Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yoongi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yoongi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lipca 2015

33. I need U boy

Ogłoszenia parafialne: Przypominam o ankiecie! Teraz nadszedł czas na zboczony shocik z V, wybierzcie mu chłopaka! 
W zakładce 'kolejka' będą podawane wyniki ankiet i postępy z opowiadaniami. Możecie tam zerknąć i sprawdzić, na jakim etapie jest poszczególny tekst ;)



Pogłaskał jego szczupłe plecy, wtulając nieco mocniej w swoje ciało te mniejsze. Siedzieli w mieszkaniu Hoseoka, który nie wiedział co ma robić. Stresowało go to, że Taehyung słyszał słowa Sugi. W końcu nie zdawał sobie sprawy z tego, że tamten coś do niego czuł. Nadal nie miał pojęcia co między nimi było, więc czuł się niepewnie.
- TaeTae... - musnął czule jego czoło, zerkając na jego twarz. - Czy... coś jest nie tak?
Młodszy spojrzał na niego i westchnął cicho, obejmując go nieco mocniej udami w pasie.
- Trochę tak. Yoongi... Nie wiem co o tym myśleć.
Hope kiwnął głową na znak, że rozumie.
- Ja... - zaczął młodszy niepewnie. - Czy mam rozumieć to jak deklarację? Dawną, bo dawną, ale jednak... On... Czuł coś do mnie, czy w mojej głupocie sobie to ubzdurałem, hyung?
- Um... - starszy zacisnął wargi, gorączkowo rozmyślając nad odpowiedzią. Chętnie by skłamał, jednak nienawidził braku szczerości, sam wolałby, by Tae go nigdy nie okłamał, więc musiał postępować podobnie.
- Tak można to rozumieć.
- On... Teraz też mnie kocha, hyung?
- To wie już tylko on. Nie potrafię  odpowiedzieć Ci na te pytanie. - w głębi serca miał nadzieję, że nie. Gdyby była w nim ta miłość... Yoongi łatwo nie odpuszczał, nigdy.
- Rozumiem... - westchnął, wtulając się mocniej w tors starszego. - Nie wiem co robić.
- Nie podpowiem Ci, nie mogę być teraz obiektywny.
- Co? Dlaczego? - wbił w niego nieco nierozumne spojrzenie, na co Hoseok się odrobinę zmieszał. Nie chciał wdawać się w szczegóły.
- Nie chcę, byś wybrał jego, tyle.
- A-ale hyung... Jak mam wybrać Yoongiego... - jąkał się nieco, patrząc na niego z lekkim zaskoczeniem i przerażeniem. - Ja... Chcę być przy tobie, twojej miłości pragnę... Nie mów tak, nie może cię przy mnie zabraknąć.
Jung uśmiechnął się szeroko, wzdychając z nieukrywaną ulgą.
- Cieszę się, bo nie mogę już bez ciebie żyć, moje maleństwo. - złapał go za ramiona i wpił się w jego usta czule, od razu wsuwając język do gorącego wnętrza.
Teraz mogą zacząć dyskutować, skoro zagrożenia nie ma.



***


Nosiło go, nie wiedział co ze sobą począć. Nie miał nawet siły na jedzenie, jego ciało odmawiało mu wszystkiego. Stresowała go nieobecność Jina. Godziny mijały, ten zaś nie dawał żadnego znaku życia.
Chyba nie miał zamiaru zrobić niczego głupiego, nie był takim emocjonalnym kretynem jak on. Dlaczego więc jak się bał? Czemu serce ta niebezpiecznie się wyrywało, a umysł kazał szukać go na ulicach Seulu?
Przysiadł na fotelu, chowając twarz w dłoniach. Drżały one niemiłosiernie.
- Jin... - szepnął, zaciskając je po chwili w pięści. Miał ochotę rozwalić te meble, rzucać figurkami o ściany. Ulżyć sobie, jednak ostatkiem sił się powstrzymywał. Nie miał prawa niszczyć tych rzeczy, to ich wspólna własność, poza tym to on zawinił, nie zaś rzeczy martwe. Po prostu był idiotą, baranem, który pierw robił, potem myślał. Który właśnie stracił osobę, która już jedną szansę mu dała, on zaś ją zmarnował przez własną bezmyślność.
Nie dziwił mu się. Sam pewnie miałby dość takiego zachowania. Nie potrafił się określić tak w stu procentach. Gdzieś w podświadomości nadal kochał Taehyunga, chociaż na ten moment pragnął już tylko Jina. To z nim czuł te dziwne motyle w brzuchu, to jego pocałunków pragnął. Tae był jego słodkim przyjacielem, ale w tej chwili nie potrafiłby nawet się z nim naprawdę pocałować, nie wspominając już o jakimkolwiek seksie. Dla niego te delikatnie ciało było sacrum. Świętością, której nie śmiałby naruszyć i zbezcześcić. Brak to fizycznego pociągu, to miłość chyba tylko czysto platoniczna, a nie o taki związek mu chodziło.
To ten z Seokjinem był prawdziwy, szczery. Dlaczego więc wszystko tak się skomplikowało?
Dźwięk kluczy. Poderwał się, po sekundzie znajdując się przy drzwiach, w których pojawił się starszy. Nie wyczuł od niego alkoholu, co nieco go uspokoiło. Wyglądał całkowicie normalnie, może niepotrzebnie się zamartwiał?
- Hyung... - spojrzał na niego zestresowany. Nie wiedział, czy może go objąć, czy lepiej trzymać się z daleka.
- Idę się kąpać. - mruknął tylko, wymijając go. Nie zaszczycił Sugi nawet ulotnym spojrzeniem. Coś go zabolało w środku.
- Hyung, proszę. - złapał go za nadgarstek. Jin tylko zerknął na niego przez ramię i wyrwał swoją rękę. Zignorował prośbę starszego i zamknął się w łazience. - Jin... Nie rób mi tego... - szepnął, zaciskając zęby na dolnej wardze.
Szczęście chyba sobie z niego kpiło. Los go nienawidził.
Całe życie pod górkę.



***


- Jess... O co chodzi?
Blondynka wciągnęła kobietę przez metalowe drzwi. W środku budynku było ciemno, miała tylko latarkę, oczywiście było to celowe. Nikt nic nie powinien zauważyć. Matka nawet nie miała jak zerknąć na szyld nad drzwiami.
Jess, jesteś geniuszem!
- Nie ma czasu, ciociu! - złapała go mocniej za nadgarstek i wciągnęła po schodach. Jej tempo było zabójcze, starsza ledwo za nią nadążała, dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie było czasu na takie ckliwe głupoty. Dotarły w końcu na odpowiednie piętro. Wszędzie było niesamowicie ciemno. Jess kaszlnęła donośnie, po czym otworzyła wielkie, drewniane drzwi i weszła z matką Kooka do wielkie sali widowiskowej. Drzwi się zamknęły i nagle na scenę padło światło. Orkiestra w roku zaczęła grać muzykę, na drewniany, lśniący podest wkroczyły prześliczne, szczupłe dziewczęta, z boku zaś stanęła kobieta w ozdobnej sukni.  Otworzyła usta, z których zaraz rozbrzmiały przepiękne dźwięki. Młodsze zaczęły poruszać się zgrabnie w rytm melodii, powoli poruszając dłońmi. Światła raz po raz oświetlały ich smukłe sylwetki, dodając całemu przedstawieniu dramaturgii.
Jess odsunęła się na bok, z uśmiechem obserwując reakcję kobiety.
Całkowicie zszokowana. "Eternal source of light divine" było jej małą obsesją, bardzo kochała to dzieło, a te wykonanie było perfekcyjnie. Wokalistka była niesamowicie uzdolniona, jej głos poruszyłby chyba najbardziej skamieniałe serce, więc to dobra metoda na tak niefajną kobietę. Jess mogłaby przysiąc, że zadrżała. Zaciśnięte dłonie mogły oznaczać w końcu tylko całkowitą fascynację, a i lśniące oczy były dość łatwe do zinterpretowania. Może i ciotka była wkurzającą staruchą, ale naprawdę kochała te swoje opery, balety i śpiewy, były sensem jej marnego życia i reakcje bez wątpienia udawane nie były. Zresztą ona nigdy nie okazywała słabości, musiało ją to ruszyć.
Blondynka zerknęła na scenę. Śpiew się skończył, tancerki zaś zrzuciły wierzchnie odzienie i w obcisłych kostiumikach zaczęły tańczyć jakiś nieznany jej balet, chociaż pani Jeon chyba doskonale znała te kroki i melodię.
Po kilkunastu minutach muzyka ucichła, scena stała się ciemna, zaś koło nich zapaliło się światło. Przed wzruszoną kobietą pojawił się Jimin z gigantycznym bukietem kwiatów, za nim stał chyba też poruszony widowiskiem Ciastek.
- Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnął się Park, zaś kobieta drżąc przyjęła kwiaty, zapominając na moment jak w ogóle się mówi.

Jungkook był zszokowany. Widział, że Jimin może wiele, że był szalony, ale żeby ściągnąć tutaj ulubioną śpiewaczkę jego matki i zaprezentować jej dwa ulubione dzieła? I to jeszcze wszystko dla jednej osoby? Sam nie wiedział, jak powinien zareagować, a co dopiero jego matka. Był przekonany, że to najlepszy prezent, jaki mogła dostać. Owszem, była materialistką, ale jakieś tam uczucia miała, a Jimin trafił w nie idealnie.
Przyglądał się im uważnie. Matka objęła Parka, roztrzęsiona, on zaś coś do niej mówił, jakby uspokajając.
Co do jednego już Kook nie miał wątpliwości - kupił ją całkowicie. Nie zdziwiłoby go, gdyby nagle stał się jej oczkiem w głowie. Jeszcze go zaadoptuje... W sumie to nie był najgorszy pomysł. Wspólny pokój, miałby go cały czas dla siebie... OCH. STOP. O czym ty myślisz?!
No ale w sumie... Wspaniałego miał mężczyznę. Nawet, jeśli nie odróżniał baletu od opery...


- Dobranoc, Jimin. - matka Kooka pomachała ostatni raz Parkowi, który z zadowoleniem wsiadł do samochodu i ruszył. Ten wieczór był naprawdę świetny. Najpierw płakała mu w koszulę mówiąc, jaki to jest świetny, jaki kochany, że się nie spodziewała. Prawdziwa miłość! Potem dodatkowo zachwycała się restauracją, do której zabrał ją i Ciastka. Cały czas gadała o tym samym, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Siedział sobie koło chłopaka i smyrał go po udzie, to całkiem niezła nagroda za katorgę, jaką było jej towarzystwo. W każdym razie wygrał tę bitwę, był coraz bliżej do całkowitego jej uziemienia. Ach ta miłość! Co ona robiła z ludźmi!?
W każdym razie teraz ma załatwione noclegi kiedy tylko chce. Dzisiaj już chciała, by spał u nich, ale miał sporo rzeczy na głowie, rano trzeba było być na siłach, bo rozmowa z Tae, obiad rodzinny i spotkanie z ojcem to aż nadmiar obowiązków, zresztą Ciastek miał się uczyć, zaś przy nim się nie skupi. W końcu był sobą, nie?



***



To kręci się w kółko, dlaczego ciągle wracam?
Upadam na samo dno, wydaje się, że to ja jestem głupkiem...
Cokolwiek robię, nic na to nie poradzę.
To moje serce, moje myśli i dusza, one mnie nie słuchają...


Zacisnął dłonie na kubku z gorącą herbatą, wpatrując się we wschodzące słońce. Siedział na balkonie, okryty ciepłym, mięciutkim kocem, który dostał od Yoongiego na urodziny. Różowy w słodkie, wyszywane korony. Powiedział wtedy, że idealnie pasuje do niego, bo jest jak księżniczka. Bardzo go to wtedy ruszyło, gdyż były to ich początki. Suga jawił mu się wtedy tak pozytywnie. Uroczy, ale i pewny siebie, który nie kręcił i był aż nazbyt szczery. Pomocny, ale nie dawał się wykorzystywać. Idealny. Od początku mu się te cechy spodobały, bo nie był przesiąknięty też zgnilizną stolicy. Z małego miasta, świeży i inny. Pomimo pieniędzy nie zachowywał się jak snob, był normalnym chłopakiem, na którego można było liczyć.
Czemu teraz tak się zmienił? Dlaczego zawsze pewny swoich racji, teraz tak się miotał?
Gdzie jego zdecydowanie? Ta szczerość, z której był znany?
Jak on może tak kręcić, motać się, być niepewnym własnych uczuć?
- Ech... - westchnął, upijając łyk napoju. Przymknął na chwilę powieki, odchylając głowę do tyłu. Czuł się podle, bo sam łapał się na tym, że był wszystkiego niepewny. Kochał Yoongiego. Jego serce podskakiwało za każdym razem, gdy młodszy był blisko, gdy się dotykali czy nawet rozmawiali. Ostatnie tygodnie były bajką i miał nadzieję, że już zawsze jego życie będzie tak ułożone. Uczelnia, potem praca, w domu zaś prześliczny chłopak, z którym spędzi czas i przy którym się będzie budzić. Dlaczego więc w chwili, gdy naprawdę było mu dobrze, wszystko wywróciło się do góry nogami?
To nie tak, że wątpił w słowa Sugi. Widział, że mu zależało, jako tako znał się na ludziach i nie był ślepy. Razem było im dobrze, jednak serce młodszego było niestabilne, Jin zaś nie miał chyba siły na kolejne rozczarowania.
Nie potrafił ukryć tego, że słowa chłopaka go zabolały. Z jednej strony go rozumiał, bowiem Jimin wedle jego informacji byłby podłą świnią, ale mimo wszystko... Odpuścił mu? Pozwolił? Przecież mówił, że nie mógłby z nim być, bo z nim nie jest tak dobrze... Mieszał niesamowicie, więc co on miał o tym myśleć? Skoro sam nie ufał sobie, jak Kim mógł uwierzyć w jego dobre intencje? W końcu to, że razem czuli się świetnie nie znaczyło, że tak naprawdę coś do niego czuł.
Z cichym westchnięciem wstał i wrócił do mieszkania, zamykając drzwi. Nie miał pojęcia, jak teraz będą tu funkcjonować. On sam nie wiedział co ma począć z tym fantem, więc przebywanie razem będzie niekomfortowe... Wczoraj przesiedział cały wieczór w parku, byleby tylko na niego nie wpaść, jednak niestety plan okazał się być klapą. Zresztą czego się spodziewał?
Zsunął z siebie koc i rzucił go na kanapę, po czym udał się do kuchni, gdzie wsadził kubek do zmywarki. Dzisiaj sobota, więc pewnie nie będzie wstawał wcześnie, miał więc trochę czasu na spokojne rozmyślania. Pytanie tylko, czy bardziej sobie nie namiesza w głowie?



***


- Nie wiem co mam zrobić, Jimin... Pójść z nim porozmawiać, czy zostawić to samemu sobie? Czuję się... źle. - szepnął Taehyung, wpatrując się nieco tępo w sufit pokoju Parka. Starszy nie miał siły czegokolwiek ogarniać, więc leżeli sobie pod kołdrą. Zresztą łóżko zawsze było najlepszym miejscem do rozmyślań i podejmowania życiowych decyzji.
- Co mógłbyś powiedzieć? Jeżeli zapytasz go, czy Cię kochał, to wprowadzi to niekomfortową sytuację. Gdy to potwierdzi, to co wtedy? Rzucisz Hoseoka i skoczysz mu w ramiona?
- Jimin! Jak możesz! - młodszy aż otworzył szerzej oczy, patrząc na niego zniesmaczony. - Nie mogę zostawić hyunga.
- Czemu? - uśmiechnął się nieco złośliwie. Nawet w tak ciężkiej dla młodego chwili, nie mógł się powstrzymać przed złośliwościami. Poza tym te słodkie zmieszanie na jego kochanej buźce było przecudowne.
- No... Bo... - zarumienił się nieco, zaciskając dłonie na kołdrze. - Lubię go. Jest mi z nim dobrze.
- Pieprzycie się chociaż?
- Jimin!
- Okej, okej. Jesteście ślamazarni, serio. - westchnął, kiwając głową z niedowierzaniem. Z jednej strony go to dziwiło, z drugiej cieszyło. Myśl, że ktoś wali w dupę jego maleństwo chyba by go nieco zasmuciła...
- Nie pomagasz... - młodszy nadął policzki, patrząc na niego smutno. Park uśmiechnął się i złapał go mocno w pasie, przyciągając do siebie.
- Pomagam. Nic z tym nie rób, to on zjebał. - zamruczał, pocierając nosem o ten Tae. Młodszy poklepał go po ramieniu. - W sumie to Ciastek, ale on nie chciał... Nie miej mu tego za złe. Czasami myśli nieco... ułomnie.
- To się dobraliście. - wyszczerzył się kwadratowo okularnik, na co Jimin aż się zapowietrzył.
- Coś ty powiedział, smerfie?!
- I jeszcze głuchy!
- Tyyyyyy! - zaczął go łaskotać po brzuchu. Tym razem macanki Hoseoka były pomocne, znał słabość dzieciaka. - Powtórz!
- No... Przestań, haha! - piszczał, wiercąc się na łóżku. - Ty jesteś mądry! Uzupełniacie się! O to... chodzi!
- No, ja myślę.
- Co ty...
- TAEHYUNG! Grabisz sobie!
- Dobra, dobra. Jestem cicho. - uśmiechnął się Tae, układając wygodnie na boku. - Czyli mam to zostawić?
- Oczywiście. Jak Ci wyzna miłość, to będzie klapa, bo będziesz musiał dać mu kosza, prawda? Poza tym odpuścił z tego cóż rozumiałem, więc lepiej go dodatkowo nie ranić. Swoją drogą... Taki pipciuś, a na Ciebie poleciał... Przecież wy do siebie nie pasujecie.
- Jimin... Nie mów tak. Podkochiwałem się w nim przez długi okres czasu..
Brunet aż się uniósł, patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
- Że co?
- Gdy jeszcze mieszkał u nas w mieście... Taka młodzieńcza miłość. Gdyby nie fakt, że potem było sam wiesz co, to pewnie nadal bym był w nim zakochany. Ale stało się tak, a nie inaczej. Poznałem Hoseoka i całkiem mi minęło. Chyba dlatego tak zareagowałem...
- Rozumiem... No cóż. Teraz nie ma sensu się nad tym roztkliwiać. Masz Hopa, trzymaj się go i bądź szczęśliwy, bo mu naprawdę na tobie zależy. Wiem co mówię, znam go lata. - pogładził go po czuprynie, przyciągając do siebie. Wtulił nos w jego włosy, wzdychając cicho. Co świat by bez niego zrobił...



