sobota, 26 listopada 2016

4. 'Cuz I'm a free bitch baby

             — Noona?
Taehyung niepewnie wszedł do kuchni, gdzie dziewczyna właśnie gotowała obiad. W całym domu roznosił się przyjemny zapach makaronu i sosu, który był jej specjalnością. On jednak nie miał nawet siły myśleć o jedzeniu, bo zwyczajnie czuł się niekomfortowo i postanowił o tym porozmawiać, a tylko Dasom była pod tym względem godna zaufania.
— Tak, Tae? Za dziesięć minut powinno być gotowe, jeśli o to ci chodzi. — Rudzielec uśmiechnął się delikatnie, mieszając w obszernym garnku potrawę, raz po raz coś dorzucając do środka.
— Nieee… Nie chodzi o jedzenie, to coś całkiem innego — mruknął, siadając na blacie tuż obok niej. Zacisnął dłonie na jego brzegu, krzywiąc się przy tym, na co ta od razu zmniejszyła ogień, przyglądając mu się z uwagą.
— Hm?
— Troszkę się wydarzyło i w sumie nie mam komu się wyżalić, bo Namjoon dopuściłby się mordu na kilku istnieniach, a reszcie chyba nie ufam.
— Jeju, popsułeś mu motocykl? Przecież on się zapłacze i skoczy z okna, a ja tyle czasu mu te kluski gotuję! — jęknęła cicho, wymierzając w niego drewnianą łyżką. Blondyn zaśmiał się krótko, szybko łapiąc ją zębami, by zlizać delikatny sos.
— Nie, to coś gorszego. Obiecaj, że nie wygadasz.
— O ile jedzenie się nie zmarnuje, to nie. Masz moje słowo. — Wyrwała łyżkę z jego ust i wsadziła ją z powrotem do garnka, mieszając od spodu, by przez nieuwagę nic się nie przypaliło. Tae w międzyczasie układał sobie w głowie piękne przemówienie, jednak tego typu informacji chyba nie dało się ładnie przedstawić.
— W dupci mi dziwnie jest… — mruknął, spuszczając wzrok, podczas gdy Dasom wydała z siebie odgłos zdziwienia.
— W sensie masz rozwolnienie? Mam jakieś tabletki, zaraz mogę poszukać.
Taehyung sapnął ciężko, nie mając pojęcia jak to przekazać. Już pójście do przedszkolanki kilkanaście lat temu z wiadomością, że popuścił ze śmiechu, teraz wydawało mu się mniej żenujące, a wtedy przecież widziały go inne dzieci.
— Chciałbym. Znaczy… — podrapał się nerwowo po głowie. — Bodałemdupyichybamniezaraził.
— A tak powoli i po mojemu?
— No… Bo jak ostatnio byłem z Namjoonem i Hoseokiem w tym warsztacie, to ten… Chyba dałem się przelecieć.
Dasom zmarszczyła nos i wyłączyła palniki, zaraz siadając obok młodszego, który zaczął wykręcać swoje palce na wszystkie strony, by nie czuć się beznadziejnym gówniakiem, co nie było proste.
— Z Hoseokiem? No wiesz, dawno nie uprawiałeś seksu, może cię boleć. — Dziewczyna westchnęła, przykładając palec wskazujący do brody. — Aż taka bestia?
— Ale noona, ty nic nie rozumiesz! — stęknął, łapiąc ją za nadgarstki, by spojrzała na niego i zaczęła traktować to wszystko poważnie. — Z Hoseokiem nie spałem nigdy, to było z tym całym Jungkookiem. Chociaż z nim to nawet spanie nie było, raczej po prostu mnie pieprzył…
— Co? Tentegowaliście się pod nosem Nama i Hobiego? Mamusiu, przecież to takie ryzykowne! Mogli tam wejść! — Dasom przysunęła twarz do tej Tae, zagryzając nerwowo wargi.
— No brat wszedł, ale Jungkook zdążył mnie schować. Powiedzmy. Mniejsza jednak. — Wbił mocniej palce w ręce dziewczyny, która nie spuszczała z niego zdziwionych oczu.
— Ale żeby tak z nowopoznanym? Przecież dzień wcześniej nawet jego imienia nie znałeś. Z Hoseokiem jesteś już jakiś czas, a nadal tylko buzi, jak więc tak…
— Bo to tak nagle… Ja nie miałem nawet jak uciec! Podszedł do mnie, zaczął dotykać i mówić, że jestem jego, że chce mnie nago i tak jakoś… Noona! Ty nawet nie wiesz jaki on był seksowny! Jak się rozebrał, to mi prawie serce wyskoczyło, bo miał tatuaże — stęknął, wyginając usta w podkówkę. — No i co on tam wyrabiał! Ustami chyba wszędzie mnie wypieścił, językiem też i jak we mnie…
— Ej, ej! Taeś, kochanie moje najsłodsze... — Ruda wyrwała nadgarstki z jego uścisku i położyła dłonie na ramionach młodszego. — Bez szczegółów. Mów o co chodzi w takim razie, bo zaraz będzie mi mokro, a Nam wróci dopiero za godzinę i co ja zrobię? Skoro było ci z nim dobrze, to w czym problem?
— No bo… Nie miał nawilżenia i wziął jakiś olej. Nie wiem, do silnika chyba? Nie znam się, ale jebało i ten… Teraz nie mogę się załatwić w spokoju, bo tam mam dziwnie. Jakby to powiedzieć. No kurde, mam chorą dupcię i nie wiem co zrobić! Chyba się coś poraniło i tak mi tam sucho. Jungkook mnie tam potem wymył, ale i tak chyba jestem chory.
— Tae, czy wy jesteście normalni? Mam nadzieję, że się mylisz i to nie był silnikowy, bo przecież od tego można dostać raka skóry!
— Nooooona, nie stresuj mnie, już i tak mnie boli! — Taehyung stęknął płaczliwie wiercąc się na blacie, na co dziewczyna szybko złapała go za dłoń i pociągnęła go w stronę korytarza.
— Ubieraj się, amebo. Jedziemy do lekarza.
— Ale to wstyd…
— No cóż… To kara za zdradę, czy coś.




***




       Przez następne dni Tae cierpiał katusze. Nie ruszał się z domu, udając chorobę, z czym nieco pomagała mu Dasom, wsadzając termometr do ciepłej wody, by mieć dowód dla Namjoona. Jednocześnie chodziła mu do apteki po lekarstwa i nawet zaproponowała, że pomoże mu z aplikacją. Chłopak jednak aż na takie upokorzenie nie był gotowy i sam zajmował się swoimi czterema literami, chociaż gest doceniał, bo kto inny byłby gotowy smarować mu odbyt śmierdzącą maścią i wsadzać czopki? No właśnie, nikt.
       Hoseokowi słowem nie wspomniał o czymkolwiek, nie miał ochoty nawet go widzieć, bo gdyby nie był pierdołą, to on nie przespałby się z Jungkookiemi i teraz nie cierpiał. Wprawdzie wiedział, że to i tak jego wina, myśl tę jednak odrzucał, bo wolał postrzegać swoją osobę raczej w kategoriach ofiary. Rozmawiał o tym wprawdzie z dziewczyną Namjoona, która radziła mu, by wszystko wyznał i zakończył ten bezowocny związek, nie miał jednak odwagi tego zrobić, plus było to wygodne. Brat nie panikował, że widuje się z jakimś chłopakiem, bo przecież jest zastraszony Hoseok. Nie to, by miał zamiar się z Jungkookiem spotykać. Przyszedł pod warsztat tylko dlatego, by go opierniczyć i ewentualnie wiertarką przewiercić odbyt, by nie mógł zrobić kupki przez miesiąc, jak nie lepiej.
Popchnął drzwi i wszedł do środka, zaraz kierując się w stronę pomieszczenia, w którym uprzednio pieprzył się z tym idiotą. Nie bawił się w pukanie, od razu przekroczył próg i zaczął rozglądać się po warsztacie, w poszukiwaniu swojej dzisiejszej ofiary. Niestety w momencie, gdy jego biedne oczy dostrzegły szerokie plecy z wytatuowanym na nich wilkiem, błyszczące od potu ramiona i rozczochrane włosy, jakoś cała odwaga go opuściła.
— Dupek — mruknął cicho, odgarniając z czoła grzywkę, z niewiadomego powodu zrobiło mu się gorąco. Ten idiota pewnie przeczuwał, że się tu pojawi, dlatego też rozebrał się, seksownie spocił i pochylał się nad wielkim motocyklem, wyglądając jak młody bóg. Jak on miał krzyczeć na kogoś tak perfekcyjnego? To zamach na jego prawie-dziewicze oczy i zmysły.
— Hm? — mężczyzna odwrócił się, unosząc grubą brew ku górze. Jego usta rozchyliły się w zaskoczeniu, po chwili jednak wykrzywił je w uśmiechu. — Cześć, Tae.
— Uh, cześć. — Blondyn skrzywił się, obserwując uważnie jak wyższy odstawia na bok klucz, podchodząc do niego zaraz. Nim się obejrzał, był już w silnych objęciach Jungkooka, który zaatakował jego usta, nie dając mu nawet okazji do protestu. Zwyczajnie napierał na niego, rozchylając wargi językiem, by móc spenetrować gorące wnętrze sprawnym mięśniem.
Taehyung chciał go odepchnąć, naprawdę. Miał ochotę trzepnąć go w ten pusty łeb, zacząć krzyczeć i wyzywać, jak jednak mógł uwolnić się od tej zmysłowej męskości, emanującej od bruneta? Jak miałby wyplątać się z cudownych ramion, oderwać od zmysłowych ust, czy zrzucić z siebie dłoń, która z całą możliwą zapalczywością, zaciskała się na jego biodrze? Nie dało rady, Kook był zbyt silny i całował za fajnie, by się go tak pozbyć.
— Tęskniłem za tobą wiesz?

No i skurwiel mnie ma, cudownie.

— To czemu mnie nie odwiedziłeś? — szepnął, czując jak palce bruneta przenoszą się na jego pośladki, po chwili już lubieżnie ściskane. Z jego ust uleciał cichy jęk, na co większy uśmiechnął się, muskając wargami żuchwę oderwanego od rzeczywistości chłopca.
— Pewnie z tego samego, dla którego ty teraz przyszedłeś do mnie. Bardzo cię bolało, koteczku? — Pocałował brodę mniejszego, wzdychając jakby z żalem. — Przepraszam za wtedy, poniosło mnie i nie pomyślałem, że to tak ci zaszkodzi. Pociągasz mnie tak cholernie, że po prostu zmieniam się w zwierzę, które działa pod wpływem instynktu.
— Jungkook… — Tae czuł, jak jego policzki robią się gorące, a każdy gest mężczyzny wywoływał na jego ciele niekontrolowane dreszcze.
— Jeżeli cię to pocieszy, to nie miałem gumki. Pomyśl sobie, co czuł mój penis przez ten czas. Wsmarowałem w niego to gówno i potem musiałem wziąć urlop w pracy, bo chociaż nie płaczę, to wtedy miałem ochotę. Nawet sikanie bolało.
Taehyung mimowolnie się uśmiechnął, nieco niezdarnie zarzucając ręce na szyję bruneta. Przysunął swoją twarz do tej jego i delikatnie ucałował wąskie wargi mężczyzny, już w lepszym humorze.
— Aż tak bolało?
— Niestety, złapać się nie dało. Musiałem pójść do lekarza. Spojrzał na mnie jak na debila, bo kto normalny wsadza członka do czegoś takiego. No ale żyję i przeszło, chociaż od teraz będę już używał tylko sprawdzonych lubrykantów — Zsunął drugą dłoń na jego pośladki i podniósł go za nie, unosząc nad ziemią. Tae szybko owinął długie nogi wokół bioder bruneta, prezentując mu swój najsłodszy uśmiech. Skoro tak go bolało, to w sumie nie musiał już się mścić. Sam pamiętał, jak dokuczliwe było ukąszenie komara w siusiaka. Świadomość, że Jungkooka wszystko piekło była tak przerażająca, że aż satysfakcjonująca.
— No to chyba ci wybaczam, Jungkook. Chociaż żal nadal mam za to zwalenie mnie na ziemię. Miałem siniaka na pupie.
— Tak? Aj, przepraszam, wynagrodzę ci to dzisiaj, dobrze? — Brunet zagryzł wargę, zaraz muskając krótko usta zadowolonego Tae. Jednocześnie podszedł do szafki, na której ostatnimi razy pieścił go językiem, sadzając na tym samym miejscu. — Kończę za jakieś pół godziny, poczekasz? Zabiorę cię gdzieś na przejażdżkę, bo akurat podrasowałem moją kochankę.
— Każdemu proponujesz takie wycieczki? — Przechylił głowę na bok, wsuwając dłoń w ciemne kosmyki mężczyzny, na których całkowicie się skupił.
— Nie, bo większość ludzi nie ma nawet szansy na drugie spotkanie, a co tu dopiero mówić o randkach. — Wyższy ucałował szybko usta Tae i odsunął się, wracając do reperowanej maszyny. Kim tylko delikatnie się zarumienił, zaciskając dłonie na krańcach blatu.
Szlag. Przy tym facecie zmieniał się w rozmemłaną papkę, albo w jakieś rozlazłe gówno. Gdzie jego stanowczość, chęć do walki, która od rana go nie opuszczała? Czemu ten idiota owinął go sobie dookoła palca tak bardzo, że nawet nie miał siły zgrywać niezadowolonego, tylko niczym spragniony kochanek wskakiwał mu w ramiona, domagając się pieszczot? Czy to w ogóle mogło mieć miejsce? Może palił tutaj jakieś narkotyki i Tae jest po prostu odurzony, dlatego właśnie w tym miejscu myśli irracjonalnie? W domu było inaczej, nawet zaplanował tortury, a teraz nie mógł ich wykorzystać.


Taehyung nie spodziewał się, że obserwowanie pracującego mechanika mogło być tak fajne. Brunet ciągle napinał mięśnie, pochylał się, przecierał spocone skronie dłonią, a spodnie raz po raz kusząco się mu obsuwały, pokazując gumkę od bokserek, które, kurwa, działały na mniejszego, jak tanie wino na menela. Miał ochotę z wywalonym jęzorem tam podbiec, złapać za nie i dobrać się do seksownego wnętrza, pochłaniając je całe. Nigdy wprawdzie nie miał penisa w ustach, ale dla Jungkooka mógłby się poświęcić, teraz przecież nie myślał o niczym innym, jak właśnie na zerwaniu brudnych ubrań i wzięcia go w którąkolwiek dziurę. Potem ten by się przecież odwdzięczył…
— Możemy się zbierać, na dzisiaj mam koniec.
Blondyn ocknął się, słysząc przyjemny głos Jungkooka. Szybko zeskoczył z szafki i podszedł do niego, uśmiechając się szeroko, chociaż miał zamiar zgrywać niedostępnego.
— Nareszcie.
— Co za niecierpliwa księżniczka — westchnął większy, obejmując go jedną ręką w pasie, drugą w międzyczasie przenosząc na policzek Tae, który nadął je, patrząc na wyższego z wyrzutem.
— Nie jestem żadną księżniczką, idioto.
— Doprawdy? Jestem pewien, że ciągle marzyłeś o swoim księciu, siłą rzeczy musisz więc grać rolę królewny. Nie martw się jednak, bo sprawię, że będziesz z tego tytułu zadowolony tak bardzo, jak tylko się da. - Brunet oblizał swoją dolną wargę, zaraz wpijając się w chętne usta Tae. Przyciągnął go mocniej do swojego torsu, bez skrępowania pogłębiając pieszczotę, która zaraz została namiętnie odwzajemniona, a drobne dłonie wsunęły się w ciemne kosmyki na głowie, ciągnąc za nie zmysłowo.
— Chodźmy już, bo oszaleję — sapnął Jungkook, ciągnąc go zdecydowanie w stronę swojego motocyklu.







