkę dziwnie, ale i przyjemnie. To był muły gest, taki... kochany.
- Będzie dobrze, Jungkook. Jak chcesz, to zaproś kilka osób, żeby nie czuła się dziwnie. - uśmiechnęła się i zabrała rękę. Chłopak zmarszczył czoło, po czym uśmiechnął się słabo.
- Dobrze, mamo. To dobry pomysł. - skinął głową i wstał, ruszając w stronę drzwi.
Jimin. Musi zadzwonić do Jimina. Tylko on może mu pomóc.



***


Irytowała go ta sytuacja. Hoseok był coraz bardziej podejrzliwy, chociaż starał się tego nie okazywać. Jimin znał się na ludziach i wiedział, że jego wymówki i genialne kłamstwa nie przekonywały starszego, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim i on, i Taehyung by tego chcieli. Teraz będą musieli być ostrożniejsi i lepiej dopierać słowa, by nie czepiał się, jednak jak ukryć co-weekendowe wypady i nieobecności? Tydzień, dwa da radę, ale ciągną to już masę czasu i powoli wszystko przestawało mieć sens. Hope może i nie należał do wybitnie kumatych jak on, ale jakiś tam móżdżek miał, czasami nawet go używał. Teraz przykładowo, czyli w najmniej odpowiednim momencie. Ach. Człowiek zawsze ma nadzieję, że się głupek ogarnie, a on i tak robi to nie tak, jak trzeba. Weź tu takiego odpowiednio ustaw. Nie da się, to ciężki przypadek. Już matka Kooka była bardziej rozumna, bo robiła wszystko tak, jak on sobie to zaplanował. Świat powinien wiedzieć, że on jest najlepszy. Życie byłoby lepsze, gdyby podążali za nim, nie?
"Wow! Fantastic baby! Dance!"
O, telefon. Złapał za swoją komórkę i odebrał.
- Jimin! Jesteś mi potrzebny! - głos Kooka rozległ się dźwięcznie. Chyba był nieco zdesperowany.
- Wpadaj, zrobię ci dobrze. - uśmiechnął się, siadając na łóżko, dumny ze swojego genialnego pomysłu. Jego kochanie jednak chyba nie było zbyt chętne.
- To poważne, serio. Mam problem z rodzicami. - jęknął, na co Park zmarszczył nieco brwi.
- Co jest?
Znowu dramy? Przecież matkę urobił, była jego tak bardzo, że pewnie sama by za niego wyszła gdyby nie fakt, że mam męża, a on jednak woli walić w dupę jej syneczka.
- Ojciec wrócił z Japonii. Chce mnie zeswatać z jakimiś dziewczynami, więc skłamałem, że już jakąś mam na oku. Co mam robić?!
Jimin nie mógł się powstrzymać. Zaśmiał się do słuchawki, opadając na łóżko plecami. Czego jak czego, ale nie tego się spodziewał. Kookiś kłamczuszek! Urocze!
- Przyprowadź swoją dziewczynę!
- Ubierzesz sukienkę? - warknął młodszy. Oj. Robi się groźnie. Zbuntowany Ciastek! ChimChim to lubi!
- Nie, ale spoko. Twoja dziewczyna wpadnie jutro na niedzielny obiad, daję słowo. Piętnasta. Ubierz się ładnie, okej? I jakby co, to ma na imię Chori. W nagrodę masz wpaść do mnie w poniedziałek, zgoda? - uśmiechnął się do słuchawki.
- Um, jak mnie wkręcasz, to cię zabiję... - usłyszał niepewny głos swojego kochania. Aż zamruczał cicho, rozczulony tym dziecinnym maluszkiem.
- Czy kiedykolwiek cię zawiodłem? Zawsze wszystko załatwiam, nie wątp w to.



***



Głupi Jimin. Odwołał wypad na imprezę, co więc ma z sobą począć?
Hoseok zmarszczył czoło, wpatrując się z niezadowoleniem w ekran komputera. Wszyscy byli zajęci. Park coś kombinuje, z Yoongim się nie odzywa od dawna, Nam pojechał na weekend z Jess na wycieczkę, reszta zespołu ma dzisiaj jakieś warsztaty, które on sobie odpuścił, bo to poniżej jego poziomu. I Tae... On w ogóle był nie do ogarnięcia. Pisał mu słodkie wiadomości, ale z niewiadomego powodu nie chciał się z nim spotkać. Zaproponował mu nocleg, ale wymigał się nauką i zmęczeniem. Znowu. Powoli przestawało być to zabawne. Nie, żeby kiedykolwiek było, jednak teraz naprawdę miał wątpliwości, co do szczerości swojego chłopaka, a w związku to podstawa.
Spojrzał na zegarek. Była 22. Cóż. Czas się przespać, czeka go pobudka.


Zamknął samochód, rozglądając się dookoła. Ten sam parking pod galerią co zawsze. Godzina czwarta rano. Może i zachowuje się jak idiota, ale musi to sprawdzić.
Zapiął kurtkę i ruszył w stronę uliczki, z której zawsze wychodził chłopak. Latarnie ładnie oświetlały drogę, on zaś z niewiadomego powodu bardzo się stresował. Nie znał specjalnie tych okolic, nigdy nie interesowały go jakieś zaułki, gdzie nie było głośno i wesoło, teraz jednak chyba będzie miał okazję je poznać. Może i sekret jego chłopaka wyjdzie na jaw?
Prawdę powiedziawszy chyba chciał, by nic tutaj nie było. Powinny stać tam bloki, w których imprezował i bawił się z kolegami. Nawet, jeśli nie widział go nigdy z żadnym. Był tylko Jimin i sporadycznie jego klasa. Owszem, kochali go wszyscy, ale chyba nie na tyle, by zapraszać na domówki... Zresztą chodziłby na imprezy olewając jego osobę? To niedorzeczne.
Skręcił w róg. Droga była póki co prosta. Szedł nią, chowając dłonie do kieszeni. Jak to zazwyczaj bywało, nie była to długa ścieżka. Po chwili dotarł do zakrętu. Udał się tam, mrużąc powieki. Tutaj kończyło się zadupie, wyszedł na główną drogę.

Nie tego się kurwa spodziewał.








Zapraszam do komentowania ;)


wtorek, 7 lipca 2015

1. Bad boys

Na życzenie: Lulu
Gatunekyaoi, smut
Ostrzeżenia: +18, wulgarne słownictwo
Pairing: VKook









Zaciągnął się dymem swojego taniego papierosa, po dłuższej chwili wypuszczając szary obłok przed siebie, tworząc nim równe, zgrabne kółeczka. Nic tak nie rozluźniało jak poranne dotlenienie płuc przed szkołą. Zerknął na pośpiesznie zmierzających do budynku uczniaków, uśmiechając się pod nosem z politowaniem. Sam zawsze na wszystko miał czas, nie miał zamiaru gnać na złamanie karku, byleby tylko znaleźć się w klasie przed nauczycielem. W sumie to i tak zawsze był po nim, więc co mu szkodzi. Bardziej już go w tej szkole nie znielubią, był wrogiem belfrów numer jeden, dzieciaki też za nim nie przepadały. Zresztą gwoli ścisłości, to nawet nie chodziło tu o sympatię, bo z nimi nie rozmawiał. Zwyczajnie się go obawiały. Był wulgarny, cwany, miał własne zdanie na każdy temat i nie bał się go wyrażać, czasami dość dosadnie. Nie chciał się nikomu przypodobać, był nazbyt szczery i za nic miał sobie jakiekolwiek zasady. Po szkole nigdy grzecznie nie wracał do domu, tylko chadzał ze znajomymi w nieciekawe, według reszty społeczeństwa, miejscówki, w których pił to, co lubił, palił i zachowywał się całkowicie naturalnie.  
Rzucił peta na ziemię i zdeptał go, bez pośpiechu ruszył w stronę wejścia do wielkiego budynku. Wsunął dłonie do kieszeni i w kilku podskokach pokonał wszystkie schody, skręcając w odpowiedni korytarz. Wszędzie było już pusto, czego nie skwitował nawet westchnięciem. Otworzył pierwsze drzwi i wszedł do środka, pod nosem mrucząc coś, co brzmiało jak 'dobry'. I tak cud, że mu się chciało, zazwyczaj siadał bez zbędnych grzeczności w swojej ostatniej ławce.
Nauczyciel powiedział mu dzień dobry, nawet nie komentując spóźnienia. Jaki był w tym sens, skoro robił tak już od pół roku, w zasadzie dzień w dzień chyba, że całkowicie sobie odpuszczał naukę danego dnia?
Wciągnął swój zeszyt, po czym wygodnie usadowił się na krześle, wpatrując się w nauczyciela, który zaczął swój monolog. Nudziło go to niemiłosiernie, ale musiał zdać, chociaż niezbyt mu na tym zależało. Na ten moment wszystko było dla niego bezsensownym wysiłkiem. 