***



- Hyung... Proszę, daj mi to wytłumaczyć. - głos Yoongiego drżał, był przepełniony rozpaczą. Nie wiedział już jak ma dojść do starszego, jak ma go prosić, by zechciał z nim chociaż chwilkę porozmawiać. Traktował go od rana jak powietrze, nie odzywał się nawet słowem, zaś gdy on próbował cokolwiek zacząć, to Jin bez oporów zamykał się w pokoju, włączając muzykę.
Teraz stał przy blacie, krojąc mięso na obiad.
- Co chcesz tłumaczyć, Yoongi? - westchnął po dłuższej chwili, jednak nie spojrzał na niego nawet na sekundę. Różowowłosy odetchnął z lekką ulgą, opierając się o blat.
- Tę sytuację.
- Nie ma co tutaj tłumaczyć. Jesteś niestabilny uczuciowo. Dopóki sam się nie zrozumiesz, dopóty ja nie czuję się zobowiązany.
- Ale...
- Yoongi. - szatyn odstawił nóż i stanął do niego przodem. Spojrzał mu w oczy, na co młodszy aż zadrżał. Był całkowicie poważny. - Odpocznij, pomyśl nad tym. Ja już nie mam siły do twoich szaleństw, jesteś zbyt niepewny. Wiem, że wydaje ci się, że to szczere, ale proszę cię... pomyśl. Odsapnij, napij się kawy i zwyczajnie posłuchaj swojego serca. - uśmiechnął się delikatnie i pogładził niższego po włosach. - Odezwij się, gdy już wszystko będziesz wiedział. Poczekam.


Proszę o komentarze ;)

sobota, 13 czerwca 2015

28. I need U boy

- Podaj mi mąkę hyung. - odparł Tae, mieszając zawzięcie ciasto w wielkiej misce. Hoseok posłusznie podał mu składnik, siadając obok na blacie. Nie mógł oderwać wzroku od tej upaćkanej twarzy, zaciśniętych wargach i skupionych oczkach, które co chwila zerkały na kartkę z przepisem.
Jego dzisiejsza wizyta całkowicie zadziwiła bruneta. Zjawił się bez zapowiedzi przed jego drzwiami z zakupami i oznajmił, że zrobi mu ciasteczka. Oczywiście od razu na to przystał, bowiem kto nie chciałby zjeść smakołyków Tae? W sumie wolałby skosztować jego ciałka, jednak nie można mieć wszystkiego. Sam fakt, że był tu i robił mu jedzenie, był wystarczająco zadowalający. Jego najpiękniejsze maleństwo...
- Hyuuung. Miałeś nasmarować blaszkę. - jęknął młodszy, patrząc na niego z wyrzutem. Dzisiaj to on rządził i idealnie mu to wychodziło. Hoseok szybko więc wyciągnął metalową blaszkę i nasmarował ją tym, co podał mu dzieciak. Po chwili Taeś zaczął układać na niej papkę z miski, posypując wiórkami. Jeju. Sama słodycz, aż by go wyściskał! Ten jednak mu uciekł, podchodząc do rozgrzanego piekarnika.
- Teraz wystarczy poczekać i będziesz miał co jeść! - wyszczerzył się okularnik, zdejmując z siebie fartuszek.
- Nie mogę się już doczekać! - pokiwał głową brunet. - I nie sprzątaj, spokojnie. I tak jutro przychodzi sprzątaczka, szkoda czasu. Lepiej chodź ze mną. - złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Chłopaczek chciał protestować, jednak szybko dał za wygraną. I bardzo dobrze.
Hoseok posadził go na metalowym krześle przy umywalce i sięgnął po ręcznik. Zamoczył go w wodzie i ukucnął przy blondynie, dokładnie i delikatnie czyszcząc jego twarz. Najpierw nosek, potem policzki, ręce. Mógł wprawdzie dać mu się samemu oporządzić, jednak chciał go chociaż trochę dotykać nawet, jeśli było to coś tak banalnego.
- Dziękuję, hyung. - zamruczał młodszy, wpatrując się uważnie w podenerwowanego starszego. Spojrzenie Tae było cudowne, kuszące. Rozchylone wargi, te czekoladowe oczy, słodkie rzęsy i nieco nierozgarnięty wyraz twarzy. Coś wspaniałego.
- Nie ma za co, maluszku.
- Dlaczego tak na mnie mówisz? - mruknął, patrząc pytająco na nieco zdezorientowanego bruneta.
- Bo jesteś moim słodkim maluszkiem, o którego muszę dbać. Uroczy z Ciebie chłopak, taki niewinny i kochany, jak inaczej mógłbym na Ciebie mówić?
- Hm... To ja muszę dbać o Ciebie, hyung, więc od dzisiaj będę Twoją żoną, która zadba o Twój żołądek. - kosmiczny chłoptaś wyszczerzył się jak gdyby nigdy nic, wstając z krzesła. Hoseokowe serce zabiło mocniej, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Wiele by dał, by Taehyung zamieszkał tutaj z nim i udawał jego żonkę. Nawet nie udawał. Mógłby przecież nią zostać. W sumie mężem, nieważne...
Odstawił ściereczkę i ruszył szybko za swoim kochasiem, który już wyciągał z piecyka pachnące ciasteczka. Zadowolony przełożył je na talerzyk, posypując jeszcze jakimiś cukierkami. Nawet nie wyglądały najgorzej, w smaku zaś powinny być cudowne. W końcu jego Tae był idealny.
- Hyung, musisz spróbować. - odparł młodszy, z zadowoleniem podając mu talerzyk. Hoseok wziął ciepłe ciasteczko i szybko je ugryzł, przeżuwając.
Na wszelkie słodkości świata. Nigdy, ale to nigdy nie jadł czegoś takiego. Za słone, ale i za słodkie, jakby dziwnie suche i mdłe. Jednym słowem obrzydliwe. Nie sądził nawet, że można zrobić tak niedobre ciastka, mimo wszystko zjadł jedno szybko, uśmiechając się szeroko.
- Pyszne! Daj jeszcze jedno! - nadal grając sięgnął po drugie, widząc wielki uśmiech na tej słodkiej buzi. Trudno, najwyżej dostanie jakiegoś rozwolnienia... Zaczął jeść kolejne, ze smakiem się nawet oblizując. W środku zbierało mu się na wymioty, dzielnie jednak grał, jakby wcinał właśnie ciasto z najlepszej francuskiej cukierni. Wolał się przemęczyć, niż zasmucić chłopaczka.
- Naprawdę? Och, to świetnie! - wyszczerzył się, samemu sięgając po ciasteczko. Hope jak poparzony doskoczył do niego, od razu zabierając mu je z ręki.
- Ej, zrobiłeś je dla mnie, nie ma podjadania! Musisz upiec sobie drugie. - odparł dumnie, wpakowując małe ohydztwo do ust i szybko je gryząc. Jeszcze tego brakowało, by młody się otruł. Nie ma mowy, by pozwolił mu umrzeć od własnych wypieków.
- Nie bądź taki. - mruknął niezadowolony, wyrywając mu jedno. Ugryzł kęs i niemal od razu go wypluł do kosza na śmieci. - Hyung! To jest obrzydliwe!
- Och, nie, czemu? - skłamał, siląc się na poważny wyraz twarzy. Zostaje mu tylko lanie wody. - Mi smakują.
- To nie jest jadalne. - młodszy wyrwał mu talerz i wyrzucił wszystko do śmieci. Był bardzo zasmucony i wystraszony, pewni też zmieszany. - Dlaczego to zjadłeś? Przecież wiem, że Ci to nie mogło smakować...
Hoseok zagryzł dolną wargę, wzdychając cicho.
- Napracowałeś się nad tym i nie chciałem, byś był smutny.- czuł się podle, jednak co miał zrobić? Lepiej powiedzieć prawdę, niż go cały czas okłamywać.
- Przepraszam! - wyjąkał Tae, zrozpaczony obejmując Junga w pasie. Zacisnął dłonie na jego koszulce, pocierając twarzą o jego tors. - Prawie Cię otrułem, przepraszam!
- Spokojnie, nic się nie stało, misiek. - pogładził go zadowolony po pleckach. Warto było jeść te przerażające cuda. W sumie nawet mógłby się z nimi męczyć codziennie, byleby tylko Tae był z nim i go później przytulał.
- Nie rób tak więcej hyung. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz, przecież nie będę zły, skoro sam zrobiłem coś źle. - uniósł swoją idealną twarz ku górze, patrząc na Hoseoka swoim wzrokiem szczeniaczka. Ten aż wstrzymał oddech, po chwili dopiero wracając do żywych.
- Chodźmy do pokoju i zapomnijmy o tym, kocha... Tae. - w ostatniej chwili zreflektował, że chciał go nazwać w tak nieodpowiedni sposób. Zagryzł zęby na dolnej wardze zmieszany.
- Dokończ, hyung. Co chciałeś powiedzieć? - wyszczerzył się blondyn, patrząc na niego wyczekująco. Hoseok miał ochotę uciec, jego serce waliło jak oszalałe. To się wkopał.
- Nic Tae. Przesłyszało Ci się.
- Doprawdy? Nie sądzę. Słyszałem dokładnie, że coś zacząłeś, a nie zakończyłeś. Powiedz miiiii. - zamruczał, zabierając dłonie z jego pleców. Objął go nimi za hoseokową szyję, zmuszając tym samym, by się nieco schylił. Starszy czuł, że zaraz dostanie zawału. Tak blisko, tak cudownie. Niemal czuł jego słodki oddech na swojej twarzy. - Musisz mi powiedzieć, proszę.
Te piękne, wielkie oczy, rozchylone wargi. Krew aż się w nim zagotowała. Dotyk dodatkowo nie ułatwiał sprawy, to było stresujące. Cóż miał zrobić? Powiedzieć i się narazić? Pewnie i tak dzieciak nie da za wygraną. Poza tym... Chciał go tak nazywać.
- Uh... Ale Ty mnie męczysz. - westchnął, obejmując go mocno jedną ręką w pasie, drugą zaś gładząc go po mięciutkim policzku. Raz kozie śmierć. W dodatku blondyn się zarumienił... - Kochanie.
Młodszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, rozchylając te piękne usteczka. Na jego policzkach pojawiły się jeszcze mocniejsze rumieńce.
- K-kochanie?
- Tak, kochanie. - przytaknął, przysuwając swoją twarz bliżej jego. Przyciągnął jego drobne ciałko do swojego, muskając kciukiem jego wargi. - Jesteś moim słodkim kochaniem.
Czuł, jak ciałko Tae drży w jego dłoniach. Nie wiedział, czy się bał, czy cieszył, czy cokolwiek... On sam zaś nie mógł już dłużej nad sobą zapanować, odsunął więc palec od jego warg i zastąpił je swoimi ustami. Delikatnie, czule je ucałował czując, jak coś w jego brzuchu zaczyna wariować. Nie wiedział co to było, jednak nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Na bogów! Całował właśnie swoje najwspanialsze kochanie, było mu genialnie.
Miękkie usteczka, tak idealne i cudowne, przymknięte powieki. Drżące dłonie, które zacisnęły się na jego karku. Jego piękny, najwspanialszy Taeś...
Chłopiec początkowo jakby nie zareagował. Nie odepchnął go, ani też nie odwzajemnił. Dopiero po dłuższej chwili Hoseok poczuł, że i on również naparł swoimi wargami na jego. Było to nieśmiałe i niewinne, całkowicie w stylu jego maluszka. Nie pogłębiał tego. Stali tak ze złączonymi ustami, oddychając płytko, po kilku sekundach dopiero Jung złożył na jego usteczkach kolejny pocałunek, nieco bardziej władczy. Młodszy aż jęknął, co tylko bardziej go nakręciło. Delikatnie przesunął koniuszkiem języka pomiędzy jego wargami, rozchylając je w ten sposób, po czym powolutku zaczął się wsuwać do rozgrzanego wnętrza Taehyunga. To było niesamowite uczucie. Czuł się jak w niebie, gdy poczuł mokry języczek Tae przy swoim. Oplótł go czule, namiętnie pieszcząc, by chłopakowi było jak najprzyjemniej. On w końcu niemal nie wybuchł z nadmiaru wrażeń. Nigdy nie czuł się tak wspaniale. Żadna wygrana, żadna nagroda czy impreza nie dały mu tyle radości, co ten mały pocałunek.
Zamruczał cicho w jego wnętrze, zaczynając poruszać nieco sprawniej językiem. Tae był zmieszany, starał się również nim ruszać, jednak Hoseok musiał przyznać, że było to nieudolne, ale i tak kochane. Pierwszy go pocałował i zostanie już do końca jedynym, który będzie mógł smakować jego ust. Przecież nigdy go już nie wypuści ze swoich ramion, to logiczne.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego, lubieżnie oblizując wargi. Nie chciał, by jego maleństwo się udusiło z nadmiaru wrażeń, już i tak ledwo oddychał.
- Hyung... - jęknął blondyn, patrząc na niego cały różowy na twarzy, z podrażnionymi od pocałunków ustami. Piękny. Cudowny.
- Tak, kochanie? - tak mu się spodobało to słowo. Idealne.
- Czy Ty... Ja... Nie wiem... - zamotał się, spuszczając wzrok. Hoseok złapał go za podbródek i uniósł nieco jego twarz.
- Czego nie wiesz, Taeś?
- No bo... Czy Ty... Bo ja nie wiem... I w ogóle... - Jung miał ochotę się zaśmiać z tej słodkiej nieporadności.
- Nie rozumiem Cię TaeTae... - musnął czule jego czoło. - Naprawdę jesteś moim kochaniem. Znaczy... Czy moim to nie wiem, ale dla mnie na pewno. Jakkolwiek... Lubię Cię. Bardzo.
- Um... - blondyn zacisnął dłonie na jego ramionach, wpatrując mu się z zawstydzeniem w oczy. - Ale że... Tak poważnie? Jak... Jess i Namjoon?
- Tak, jak oni. - stresowało go to wszystko, jednak nie mógł się wycofać. Wprawdzie bał się, że te słowa go przerażą, że ucieknie i tyle z jego miłości zostanie, teraz było już jednak za późno.
- Hyung... Ale ja... Nie wiem, co miałbym robić... - jęknął zagubiony. Hoseok mocno go objął, wtulając te małe ciałko w swoje.
- Spokojnie, Tae. Nic nie musisz robić. Po prostu bądź przy mnie, rozmawiaj ze mną. Nie zmuszaj się do niczego, tylko daj mi o siebie zadbać.
- Dziękuję, hyung.
- To ja dziękuję Ci za to, że jesteś. - odparł starszy i czule ucałował jego usteczka. Serce co chwila robiło fikołki, on sam zaś nie mógł zapanować nad głupim uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy. To najszczęśliwszy dzień w jego życiu.