B)))

niedziela, 20 listopada 2016

20. Bad romance

        Mała lampka przy drzwiach do studio zmieniła swój kolor na zielony, gdy Yoongi przyłożył do czytnika swoją kartę. Wsunął ją do kieszeni, przepuszczając przodem blondyna, który nieco niepewnie wszedł do środka, niemal od razu zaczynając się rozglądać.
- Jak w filmach - mruknął sam do siebie, podchodząc do sprzętu, którego jednak nie dotknął, zapewne bojąc się coś uszkodzić.
           Zielonowłosy uśmiechnął się tylko i powiesił bluzę na wieszaku, zaraz odsuwając młodszemu krzesło, na które ten uradowany opadł. Wbijał przy tym wzrok w straszego, który był nieco krępujący, z drugiej zaś strony go cieszył. Lubił Taehyunga, lubił jego wielkie oczy i lubił jego uwagę, której nie doświadczał przecież aż tak często, przez co każdy tego typu gest go uszczęśliwiał.
- Są lepsze, jednak aktualnie tylko takie coś jest na moje możliwości. Kiedyś będę miał swoje studio, gdzie nagram jakiś hit, który będziesz mógł puszczać sobie w samochodzie - powiedział, klikając odpowiednie przyciski, by wszystko zaczęło funkcjonować, po czym sięgnął po dwie pary słuchawek, jedną podając ucieszonemu Tae. - To moja ostatnia piosenka. Jeszcze do końca jej nie dopracowałem, ale fajnie byłoby wiedzieć, czy w ogóle się do czegoś nadaje.
- Nie znam się na tym, hyung…
- Nie musisz, chcę znać opinię właśnie takiej osoby z zewnątrz. - Starszy posłał mu delikatny uśmiech i nacisnął kilka przycisków, zaraz potem ze słuchawek zaczęła sączyć się melodia. Młodszy szybko założył słuchawki, wsłuchując się w muzykę, Yoongi zaś nie spuszczał z niego wzroku, dokładnie analizują nie tylko reakcje, ale i samego chłopca, który wyglądał pięknie, gdy zagryzał swoje pełne usta, delikatnie gibając się na boki.
          Szlag. Jak on pragnął, by blondyn pozwolił mu się lepiej poznać. Był na siebie wściekły, że zaczął działać dopiero teraz. Mógł jakoś wygryźć Jeona na tej imprezie, porwać Tae do siebie i wykasować tego buca z jego głowy. Teraz było za późno, a jego pozycja to żałosne zero, jutro w końcu Kim miał lot i ich znajomość w ten sposób się zakończy. Nie wierzył, że kontakt przetrwa, nie należał do grona naiwniaków. Młodszy tam ułoży sobie życie i to będzie dla niego najlepsze, bo relacja z Jeonem to przecież patologia. On sam zresztą nie byłby w stanie lecieć za nim, bo może mu zależało, jednak racjonalność wygrywała. Nie miał w zwyczaju porywać się z motyką na słońce, a tak właśnie by się to prezentowało.
- Masz ładny głos, hyung.
- Hm? - zamrugał kilkakrotnie, wracając do studio, myślami odleciał bowiem zbyt daleko. - Och, dziękuję. A sama piosenka?
- Mam wrażenie, że wszystko brzmiałoby pięknie w połączeniu z tym rapem, ale też mi się bardzo podoba. Masz talent, tego się po tobie spodziewałem, hyung. Poza tym lubię piosenki o miłości, nawet tej nieszczęśliwej - westchnął, odkładając słuchawki na bok. - Kochałeś kogoś, czy to przypadek?
Yoongi uśmiechnął się i odruchowo wyciągnął dłoń w kierunku młodszego, by delikatnie pogładzić jego miękkie włosy.
- Niestety nie zdążyłem się zakochać, czego żałuję najbardziej na świecie. - Nawinął na palec jasny kosmyk, by zaraz odsunąć się na bezpieczniejszą odległość, chociaż ciało pragnęło być jak najbliżej chłopca.
- Też bym żałował… Miłość jest piękna bez względu na to, jaka jest. Czy smutna, skazana na porażkę, czy też cudowna i usłana kwiatami. Najważniejsze, że po prostu się pojawia i pokazuje, że życie nie pozbawiło nas uczuć. To byłoby najgorsze, wiesz? Egzystować jak roślinka, która nie może robić tego, do czego została stworzona…
- Nadal tak uważasz? Po tym wszystkim?
Taehyung zaśmiał się krótko i odchylił głowę do tyłu, wbijając wzrok w ciemny sufit.
- Wiesz… Wychowałem się w dwóch skrajnościach. Z jednej strony dostawałem dużo miłości od taty i braci, z drugiej wiele nienawiści od mamy. Sądzisz, że mimo to jej nie kochałem? Może i wmawiam sobie nocami, że nie ma dla niej miejsca w moim życiu i nie chcę jej już oglądać. Prawda jest jednak taka, że chciałbym mieć te kilka lat i wgramolić się jej na kolana przy dziadkach, by musiała udawać, że mnie lubi.
Yoongi złączył obie dłonie, przyglądając się uważnie blondynowi, który niemal zastygł.
- Tak samo jest z Jungkookiem. Chcę, by mnie kochał, bo ja kocham jego. Chociaż nie… Chcę, by nawet udawał. Pasuje mi to, bylebym mógł dalej się oszukiwać i nie utracić tej resztki wiary w to, że życie ma jakiś sens. Jakbym odrzucił myśli o mamie, Krisie czy o nim, to co by mi zostało? Musiałbym przejść w tryb mściwego idioty, a to sprawiłoby, że stałbym się nieczułą kolumną. Nie chcę tak. Ta głupia nadzieja i fałszywa rzeczywistość sprawia, że nie wariuję i jestem w miarę zdrowy na umyśle.
- Jesteś perfekcyjny, Tae. To smutne, że nie potrafisz zapomnieć i próbować zacząć żyć inaczej, szukając nowego szczęścia.
- To męczy, hyung. Skoro nawet opłacany chłopak nie dał rady ze mną wytrzymać, to kto potrafiłby to zrobić? - blondyn wyprostował się, wzruszając ramionami beztrosko, starszy zaś otworzył szerzej oczy, zaskoczony jego słowami.
- Opłacany?
- No tak, Jungkook. Nie wiedziałeś? - zdziwił się nieco, przechylając głowę na bok. - Zatrudniłem go jako mojego faceta, bo myślałem, że chciwość odwiedzie go od pomysłu zerwania. Jak widać jestem tak okropny, że dopłacanie nie jest na tyle atrakcyjne, by od czasu do czasu mnie przelecieć. Nawet ubierałem spódniczki, a tutaj klops…
- Och…
Wiadomość ta była dla niego niemałym szokiem. Nigdy by się nie spodziewał, że Jeon będzie się bawił w męską panią do towarzystwa. Zawsze kreował się na takiego niezależnego, a tak naprawdę brał kasę za seks ze słodkim chłopcem. Już on mu pokaże, niech tylko Tae wyjdzie…




***




          - Chyba mi się to nie podoba - mruknął Jungkook, zaciskając palce na metalowej balustradzie. Popiół opadł z jego odpalonego papierosa, który od dłuższej chwili jakby dla niego nie istniał. Jego myśli skupiały się tylko na osobie Taehyunga, który stał obok, obejmując delikatnie ramię bruneta.
- W końcu będziesz wolny. Masz już to, czego potrzebowałeś.
- Co ty możesz wiedzieć, Tae…
Młodszy rzucił peta na ziemię i zdeptał go butem, zaraz przyciągając do siebie chłopaka, który, pod wpływem tak gwałtownego gestu, wpadł na niego. Od razu więc objął go, więżąc w swoich ramionach. Miał ochotę porwać go i nie pozwolić mu lecieć do tej pieprzonej Japonii, jednak nie mógł być po raz kolejny samolubny. Już i tak namieszał w jego życiu oraz sercu, zgrywanie teraz wielce zranionego byłoby po prostu żałosne i godne pożałowania. Za jakiś czas do niego dołączy, teraz jednak musiał dać mu odejść i się realizować. Nie był pępkiem świata.
- Nie wiem niczego, co pomogłoby mi zrozumieć ciebie, Jungkookie… - westchnął mniejszy, delikatnie wodząc palcami po plecach Jeona, na co ten nieco nerwowo zagryzł dolną wargę, przyciskając go do siebie bardziej. Sam przecież siebie nie rozumiał. Miał humorki jak kobieta w ciąży i co pięć minut zmieniał zdanie, jak więc mógł cokolwiek tutaj doradzić? Pragnął, by wszystko rozwiązało się samo i by w końcu się określił, los jednak zrobił mu psikusa i podjął decyzję za niego.
- To teraz nieistotne, nie marnujmy tych ostatnich minut razem na tego typu dyskusje.
- Okej - Taehyung skinął głową i stanął na palcach, by złożyć na ustach bruneta delikatny pocałunek, który ten bez zbędnej zwłoki pogłębił, przypierając mniejszego do barierek. Jego język wdarł się pomiędzy słodkie wargi, zaraz pieszcząc podniebienie, na co starszy cicho sapnął, wbijając paznokcie w boki Jeona.
Jungkook czuł narastającą presję i nie było to napięcie związane z pięknym ciałem obok, a raczej z dziwnym bólem, który zagościł gdzieś w jego wnętrzu. Nie chciał o tym myśleć. Ba, pragnął wszystkiego wyzbyć się, by móc zachować twarz, jednak nic poradzić nie mógł na to, że z każdym muśnięciem ich języków po prostu coś się łamało i spychało go na dno. Nie chciał go oddawać. Nie mógł pozwolić mu lecieć. Musiał zatrzymać go siłą i mieć dla siebie już na zawsze, czemu więc nie potrafił tego powiedzieć? Dlaczego tchórzył, wymigując się tym, że Tae chce tam lecieć? Oboje wiedzieli, że jedno słowo i Kim zignorowałby samolot i został tu, ewentualnie postawił załogę na nogi, byleby mogli wsiąść tam razem. Gdzie więc odwaga i jakakolwiek walka? Jak to się stało, że urodził się taką życiową ofermą, która pozwoli odejść osobie będącej dla niego w jakiś sposób ważną. Nie miał przecież pewności, że go kochał. Wiedział jednak, że darzył tego pięknego chłopca uczuciem. Jakim? To wielka niewiadoma, jednak nie było tu chociażby krzty obojętności.
- Będę za tobą tęsknić, Kookie… - Starszy oderwał się od jego ust, wlepiając smutne spojrzenie w podenerwowanego bruneta, który resztkami sił zachował normalny wyraz twarzy. Powie mu to. No powie! Przecież nie był pierdołą.
- J-ja też trochę będę, księżniczko - mruknął ledwo słyszalnie, był jednak pewien, że Tae wszystko wyłapał, bo uśmiechnął się delikatnie i ucałował mu policzek.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele znaczy dla mnie te ‘trochę’.
- Nie potrafię powiedzieć nic więcej, jestem opornym człowiekiem… Mimo to, uh… - Zacisnął dłonie na płaszczyku mniejszego, a jego policzki delikatnie zapiekły, przez co miał ochotę zapaść się pod ziemię. - W sumie trochę bardziej, niż trochę. Chciałbym jeszcze kiedyś porozmawiać na łące o Machiavellim.
- Zawsze będę twój. Daj mi znać, a przylecę do ciebie, choćby miało się palić czy walić. Nawet, jeśli rozłoży mnie choroba. - Uśmiechnął się, powoli odsuwając się od zagubionego bruneta. - Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko, więc jeśli zatęsknisz, będziesz chciał kogoś pocałować, bądź wpadniesz w kłopoty, to pamiętaj o mnie. Żyję po to, by być twoją własnością.
- Nie zapomnij o mnie, tylko tyle potrzebuję.
- Nigdy nie zapomnę, przysięgam.


***




         Po policzku Jungkooka spłynęła kolejna łza, a drżące dłonie zaciskały się na rąbkach marynarki. Samolot wzbijał się w powietrze. Nie zabierał już tylko Taehyunga, ale i malutką cząstkę jego serca, które chociaż nie powinno, to odrobinę się nadkruszyło, powodując ogromny ból tam, w środku. Nie spodziewał się tego, że zapłacze. Nie sądził, że dopiero teraz, gdy stracił swojego chłopca na długie tygodnie, odczuje ze zdwojoną siłą to, jak dobrze było mu, gdy ten dzieciak był obok. Już tęsknił za tymi pięknymi oczami, za delikatnym ciałem, słodkim uśmiechem i miłością, która wręcz od Tae biła, a przecież pożegnali się chwilę temu.
Nie wiedział, jak teraz wyglądać będzie jego życie. Czy poradzi się z pustką, której tak szybko nie wypełni? Czy o nim zapomni? Czy Taehyung nie wyrzuci go z pamięci? Nie chciał tego. Nie chciał niczego. Tylko swoją księżniczkę.





I przedostatni! Niedługo koniec ;c

niedziela, 13 listopada 2016

One-shot: Łóżko zagłady

Na wstępie chciałam tylko przypomnieć, że wrzucam też teksty na wattpada: Reiczel i tam lepiej mnie złapać. Stąd też pytanie, czy chcecie bym wrzucała też na blogspota, czy wolicie tylko wattpada, bo większość czytelników przeszła tam i nie wiem, czy są tutaj jakieś osóbki, które preferują tę formę. 


  Pairing: Hobi x śmierć, vkook, wspomniany Yoonmin
  Gatunek: komedia, smut, trochę raczek, ale taki ma być urok tej parodii
  Uwagi: oparte na osobistych przeżyciach autorki, Jiminem być się chyba chowa (??)


Jeżeli kiedykolwiek sądziliście, że wasze życie to pasmo niepowodzeń, los zaś sobie z was kpi, to zapewne po usłyszeniu historii mojego życia stwierdzicie, że w sumie nie było tak źle i wasze ‘gorzej już być nie może’ to żart, bo uwierzcie - może. Ja, Jung Hoseok, lat dwadzieścia dwa, zaręczam wam i przysięgam na wszelkie słodkości tego świata, że to, czego doświadczyłem, powinno być zekranizowane w jakimś dennym “Dlaczego ja?”, do dzisiaj bowiem zadaję sobie pytanie - no kurwa, czemu właśnie mnie to spotkało!?
Bądźmy szczerzy. Jestem miły, sympatyczny, zawsze skory do pomocy. Może i ludzie nazywają mnie rudą wiedźmą, ale to wszystko pozory, sam nie mam sobie nic do zarzucenia, a nawet jeśli, to karma nie powinna być aż tak brutalna! Zanim jednak całkowicie się rozkleję pozwólcie, że zacznę od początku, byście mogli wczuć się w ten żałosny klimat.