Kolejne godziny. Krótkie przerwy, podczas których nawet nie miał zbytnio siły, by udać się na boisko i zajarać. Siedział w sali, wyłączając się całkowicie, od czasu do czasu odpisując tylko na wiadomości, które wysyłali mi starsi kumple. Kolejna impreza w tym samym gronie, więc chyba to jego ostatni raz w szkole w tym tygodniu. Z uśmiechem zsunął się z krzesła i złapał za torbę, wychodząc z budynku po usłyszeniu dzwonka. Sprawnie przeszedł dziedziniec, kierując się w stronę sklepu, w którym mieli się spotkać za kilka minut. Na szczęście miał blisko, nie musiał więc jakoś wybitnie się śpieszyć, by zdążyć. Nie to, by bardzo mu zależało na punktualności, ale zawsze to cenne minuty, które można poświęcić na opróżnienie kolejnego piwa. To już zawsze jakaś motywacja, prawda? 
Pod małym budynkiem stało już kilku jego znajomych. Ubrani na luzie, jednak w ciemnych kolorach, niezbyt eleganccy. Nie należał do osób, które wzbudzały szacunek. Tylko respekt i strach, był tym złym, przed którym mamusie przestrzegały swoje córeczki, zaś ojcowie woleliby, by ich dzieci wstąpiły do zakonu, aniżeli spotykały się z takim marginesem. Mu ta opinia się podobała. Nie był grzeczny, nie był ułożony. Żył po swojemu, dlatego w równie szalonym towarzystwie się obracał. Ludzie bez zasad, cali oni.
- Siema. - przywitał się skinięciem głowy, pocierając palcem o nos, nieco nim pociągając. Tamci odpowiedzieli równie entuzjastycznie, następnie weszli do środka, zmierzając w odpowiedni dział. Każdy wziął sobie kilka piw, bądź też jakiś niezbyt wyszukany trunek, po czym większość udała się do kasy. Chłopak krążył jeszcze trochę, szukając czegoś do przekąszenia, podobnie jak jego kumpel, z którym trzymał się dość mocno. Zniknął gdzieś w chipsach, na co początkowo nie zwrócił nawet uwagi.
- Oddaj to, mały. 
Skrzywił się nieco. Do kogo ten głupek gadał? To nie wróżyło nic dobrego, szybko więc pojawił się przy odpowiednim regale. Wysoki, ubrany w ciężką, skórzaną kurtkę mężczyzna stał nad jakimś dzieciakiem, wpatrując się w chipsy, które ten trzymał mocno przy sobie.
- Byłem pierwszy, więc są moje. - odparł nieznajomy, ściskając mocniej paczkę. Ten upór bez wątpienia nie pasował do słodkiej buźki i grzecznych ubranek. 
- Nie obchodzi mnie to. Oddajesz, albo pożałujesz.
- Weź sobie pomidorowe.
- Sam weź.
- Nie mogę, nienawidzę pomidorów, jem tylko paprykowe, głupku! - nadął policzki chłoptaś, patrząc bez cienia strachu na tego giganta. Brunet aż uśmiechnął się pod nosem. Zazwyczaj nikt się nie stawiał do ludzi z jego paczki, wszyscy wręcz uciekali jak najdalej, byleby tylko uniknąć bezpośredniej konfrontacji, a tu proszę... Jakiś gagatek śmie się buntować. Namjoon zaraz oszaleje, czuł to.
- Nie obchodzi mnie to. Dajesz, albo cię połamię! - warknął najwyższy z nich, podchodząc bliżej do blondyna, który rozchylił usta nieco zdezorientowany, po czym szybko wycofał się tyłem i uciekł do kasy. - Ty mały! - zaczął nam, jednak obserwujący te całe zajście chłopak złapał go za ramię.
- Uspokój się. To tylko chipsy.
- Jungkook... Nie wkurzaj mnie, tu chodzi o jego cwaniactwo, nie o te pierdolone chrupki. Rzucała się pizda jak do jakiegoś leszcza. Nie odpuszczę kurwa.
Chłopak westchnął i puścił go, ruszając za nim w stronę sprzedawcy, który wydał resztę blondynowi. Ten z nieco wrednym uśmiechem wybiegł ze sklepu. Cóż, nieco naiwny. Nie podlegało wątpliwościom to, że reszta słyszała sprzeczkę, jak więc ta dziecina miała zamiar uciec? Idiota.
Rzucił sprzedawcy pieniądze za swoje piwa, po czym wyszedł z Namjoonem z budynku, przed którym stała już rozbawiona ekipa.
- Myślałeś, że uciekniesz? - wyszczerzył się białowłosy, wychodząc na przód. Otworzył swoją puszkę, upijając łyk. - I co teraz zrobisz? Nadal będziesz nazywał mnie głupkiem? - przechylił głowę na bok, patrząc na blondyna, który skrzywił się nieco, robiąc zabawną minę. Jeon aż uśmiechnął się kącikiem ust, co za samobójca. 
- Nie. Nie uważam cię za głupka. - odparł nieznajomy, rozglądając się dookoła. Szukał drogi ucieczki, jednak chyba doskonale zdawał sobie sprawę, że nie ma nawet takiej opcji, był na nich skazany. Biedny, ułożony chłopaczek i banda typów spod ciemnej gwiazdy, idealne połączenie. Jak owieczka w stadzie wilków. Bardzo brutalnych wilków.
- To do... - zaczął Namjoon, jednak dzieciak mu przerwał.
- Teraz mam cię za idiotę, który nie potrafi zapanować nad własną agresją. W dodatku jesteś niestabilny emocjonalnie i irytujesz się jak baba w okres o byle co. - dodał, unosząc brew. Skrzyżował ręce na piersi. O dziwo wyglądał na pewnego siebie, co w obecnej sytuacji było idiotyzmem gorszym niż umysłowe zaćmienie Monstera. 
Zerknął na starszego, który zrobił się niemal czerwony na twarzy. Się zacznie...
- Coś ty smarku powiedział?
- Głuchy w dodatku. Beznadziejny przypadek. - westchnął nieco dramatycznie, przykładając dłoń do czoła. - Mam alergię na półgłówków. Proszę, oszczędź mi cierpienia i odejdź, bo zacznę kichać. 
To było szybkie. Namjoon w sekundę znalazł się przy dzieciaku, łapiąc go za przód idealnie wyprasowanej koszuli. Przyciągnął go do siebie i mruknął nienawistnie.
- Chcesz zginąć?
- Nie bardzo, ale chyba jestem zmuszony. Alergia, wspominałem. Jeszcze sklerotyk do kompletu? 
Jungkook spojrzał na kumpla. To jego limit, niewiele więc myśląc podszedł do nich i złapał starszego za ramię.
- Koniec, przesadzasz. Nie rób sobie wstydu. Uderzenie tego dzieciaka to jak bicie kobiety. - mruknął, odciągając go od chłoptasia, który zacisnął nieco wargi, patrząc zdezorientowany na niego. Chyba początkowo umknął jego uwadze, a to zadziora!
- Kook...
- Nam! Bierz piwo i idź, ja to załatwię. - warknął, patrząc groźnie na kolegów, którzy wzruszyli ramionami i ruszyli przed siebie. Namjoon chciał coś powiedzieć, ale tylko splunął pod stopy blondyna, wymijając go. Problem z głowy.
Jungkook spojrzał na nieszczęsne chrupki, wzdychając.
- Jesteś upośledzony. Zadzierać dla przekąsek. 
- Nie ja zacząłem. Nie mam zamiaru odpuszczać, bo druga osoba jest agresywna.
- Rozwaliłby Ci tę twoją anielską buźkę.
- Uratowałbyś ją, co zresztą zrobiłeś. - uśmiechnął się, oblizując swoje pełne wargi, na co Kook nieco się zdziwił. Bezczelny.
- Mogłem sobie darować.
- Ale tego nie zrobiłeś, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić. - wzruszył ramionami. - Swoją drogą miałeś się mną zająć, a póki co prawisz mi komplementy. Zakochałeś się w takim słodkim aniołku? - wyszczerzył swoje białe zęby w kwadratowym uśmiechu, przez co wyglądał całkowicie rozbrajająco. Jeon prychnął, przysuwają się do niego tak, że prawie stykali się nosami.
- Chcesz tego? Mam cię ukarać? - uniósł kącik w nieco złowieszczym uśmiechu, uważnie wpatrując się w kawowe oczy chłoptasia.
- Um... - młodszy odetchnął cicho. Brunet widział, że jego klatka piersiowa poruszyła się nieco szybciej, kiepsko łapał oddech. Bliskość go stresowała. - Dasz mi klapsa? - szepnął całkowicie uwodzicielsko. Jeon przyjrzał się uważnie jego twarzy. Prześliczny chłoptaś, nie ma co zaprzeczać, nie pasował do niego ten nieprzyjemny charakterek. Na ten moment przecież bez jakichkolwiek oporów go podrywał, w dodatku w całkowicie niegrzecznym stylu. 
- Mogę zrobić Ci coś gorszego, klapsy to tylko gra wstępna. - mruknął, przybierając nieco złośliwy wyraz twarzy.
- Już chcesz się ze mną kochać? A gdzie pierwsza randka? 
- Nie interesują mnie takie głupoty. Lubię szybko i bez zobowiązań.
- Ja chcę pójść na randkę.
- Masz problem. - wzruszył ramionami, patrząc na niego nieco z góry. 
- Ty też, w końcu Ci się podobam i chciałbyś zobaczyć mnie bez ubrań, prawda? 
- Skąd ten pomysł? - uniósł brew ku górze, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Zmierzył go wzrokiem raz jeszcze. Irytowało go te cwaniactwo, przydałoby się go troszkę utemperować. To mogło być ciekawe doświadczenie, bowiem łatwe dziewczynki i chłopacy mu się znudzili, potrzebował wrażeń.
- A nie chcesz? - przegryzł wargę, następnie zaś zwilżył ją swoim różowym języczkiem, wpatrując się mu w oczy całkowicie zniewalająco. Szlag. Jeon, debilu. Jeszcze się spuścisz, zluzuj porty. 
Nie dosłownie!
- Za dużo gadasz, chodź się napić. - mruknął i skinął głową w stronę przeciwną do tej, w którą poszli jego znajomi. Jego sprawa, nawet nie zauważą, że go nie ma. 
Młody ochoczo ruszył za nim, szybko zrównując się z nim krokiem. Nic się nie odzywał, tylko raz na jakiś czas zerkał kątem oka na bruneta, uśmiechając się głupio. Kook pokiwał tylko głową, przewracając oczami. Dzieciak normalny nie był, to fakt. Może po alkoholu będzie z nim lepiej...
Po pięciu minutach dziwacznych min dotarli do starego, opuszczonego budynku. Był w kiepskim stanie, jednak go mało to obchodziło. Przychodził tutaj często, to jedna z jego ulubionych miejscówek. Klimat był zacny, ludzi równo zero, żyć nie umierać!
Wszedł do środka, sprawnie wchodząc na piętro zdewastowanymi schodami. Od razu skierował się w stronę czegoś, co kiedyś miało być chyba pokojem, jednak teraz leżał tam tylko materac z kocem, jakieś krzesło i puszki po piwach. 
- Witaj w moim raju. - uśmiechnął się pod nosem, opadając na niezbyt miękkie pseudo-posłanie.
- Raczej piekło, ale widać, że masz zaburzone poczucie estetyki. Wybaczę. - prychnął blondyn, przysiadając obok. - Możesz mnie poczęstować.
- Skąd pewność, że chcę?
- Po to mnie tutaj ściągnąłeś, nieprawdaż?
- Może chcę się nad tobą poznęcać, samemu się tym delektując? Nie wpadłeś na to? 
- Przez myśl ci to nie przeszło. 
- Cwany jesteś. - pokiwał głową, przysuwając się bliżej niego. - Nie lubię zbyt pewnych siebie ludzi.
- Czuję więc, że masz dylemat. Z jednej strony na mnie lecisz, z drugiej Cię wkurzam. Daj mi piwo, a sytuacja stanie się klarowna. - puścił mu oczko, uśmiechając się uroczo.
Jungkook westchnął i wyciągnął z plecaka puszki, podając mu jedną. 
- Jak masz na imię, wredoto?
- Taehyung, ale możesz na mnie mówić Kotku. - zacisnął nieco pięść, przykładając ją do twarzy i robiąc aegyo. - Meow. A ty, panie zbuntowany?
- Jungkook. - mruknął, otwierając piwo. - Skąd pomysł, że tak bym cię chciał nazywać?
- Na kochanie jest troszkę za wcześnie, nie sądzisz? - wzruszył ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Jung nie skomentował tego, bo jak miałby? Chłopak miał gadane, to aż dziwne, że potrafił zawsze znalazł odpowiedź czy ciętą ripostę. 
Upił gdzieś ponad połowę piwa, opierając się o ścianę. Tae sączył swoje dość powoli, pewnie z alkoholem nie miał za bardzo do czynienia.
- Tylko nie spij się jak świnia, nie będę cię potem ciągał gdziekolwiek.
- Raz mnie uratowałeś, drugi raz też byś to zrobił. - blondyn sięgnął po chrupki i otworzył je, od razu pakując sobie kilka do ust.
- Masz mnie za bohatera uciśnionych pizdeczek?
- Nie, dlatego też jestem pewien, że byś mnie nie zostawił. Wyglądasz na kogoś, kto woli gnębić niż ratować, dlatego chyba na mnie lecisz, skoro uwolniłeś mnie z łapsk tego idioty. 
Jungkook prawie udławił się piwem, słysząc te dość odważne słowa. Nie spodziewał się nigdy, że ktoś śmiałby tak się do niego zwrócić, to chyba przesada.
- Dzieciaku, grabisz sobie.
- O to mi chodzi. - popił chipsy piwem, wpatrując się uważnie w Kooka, który już nie ukrywał, że nieco wytrącono go z równowagi. 
- Tak? Naprawdę chcesz, by stała Ci się krzywda? - odstawił puszkę, prostując się od razu. Poruszył głową, strzelając kośćmi. Zlęknie się?
A gdzie tam!
Gapił się całkowicie podjarany, odstawiając i swój zestaw małego pijaczka. 
- Jasne, tatuśku. Daj mi klapsa. - przysunął swoją twarz do tej bruneta, kąsając zaczepnie jego wargę. Ten jak porażony od razu złapał dzieciaka za ramiona i popchnął na materac, lądując między jego udami.
- Zniszczę cię.
- Ach, niszcz, Jungkook! - jęknął zmysłowo, zaciskając uda na jego biodrach.
Brunet zmrużył powieki i bez większych oporów złapał za jego koszulę, ciągnąc ją na boki tak, że guziki poodlatywały i rozsypały się po ziemi. Od razu chwycił chłoptasia za bok, zaciskając na nim dłoń całkiem mocno, wręcz wbijając w niego swoje paznokcie. Ten pisnął z bólu, chwilowo wstrzymując oddech, jednak on miał to w głębokim poważaniu. Chciał, to dostanie.
Otarł się mocno o jego krocze, przysuwając usta do jego szyi, w którą wgryzł się brutalnie. Nie było to zmysłowe ukąszenie. Wbił swoje zęby mocno, jakby miał zamiar odgryźć mu tę skórę, niczym lew pożerający ofiarę, ta zaś krzyknęła, niemal natychmiast obejmując go za szyję.
Spodziewał się raczej ucieczki, więc zaskoczyło go to, nie miał jednak zamiaru się nad tym roztkliwiać. Złapał za spodnie chłopaka i pozbył ich się w ułamku sekundy, rzecz jasna z bielizna. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jego delikatne, blade ciało. Naprawdę był śliczny, anielski. Słodka twarz, szczupłe ramionka, gładkie uda i śmieszniutki, chociaż wcale nie najmniejszy członek, który aż drgnął, gdy polizał zachłannie wrażliwą skórę. Ach, aż chciało się sprofanować taką boską świętość.
- Szybko rozkładasz nogi. - mruknął, łapiąc zębami jego wargę. Przygryzł ją do krwi, jednak nawet, gdy poczuł strużkę w swoich ustach, nie zwolnił uścisku szczęk. Dopiero gdy chłopak zaczął mówić, wypuścił ją.
- Jestem tylko aniołem. Chcę Cię zbawić i pokazać bramy nieba. - uśmiechnął się, oblizując swoje wargi.
- Pójdziesz ze mną do piekła. - odparł, zrzucając z siebie bluzę, a następnie i rozciągnięty sweter, prezentując chłopakowi swoje wyćwiczone ciało i umięśnione ramiona. Nie wyglądał na wysportowanego, ale był naprawdę silnym i sprawnym mężczyzną. W każdym tego słowa znaczeniu.
- Przynajmniej nie będę miał wyrzutów, że nie próbowałem. - jego gładkie dłonie zaczęły dotykać brzucha Kooka, który nachylił się nad nim i polizał zarumieniony policzek chłopaka, zostawiając mokry ślad. Ten jęknął, zaciskając dłonie na jego wielkich ramionach.
- Jak wolisz. - mruknął, obejmując go w pasie. Szybko przerzucił go tak, by leżał na brzuchu. Z lekkim, złośliwym uśmieszkiem ścisnął w dłoni jego pośladek, po czym wymierzył mu porządnego klapsa. Nie powstrzymywał się, nie było to delikatne, jak zazwyczaj ludzie bawili się w łóżku. Mocny, prawdziwy, zakończony czerwonym śladem, zresztą krzyk Tae mówił sam przez siebie, że to nie zabawa dla dzieci. 
Lubił to. Zawsze był brutalny, podobało mu się znęcanie nad słabszymi. Kochał łzy, błaganie o litość. Czuł się wtedy męsko i po prostu zajebiście, a gdy miał okazję torturować takiego słodziaka, to tym bardziej go to podniecało. Każdy krzyk i piśnięcie dawało mu coraz to więcej radości. 
Niewiele myśląc uniósł jego biodra do góry. Nachylił się nieco i polizał lubieżnie biały pośladek, po chwili uderzając go na tyle mocno, że chłopak stracił równowagę i opadł na materac.
- Ach! Boli... - pisnął nieco rozpaczliwie. Kook wysunął z kieszeni papierosy i szybko odpalił jednego, wpatrując się w czerwony tyłeczek. Uroczo.
- Wstawaj.
- Ale...
- Wstań do cholery, suko. Jestem twoim panem, masz się słuchać. - warknął. Młodszy chyba był nieco zdezorientowany, jednak uniósł się, klękając. - Rozpinaj mi spodnie.
Tae przysunął się i już miał złapać za rozporek, gdy Jungkook skrzywił się. 
- Zębami. 
Blondyn otworzył szerzej oczy, jednak posłusznie nachylił się i złapał za zamek, ciągnąc go w dół z małymi trudnościami. To dopiero był widok. Twarz chłopaczka tuż przy jego członku, tak nieporadnie zsuwająca spodnie z jego tyłka. Może tak codziennie, nie ma co!
Uniósł się nieco, po czym nieco zniecierpliwiony zsunął z siebie resztę z bokserkami.
- Rozchyl uda i patrz na mnie. Masz być przodem. - rozkazał, wypuszczając dym wprost na twarz chłoptasia, który wykonał każde polecenie. Wpatrywał się rozkosznie w jego oczy, oddychając przez usta, co dodatkowo go podnieciło. - Bierz do buzi.
- Ale ja nigdy...
- Bierz i ssij, to rozkaz. 
- Zmuś mnie. - uśmiechnął się niespodziewanie, jakby nagle stał się całkowicie inną osobą. Jungkook aż zgasił papierosa na podłodze, po czym w jednej chwili znalazł się przy nim i złapał go za włosy, gwałtownie odchylając jego głowę do tyłu. 
- Pyskujesz?
- Kiepski z ciebie pan, skoro sobie na to pozwalasz. - zamruczał, wpijając się znienacka w usta Jeona. Jego języczek od razu zaczął pieścić jego podniebienie, co o dziwo się brunetowi spodobało. Zniewaga jednak musiała zostać ukarana. Złapał go za szyję i ścisnął ją nieco, szybko przejmując kontrolę nad pocałunkiem. Bez cienia wrażliwości popchnął go na chropowatą ścianę, raniąc przy tym jego gładkie plecy. Chłopaczek pisnął w jego usta, a po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy.
I tak ma być.
- Podoba się? - syknął, napierając na niego tak, że odstające elementy wbijały się w skórę Taehyunga. Ten z trudem łapał oddech.
- Mogło... być lepiej. -wysapał, łapiąc go za nadgarstek. Wbił w niego paznokcie, starając się uwolnić, jednak Kook był silniejszy. Trzymał go tak jeszcze chwilę, dopiero gdy zrobił się nieco siny, puścił, w tej samej chwili łapiąc go za ręką i rzucając na materac. Szybko znalazł się za nim. Uniósł jego uda ku górze, rozchylając jego pośladki nieco. Widział, że tamten ma problemy z oddychaniem, mało go jednak to obchodziło. Był diabłem, nie zaś słodkim kochankiem. Nie wiedział co to czułość i nie chciał się tego dowiedzieć.
Naślinił palca i wsunął go od razu całego w dziurkę Tae. Mięśnie się na nim zacisnęły, co skwitował tylko wrednym uśmieszkiem. 
Z ust młodego wymsknęło się piśnięcie, rozpaczliwe i przepełnione bóle.
- Kook...
- Zamknij się, albo będzie z tobą źle. - mruknął, szybko rozciągając go palcem. Satysfakcja z widoku tego wijącego się ciała, była nie do opisania. Jęki, szloch, prośby o zaprzestanie... Dzieciak myślał, że to zabawa. Pewnie nawet nie przyszło mu na myśl, że ma do czynienia ze złym chłopcem z prawdziwego zdarzenia. 
Kolejny palec. I tak dobrze, że go rozciąga, nie? Mógł go przerżnąć jak dziwkę bez niczego, jednak jest miłosierny i się zlitował. Płaczek miał ciasną dupcię, chyba nie był jednak taką dziwką, na jaką wyglądał, ale kogo to obchodzi? Dla niego był tylko jedno nocną rozrywką, niczym więcej. 
Sięgnął do swoich spodni i wyciągnął z kieszeni maleńką tubeczkę z lubrykantem. Nosił je z czystej przezorności, jak widać warto było.
Wylał zawartość na swojego członka i wsunął się cały w chłopaczka, przy akompaniamencie żałosnego krzyku, przesiąkniętego rozpaczą i smutkiem.
- Aaaach.... Boliii.... - krzyknął Tae, na co Jungkook złapał go za włosy z tyłu głowy, i nachylając się przegryzł jego ucho.
- Chciałeś, to masz, suczko. - poruszył się w nim, w tej samej chwili wpijając w jego wargi, uniemożliwiając mu nawet okazywania rozpaczy. 
Jego wargi były przyjemne. Miękkie, pełne i słodkie. Zapewne jadł prędzej coś czekoladowego, bowiem posmak był niczego sobie. Pasował do niego.
Język Jeona atakował ten blondyna, nie dając mu nawet złapać tchu. Z każdym mocnym, zdecydowanym pchnięciem, chłopaczek krzyczał do jego ust, co tylko podkręcało temperaturę. Odsunął się od niego na chwilę, po czym zsunął dłoń na członka chłopaka i zaczął go szybko masować. Te krzyki... Cholera. To było seksowne. Jęki, piski, ból pomieszana z rozkoszą. Mieszanka wybuchowa, która niesamowicie na niego działała.
Druga dłoń zaczęła ściskać i drapać pośladki w jego domyśle młodszego, zostawiając na nich szramy i siniaki. W połączeniu z krwawymi rankami na plecach, był to widok dość żałosny, ale mu się podobał. Lubił krew i okaleczenia, a gdy on był ich twórcą, to w ogóle było to podniecające.
Ruch, kolejny. 
Trafił w prostatę, więc starał się uderzać w te miejsce raz po raz. Odgłosy chłopaka były warte tej chwili skupienia. Im głośniej krzycząca dziwka, tym lepszy ogier, to jak komplement, nie może więc nie mieć z tego radości. Trochę bolesnej, ale jednak. 
- Achhh! 
Tak. Tak ma być. Raz, drugi, kolejny. Te cudne, ciasne wnętrze, które zaciskało się na jego członku. 
Ruch dłonią. Wybuch, tyłek ściskający jego penisa. Kolejny wybuch. 
Upadek z jękiem. Dwa zdyszane ciała.
Kook opadł na materac, zadowolony z siebie. Nawet nie był dzisiaj taki brutalny, to się ceni. Chłopak nie był pocięty, miał wszystkie kończyny... Aj, ale z ciebie dobry chłopak Jungkook.
Spojrzał na dzieciaka, który pociągał nosem zapłakany. Wyglądał jak zraniony kotek, co może i by Kooka rozczuliło gdyby nie fakt, że nie miał serca. Uśmiechnął się więc tylko, zbierając z czoła kosmyki włosów.
Młody zerknął na niego i nieco niepewnie przysunął się do niego, wtulając w jego tors. Jeon aż na chwilę przestał oddychać. Tae powinien raczej spierdalać gdzie pieprz rośnie, a nie się jeszcze przytulać.
- Kookie... Następnym razem musimy mieć kajdanki i obrożę... Co to za pan bez tych dodatków? - uśmiechnął się słabo, muskając ustami jego wargi. Czule i niewinne... Co z nim jest nie tak?!
- Eh... Następnym? - utkwił w nim nieco nierozumne spojrzenie.
- To było tylko zapoznanie, chcę częściej. - zamruczał, sięgając po koc. Zakrył ich, obejmując go udem w pasie, na co Jeon aż wstrzymał oddech. To nie było typowe...
- Ryczałeś...
- Chcę bardziej. Chcę dostać pasem. Chcę, byś mnie pieprzył mocniej i brutalniej. Jestem przecież twoją dziwką, a ty moim panem. Chyba nie stchórzysz, prawda? - uśmiechnął się niewinnie. Kook odetchnął zdezorientowany. I co miał powiedzieć? Nie miał zamiaru uciekać, ale takie relacje nie były w jego stylu. Z drugiej strony to niezła dupa, w dodatku chętna na brutalne zabawy. Masochista i sadysta to idealne połączenie nawet, jeśli tylko chwilowe. 
- Okej. Zmasakruję cię jak rzeźnik świnię.
- Chyba muszę przytyć...
- Ubiję ci tłuszcz pasem.