***


- Namjoon. Nie bądź chujem, daj mi ten numer do Jess.
- Po co Ci telefon mojej dziewczyny?
- Przecież Ci jej nie przelecę, mimo wszystko wolę chłopców.
- Nie ufam Ci.
- Zaraz jak Cię nawiedzę, to zginiesz marnie. - warknął do słuchawki, wyraźnie zirytowany. Miał interesa, jednak nie chciał o tym mówić temu pantoflarzowi bez mózgu. Potrzebował Jess, by była kumata i tylko ona mogła mu pomóc, ten pacan zaś wszystko utrudniał, bo był zazdrosny o swoją dupeczkę. Przecież on miał lepszą, bo Ciastkową! No ale nie mógł ot tak tego wyjawić.
- Dobra, dam, ale jak zrobisz coś podejrzanego, to Cię za jaja powieszę i nigdy nie poruchasz.
UUUU. Namjoon jaki groźny. Grozi ChimChimowi... Samobójca.
Zapisał numer i od razu się rozłączył, wykręcając natychmiast i przykładając do ucha telefon.
- Tak? - rozległ się kobiecy głos.
- Hej Jess, tu Jimin, przyjaciel Kookiego. Masz chwilę? Chciałbym z Tobą porozmawiać w cztery oczy.
- O, nie ma problemu. Może za godzinę w Hiltonie? Będę w restauracji na dole.
- Okej, to do potem!
Jaka miła dziewczyna. Problemów nie robiła, nie zadawała głupich pytań. Jak ona wytrzymywała z takim bucem? Swoją drogą nawet ładna była, podobna do Ciastka, ale niestety i tak wolał swojego chłopaka.
Szybko się przebrał i wyszedł z domu. Miał nadzieję, że mu pomoże, bo plan już miał, ale potrzebował kogoś, kto uknuje z nim intrygę. Ciastek nie potrafi kłamać, więc się nie nada, Jessica zaś to Jessica, ona wszystko potrafi. To chyba taka damska wersja jego, tylko trochę gorsza. Gust nie taki i te sprawy...








Zapraszam do komentowania ;)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

24. I need U boy

Ostatnie minuty ankiety ;))





Mózg Jimina niemal parował. Miał raptem kilka sekund, by opracować plan bitwy.
Geniusz, przystojniak i Bóg Seksu kontra Ciasteczkowa Cnota
Wszystkie chwyty dozwolone, jednak liczyła się technika i precyzja. Łatwo będzie popełnić błąd i nadepnąć na minę, a zakończy się to śmiercią tej niesamowitej miłości i chcicy najlepszego przyjaciela Parka, który otrzymał wdzięczne imię 'ChimChim Rozpruwacz". Nie mógł działać pochopnie, gdyż przecież odpowiada też za dobre samopoczucie swojego kolegi.
No i najważniejsze...
Może zjeść ciasteczko, albo nie zjeść, trzeba spinać poślady i się postarać!

- Co chcesz robić, Jimin? - Kookie przysiadł po turecku na łóżku, przodem do chłopaka. Jimin zerknął na niego z dołu, po czym skinął głową na laptopa.
- Podaj, obejrzymy coś.
Młodszy posłusznie wszystko przyniósł. Świat się kończył. Ciastek nie komentuje, zaś on sam ściąga pomysły tego ułoma Hoseoka. ON. Super mega seksowny, idealny podrywacz bierze przykład z kogoś, kto nawet nie potrafi zająć się jak mężczyzna Tae. A przecież ciągle drugi raz już mu daje okazję, by cokolwiek zdziałał! Mniejsza. Teraz trzeba się zająć swoim facetem.
Jimin przejął komputer i poklepał miejsce obok siebie, na którym chwilę potem siedział zaciekawiony chłopiec. Co włączy? Oczywiście film z masą erotyzmu, a co!
Wskoczyli pod kołdrę i zaczęli oglądać. Początkowo akcja była nieciekawa, jednak nie było to istotne. Ciastek był blisko, czuł jego żel pod prysznic i zapach szamponu, całkiem urocze. Niby od niechcenia objął go ramieniem, smyrając po ramieniu, na co Kookie przystał, nawet się nie odsuwając. Chwilę później zaczęły się wiadome sceny. Ciche jęki były naprawdę efektowne, sam Jimin czuł, że robi mu się gorąco. Spocone ciała, ostre pieszczoty i oczywiście gejowski związek. Nie mógł się powstrzymać!
Zerknął na młodszego, który był zarumieniony. Nie obrzydzało go to, to już był dobry znak. Tego typu wprowadzenie pewnie ułatwi mu odnalezienie się później w sytuacjach tego typu. Z Jiminem rzecz jasna.
- Mhm... - wymsknęło się Jungkookowi, gdy zaczął się prawdziwy, namiętny seks. Park jakby słyszał jego szalejące serce, bowiem wysoką temperaturę wyczuł natychmiast.
- Może wyłączymy?
Jimin przygryzł wargę, unosząc brew ku górze. O nie nie nie. Nie ma tak dobrze, maluchu.
- Mi się podoba, Ciastek. - zamruczał cicho, zatrzymując rękę na jego ramieniu. Ścisnął je nieco, po czym wbił w niego wzrok. - Czyżbyś bał się oglądać erotyków? - przysunął twarz do jego ucha, szepcząc mu to zmysłowo. Jungkook spojrzał na niego, zaś jego oczy stały się nieco większe. Był zestresowany.
- To kłopotliwe.
- Doprawdy?
Niemal dotykał ustami jego płatka, na co młodszy zareagował dreszczami. Jimin nie chciał zmarnować takiej okazji. Powoli przejechał językiem po małżowinie, następnie wsuwając okolczykowaną część płatka do ust.
- Jimin... Co Ty... Uh...
- Co ja? Nic. Oglądaj dalej, Ciastek. Mną się nie przejmuj. - westchnął, zsuwając się nieco niżej. Jedną ręką zamknął laptopa, druga zaś objął chłopaka w pasie, przyciągając nieco do siebie. Wgryzł się w jego szyję nieco dziko, po chwili liżąc rankę, która w wyniku tej czynności powstała. Młodszy położył dłoń na jego ramieniu i starał się go odepchnąć, jednak emocje chyba odebrały mu wszelkie siły. Z rozchylonych ust wydobywały się ciche westchnięcia, gdy starszy zaczął atakować jego szyję w innych miejscach. Raz delikatnie, innym zaś brutalnie.
- Jim... Nie możemy...
- Możemy, Ciastek. Pozwól mi, a obiecuję, że będziesz najszczęśliwszy na ziemi. - odsunął się od jego skóry, po czym spojrzał mu w oczy. Ujął jego podbródek w długie palce, zmuszając do kontaktu wzrokowego. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ale...
- Cii. - przyłożył palec do jego ust, kciukiem wodząc po dolnej wardze, która po chwili nieco opadła. - Nie zmuszę Cię do niczego. Chcę tylko zasmakować Twoich ust.
I to powiedziawszy delikatnie musnął wargami jego. Nie było to szalone. Ot, delikatny, subtelny pocałunek, jednak Parkowi serce zabiło mocniej. Czuł dreszcze na całym ciele, zaś w podbrzuszu latały mu jakieś dziwne motyle. I nie, nie chodziło tu o podniecenie. Te małe, różowe usteczka były najpyszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek skosztował, a było tego od groma.
Kookie nie odsunął się. Jakby zastygł, nie mogąc się poruszyć. Jimin więc przyciągnął go do siebie, obejmując dalej w pasie, drugą dłonią zaś pogładził jego policzek. Powoli naparł na niego mocniej, językiem rozchylając usta. Te stawiały opór, jednak po kilku sekundach mocniejszych całusów ochoczo zaprosiły go do środka.
Śliski potworek wdarł się tam bez zastanowienia, namiętnie pieszcząc jego języczek, który nieco niepewnie starał się odwzajemnić tę rozkosz. Było to nieporadne, koślawe, jednak sprawiało, że Jimin niemal nie eksplodował. Czyżby to był jego prawdziwy pocałunek? Ten pierwszy z jakimikolwiek emocjami poza pożądaniem?
Na ten moment nawet nie potrzebował jego tyłka. Ten nieśmiały języczek, który raz po raz trącał jego, był lepszy niż cała noc seksu z najlepszymi kochankami.
Leniwie uchylił powieki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Te zamknięte oczy, czerwone policzki. Najpiękniejsze cudo na tej ziemi.
Zsunął dwie dłonie na jego plecy i wtulił go w siebie mocno. Niemal wychodził z siebie, by tylko ten pocałunek cokolwiek w myśleniu Jungkooka zmienił.
Młodszy niepewnie objął go za szyję. Emocje targały nim niemiłosiernie, gdy poczuł jego place w swoich włosach. Chyba brakowało mu powietrza.
Po chwili Kookie odsunął się, oddychając płytko. Jego usta były nieco podrażnione, stały się aż pełniejsze.
- Jim...
- Tak? - wysapał, patrząc na niego niepewnie, ale i z nadzieją.
- Ja... ja nie wiem... - wyjąkał, zaciskając dłonie na jego ramionach. - To wszystko... Ach. Mam mętlik w głowie.
- Spokojnie. - złapał go za głowię i wtulił jego twarz w swój tors. Zamknął go w swoich ramionach, jakby chciał go uratować przed całym złem tego świata. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ja... Nie potrafię Jimin, nie robiłem jeszcze niczego...
- Nie musimy robić niczego więcej. Wystarczy mi, że będziesz obok, Maluchu. - pogłaskał go po pleckach, starając się uspokoić oszalałe z nadmiaru emocji serce.




***



Hoseok czekał pod galerią już o czwartej. Nie mógł wysiedzieć w domu, niemal go roznosiło od środka. Znowu będzie mógł zabrać go do siebie. Nadarzy się okazja i może coś z tego wyjdzie. Miał dzisiaj cholerną motywację, by zdziałać coś wielkiego, w końcu Jimin i Suga już go całkowicie wytrącili z równowagi, nie da im satysfakcji.
Dochodziła piąta, zaś emocje w nim narastały. Chodził po parkingu jak oszalały, starając się zapanować nad ciężkim biciem serca i natłokiem myśli w głowie. Dzisiaj jest jego wielki dzień! Zobaczy swoje...
Bóstwo.
Tae wychodził właśnie zza rogu. Skórzane spodnie, które opinały jego szczupłe uda, czerwona koszulka z dziwnymi wycięciami a na to luźna kurtka. Włosy w artystycznym nieładzie, zaś na twarz delikatny, ale perfekcyjny makijaż. Tak, to ideał sam w sobie.
Niewiele myśląc niemal do niego podbiegł.
- Witaj Tae. - uśmiechnął się, po chwili jednak zamarł. Taehyung chyba był w kiepskim stanie.
- Cześć hyung. - powiedział cicho, zerkając na niego niepewnie. - Przepraszam, źle się czuję.
Hope skinął głową, po czym objął go ramieniem i zaprowadził do samochodu. Zapiął pasy i ruszył szybko w stronę swojego domu. Czuł od niego woń alkohol i jakby... papierosów?
- Paliłeś? - spojrzał na niego zaskoczony, skręcając energicznie w drogę prowadzącą na skróty.
- Nie ja.. Ludzie dookoła i przesiąknąłem.
Jego głos był zmarnowany. Gdzie uśmiech, gdzie wieczna radość? Czemu do cholery Tae był bez życia?!
Gdy podjechali pod dom, szybko otworzył drzwi nie wiedząc, cóż takiego ma ze sobą począć. Czy z nim raczej. Pomógł mu zdjąć kurtkę uważając, by się nie potknął. Nie wyglądał na kompletnie pijanego, jednak coś się działo, on nie miał pojęcia zaś co.
- Hyung... - młodszy złapał go za ramię, druga ręka zaś mu zadrżała. - Muszę do toalety.
Hope skinął głową i pociągnął go w stronę łazienki. Blondyn od razu podbiegł do ubikacji i zaczął wymiotować, wprawiając bruneta w stan osłupienia. Klęczał na posadzce, zaś głowa niemal wpadała mu do środka.
- Cholera jasna... - jęknął starszy i podbiegł do niego, od razu przytrzymując go za ramię, drugą ręką zaś zaczął odgarniać jego włosy. Wbił wzrok w usta chłopaka, z których co rusz wylatywała kolejna porcja nieprzyjemnej wydzieliny. - Moje biedactwo. - mruknął, muskając wargami jego kark. Jakoś tak... Nawet nie czuł obrzydzenia. Bardziej strach o tego biedaka, który musiał zbyt ostro zabalować.
Po dłuższej chwili młodszy opadł na posadzkę, wycierając twarz wierzchem dłoni. Hoseok sięgnął po ręcznik i podał mu go niepewnie.
- Wszystko w porządku? Już Ci lepiej, Taeś? - przykucnął, nie wiedząc co ze sobą począć. Nie robił za niańkę nigdy, a już na pewno nie dla kogoś tak małego i kochanego. Pogładził jego włosy delikatnie.
- Namieszałem, dali mi coś dziwnego do picia... - szepnął, wycierając z policzków łzy. Hope nie mógł się powstrzymać. Objął go ramionach i wtulił w siebie mocno. Jeju. Nawet zarzygany był idealny. - Muszę się umyć.
Starszy skinął głową i go puścił, po czym podszedł do wanny, nalewając gorącej wody. W międzyczasie przygotował ręczniki i szlafrok, oraz nową szczoteczkę do zębów.
- Chodź. - pomógł mu wstać, po czym zlustrował go uważnie wzrokiem. Raz kozie śmierć.
Złapał za jego koszulkę i zdjął ją, rzucając na ziemię. Taehyung nie protestował. Wpatrywał się tylko w niego tymi cholernymi oczkami, jakby chciał przejrzeć na wylot całą jego duszę i pogmatwany umysł.
Schylił się i zaczął rozwiązywać jego buty.
- Czemu jesteś taki miły, hyung? - usłyszał nagle. Zerknął na niego zaskoczony pytaniem.
- Czemu miałbym nie być, Tae? - zsunął z jego stóp buty, po czym wyprostował się.
- Hm... Nie wiem, po prostu... Nie wiem jak się do tego odnieść... - wyjąkał, zaciskając dłonie w piąstki. Jung rozchylił wargi widząc, jak do jego oczu napływają łzy. - Dziękuję...
- Ej, nie płacz... - mruknął zestresowany. Tae się rozklejał, on zaś nie wiedział co ma ze sobą począć. - Co się dzieje?
- Nic hyung. Ja... Nie wiem. Nic nie wiem... - pociągnął nosem.
Przez ciało starszego przeszedł dreszcz. Niepewnie położył dłoń na jego karku i przyciągnął go do siebie. Serce mu szalało, łamało się na kawałeczki. Dlaczego ten malec cierpiał? Kto doprowadził go do takiego stanu?
- Możesz mi zaufać, Tae. Zawsze będę po Twojej stronie... Nigdy Cię nie opuszczę. Pamiętaj... Choćby cały świat się walił, to i tak będziesz miał we mnie wsparcie i będziesz mógł mi zaufać.
- Dziękuję... Dziękuję hyung...

Po dłuższej kąpieli młodszy przyszedł do jego pokoju. Był w lepszym stanie, jakby życie znowu do niego wróciło. Nieco niezdarnie wczłapał się na jego łóżko, od razu chowając się pod kołdrą. Hoseok uśmiechnął się delikatnie i pogładził go po policzku.
- Wszystko w porządku?
- Tak. - blondyn wyszczerzył się i niespodziewanie objął go w pasie, wtulając się w jego tors. - Jesteś najlepszy, wiesz? Cieszę się, że Cię mam.
- Zawsze będziesz mnie mieć. - wypalił, po chwili nieco przegryzając wargę. Cholera. Już nawet nie panował nad własnymi odruchami. Zresztą... Po co miałby je w sobie dusić? Zależało mu. Nawet, jeśli jego dzisiejszy plan podrywu nie wypalił, to i tak był szczęśliwy. Miał go przy sobie, mógł go dotknąć i przytulić. Niech sobie Jimin rucha co popadnie, on nie chciał spieprzyć czegoś tak pięknego na rzecz zaspokojenia własnego członka. W końcu Tae był najważniejszy.
- Mogę coś zrobić? - zapytał blondyn, unosząc się nieco nad nim. Oparł dłoń na jego torsie, wpatrując się uważnie w jego oczy. Hoseok aż przełknął ciężej ślinę, serce zaczęło bić szybciej w jego piersi.
- Jasne... - skinął głową, kładąc rękę na plecy chłopaczka. Ten zbliżył się do jego twarzy i delikatnie musnął jego policzek. Po tym wszystkim jeszcze sekundę pozostawał w takiej pozycji, po czym odsunął się, jakby czekając na reakcję.
- Za co to? - zapytał brunet.
- Za to, że jesteś. - wyszczerzył się i opadł obok, natychmiast zamykając oczy. - Dobranoc!
- Um... Dobranoc maluszku. - uśmiechnął się i położył obok, obejmując go w pasie.









Proszę ładnie o komentarze ;)

niedziela, 31 maja 2015

23. I need U boy

Ostatni dzień ankiety. Vhope czy JiKook? Decydujcie!