Taehyunga znam od blisko siedmiu lat, bo jestem prawie-kuzynem przyjaciela jego przyjaciółki. Swego czasu trzymaliśmy się razem, wiele nas w końcu łączyło. Byliśmy głupkowaci, kochaliśmy domówki, alkohol, papierosy zaś jaraliśmy jak stare chłopy pod całodobowym na rynku. Poza tym, jak to wszyscy ładnie określili, imprezy ze mną były najlepsze, bo ‘Hoseok to taki śmieszny jest’. Początkowo zastanawiałem się, czy to dobrze, że taką opinię sobie wyrobiłem w towarzystwie, potem jednak przywykłem, niestety serio byłem śmieszny. Wszelkie wtopy, wpadki i kompromitacje związane były z moją osobą, co jednak poradzić mogłem na swoją szaloną naturę?
Wracając jednak do Tae… Mieszkał on w Seulu, gdzie wynajmował mieszkanie z Namjoonem, na którego ciągle narzekał. Gościu był głośny, wścibski, traktował Taehyunga jak gosposię, co go irytowało, bo przykładną żonką mógł być tylko dla młodszego od siebie Jungkooka, o którym też się nasłuchałem. Dzieciak ponoć nie potrafił sobie nawet kanapki zrobić do pracy, żałosne. Kochali się jednak, a to było najważniejsze, ja zaś dzielnie im kibicowałem, w końcu szczęście przyjaciela, to i moja radość. Tak przynajmniej myślałem, gdy nosiłem torby z zakupami do mieszkania, w którym odbyć miało się przyjęcie-niespodzianka z okazji urodzin najmłodszego. Przyjechałem wcześniej, by nieco mu pomóc, chociaż prawdę powiedziawszy zdążyłem się tylko wykąpać, zakryć niedoskonałości lekkim makijażem i spalić kilka fajek. Taehyung wszystko ogarniał tak szybko, że nie nadążałem, ale mi to na rękę, w końcu jakiś nadpobudliwy nie jestem i skoro nie muszę pracować, to nie pracuję. Prosty rachunek.
Gdy zajmowałem się poprawianiem włosów, Tae podszedł do mnie i oparł się ramieniem o drzwi, wypuszczając dym ze swoich ust. Wyglądał naprawdę słodko i zarazem seksownie, bowiem obcisła koszulka odsłaniała jego ładne obojczyki i skrawek delikatnego ramienia, czyli wszystko to, co powinna. Kim był wyjątkowo pięknym chłopcem i chociaż totalnie nie w moim typie, to i tak nie mogłem odmówić mu uroku.
- Nie pindrz się już tak. Reszta nie będzie wyglądać tak fajnie i będzie im głupio - mruknął młodszy, zaciągając się swoim cienkim papierosem, na co tylko pokręciłem głową i ostatni raz przyklepałem grzywkę.
- Co to w ogóle za ludzie? Do przeżycia?
- Znajomi Jungkooka, para chłopaków.
- Para? Będę tutaj jedyny samotny? Cudownie - westchnąłem i skierowałem się w stronę ozdobionego balonami i świeczkami pokoju Namjoona, który służył nam wtedy za salon i miejsce imprezy. Przysiadłem na kanapie, tuż obok mieszkanka domowego jeża, zwanego Fusią i odpaliłem własnego papierosa, zaciągając się słodkim, miętowo-jagodowym dymem. Nie przepadałem za tego typu imprezami, bo zawsze czułem się jak piąte koło u wozu. Wprawdzie był jeszcze Namjoon, zadeklarowany heteroseksualista, więc miałbym na czas domówki z kim rozmawiać, ale co potem? W planach był mój ulubiony tęczowy klub, a przecież dwie pary plus jeden pacan, to średni deal. Jeżeli zaczną się miziać, to byłbym skończony, bo miałbym dwa wyjścia - albo najebać się jak prosię, albo siedzieć w palarni, aż by się im nie odwidziało, a pijane towarzystwo raczej średnio pamięta o przyjaciołach, samotnie wypalających kolejną paczkę fajek.
Zerknąłem na białowłosego Nama, który stanął nieco zamulony koło Fusi i śmiesznie zaciągał się swoim skrętem. Od czasu do czasu zarzucił jakimś dennym tekstem, na który tylko się śmiałem, by nie robić sobie wrogów. Nie podobał mi się on ani trochę. Był trochę prostacki, irytujący i kreował się na ogiera, a pewnie walił sobie codziennie konia do pornola. Nie przepadałem za tego typu chwalipiętami i to nie dlatego, że sam ostatnimi czasy ograniczałem się tylko do gejowskich opowiadań na blogach, a po prostu było to niesmaczne. No dobra, i trochę przykre, bo należę raczej do grona emocjonalnych ameb i nie potrafię się zakochać, w głowie mi tylko romanse z co ładniejszymi maluszkami. W sumie gdyby nie to, że widziałem Taehyunga zarzyganego, spitego jak świnia, z rozmazanym makijażem, to nawet by mi się podobał, ale niestety nieprzyjemne obrazy nadal w mojej głowie pozostawały.
Po jakimś czasie (gdy Taehyung czwarty raz zadzwonił po spóźnialską parkę), usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zgasiłem peta w popielniczce i wstałem, by chociaż się przywitać z dwoma chłopakami, którzy właśnie przekroczyli próg. Byli do siebie dość podobni. Obaj drobni, niscy, z tym, że jeden wyglądał na małego słodziaka, drugi zaś miał nieco przerażający wyraz twarzy. Nie wystraszyło mnie to jednak, w końcu byłem pod ochroną Tae, dlatego podszedłem do nich i uścisnęliśmy sobie dłonie. Yoongi i Jimin, rozkosznie.

Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy dostaliśmy wiadomość, że Jungkook lada moment będzie. Każdy zajął wyznaczoną pozycję, to jest ja zasiadłem przed komputerem, by włączyć niezwykle romantyczną piosenkę, Namjoon zaczął bawić się konfetti, parka kurdupli zaś zajęła się zapalaniem świeczek na torcie, podczas gdy podekscytowany dzieciak wyszedł na korytarz, przy okazji gasząc światło. Chwilę później drzwi się otworzyły, muzyka zaczęła lecieć, a zestresowany hetero-rodzynek potrząsał urządzeniem, które wybuchło dopiero po chwili, brudząc cały pokój kolorowymi papierkami. W tym samym czasie blondyn wpił się w usta wysokiego, umięśnionego chłopaka, który szybko objął go w pasie, unosząc nad ziemią.
Muszę przyznać, że było to słodkie i kochane, aż zakręciła mi się łezka w oku, bo brunet wyglądał na naprawdę zakochanego w moim dzieciaku i to, jak na niego patrzył, doprowadzało chyba wszystkich do wydania z siebie zduszonego ‘awwwww’.
Dopiero po chwili się od siebie odkleili, a Nam zapalił światło, wszyscy podeszli do tortu na stole, gdzie odbębniło się standardową formułkę - śpiewanie ‘Sto lat’, zdmuchnięcie świeczek i życzenie .
- Nie spodziewałem się, jesteście świetni - uśmiechnął się Jungkook i zaczął ściskać najpierw swoich przyjaciół, potem Nama, na koniec podchodząc do mnie. Przedstawiliśmy się sobie, on zaś nieco zaczepnie mruknął do Tae, że jestem całkiem przystojny, na co rzecz jasna oberwał w głowę i musiał przepraszać pocałunkiem.


Reszta domówki nie była aż tak istotna, nic w każdym razie nie wnosi do tej opowieści. Tae i Jungkook odwalali erotyczne tańce (Jungkook zdjął koszulkę, to było hot), chlaliśmy wódkę na potęgę, spaliliśmy masę fajek i zajadaliśmy się chipsami, tańcząc od czasu do czasu do Die Antwoord i Beyonce, czy też branżowych piosenek śpiewanych przez transów. Było miło i sympatycznie, trochę rozmawialiśmy i sądzę, że w jakiś sposób znaleźliśmy wspólny język. Nie było żadnych spin i gdyby nie to, że potem spiłem się i musiałem leżeć przy oknie, by nie zasnąć, to byłoby świetnie. No, dobra. Przed wyjściem jeszcze puściłem pawia w toalecie, umyłem zęby i ledwo zszedłem po schodach, bo zataczałem się jak menel, ale to nieistotne. Dotarłem do tramwaju, potem dostałem się do mojego ukochanego klubu i zamówiłem piwo, by przypadkiem nie wytrzeźwieć.




Kolejne fajki, alkohole, śmieszki i tęczowe gazety, na których gasiłem fajki w strategicznych miejscach (czyli na pisiorkach modeli, proszę mnie nie oceniać, byłem najebany). Rozkręcaliśmy się jeszcze bardziej, sam Namjoon też zawitał, chociaż zapierał się, że on do homosiowa nigdy nie wejdzie. Jak widać wizja całonocnego picia do niego przemówiła, bo dawał z nami równo.
Po czasie przenieśliśmy się na parkiet. Muszę przyznać, że Jungkook był naprawdę dobrym tancerzem, w dodatku zwracał na siebie uwagę wszystkich pasywów w obrębie kilku metrów. Zawsze śmieszyło mnie to, że każdy aktywny koleś na wstępie miał dookoła siebie wianuszek chętnych dzieciaków, które tylko chciały w dupę. Bycie tym uległym, to z góry przekleństwo, bo naprawdę ciężko o kogoś, kto woli wkładać, niż mieć wkładane. Początkowo nie zdawałem sobie z tego sprawy, bo sam byłem stuprocentowym topem i nie interesowali mnie rośli, brodaci mężczyźni ociekający testosteronem. Raczej zwracałem uwagę na słodkich, młodszych chłopców, którzy mieli kochane udka do miziania i uwielbiali, gdy ktoś o nich dbał. Podczas rozmów z moim kumplem, który w tego typu przybytkach rozkoszy siedzi dłużej, dowiedziałem się, że jest deficyt, rynek potrzebuje męskich kolesi. W sumie lasek też, chociaż tego nie rozumiałem. Czasami łapałem się przecież na tym, że nie wiedziałem, czy dana osoba to facet, czy baba, bo mocno widać tam zatarcie tej magicznej granicy. Tyle dobrego, że moje słodziaczki raczej się wyróżniały, nie dałem się więc nabrać na tyle, by zarywać do złej płci. Gorzej w drugą stronę, bo przyciągałem tylko gay friendly, bo radar na mnie nie działa, ale mniejsza z tym. Po prostu jestem zbyt seksowny na te towarzystwo, dlatego każdy ma mnie za niedostępnego. Tak. Tak będę sobie wmawiał.
Nie ukrywam - byłem dobrym tancerzem. Fajnie kręciłem biodrami i mało kto pozostawał obojętny na moje wdzięki. Bawiłem się przednio, lądując od czasu do czasu na scenie, pod sceną, barem i między seksownymi ciałami słodkich istotek. Uwielbiałem ten klimat i kątem oka dostrzegłem, że Tae i Jungkook też nie marnowali czasu. Wyższy raz po raz molestował zgrabne pośladki mojego przyjaciela, składał spragnione pocałunki na jego wargach, czy po prostu przytulał do swojego wielkiego ciała. Byłbym wstrętnym kłamczuchem, gdybym nie przyznał się do tego, że mega mnie kręciło oglądanie ich miłości, bo byli najsłodszą parą we wszechświecie i ze świecą szukać piękniejszego obrazka niż ten, gdy ich usta łączyły się ze sobą.
Nie pamiętam kiedy wylądowaliśmy na karaoke. Nie za bardzo ogarniałem wtedy rzeczywistość, co było dość typowe. Sączyłem drogiego drinka, na którego straciłem resztę moich pieniędzy, spoglądając to na Jimina siedzącego na kolanach swojego chłopaka, to na Taehyunga, który zamawiał właśnie utwór. Wszyscy chyba wiedzieli, że kochał tego typu zabawy, postanowiliśmy więc zostać i mu kibicować. Nie mieliśmy zresztą wyjścia - jeszcze by się dzieciak obraził i na tym by się skończyło.
Zaczął się jego utwór, chwilę później dj zaczął śpiewać razem z nim, a w międzyczasie Jungkook gdzieś zniknął. Nie przejąłem się tym, wsłuchując się w zabawny głos Tae, który wczuł się niesamowicie i przelał w romantyczną piosenkę tyle uczuć, ile ja wlałem w siebie dzisiaj wódki. Czyli wierzcie mi, że było tego mnóstwo.
Po piosence zeszliśmy na parkiet i impreza zaczęła się na nowo rozkręcać. Na scenę wyszły gwiazdy wieczoru, czyli drag queen. Nigdy nie byłem ich fanem (wcale nie mam z nimi playlisty i nie drę japy, gdy jakiegoś widzę na youtube), ale bawiłem się świetnie. Jeden grał, drugi śpiewał hity Lady Gagi i Rihanny, więc byłem w niebie, bo uwielbiam bawić się do takiej muzyki. Nigdzie jednak nie było Jungkooka, Namjoon bowiem zniknął już dawno temu, ale każdy miał go w tyłku. Nieco mnie to zaskoczyło, resztę chyba też, bo po kilku piosenkach Tae gdzieś poszedł, a ja zaginąłem w akcji w palarni, gdzie dopiero po czasie dołączyły do mnie Yoonminy oświadczając, że trzeba poszukać naszych słodziaków.
Szczerze? Byłem trochę zawiedziony. Spędziłem na dworze masę czasu, musieliśmy bowiem wyjść z budynku, by sprawdzić, czy przypadkiem tam nie zawędrowali. Nawet darkroom odwiedziliśmy i niestety wdepnąłem w coś, co nie było rozlanym drinkiem, jednak nie chcę o tym myśleć, bo to obrzydliwe… W każdym razie nie było ich nigdzie i nasza trójka dostawała po prostu kurwicy. Ja najbardziej, bo nie dość, że obczajał mnie jakiś wyjątkowo rozkoszny chłopiec z cudownym uśmiechem, którego musiałem olać, to jeszcze bałem się, że wyląduję pod mostem, miałem przecież u Tae nocować.
Nie wiem ile czasu minęło, zanim Yoongi dorwał kłócącą się parę. Tae wychodził z siebie i był czerwony na twarzy, Jungkook zaś wyglądał na obrażonego, co nie wróżyło zbyt dobrze.
- Całowałeś się z nim!?
Zaskoczony otworzyłem usta, wpatrując się z bruneta, który nic nie odpowiedział, tylko odpalił fajkę, totalnie ignorując wlepione w niego oczy naszej paczki.
- Nie no, ja tam idę - warknął blondyn i wrócił się do klubu, Jimin zaś pobiegł za nim, by w razie czego ratować sytuację. Tae może i był mały, delikatny i słodki, jednak gdy się wkurzał, przemieniał się w brutalnego kociaka, który mógł wydrapać oczy, bądź narobić gorszych szkód.
Sięgnąłem po papierosa i zerknąłem na Yoongiego, który oparł się o murek, kręcąc głową z niedowierzaniem. Posłał mi nieco smutny uśmiech, po czym zaczął grzebać w kieszeni jakby od niechcenia. Wiedziałem, że to koniec imprezy i po raz kolejny zasmuciło mnie to. Miałem zamiar poznać tutaj miłość życia, albo chociaż wyrwać kogoś i trochę się całować, wszystko jednak zostało zniszczone przez Jungkooka. Nie sądziłem, że byłby zdolny do zdrady Tae, co jednak o nim mogłem wiedzieć? Nic. To człowiek, którego znałem od kilku godzin.
- Zbieramy się. - Jimin zarzucił kurtkę na ramiona i skinął na nas głową, na co poderwaliśmy się z miejsca.
Tae przebierał nóżkami jak szalony, raz po raz rzucając do Jungkooka jakiś chamski tekst, tamten zaś szedł ze spuszczoną głową, całkowicie go ignorując. W zasadzie tak wyglądała cała droga do domu. Yoonminy pożegnały nas koło przystanku, potem zaś jak imbecyl musiałem iść za nimi, podczas gdy blondyn wypominał swojemu chłopakowi, że starał się, zorganizował mu przyjęcie, robił tort, a on odwalił takie coś i jeszcze nie ma zamiaru się wytłumaczyć. Było mi przykro, bo Tae widać naprawdę na nim zależało i poczuł się zraniony, sam przecież pewnie czułbym się nie najlepiej, gdyby mój koleś przelizał się z kimś w klubie, w którym ja też bym był. Zero jakiegokolwiek wyczucia.
- Sam śpiewałeś z Bogumem.
- Grał tam, był DJ-em! Nie moja wina, że się dołączył, zresztą to tylko piosenka.
- Byłeś z nim kiedyś, więc nie pierdol. - Jungkook nawet nie spojrzał na Tae. Szedł przed siebie, najwyraźniej oburzony jeszcze bardziej, niż mój przyjaciel. Irytujący bachor. Sam zawinił, a zgania na aniołka.
- To było jeden raz. Jedna impreza, nie wyolbrzymiaj. Zresztą byłem wtedy samotny, nie znałem ciebie, a ty przelizałeś się z obcym gościem w miejscu, do którego przyszedłeś ze mną. To podłe!
- Nieważne - mruknął wyższy i stanął przed drzwiami do budynku. Wpisał kod i ruszył przed siebie, za nim zaś i Tae, który posłał mi tylko smutne spojrzenie, następnie zajmując się szukaniem kluczy w kieszeniach. Gdy tylko otworzył drzwi, udałem się do pokoju, który mieliśmy dzielić we trójkę. Wolałem uniknąć konfrontacji, więc usiadłem na łóżko na dole, sięgając po telefon, by jakoś się odciąć i nie wtrącać w ich sprawy. Byłem cykorem, przyznaję, ale co miałem w tej sytuacji zrobić?
Jungkook robił sceny, chciał wyjść i jechać do domu, Taeś zamknął jednak drzwi i nie pozwalał mu, bo był napity i się martwił. Ciągle pytał o to, czy rzeczywiście się z nim całował, a młodszy tylko go zbywał, zaczynając temat karaoke. Nie podobała mi się ta sytuacja, traktowanie Kima bowiem nie powinno być takie, bo go się raczej kocha, a nie atakuje. Dodatkowo atmosfera była napięta, musiałem się ulotnić.
Wróciłem do nich dopiero po kilkunastu minutach, podczas których ogarnąłem się i przebrałem w luźniejsze ubrania, od razu wskakując na swoje uprzednie miejsce. Chłopcy wcale nie wyglądali na pogodzonych. Rozebrali się tylko i poszli na górę, gasząc światło.