***



Przeglądał właśnie wiadomości na telefonie. "Kupiłem coś fajnego.". Szlag by to. Dzieciak wypisywał do niego cały wieczór. Chciał spotykać się codziennie i pieprzyć, chociaż widzieli się tylko ten jeden raz w życiu. Co to w ogóle za upośledzony kretyn? Ledwo spać mógł, bo mu pisał całą noc jakieś pierdoły. 
Wrzucił telefon do kieszeni, wzdychając. Nauczyciel wszedł do klasy, po czym kazał się uspokoić. Standard. Potem drzwi się otworzyły w środku pojawił się uroczy chłopaczek w okrągłych okularach, ubrany w koszulę i obcisłe spodnie. Jego przydługawe włosy nieco się kręciły, przez c wyglądał jak aniołek.
- Kurwa... - wymsknęło mu się. Klasa zerknęła na niego zaskoczona, nauczyciel zaś skarcił go wzrokiem. Taehyung uśmiechnął się słodko, przygryzając kusząco swoją dolną wargę.
- Nazywam się Kim Taehyung, klasa 3B. Od dzisiaj jestem przewodniczącym szkoły. Park Jimin niestety nie może już pełnić tych funkcji, więc przejmuję jego obowiązki. Tutaj macie plan na dni szkoły, wybierzcie salę i zadanie i zgłoście się do mnie, gdyż poprzednie listy są już nieważne. Mam nieco inne pomysły, musicie się do nich dostosować. - wyszczerzył te swoje białe ząbki. - Wszyscy. - tutaj wzrok spoczął na Jeonie, który przełknął ślinę, nie wiedząc co myśleć.
Chłopak zniknął po chwili, on zaś miał mętlik w głowie.
Przerżnął jak dziwkę starszego o dwa lata chłopaka, w dodatku przewodniczącego.
Mało tego. Ten chłopak to Kim Taehyung, o którym słyszał, ale na oczy nie ujrzał, bo zazwyczaj mało widział w tej szkole. Nie bywał w niej. Każdy jednak wiedział, że Kim Taehyung to ktoś, z kim liczyć się trzeba, bo to syn dyrektora i w dodatku mściwa zołza. Niejeden już wyleciał.
Kurwa. Wibracje.
Zerknął na telefon i odczytał smsa.
"To co? Mogę dzisiaj do Ciebie wpaść, kochanie?"
"Przerżnę Cię tak mocno, że tego nie przeżyjesz. Szykuj bandaże, bo to będzie ostre."
Cholera. Ruchanie pod presją, tego jeszcze nie było!