Namjoon obejmował Jess ramieniem, zerkając od niechcenia na jej notatki z anatomii. Nie miał pojęcia, co taka rozrywkowa i pełna życia dziewczyna widziała w biologii czy chemii. Widziałby ja bardziej jako aktorkę czy jakąś kobietę biznesu, nie zaś jako lekarza. W dodatku miała niezwykle ambitne plany, by operować ludzi.
Westchnął cicho u musnął jej policzek, przyciągając nieco do siebie. Wtulił twarz w jej szyję, rozkoszując się przyjemnym zapachem kwiatowych perfum. Uwielbiał zapach jej skóry, jej szamponu, nie wspominając o niezwykle wspaniałym uczuciu, gdy wtulał się w nią po udanym stosunku. Cholera, chyba tracił dla niej głowę całkowicie.
- Dlaczego tak naprawdę ich tutaj ściągnęłaś, skarbie? - zapytał, muskając jej rękę palcami. Dziewczyna zsunęła z nosa okulary i odłożyła je na stolik, jej zeszyt chwilę później też do nich dołączył.
- Musiałam powiedzieć coś, co by przekonało moją ciocię. Byłam dzisiaj u niej i strasznie nakłamałam, zaś i tak nie przekonałoby to jej całkowicie. Dla tej kobiety liczy się prestiż. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki wywiad musiałam zrobić, bo dowiedzieć się coś o jego znajomych. Wszystko musiało do siebie pasować, gdyż ona nie ma nic do roboty, całymi dniami knuje jakieś intrygi. - westchnęła, opierając głowę na jego piersi. - Nasza rodzina nie jest normalna Namjoon. Od pieniędzy poprzewracało im się w głowach, brakuje im empatii i nie potrafią dostrzec, że dzieci cierpią. Jungkook naprawdę był słodkim dzieckiem. Zawsze się śmiał, biegał i domagał uwagi. Byłam wtedy mała, jednak pamiętam doskonale jego uśmiech. Potem zaczął się wiek szkolny i nagle wszystko zniknęło. Odciął się od ludzi, siedział zamknięty w domu. Na spotkaniach rodzinnych prawie się nie odzywał, jakby się bał cokolwiek powiedzieć, bo matka i ojciec patrzyli na niego cały czas, coby im nie przyniósł wstydu. Sam rozumiesz... Zamknął się w sobie i tak było przez kilkanaście lat. Nie mogłam nic zrobić i czułam się winna temu wszystkiemu. Sama się odcięłam i zbuntowałam, zaczęłam inwestować w swoje pasje, tańczyłam i imprezowałam. Z tym, że moja pamięć była aż nader wybitna. Nie ma wiele takich jednostek jak ja, czy ten Taehyung. Mamy predyspozycje i wszystko nam samo wchodzi do głowy, Kookie zaś musiał siedzieć i się uczyć, co mu nie pozwalało na zabawę. Zresztą sam widziałeś jaki był na początku.
- Chyba się domyślam o co Ci chodzi. Wrócił do żywych, prawda? Chciał się wyrwać, tak jak i Ty kilka lat temu.
- Otóż to. - skinęła głową, uśmiechając się. - Tak więc wracając do meritum. Zastanawiałam się cały tydzień co zrobić, by ciotka sama go zachęcała do zabawy. Wiesz... Musiałam zmanipulować ją tak, by nie wiedziała, że po prostu ją wykorzystuję. Nie jest zbyt myśląca, więc wykorzystałam wabik, na który każda światowa mamusia poleci, czyli sławny syn. Nie wiem, czy Jungkook lepiej tańczy, czy śpiewa, nie miałam okazji sprawdzić, jednak Hoseok nie narzekał na jego zdolności, a ufam mu w tej kwestii. Wtedy też wpadł mi do głowy ten pomysł. Skoro Ty, Suga i J-hope rapujecie, Kookie śpiewa, oboje też tańczą, to czemu by nie połączyć tego do kupy? Młody się zaprezentuje, matka się podjara, Hoseok będzie miał mniej roboty a Was bardziej zapamiętają. Sam przecież wiesz, że w Korei soliści mało mogą, liczą się zespoły z masą słodkich chłopców. Jak dodamy do tego Jimina, który nieźle tańczy i znajdziemy jeszcze chociaż jeden wokal, to damy radę stworzyć świetny hip-hopowy zespół. Musicie tylko porozmawiać z tym trzecim, bo niestety nie znam go za bardzo, tylko z widzenia.
- Mówiłem Ci już, że jesteś genialna? - zaśmiał się chłopak, przyciągając ją do siebie. Musnął delikatnie jej wargi, ona zaś na pieszczotę cicho zamruczała.
- Powtarzasz mi to codziennie, jednak nie przestawaj. Dodatkowo liczę na to, że stworzycie dobry tekst.
- A właśnie... Nie dogadaliśmy się zbyt dobrze odnośnie niego.
- Ogólnie zamysł był taki, by napisać piosenkę o dzieciakach, które utraciły marzenia. Kiedyś słodkie dzieci, teraz zmęczeni życiem nastolatkowie, którzy nie dążą do niczego, zmęczeni szkołą i wymaganiami dorosłych. Nauka, pieniądze... Zaś prawdziwe 'ja' jest tłumione wewnątrz. Tak jak w naszym Kookim.
- Hymn młodego pokolenia. Myślę, że damy sobie radę z tekstem. Gorzej z moim tańcem. - mruknął, opierając czoło o jej głowę. Jess przegryzła dolną wargę, po czym szepnęła zmysłowo:
- Zaraz Cię trochę porozciągam, od razu zachce Ci się ćwiczyć!



***



Następnego dnia Kookiego niemal rozpierała energia. Wstał wcześnie, ogarnął się i z zapałem przysiadł do nowych notatek, podjadając kanapki z sałatą i serem. Te prace były naprawdę dobre, praktycznie identyczne jak jego skrypty, a siedział nad nimi czasami godzinami. Teraz musiał tylko to wszystko wykuć, co dawało mu mniej więcej sześć godzin czasu wolnego, będzie mógł skoczyć z Jiminem na kolację i do kina, gdyż zarezerwował im już bilety na film.
Czy życie mogło być piękniejsze? Matka nawet stała się jakby milsza i zaproponowała, że znajdzie dobry sklep z obuwiem do tańczenia, by nie czuł się gorzej od reszty zespołu. Wprawdzie każdy tańczył tam w czymkolwiek, jednak skoro chciała, to nie będzie się kłócił. Nie spodziewał się w ogóle żadnej inicjatywy, zaś odzyskał kartę i jeszcze powiększyła mu kieszonkowe, każąc wybrać się do fryzjera i kosmetyczki, bo niby 'zarósł'.
Oczywiście wspomniała, że nie może opuścić się w nauce, bo wtedy koniec z konkursem, jednak chyba już sobie w głowie ułożyła gotowy scenariusz, że jej koleżanki z salonów i kawiarni będą jej zazdrościły wspaniałego syna, za którym szaleją fanki na całym świecie.
Jess była genialna, on sam nigdy by takiej intrygi nie uknuł, zaś jej chyba przyszło to całkiem łatwo. Sam fakt, że w ogóle się zainteresowała był zadziwiający, nie byli przecież przyjaciółmi, przez długi okres czasu prawie się nie odzywali do siebie, ona zaś jak rycerz na białym rumaku przybiegła mu na ratunek przed groźnym smokiem. W sumie... Namjoon jako biały ogier? Pasowało! Teraz już w ogóle nie mógł być zły na to, że są razem. Chyba sobie za dużo ubzdurał, bo wczoraj nawet nie czuł się zazdrosny, gdy blondyn ją pocałował. Wyglądali ładnie, byli inteligentni i mądrzy, studiowali i w dodatku każde z nich uratowało mu życie. W sumie Jess dwa razy, bo dzięki jej przyjęciu poznał Namjoona, który zmienił go na lepsze, potem zaś dziewczyna sprawiła, że mógł kontynuować swoje piękne życie z przyjaciółmi. Ta dwójka była parą wybawców, czymś na wzór aniołów stróżów. Zawsze czuwali nad jego bezpieczeństwem i dbali o samopoczucie. Chyba będzie musiał się jakoś odwdzięczyć, pytanie tylko jak? Drogie prezenty były oklepane, będzie musiał się wysilić.
W sumie... Jimin też był w pewnym stopniu aniołem, tylko trochę upadłym. Zboczonym, czasami irytującym, trochę głupkowatym, jednak mimo to dbał o niego wtedy, gdy tamci nie mogli. Czyż życie nie jest piękne? Miał trójkę wielkich przyjaciół, wielu kolegów i nowe koleżanki. Zespół, który niedługo ewoluuje w coś na wzór prawdziwego boysbandu, będzie śpiewał i tańczył z prawdziwie zdolnymi osobami.
Nic już nie może go zniszczyć. Przez ciernie do gwiazd!



***



- Dzień dobry Yoongi. - Jin zerknął na różowowłosego przez ramię, uśmiechając się szeroko. Ostatnio radość wręcz z niego wypływała, wszystko wydawało mu się piękne, kochane i dobre, nie miał nawet głowy do smucenia się. Oszalał przez swoją miłość do tego chłopaka, nie miał już nawet siły jej ukrywać, zresztą młodszy nie odtrącił go jeszcze ani razu. Może niekoniecznie zachowywali się tak, jak para, jednak wystarczały mu nawet te miłe gesty.
- Cześć hyung! - odpowiedział Suga i przysiadł na krześle i ziewając przeciągle.
Kim szybko włączył czajnik, po czym przygotował herbatę, którą podał ukochanemu, chwilę później zaś do napoju dołączyły jajka i tosty, które ten tak uwielbiał.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytał starszy, wracając do wycierania blatów.
- Muszę się spotkać z Namjoonem i Hoseokiem, te głupki coś knują.
- Będziesz jadł w domu, czy gdzieś na mieście? Nie wiem ile mam szykować. - odwrócił się do niego przodem, czyszcząc wazon szmatką. Yoongi połknął jedzenie, po czym upił łyk herbaty.
- Będę pewnie na kolacji dopiero, możemy wyskoczyć coś zjeść do restauracji. Nie chcę, byś się zamęczył w tej kuchni, raz na jakiś czas wyjść nie zaszkodzi.
Jin skinął głową i odłożył szklane naczynie na blat, po czym zawiesił ściereczkę na haczyku i zdjął różowy fartuch, w którym zwykł sprzątać. Dawno już nigdzie nie wychodzili, więc bardzo się ucieszył. Czyś to nie było coś na wzór randki?
Podszedł do Sugi, który ziewnął sobie, po czym nachylił się i ukąsił delikatnie jego dolną wagę.
- Niech będzie, Yoongi.
Młodszy westchnął cicho, przymykając powieki, co Jin uznał za przyzwolenie. Wpił się w jego usta namiętnie, gładząc dłonią jego blady policzek. Czuł w brzuchu przyjemne motylki, zaś serce biło mu znowu jak oszalałe. Nie mógł zapanować nad swoimi odruchami, młodszy działał na niego wręcz zbyt mocno. W dodatku tak pięknie mu było w tym kolorze włosów. Miał słabość do różu, chyba to było powód tego uzależnienia.
Yoongi odwzajemnił pieszczotę. Z dnia na dzień coraz bardziej przybliżali się do siebie. Początkowo ciężko im było się przełamać jednak szatyn nie miał już siły udawać i postawił wszystko na jedną kartę. Nawet, jeśli potem będzie płakał, to te chwile przyjemności wynagrodzą mu późniejsze cierpienia. Warto. Dla takiego chłopaka warto rzucić wszystko.



***



Po południu całą trójka siedziała już w mieszkaniu Namjoona. Jess przygotowała im przekąski po czym wytłumaczyła Yoongiemu swój pomysł na zespół i piosenkę. Różowowłosy musiał przyznać, że nie była to najgorsza wizja, dziewczyna miała wyobraźnię a tekst o tego typu problemach byłby świeży i oryginalny, dodatkowo też idealnie nadawał się na występ dzieciaków z liceum. Temat bliski wielu, więc przyjmie się go raczej pozytywnie. Że też sam na to nie wpadł, wstyd.
Kwestia tańca średnio do niego przemawiała, jednak stwierdził, że zawsze coś wykombinuje i nie będzie się z równie niezadowolonym Monsterem pchał na przód. Na pytanie o to, czy mają na oku jakiś wokalistów (z zaznaczeniem, że mają być przystojni) bez wahania odparł:
- Jin śpiewał, ma całkiem dobry głos. - odparł. - Gorzej z tańcem, jego zdolności są na poziomie Monstera. - uśmiechnął się, widząc niezadowolonego blondyna.
- Jestem raperem, nie tancerką.
Hoseok szturchnął go, krzywiąc się.
- Nie mów tak, bo oberwiesz.
- Jimin śpiewa? - zapytała Jess, przerywając im te dziecinne sprzeczki.
Yoongi zmarszczył brwi, patrząc na nią zaskoczony. Jeszcze tego brakowało, by ten napakowany gagatek występował z nimi,
- Twierdzi, że umie wszystko, więc pewnie jakieś tam zdolności posiada. - wzruszył ramionami Hoseok.
- To on też z nami będzie? - przegryzł wargę najstarszy, wbijając spojrzenie w Jess. Ta uśmiechnęła się delikatnie.
- Coś nie tak? Nie lubisz go?
- Nie, skądże. Nie mam z nim styczności, tak tylko pytam. - mruknął, opierając się o kanapę.
- O! Racja! Hoseok! Ten Twój słodki blondynek coś potrafi? Potrzebujemy jednego chłopaczka, na którego polecą szalone nastolatki, a na zdjęciach wyglądał rozkosznie.
Yoongi aż rozchylił usta, wbijając mordercze spojrzenie w bruneta. Że niby kto?
- Taehyung? Wiem, że tańczy, nawet całkiem nieźle.
Stop. Stop. STOP! Że JEGO Tae? Jak to JEGO? Na jakiej podstawie niby? Co ta kobieta gada? I oczywiście zasadnicze pytanie - czemu ten ciołek nie zaprzeczył?
- Taehyung też śpiewa. Coś kiepsko znasz swojego kolegę, Hoseok. - odparł wyraźnie niezadowolony różowowłosy, patrząc mu intensywnie w oczy. Brunet uśmiechnął się nieco niepewnie, jednak Yoongi mógł przysiąc, że widział w tych ciemnych tęczówkach jakiś błysk.
- Znam go od najważniejszej strony, jednak spokojnie. Niedługo będę wiedział więcej, niż Ty. Sukcesywnie nadrabiam braki.
W niższym aż się coś zagotowało. Nie rozumiał tej sytuacji, jednak bez wątpienia Hoseok stał się tego dnia jego prawdziwym rywalem w miłości. Mógł się domyślić wcześniej, w końcu się kręcił jak jakiś wrzód i był za blisko.
Czy to wszystko staje na głowie i los chce go wykończyć? Teraz ma na głowie napakowanego przystojniaczka, wielką gwiazdę Hoseoka, może jeszcze ktoś ma zamiar zacząć zarywać do jego chłopaka?
Uh. Tak nie do końca jego.
Zresztą jest jeszcze Jin.
- O! W takim razie porozmawiajcie z nim i zapytajcie, czy nie zechciałby dołączyć.
Szlag by to. Przecież jak będzie tam całe kółko wzajemnej adoracji... On, Jimin, Hoseok i Tae, z drugiej strony Jin. Ktoś zginie, nie było ku temu wątpliwości.