Jeżeli mam być szczery z całym światem, to chyba wolałbym, by jednak się nie godzili. Nie to, że jestem jakimś chamem, dupkiem i skurwielem, który cieszy się z nieszczęścia bliskich, jednak odrobina egoizmu gdzieś się w moim wnętrzu tliła i tej nocy się chamsko objawiła. Wyobraźcie sobie taką sytuację… Leżycie pod kołderką, wtuleni w miękką podusię, pijani jak menele spod rogu, z nadzieją, że zaraz odpłyniecie i wpadniecie w objęcia Morfeusza. Brzmi super, prawda? Nic nie jest tak wspaniałe po zakrapianej imprezie, jak łóżeczko i słodkie sny. Nagle jednak ktoś wam psuje plany. Najpierw delikatnie, by was nie spłoszyć. Słyszycie ruch i mlaskanie. Uważacie to za kochane, bo w końcu będzie spokój, pocałunek na zgodę to dobre rozwiązanie i od razu kamień spadł z mojego serduszka. Wasz Taeś jest bezpieczny.
Na tym etapie jednak kończy się radość, bo do waszych niemalże świętych uszu dobiegają inne dźwięki, takie jak naciągana gumka od bokserek. Dwóch par. No, bądźmy szczerzy - to już zaczyna człowieka stresować, ale w końcu halo, pisiorki i geje są fajne, nie ma co się spinać. Przeżyjemy.
No, nie przeżyłem, a przynajmniej moja dusza nie, bo ciało jakoś się trzyma póki co. Do sedna jednak… Tae jęknął. Nie tak zwyczajnie, a zmysłowo i seksownie, na co wstrzymałem oddech. Wiedziałem, co się święci. Skrzypienie łóżka tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziło.
Oczami wyobraźni widziałem już jak mój przyjaciel rozkłada nogi, między którymi ląduje Jungkook. I nie, nie było to pociągające, bo to bliska mi osoba… W każdym razie jak widać on był zadowolony, bo mlaskania było więcej, wręcz się nie kończyło, podobnie jak ciche łapanie oddechu przez obojga. Chwilę później usłyszałem szelest pościeli, a blondyn sapnął głośniej. Wiedziałem co to oznaczało i nie było mi do śmiechu, moje serce zaczęło zaś bić chyba milion razy na minutę i gdybym umarł wtedy na zawał, to wcale bym się sobie nie dziwił. To było… dziwne. Nieprzyjemne, a z drugiej strony jak debil sobie to wszystko wyobrażałem.
Skrzypiące łóżko, uderzające raz po raz o ścianę, zagłuszane pocałunkami jęki i zapach, który może sobie ubzdurałem, a może nie. Sam nie wiem. Nie było to istotne, bo, KURWA, moje ziomki się pieprzą tuż nad moją głową! Coraz mocniej, coraz szybciej, jakby miał to być ich ostatni seks, a przecież pewnie rżną się tak często, jak króliki! Teraz już wiem dlaczego w pokoju, tuż obok mnie, stała klatka z czarnym zwierzątkiem - to znak, że tutaj częściej dochodzi do aktów prokreacji, aniżeli w pornolach. Czy coś takiego, nieważne.
Biedny zajączek miał jeszcze cięższe życie niż ja i chyba trochę mu współczułem, bo ze stresu zaczął gryźć klatkę, co jednak nie oderwało zakochanej parki od umizgów.
- Ach, Kookie…
Moje oczy momentalnie zaczęły przypominać jakieś wielkie monety, jeżeli nie spodki od filiżanek. Tego było zbyt wiele jak na moje biedne serduszko… A oni dopiero zaczynali! Grzmoceniu się nie było końca i aż dziw mnie brał, że żaden sąsiad się nie obudził i tutaj nie przylazł. W sumie miałem taką nadzieję w duchu, bo dopadł na mnie problem z oddychaniem i leżałem wyprostowany jak mumia w sarkofagu, bo bałem się, że gdy się poruszę, to się skapną, że podsłuchuję i wyjdę na zboczeńca, a tego nie chciałem. Byłem ofiarą, więc odgrywanie roli czarnego charakteru nie podobało mi się ani trochę.
Lubię oglądać gejowskie umizgi. Często marnuję czas na twitterze, instagramie, na blogach, gdzie czytam, patrzę i jaram się jak pochodnia. Zawsze to jednak dotyczyło obcych, nieznanych mi dotąd ludzi, nigdy zaś przyjaciela, z którym spałem w jednym łóżku i znałem się jak łyse konie. On zaś teraz dawał dupy swojemu chłopakowi, no błagam. Gdzie jakaś empatia, współczucie, cokolwiek? Ja biedny ledwo żyłem, paraliż opanował moje całe ciało i każdy jęk doprowadzał zlęknione serduszko do palpitacji. Nawet głową nie ruszałem, gapiłem się tylko na materac nade mną, modląc się w duchu, by przypadkiem się nie załamał, nie pragnąłem bowiem takiej śmierci.
Nagle przestali. Nieco mnie to zaskoczyło, bo nie słyszałem żadnych krzyków, czy głośniejszego sapania. Zamiast tego znowu odgłos naciąganej gumki od bokserek, chwilę później zaczęli schodzić po drabince na dół. Natychmiast zamknąłem oczy i starałem się unormować oddech, który był wyjątkowo nierówny z racji wrażeń, oni jednak chyba byli zbyt zaabsorbowani sobą, by zwrócić na mnie uwagę. Zatrzasnęli drzwi od pokoju, ja zaś wtedy od razu się poderwałem i wyciągnąłem z torby chusteczki, by zrobić sobie prowizoryczne stopery. Wtedy też dotarł do mnie kolejny dźwięk. Głośniejszy i bardziej odważny. Cóż. Przynajmniej nie jebali się nad moją głową…


Słuchanie ich seksu zajęło mi trochę czasu, ściany były cienkie, Tae zaś chyba lubił trochę pokrzyczeć, bo nie krępował się skurczybyk ani trochę. Tyle dobrego, że nic nie ściekło mi na twarz, to chyba jakiś pozytyw, prawda? W tamtej chwili doszła do mnie też jedna rzecz - zostawiliśmy Namjoona, typowo heteroseksualnego gościa, samego w przybytku homoseksualnych romansów. Ciekawe czy zawędrował do darkroomu…




Zasnąłem. Nie wiem jakim cudem, ale na chwilę odpłynąłem. Długo jednak nie nacieszyłem się radością, coś mnie bowiem obudziło. Zgadnijcie co?
Wcale nie grzmocenie nad głową. Ani trochę. Gdzie tam. Przecież mój słodki Taeś nie zrobiłby mi czegoś takiego po raz drugi.
A jednak. Wredna, farbowana małpiatka. Niewyżyty, senny bandyta! No znowu się jebali! Mam ochotę teraz walnąć głową o ścianę, ale nie mogę, wtedy jednak byłem bliski płaczu. Należę do gatunku śpiochów, powinienem lenić się gdzieś do jedenastej, a wtedy zegar wskazywał kilka minut przed szóstą. Czy wy byście się nie wkurwili? Ja rozumiem wszystko, ale dwa razy w ciągu trzech godzin? Tak się w ogóle da? Czy ten Jungkook się viagry nałykał i teraz musiał walić i walić, nie myśląc o pewnym biedaku piętro niżej?
A Tae to co? Dupa go nie boli? A powinna! Bo mnie bolały uszy, dusza i chciało mi się spać. W dodatku ich seks nie trwał wcale tak krótko, bo to nienasycone bestie były. Miałem wrażenie, że brunet go godzinę posuwa, bo zdążyłem dostać trzy razy padaki, cztery zapomnieć oddychać, a moje serce odwalało jakiś house, a ja takiej muzyki nawet nie lubię.
Aż mi smutno, gdy sobie to przypomnę…


Nie mam chyba ochoty by opowiadać wam o tym, jak Namjoon wbił bez pukania i zaczął się chwalić, że zaliczył jakąś Sohye. Wszyscy wiedzieliśmy, że znalezienie hetero laski w homo klubie to wyczyn, a on był pijany jak szpadel i pewnie spędził noc u jakiegoś chłopca, a teraz nam wciskał kity. Zresztą Taehyung znalazł jego telefon i miał tam dziwnie zapisany numer w spisie połączeń. Wątpię, by dzwonił do przypadkowego kolesia o trzeciej w nocy. Pewnie wymienił się numerem z jakąś męską dupeczką, duma jednak nie pozwalała mu na przyznanie się do tego. Cóż. Nie drążyliśmy tematu, tylko uśmiechaliśmy się do siebie ukradkiem, sami mając nieco inny obraz jego podbojów w głowie.


Lubię moich kumpli. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Są dla mnie wsparciem i imprezy z nimi są zajebiste. Nigdy więcej jednak nie zgodzę się na spanie na piętrowym łóżku pod zakochaną parą. NIGDY. Niech mnie aniołowie chronią, bo kolejny raz zakończy mój żywot, a młody ze mnie jeszcze chłopak… Was przestrzegam również, bo to trauma do końca życia.




Pozdrawiam - skrzywdzony Jung Hoseok.