Proszę o opinie i komentarze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy ;)


niedziela, 5 lipca 2015

33. I need U boy

Ogłoszenia parafialne: Przypominam o ankiecie! Teraz nadszedł czas na zboczony shocik z V, wybierzcie mu chłopaka! 
W zakładce 'kolejka' będą podawane wyniki ankiet i postępy z opowiadaniami. Możecie tam zerknąć i sprawdzić, na jakim etapie jest poszczególny tekst ;)



Pogłaskał jego szczupłe plecy, wtulając nieco mocniej w swoje ciało te mniejsze. Siedzieli w mieszkaniu Hoseoka, który nie wiedział co ma robić. Stresowało go to, że Taehyung słyszał słowa Sugi. W końcu nie zdawał sobie sprawy z tego, że tamten coś do niego czuł. Nadal nie miał pojęcia co między nimi było, więc czuł się niepewnie.
- TaeTae... - musnął czule jego czoło, zerkając na jego twarz. - Czy... coś jest nie tak?
Młodszy spojrzał na niego i westchnął cicho, obejmując go nieco mocniej udami w pasie.
- Trochę tak. Yoongi... Nie wiem co o tym myśleć.
Hope kiwnął głową na znak, że rozumie.
- Ja... - zaczął młodszy niepewnie. - Czy mam rozumieć to jak deklarację? Dawną, bo dawną, ale jednak... On... Czuł coś do mnie, czy w mojej głupocie sobie to ubzdurałem, hyung?
- Um... - starszy zacisnął wargi, gorączkowo rozmyślając nad odpowiedzią. Chętnie by skłamał, jednak nienawidził braku szczerości, sam wolałby, by Tae go nigdy nie okłamał, więc musiał postępować podobnie.
- Tak można to rozumieć.
- On... Teraz też mnie kocha, hyung?
- To wie już tylko on. Nie potrafię  odpowiedzieć Ci na te pytanie. - w głębi serca miał nadzieję, że nie. Gdyby była w nim ta miłość... Yoongi łatwo nie odpuszczał, nigdy.
- Rozumiem... - westchnął, wtulając się mocniej w tors starszego. - Nie wiem co robić.
- Nie podpowiem Ci, nie mogę być teraz obiektywny.
- Co? Dlaczego? - wbił w niego nieco nierozumne spojrzenie, na co Hoseok się odrobinę zmieszał. Nie chciał wdawać się w szczegóły.
- Nie chcę, byś wybrał jego, tyle.
- A-ale hyung... Jak mam wybrać Yoongiego... - jąkał się nieco, patrząc na niego z lekkim zaskoczeniem i przerażeniem. - Ja... Chcę być przy tobie, twojej miłości pragnę... Nie mów tak, nie może cię przy mnie zabraknąć.
Jung uśmiechnął się szeroko, wzdychając z nieukrywaną ulgą.
- Cieszę się, bo nie mogę już bez ciebie żyć, moje maleństwo. - złapał go za ramiona i wpił się w jego usta czule, od razu wsuwając język do gorącego wnętrza.
Teraz mogą zacząć dyskutować, skoro zagrożenia nie ma.



***


Nosiło go, nie wiedział co ze sobą począć. Nie miał nawet siły na jedzenie, jego ciało odmawiało mu wszystkiego. Stresowała go nieobecność Jina. Godziny mijały, ten zaś nie dawał żadnego znaku życia.
Chyba nie miał zamiaru zrobić niczego głupiego, nie był takim emocjonalnym kretynem jak on. Dlaczego więc jak się bał? Czemu serce ta niebezpiecznie się wyrywało, a umysł kazał szukać go na ulicach Seulu?
Przysiadł na fotelu, chowając twarz w dłoniach. Drżały one niemiłosiernie.
- Jin... - szepnął, zaciskając je po chwili w pięści. Miał ochotę rozwalić te meble, rzucać figurkami o ściany. Ulżyć sobie, jednak ostatkiem sił się powstrzymywał. Nie miał prawa niszczyć tych rzeczy, to ich wspólna własność, poza tym to on zawinił, nie zaś rzeczy martwe. Po prostu był idiotą, baranem, który pierw robił, potem myślał. Który właśnie stracił osobę, która już jedną szansę mu dała, on zaś ją zmarnował przez własną bezmyślność.
Nie dziwił mu się. Sam pewnie miałby dość takiego zachowania. Nie potrafił się określić tak w stu procentach. Gdzieś w podświadomości nadal kochał Taehyunga, chociaż na ten moment pragnął już tylko Jina. To z nim czuł te dziwne motyle w brzuchu, to jego pocałunków pragnął. Tae był jego słodkim przyjacielem, ale w tej chwili nie potrafiłby nawet się z nim naprawdę pocałować, nie wspominając już o jakimkolwiek seksie. Dla niego te delikatnie ciało było sacrum. Świętością, której nie śmiałby naruszyć i zbezcześcić. Brak to fizycznego pociągu, to miłość chyba tylko czysto platoniczna, a nie o taki związek mu chodziło.
To ten z Seokjinem był prawdziwy, szczery. Dlaczego więc wszystko tak się skomplikowało?
Dźwięk kluczy. Poderwał się, po sekundzie znajdując się przy drzwiach, w których pojawił się starszy. Nie wyczuł od niego alkoholu, co nieco go uspokoiło. Wyglądał całkowicie normalnie, może niepotrzebnie się zamartwiał?
- Hyung... - spojrzał na niego zestresowany. Nie wiedział, czy może go objąć, czy lepiej trzymać się z daleka.
- Idę się kąpać. - mruknął tylko, wymijając go. Nie zaszczycił Sugi nawet ulotnym spojrzeniem. Coś go zabolało w środku.
- Hyung, proszę. - złapał go za nadgarstek. Jin tylko zerknął na niego przez ramię i wyrwał swoją rękę. Zignorował prośbę starszego i zamknął się w łazience. - Jin... Nie rób mi tego... - szepnął, zaciskając zęby na dolnej wardze.
Szczęście chyba sobie z niego kpiło. Los go nienawidził.
Całe życie pod górkę.



***


- Jess... O co chodzi?
Blondynka wciągnęła kobietę przez metalowe drzwi. W środku budynku było ciemno, miała tylko latarkę, oczywiście było to celowe. Nikt nic nie powinien zauważyć. Matka nawet nie miała jak zerknąć na szyld nad drzwiami.
Jess, jesteś geniuszem!
- Nie ma czasu, ciociu! - złapała go mocniej za nadgarstek i wciągnęła po schodach. Jej tempo było zabójcze, starsza ledwo za nią nadążała, dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie było czasu na takie ckliwe głupoty. Dotarły w końcu na odpowiednie piętro. Wszędzie było niesamowicie ciemno. Jess kaszlnęła donośnie, po czym otworzyła wielkie, drewniane drzwi i weszła z matką Kooka do wielkie sali widowiskowej. Drzwi się zamknęły i nagle na scenę padło światło. Orkiestra w roku zaczęła grać muzykę, na drewniany, lśniący podest wkroczyły prześliczne, szczupłe dziewczęta, z boku zaś stanęła kobieta w ozdobnej sukni.  Otworzyła usta, z których zaraz rozbrzmiały przepiękne dźwięki. Młodsze zaczęły poruszać się zgrabnie w rytm melodii, powoli poruszając dłońmi. Światła raz po raz oświetlały ich smukłe sylwetki, dodając całemu przedstawieniu dramaturgii.
Jess odsunęła się na bok, z uśmiechem obserwując reakcję kobiety.
Całkowicie zszokowana. "Eternal source of light divine" było jej małą obsesją, bardzo kochała to dzieło, a te wykonanie było perfekcyjnie. Wokalistka była niesamowicie uzdolniona, jej głos poruszyłby chyba najbardziej skamieniałe serce, więc to dobra metoda na tak niefajną kobietę. Jess mogłaby przysiąc, że zadrżała. Zaciśnięte dłonie mogły oznaczać w końcu tylko całkowitą fascynację, a i lśniące oczy były dość łatwe do zinterpretowania. Może i ciotka była wkurzającą staruchą, ale naprawdę kochała te swoje opery, balety i śpiewy, były sensem jej marnego życia i reakcje bez wątpienia udawane nie były. Zresztą ona nigdy nie okazywała słabości, musiało ją to ruszyć.
Blondynka zerknęła na scenę. Śpiew się skończył, tancerki zaś zrzuciły wierzchnie odzienie i w obcisłych kostiumikach zaczęły tańczyć jakiś nieznany jej balet, chociaż pani Jeon chyba doskonale znała te kroki i melodię.
Po kilkunastu minutach muzyka ucichła, scena stała się ciemna, zaś koło nich zapaliło się światło. Przed wzruszoną kobietą pojawił się Jimin z gigantycznym bukietem kwiatów, za nim stał chyba też poruszony widowiskiem Ciastek.
- Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnął się Park, zaś kobieta drżąc przyjęła kwiaty, zapominając na moment jak w ogóle się mówi.

Jungkook był zszokowany. Widział, że Jimin może wiele, że był szalony, ale żeby ściągnąć tutaj ulubioną śpiewaczkę jego matki i zaprezentować jej dwa ulubione dzieła? I to jeszcze wszystko dla jednej osoby? Sam nie wiedział, jak powinien zareagować, a co dopiero jego matka. Był przekonany, że to najlepszy prezent, jaki mogła dostać. Owszem, była materialistką, ale jakieś tam uczucia miała, a Jimin trafił w nie idealnie.
Przyglądał się im uważnie. Matka objęła Parka, roztrzęsiona, on zaś coś do niej mówił, jakby uspokajając.
Co do jednego już Kook nie miał wątpliwości - kupił ją całkowicie. Nie zdziwiłoby go, gdyby nagle stał się jej oczkiem w głowie. Jeszcze go zaadoptuje... W sumie to nie był najgorszy pomysł. Wspólny pokój, miałby go cały czas dla siebie... OCH. STOP. O czym ty myślisz?!
No ale w sumie... Wspaniałego miał mężczyznę. Nawet, jeśli nie odróżniał baletu od opery...


- Dobranoc, Jimin. - matka Kooka pomachała ostatni raz Parkowi, który z zadowoleniem wsiadł do samochodu i ruszył. Ten wieczór był naprawdę świetny. Najpierw płakała mu w koszulę mówiąc, jaki to jest świetny, jaki kochany, że się nie spodziewała. Prawdziwa miłość! Potem dodatkowo zachwycała się restauracją, do której zabrał ją i Ciastka. Cały czas gadała o tym samym, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Siedział sobie koło chłopaka i smyrał go po udzie, to całkiem niezła nagroda za katorgę, jaką było jej towarzystwo. W każdym razie wygrał tę bitwę, był coraz bliżej do całkowitego jej uziemienia. Ach ta miłość! Co ona robiła z ludźmi!?
W każdym razie teraz ma załatwione noclegi kiedy tylko chce. Dzisiaj już chciała, by spał u nich, ale miał sporo rzeczy na głowie, rano trzeba było być na siłach, bo rozmowa z Tae, obiad rodzinny i spotkanie z ojcem to aż nadmiar obowiązków, zresztą Ciastek miał się uczyć, zaś przy nim się nie skupi. W końcu był sobą, nie?



***



To kręci się w kółko, dlaczego ciągle wracam?
Upadam na samo dno, wydaje się, że to ja jestem głupkiem...
Cokolwiek robię, nic na to nie poradzę.
To moje serce, moje myśli i dusza, one mnie nie słuchają...


Zacisnął dłonie na kubku z gorącą herbatą, wpatrując się we wschodzące słońce. Siedział na balkonie, okryty ciepłym, mięciutkim kocem, który dostał od Yoongiego na urodziny. Różowy w słodkie, wyszywane korony. Powiedział wtedy, że idealnie pasuje do niego, bo jest jak księżniczka. Bardzo go to wtedy ruszyło, gdyż były to ich początki. Suga jawił mu się wtedy tak pozytywnie. Uroczy, ale i pewny siebie, który nie kręcił i był aż nazbyt szczery. Pomocny, ale nie dawał się wykorzystywać. Idealny. Od początku mu się te cechy spodobały, bo nie był przesiąknięty też zgnilizną stolicy. Z małego miasta, świeży i inny. Pomimo pieniędzy nie zachowywał się jak snob, był normalnym chłopakiem, na którego można było liczyć.
Czemu teraz tak się zmienił? Dlaczego zawsze pewny swoich racji, teraz tak się miotał?
Gdzie jego zdecydowanie? Ta szczerość, z której był znany?
Jak on może tak kręcić, motać się, być niepewnym własnych uczuć?
- Ech... - westchnął, upijając łyk napoju. Przymknął na chwilę powieki, odchylając głowę do tyłu. Czuł się podle, bo sam łapał się na tym, że był wszystkiego niepewny. Kochał Yoongiego. Jego serce podskakiwało za każdym razem, gdy młodszy był blisko, gdy się dotykali czy nawet rozmawiali. Ostatnie tygodnie były bajką i miał nadzieję, że już zawsze jego życie będzie tak ułożone. Uczelnia, potem praca, w domu zaś prześliczny chłopak, z którym spędzi czas i przy którym się będzie budzić. Dlaczego więc w chwili, gdy naprawdę było mu dobrze, wszystko wywróciło się do góry nogami?
To nie tak, że wątpił w słowa Sugi. Widział, że mu zależało, jako tako znał się na ludziach i nie był ślepy. Razem było im dobrze, jednak serce młodszego było niestabilne, Jin zaś nie miał chyba siły na kolejne rozczarowania.
Nie potrafił ukryć tego, że słowa chłopaka go zabolały. Z jednej strony go rozumiał, bowiem Jimin wedle jego informacji byłby podłą świnią, ale mimo wszystko... Odpuścił mu? Pozwolił? Przecież mówił, że nie mógłby z nim być, bo z nim nie jest tak dobrze... Mieszał niesamowicie, więc co on miał o tym myśleć? Skoro sam nie ufał sobie, jak Kim mógł uwierzyć w jego dobre intencje? W końcu to, że razem czuli się świetnie nie znaczyło, że tak naprawdę coś do niego czuł.
Z cichym westchnięciem wstał i wrócił do mieszkania, zamykając drzwi. Nie miał pojęcia, jak teraz będą tu funkcjonować. On sam nie wiedział co ma począć z tym fantem, więc przebywanie razem będzie niekomfortowe... Wczoraj przesiedział cały wieczór w parku, byleby tylko na niego nie wpaść, jednak niestety plan okazał się być klapą. Zresztą czego się spodziewał?
Zsunął z siebie koc i rzucił go na kanapę, po czym udał się do kuchni, gdzie wsadził kubek do zmywarki. Dzisiaj sobota, więc pewnie nie będzie wstawał wcześnie, miał więc trochę czasu na spokojne rozmyślania. Pytanie tylko, czy bardziej sobie nie namiesza w głowie?