***



- Ten film był genialny! Może i zakończenie mogli zrobić inne, jednak i tak bardzo mi się podobało.
Jimin z Kookim wychodzili właśnie z sali kinowej, całkowicie rozluźnieni i zadowoleni. Wybrali się na jakąś głupią komedię, którą Ciastek chciał zobaczyć. Park nie bardzo, jednak i tak zaproponował wyjście, bo miał ochotę na oglądanie chłopaka. Obaj byli więc zadowoleni.
- Cieszę się, że było fajnie. To teraz co? Jedzenie? Burczy mi w brzuchu. - wyszczerzył się Park, obejmując go ramieniem. Młodszy skinął głową. Coś był ostatnio zbyt potulny. Dawał się nawet czasami objąć i już go nie wyzywał. Czyżby uderzył się w głowę?
Weszli do ładnie wyglądającej na zewnątrz restauracji. Wnętrze było urządzone w stylu wiktoriańskim, więc pewnie młodemu się spodoba, a wiadomo: zadowolony dzieciak, to więcej do macania dla Parka, chociaż musiał przyznać, że ostatnio już nawet jego zwierzęce zachowania jakby przycichły. Przez ten cały stres związany z jego szlabanem jakoś tak spoważniał i zaczął nawet myśleć, co nieczęsto mu się przecież zdarzało. Ten chłopak go zmieniał, zaczął się robić opiekuńczy i miły. Chociaż to już przy kontakcie z Tae zaczęło się objawiać. Może dojrzewał? Miał teraz dwóch maluchów, których musiał pilnować i których szczęście było dla niego bardzo ważne.
Nie wyobrażał sobie sytuacji, w której któremuś miałaby się stać krzywda, dlatego jego czas wolny uległ cięciom. Popołudnia w weekendy dla Ciastka, ranki dla Tae, w tygodniu wszystko na spontana. Przynajmniej miał wytłumaczenie na swoje nieuctwo, przecież musi ratować ich życia od nudy!
Przysiedli na fotelach i otworzyli karty. Może jakieś mięsko?
- Co bierzesz, Ciastek? Nie mam pomysłu, więc chcę to samo. - zagadał. Wziąłby małże, jedzenie ich mogło być w sumie seksowne, ale będzie udawał, że wcale nie jest erotomanem.
- Hm... Chyba jakiś makaron.
No i Ciastek zjebałeś. Pasta w żaden sposób nie była erotyczna. Chociaż jakby tak wciągał ten makaron...  Aż się uśmiechnął pod nosem.
Złożyli zamówienie.
Rozmowa zeszła na wiadomy temat. Jungkook był strasznie zafascynowany wizją tańczenia w zespole. Później szkoła, muzyka, znowu teatr, gdzie Jimin wymyślał sztuki, które nie istniały, byleby tylko zaszpanować "Bo to mało znane są, oglądałem w Europie!". Miał nadzieję, że Ciastek nigdy nie będzie tych nazw sprawdzał, bo wyjdzie na kłamcę i idiotę.
Koło jedenastej w nocy byli już pod domem młodszego. Już mieli się żegnać, gdy drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich matka chłopaka. Jimin szybko się skłonił, w końcu musiał być miły dla przyszłej teściowej.
- Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno odprowadzam Jungkooka, ale odrobinę straciłem poczucie czasu. - wypalił, skłaniając się nieco. Cholera, z młodymi ludźmi szło mu łatwiej.
Kobieta zlustrowała go uważnie wzrokiem.
- Witaj. Nie szkodzi, dziękuję, że o niego zadbałeś.
- Um. To jest Park Jimin mamo. - odparł Jungkook, nieco zestresowany. Matka chwilę nad czymś myślała, po czym aż się rozpromieniła.
- Och! Czyżby syn Park SooEun?
Jimin nieco się zdziwił, jednak tylko przytaknął głową. Co ma jego matka do rzeczy?
- Tak, zgadza się.
- Znam Twoją matkę z przyjęć. W każdym razie nie stójcie tak na dworze, wejdźcie do środka. - wpuściła ich do środka, odruchowo poprawiając włosy. Czyżby była odrobinę nawiedzona? - Jak się mają przygotowania do baletu, Jimin?
- Matka ciągle siedzi na próbach, prawie jej nie widuję, jednak sama pani rozumie. Takie przedsięwzięcie wymaga mobilizacji.
- To oczywiste. - wprowadziła ich do salonu. Naskrobała coś na telefonie, po czym przysiadła na fotelu, im wskazując kanapie. Gdyby Park wiedział, że czeka go poważna rozmowa z teściową, to jakieś kwiaty by kupił. Dobrze, że nie było ojca, bo zaraz by się zaczęły groźby, że jak go skrzywdzi, to mu siekierą ptaszka odetnie.
No cóż. Mimo wszystko to już poważny krok do przodu! Skoro poznał mamusię, to ślub jest kwestią czasu. Nie dość, że był genialny, to jeszcze szczęście go kochało.
- Słyszałam, że chcecie występować na konkursie. Zapewne tańczysz, zgadza się?
- Tak. Inna droga byłaby nieodpowiednia, w końcu moja rodzina jest mocno związana z tańcem i sztuką.
I się zaczęło. Ta nieznośna kobieta wypytywała go o wszystko, w życiu tyle nie nakłamał. Matka miała go za jakiegoś geniusza kulturalnego, on sam zaś przecież nie miał pojęcia, czym się różni pianino od fortepianu. W końcu wyglądało tak samo. A może to o organy chodziło?
W każdym razie gdy zakończyła wywiad było już trochę po północy, co ją wybitnie zaskoczyło. Wtedy też powiedziała coś, co obojga zwaliło z nóg.
- Może zostaniesz na noc? Niebezpiecznie jest tak chodzić samemu po nocach.
Dobra, Jest nawiedzona, ale już ją kocha!
- Och, nie chciałbym sprawiać pani i Jungkookowi problemów....
- Skądże, to z mojej winy tak się zasiedziałeś, więc to raczej ja sprawiłam Ci kłopot. Mamy wolne pokoje chyba, że chcesz nocować u mojego syna, ma dwa łóżka.
Bogini! Musi jej kupić coś dobrego!
- Hm. Dziękuję, w takim razie chętnie skorzystam. Mogę spać u Jungkooka, przynajmniej rano się nie zgubię. - uśmiechnął się niewinne, zaś w środku cieszył się jak małe dziecko.
- No to Jungkook, zaprowadź kolegę i daj mu coś na przebranie. Dobranoc!
Chłopcy skinęli głowami i ruszyli na górę. Kookie chyba był nieco zawstydzony, jednak to matka rządziła, prawda?
- Pierwszy raz ktoś u mnie nocuje... - mruknął ledwo słyszalnie, na co Park jeszcze bardziej się rozpromienił. Będzie jego pierwszym w każdym aspekcie!
- Zaczynasz się rozkręcać, Ciastek. Nie martw się, wspólne nocowanie jest zabawne.
Weszli do środka. Pokój Ciastka był typowy dla kujonka z dobrego domu. Masa książek, idealny porządek. Cały on.
Po chwili otrzymał jakieś ubranie a młodszy wskazał mu łazienkę. Żałował, że nie zabrał ze sobą swoich najseksowniejszych perfum, młodszy sam by mu wskoczył do łóżka. Mimo wszystko i tak trzeba doceniać to, co się ma. Zobaczy go rozczochranego z samego rana, cóż za słodycz!
Gdy się ogarnął nagle go olśniło.
- Tae! - mruknął do siebie, po czym szybko wykręcił numer Hoseoka. Miał nadzieję, że ten głupek nie spał.
- Co chcesz Jimin?! Wiesz, która jest godzina?
- Jest interes. Wbij po Tae pod galerię, bo zostaję na noc u Ciastka i nie mam możliwości. Koło 5, dam mu znać, że ma o tej skończyć imprezowanie.
- Och... No spoko, nie ma sprawy, tylko co on tak znowu szaleje? - jego głos od razu zrobił się przyjemniejszy. Przypadek?
- Ma wielu znajomych, przecież wiesz, że nie da się go nie kochać. W każdym razie dzięki! Wiszę Ci piwo!
I się szybko rozłączył, po czym wyszedł z łazienki, gdzie na łóżku siedział już wykąpany chłopaczek.
- Tam jest Twoje łóżko.
- Przecież nie pójdziemy spać tak wcześnie. To Twój pierwszy raz, musisz go zapamiętać. - wyszczerzył się i wskoczył na jego łóżko zadowolony. Może by wykorzystać technikę Hoseoka? Jakiś film, potem gryzienie w nos... Ciastek jest trochę ułomny seksualnie, trzeba się z nim cackać jak z dzieckiem.
No ale to idealna okazja.
Nie spieprz tego, Jimin!






Zapraszam do komentowania ;)




niedziela, 24 maja 2015

19. I need U boy

Ostrzeżenia : +18




Jęknął cicho, obejmując umięśnione ramiona Jina. Czuł jego usta na swojej szyi, obojczykach, na uchu. Nigdy by nie pomyślał o tym, że jego hyung może aż tak zmysłowo pieścić kogokolwiek. Pomijając fakt, że Yoongi aktualnie nie myślał zbyt wiele.
To nie tak, że całkowicie nie ogarniał sytuacji. Nadal miał w sercu Tae, jednak wargi Seokjina doprowadzały go do szału. Czuł się wspaniale, dawno już nie dochodziło do zbliżeń z kimkolwiek. Nie miał już na sobie koszulki, więc starszy dotykał jego torsu, czasami subtelnie podszczypując, co mogło zakończyć się tylko pomrukami przyjemności. Kręciło mu się w głowie, całował go naprawdę zajebiście przystojny facet, czego chcieć więcej?
Pieprzyć miłość. Pieprzyć wszelkie rozczarowania. Teraz nie chciał myśleć o niczym innym, poza szatynem, który niebezpiecznie pocierał kolanem o jego krocze.
Chwilę później ich usta złączyły się w kolejnym już tej nocy, zmysłowym pocałunku. Język Jina wyprawiał cuda, Minowi robiło się ciasno w spodniach przez same buziaki, gdy doda się do tego jeszcze zwinne ręce, które teraz masowały go przez materiał... To był naprawdę dobry wieczór.
Zsunął dłonie nieco na dół, po czym zaczął rozpinać koszulę starszego. Sprawiało mu to drobne problemy z racji jego stanu, jednak po dłuższej chwili bluzka leżała już hen daleko, a różowołosy zaczął zajmować się rozporkiem ciasnych spodni współlokatora. Chciał się z nim kochać. Całą noc i jeszcze trzy razy rano. Potrzebował fizycznych rozkoszy teraz. Zaraz.
Po chwili i spodnie stały się wspomnieniami. Jin uniósł się i wtulił go w siebie, po czym ciągnąć ruszył w stronę swojego pokoju. Szli krzywo, co chwila wpadając na meble. Ich usta nie odrywały się od siebie, ledwo oddychali, zajęci pieszczotami.
Jin złapał go za pośladki i rzucił na łóżko, po chwili lądując nad nim. Wsunął rękę w jego spodnie i zaczął masować jego twardego członka, zaś usta znalazły się w okolicach torsu. Wsunął pomiędzy wargi sutki Sugi, zaczął je kąsać i ssać na zmianę. Yoongi odlatywał. Całkowicie. Nie panował już nad swoimi ustami, które co chwila wydawały z siebie jęki i syki.
Kropelki potu spływały z jego czoła, ręce zaś zaciskał na plecach starszego, który nie wiadomo kiedy pozbawił go resztek ubrać.
I się zaczęło.
Język Jina zaczął kreślić wzroki na jego podbrzuszu, schodząc niebezpiecznie niżej. Poczuł wilgoć najpierw na swoich udach, potem zaś na...
-Ach!
... członku. Starszy wsunął główkę w swoje wargi i zaczął delikatnie ją ssać, zaś jego dłonie znalazły się na jądrach, które powoli masował, z niezwykłą precyzją. Powoli pochłaniał kolejne kawałki tego członka, co doprowadzało młodszego do dzikich spazmów. Czuł się genialnie, jakby był w niebie. Nie wiedział, jak Jin to robił. Jak to się działo, że w tym niepozornym ideale kryły się takie zdolności? Suga często miał robionego lodzika. Nie był abstynentem, potrzebował tego, ale... Na bogów! Nikt nigdy nie robił tego tak zajebiście, jak Kim! Jego gardło było szalone, jego język zaś zwariował, doprowadzając go do stanu, w którym nawet myślenie nie wchodziło w grę.
Jedna z dłoni Jina zacząła masować jego pośladki. Yoongi nigdy nie przepadał za byciem na dole, nigdy w sumie nawet do tego nie dochodziło, jednak jak mógłby w takim stanie cokolwiek zdziałać? Zresztą skoro jego usta są nieziemskie, to jaką przyjemność mógłby dać mu jego członek.
- Yoongi... - szepnął Jin, wysuwając ze swoich ust jego penisa. Młodszy spojrzał na niego zaskoczony, jednak nie miał siły cokolwiek odpowiedzieć. Przyciągnął go po prostu do siebie i pocałował ze wszystkich sił.
Niedługo potem poczuł mokry palec przy swojej dziurce. Cholernie bolało, gdy Seokjin zaczął się w niego wsuwać.
- Spokojnie... - szepnął starszy i nieco zwolnił. Delikatnie poruszał palcem, Suga zaś starał się zapanować nad łzami, które cisnęły mu się do oczu. Czy zawsze to tak bolało? Nikt nigdy nie narzekał, czyżby tylko on był taki delikatny?
Wargi Kima wodziły po jego policzkach. Delikatne całusy nieco go uspokajały, gdyż bez łez przyjął kolejne dwa palce, które rozciągały do niemiłosiernie. Po dłuższej chwili Jin uniósł jego biodra, zahaczając o siebie jego nogi. Yoongi zacisnął się na nim, po czym wpił w jego usta. Chciał czuć się... milej, gdy ten będzie go rozdzierał.
I poszło. Coś wielkiego wsunęło się w niego, doprowadzając go niemal do krzyku. Jak dobrze, że usta hyunga chociaż częściowo to zagłuszyły. Ból był przerażający. Jego biedne serce szalało, ledwo mógł też złapać w płuca powietrze. Wbił paznokcie w ramiona starszego, jęcząc cicho.
- Będę delikatny.
Jakże to tak? Przecież i tak bolało!
Ruszył się. Kilkanaście pierwszych pchnięć było nie do zniesienia. Czuł się tak, jakby miał zaraz umrzeć. Gdyby nie kuszące pocałunki, to już dawno by się popłakał i uciekł jak najdalej. Z czasem było jednak lepiej, chyba się rozciągnął.
Pchnięcie. Na wszelkie przyjemności tego świata! Teraz było wręcz przyjemnie.
Zagryzł wargę, starszy zaś zaczął poruszać się tak, by jak najczęściej trafiać w jego czuły punkt. Yoongi nigdy nie próbował wczuć się w sytuację osób, z którymi się pieprzył. Nie rozumiał, jak może być to przyjemne, jednak teraz chyba rozwikłał tę zagadkę. Penis Jina był magiczny, doprowadzał go do szału. Gdy doszła do tego jeszcze ręka, która zaczęła poruszać się na jego członku, to prawie odlatywał. Jęczał w usta szatyna, nie kontaktując już w ogóle czegokolwiek.
Z każdym ruchem czuł się lepiej, coraz mocniej też pragnął go bliżej. Było mocniej, szybciej. Kolejne uderzenia stawały się coraz bardziej dzikie, pocałunki Kima też uległy transformacji. Starszy przyssał się do jego szyi, gryząc ją brutalnie i kąsając.
Niebo.
Raj.
Cholera, czy może być lepiej?!
Coraz szybciej, tracił kontakt z rzeczywistością. Czuł tylko coś zajebistego w tyłku i na członku, reszta świata przestała istnieć. Gdy wybuchli po prostu nie mógł złapać oddechu.
Jin coś do niego powiedział, jednak nie zarejestrował sensu tych słów. Przymknął powieki i po prostu objął mężczyznę, starając się nad sobą zapanować.



***


Przez okna wpadało już światło słoneczne, jednak Taehyung nie miał ochoty jeszcze wstawać. Było mu ciepło, wygodnie, ciężko.
Chwila. Dlaczego czuł jakiś ciężar?
Otworzył błyskawicznie oczy i aż wstrzymał oddech. Tuż przy jego głowie znajdowała się twarz Hoseoka, który odwrócony był w jego stronę. Oddychał spokojnie, pieszcząc powietrzem jego szyję, co mimowolnie sprawiło, że serce Tae zaczęło bić szybciej. Każde miejsce... Każde. Tylko nie skóra na szyi i ramionach. To były jego najwrażliwsze rejony!
Przegryzł wargę, starając się zapanować nad płytszym oddechem. Czuł na swoim brzuchu rękę chłopaka, zaś jego noga obejmowała jego biodra, jak gdyby nigdy nic.
Zerknął na intruza, praktycznie się nie poruszając. Niemal natychmiast zesztywniał i nie wiedział, co miałby począć. Jimin często się przytulał przez sen, jednak nie było to tak stresujące, jak obecna sytuacja. Teraz był wytrącony z równowagi, chociaż musiał sam przed sobą przyznać, że było to przyjemne.
Po dłuższej chwili, gdy już się odrobinę uspokoił, postanowił się oswobodzić. Delikatnie zaczął się odsuwać, jednak w tej samej chwili Hoseok poprawił swoją pozycję, zagarniając go ręką do siebie.
Na wszystkich bogów! Czemu on go terroryzował? Czy to nie było już molestowanie?!
Zamrugał kilkakrotnie. Jego klatka piersiowa poruszała się jak szalona. Zacisnął wargi i wbił wzrok w twarz chłopaka. Był jeszcze bliżej. I... Nie było to mimo wszystko nieprzyjemne. Tae mógłby wręcz powiedzieć, że mu się ta bliskość podobała, jednak przecież on tu zaraz dostanie zawału! Głupie, niespokojne serce.
- Hyung? - szepnął, brunet jednak nie zareagował. Nieco zestresowany ponowił próbę, siląc się na pewniejszy ton, jednak było to chyba niemożliwe. W dodatku ten terrorysta coraz bardziej na niego wchodził. Co ten Hoseok taki niedopieszczony dzisiaj? Chyba trzeba podjąć nieco brutalniejsze kroki.
- Hyuuuuuung. - mruknął i przysunął się do jego twarzy i bez ceregieli ugryzł go w nos. I to podziałało.
Nieogarniający rzeczywistości chłopak otworzył oczy, które natychmiastowo się powiększyły.
- Tae?
Cholercia. Byli za blisko. Nie zdążył uciec. Jeju jeju jeju!
- Czy ty mnie właśnie ugryzłeś? - wyjąkał. Na nieszczęście nie zszedł z niego, więc blondyn czuł się jeszcze gorzej. Czy lepiej... Jak zwał, tak zwał, efekt końcowy był taki sam.
- Um, nie. Przyśniło Ci się. - szepnął. Zastygł, nie mógł się ruszyć.
- Kłamczuch! - odparł starszy, po czym złapał go w swoje silne ramiona i przyciągnął do siebie, teraz już całkowicie. I co on biedny miał teraz począć, skoro ta bestia go dorwała? Ratuuunku!
- N-nie kłamię! - wyjąkał, czując, jak jego krew gotowała się niczym wrzątek na herbatę.
- Jasne. Czułem czyjeś zęby!
- To powtór! - wymruczał, przybierając niewinną minkę, godną małego, bezbronnego dziecka.
- Jesteś potworkiem? Trzeba Cię w takim razie ukarać. - uśmiechnął się Hoseok i nagle ugryzł go w szyję. A to menda! Atakuje najbardziej nieodpowiednie rejony.
- Ach! - wymsknęło mu się z ust. W skali od jeden do dziesięciu poziom jego zażenowania wynosił jakiś milion.
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony i chyba wytrącony z równowagi. Czyżby Tae widział jakiś błysk w jego oku?
- Znalazłem słaby punkt potworka. Już po Tobie. - zamruczał cicho, po czym po raz drugi go ukąsił. Nieco bardziej zmysłowo, chociaż to może tylko jego wyobraźnia. Jakby tego nie nazwać, to i tak zakończyło się to kolejnym jękiem, odrobinę zbyt... erotycznym.