wtorek, 8 listopada 2016

3. 'Cuz I'm a free bitch baby

        Gorący język mężczyzny atakował jego wrażliwe, rozchylone uda, odcinając go już doszczętnie od otaczającej rzeczywistości. Lecz rzecz jasna, nie od samego Jungkooka, który z każdą sekundą zdawał się być jeszcze większy, jego tors bardziej umięśniony, a dłonie nader spragnione. Cała jego osoba okrutnie kusiła i jasnowłosy nie wiedział, czy to przez podniecenie, czy po prostu dopiero teraz dostrzegł to obłędne piękno, które uwolnione od niepotrzebnej koszuli, mogło radować jego rozbiegane oczy.
       Mokre ślady doprowadzały go do niekontrolowanych jęków, raz po raz wypływających z jego spuchniętych od pocałunków warg. Nie myślał o tym, nie próbował więc nawet nad tym zapanować. Było mu cholernie dobrze i nawet przebłyski świadomości, podczas których przypominał sobie, że nie miał oddawać się nigdy tak łatwo, nie pomagały. Przy tym cholernie seksownym mężczyźnie tracił głowę i nawet to, że nic o nim nie wiedział, nie było przeszkodą. Jego zewnętrzna powłoka dostatecznie go zadowalała. Miał przecież wszystko to, co najbardziej Taehyunga podniecało: tatuaże pokrywające większość jego ciała, kolczyki i wielkiego członka, dumnie napierającego na spodnie, jakby miał zamiar je co najmniej rozerwać na strzępy, by wskoczyć wprost pomiędzy jego nogi. Czego więcej było mu trzeba?
- Cholera! - warknął, napierając mocniej łydkami na ramiona bruneta, gdy ten pogładził nosem jego wejście. Nigdy wcześniej nie miał czyjejś twarzy tak blisko wiadomego miejsca, więc było to dla niego coś zupełnie nowego, jednak całkiem przyjemnego. Nic jednak nie mogło równać się z uczuciem, gdy narząd ten zastąpiły wilgotne wargi mężczyzny, które bez zbędnego zwlekania napierały na mięsień. Zaraz zaś zawtórował im i język.
        Dłonie Jungkooka wodziły nieśpiesznie po rozgrzanych udach, w czasie gdy śliski mięsień pieprzył go, doprowadzając niemal do spazmów rozkoszy. Nie sądził, że może być to aż tak nieziemskie doznanie, bo nawet jeśli pragnął ostrego rżnięcia, to podniecało go to cholernie i miał nadzieję, że drugi nigdy nie skończy go tak pieścić.
        Dreszcze nawiedzały jego spragnione ciało i po każdym głębszym wsunięciu w niego, zaciskał nerwowo palce u stóp, przebierając niecierpliwie nogami, posapując przy tym ciężko.
- Gdybym mógł, ruchałbym twoje uda, Tae… - brunet szepnął zmysłowo, odsuwając się od mokrego wejścia, na co Kim jęknął zawiedziony, wpatrując się z żalem w zadowoloną twarz większego. - Pragniesz mnie, hm?
Jasnowłosy zacisnął wargi, by przypadkiem nie zapłakać z frustracji, która skumulowała się w jego wnętrzu i sterczącym członku. Jak ten idiota mógł zrobić przerwę i w dodatku wymagać od niego tak krępujących słów?
- Nie zadawaj durnych pytań, tylko przeleć mnie jak mężczyzna - skrzywił się, zsuwając uda z jego ramion, przenosząc je na biodra mężczyzny, za które przyciągnął go do siebie. Wplótł palce w ciemne kosmyki i pociągnął za nie mocno. - Chyba nie chcesz, bym niechcący trafił jakimś narzędziem w twojego kutasa, nie? Nie irytuj mnie.
Jungkook zaśmiał się tylko krótko, rozpinając swoje spodnie, które zaraz zsunął z bokserkami do kolan. Oczom mniejszego ukazał się całkiem spory członek, przez co aż nerwowo zacisnął pośladki. Szlag, jak on go chciał mieć w sobie.
- Słodki do bólu, a jednocześnie niegrzeczny. Chyba mi się podobasz.
- Zaraz ci coś wybuchnie, więc skończ pierdolić farmazony, a zacznij mnie. - Otarł się zaczepnie o penisa mężczyzny, wpijając się w jego wargi jednocześnie. Językiem przedarł się przez zęby i potarł o ten Kooka, przejmując dominację, na co większy mu pozwolił, łapiąc za jego pośladki. Chwilę później leżał już na masce jakiegoś samochodu, stojącego w drugiej części pomieszczenia, na którego nawet wcześniej nie zwrócił uwagi, ciągle zaabsorbowany seksapilem drugiego.
Przegryzł wąską wargę bruneta, chcąc przyciągnąć go bardziej do siebie, jednocześnie pokazując, że wcale nie jest tak uległą ciotą, za jaką zdawał się go mieć. Był w końcu księżniczką i jego potrzeby były najważniejsze, ten pociągający dupek powinien to jak najszybciej zrozumieć.
- Mała, napalona suczka. Rozkoszne. - Jungkook oderwał się od jego ust i gwałtownie wsunął dwa palce w dziurkę mniejszego, przez co ten zaskoczony, poderwał się. Wbił paznokcie w ramiona bruneta, wyginając się w łuk, na co tamten zaśmiał się wkurwiająco.
- Zamknij się. To ty jesteś tutaj dla mnie, nie ja dla ciebie. Merdaj tymi palcami, bo jak mamusię kocham, zaraz wbiję ci w dupę śrubokręt - sapnął, raniąc skórę bruneta jeszcze bardziej, jakby na potwierdzenie własnych słów. Ten znowu zachichotał, doprowadzając Taehyunga do szału. Chwilę później jednak zaczął go rozciągać, dodając trzeci palec.
- Póki co, to ja tutaj jestem zadowolony, a ty jęczysz i się prosisz o więcej… - zamruczał, wgryzając się w wilgotne ramię blondyna, który nie miał okazji skometować tych słów, bo palce nagle zniknęły, podobnie jak i dłoń Jungkooka z jego uda.
- Co ty…
- Muszę naoliwić moją maszynę, kochanie.
- Och… - stęknął i uchylił powieki, zerkając na mężczyznę, który sięgnął po butelkę z… olejem silnikowym. - Co kurwa!?
- No na sucho nie da rady, jestem za duży - zaśmiał się, odkręcając ją, jednocześnie nie spuszczając wzroku z przerażonego blondyna, który poderwał się do siadu.
- Jesteś niedojebany!
- W sumie tak, nikt nie mnie jebał. - Wzruszył ramionami i wylał trochę na dłoń, zaraz rozsmarowując wszystko na swoim penisie. Złapał od razu Taehyunga za biodra, popychając plecami na maskę.
- Jeju, ja nie chcę mieć oleju w dupie! - pisnął, wpatrując się w Jungkooka, który naparł na niego, szybko wsuwając się do środka, na co mniejszy pisnął, a jego oczy zaszły łzami. Sam nie wiedział, czy to przez wielkość, czy zapach tego gówna, który drażnił jego nozdrza. Nie tak to miało wyglądać, był w końcu jak księżniczka, zasługiwał na szacunek, a nie coś do samochodu. Z drugiej strony, kurwa. Wielki brunet, który przygniatał jego drobne ciało, to coś wartego poświęcenia godności.
- Nie myśl o nim, a o kutasie. Tylko on się tutaj liczy, kochanie - sapnął Kook, zaczynając składać wilgotne pocałunki na jego szczęce, wymierzając przy tym pierwsze pchnięcia. Taehyung z każdym jęczał, totalnie się nie krępując. Zaciskał palce na karku Jungkooka, klnąc cicho, by dać upust różnorakim emocjom, jakie opanowały jego umysł i ciało.
- Kurwa! - stęknął, napierając piętami na uda wyższego, który przyspieszał, wbijając się głębiej i mocniej. Jego zęby zaczęły znaczyć całą szyję mniejszego, a dłonie zaatakowały uda, drapiąc je i zaciskając się na nich zapalczywie. Był stanowczy, pewny siebie. Przy nim Taehyung poczuł się mały i bezbronny, a co najlepsze, podobało mu się to. Potrzebował takiego mężczyzny. Faceta, który po prostu da mu rozkoszy i fizycznej miłości, w której mógłby tonąć, poddając się każdemu gestowi, ruchowi, bo zmysłowość bijąca od ich spoconych ciał go obezwładniła.
- J-jung… ach! Tak! Och, pieprz mnie! - Wsunął dłoń w jego włosy i począł za nie ciągnąć, by w jakikolwiek sposób odreagować to wszystko, czego doświadczał. Terroryzował też plecy, ramiona i kark mężczyzny, który pocierał penisem ciągle o jego prostatę, co było wręcz szokujące. Jimin nawet nie dosięgnął, nie mógł trafić i nie doprowadzał go do żadnego z tych stanów, których zdążył doświadczyć podczas samej gry wstępnej z Jungkookiem. Ten idiota był po prostu perfekcyjny i prostata Tae, jak i jego zgnieciony członek, wiedziały o tym najlepiej.
- Kurwa, chyba w tobie zamieszkam - sapnął Jungkook, gdy paznokcie Tae zostawiły na jego ramieniu czerwoną, krwistą smugę. Oboje żyli już tylko tym seksem, zatapiającym się członkiem w ciasnej dziurce mniejszego i jego pazurkach w ramionach młodszego. Byli już na granicy prawidłowego funkcjonowania w tym stanie.
- Jungkook… ach....
- Kukson!
Blondyn stęknął, otwierając oczy. Głos Namjoona. Akurat, kurwa teraz, gdy był tak blisko.
- Wybacz, księżniczko - Jungkook uśmiechnął się złośliwie i zanim Taehyung zdążył cokolwiek powiedzieć, poczuł ból w pośladkach oraz na rękach, za sprawą bliskiego spotkania z ziemią.
- Ty szmato! - pisnął. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek doświadczy takiego upokorzenia, bo bądź co bądź, nikt nigdy nikogo nie potraktował tak okropnie. Zwalenie napalonego kochanka z maski, chwilę przed ograzmem, było największą podłością i Tae czuł już palące oczy łzy. Nienawidził się wkurzać, zawsze wtedy płakał, a teraz po prostu nie dość, że wszystko go bolało i był poraniony na ciele, to i duchowo go zdewastowano. W dodatku był całkowicie rozebrany, co tylko potęgowało te nieprzyjemne uczucie.
- O, gdzie Tae? - usłyszał głos Namjoona, na co tylko pociągnął nosem. Gdyby nie to, że gdzieś zgubił majtki, to by wyskoczył, by brat roztrzaskał ten pusty łeb Jungkooka, ewentualnie odciął mu kutasa, za ranienie swojego kochanego maluszka. Teraz jednak nie wchodziło to w grę, jeszcze bardziej by się upokorzył przed tym skurwielem.
- Hm, skoczył do toalety i po jeden olej, ten mi się wylał.
Dupek, szmata, kłamca przebrzydły!
- A, okej. Dasz mi klucz do M4? Jongin gdzieś zapodział swój.
- Jasne, jest obok ciebie, na blacie.
Taehyung zacisnął wargi, by całkowicie się nie rozbeczeć, podczas gdy Namjoon zaczął grzebać w tym syfie. Miał ochotę go też rozszarpać. To jego wina, że wepchnął go w sidła tego diabelskiego pomiotu.
- Dzięki. Zwijam, do potem.
- Nara!
Blondyn usłyszał dźwięk zamykanych drzwi i niemal natychmiast pociągnął nosem, podnosząc się do siadu. Zerknął na swojego sterczącego, bolącego członka i stęknął, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Był jak kupka nieszczęścia.
- Na czym my to… - Jungkook nagle pojawił się przy nim i nie racząc nawet przeprosić. Wpił się w jego usta, na co starszy skrzywił się i złapał go za włosy, ciągnąc za nie już nie zmysłowo, a brutalnie, jakby chciał mu je wyrwać.
- Wypierdalaj kutasie. Zwal sobie, kurwa!
- Nie pierdol, jesteś mój, nie będziesz się sprzeciwiał - westchnął większy, rozchylając jego uda gwałtownie, zaraz znajdując się między nimi. Kim nawet nie zdążył się wyrwać, bo chwilę później miał już penisa Jungkooka w sobie, a jego dłonie na udach.
- Ty chuju! Nienawidzę cię!
- To tylko bardziej mnie kręci - zamruczał, napierając na prostatę Tae, który szarpnął jego głową niedelikatnie, podczas gdy druga dłoń drapała i biła ramię bruneta, a nogi wierzgały, jakby miał zamiar się uwolnić.
Bo w końcu chciał, prawda? Jungkook powinien zniknąć, tylko, kurwa, rżnął za dobrze.
- Aghhhh! - warknął żałośnie, wyrywając się, a jednocześnie poruszając biodrami, by nabić się na członka mężczyzny jeszcze mocniej. Był beznadziejny, totalnie do dupy.
Brunet wchodził w niego mocno, szybko, nieco chaotycznie, a przy tym niesamowicie zmysłowo, ciągle pieszcząc szyję Tae językiem i wargami.
- Cudowny… - szepnął Jungkook, wymierzając silne pchnięcie, chwilę później kończąc, a jego dłoń szybko odnalazła członka Tae, który po chwili masturbacji również doszedł, brudząc ich ciała lepką wydzieliną.
- Okropny… ach… - jęknął blondyn, opadając na zimną posadzkę. Opuściły go wszelkie siły i był z jednej strony cholernie usatysfakcjonowany, bo pierwszy raz miał prawdziwy orgazm, a z drugiej dał się temu chujowi. Tyle dobrego, że wyrwał mu trochę włosów. Zostawi sobie je na pamiątkę. Może dzięki voodoo ten baran wyłysieje całkowicie i odpadnie mu kutas? Byłoby wybornie.
- Daj buzi, obrażalska księżniczko. - Mężczyzna przykrył jego ciało swoim, wpijając się w różowe usta blondyna, który nie miał nawet siły się spierać, bo odwzajemnił wszystko, rozkoszując się gorącym i wyjątkowo ruchliwym językiem kochanka.
       Dłonie Jungkooka jeszcze kilkakrotnie przejechały po udach mniejszego, po czym zatrzymały się na pasie chłopca. Objął go mocno i podniósł się, ciągnąc go za sobą, czemu Tae się poddał.
- Jesteś wstrętnym kutasem… - mruknął, obejmując go za szyję. Pociągnął nosem, wtulając się całkowicie niechętnie w spocony, brudny od chyba wszystkiego tors.
- Ale za to jakim zajebistym - zaśmiał się i przesunął dłoń na pośladek blondyna, podtrzymując go tym samym, by przypadkiem drugi raz nie wylądował na ziemi.
- Nie wolno mnie tak traktować - blondyn zwilżył wargi językiem, pocierając nosem o szyję mężczyzny, który tylko mocniej go przytulił, całując w czubek głowy.
- Przepraszam. W ramach zadośćuczynienia otrzymasz ode mnie jeszcze siedem orgazmów, dobrze
- Dlaczego siedem? - westchnął, zamykając oczy. W sumie pomysł mu się podobał i chociaż nadal był obrażony, to przecież nie miał zamiaru nie wykorzystać okazji. Musi się zemścić za to upokorzenie, a do tego potrzebuje niestety seksu z tym kutasem. Wyjątkowo pociągającym, wytatuowanym kutasem.
- Moja ulubiona cyfra. Poza tym jest boska, tak jak i twoje uda.
- Niech będzie. Od teraz jesteś moją osobistą dziwką, Jungkook.
- Dla twojej dupci mogę się zacząć kurwić, nie ma sprawy.
Taehyung mimowolnie uśmiechnął się i ucałował szyję Jungkooka, zaciskając uda na jego pasie. Cóż. Nie będzie narzekał.




***




       Popijał właśnie colę, którą przyniósł mu Jungkook, gdy do pomieszczenia wszedł Namjoon, a zaraz po nim Hoseok z nietęgą miną. Oboje wyglądali na zmęczonych, chociaż ten pierwszy był też i zadowolony, czego nie mógł powiedzieć o swoim chłopaku.
- Co tacy bez życia? - Uśmiechnął się złośliwie, poprawiając kurtkę Jungkooka, pod którą schował się, by ukryć wszelkie zadrapania i ślady po miłosnych igraszkach. Nie pomyślał, że przecież wszystko to będzie widać, na szczęście kochanek bywał też i istotą myślącą, jakoś ratując go z opresji.
- Dużo segregowania no i dźwigania. Nie narzekamy jednak nie, Hobi?
- Taaaak. Było cudownie. - Szatyn uśmiechnął się słabo, opierając o skrzynię, na której wcześniej zabawiali się z Jungkookiem, który kucał przy motocyklu Namjoona, przykręcając zamówioną część. Większość czasu minęła im na pieszczotach, pocałunkach, dlatego też brunet nie miał okazji, by zająć się faktyczną pracą, co cieszyło Tae. Miał chujek za swoje.
- Świetnie. - Wspomniany idiota podniósł się i zadowolony podszedł do pozostałej trójki. Usiadł obok Tae na blacie, niby niechcący muskając jego udo, na co mniejszy się spiął, jednak starał się tego nie pokazywać. - Sprzęt zrobiony, dbaj o niego.
- Będę, to moja największa miłość. A wy co robiliście? Tae masz jakieś wypieki na twarzy… - zauważył Namjoon, przyglądając się dokładniej młodszemu bratu, który zerknął na Jungkooka i posłał mu zdenerwowane spojrzenie.
- Eee… Pomagał mi naoliwić maszynę, trochę też przepychałem rury, towarzyszył mi. Chyba nie jest przyzwyczajony do tego typu rozrywki, szybko się męczy. - Zaśmiał się, kładąc dłoń na głowie chłopca, by poczochrać jasne kosmyki.
- Cud, że cokolwiek zrobił, zazwyczaj ma wszystko w dupie.
- Teraz też miał trochę w dupie, ale co to dla mnie.
Taehyung czuł, jak coś go od środka skręca. Ten idiota był naprawdę wielkim imbecylem.
No. Seksownym imbecylem.
Chyba to jakoś zniesie.