***


- Nie wiem co mam zrobić, Jimin... Pójść z nim porozmawiać, czy zostawić to samemu sobie? Czuję się... źle. - szepnął Taehyung, wpatrując się nieco tępo w sufit pokoju Parka. Starszy nie miał siły czegokolwiek ogarniać, więc leżeli sobie pod kołdrą. Zresztą łóżko zawsze było najlepszym miejscem do rozmyślań i podejmowania życiowych decyzji.
- Co mógłbyś powiedzieć? Jeżeli zapytasz go, czy Cię kochał, to wprowadzi to niekomfortową sytuację. Gdy to potwierdzi, to co wtedy? Rzucisz Hoseoka i skoczysz mu w ramiona?
- Jimin! Jak możesz! - młodszy aż otworzył szerzej oczy, patrząc na niego zniesmaczony. - Nie mogę zostawić hyunga.
- Czemu? - uśmiechnął się nieco złośliwie. Nawet w tak ciężkiej dla młodego chwili, nie mógł się powstrzymać przed złośliwościami. Poza tym te słodkie zmieszanie na jego kochanej buźce było przecudowne.
- No... Bo... - zarumienił się nieco, zaciskając dłonie na kołdrze. - Lubię go. Jest mi z nim dobrze.
- Pieprzycie się chociaż?
- Jimin!
- Okej, okej. Jesteście ślamazarni, serio. - westchnął, kiwając głową z niedowierzaniem. Z jednej strony go to dziwiło, z drugiej cieszyło. Myśl, że ktoś wali w dupę jego maleństwo chyba by go nieco zasmuciła...
- Nie pomagasz... - młodszy nadął policzki, patrząc na niego smutno. Park uśmiechnął się i złapał go mocno w pasie, przyciągając do siebie.
- Pomagam. Nic z tym nie rób, to on zjebał. - zamruczał, pocierając nosem o ten Tae. Młodszy poklepał go po ramieniu. - W sumie to Ciastek, ale on nie chciał... Nie miej mu tego za złe. Czasami myśli nieco... ułomnie.
- To się dobraliście. - wyszczerzył się kwadratowo okularnik, na co Jimin aż się zapowietrzył.
- Coś ty powiedział, smerfie?!
- I jeszcze głuchy!
- Tyyyyyy! - zaczął go łaskotać po brzuchu. Tym razem macanki Hoseoka były pomocne, znał słabość dzieciaka. - Powtórz!
- No... Przestań, haha! - piszczał, wiercąc się na łóżku. - Ty jesteś mądry! Uzupełniacie się! O to... chodzi!
- No, ja myślę.
- Co ty...
- TAEHYUNG! Grabisz sobie!
- Dobra, dobra. Jestem cicho. - uśmiechnął się Tae, układając wygodnie na boku. - Czyli mam to zostawić?
- Oczywiście. Jak Ci wyzna miłość, to będzie klapa, bo będziesz musiał dać mu kosza, prawda? Poza tym odpuścił z tego cóż rozumiałem, więc lepiej go dodatkowo nie ranić. Swoją drogą... Taki pipciuś, a na Ciebie poleciał... Przecież wy do siebie nie pasujecie.
- Jimin... Nie mów tak. Podkochiwałem się w nim przez długi okres czasu..
Brunet aż się uniósł, patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
- Że co?
- Gdy jeszcze mieszkał u nas w mieście... Taka młodzieńcza miłość. Gdyby nie fakt, że potem było sam wiesz co, to pewnie nadal bym był w nim zakochany. Ale stało się tak, a nie inaczej. Poznałem Hoseoka i całkiem mi minęło. Chyba dlatego tak zareagowałem...
- Rozumiem... No cóż. Teraz nie ma sensu się nad tym roztkliwiać. Masz Hopa, trzymaj się go i bądź szczęśliwy, bo mu naprawdę na tobie zależy. Wiem co mówię, znam go lata. - pogładził go po czuprynie, przyciągając do siebie. Wtulił nos w jego włosy, wzdychając cicho. Co świat by bez niego zrobił...



***



- Hyung... Proszę, daj mi to wytłumaczyć. - głos Yoongiego drżał, był przepełniony rozpaczą. Nie wiedział już jak ma dojść do starszego, jak ma go prosić, by zechciał z nim chociaż chwilkę porozmawiać. Traktował go od rana jak powietrze, nie odzywał się nawet słowem, zaś gdy on próbował cokolwiek zacząć, to Jin bez oporów zamykał się w pokoju, włączając muzykę.
Teraz stał przy blacie, krojąc mięso na obiad.
- Co chcesz tłumaczyć, Yoongi? - westchnął po dłuższej chwili, jednak nie spojrzał na niego nawet na sekundę. Różowowłosy odetchnął z lekką ulgą, opierając się o blat.
- Tę sytuację.
- Nie ma co tutaj tłumaczyć. Jesteś niestabilny uczuciowo. Dopóki sam się nie zrozumiesz, dopóty ja nie czuję się zobowiązany.
- Ale...
- Yoongi. - szatyn odstawił nóż i stanął do niego przodem. Spojrzał mu w oczy, na co młodszy aż zadrżał. Był całkowicie poważny. - Odpocznij, pomyśl nad tym. Ja już nie mam siły do twoich szaleństw, jesteś zbyt niepewny. Wiem, że wydaje ci się, że to szczere, ale proszę cię... pomyśl. Odsapnij, napij się kawy i zwyczajnie posłuchaj swojego serca. - uśmiechnął się delikatnie i pogładził niższego po włosach. - Odezwij się, gdy już wszystko będziesz wiedział. Poczekam.


Proszę o komentarze ;)

czwartek, 2 lipca 2015

One shot: Hug me

Dedykacja: urodzinowy shocik dla Patrycji. Spóźnione sto lat! <3
Gatunek: yaoi, angst, vignette
Ostrzeżenia: +18, totalne emo.
Zespół: BTS, U-KISS
Pairing: Vhope, KevSeok (Kevin Woo x J-hope), SooVin (Soohyun x Kevin)


Warto czytać przy tym: [klik].



Zacisnął wargi, opatulając się dokładniej kocem. Wieczory były coraz chłodniejsze, on zaś nie miał zamiaru wracać do mieszkania, gdzie w najlepsze bawiła się reszta zespołu. Nie miał ochoty pić, wygłupiać się, tańczyć. Prawdę powiedziawszy nie miał siły na cokolwiek, siedział już więc kolejną godzinę ze słuchawkami na uszach, słuchając nieco przygnębiających piosenek. Tylko od czasu do czasu odrywał się od swojego pasjonującego zajęcia, by zjeść przekąski, które przynosił mu zaniepokojony Jin. Spławiał go wtedy złym samopoczuciem i bolącą głową, w co najstarszy chyba nie bardzo wierzył, jednak nie drążył tematu, za co Taehyung był mu wdzięczny. Opowiadanie o jego problemach nie wchodziło w grę, zaś kłamać go nie chciał, w końcu zły humor poniekąd doprowadzał do ucisków na jego skroniach, tym samym powodując ból. Zresztą w środku go bolało, liczy się, prawda?
Ukrył nos w ciepłym materiale, pociągając nieco nosem. Zapewne się przeziębi, menadżer go zabije, jednak na tę chwilę niezbyt go to zajmowało. W końcu miał swoje problemy, które sukcesywnie wyniszczały każdą sferę jego i tak męczącego życia. Serce w końcu jest najważniejsze. Miłość je zabija, prawda? Powoli łamie je na kawałki, bądź brutalnie rwie na strzępy, za nic mając sobie cierpienie i łzy.
Jest też mózg, zgadza się? Myśli, które są zajmowane przez jedną osobę powoli doprowadzają człowieka do szaleństwa, nie pozwalając mu skupić się na niczym innym.
Uczucia są trudne. Bolesne. Okropne. Zatracamy się, poświęcamy, wariujemy. Czy są tego jakieś pozytywy? Owszem, jednak nie w miłości nieodwzajemnionej, skazanej na porażkę od pierwszej chwili, gdy zagościła w naiwnym sercu i postanowiła nim zawładnąć. Już wtedy niczym trucizna zaczęła powoli oddziaływać na nieświadomą istotę, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak straszną chorobą jest kochanie kogoś.
Taehyung był chory. Od kilku miesięcy powolutku się wykańczał, chociaż kiedyś było z nim lepiej, miał bowiem nadzieję, która rozpalała jego wnętrze, dawała mu radość. Każdy uśmiech tego mężczyzny, każdy gest, delikatnie przytulenie, czy też bezsensowne wygłupy. Wszystko to było sensem jego życia, dawało mu to energię i wiarę, siłę do walki. Do starania się nie tylko o niego, ale też o dobro zespołu.
Czuł się podle, bo ostatnio coraz mniej się przykładał. Nie miał ochoty tańczyć, szybko się męczył, a spotkania z fanami nie wywoływały w jego sercu radosnych podskoków, było to dla niego neutralne. Co chwila tylko zerkał na ucieszonego Hoseoka, który z radością podpisywał się na płytach i plakatach. Był pełen energii. Cały on. Za to chyba kochał go najbardziej. Nikt nie był tak pozytywny, czemu więc teraz wlewa do jego serca tylko rozpacz?
- Jesteś beznadziejny, Taehyung. - mruknął sam do siebie i nieco niemrawo wstał, zsuwając z głowy koc, po czym otworzył drzwi balkonu i wszedł do środka.
Muzyka grała całkiem głośno, na stole walały się opakowania po chipsach, nie wspominając już o puszkach i butelkach po alkoholu, które zajmowały większą część mieszkania. Nie podobał mu się ten bałagan, jednak cóż. Wszyscy byli już mocno wstawieni, nikomu nie chciało się sprzątać, on zaś nie był skory do miłosierdzia. Nie w obecnym stanie.
Zerknął kątem oka na leżącego na podłodze Sugę, który coś mówił sam do siebie, czkając raz po raz i wybuchając po tym śmiechem. Niedaleko stał Nam i Jinem i opowiadali jakieś historyjki, szczerząc się w głupkowaty sposób, zaś Jimin wywijał pośladkami przed Jungkookiem, który chciał go olać, ale chyba nie wiedział w jaki sposób, bowiem pijany Jimin jest prawdziwym natrętem i ciężko się go pozbyć. I...
- TaeTae. - usłyszał przy uchu niski głos, na co aż podskoczył wystraszony. Nie zauważył kiedy Hoseok znalazł się tak blisko, chyba był dzisiaj jakiś rozkojarzony.
- Um, tak hyung? - szepnął, nie mając ochoty wysilić się nawet na pewniejszy ton. Serce w jego piersi oszalało, waląc tak, jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Oddech szatyna na nago karku nie pomagał. Musi uciec. Teraz. Zaraz.
- Dlaczego nie bawisz się z  nami? Cały czas siedzisz na balkonie, wypij coś.
- Źle się czuję, lepiej nie. - odparł, zaciskając nieco wargi. Wdech, wydech. Uspokój się. On wcale nie jest tak blisko. On wcale... nie obejmuje Cię w pasie. Na bogów! Czemu los jest tak okrutny?!
- Mogłeś pić sok i posiedzieć ze mną. Ostatnio opuszczasz każdą naszą imprezę, martwię się. - oparł brodę na ramieniu Taehyunga, wtulając nos w jego szyję. Młodszy zadrżał, nieco niepewnie opierając swoje dłonie na jego, które splótł na jego brzuchu.
- Nie mam ochoty na alkohol, mam jakiś melancholijny nastrój. Poza tym lubię sobie porozmyślać, w nocy najlepiej mi to wychodzi. - westchnął cicho, przymykając powieki. Było mu tak niesamowicie przyjemnie, z drugiej zaś strony tragicznie. Nienawidził tych momentów czułości, gdy Hoseok traktował go tak wspaniale i z uczuciem. Gdy przytulał go, cmokał w policzek, nosił na rękach. To były tylko fałszywe znaki, które bardziej młodszego nakręcały, robiąc mu złudną nadzieję na szczęście.
- O czym myślisz? - Jung pogładził delikatnie jego dłoń, pocierając nosem o wrażliwą skórę na szyi, mrucząc cicho jak rasowy kot.
- O wszystkim. O zespole, życiu...
- O mnie też? - uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego zadowolony, z iskierkami w oczach.
- Też. O każdym z moich przyjaciół. - mruknął Taehyung, delikatnie wysuwając się z jego objęć. - Idę spać, dobranoc, hyung.
- Też już pójdę. - powiedział, łapiąc młodszego za rękę i pociągnął go w stronę ich pokoju, który dzielili jeszcze z Jiminem.
Kim miał ochotę zaprotestować, jednak ciało samo podążyło za starszym, niczym metal do magnesu. Starszy przyciągał go z niesamowitą siłą, czasami wręcz nad sobą nie panował. Był jak marionetka, Hoseok zaś pociągał za sznurki wedle własnego widzimisię. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że chociaż rozum wiedział, że to głupie i dziecinne, to serce szalało w piersi i było szczęśliwe. Niesamowita sprzeczność, okropnie dobijająca. Gdyby tylko mógł, to wykasowałby tę ckliwość z serca, bądź z mózgu tę niejako roztropność i pesymizm. Wybrałby życie pozbawione miłości, bądź też głupie, naiwne uczucie do tego mężczyzny, z którym wszedł właśnie do pokoju.
Przełknął ślinę, gdy starszy zrzucił z siebie koszulkę, prezentując swoje umięśnione, jasne ciało. Jeszcze tego brakowało. Ledwo znosił go w tym samym pomieszczeniu, teraz zaś stał przed nim pół nagi, nieco chwiejnie wskakując na łóżko. Chwila. Czemu zajął jego, a nie swoje?
- Hyung, to moje łóżko.
- Wiem.
- Um, dobrze, prześpię się na Twoim. - mruknął, wymijając go, jednak po kilku krokach coś uniemożliwiło mu dalszą drogę. - Hyung?
- Śpij ze mną, TaeTae. - szepnął, ciągnąc go za koc w swoją stronę. Kimowi serce niemal wyrwało się z klatki piersiowej. jak w transie podszedł do łóżka i spojrzał na swojego ukochanego, który z zamkniętymi oczami oddychał spokojnie.
- Nie możemy, twój chłopak...
- Będziemy tylko spać na jednym łóżku, jesteś na tym punkcie przewrażliwiony. Niedługo koło mnie nie usiądziesz, bo Kevin coś tam. Przecież nie robimy nic złego, to nic nie znaczy.
- Nie lubię spać w smrodzie alkoholu, chyba sobie daruję. - ostatkiem sił doczłapał się do łóżka hyunga i opadł na nie, opatulając się kocem.
- Co za maruda...
Głupi Hoseok. Głupi! Głupi! Głupi! Dlaczego powiedział coś takiego? To dla niego nic? Kompletne zero?
Ach. Musisz się odciąć od tego uczucia, V. Musisz.