Hope czuł dreszcze, które przebiegały przez jego ciało. To, co robił ten chłopak powinno być zakazane. Jak można tak budzić go gryzieniem, teraz zaś jęczeć, jakby co najmniej uprawiali seks? Ten mały kosmita sam go nakręca, jakże to tak!
On zaś nie mógł się powstrzymać. Nie chciał.
Delikatnie zsunął z jego ramienia koszulkę, po czym nachylił się nad nim i złapał zębami skórę. I kolejna achy i ochy doleciały do jego uszu. To był jakiś dramat, jednak zakończyć go nie miał serca. Ostatni raz. Ostatni.
Wrócił do jego szyi i po prostu ją pocałował. Tak, jak chciałby musnąć jego usta, jednak nie miał na to odwagi. Przelał w ten całus wszystkie swoje uczucia, o których chyba nawet nie miał pojęcia, jednak gdzieś się tam ukrywały.
- Hyung! - Tae zacisnął dłonie na jego ramionach. Hope zerknął na jego twarz. Wargi były rozchylone, oczy przymknięte, zaś głowę odchylił do tyłu.
Zaczęło się robić niebezpiecznie, bo kolega na dole chyba się budził do życia. Nie były się czemu dziwić. Leżeli splątani, czy raczej on trzymał swojego malucha w ramionach, obejmując z całej siły w pasie. Udo chłopaka uniosło się nieco ku górze, a że nogi Hoseoka były na zewnątrz, to siłą rzeczy trącał w jego przyjaciela. O nie nie nie nie nie! Zaraz mu najnormalniej w świecie stanie i tyle z tego będzie. Z drugiej strony nie chciał go puszczać.
- Tak, Tae? - szepnął pytająco. Młodszy spojrzał na niego, starając się złapać oddech. Wyglądał idealnie. Hope musiał przyznać, że nie ma lepszego widoku, niż zarumieniony Taehyung zaraz po przebudzeniu.
Kolego, uspokój się!
- Gorąco mi. - jęknął, wbijając paznokcie w łopatki bruneta. Jeszcze niech zacznie go drapać i Hoseok naprawdę nie wytrzyma go dopadnie. - Musisz mnie puścić.
- Musisz wynagrodzić to mojemu nosowi. - palnął. Nie miał pomysły na nic innego.
Taehyung jęknął cicho, po czym przysunął usta do jego nosa i delikatnie musnął go wargami. Hoseok czuł na swojej twarzy jego oddech, co go niemal zabiło.
Puścił go i zszedł z łóżka, po czym pędem udał się do łazienki.
- Kolego, jak możesz mi to robić? - jęknął Jung i odkręcił wodę.



***



Kookie przez cały dzień się uczył, starając się wykuć materiał na cały przyszły tydzień. Matematyka, biologia, chemia... Mózg mu niemal parował, jednak nie miał wyboru. Jutro pewnie będzie nie w stanie, pozostał mu tylko ten sobotni dzień.
Dochodziła już dwudziesta, więc zamknął książki i pobiegł do łazienki. Wykąpał się, odświeżył, po czym zaczął suszyć włosy, które następnie potraktował prostownicą. Strój miał już dawno przygotowany, więc tylko wskoczył w obcisłe spodnie, luźną, seksowną koszulkę i wybiegł na dwór, gdzie pod domem czekała już taksówka. Czuł się dziwnie podekscytowany. W końcu nie ubrał się tak ładnie ot tak, prawda?
Nie dopuszczał do siebie tej myśli, jednak chyba gdzieś w podświadomości miał zamiar coś dzisiaj zdziałać...






Chyba nie muszę wspominać o komentarzach, prawda? Tego nie da się nie skomentować ;D

18. I need U boy

Ankieta Maluchy! Przez jeden dzień V-hope prześcignęło JiKooka! Zastało 8 dni, jeszcze wszystko może się zmienić, tak więc do roboty - w końcu to ma być prezent dla Was ;)





Wyspa na której się znajdowali była typową atrakcją turystyczną. Wszędzie ludzie, którzy postanowili odpocząć od uroków wielkich miast. Pomimo tego, że było to bardzo blisko Seulu, to klimat był przyjemniejszy.
Hoseok spacerował właśnie z rozanielonym Tae, który co chwila robił zdjęcia wszystkiemu, co tylko zaważył. Od zwierzaków, przez drzewa, zaś na budynkach skończywszy. Brunetowi aż cieszyła się mordka, gdy widział go w takim stanie. Sam przywykł do wyjazdów za granicę, na inne kontynenty, więc coś takiego nie robiło na nim wrażenia, chociaż musiał przyznać, że w towarzystwie tego malucha cały krajobraz prezentował się o niebo lepiej.
- Zróbmy sobie zdjęcie! - wyszczerzył się Taehyung i podszedł do niego, stając obok. Przysunął twarz do jego i wyciągnął rękę z telefonem, by pstryknąć zdjęcie. Hope uśmiechnął się i wyciągnął swój, po czym uczynił to samo.
- Ustawię sobie na tapetę, co Ty na to? - uśmiechnął się i zaczął coś klikać na ekranie. Blondyn przegryzł wargę i zerknął na to, co straszy wyprawia.
- To kochane! Ja też chcę! - sięgnął po swój. Hoseok aż miał ochotę podskoczyć. Przeszedł trzeci poziom, brawa dla niego! Wspólny nocleg, wyjazd we dwoje, teraz zaś ma ich zdjęcie na ekranie telefonu.
- No to mamy fajną pamiątkę. - poczochrał jego włosy i ruszył dalej. Byli właśnie w parku, dzisiaj wyjątkowo niezbyt przepełnionym, co go nieco ucieszyło. Chciał odpocząć od gwaru, głupich twarzy. Najchętniej wygoniłby stąd wszystkich, jednak niestety było to niemożliwe.
Zerknął do tyłu na szalejącego Tae, kiwając głową z niedowierzaniem. On chyba nigdy się nie męczył, co za uroczy ludek. - Może jesteś głodny?
- Och, tak! Zjadłbym coś dobrego. - blondyn jak na zawołanie pojawił się tuż obok. W sumie robiło się już ciemno, więc i tak lepiej było wrócić do mieszkania.
- Chodźmy więc. - skinął głową i ruszył w stronę pałacu. Dotarli tam po około pół godziny. W międzyczasie Tae zdążył wybłagać obcych ludzi, by porobili im zdjęcia, sam też fotografował się z nimi. Starsze panie były nim zachwycone, nie dziwił się temu zresztą.
Pociągnął go za rękaw, po czym udali się do wielkiej i przestronnej restauracji w wiktoriańskim tylu. Przysiedli w rogu sali, gdzie okna wychodziły na sadzawkę i sad. Iście romantyczny klimat. Niecałą minutę później zjawił się kelner, który porał im menu. Hoseok z niezadowoleniem stwierdził, że Tae się krzywił. Cóż, pewnie kwestia ceny.
- Chyba mi się odechciało jeść.
Brunet zmrużył powieki, po czym odłożył kartę i złapał blondyna za rękę.
- Ej. Nawet nie mów takich głupot. Przecież wiem, że chcesz. Nie przejmuj się... niczym. Ja stawiam.
- To nie jest sprawiedliwe. I tak trochę mi dziwnie, że jestem tutaj na Twój koszt, teraz jeszcze miałbyś mi kupować jedzenie niewarte takiej ceny. - nadął policzki, odchylając się nieco do tyłu. Jung czuł się nieco nieswojo. Nie przywykł do przebywania z osobami, które nie szastały pieniędzmi na prawo i lewo, więc to dla niego nowa sytuacja.
- Hm, to w takim razie jak to się stało, że uczęszczasz do najdroższej szkoły w Korei? - to było dla niego niezrozumiałe. Dzieciaki tutaj były dziane, po prostu. Nie było szans, by dostała się tam osoba, która nie miała wtyków, albo znanych rodziców.
- Mam stypendium. - odparł młodszy, bawiąc się rąbkiem swojej koszulki. Hoseok jeszcze bardziej się zdziwił.
- To nasze liceum przyznaje stypendium?
- Nie wszystkim. Musiałem uzyskać odpowiednią średnią, przejść przez testy. Poza tym byłem laureatem kilku olimpiad naukowych, to chyba przekonało dyrektorkę.
- Jakich olimpiad?
- Z chemii i historii, mistrzostwa krajowe w Seulu. Niestety z matematyki miałem tylko piąte miejsce...
Hoseok zamrugał kilkakrotnie, patrząc na niego zszokowany. Wiedział, że jest mądry, ale żeby aż tak?
- A średnia?
- Prawie równą szóstkę, ale z angielskiego miałem małe problemy, więc mi zaniżyło.
- O cholera... - założył ręce na piersi, uważnie mu się przyglądając. Dyrektorka była nastawiona na prestiż, więc zapewne widząc geniusza jakoś go przepchnęła. Pewnie zawyża średnią rocznika, poza tym kto by nie chciał mieć najmądrzejszego licealisty w kraju?
Biedak, pewnie czuł się nieswojo z tymi wszystkimi snobami. Szpan, lans i tak dalej. W sumie on też wcale nie był lepszy, chyba zbyt poszalał.
- Gdyby nie Yoongi, to pewnie bym się nie dostał.
- Suga? - skrzywił się nieco i aż wyprostował. - Co on ma do tego?
- Gdy jeszcze mieszkałem w moim rodzinnym mieście, on zaś już uczęszczał tutaj, to po prostu uczył się ze mną. Przerabiałem z nim materiał, który w tej szkole przeznaczony był dla roczników o dwa lata wyżej, niż ja jestem. On musiał się przygotowywać, więc po prostu rozmawialiśmy o jego zadaniach przez internet. Mam dobrą pamięć, więc wszystko zapamiętałem, potem zaś po prostu sam doczytywałem. - wzruszył ramionami. Wyglądał teraz na nieco zagubionego, co nieczęsto się zdarzało. Hoseok czuł się dziwnie, gdyś po pierwsze dowiedział się o nim ciekawych rzeczy, po drugie co nieco wie już o jego relacjach z Sugą. Nie był to jednak czas na takie rozmyślania, mieli się dobrze bawić.
- Rozumiem. W każdym razie musisz zrozumieć, że skoro ja Cię tu zaciągnąłem, to automatycznie za Ciebie odpowiadam. Za Twoje zdrowie też. Jak nie zjesz, to się rozchorujesz, nie mogę na to pozwolić. Dla mnie naprawdę pieniądze nie grają większej roli, więc się tym nie przejmuj.
- To nie jest takie proste. Już i tak Jimin ciągle coś kupuje, teraz jeszcze Ty. Czuję się... Jak jakiś wykorzystywacz.
- Głupiś. - Hope pacnął go dłonią w głowę, uśmiechając się szeroko. - Po prostu będziesz mi wisiał jedno życzenie, dobrze? Coś za coś. Nie będziesz mógł wtedy odmówić.
Taehyung zmrużył powieki, po czym westchnął i uśmiechnął się delikatnie.
- Jesteś pewien?
- Tak. Zawsze mogę sobie zażyczyć, byś mi posprzątał w mieszkaniu, to będzie naprawdę wymagające zadanie!
- Okej! Mogę sprzątać. - wyszczerzył się i wyprostował.
- Od razu lepiej! To co? Jakieś mięsko?
- Oczywiście!

Po dłuższym czasie, podczas którego wcinali pyszne potrawy, pili drogie napoje i śmiali się z sucharów Hopa, w końcu udali się na górę. Tae zadowolony zabrał swoją piżamkę i poszedł się kąpać, w międzyczasie Hope wyciszył swój telefon i odłożył go na stolik. Zabrał swoje rzeczy i udał się do drugiej łazienki, gdzie wziął szybki prysznic, umył zęby i odświeżony wrócił do sypialni, gdzie pod kołdrą leżał już zadowolony Tae, który pisał coś na telefonie.
- Śpimy razem jak mniemam? - uśmiechnął się starszy i usiadł obok, zakrywając nogi kołdrą. Taehyung jakby się zamyślił, po czym wzruszył ramionami, odstawiając telefon.
- Spanie z kimś jest przyjemniejsze. Czuję się bezpieczniej. Chyba, że Jimin ma głupie sny, wtedy muszę go spychać, bo gada przez sen. Jednak jeśli Ci to przeszkadza, to mogę iść do drugiego pokoju, jak wolisz.
- Nie nie, spokojnie.
- Nie obślinię Cię tym razem, obiecuję!
Hoseok zaśmiał się i przyciągnął go ramieniem do siebie, po czym zaczął czochrać jego włosy.
- Możesz mnie ślinić ile chcesz, nie przeszkadza mi to. Rzekłbym nawet, że to całkiem urocze.
- Głupi hyung! - Tae pacnął go ręką w czoło, prostując się. Poprawił swoje mokre włosy, po czym usiadł wygodnie, poprawiając pod głową poduszkę. - Muszę się zachowywać kulturalnie. Tym razem będę grzeczny. A teraz oglądajmy film!
- Okej. To co? Horror?
- Już się boję... - jęknął, krzywiąc się nieco.
- Nie marudź. - uśmiechnął się i puścił jakiś horror z potworami. Akcja była nieco nudnawa, jednak co chwila wyskakiwała jakaś bestia, która terroryzowała biednych ludzi. Hoseoka to śmieszyło, jednak Tae co chwila piszczał, chowając twarz za ramię bruneta. Zaciskał dłonie na jego ciele, czasami całkiem mocno wbijając swoje palce w skórę, jednak bardziej to Hopa kręciło, aniżeli bolało. Sama przyjemność, chyba miał jakieś masochistyczne zapędy.