No to wracamy z wikóczkiem! 

poniedziałek, 31 października 2016

3. Potrafię widzieć tylko Ciebie

         - Park, chodź tutaj na chwilę.
Jungkook zacisnął wargi, opierając się o framugę drzwi, podczas gdy jego oczy lustrowały leżącego na łóżku Taehyunga. Szatyn niemrawo zerknął na niego, uśmiechając się pijacko, co jeszcze bardziej raniło jego serce. Nie chciał go zdradzać i spać z Parkiem, ale musiał coś poświęcić, a nie mógł być to jego ukochany. Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby starszy płakał, bo ktoś go wykorzystał. Nie potrafiłby też zapanować nad zazdrością, bo ten głupek był dla niego wszystkim i oddanie go komukolwiek nie wchodziło w grę.
- Już idę - Jimin wyszczerzył się i szepnął coś Tae, na co Jeonowi niemal zaczęła pulsować żyłka na skroni, ale postanowił nie robić scen. Im mniej interakcji, tym lepiej. Chciał to załatwić szybko i możliwie jak najsprawniej.
Westchnął ciężko, gdy ten znalazł się przy nim, po czym zamknął drzwi i ruszył za kurduplem, prowadzącym go do sypialni. Gdy dotarli, przekręcił zamek nie chcąc, by ktokolwiek przyłapał go na takim upokorzeniu.
- Widzę, że podjąłeś tę lepszą decyzję, Kookie - zamruczał starszy, od razu zarzucając mu ręce na szyję, na co Kook przewrócił oczami. Nie podobał mu się on ani trochę, nie czuł jakiegokolwiek podniecenia, gdy patrzył na jego fałszywą, płaską mordę, jednak musiał coś wykombinować, by mu w końcu stanął. Przeleci go i tyle go widzieli.
- Bądź cicho. Nie umawiam się z tobą, a pieprzę, więc załatwmy to szybko.
Jimin uśmiechnął się głupkowato, przesuwając dłoń niżej. Sprawnie rozpiął jego spodnie, zsuwając je zaraz razem z bielizną, podczas gdy Jungkook, nie bawiąc się w zbędne czułości, zerwał z niego koszulę i popchnął na wielkie łóżko, energicznie zdzierając również dolne odzienie, na co ten zamruczał zadowolony, zaraz obejmując go udami, tym samym przyciągając do siebie.
- Ma być miło, koteczku. Może i masz boskie ciało, ale od samego patrzenia mi nie stanie - odparł, łapiąc go za policzki, tym samym zmuszając do pocałunku.
Jungkook skrzywił się, czując jego smakujące soju wargi, jednak nie odsunął się, rozchylając je zaraz swoim językiem, który przedarł się do środka, atakując ten mniejszego. Park zadowolony odwzajemnił pocałunek, ocierając się o niego mocno i zmysłowo, chociaż na Jeona podziałał tylko nacisk na krocze, a nie wijące się ciało. Wręcz przymknął powieki, starając się wyobrazić sobie, że to wcale nie Jimin, a Taehyung, co było trudne. Ich ciała się różniły. Kim nie był tak umięśniony, jego skóra była delikatna i wrażliwsza, usta słodsze i mniej śmiałe, a uda dłuższe, niepewniej zaciskające się na nim. Park był zbyt pewny siebie, swojego ciała, swoich gestów, wszystkiego.
Całował go coraz namiętniej, starając się nie myśleć o tym, że to jego największy wróg. Napierał swoim coraz twardszym członkiem na krocze kochanka, podczas gdy jego dłoń zacisnęła się na jego nadgarstkach, które wylądowały na poduszkach. Jimin miał zadatki na dominanta, a on nie mógł pozwolić, by ta parszywa gnida dorwała się do jego pośladków. Palce drugiej więc szybko przesunęły się na tyłek starszego, który zaczął ugniatać, co ostatecznie było chyba najprzyjemniejszą częścią całej tej gry. Obie połówki były jędrne, duże, ładne i tylko myśl o nich w jakiś sposób pozwalała mu to wszystko kontynuować.
- Kookie… - sapnął starszy, gdy wbił w nie paznokcie, jednocześnie przywierając penisem do jego krocza. Ich ruchy były coraz mniej kontrolowane, bo i członek Jungkooka był już twardy, i nadszedł czas na najważniejszą część. - Masz... Nie musisz rozciągać...
Jimin skinął głową w kierunku szafki, na której znajdował się lubrykant i gumki. Jeon złapał za nie, sprawnie nakładając lateks na penisa, którego zwilżył szybko pomarańczowym żelem. Cóż. Chociaż wybrał dobry zapach.
- Z iloma już się dzisiaj puszczałeś, że nie potrzeba ci rozciągania, hm? - mruknął, unosząc jego uda, które oparł o swoje biodra. Następnie zaś z cichym westchnieniem wsunął się do gorącego wnętrza, które wyjątkowo nie było obrzydliwe, bo przyjemnie zaciskające się ścianki sprawiły, że chwilowo zapomniał o swojej złości i nienawiści.
Przymknął powieki, zatapiając się cały, podczas gdy z ust Jimina zaczęły wydobywać się ciche sapnięcia, rosnące na sile, gdy wykonał pierwszy, potem drugi i kolejny ruch.
- Szlag… - mruknął sam do siebie, wbijając palce w uda mniejszego. Wtem ten złapał go za szyję i przyciągnął do pocałunku, przed którym nie mógł się obronić. Odwzajemnił to i chociaż brakowało między nimi uczucia, to w jakiś sposób było to satysfakcjonujące. Nie raz przecież lądował z kimś w łóżku, by odreagować cały stres związany z odrzuceniem ze strony Tae. Skoro miał przed sobą chętną dziwkę, to korzystał. Czas na wyrzuty jeszcze nadejdzie.
- Matko, tak… Jesteś cudowny - jęknął Park, wbijając palce w jego ramiona, jednocześnie unosząc biodra, by umożliwić Jungkookowi lepszą penetrację i dojście do jego czułego punktu, do którego młodszy dopadł się niemal od razu, wymierzając tam mocne, zdecydowane ruchy.
Kolejne minuty Jungkook przeżył nieco oderwany od rzeczywistości. Posuwał Jimina długo, odrobinę brutalnie, nawet nie skupiając się na jego przyjemności. Pieprzył go jak każdą swoją poprzednią jednorazówkę, rozkoszując się przyjemnymi w dotyku połówkami, zgrabnymi, chociaż zdecydowanie zbyt masywnymi udami, wysokimi jękami i paznokciami, które znaczyły jego plecy. Wiedział, że jest w tym dobry, że dawał Parkowi ogrom przyjemności, chociaż zazwyczaj życzył mu jak najgorzej. Teraz jednak chciał zatapiać się bardziej, głębiej, mocniej. Dojść w nim i ulżyć swojemu penisowi, który dawno nie smakował już czegoś równie przyjemnego.
Doszedł na długo po starszym, który zafascynowany wpatrywał się w niego, nie szczędząc mu komplementów. To był zdecydowanie najdziwniejszy stosunek w jego życiu.






***




        - Boli mnie głowa…- Taehyung przewrócił się na drugi bok, lekko uchylając zmęczone powieki. Brunet tylko westchnął i podał mu szklankę z wodą oraz tabletkę, pomagając mu przy tym się unieść, by przypadkiem się nie udławił. Po mniejszym można było się bowiem wszystkiego spodziewać.
- Moje biedactwo. - Pogładził go czule po włosach i gdy ten zażył pastylkę, wciągnął go na kolana, i ukrył w swoich ramionach, okrywając szczelnie kołdrą. Szatyn posłusznie przylgnął do umięśnionego torsu Jeona, oddychając ciężko, na co ten tylko uśmiechnął się pod nosem, jednak nie była to oznaka szczęścia.
         Gdy w końcu się ubrał i opuścił Parka, poszedł po Kima do sypialni, gdzie ten smacznie spał, wtulony w poduszkę. Wyglądał tak uroczo i niewinnie, że od razu dopadły go do wyrzuty sumienia, że pieprzył się z Parkiem, podczas gdy jego maleństwo leżało tutaj samo. Mógł przecież zrobić sobie krzywdę, uderzyć się, zwymiotować, cokolwiek. Powinien być przy nim, zabrać go do domu, zaopiekować się odpowiednio. Najgorsze było jednak to, że będąc całkowicie szczerym, to sam seks z Jiminem nie był najgorszy i chwilami nawet mu się podobał. Owszem, nienawidził tego pajaca, po całej tej akcji darzył go wręcz jeszcze większą pogardą, jednak nic nie mógł poradzić na to, że miał fajny tyłek i dobrze jęczał.
         Nie był pewien mimo wszystko, czy ta decyzja była dobra. Zawsze mógł uderzyć Parka i zabrać Tae siłą. Jednak był tchórzem i wiedział, że gdyby szatyn go po tym wszystkim znienawidził, to oszalałby z tęsknoty. Kochał go, zbyt mocno zależało mu na jakimkolwiek kontakcie, by to wszystko zaprzepaścić. Z drugiej strony zdradził go podwójnie. Przespał się z kimś, kogo nie kocha, a na kim zależało jego maleństwu. Tylko jednej rzeczy nie żałował - nie oddania Tae temu bucowi. Wszystko mogło się posypać, ale Taeś musiał być bezpieczny i szczęśliwy, przynajmniej w jego mniemaniu.
Pochylił się nieco nad starszym i ucałował jego delikatnie spocone czoło, nie przejmując się słonym posmakiem. Uwielbiał każdy skrawek jego ciała. Byli ze sobą na tyle blisko, że nic nie było w stanie go obrzydzić. Tae mógł być brudny, wymiotować, a on nadal uważałby go za najpiękniejsze słoneczko. Wręcz jeszcze większe było jego poczucie odpowiedzialności za tą kruchą istotkę.
- Jak dobrze, że cię mam. Chyba bym bez ciebie umarł, Jungkookie… - mruknął Taehyung, głaszcząc delikatnie boki młodszego, który zagryzł dolną wargę na tę pieszczotę.
- Ja bez ciebie też, jestem tego pewien. Jesteś moim małym słoneczkiem.
- Już nie takim małym. Traktujesz mnie jak dzieciątko, a jestem starszy - uśmiechnął się, unosząc nieco głowę, przez co ich twarze dzieliły może dwa centymetry. Dla Jeona była to zdecydowanie zbyt kusząca odległość, dlatego nawet nie kontrolował swojego ciała i chwilę później pocierał już swoim nosem o ten Tae, który tylko się zaśmiał, obejmując mocniej jego ciało swoimi lichymi rączkami.
- Jesteś słodko nieporadny, muszę o ciebie dbać i pilnować, byś trafiał do domu. Dla mnie już zawsze pozostaniesz maleństwem. - Pogładził delikatnie policzek szatyna, zahaczając kciukiem o kącik jego ust, na co ten nieco je rozchylił, robiąc naburmuszoną minę.
- Nie moja wina, że tak wyrosłeś i przypakowałeś! Kiedyś byłeś małym króliczkiem, a teraz zostały z tego już tylko te śmieszne zęby.
- Co powiedziałeś, mendo? - Jungkook sprawnie zmienił ich pozycję tak, że wylądował po raz kolejny w tym tygodniu na Tae, który wystawił tylko język, przywierając do niego niczym małpa. Udami mocno objął jego biodra, a ręce przeniósł na szyję, chowają w niej i swoją twarz.
- Nic, jesteś cholernie seksowny, Kookie. Brałbym cię jak królik marchewkę! - zamruczał, pocierając całym swoim pyszczkiem o skórę Jungkooka, który zmarszczył nos i przygniótł ciało mniejszego, przysuwając usta do jego ucha.
- Mogę już być tym królikiem, chętnie cię zjem - delikatnie przegryzł płatek swojego chłopca, na co ten sapnął, pewnie przez ciężar, który uniemożliwiał mu jakikolwiek ruch.
- Pierw muszę się wykąpać, potem mnie jedz - zaśmiał się cicho, lekko drapiąc kark Jungkooka. - Pewnie wali ode mnie na kilka metrów.
- Lubię twój smrodek, przeżyję - przesunął usta na skroń chłopaka, całując ją czule, na co ten zachichotał i zaczął się szamotać, starając zepchnąć młodszego.
- Możemy wykąpać się razem, skoro tak ciężko ci się ode mnie odkleić.
To całkowicie zmieniało postać rzeczy.
Jeon Jungkook, jesteś zwycięzcą.




***




Zacisnął nerwowo wargi, pocierając ręcznikiem o wilgotne włosy. Jak można być aż takim idiotą, by wpakować się z chłopakiem, na punkcie którego szalał, razem do wanny? Zgłupiał totalnie, że zgodził się na takie coś. Racja. Pragnął oglądać perfekcyjne, nagie ciało Taehyunga, jednak nie przypuszczał, że na widok tych słodkich, małych pośladków praktycznie mu stanie. Nie potrzebował specjalnego dotyku. Wystarczyło, że szatyn zajął miejsce naprzeciw niego, a mu już było duszno i miał sprośne myśli. Najgorsze w tym wszystkim było to, że starszy widocznie dobrze się bawił, przysuwając się do niego i zaczepnie macając po torsie, pod pretekstem mydlenia.
Teraz ciągle przed oczami miał jego członka, tors, wszystko. Jego penis tego nie wytrzymywał. Siedział zamknięty w toalecie i perfidnie walił sobie konia, podczas gdy Tae miał przygotować im jedzenie. On sam by sobie z tym nie poradził, po prostu go to zniszczyło. Nawet wstyd nie pomagał z pozbyciem się tych nieodpowiednich myśli.
Pragnął Taehyunga. Miał ochotę zagarnąć go dla siebie, a tam potrafił tylko siedzieć i modlić się, by mu nie stanął, jednak Jungkook Junior uwielbiał się buntować, i chwilę później sterczał na baczność, boląc niemiłosiernie. Nawet nie zdążył pozachwycać się mokrym torsem Tae, bo musiał uciekać. Nie było czasu na szpanowanie swoimi mięśniami i dobrymi warunkami. Życie go nienawidziło.




***




Zacisnął bardziej sznurówki, zaraz podnosząc się, by zarzucić na siebie nową koszulkę ze swoim nazwiskiem, którą tego samego dnia odebrał od trenera. Z jednej strony cieszył się, że mógł w końcu się wyżyć i pobiegać, oczyścić chociaż na chwilę umysł z kotłujących się tam myśli. Z drugiej zaś musiał oglądać widocznie zadowolonego z siebie Jimina, który od momentu, gdy pojawił się w szatni, nie spuszczał z niego wzroku, niemal pożerając tymi śmiesznymi, małymi oczami. Niesamowicie go to irytowało, jednak postanowił go ignorować na tyle, na ile mógł. Czuł do siebie obrzydzenie, gdy przypominał sobie o ostatniej nocy.
- Ruszajcie się, dziewczynki! - Hoseok wyszczerzył się, kierując w stronę drzwi, na co cała drużyna ruszyła za nim. Jeon sprawnie wyminął wszystkich, by być jak najdalej Parka, który na szczęście nie planował za nim biegać, co trochę go ucieszyło.
- Dobra. Szybka rozgrzewka. Robimy dwa okrążenia, potem Jimin zrobi rozciąganie i lecimy z robotą - odparł kapitan, a wszyscy od razu zaczęli biec, by mieć najnudniejszą część za sobą.
Jungkook oddychał spokojnie, nie rozglądając się na boki do czasu, aż jakiś kurdupel nie pojawił się obok.
- Nie musisz zgrywać takiego niedostępnego. Oboje wiemy, że ci się podobało, inaczej byś się tak nie wczuł, Kookie.
Jungkook zacisnął wargi, starając się zignorować ten głupi tekst, jednak nie potrafił. Zbyt mocno działał mu on na nerwach.
- Dupa jak dupa.
- Pierdolenie - zaśmiał się starszy, przysuwając się jeszcze bardziej do bruneta, który tylko posłał mu pełne zniesmaczenia spojrzenie. - Mam ochotę na powtórkę, bo byłeś świetny.
- Niestety muszę podziękować, nie jesteś w moim typie. - Skrzywił się na samą myśl, że miałby raz jeszcze dotykać Jimina. Jeden raz to aż za dużo, kolejne by go zniszczyły.
- A ja muszę chyba wspomnieć, że powiem wszystko Taehyungowi, jeśli raz jeszcze nie będziemy się pieprzyć. Czy to wpływa w jakiś sposób na twoją decyzję?
Jungkook zaskoczony prawie się wywrócił, potykając się o własne nogi. Przystanął, wbijając w szczęśliwego Parka przerażone oczy.
- Chyba sobie jaja robisz, pajacu.
- Jedyne jaja, jakie mogę mieć w głowie, to te twoje, najlepiej przy mojej pupie.
- Jesteś, kurwa, nienormalny - warknął, robiąc krok w jego stronę. Serce biło mu jak oszalałe, a on cały ze złości aż się spocił, jednak na ten moment miał to gdzieś. Ten wkurwiający knypek się nim bawił i chciał zniszczyć mu życie.
- Może? Ale wiem, że twój chłopczyk na mnie leci i jeżeli nie chcesz, by uznał cię za fałszywego przyjaciela, to musisz na to przystać. Chyba nie poświęcisz takiej relacji, prawda? To tylko seks.
Jeon zagryzł do krwi dolną wargę czując, że robi mu się słabo. Nie tak miało to wszystko wyglądać. Wdepnął w naprawdę wielkie gówno i jego smród będzie się za nim ciągnął jeszcze długo.