Następnego dnia obudził się całkiem wcześnie. Powlókł się do kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę, po czym udał się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Chwila spoglądania na własne odbicie w lustrze była dla niego katorgą. Czerwone, podkrążone oczy, puste spojrzenie i nieciekawy wyraz twarzy. Wyglądał potwornie, jednak ostatnimi czasy nawet wklepanie w twarz kremu było męczarnią, nie mówiąc już o jakiś szczególnych zabiegach. Jego twarz stała się nieprzyjemna w dotyku, szarawa, dziwnie przeźroczysta. Nie dość, że w środku był wyniszczony, to jeszcze na zewnątrz się psuł. Niedługo nawet makijaż nie ukryje tego paskudztwa, a Ty człowieku chcesz zdobyć Hoseoka?
- Ogarnij się, Taehyung. - dotknął palcami swoje odbicie w lustrze, po czym odsunął z niesmakiem wracając do kuchni. Zwalił z krzesła papierki i śmieci na ziemię, sadzając tam swoje pośladki. Sięgnął po kubek z gorącym napojem, po czym upił łyk, wbijając wzrok przed siebie, w jakiś wyimaginowany punkt. Zachowywał się jak świr. Całkowicie. Teraz to do niego doszło. Nigdy w życiu nie był tak zamulony, bez życia, nieobecny i nie do zniesienia. Dziwił się reszcie, że jakoś go znosiła i nie miała pretensji. Chociaż może tego nie dostrzegali? Ostatnio mieli wiele na głowie, ich grafik był napięty, może uznali to za objaw zmęczenia, nie zaś załamania?
Oblizał wargi, sięgając po zimną wczorajszą pizzę. Ugryzł kawałek i zaczął go przeżuwać. Nie była najsmaczniejsza, ale lepsze to, niż burczenie w brzuchu. Już i tak ograniczył jedzenie, bo nie miał na nic ochoty. Żałosne, prawda?
Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Zaskoczony zsunął się z krzesła i udał się na korytarz. Nie sprawdzał kto to, od razu otworzył.
- Cześć Taehyung.
Wokalista zmarszczył brwi i wpuścił do środka szczupłego, wysokiego chłopaka o bardzo delikatniej, niemal kobiecej urodzie. Poruszał się jak prawdziwa diva, z niesamowitą gracją, kusząco poruszając biodrami. Gdyby nie fakt, że to jego największy życiowy rywal, to może i by nazwał go ślicznym. Teraz mógł go tylko irytować i przywoływać w jego głowie najgorsze wspomnienia.
- Witaj, Kevin. - mruknął, zamykając za nim drzwi.
Woo rozejrzał się zniesmaczony dookoła, wbijając spojrzenie w bałagan.
- Moglibyście czasami tu posprzątać. I wywietrzyć. - westchnął, zmierzając w stronę ich pokoju. - Hoseok śpi?
- Tsa. Ma kaca pewnie, więc bądź cicho.
- Wiem jak powinienem postępować z moim chłopakiem, nie musisz mi podpowiadać. - uśmiechnął się złośliwie i wszedł do środka. Taehyung zacisnął pięści i podirytowany sięgnął po swój kubek i wyszedł na balkon, przymykając drzwi. Nie miał ochoty ich nawet słyszeć, a co dopiero oglądać. Chwile, gdy byli tu razem były dla niego piekłem. Nie wiedział wtedy co ze sobą począć, najczęściej więc po prostu szedł spać bądź coś oglądać, chociaż i tak myślami był przy nich.
Zacisnął palce na kubku. Dostał go od J-hopa na ostatnie urodziny. Napisał na nim życzenia. Do teraz pamiętał jego uśmiech, gdy wręczał mu torbę. Ciekawe jakie prezenty kupuje tamtemu... Pewnie jakąś biżuterię, ubrania. Same drogie rzeczy, w końcu Kevina nie zadowoli byle co. Nie był taki jak on, nie cieszył się z byle pierdoły. Zapewne nie miał nawet żadnej pamiątki z randek z szatynem. Tae miał. W pudełku pod łóżkiem chował każdy bilet z kina, każdą głupotę, która dotyczyła Hoseoka i jego. Pamiętał wszystkie daty, gdy pomiędzy nimi było miło. Czy ten chłopak pamiętał w ogóle datę ich pierwszej randki? Bo on pamiętał całe ich spotkanie, gdy pierwszy raz byli sami. Czyż to nie znaczy, że był lepszy? Że bardziej nadawał się na jego mężczyznę, niż ten zakochany w sobie snob?
Co Hoseok w nim widział? Nie był najpiękniejszy, raczej babski i troszkę obleśny, zachowywał się wyniośle i owijał sobie młodszego dookoła palca, nie znosił sprzeciwu. Czy w ogóle mieli tematy do rozmów? Przecież wydawał się być tępy. Czemu więc gdy są razem, to Jung jest taki uradowany i nie może się od niego dokleić? Czy jest aż tak dobry w te sprawy? W sumie wygląda na dziwkę...
- Ach! - jęknął, opierając się o poręcz. Zaczyna naprawdę świrować. Uwziął się na niewinnego chłopaka przez własne frustracje. Najchętniej by się popłakał i zamknął gdzieś z dala od wszystkiego. Odciąłby się od tego, zapomniał o swojej miłości i złamanym sercu.


~*~


- Znowu pijecie? - westchnął Kim, sięgając po ciastko. Chwila przerwy, a oni już nie mogli się powstrzymać przed imprezowaniem. Cóż. Chyba czeka go kolejny wieczór na zimnym dworze.
- Skończyliśmy nagrywać płytę, to dobra okazja! - wyszczerzył się Suga, upijając łyk zimnego piwa.
- Jak każda. - wzruszył ramionami, oblizując wargi. - To miłej zabawy.
- Ej, mógłbyś w końcu z nami posiedzieć, ostatnio ciągle się wymigujesz. - mruknął niezadowolony Jungkook, wskazując na wolne miejsce obok Hoseoka. - Dzisiaj Ci nie odpuścimy.
Taehyung zacisnął wargi, patrząc niepewnie na swojego ukochanego, który z uśmiechem jeszcze bardziej się przesunął.
- Chodź, maluchu, tęsknimy za Tobą. Nie ma nas kto rozśmieszać.
- Niech wam będzie. - westchnął i przysiadł się. Godzinka i się zwinie spać, więcej nie wytrzyma, będąc tak blisko niego. Sięgnął po piwo i od razu upił kilka sporych łyków. Na trzeźwo to nie przejdzie.
Reszta zadowolona zaczęła rozmawiać o wszystkim i o niczym. Kolejne puszki, wygłupy, tańce i śpiewy. Taehyung nawet nie zauważył, kiedy opróżnił trzecie piwo.
- To mój limit. - mruknął i wstał nieco zbyt energicznie, przez co aż zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło czując, jak ktoś łapie go w pasie.
- TaeTae, wszystko w porządku? - odparł nieco wystraszony. Kim wstrzymał na chwilę powietrze, starając się zapanować nad emocjami.
- T-tak hyung. - odskoczył od niego, oddychając płytko. - Idę spać. Dobranoc!
I szybko odszedł w stronę pokoju. Powinien dostać zakaz zbliżania się do niego. Tak, to dobry pomysł.
Zrzucił z siebie buty i wskoczył do łóżka, od razu chowając się pod kołdrą. Szlag. Cholerne serce.
Zacisnął oczy, starając się powstrzymać łzy, które cisnęły mu się pod powieki, gdy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Nie wychylił się spod kołdry aż do momentu, gdy ktoś wtargnął do jego łóżka i objął go od tyłu.
- Coś jest nie tak, maluchu. - oddech Hopa drażnił jego ucho. Za jakie grzechy?!
- H-hyung... Co Ty robisz? - wyjąkał, odwracając się do niego przodem. To był zły pomysł. Twarz Junga tak blisko jego własnej, jego dłonie na jego talii.
- Tęsknię za Tobą.
- Jesteś pijany.
- Troszkę. - zaśmiał się, wtulając nos w szyję Tae, nieco zadziornie muskając ją wargami. - Czy ty mnie nienawidzisz?
- C-co Ty gadasz... - jęknął, odchylając głowę do tyłu. Za wiele tego dobrego.
- Nie rozmawiasz ze mną, nie chcesz wychodzić nigdzie we dwójkę, nie pozwalasz się przytulać. Nic nie zrobiłem, ty zaś mnie odrzucasz. Czuję się z tym źle, wiesz? - pogłaskał jego plecy czule, przyciągając do siebie, na co młodszy aż jęknął.
- Przepraszam.
- Teraz też nie jesteś dla mnie miły. Budujesz mur.
Ty doprowadziłeś do tego, hyung. Ty związałeś się z tym chłopakiem, odrzucając tym samy mnie.
- Nie.
- Owszem. - starszy uniósł nieco głowę i potarł swoim nosem o jego, sprawiając, że szarawe policzki Tae pokryły się rumieńcem. - Widzę to. Muszę go zburzyć. - westchnął, gładząc jedną ręką jego policzek, drugą zaś objął go mocno w pasie, przyciągając do siebie. - Teraz mi nie uciekniesz.
- Nie chcę. - westchnął Kim i niewiele myśląc wpił się w jego wargi namiętnie, rozpaczliwie. To złe, jednak na ten moment miał to gdzieś. Już i tak był na skraju, kolejne odrzucenie go nie zabije.
Delikatnie przejechał po jego dolnej wardze językiem. Westchnął cicho, czując jak robi mu się gorąco. Jego usta były jeszcze wspanialsze niż w jego wyobrażeniach. Idealnie miękkie, pełne, smakujące piwem i czekoladą.
- Tae... - usłyszał cichy szept i po chwili coś śliskiego wtargnęło do jego wnętrza, atakując jego język. Jęknął przeciągle, namiętnie odwzajemniając pocałunek, oplatając go czule. Serce biło mu jak oszalałe, oddech stał się płytki. Dłonie Hoseoka wsunęły się pod jego koszulkę, masując jego sutki, co doprowadzało go do jęków wprost w te cudowne usta. Nie wiedział kiedy starszy znalazł się pomiędzy jego udami. Nie miał też pojęcia, kiedy zniknęły ich ubrania. Istniały tylko dla niego te dłonie, które masowały jego pośladki, język atakujący jego usta, szyję, sutki i ramiona. Ten oddech, który doprowadzał go do szaleństwa. I oczywiście niezmiernie podniecał.
Czy to tylko głupi sen? Czy to się dzieje naprawdę?
- Tae... Jesteś taki piękny... - westchną starszy. kąsając jego skórę. Zassał się na niej chwilę, tworząc czerwony ślad. - Musisz częściej pokazywać mi się bez ubrań. - uśmiechnął się i zsunął się nieco. Bez większych oporów wsunął jego członka w swoje usta. Taehyung pisnął, całkowicie się tego nie spodziewając. Zakrył wargi dłonią, gryząc ją nieco w akcie desperacji. Było to coś najprzyjemniejszego na świecie. Gorące usta, śliski język. Niebo.
- Hyung!
Pojedyncze jęki wyrywały się pomimo prób ich zagłuszenia. Jego miłość życia właśnie robiła mu dobrze. Jego miłość mówiła, że jest ładny. Jego miłość chciała częściej widzieć go w takim stanie. Czy może być lepiej?
Starszy wziął go głębiej, poruszając szybciej głową. Jego palce masowały jądra Kima, z wyczuciem, dociskając w odpowiednim momencie. Szczupłe uda rozchyliły się mocniej, zaś wolna dłoń wsunęła się we włosy starszego, mimowolnie dociskając go do swojego krocza. Po chwili Hosoek wysunął go ze swoich ust i namiętne polizał jego policzek, sięgając po pudełeczko, które błyskawicznie wyciągnął. Zamoczył w nim palce i złapał młodszego za biodra, unosząc go odpowiednio wysoko. Tae objął go udami, wzdychając cicho. Nadal do niego cała ta sytuacja nie docierała. Nawet gdy mokry palec Hoseoka wślizgnął się w niego.
- Ach! - pisnął, zaciskając się na nim. Objął go mocno, wbijając palce w jego łopatki.
Rozciągał go energicznie, nie marnując czasu. Chwile później dołączył drugi palec, który masował go w środku już całkowicie intensywnie. Nie minęło wiele czasu, gdy Hoseok nachylił się nad nim i namiętnie całując zastąpił dłoń swoim członkiem.
Taehyung był nieco zestresowany. Nigdy nie uprawiał seksu, więc nie miał pojęcia jak się zachować. Gdy wsunął się w niego kawałek, pisnął w wargi Hopa, napinając wszystkie mięśnie. Bolało. Bardzo. Nie spodziewał się czegoś takiego, jednak przecież nie ucieknie. Pomimo strachu pragnął tego, chciał mu się oddać, musiał go w sobie rozkochać. Może tym sposobem się uda?
Odchylił głowę, umożliwiając mężczyźnie pieszczoty. Starszy wsuwając się coraz bardziej, w międzyczasie znaczył jego szyję. nie szczędząc jej ani trochę. Jego dłoń znalazła się na członku młodszego i zaczęła go masować, doprowadzając do naprawdę niebezpiecznie szalonego stanu. Hoseok westchnął aż, przymykając na chwilę powieki, gdy znalazł się w nim cały.
- Cholera, Tae... Jesteś tak cudowny w środku, tak ciasny, zaraz oszaleję.
Blondyn uśmiechnął się półprzytomnie, czując tym razem gorąco nie tylko na ciele, ale również i w sercu. Było mu dobrze. To on teraz dawał mu przyjemność. To z nim Hoseok spędzi tę noc.
- Hoseok.... - jęknął starszemu wprost do ucha.
Kolejne minuty były czymś nie do opisania. Multum doznać, uczuć. Opisanie słowami tego, co czuł w tym momencie było czymś niewykonalnym. Jego ciało po raz kolejny pokazało, że reaguje tylko na tego seksownego tancerza, że jest od niego uzależnione, że pragnie jego dotyku, czułości. Chce go czuć obok siebie, na sobie, w sobie. Usta Junga powinny być przy jego, zwinne dłonie stworzone były do dotykania jego ud.
Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, chociaż nieco chaotyczne. Wspólne jęki wypełniały pokój, krople potu spływały po ich podnieconych ciałach. Pchnięcia. Trafienia w prostatę. Ostra, szybka masturbacja. Kolejny. Jeszcze jeden. Krzyk. Gorący płyn we wnętrzu młodszego i na dłoni starszego. Szalone oddechy, odgłos ciała opadającego na ciało.
Mlask pocałunku, próby złapania oddechu.
- Najlepszy seks w moim życiu. - jęknął Hoseok, zakrywając ich nieco koślawo kołdrą. Wtulił Tae mocno w siebie, głaszcząc go przez chwilę.
Blondyn bez sił objął go w pasie, chowając twarz przy jego obojczykach. Dzisiejsza noc była najlepszą w jego życiu.