- Hyung, wyłącz to, chcę spać. - jęknął młodszy, chowając twarz pod kołdrę. Położył głowę na udach Hoseoka, co tego drugiego odrobinę... zaskoczyło. Był... zbyt blisko wiadomych rejonów. Tych, które mogły niechcący zostać pobudzone. Przecież blondyn. Pod kołdrą. ZA BLISKO TEGO. Ach, to grozi śmiercią. Niechętnie wyłączył laptopa i odstawił go, po czym pogładził włosy chłopaka. Cholera. To również nie wyglądało zbyt grzecznie. Ach ten dzieciuch! Kusiciel głupi!
Na szczęście dla penisa Hoseoka, Tae wstał i z nietęga minął poprawił poduszki, po czym opadł na nie i wtulił w nie nos.
- Pilnuj moich pleców hyung, dobrze? - szepnął, zerkając na niego błagalnie, po czym odwrócił się do niego tyłkiem, chowając się prawie całkowicie pod kołdrą. Brunet tylko się zaśmiał i położył obok. Miał chęć objąć go od tyłu, ale postanowił sobie darować. Wszystko przed nimi, nie ma się co śpieszyć.
Po jakimś czasie zasnęli, przynajmniej Hope dał radę, jednak po tej krótkiej drzemce usłyszał czyjś szept i szturchanie.
- Hyuuuuung...
Otworzył oczy i spojrzał na Tae, który praktycznie stykał się z nim nosem. Przełknął ślinę i zacisnął nieco wargi, wpatrując się w jego twarz. Cholera... Nawet w ciemności ociekał słodkością.
- Tak?
- Bo... Ja muszę... - i przerwał. Oblizał usta, po czym przysunął się jeszcze bardziej, patrzył się na Hoseoka, jakby chciał telepatycznie przesłać mu wiadomość, jednak ten niezbyt kontaktował. Był zbyt skupiony na jego ustach, które znalazły się niebezpiecznie blisko jego własnych.
- C-co musisz? - wyjąkał z trudem.
- Do toalety muszę. - jęknął blondyn, nadymając policzki. Hope zamrugał po raz kolejny, całkowicie zaskoczony. - Chodź ze mną, bo mnie zjedzą potwory! - złapał go za rękę. Jego twarz rzeczywiście wyglądała na przerażoną. Tylko... Mają być razem w toalecie? Na bogów! Los jest łaskawy!
Szybko odsunął kołdrę i pociągnął chłopaka za sobą.
- Hyung. - mruknął młodszy, gdy już wyszli z łóżka. - Nie możesz iść pierwszy.
- Dlaczego? - spojrzał na niego zaskoczony.
- Zaatakuje mnie od tyłu. - jęknął, ściskając mocniej dłoń bruneta, który uśmiechnął się delikatnie. Jakie pocieszne dzidzi.
- To Ty idź pierwszy, będę bronił twoich pleców.
- Ale wtedy coś może z przodu wyskoczyć hyung!
Hoseok westchnął, po czym, bez większych rozważań puścił jego rękę. Następnie sprawnie wziął go na ręce niczym księżniczkę. Taehyung spojrzał na niego zaskoczony, wykrzywiając śmiesznie usta.
- Co Ty robisz?
- Skoro i tak jest niebezpiecznie, i tak, to zaniosę Cię na rękach. Nie ma szans, by coś Cię zjadło, pierw padnę ja. - wyszczerzył się i zaczął iść w stronę łazienki. Blondyn zadowolony objął go za szyję, co dodało Hoseokowi +10 do męskości. Poza tym miło było tak go nosić na rękach, to bardzo romantyczne, prawda?
Po kilku sekundach doszli do drzwi, które starszy otworzył nogą. Zapalił światło, po czym postawił swoje maleństwo na ziemi.
- Mam zostać z Tobą? - spojrzał na niego, licząc na pozytywną odpowiedź.
- Oczywiście, że nie. Musisz wyjść hyung. - uśmiechnął się i wypchnął go za drzwi, które po chwili przymknął. Hope westchnął i oparł się o ścianę. Chyba liczył na zbyt wiele, chociaż i tak był zadowolony. Po kilku sekundach pojawił się przed nim zadowolony Tae, który bez oporów objął go za szyję, po czym podskoczył i oplótł go nogami w pasie.
- To do wyrka!
Brunet aż zadrżał. Położył dłonie na jego plecach, niebezpiecznie blisko pośladków, po czym niespiesznie ruszył w stronę łóżka. Czuł na szyi i obojczykach jego chłodny oddech. Nos malucha pocierał jego skórę, dzięki czemu przez jego ciało przechodziły przyjemne dreszcze. Szaleństwo, zaraz wyparuje z nadmiaru emocji!
Ostrożnie podszedł do łóżka i wgramolił się z nim do środka. Nachylił się nad materacem tak, by chłopak na nim leżał. Tae grzecznie go puścił, jednak znowu sytuacja była napięta. Powtórka z rozrywki? Co weekend Hoseok przeżywa dramat, ten kosmita był raczej wężem-kusicielem.
- Hyung. - westchnął młodszy, patrząc na niego z dołu. Znowu ten słodki wzrok, ZNOWU te oblizywane usta. Przecież Jung zaraz wybuchnie jak fontanna i tyle z niego zostanie...
- Hm? - stać go było tylko na taki dźwięk. Jego dłonie oparte były po obu stronach głowy chłopaka. Wisiał nad nim, tuż nad tą piękną twarzą. Jedyny plus był taki, że tym razem na nim nie siedział.
- Dziękuję. Uratowałeś mnie przed potworem niczym książę!
- Hm... Mieszkamy w pałacu, gdzieś w okolicy grasuje potwór, który chce Cię zabrać do siebie. Żaden książę nie pozwoli, by odebrano mu ukochaną księżniczkę. - uśmiechnął się po pogładził dłonią jego policzek. Tae westchnął cicho, rozchylając usta.
- Jestem twoją księżniczką? - zapytał, patrząc brunetowi prosto w oczy. Ten wstrzymał na chwilę powietrze, po czym odparł:
- Oczywiście.
- I będziesz mnie zawsze bronił i ratował?
- Zawsze i wszędzie. - skinął głową czując, że robi mu się niebezpiecznie gorąco. Taehyung wcale nie pomagał, bowiem objął go w pasie i przyciągnął do siebie, przez co stracił równowagę i opadł na niego. Młodszy zaczął się śmiać, jednak Hoseokowi nie było do śmiechu. Jego twarz wylądowała przy szyi chłopaka, zaś całe ciało... Cóż. Leżał na nim, to nie pomagało.
- Dziękuję hyung. - mruknął i przymknął powieki, nieco poluźniając uścisk. Hope korzystając z okazji zsunął się z niego, jednak nadal pozostał blisko.
- Nie dziękuj. Chodźmy spać. - pogładził go po włosach i objął ramieniem. Młodszy skinął głową i wtulił się w niego, zamykając oczy.
- Śnij o mnie hyung.
- Będę.
Jakżeby mógł inaczej...



***



- Njenawidzę miłości, hyung. - wyjąkał Yoongi. Język mu się odrobinę plątał, zdecydowanie ta dwójka wypiła za dużo alkoholu. Na stole i podłodze walały się puszki, dookoła wysypane były jakieś chipsy. Jin niezbyt się tym przejmował, ten jeden raz pozwolił na nieporządek, zresztą w tym stanie tylko by się zabił, gdyby zechciało mu się sprzątać.
- Może to nie byyy-ła miłość, Yoongiś? - przeciągnął sylaby, zerkając na niego. Siedzieli razem na kanapie, wgapiając się głupkowato we wszystko, co się dało.
- Jak to nje? Ja go kocham! - krzyknął Suga, wbijając wzrok w szatyna.
- Pokoaj kogoooś inn-ego! - czknął, odwracają się do niego przodem. Jego równowaga była nieco zaburzona, więc opierał się o oparcie fotelu, uważnie przyglądając się Sudze, który spojrzał na niego zaskoczony.
- Kogo? Jak?
- Posaauj kogoś, to się odkochasz.
Suga zaczął bujać się na boki, gorączkowo o czymś rozmyślając. Jin nie wiedział, który z nich był bardziej pijany, oboje zataczali się całkowicie. Umysły odmawiały im posłuszeństwa, więc wiele rzeczy mogli powiedzieć jak gdyby nigdy nic.
- Koogo? Śebie hyung?
- Mje? Ta-ak. Posauj mje.
Suga niezbyt przytomnie chciał się nad nim nachylić, jednak stracił równowagę i poleciał na starszego, powalając go na kanapę.
- Ojej... - zaśmiał się i podciągnął nieco wyżej. Oparł się o jego klatkę piersiową, po czym wpił się w jego usta nieco brutalnie. Jin poczuł, że staje się gorący i nie była to zasługa tylko alkoholu. Serce waliło mu jak oszalałe. Pomimo nieciekawego stanu czuł motylki w brzuchu. Szybko objął młodszego w pasie, by przylgnął do niego mocniej, po czym odwzajemnił pocałunek, powoli rozchylając jego wargi językiem. Różowowłosy jęknął cicho, pozwalając mu na dostęp do do siebie, samemu również nie pozostając biernym. Jin miał wrażenie, że śni, że to nie dzieje się naprawdę. Penetrował jego jamę ustną, trącał z czułością język młodszego, który nieco leniwie pieścił i jego mięsień.
Delikatnie, subtelnie, po chwili zaś namiętnie i dziko. Ciężko było określić tę rozkosz tylko jednym przymiotnikiem.
Seokjin nieco koślawo zamienił ich stronami, by to Min był na dole. Nachylił się nad nim, zadziornie kąsając jego dolną wargę z zadowoleniem. Szczęście niemal z niego wypływało. Nawet chwiejność w głowie nie była na ten moment dla niego problematyczna. Liczył się tylko ten chłopak z anielską twarzą. Jego różowe usta i na wpół przymknięte oczy, zaróżowione policzki i opadająca klatka piersiowa. Najpiękniejszy widok na świecie, teraz zaś mógł go zasmakować.
- Hyung. - wysapał Suga, kładąc dłonie na policzkach starszego. Ten spojrzał na niego pytająco, starając się zapanować nad ogromną ochotą, by rzucić się na niego tu i teraz. - Moe serse zara oszaeje.
- I tak na byś. - uśmiechnął się głupkowato starszy, po czym obdarzył go pocałunkiem, który wręcz ociekał jego uczuciami.






Pięknie proszę o komentarze <3

piątek, 22 maja 2015

15. I need U boy

- Taehyung! - Jimin biegł w stronę blondyna jak szalony. Jego twarz była przepełniona ciekawością, złością, niepewnością, wręcz wszystkim na raz. - Ty knypku mały! Już się melduj co i jak!
Blondyn zagryzł wargę zarumieniony, zaś Park już mniej więcej wiedział, jak rozmowa się zakończyła.
- Powiedziałem mu co się stało i czemu tak postąpiłem. Strasznie się zmartwił i był na mnie wściekły, że to ukrywałem. Płakaliśmy razem, to było... Ach, nawet nie wiem jak mógłbym to opisać.
- Ale... O TYM też mu powiedziałeś? - zmrużył powieki podejrzliwie. Przystanął przed bramą do szkoły i zbliżył się nieco do kolegi.
- Nie. - odparł nieco smutniej chłopak. - Powiedziałem mu tyle, ile mogłem. O tym nie dowie się już nikt. Nie chcę go okłamywać, ale nie chcę też wszystkiego psuć, wiesz jak by to odebrał.
- Domyślam się. Wiem ja, wiesz Ty, tak ma pozostać. Jeśli ktoś się dowie... To będzie piekło Tae.
Blondyn tylko skinął głową, po czym wzruszył ramionami, zaś na jego twarzy wykwitł uśmiech.
- W każdym razie jest już dobrze. Rozmawialiśmy kilka godzin, stare dobre czasy wróciły.
- Poszalałeś. Było już późno jak do mnie napisałeś.
- Odwiózł mnie do domu, więc sam rozumiesz.
Park ruszył powoli w stronę szkoły, poprawiając torbę na ramieniu. Z jednej strony cieszył się, że maluch będzie szczęśliwy, że jeden problem się rozwiązał. Z drugiej... Teraz pewnie będzie poświęcał więcej czasu tamtemu, co już nie bardzo mu się podobało. Jakoś przyzwyczaił się do faktu, że poza małymi wyjątkami, miał go w zasadzie na wyłączność. Uwielbiał być centrum wszechświata, jedyną osobą, do której mógł się ze wszystkim zwrócić. Wprawdzie miał jedną przewagę, mianowicie znał całą prawdę, jednak tamten miał inną, w końcu znali się od małego. Pochrzaniona sprawa.
- To dobrze. Hm... Działo się coś...
- Cześć maluchy! - zza ich pleców wyłonił się Hoseok, wpychając się między nich. Jimin skrzywił się niezadowolony, chciał się dowiedzieć nieco więcej. Ten głupek jak zwykle wszystko psuł.
- O, hyung! - wyszczerzył się Tae, starszy zaś poczochrał jego włosy zadowolony.
- Gotowi na dzisiejszą próbę? Wymyśliłem całkiem spoko kroki, będziecie musieli je ocenić.
- Um... - blondyn westchnął cicho, przegryzając wargę. - Dzisiaj się nie pojawię, umówiłem się już z Yoongim.
Obaj bruneci spojrzeli na niego zaskoczeni i niezadowoleni. Jimin pokręcił głową z niedowierzaniem, nie komentując jednak.
- Pogodziliście się jak mniemam? O co w ogóle poszło?
- Ach, to nieistotne. Teraz jest już dobrze, nie ma co się nad tym roztkliwiać. Nasze relacje są już takie, jak kiedyś, może nawet z czasem staną się lepsze. - młody szybko zakończył temat. Park był niemal pewien, że w Hoseoku aż się gotowało. Znał go na tyle, bo móc wyczytać co nieco z jego twarzy. No no.
- Jak kiedyś? A jakie były wasze relacje wtedy? - kontynuował zaparcie, co tym razem tancerza zaskoczyło. Co tak się gorączkował, przecież to nie jego sprawa? Nie przyjaźnił się z żadnym z tej dwójki, nie miał o niczym pojęcia, zaś zadawał durne pytania, jakby cokolwiek miało to wnieść do jego życia. Upił się? Ma gorączkę? Nie zwalił sobie rano i teraz mu odbija?
- Przyjaźniliśmy się.
Taehyung czuł się chyba odrobinę niezręcznie. Bawił się rękawem koszuli, intensywnie rozmyślając o czymś. Pewnie chciałby ominąć ten temat i uciec jak najdalej.
- My zwijamy Hoseok, do potem! - rzucił Jimin i złapał Tae za nadgarstek, szybko wchodząc do budynku. Jimin - obrońca uciśnionych kosmitów, nie ma co!



***



Yoongi obejmował swoje maleństwo ramieniem, z dumą wypisaną na twarzy. Siedzieli właśnie w kawiarni i zajadali się słodyczami, których kupił tonę. Oczywiście sam nie miał na nie szczególnej ochoty, jednak Taehyung to co innego, prawda? Postanowił nie szczędzić mu przyjemności, w końcu nie karmił go już dwa lata, a apetyt z wiekiem również stał się większy.
- Upaćkałeś się Słonko. - mruknął i przejechał kciukiem po wardze młodszego. Uśmiechnął się i wsunął palec do ust, oblizując go, wzroku oczywiście nie odwracając od tej sierotki, która nadęła policzki.
- Nie zdążyłem się oblizać, ech. - westchnął, pakując do ust ostatnią porcję tortu z bitą śmietaną.
- Następnym razem ja Cię obliżę Tae. - zaśmiał się i poczochrał jego włosy. Młodszy chyba odebrał to jako żart, jednak Suga mówił całkiem serio. Chętnie by go całego zjadł, wycałował i wylizał, wszystko na raz. Nie mógł nad sobą zapanować, co chwila go podmacywał i dotykał. Był jak zboczeniec, który molestował swoją biedną ofiarę, to nieco go przerażało. Nie chciał przecież, by Taehyung czuł się niekomfortowo. Zapanowanie nad łapami jednak było trudniejsze, niż mu się wydawało. - Ach, zaraz oszaleję. - złapał blondyna za ramiona i przyciągnął do siebie. Wtulił twarz w jego szyję, przymykając powieki. Czuł dziwny niedosyt. Czyżby to były hormony?



***


Kolejne dni były stresujące dla wszystkich.
Jimin wkurzał się na wszystkich, łatwo było go wyprowadzić z równowagi. Był zazdrosny o Tahyunga, ale i o Kookiego, który cały czas zajmował się Namjoonem, go zaś ewidentnie olewał.
Suga starał się ogarnąć, jednak ciągle łapał się na tym, że ze wszystkim mu się śpieszy i był zwyczajnie niewyżyty, co przecież nie pasowało do jego osobowości.
Namjoon zaczął w końcu pracować nad bitami do utworu na konkurs, co kończyło się nieprzespanymi nocami, poza tym na uczelni zaczął się nieprzyjemny okres egzaminów.
Taehyung był rozrywany przez wszystkich i nie miał na nic czasu. Starał się poświęcić uwagę każdemu, jednak jak na złość cała trójka jego znajomych oszalała.
Jungkook miał ochotę zabić Jimina, dodatkowo Monster nie miał dla niego czasu, przez co czuł się samotny.


Jin kroił właśnie mięso w kuchni. Yoongi wyszedł, z resztą to nie była żadna nowość. Ostatnio kursował między uczelnią a miastem, gdzie widywał się z tym całym Taehyungiem.  Cieszył się, że wrócił do żywych, że ciągle się uśmiechał. Wrócił mu apetyt, normalnie sypiał. Czemu więc mu samemu było tak źle?
Miłość to szczęście drugiej osoby... Sami odczuwamy radość, gdy ukochany jest spełniony. Dlaczego więc jego miłość jest taka samolubna? Czemu pragnie, by im nie wyszło? Chciał go dla siebie, pragnął być osobą, dzięki której pojawia się uśmiech na twarzy Sugi. Najchętniej wykreśliłby istnienie tego blondyna, wywiózł go na inna planetę. Miałby spokój i może nawet szansę?
- Ach! - jęknął i uniósł dłoń, z której sączyła się krew. Wsunął ją pod kran i polał wodą. Zdecydowanie za bardzo się wszystkim przejmował, jednak jak miałby przestać? Serce bolało go niesamowicie, Czuł, jakby się rozpadało. Codziennie, co chwilę. Z każda nową myślą, z każdym uśmiechem młodszego.
Podszedł do szafki i wyciągnął apteczkę. Owinął swój palec bandażem. Musi przestać, inaczej grozi to czymś poważnym. I tak nie mógł skupić się na czymkolwiek innym. Na zajęciach się wyłączał, żył fantazjami... Zawsze rozsądny, zawsze spokojny, teraz zaś świrował. Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że nie miał z kim o tym porozmawiać. Jego najlepszy przyjaciel przecież nie mógł się dowiedzieć, prawda?