// Wracamy z trójkątem!

sobota, 29 października 2016

2. 'Cuz I'm a free bitch baby

          - Co to? - Namjoon odgarnął z czoła grzywkę, sięgając po rzuconą na blat paczuszkę.
- A bo ja wiem? Miałem przekazać - wzruszył ramionami młodszy i wyciągnął z lodówki puszkę z colą, zerkając spod byka na dziewczynę, która stopy miała na udach jego brata i w najlepsze kręciła nimi na boki, dodatkowo go irytując. Może i była ładna, zgrabna i robiła mu zawsze kolorowe galaretki w kształcie kotka, jednak świadomość, że przed chwilą miała w sobie penisa białowłosego, nieco go brzydziła. Członkowie jego rodziny nie powinni się pieprzyć, to było niesmaczne.
         Starszy rozpakował ostrożnie papier i wyciągnął z niego jakiś dziwny kawałek metalu, zaś na jego twarzy wykwitł uśmiech tak szeroki, że Taehyung zastanawiał się przez ułamek sekundy, czy nie pójdą mu kąciki.
- Uwielbiam Jungkooka - mruknął rozentuzjazmowany mężczyzna, przyglądając się z uwagą zdobyczy, na co oboje z Dasom westchnęli, starając się zapanować nad cisnącym się na język komentarzem.
- Chyba zrobię coś słodkiego - powiedziała ruda, zsuwając się z kanapy. Poprawiła szlafrok, bo na szczęście dla Tae, zawsze się po wszystkim myła, inaczej pewnie by się popłakał, gdyby sperma wylądowała na jakimś meblu. - Jaki chcesz budyń, Tae? - zerknęła na niego, podchodząc do lodówki, z której wyciągnęła mleko. W jednej chwili minęła mu złość, bowiem co było lepsze od jej deserów?
- Truskawkowy! - odwrócił się w jej stronę i posłał jej szeroki uśmiech, opierając tyłek o stół, który cudem upchali do malutkiej kuchni. Dasom tylko przytaknęła i zajęła się robotą, a blondyn zerknął na dalej podnieconego brata.
- Co to jest, że tak się jarasz?
- Część do mojego dziecka. Ciężko to dorwać… - odparł, ostrożnie odkładając zdobycz na stół. - Jutro będziemy musieli pojechać do warsztatu, to mi to zamontuje.
- My?
- No, pojedziesz ze mną.
- Jestem umówiony z Hoseokiem - mruknął Tae, zgniatając w dłoni puszkę. Pochylił się nieco, by wywalić ją do kosza, po czym wsunął dłonie do kieszeni, wychodząc z kuchni. Opadł na kanapę obok Namjoona, łapiąc zaraz za pilot.
- To pojedziemy razem. Przyda się na coś, pomoże nam tam wszystko ogarnąć.
- Nie będę tam nic robić, nie lubię smrodu oleju i tych dziwnych gówien - burknął, krzywiąc się. Już i tak wystarczyło mu, że cały korytarz zawalony był złomem, a białowłosy ciągle chodził usyfiony, przez co musiał robić pranie częściej, niż to konieczne. Czasami wręcz tęsknił za rodzicami i miał ochotę przejść się i spać w ich czystym, eleganckim mieszkaniu, a nie kisić się w tej klitce z kimś, kto wszystko brudzi oraz psuje. Z drugiej strony tutaj miał swobodę, mógł sprowadzać chłopców i szaleć. Co z tego, że nigdy tego nie robił? Może kiedyś będzie miał ochotę i rodzice by przeszkadzali.
- Jungkook poprosił, nie bądź menda. Da mi za to część za darmo, a sam sobie nie poradzę. Jung już się w sumie zgodził, więc i tak nie będziesz miał co robić. - Starszy spojrzał na niego, próbując zrobić słodką minkę, jednak wyglądał jak upośledzony pulpet, co raczej odstraszało chłopaka, aniżeli przekonywało do pomocy.
- Jungkook? - uniósł pytająco brew, zmieniając kanał na jakąś głupią kreskówkę, której nawet nie kojarzył, jednak wolał mieć dostęp do przełącznika, bo Namjoon najchętniej oglądałby cały czas jakieś motoryzacyjne programy.
- No nie przedstawił ci się? Czy przysłał kogoś innego tutaj?
- Nie mówił mi nic - wzruszył ramionami, chociaż w środku był trochę ciekawy. Nie dane mu było poznać jego imienia, co teraz trochę go denerwowało, bo musiał przyznać, że nieco go to intrygowało. Na samo wspomnienie o jego wielkich dłoniach robiło mu się gorąco, bo facet miał to coś, czymkolwiek by to nie było. - Był wysoki, napakowany i ubrany za lekko jak na taką pogodę - zagryzł nieco wargę, przypominając sobie jak dotykał jego torsu i czuł na plecach twarde mięśnie. Chętnie raz jeszcze by się zakręcił i opadł w te ramiona.
- To on. Zawsze jest mu za gorąco i biega z gołą dupą - machnął ręką Nam i zrobił miejsce na kanapie dla Dasom, która przyszła z tacką pełną budyniu.
Tae szybko sięgnął po różowy i wsunął odrobinę do ust, rozkoszując się od razu słodkim smakiem. Krem był gorący, jednak to nic w porównaniu z oddechem mężczyzny, który musiał właśnie teraz zawitać do jego głowy.
Jeon Jungkook… Pasowało do niego te imię. Kook… Kukson… Jungkookie… Ładnie byłoby je krzyczeć.
- Wrrrr! - warknął sam do siebie i pokręcił głową na boki, zaciskając powieki. Nie powinien myśleć o takich głupotach, to obcy, cwaniacki facet, który bawił się jego reakcjami.
- Coś nie tak? Za mało cukru? - zaskoczona dziewczyna pochyliła się w jego stronę i wbiła wzrok w miseczkę z budyniem. Jej usta wygięły się w uroczą podkówkę, na co Tae zamrugał kilkakrotnie, przez chwilę nie rozumiejąc o co jej chodzi. Dopiero po chwili ogarnął, że wyglądało to tak, jakby mu nie smakowało.
- Jeju, nie! Przepraszam, noona. Jest pyszne, po prostu o czymś sobie przypomniałem - zaśmiał się nerwowo, na potwierdzenie wsuwając do ust łyżkę pełną kremu, by dłużej jej nie stresować. Dasom miała to do siebie, że traktowała go bardziej jak synka, starając się w każdy możliwy sposób go dopieścić (oczywiście pomijając jakieś zboczone rzeczy), co bardzo mu odpowiadało i nie chciałby jej do siebie zniechęcać. Może i denerwowało go to, że oddawała się jego bratu, jednak ostatecznie mógł to znieść, byleby ciągle mu robiła słodkie deserki. Był pod tym względem totalnie zdziecinniały.
- Już się wystraszyłam - odetchnęła z ulgą, zabierając się za swoją porcję.
- Co ci się przypomniało, młody? - zapytał starszy, szybko dokańczając budyń, a naczynie odłożył na stolik. Taehyung skrzywił się, bo przecież nie powie mu, że jego kumpel obiecał, że go przeleci.
- Nic. Miałem zadzwonić do Hobiego.
Wiedział, że Namowi żyłka pulsuje, co go trochę rozbawiło, ale udawał, że tego nie zauważył. Przewrażliwienie tego idioty było śmieszne.




***




        Taehyung niepewnie rozejrzał się po okolicy, przegryzając wargę nerwowo. Nie podobało mu się tutaj, było wręcz przerażająco. Wielki plac, po którym chodziło wielu ogromnych, brudnych facetów w charakterystycznych strojach, masa samochodów, różniących się od siebie stanem, bo niektóre wyglądały tak, jakby przeżyły zderzenie z ciężarówką. Do tego rzecz jasna wiele motocykli, od małych skuterków, do wielkich, czarnych i ciężkich, których Tae nie kojarzył z marki, wiedział jednak, że są cholernie drogie.
        Westchnął cicho i zerknął na Hoseoka, który posłał mu delikatny uśmiech i czule pogładził jego nadgarstek. Normalnie może i by go ten gest zadowolił, teraz jednak miał ochotę stąd uciec, by zamknąć się w pokoju, gdzie oglądałby filmiki z małymi zwierzątkami. Może nawet poszedłby do pracy Dasom i dałaby mu darmową czekoladę z miętą albo pomarańczą? Zazwyczaj nie było z tym problemów, bo go uwielbiała, a teraz? Musiał gnić z bratem i swoim facetem, który miał podbity policzek, bo był pipą nie potrafiącą postawić się Namjoonowi i zawalczyć jak mężczyzna o jego seksowne pośladki. Powinien mu współczuć, ale tak naprawdę był wściekły, że tak łatwo się dał i nie postarał się ani trochę. Już Tae w całej swojej anielskiej postaci więcej miał w sobie męskości i odwagi.
- Chodźcie - zadowolony białowłosy skierował się w stronę wielkiego budynku, z którego wychodzili bądź do którego wchodzili przeróżni ludzie. W środku był jeszcze większy tłok, wszędzie gdzieś ktoś chodził z kluczami, sprzętem, myjkami, na podnośnikach stały drogie bryki, przy których czasami uwijało się i trzech mężczyzn, gdzieniegdzie nawet były i kobiety.
- Ciebie chyba pojebało skoro myślisz, że będę sprzątał w takim miejscu. To miał być mały zakład, a nie takie gigantyczne składowisko! - Taehyung spojrzał z wyrzutem na brata, który machnął ręką, wymijając wszystkich. Pozostała dwójka ruszyła za nim, a najmłodszy miał ochotę naprawdę uciec, bo ten cały brud go odstraszał. Wszyscy tu mieli uwalone ubrania, twarze, wszędzie coś się walało i było niepoukładane. Może i nie był pedantyczny, ale lubił czystość, a tutaj jej brakowało.
- Nie marudź. Nic nie wspominałem o wielkości, a stanowisko Jungkooka nie jest na całym tym terenie. To wielka firma, największy zakład w mieście i…
- Zamknij się.
Blondyn skrzywił się i przeszedł przez drzwi, które drzwi nie miały, za zamiast tego zwisały z góry wielkie pasma jakiegoś lateksu, czy innego dziwnego tworzywa. Jego nosek zmarszczył się raz jeszcze, jednak postanowił się już nie odzywać, bo nie miało to sensu. Najwyżej usiądzie sobie gdzieś w kącie i przeczeka, przecież nie ma zamiaru tutaj się pobrudzić.
Po dłuższej chwili dotarli do wydzielonego pomieszczenia. Było tutaj nieco ciszej, w tle bowiem tylko słychać było jakąś rockową piosenkę.
- Jungkook? - Namjoon rozejrzał się dookoła, po czym usłyszeli dźwięk opadającego metalu i w tym samym momencie zza szafki wyszedł wysoki mężczyzna, na którego widok Taehyungowi zrobiło się słabo.
- Cześć. Świetnie, że już jesteście - brunet uśmiechnął się zmysłowo, wycierając dłonie w ścierkę, którą niedbale rzucił na skrzynię z narzędziami. - Wszystko okej z częścią?
- Tak, dzięki. Dasz radę to zamontować dzisiaj?
- Jasne - odebrał od niego pakunek i jakiś płyn, którego przeznaczenia młodszy Kim nie znał. - Możecie z Hoseokiem zająć się sektorem C12? Trzeba tam wyczyścić dokładnie kilka motocykli i poukładać klucze. Jongin już tam jest, wytłumaczy wam wszystko.
- Taka praca, to nie praca - wyszczerzył się białowłosy i objął ramieniem Hoseoka, który chyba się skulił pod ciężarem jego ramienia i zabójczego spojrzenia, na co Tae prychnął. Pizda.
- Porwę twojego brata, okej? Pomoże mi tutaj, bo tam bałbym się go dać, chyba nie ma za bardzo pojęcia o wielkich maszynach.
- Jak wolisz, mi to tam rybka - wzruszył ramionami Nam, a młodszy poczuł, że gorąco napływa do jego ciała. Jungkook stał teraz tuż obok, a jego wielkie, umięśnione ramiona założone były na równie seksownej piersi, która okryta była tylko upaćkanym smarem podkoszulkiem. Dzięki temu mógł dostrzec tatuaż pod obojczykiem, na którym zawiesił wzrok zdecydowanie za długo. Nawet nie zauważył, gdy tamta dwójka wyszła. Dopiero trzask drzwi wyrwał go z zamyślenia.
- Chcesz zobaczyć więcej? - wyższy znalazł się tuż przy Tae, który zamrugał kilkakrotnie, nie bardzo wiedząc co zrobić. Koszulka Junkooka ledwo wytrzymywała, tego był pewien. Lada moment mogła pęknąć, a wtedy pewnie umrze na zawał.
Zagryzł nerwowo wargę, szybko lustrując go całego wzrokiem. Luźne, granatowe spodnie, które wisiały zdecydowanie za nisko, przez co oczy każdego mimowolnie musiały skupiać się na podbrzuszu i tym, co znajduje się pod materiałem. Ach. To było tak cholernie niesprawiedliwe. Tak seksowni faceci nie powinni istnieć, a już na pewno nie kusić jego świętą osobę.
- Ja… Ja w sumie chyba muszę wracać… - mruknął, robiąc krok w tył, jednak mężczyzna był szybszy i jego ręka zaraz znalazła się na boku chłopca, by przyciągnąć go do swojego spoconego ciała. Kim wręcz zadrżał, gdy poczuł pod dłońmi mokrą skórę jego ramion, co wyjątkowo go nie obrzydzało, bo, cholera jasna, jaki ten idiota był zajebiście atrakcyjny.
- Miałeś mi pomóc, Taehyungie. Nie możesz uciekać - zamruczał, zaciskając palce na jego ciele, do którego na szczęście miał kiepski dostęp, bo chroniła go kurtka i bluza. - Tylko się przebierz, bo możesz się nieco upaćkać różnymi wydzielinami…
Blondyn zacisnął wargi i spojrzał na wyższego, który odsunął się od niego i sięgnął po jakiś wielki tshirt. Podał mu go, na co musiał się skrzywić, bowiem zwykłe, białe koszulki mu się nie podobały i nie zanosiło się na to, by miało to ulec zmianie. Mimo wszystko lepsze to, niż brudna kurtka. Cholera wie co tutaj może zostać na niego wylane.
- Gdzie mogę się przebrać?
- Tutaj? Chyba się nie wstydzisz, hmm? - brunet podszedł do metalowego stołu, na którym walały się narzędzia, a Tae miał ochotę zapaść się pod ziemię, jednak nie miał możliwości, betonowa podłoga była ciężka do przebicia, a on był eteryczny. Cóż. Zostało mu obranie takiej samej techniki, co ten zapyziały pan testosteron.
Zsunął z siebie kurtkę i powiesił ją na wieszaku, tuż obok jakiś innych ubrań, następnie zaś z wrednym uśmiechem złapał za dół bluzy i pociągnął za nią, by zaprezentować swoją idealnie płaską klatkę piersiową, która nienaznaczona była choćby najmniejszym mięśniem. Mimo wszystko nie miał przecież żadnych obiekcji co do niej. Był perfekcyjnie idealny i tak każdy ślinił się na jego widok. A przynajmniej powinien.
Zerknął na Jungkooka, który wpatrywał się w niego uważnie. Skoro sam zaczął, to niech ma.
Wsunął na siebie koszulkę, po czym podszedł do większego i złapał za jego spocony podkoszulek, który podwinął do góry, na co ten mu pozwolił, nieco się schylając. Chwilę później stał już przy nim półnagi.
- Nie sądziłem, że tak szybko będziesz chciał mnie rozbierać.
- Jest brudny. Nie lubię brudu, musisz to zapamiętać - wzruszył ramionami, rzucając materiał gdzieś na bok. Zaraz też odsunął się od mężczyzny, chociaż jego oczy coś zmuszało do wpatrywania się w nagi tors, na którym dostrzegł kilka kolejnych tatuaży, a te tylko dodawały mu seksapilu. Miał cholerną słabość do tego typu ozdób, a sam Jungkook aż emanował swego rodzaju buntem i stanowczością. Perfekcyjne połączenie.
- Nie? - brunet uniósł pytająco brew, przysuwając się do niego, przez co Tae niemal wpadł na szafkę. Oparł na niej dłonie, łapiąc kontakt wzrokowy z większym, który naparł na niego, łapiąc za biodra stanowczo. - Zawsze robię wszystko na odwrót, więc mam ochotę trochę się z tobą pobrudzić, Taeś.
- Chcieć sobie możesz, Jungkookie - szepnął, kładąc dłoń na mokrą pierś, którą delikatnie pogładził. Nie sądził, że pot wymieszany z jakimś czarnym gównem może być tak kuszący. - Myślisz, że oddam ci się tak szybko?
- Szybko? To już drugie spotkanie, a ja jeszcze nie miałem okazji wgryźć się w twoje uda… - dłoń mężczyzny przesunęła się niżej, pomiędzy nogi Taehyunga, który niemal automatycznie zacisnął je, czym w ten sposób nieświadomie go uwięził. - Chętnie dorwałbym się do twojej słodkiej dziurki i dokładnie ją wypieścił językiem. Doszedłbyś nawet bez mojego kutasa w sobie, słodziaku - zamruczał gardłowo, poruszając palcami, przez co, raz po raz drażnił wrażliwe uda mniejszego, które pomimo materiału spodni, średnio chroniły przed Jungkookiem.
- Jesteś aż tak pewny siebie, hmm? - rozchylił nieznacznie wargi, przesuwając dłonie na ramiona większego. Objął jego szyję, przyciągając go tym samym do siebie, na co brunet, nie marnując czasu, złapał go wolną dłonią za pośladek i podniósł, sadzając na szafce, z której uprzednio zrzucił narzędzia, nie przejmując się nimi kompletnie.
- Oczywiście. Jestem przekonany, że po seksie moje plecy będą tak poranione przez twoje paznokcie, że nie będę mógł na nich spać. Rozkosz doprowadzi cię do takiego szału, że nie będziesz kontrolować odruchów - Jungkook bez zwłoki wepchał się pomiędzy uda blondyna, przywierając zaraz swoim kroczem do tego mniejszego. Taehyung nie miał nawet okazji do tego, by powstrzymać jęk, gdy poczuł tak mocny nacisk na swojego członka. Już sama rozmowa go podnieciła, bo brunet nie tylko dobrze wyglądał, ale i pociągająco mówił, a wizja jego nagiego ciała tuż przy nim, kusiła cholernie.
- Lubisz to? Chcesz, bym je wbił i naznaczył już na zawsze bliznami? - sapnął, napierając paznokciami na jego kark. Powoli wbijały się one w skórę bruneta, który uśmiechnął się zadziornie i poruszył biodrami, ocierając się raz jeszcze, podczas gdy jego dłoń wylądowała pod koszulką i zawędrowała do sutka, od razu go atakując.
- Na zawsze? O ile masz cudowne wnętrze, to nie mam nic przeciwko.
Taehyung nie zdążył się nawet uśmiechnąć, bo chwilę później zęby Jungkooka zaatakowały jego szyję, wbijając się w nią boleśnie.