~*~


- Cholera. - Hoseok zerwał się znienacka, gdy tylko otworzył oczy. Tae spojrzał na niego zaskoczony. Sam nie spał już od dawna i zajmował się wpatrywaniem w swoją ukochaną twarz, nie mogąc uwierzyć we własne szczęście.
- Co się stało, hyung? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając w kołdrę. Ciepło, miękko i w dodatku wymarzony facet siedział obok całkiem nagi. Życie jest wspaniałe!
- Kevin zaraz tutaj powinien być. - wypalił, wyskakując z łóżka. Wsunął na siebie bokserki, szybko sprzątając z ziemi swoje ubrania. - Szlag by to!
- Hm? - Taehyung nieco zaskoczony taką reakcją usiadł na łóżku, Liczył na słodki pocałunek, przytulanie się, nie zaś na wspominki o tamtym chłopaku.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. Kurwa mać. On nie może się dowiedzieć. - Hope podszedł do niego i złapał go za ramiona. - Byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy co robiliśmy. Przepraszam. - westchnął, gładząc go po włosach. - Udawajmy, że to się nie stało, dobrze? Nie chcę go stracić przez taką głupotę.
- Och, jasne. - skinął głową, nie wierząc w to, co właśnie usłyszał. - Idę się wykąpać. - mruknął i szybko złapał za swoje bokserki, ubierając się błyskawicznie, po czym wybiegł z pokoju i zamknął się w łazience.
SZLAG BY TO WSZYSTKO!
Alkohol? Nie wiedział co robi? Tak naprawdę nie chciał się z nim kochać, to tylko wina procentów? Czyli... Wcale mu się nie podoba?! Nadal dla niego liczy się tamta ciota, chociaż to seks z nim był ponoć najlepszy!
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. Bolało go wszystko. Tyłek, głowa, najbardziej jednak serce. Jak mógł na to pozwolić? Czemu w ogóle pomyślał o tym, że Hoseok może go pokochać i rzucić Kevina dla niego?
Idiota! Imbecyl! Kretyn!
Gorące łzy mieszały się z wodą, on zaś nawet nie miał ochoty tłumić szlochu czy nas sobą panować. Czuł się podle. Wykorzystany, niekochany, zdradzony.
Opadł na ziemię, nie zakręcając nawet wody. Ukrył twarz w dłoniach, wydając z siebie rozpaczliwe odgłosy, które dźwięk strumienia zagłuszał. Nikt nawet nie wiedział, jak bardzo w środku był zniszczony.


- Jin, mogę spać u Was? Podłoga, cokolwiek... - szepnął. Stał właśnie z najstarszym w kuchni i pomagał kroić warzywa. Nie było innego wyjścia, nie mógł tam zostać.
- Hoseok? - odparł Seokjin, odstawiając naczynia do zlewu. Oparł się o blat, przypatrując uważnie młodszemu. Tae miał wrażenie, że przejrzał go na wylot.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Słyszałem was wczoraj, nie jestem też tak ślepy jak reszta. Schudłeś, twoja twarz stała się dziwnie wysuszona, nie żartujesz i już się nie wygłupiasz. Odkąd J-hope przyznał się do swojego związku, jesteś nieswój i nic Cię nie cieszy. - westchnął i objął młodszego mocno, wtulając w swoje ciało. - Nienawidzę, gdy ktoś z moich przyjaciół cierpi, a już najbardziej nie mogę znieść faktu, że tak pozytywna osóbka się załamała. On... Odrzucił Cię?
Taehyung zacisnął wargi i mocno go objął czując, jak łzy napływają mu do oczu.
- On kazał zapomnieć, udać... Że to nic. Dla niego to nic nie znaczyło hyung... On mnie nie chce...
- Nie ma na świecie mocy, która pozwoliłaby komuś się zakochać, czy odkochać. Tylko serce ma tutaj pole do popisu. - odsunął się nieco i położył dłoń na piersi młodszego, który pociągnął nosem, wbijając w nią spojrzenie. - Jeśli on Cię nie kocha, to nie zrobi tego chyba, że stanie się coś niezwykłego, co wyrzuci z tej skrytki Kevina i zastąpi go Tobą. Wiesz jednak, że szanse są nikłe.
- Co mam zrobić hyung? - szepnął, zaciskając palce na jego dłoni. Słowa Jina go bolały, jednak może znał sposób, cokolwiek? Wyrzuci Hoseoka z jego głowy i pozwoli mu być sobą? Przywróci dawnego Taehyunga, szalonego i głupiego, nieroztropnego...
- Odetnij się od niego. Tylko to Ci pozostało.


~*~


- Podasz mi sos, Tae? - Hoseok uśmiechnął się do młodszego, który zacisnął wargi i podał mu naczynie, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Schował się za miską z ryżem i szybko pałaszował swoją porcję, całkowicie wyłączając się z rozmowy. Czuł na sobie zdziwiony wzrok Hopa, jedna udawał, że po nim to spływa. Nie rozmawiali ze sobą od rana, jednak musiał poinformować ich o swojej decyzji.
- Um. Wyjeżdżam na kilka dni. - mruknął, odstawiając talerz. Oblizał usta i oparł dłonie za swoimi plecami, odchylając się do tyłu.
- Co? Gdzie? - Kook otworzył szerzej oczy. Tae zerknął na niego i mruknął.
- Na wakacje.
- Teraz? Chyba żartujesz. - mruknął Jimin, aż odstawiając swoje jedzenie na stolik.
- Nie. Potrzebuję tego.
- My potrzebujemy Cię do promocji, niedługo wydajemy płytę, hyung. - Jungkook aż się zapowietrzył, nie wierząc temu, co usłyszał. Kim westchnął tylko cicho. Czuł się podle, bo pokładali w nim nadzieje, jednak on już jedną stracił. Tę najważniejszą.
- Albo pojadę na te kilka dni, albo odchodzę z zespołu.
- CO?! - wszyscy poza Jinem aż się poderwali, patrząc na niewzruszonego Tae jak na wariata.
- Nie zmienicie mojej decyzji. Nie wysiedzę tutaj, źle się czuję.
- Jesteś chory, maluchu? - Monster w jednej chwili znalazł się obok niego, łapiąc go za ramiona.
- Trochę. Nie męczcie mnie, proszę. - odepchnął jego dłonie i wstał, odchodząc do swojego pokoju. Opadł na łóżko, chowając twarz w poduszkę. Chciało mu się płakać. Życie bez nich byłoby koszmarem, ale gorszym jest aktualna egzystencja.
- TaeTae... - usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i głos J-hopa. Nie, tylko nie on...
- Idź stąd. - mruknął w poduszkę, odwracając się do niego plecami.
- Ale maluchu... Co się naprawdę dzieje?
- Nic, a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Jesteś jakiś inny.
- Owszem, jednak to nadal ciebie nie dotyczy, więc daj mi spać. - mruknął, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy.
- Martwię się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, Tae...
- W takim razie pomóż mi. - szepnął, zaciskając dłonie w piątki.
- Jak?
- Wyjdź stąd. Już. Teraz.
- Ale...
- Wyjdź! - warknął cicho, zagryzając swoją dolną wargę do krwi.
Wariuje. Siada mu na głowę. Całkowicie.