A J-hope...



***


- Cholera, Hoseok. Mam prośbę! - jęknął do słuchawki Jimin. Starszy westchnął cicho, nie miał zamiaru wysłuchiwać jego głupich historyjek. Poza tym Park ostatnio go irytował. Jak każdy w zasadzie.
- Co chcesz? - mruknął, wpatrując się od niechcenia w ekran telewizora.
- Umówiłem się do opery z Kookim.
- Ty wiesz co to opera? Tam się nie pieprzy. -prychnął. Ten głupek był chyba zdesperowany, jednak co go obchodzą jego randki?
- Hoseok! Nie jestem taki głupi! Mam problem po prostu i będziesz mi potrzebny koło piątej rano.
- Co?! Chyba Cię powaliło. O tej porze mam zamiar przewracać się na drugi bok. Kończę. - już miał się rozłączyć, gdy młodszy niemal krzyknął:
- Taehyung!
Te jedno imię wystarczyło, by Hoseok się nieco bardziej zainteresował.
- Co z nim?
- Musisz po niego przyjechać. Błagam Cię, chcę się zobaczyć z Ciastkiem, a boję się o Tae. Wiesz, że to sierotka, jeszcze go zabiją! - głos Jimina był naprawdę błagalny, jednak to już było nieistotne.
- Czemu o tej porze będzie... gdzieś?
- Eee... Jakiś jego znajomy ma urodziny i pewnie zejdzie im do rana. Wiesz, kazałbym mu brać taksówkę, ale ma słabą głowę, jeszcze by zasnął i no... Martwię się.
- Gdzie mam być?
- Pod galerią Sakura na parkingu. Jestem Twoim dłużnikiem hyung!
- Tsa. Kończę, pa!
Rozłączył się i odłożył telefon. To zmieniało postać rzeczy. Mógł odmówić Parkowi, jednak jeśli rozchodzi się o blondyna, to nie było opcji, by sobie darował. On i wracanie nad ranem do domu? Samotnie? Po tych niebezpiecznych ulicach? Nie ma szans, by pozwolił na coś takiego. Zresztą... Będzie miał okazję pobyć z nim w końcu sam na sam. Ostatnio zajęty był Sugą i Jiminem, on został nieco odepchnięty, co w najmniejszym stopniu mu się nie podobało.
Zerknął na zegarek... Dochodziła dwudziesta. Lepiej się zebrać i przespać, potem przecież może mieć inne rzeczy na głowie.

Było już kilka minut po piątej. Rozglądał się dookoła, by przypadkiem go nie przeoczyć, chybaby się wtedy zabił. Co chwila zerkał na zegarek, starając się zapanować nad nerwami. Było zimno, jednak to nie z powodu pogody miał na ciele gęsią skórkę.
- Och...
W końcu go zobaczył. Obejmował się ramionami, chyba zmarzł... W dodatku wyglądał na wymęczonego. Przyglądał się samochodom, chyba szukając Jimina.
- Tae! - krzyknął i pomachał mu. Blondyn spojrzał na niego i aż na chwilę przystanął. Chyba był zaskoczony. Dopiero po kilku sekundach ruszył w jego stronę, uśmiechając się nieco niepewnie. - Jiminowi coś wypadło, zastępuję go.
- Przecież mówiłem mu, że sam sobie poradzę. Biedny hyuuung! - ku zadowoleniu starszego, dzieciak mocno go przytulił. - Przepraszam, powinieneś spać.
- I tak cierpię na bezsenność.- wymruczał cicho, gładząc go po plecach. Chociażby dla takiego miłego gestu warto było zrywać się o takiej godzinie i sterczeć na zimnie. Po chwili chłopak się od niego odsunął i zgarnął z twarzy włosy, które aż błyszczały od lakieru. Na jego zmęczonej twarzy zauważył też całkiem sporą ilość makijażu. Czyżby Jimin znowu się zabawiał w stylistę? Cóż, ładnemu we wszystkim ładnie, chociaż wolał go naturalnego. Najlepiej rozczochranego i w za dużych dresach.
- Dobra, wsiadaj, bo mi zamarzniesz. - otworzył przed nim drzwi, po czym zdjął swoją kurtkę i zarzucił mu na ramiona. - Nawet nie oddawaj, będziesz chory i mnie wszyscy pozabijają za złą opiekę.
- Jeszcze mnie znienawidzisz przez ich nadopiekuńczość. - zaśmiał się blondyn i wsunął ręce w rękawy, po czym wsiadł do środka. Hoseok zamknął za nim drzwi i zajął miejsce kierowcy.
- Nie ma takiej opcji, też zaliczam się do grona Twoich opiekunów. Teraz jednak lepiej powiesz mi gdzie mieszkasz.
Na twarzy młodszego pojawiła się niepewność i jakby zwątpienie.
- Hm, wystarczy, że odwieziesz mnie pod park zachodni.
- Nie ma tak. Albo adres, albo nocujesz dzisiaj u mnie.
- Ale...
- Zrozumiałem, zapinaj pasy, mój dom jest i tak bliżej. - ruszył przed siebie, zadowolony z własnej pomysłowości. Taehyung był chyba zbyt zmęczony, by się z nim wykłócać, co było mu bez wątpienia na rękę. - Jak tam impreza?
- Och, jaka impreza? - Tae zmrużył powieki i zerknął na niego, chowając twarz w kołnierz kurtki. Wyglądał uroczo w za dużych ubraniach.
- Byłeś na urodzinach, tak?
- Ach. - pokiwał głową nieco zbyt energicznie. - Tak, ale było średnio. Jestem zmęczony, w dodatku chyba wypiłem za dużo.
- Biedaczek. - zmartwił się Hope i przyspieszył. Drogę do domu pokonał wręcz błyskawicznie, o tej porze ulice na szczęście nie były zapełnione samochodami, co tylko działało na jego korzyść. Po chwili byli na miejscu. Wysiedli i udali się do środka. Hoseok zsunął buty, młodszy zrobił to samo, chociaż nieco bardziej koślawo.
- Dam Ci coś na przebranie, chodź. - załapał go za rękę i pociągnął w stronę garderoby. Bez większego namysły wyciągnął swoją ulubioną koszulkę i jakieś krótkie spodenki, które wręczył koledze, następnie jeszcze po drodze złapał za ręcznik, który owinął wokół szyi blondyna. - Leć się wykąpać, ja ogarnę Ci pokój.
- Obejrzymy film? - zapytał ni z tego, ni z owego Tae, nadymając nieco policzki. Hosek zmarszczył czoło zaskoczony, zatrzymując się w połowie drogi do pokoju gościnnego.
- Masz siły? Jeśli chcesz, to masz dziesięć minut na wykąpanie się. Mój pokój jest zaraz na lewo. Musisz się wyrobić, inaczej idziemy lulu i tyle. - uśmiechnął się i tyle widział malucha, który wbiegł do łazienki w zastraszającym tempie. Starszy poszedł do kuchni, skąd zabrał przekąski i napoje, po czym wszedł do swojego pokoju. Przygotował łóżko, podłączył laptopa i przebrał się w swoją pidżamę, wskakując następnie do łóżka. Nie czekał długo, chwilę później w pokoju pojawił się Taehyung z mokrymi włosami i w jego ubraniach. Hm, będzie musiał częściej dawać mu swoje ciuchy, wyglądał w nich ślicznie.
Blondyn szybko podszedł do łóżka i bez większych oporów wszedł na nie, na czworaka człapiąc w stronę Hoseoka. Wsunął się pod jego kołdrę i wyszczerzony oparł brodę o jego ramię. Nie trzeba chyba mówić, że starszemu nagle zrobiło się cieplej, prawda?
- Obejrzymy anime, okej?
Brunet nawet bajki o kupie by z nim chętnie obejrzał. Akurat produkcja go najmniej interesowała, przecież i tak się nie skupi na fabule, bo miał o wiele ciekawszy obiekt do oglądania, jednak co mu szkodzi się podroczyć?
- Hm, miał być film. Nie wiem, czy zasłużyłeś na kreskówki...
- Hyuuung. Nie rób mi tego! - jęknął młodszy i objął jego ramię, robiąc najsłodszą minkę, jaką brunet  kiedykolwiek widział. - Proszę!
- Musisz mnie przekonać, nie ma nic za darmo.
- No ale ja nic nie mam hyung, nie bądź taki. - przysunął się do niego i objął go w pasie, patrząc na niego z dołu. - Hm? Hm? Hmmmm? - oparł czoło o jego tors i zaczął pocierać twarzą o jego ciało. - Chcę anime!
Hoseok wstrzymał na chwilę oddech nieco zestresowany. Położył niepewnie dłonie na ramiona młodszego i delikatnie pogładził jego kark, wzdychając. I jak miał być stanowczy, skoro ta paskuda wyciąga ciężką broń, przeciwko której nic nie mógł? Nachylił się odrobinę i musnął wargami jego włosy, nie mogąc się powstrzymać.
- To jakie mam włączyć, marudo?
Młodszy od razu się wyprostował i zabrał laptopa, wpisując jakąś nazwę. Hope sięgnął po chipsy i otworzył paczkę, opierając głowę o poduszki, których przytargał całą masę. Wbił wzrok w kolegę, który chwilę później opadł obok niego, odstawiając sprzęt na jego uda. Zaczęła lecieć jakaś głupia piosenka, jakieś zielonowłose dziecko biegało z gołym tyłkiem. On serio musiał być kosmitą, skoro podobały mu się takie głupoty. Sam brunet nie był zainteresowany oglądaniem. Niby od niechcenia wsunął ramię pod głowę chłopaka i objął go delikatnie. Przez następne kilkanaście minut jak gdyby nigdy nic bawił się jego włosami, myślami będąc daleko. Podobała mu się ta sytuacja. Tylko oni, łóżko i jakiś gołodupiec na ekranie. Ciemno, cicho i przyjemnie. Prawie jakby byli razem.
STOP. W sensie jako przyjaciele, przecież on go nie jara! No... Może trochę. Albo bardziej, niż trochę. Nieistotne. Nie chciał się nad tym teraz zastanawiać.
Po jakimś czasie poczuł, że głowa chłopaka opada na jego ramię. Zerknął na niego i uśmiechnął się pod nosem, widząc jego zamknięte oczy i rozchylone wargi. Ostrożnie odłożył laptopa i zabrał z łóżka jedzenie, po czym złapał go i delikatnie zsunął niżej, by leżał. Zakrył go kołdrą, sam po chwili pod nią lądując. Zapewne wymęczył się na imprezie, aż dziw, że dał radę jeszcze cokolwiek oglądać. W każdym razie nie było to złe, miał chociaż pretekst, by z nim spać.
Przygryzł wargi, przyglądając się jego twarzy. Takie niewinne maleństwo, słodkie i urocze! Objął go ręką i przymknął oczy, czując w środku przyjemne ciepło. Robisz postępy chłopie!

Obudził się kilka godzin później. Nieco zaspany ziewnął i zerknął na dół, gdzie w najlepsze spał sobie Taehyung. Na jego torsie, z twarzą wtuloną w pierś. Obejmował go delikatnie, uśmiechając się przez sen. I niech ktoś mu kiedyś powie, że to nie jest najsłodsze stworzenie na świecie!
Zadowolony położył dłonie na jego plecach, głaskając je delikatnie. Jeszcze jakby dostał buziaka na powitanie...
Po chwili poczuł delikatny ruch. Blondyn zacisnął palce na jego koszulce, następnie się przeciągając, przez co brzuch Hoseoka został pięknie odkryty. Tae początkowo chyba nie ogarniał, gdyż położył się z powrotem na niego, dopiero po kilkunastu sekundach szybko zrywając się. Przysiadł na łóżku i spojrzał zaskoczony na Hopa, cały czerwony na twarzy.
- Przepraszam! - jęknął, oblizując wargi, które następnie przegryzł. Jung uśmiechnął się i zerknął na swoją koszulkę, która była gdzieniegdzie mokra.
- Obśliniłeś mnie dzieciaku. - wyszczerzył się i wskazał na plamy. Blondyn jeszcze bardziej się zarumienił, chowając twarz w dłoniach.
- Ja nie chciałem hyung! Jeju...
- Głuptas. - brunet usiadł i złapał go za nadgarstki, przyciągając do siebie. Objął go mocno, chowając jego twarz w swoje obojczyki. Nie wiedział czemu to zrobił. To był chyba odruch bezwarunkowy. - To jest słodziutkie, nie przejmuj się tak tym. Chodź, wracamy do łóżka.
Pociągnął go na dół i wciąż obejmując go jedną ręką zakrył kołdrą. Taehyung nie protestował, sam wtulił się w niego, przymykając oczy.
- Hyung...
- Tak?
- Ładnie pachniesz.
Na twarzy Hoseoka pojawił się nieco głupkowaty uśmiech, jednak po chwili młodszy dodał:
- Jak na brzydala.
Brunet nadął policzki, po czym szybko przerzucił blondyna na plecy, samemu lądując nad nim. Przysiadł na jego biodrach i zaczął go łaskotać po brzuchu, ręce wsuwając pod jego koszulkę.
- Ty paskudo! Nie ładnie tak kłamać!
- H-hyung! Przestań! - piszczał młodszy, starając się zrzucić go z siebie, oczywiście bezskutecznie. Wierzgał się na wszystkie boki, wyginając, machając rękoma i nogami. Jung zaś z dziką satysfakcję terroryzował go dalej. Gdy młodszy zaczął mieć problemy ze złapaniem oddechu przestał i, nie zabierając z jego brzucha dłoni, nachylił się nad jego twarzą.
- Przeproś.
Nie było to dobre posunięcie. Taehyung rozchylił powieki i płytko oddychając wlepił swoje piękne oczy w Hoseoka. Jego wargi były rozchylone, klatka piersiowa poruszała się w zastraszającym tempie. Dodając do tego fakt, iż starszy siedział na jego biodrach i wyczuwał pod sobą przyrodzenie blondyna... Sytuacja była niezmiernie stresująca. Oboje jakby zastygli. Jung nie mógł nic powiedzieć, chyba chwilowo zapomniał nawet jak się mówi. Wpatrywał się w zarumienioną twarz chłopaka, zaś jego serce niemal nie wyskoczyło mu z piersi. Ta anielska buzia była idealna. Dopiero teraz zauważył, że młodszy ma na nosie pieprzyka, szalenie słodziutkiego. Delikatnie wykrzywione do przodu ząbki, niesamowity kształt ust. Właśnie, te usta były problematyczne. Gdyby jeszcze ten mały kusiciel darował sobie oblizywanie!
- A... Jak nie przeproszę? - wydusił z siebie po dłuższej chwili Kim. Jego głos drżał, był niepewny, co dodatkowo sprawiało, że brunet miał ochotę się na niego rzucić.
- Wtedy... zjem Cię. - mruknął głupkowato. Nie myślał teraz o słowach, same gesty były wystarczająco stresujące. Zacisnął nieco mocniej dłonie na jego nagim brzuchu, zaciskając nieco wargi.
- Nie przeproszę... - szepnął ledwie słyszalnie Tae.
I cóż biedny Hoseok mógł w tej sytuacji zrobić? Pozostało mu tylko zasmakowanie chłopaka, jednak czy go tym nie spłoszy?
Delikatnie przysunął usta do nosa chłopaka i musnął go wargami. Młodszy przymknął powieki, wzdychając cicho, jego klatka piersiowa poruszyła się wyraźnie, co Jung uznał za przyzwolenie. Powoli zsunął się niżej, do odsłoniętego ramienia, które ostrożnie ugryzł.
- Och... - wyrwało się z różowych ust, co już i tak zestresowanego bruneta wytrąciło z równowagi. Już miał ukąsić szyję chłopaka, gdy jego telefon zaczął dzwonić.
- Cholera. - warknął i szybko zsunął się z łóżka. Zerknął na ekran i rozłączył się niezadowolony. Głupi Jimin, jak zwykle przeszkadza.
Odwrócił się i spojrzał na Taehyunga, który zmieszany przysiadł na łóżku, poprawiając się. Nieco ich poniosło, jednak wcale tego nie żałował. Może gdyby nie ten telefon, to doszłoby do czegoś więcej?
- Chodź Tae, zjemy śniadanie. - uśmiechnął się podał młodszemu ciepłą bluzę, którą bez słowa przyjął.
- Hyung...
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony.
- Tak?
- Ładny z Ciebie brzydal.





Zapraszam do komentowania ;)