czwartek, 20 października 2016

1. ‘Cuz I’m a free bitch baby

Pairing: Vkook, pobocznie vhope
Gatunek: smut z elementami komedii, romans

Motocykle, Jungkook z umięśnionymi ramionami. Czego chcieć więcej?




        Kopnięty czarnym trepem kamień potoczył się przez nierówny chodnik, ostając na niewielkiej szparze pomiędzy betonowymi płytami. Jasnowłosy chłopak wypuścił spomiędzy pełnych warg strużkę białego dymu, starając się przy tym wypchać nieposłuszną kulkę z dziury, jednak wielkość butów mu na to nie pozwalała.
- Bez sensu - mruknął sam do siebie, wsuwając dłoń do kieszeni przydużych spodni swojego brata, które gwizdnął mu z suszarki, gdy ten był zajęty zabawami ze swoją dziewczyną. Nic dzisiaj nie szło po jego myśli.
       Nie dość, że musiał wyjść z mieszkania, bo ten idiota podczas seksu był głośny, a ruda wiedźma darła się wniebogłosy za każdym razem, gdy ten ją puknął, to jeszcze kamień się zbuntował.
Nie to jednak, by Taehyunga obrzydzał seks, bo nic do niego nie miał. Sam coś tam, gdzieś tam i z kimś tam…
       No dobra. Raz z kurduplem Jiminem, chociaż nie wspominał tego zbyt dobrze. Był to jego pierwszy i ostatni kochanek, który niestety zostawił za sobą tylko rozczarowanie zerowymi umiejętnościami, gdy idzie o stosunek.  Do dzisiaj Taehyung nie mógł wyrzucić z głowy seksu, który fatalnie zakończył ich związek. Było to na tyle upokarzające, że najchętniej wymazałby ten epizod ze swojego życia, los jednak chyba uwielbiał sobie z niego kpić, bo twarz Parka w tamtym momencie będzie wspominał, nawet na łożu śmierci.
       Idiota niby wsunął i na chwilę się zatrzymał, więc blondyn miał ochotę powiedzieć, by wszedł cały. Nie czuł dyskomfortu i chciał mieć to w końcu z głowy. Dobrze, że się powstrzymał, bo chwilę później kurdupel zaczął się poruszać i wyszedłby na chama lub prostaka, wspominanie o małym fiutku było bowiem nie na miejscu, chociaż oczywiście nie jego winą było, że to połowa standardowej wielkości. Cóż. Jego ex-kochanek powinien zainwestować w coś na porost członka, bo z takimi warunkami, to on mu kariery playboya nie wróżył. Sam cudem dotarł tylko do tego nieszczęsnego trzeciego stosunku, podczas którego zastanawiał się, czy na śniadanie zjeść frytki, czy może płatki, podczas gdy Park sapał, stękał i zmieniał pozycje, na nic się to jednak nie zdało, bo Tae nawet jęków udawać nie potrafił. Po wszystkim ich drogi się rozeszły, bo jakby Tae chciał słuchać dyszenia i spocić się jak świnia, to zapisałby się na zapasy.
       Przez długi czas seks więc ograniczał się dla niego do zboczonych opowiadań w internecie, bo świadomość, że ma oddać się jakiemuś idiocie, który nawet nie trafi w jego prostatę sprawiała, że wszystkiego mu się odechciewało. Teraz wprawdzie wpakował się w związek z Hoseokiem, który był całkiem przystojny, wysportowany i zabawny, jednak nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek mu przy nim stanie, dlatego też ciągle zwodził go, udając cnotkę, którą jakby nie patrzeć był. Wolał jednak uniknąć posądzenia o impotencję, czy aseksualizm, to godziłoby w jego męską dumę. Może i był urodzonym pasywem, jednak powinien mieć chcicę, a ta nigdy jakoś szczególnie się nie objawiała.
Westchnął ciężko i zgasił papierosa glanem, odchylając zaraz głowę do tyłu. Okręcił się kilkakrotnie, mając gdzieś to, że pewnie wyglądał jak idiota.
       Gdzie jego książę na białym koniu, który jak szalony wjedzie mu pomiędzy uda, doprowadzając do rozkoszy? Wysoki, inteligentny, wyglądający jak młody bóg? Mający wielkiego członka, mogącego niemal rozerwać jego tyłek, ze sprawnymi ustami i ostrymi zębami, przez które chodziłby wiecznie posiniaczony i naznaczony czerwonymi śladami? Czy…
- Uważaj, tancerko, bo zostanie z ciebie mokra plama.
Taehyung otworzył oczy zaskoczony i zatrzymał się, nieco tracąc równowagę, gdy czyjeś dłonie znalazły się na jego talii, a przyjemny głos zabrzmiał tuż przy jego uchu. Nieznajomy od razu wzmocnił ucisk, przez co jego plecy znalazły się przy torsie mężczyzny, na co jego ciało automatycznie zareagowało gęsią skórką.
- Och! - pisnął, zaraz obracając głowę w stronę intruza. - O cholercia…
W jednej chwili jego policzki pokryły się czerwienią, a przez całe ciało przeszedł dreszcz, jakiego nigdy w życiu nie doświadczył. Ciemne oczy wpatrywały się w niego z rozbawieniem, a dym z wąskich warg delikatnie pieścił jego twarz. Normalnie kopnąłby kogoś w krocze, gdyby śmiał tak bezczelnie chuchać w jego piękne lico, teraz jednak nie potrafił wykrztusić z siebie słowa. Ba! Ledwo pamiętał o oddychaniu, a nogi odmawiały mu posłuszeństwa, bo cały swój ciężar opierał o bruneta, który chyba nie miał nic przeciwko, bo przesunął swoją dużą dłoń na brzuch Tae i uwięził go w uścisku, a on sam skłamałby gdyby powiedział, że nie chciałby pozostać w takim więzieniu do końca swoich dni.
        Mężczyzna był perfekcyjny, idealny. Jego męska, a zarazem delikatna twarz wręcz emanowała stanowczością oraz pewnością siebie, jak gdyby był panem świata i nikt nie miał prawa mu się sprzeciwić. Ciemne, nieco zaczesane na jedną stronę włosy wręcz prosiły się, by ktoś (Taehyung) za nie przyciągał do pocałunków, do których pewnie stworzone były te cholernie seksowne usta. Wszystko to jednak wydawało się być niczym, gdy blondyn wreszcie skupił się na samym ciele, które przecież przylegało do jego, doprowadzając go do duszności.
Odstające obojczyki, umięśnione ramiona, które niedbale okryte były tylko koszulką, chociaż na dworze było zimno i on sam marzł w grubej, zimowej bluzie. Twardy tors, żylaste ręce, czyli wszystko to, co mieć wymarzony kochanek powinien. W dodatku, cholera, ten pociągający zapach fajek, miętowej gumy i perfum, od którego Tae mógłby dojść tu i teraz, ale był zbyt podenerwowany, by to uczynić.
- Coś nie tak? - pociągający głos nieznajomego znowu zaczął pieścić ucho niższego, a on sam nie wiedział, czy powinien uciekać i zachować resztę godności, czy ją pierdolić, i błagać tego młodego boga seksu, by został jego mężem. Był w kropce, a ten diabeł w ludzkiej skórze nie pomagał, lekko ocierając się swoim kroczem o pośladki Tae, który był już pewien, że to książę z bajki, bo to, co poczuł, nie mogło być małe jak kluska Jimina.
- N-nie, trochę mi słabo - uśmiechnął się lekko, co w tej sytuacji było nie lada wyczynem, bo bliżej mu było do grobu, aniżeli normalnego funkcjonowania.
- Właśnie widzę. Potrzebujesz pomocy?
- N-nie wiem, chyba - zwilżył swoje wargi językiem, wpatrując się z uwagą w twarz wyższego, który wyrzucił papierosa i przesunął pachnącą tytoniem dłoń na policzek mniejszego, doprowadzając go do upokarzającego jęku.
- Wziąłbym cię tak, byś nie mógł chodzić, ale to okolica, w której mieszka rodzeństwo mojego słodziaka i sam rozumiesz, nie mogę się narazić, bo wyjdę na puszczalską szmatę.
Taehyung zamrugał kilkakrotnie, starając się przetrawić zaserwowaną mu informację, co było dla niego niczym kubeł lodowatej wody. Czerwony na twarzy wyrwał się z uścisku bruneta i z wymalowanym oburzeniem na twarzy wyciągnął palec wskazujący przed siebie i pokręcił nim na boki.
- Kto powiedział, że chciałbym się z tobą pieprzyć, chory pajacu? - pisnął, robiąc kilka kroków do tyłu. Oczywiście, że by chciał, ale musiał być jedynym, ten idiota stracił więc szansę na zdobycie jego cudownej persony. Tym bardziej, że zaczął się śmiać, co z jednej strony doprowadzało go do szału, z drugiej sprawiało, że wskoczyłby mu w ramiona.
- Jesteś słodki, doprawdy - brunet podszedł do niego i poczochrał jego włosy, zerkając na blok, przed którym stali. - Namjoon jest, czy nadal pieprzy Dasom?
- Co? - Kim również spojrzał na uchylone okno od pokoju swojego brata, zaraz jednak wracając do nieznajomego, z którym skrzyżował wzrok. - Skąd go znasz?
- Ruchaliśmy się kiedyś - puścił mu oczko, a Taehyung zakrył usta dłońmi, odskakując jeszcze bardziej. Jak to Namjoon i facet?! - Żartowałem, panikaro. Mam część do jego motocyklu, a miałem po drodze.
- Jesteś okropny! - oburzył się po raz kolejny blondyn, zakładając dłonie na piersi. Ten wielki baran był zdecydowanie najbardziej irytującą osobą we wszechświecie. Droczył się z nim specjalnie!
- Trochę, ale lubisz to - uśmiech na jego beznadziejnie perfekcyjnej twarzy powiększył się, irytując tym samym drugiego. - W każdym razie nie mam za bardzo czasu, mógłbyś mu to przekazać? - wyciągnął z kieszeni mały pakunek i podsunął Tae, który spojrzał na dłoń sceptycznie.
- Skąd wiesz, że się z nim znam? I czemu mam cokolwiek przekazywać? Może to jakieś narkotyki?
- Wspominał, że ma wyjątkowo uroczego braciszka, a takich nie ma zbyt wielu w tej okolicy - przysunął się do niego na niebezpieczną odległość i pogładził po policzku, na co Tae nawet nie mógł nic zaradzić, bo był pewien, że zrobiło mu się mokro w okolicach pośladków, chociaż to niemożliwe. - A tak na serio, to masz na sobie jego spodnie, które przerabiał u mnie w domu i wszędzie poznam te krzywe naszywki.
Po raz kolejny Tae poczuł się źle. Ten człowiek nie był normalny. Raz kusił i podrywał, by potem zgnieść go jak robala. Los był taki nie fair, że dał mu wygląd, a mózgu już nie.
- Daj mu to, a się odwdzięczę, obiecuję - brunet wsunął pakunek do kieszeni Kima, napierając tym samym nieco na jego ciało. - I nie bądź zazdrosny, bo to ty jesteś tym słodziakiem. Po prostu wolałbym pierdolić się z tobą w bardziej intymnej atmosferze, bo Namjoon już sprał dupę Hoseokowi, że w ogóle śmiał cię przytulić. Nie bój się jednak… - jego gorący oddech zaczął drażnić ucho chłopca, który był czerwony z podniecenia, ale i ze wstydu, że nieznajomy wiedział o jego chłopaku. - Ja nie stchórzę i nie odmówię ci mojego członka. Zakończę twój celibat, Taehyungie.
Usta mężczyzny spoczęły na policzku mniejszego, chwilę później zaś, zanim zdążyłby on zareagować, nieznajomy zniknął, zostawiając go z oszalałym sercem i mętlikiem w głowie.




 No to zaczynamy nowe opowiadanie! Raczej luźne i zboczone ;D