~*~


- Szlag mnie zaraz trafi. Dlaczego on do cholery nie odbiera? - warknął Hoseok, rzucając telefonem w kąt. Skrzywił się, wsuwając dłoń w swoje włosy, czochrając je.
- Uspokój się, ostatnio jesteś nie do zniesienia, mam tego dość. - mruknął Kevin, wychodząc z łóżka. Baz jakiegokolwiek skrępowania przysiadł nagi na jego kolanach, na co młodszy westchnął, nie będąc w nastroju na zabawy.
- Bo mnie to wkurza. Odbiera telefony od każdego, tylko mnie ignoruje.
- Widocznie ma Cię gdzieś, albo go czymś wkurzyłeś.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony. Nie sądził, by Tae nagle przestał go lubić, z drugiej strony przecież do niczego między nimi nie doszło, poza... Właśnie.
Czyżby to przez tamtą noc? Byłoby to logiczne, jednak przecież on już od dawna był nieswój. Przeszkadzało mu to szalenie. Był zazdrosny, gdy z innymi rozmawiał normalnie, podczas gdy go traktował od jakiegoś czasu jak powietrze.
Spojrzał na Kevina, który pisał smsy siedząc mu na kolanach. Ten to nigdy niczym się nie przejmował. Był cwany, wiedział czego chce i nie znosił sprzeciwu. Czasami miał wrażenie, że w ogóle mu nie zależy. Czemu więc kazał Tae o tym zapomnieć, a został z Woo? Przecież nie był wtedy aż tak pijany. Wiedział co robił, chciał się z nim kochać i naprawdę kochanie się z nim było czymś niesamowitym. Te rumieńce, nieśmiałe pocałunki. Czuł się... pewnie. Kochany i ważny.
Przy Woo było mu dobrze, seks z nim to bajka, jednak nawet nie mieli o czym rozmawiać. Brakowało mu poczucia humoru, był egoistyczny, nie miał zamiaru na jakieś ckliwe, romantyczne gesty. Czasami go to denerwowało, jednak kolejna noc szybko sprawiała, że takie myśli ulatywały z jego głowy.
Czy teraz jednak powinien w tym siedzieć? Czy lepiej będzie jak pojedzie do tego smutnego kosmity i będzie go błagać o wybaczenie? Coś musiał do niego czuć, skoro mu się oddał. Wiedział, że to jego pierwszy raz, zaś nic innego nie mogło być powodem wyjazdu.
Tae... Przecież od zawsze go do niego ciągnęło, ale nigdy nie starał się tego pogłębić tak naprawdę. Potem uciekł do Kevina, który był starszy, bardziej doświadczony. Zapomniał chwilowo o wyszczerzonym głuptasie. Czemu więc w tej chwili ma ochotę na tamte wargi, nie zaś te obok niego?
- Kevin... Kochasz mnie?
- Co? - starszy spojrzał na niego zaskoczony, po czym skrzywił nos, wywracając oczami. - Kocham się z tobą kochać.
- Pytam, czy kochasz mnie, czy tylko seks?
- Zadajesz głupie pytania. Nie mierzę tego taką kategorią. Jest mi z tobą dobrze, ale nie nazwę tego miłością. To luźna relacja, tyle. - wzruszył ramionami.
- Rozumiem. Ja Ciebie też nie kocham. - mruknął, zaciskając nieco wargi.
- To dobrze, jesteśmy dorośli, nie bawmy się w jakieś miłostki.
- Masz rację. Skończmy to.
- Co? - Kevin aż się poderwał, zaciskając długie palce na telefonie.
- Spałem z innym.
- HOSEOK! - warknął, przysuwając swoją twarz do jego. - Jeszcze mi powiedz, że to przez to ten gnojek się nie odzywa!
- Uh... - spuścił nieco głowę. Szlag by to.
- Nie! Hoseok! Nie mów, że spałeś z tą pierdołą?!
- Możliwe. Nie twój interes.
- Ty dupku! - uderzył go w twarz. - Wiedziałem, że coś jest nie tak. 'Nie budź Hoseoka, ma kaca'! - przedrzeźniał głos Kima. - Ja czułem, że to nie tak! Jebaliście się do cholery! Kurwa mać! A on zawsze patrzył na mnie z nienawiścią! Nigdy nie przywitał mnie tak miło jak reszta! - warknął, odsuwając się od młodszego. Złapał za swoje ubrania i szybko zarzucił je na siebie. - Nienawidzę Cię, ale nie martw się. I tak Soohyun ma większego i lepiej się pieprzy. Miło było wracać po kiepskim seksie z tobą i dostać porządnie w dupę.
Hoseok rozchylił usta zaskoczony. Nie spodziewał się takich słów.
- Tobie naprawdę ciężko zrobić dobrze, skoro masz wiadro zamiast dupy. - mruknął i ruszył w stronę łazienki, gdzie zamknął się zanim rozwścieczony blondyn dorwał się do klamki.
Nagle wszystko stało się jasne. Nawet go to nie zabolało, w końcu podjął dobrą decyzję.


~*~


Wybiegł z samochodu i z wielkim pudełkiem truskawkowych czekoladek wszedł do wysokiego budynku, w którym według jego informacji miał przebywać V. Był zestresowany, kręciło mu się w głowie. Musiał go zobaczyć.
Otworzył drzwi prowadzące do ogrodu. Rozejrzał się dookoła, przemierzając wykładaną kamieniem ścieżkę. Nie potrzebował wiele czasu, by dostrzec te rozczochrane włosy w niewielkiej altance. Nie zastanawiając się nad niczym pobiegł w tamtą stronę.
- Tae! - powiedział donośnie, wchodząc do środka. Na chwilę aż go wcięło. Młodszy wyglądał strasznie. Podkrążone, zaczerwienione oczy. Strasznie schudł, wyglądał jak śmierć.
- Hyung? - spojrzał na niego tymi smutnymi źrenicami, rozchylając usta w zaskoczeniu. - Co ty tu robisz? Nie chciałem was oglądać.
- Nas, czy mnie? - odparł, podchodząc do niego. Wręczył mu czekoladki i przysiadł obok. Nie wiedział za bardzo jak się zachować, nie przemyślał tego, postanowił po prostu być szczery.
- Ciebie w szczególności. - przytaknął, wbijając wzrok przed siebie.
- Wiem i chcę to zmienić.
- Nic nie zrobisz. Nie jesteś w stanie.
- Mogę, wierz mi.
- Nie uwierzę, nie potrafię.
- Daj mi ostatnią szansę. - złapał go za dłoń, przyciągając ją do swoich ust. Musnął je czule, wpatrując się z uwagą w te nieszczęśliwe maleństwo.
- Nie chcę. I tak już raz się zawiodłem.
- Naprawię to. - zsunął się z ławki i przyklęknął pomiędzy jego udami. Taehyung otworzył szerzej oczy. - To z mojej winy jest z Tobą źle, prawda?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Wiem, że to przeze mnie. Ja... Zerwałem z Kevinem, nie kocham go, to bez sensu. - spojrzał mu w oczy, zaciskając dłonie na jego długich paluszkach. - Ja... Naprawdę z tobą czułem się inaczej. Tamta noc była najlepszą i chcę mieć cię już zawsze przy sobie.
- Piłeś, czy dzisiaj może coś brałeś? - westchnął młodszy, zaciskając wargi. Wyglądał tak smutno...
- Po prostu wsłuchałem się w to, co mówi mi serce. Chcę ciebie, TaeTae. - uniósł się nieco i wpił czule w jego wargi, gładząc jedną dłonią po policzku. Po chwili odsunął się, wpatrując w mokre policzki chłopaka.
- Hyung... Ja... Nie zniosę kolejnego razu... - wyszlochał, chowając twarz w dłoniach.
- Nigdy Cię już nie zostawię.
- Nie. Ja mam dość tego wszystkiego! Mam dość miłości, ciebie, uczuć! Wyrwij moje serce z piersi i je zabierz, chcę tylko spokoju.
- Tae... - nie takiej reakcji się spodziewał. Coś go ścisnęło w środku.
- Hopie... Ja Cię naprawdę kochałem. Cały czas starałem się być blisko ciebie... Teraz, gdy chciałem żyć bez ciebie, ty nagle się tu zjawiasz. Kiedy znowu ci się odwidzi i zostawisz mnie samemu sobie?! - spojrzał na niego zapłakany, drżąc. Hope niepewnie złapał go w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nigdy. Nie pozwolę, byś płakał. Przysięgam.
- Nie przysięgaj, pokochaj mnie tylko... Niczego innego nie potrzebuję.
- Pokocham.
- Kochaj mnie aż nie odejdę...
- Będę, Tae.
- Kocham Cię hyung. Do zobaczenia!

Strzał. Brzuch Hoseoka zaczął krwawić. Spojrzał zszokowany na Tae, który przyklęknął przy nim i ucałował jego wargi czule.
- Ja... Nie mogę pozwolić Ci tu zostać.
- Ale... Tae... - wyjąkał, łapiąc się za ranę od postrzału. Nie rozumiał. Przecież go kochał!
- Wziąłem tabletki, niedługo umrę, nie zniosę kolejnego życia bez Ciebie, Hoseok. Musisz pójść ze mną. - uśmiechnął się młodszy, kładąc się obok niego na zakrwawionej posadzce.
- Tae...
Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Nie chciał umierać. Chciał żyć, bawić się, tańczyć. Chciał... być z nim, ale nie w zaświatach.
Pojedyncza łza spłynęła z jego oczu.



~*~


-Hoseok! Hoseok, obudź się!
Słyszał stłumione głosy. Niemrawo rozchylił oczy. Biel, wszędzie biel.  I twarze reszty chłopaków z zespołu.
Ból w brzuchu. Szlag. Dopiero teraz sobie przypomniał.
- Ach! - jęknął, opadając z powrotem na łóżko. Jimin przyszpilił go za ramiona do materaca.
- Leż. Nie możesz się ruszać, bo rana się otworzy.
- Tae... Gdzie Tae? - spojrzał na chłopaków, którzy nieco zestresowani wymienili dziwne spojrzenia. - Ej! Co jest?
Nie. Nie mógł umrzeć! Przecież to nielogiczne!
- On... - zaczął Rap Monster.
- Jest w szpitalu psychiatrycznym. - zakończył Jungkook, przegryzając dolną wargę. - Prawdopodobnie albo zamkną go tam, albo trafi do więzienia za próbę morderstwa.
- Co? - jęknął, łapiąc si za głowę. Co za paranoja.
- On nie jest normalny, jak mógł chcieć Cię zabić? - westchnął Yoongi, odchylając się na krześle. - Cudem Cię wyratowali, minuta i wąchałbyś kwiatki od spodu. Pieprzony psychol.
- Suga! - Jin spojrzał na niego karcąco. - Oszczędź sobie.
- Nie mam zamiaru.
Hoseok przymknął na chwilę powieki. Nadal nie dochodziło do niego, że Tae mógł go zamordować. Że zdołał wystrzelić. Nie chciał w to wierzyć. Jego mały, słodki kosmita nie był przestępcą.
- Mogę się z nim zobaczyć?
- Czy ty... - zaczął Min, jednak Nam mu przerwał.
- Możesz, jest tutaj, ale na innym oddziale.
- Zabierzesz mnie tam?
Blondyn skinął głową i pomógł mu wejść na wózek, po czym ruszył z nim w stronę.
Hope stresował się. Miał mętlik w głowie i nie wiedział, czy bardziej się o niego bał, czy bardziej był na niego wściekły.
Przejechał przez odpowiednio oznaczone drzwi, starając się uspokoić. RM musiał chwilę porozmawiać z lekarzem, zanim w ogóle ich wpuścili, co dodatkowo go irytowało. Dopiero po dłuższej chwili wjechali do białego pomieszczenia, gdzie w kącie siedział Tae, wpatrujący się nieco tępo w czystą ścianę.
- Tae... - odparł i dał znak Kimowi, by zostawił ich samych.
Młodszy spojrzał na niego dopiero po dłuższej chwili.
- Żyjesz... To dobrze.
- Tae... Dlaczego.... - wyjąkał, przysuwając się do niego. Czemu ta piękna twarz była teraz tak przerażająca?
- Bo Cię kocham. Miałem umrzeć, nie mogłem Cię tu zostawić, cierpiałbym, gdybym w nowym wcieleniu Cię nie miał przy sobie.
- Taeś... Ale... Przecież mogliśmy być szczęśliwi...
- Chcę umrzeć. Potrzebuję nowego życia. Czystego jak ta ściana. Będzie fajnie, hyung... Umrzyjmy razem i odrodźmy się po raz drugi. Wtedy nie będzie Kevina i nigdy nas już nic nie rozdzieli! To świetny pomysł, Hoseok! - uśmiechnął się szeroko i złapał starszego za ręce. Przyklęknął przy nim, patrząc w oczy starszego z nadzieją i radością. On... pierwszy raz od miesięcy był szczęśliwy. Dlaczego? Jak to się stało, że był tak zniszczony?
- Taeś... Żyjmy razem i się kochajmy... Tutaj... W tym życiu...
- Nie chcę Hopie. Proszę... Umrzyj dla mnie... - uśmiechał się jeszcze przez chwilę, po czym nagle w jego oczach pojawiły się łzy. - Zabij się hyung, proszę. Nie chcę, byś żył! - oparł głowę na jego kolanach, łamiąc biedne, hoseokowe serca na kawałki. - Umrzyj, jeśli mnie kochasz, ja też umrę...
Szatyn pociągnął nosem, gładząc czule włosy chłopaczka.
Nie wierzył w to, co widział. On był chory. Zwariował. Przez niego. Przez jego ślepotę i głupi związek z Kevinem. Zniszczył tego malucha...
- Tae, proszę... - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. Musnął czule jego usta, starając się zapanować nad słonymi kropami, które spływały i po jego policzkach.
- Zabiję Cię, hyung. Zabiję, zabiję, zabiję...

To ja Cię zabiłem, kochanie... Wybacz mi...






Zapraszam do komentowania ;)