Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hetero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hetero. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2015

28. I need U boy

- Podaj mi mąkę hyung. - odparł Tae, mieszając zawzięcie ciasto w wielkiej misce. Hoseok posłusznie podał mu składnik, siadając obok na blacie. Nie mógł oderwać wzroku od tej upaćkanej twarzy, zaciśniętych wargach i skupionych oczkach, które co chwila zerkały na kartkę z przepisem.
Jego dzisiejsza wizyta całkowicie zadziwiła bruneta. Zjawił się bez zapowiedzi przed jego drzwiami z zakupami i oznajmił, że zrobi mu ciasteczka. Oczywiście od razu na to przystał, bowiem kto nie chciałby zjeść smakołyków Tae? W sumie wolałby skosztować jego ciałka, jednak nie można mieć wszystkiego. Sam fakt, że był tu i robił mu jedzenie, był wystarczająco zadowalający. Jego najpiękniejsze maleństwo...
- Hyuuung. Miałeś nasmarować blaszkę. - jęknął młodszy, patrząc na niego z wyrzutem. Dzisiaj to on rządził i idealnie mu to wychodziło. Hoseok szybko więc wyciągnął metalową blaszkę i nasmarował ją tym, co podał mu dzieciak. Po chwili Taeś zaczął układać na niej papkę z miski, posypując wiórkami. Jeju. Sama słodycz, aż by go wyściskał! Ten jednak mu uciekł, podchodząc do rozgrzanego piekarnika.
- Teraz wystarczy poczekać i będziesz miał co jeść! - wyszczerzył się okularnik, zdejmując z siebie fartuszek.
- Nie mogę się już doczekać! - pokiwał głową brunet. - I nie sprzątaj, spokojnie. I tak jutro przychodzi sprzątaczka, szkoda czasu. Lepiej chodź ze mną. - złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Chłopaczek chciał protestować, jednak szybko dał za wygraną. I bardzo dobrze.
Hoseok posadził go na metalowym krześle przy umywalce i sięgnął po ręcznik. Zamoczył go w wodzie i ukucnął przy blondynie, dokładnie i delikatnie czyszcząc jego twarz. Najpierw nosek, potem policzki, ręce. Mógł wprawdzie dać mu się samemu oporządzić, jednak chciał go chociaż trochę dotykać nawet, jeśli było to coś tak banalnego.
- Dziękuję, hyung. - zamruczał młodszy, wpatrując się uważnie w podenerwowanego starszego. Spojrzenie Tae było cudowne, kuszące. Rozchylone wargi, te czekoladowe oczy, słodkie rzęsy i nieco nierozgarnięty wyraz twarzy. Coś wspaniałego.
- Nie ma za co, maluszku.
- Dlaczego tak na mnie mówisz? - mruknął, patrząc pytająco na nieco zdezorientowanego bruneta.
- Bo jesteś moim słodkim maluszkiem, o którego muszę dbać. Uroczy z Ciebie chłopak, taki niewinny i kochany, jak inaczej mógłbym na Ciebie mówić?
- Hm... To ja muszę dbać o Ciebie, hyung, więc od dzisiaj będę Twoją żoną, która zadba o Twój żołądek. - kosmiczny chłoptaś wyszczerzył się jak gdyby nigdy nic, wstając z krzesła. Hoseokowe serce zabiło mocniej, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Wiele by dał, by Taehyung zamieszkał tutaj z nim i udawał jego żonkę. Nawet nie udawał. Mógłby przecież nią zostać. W sumie mężem, nieważne...
Odstawił ściereczkę i ruszył szybko za swoim kochasiem, który już wyciągał z piecyka pachnące ciasteczka. Zadowolony przełożył je na talerzyk, posypując jeszcze jakimiś cukierkami. Nawet nie wyglądały najgorzej, w smaku zaś powinny być cudowne. W końcu jego Tae był idealny.
- Hyung, musisz spróbować. - odparł młodszy, z zadowoleniem podając mu talerzyk. Hoseok wziął ciepłe ciasteczko i szybko je ugryzł, przeżuwając.
Na wszelkie słodkości świata. Nigdy, ale to nigdy nie jadł czegoś takiego. Za słone, ale i za słodkie, jakby dziwnie suche i mdłe. Jednym słowem obrzydliwe. Nie sądził nawet, że można zrobić tak niedobre ciastka, mimo wszystko zjadł jedno szybko, uśmiechając się szeroko.
- Pyszne! Daj jeszcze jedno! - nadal grając sięgnął po drugie, widząc wielki uśmiech na tej słodkiej buzi. Trudno, najwyżej dostanie jakiegoś rozwolnienia... Zaczął jeść kolejne, ze smakiem się nawet oblizując. W środku zbierało mu się na wymioty, dzielnie jednak grał, jakby wcinał właśnie ciasto z najlepszej francuskiej cukierni. Wolał się przemęczyć, niż zasmucić chłopaczka.
- Naprawdę? Och, to świetnie! - wyszczerzył się, samemu sięgając po ciasteczko. Hope jak poparzony doskoczył do niego, od razu zabierając mu je z ręki.
- Ej, zrobiłeś je dla mnie, nie ma podjadania! Musisz upiec sobie drugie. - odparł dumnie, wpakowując małe ohydztwo do ust i szybko je gryząc. Jeszcze tego brakowało, by młody się otruł. Nie ma mowy, by pozwolił mu umrzeć od własnych wypieków.
- Nie bądź taki. - mruknął niezadowolony, wyrywając mu jedno. Ugryzł kęs i niemal od razu go wypluł do kosza na śmieci. - Hyung! To jest obrzydliwe!
- Och, nie, czemu? - skłamał, siląc się na poważny wyraz twarzy. Zostaje mu tylko lanie wody. - Mi smakują.
- To nie jest jadalne. - młodszy wyrwał mu talerz i wyrzucił wszystko do śmieci. Był bardzo zasmucony i wystraszony, pewni też zmieszany. - Dlaczego to zjadłeś? Przecież wiem, że Ci to nie mogło smakować...
Hoseok zagryzł dolną wargę, wzdychając cicho.
- Napracowałeś się nad tym i nie chciałem, byś był smutny.- czuł się podle, jednak co miał zrobić? Lepiej powiedzieć prawdę, niż go cały czas okłamywać.
- Przepraszam! - wyjąkał Tae, zrozpaczony obejmując Junga w pasie. Zacisnął dłonie na jego koszulce, pocierając twarzą o jego tors. - Prawie Cię otrułem, przepraszam!
- Spokojnie, nic się nie stało, misiek. - pogładził go zadowolony po pleckach. Warto było jeść te przerażające cuda. W sumie nawet mógłby się z nimi męczyć codziennie, byleby tylko Tae był z nim i go później przytulał.
- Nie rób tak więcej hyung. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz, przecież nie będę zły, skoro sam zrobiłem coś źle. - uniósł swoją idealną twarz ku górze, patrząc na Hoseoka swoim wzrokiem szczeniaczka. Ten aż wstrzymał oddech, po chwili dopiero wracając do żywych.
- Chodźmy do pokoju i zapomnijmy o tym, kocha... Tae. - w ostatniej chwili zreflektował, że chciał go nazwać w tak nieodpowiedni sposób. Zagryzł zęby na dolnej wardze zmieszany.
- Dokończ, hyung. Co chciałeś powiedzieć? - wyszczerzył się blondyn, patrząc na niego wyczekująco. Hoseok miał ochotę uciec, jego serce waliło jak oszalałe. To się wkopał.
- Nic Tae. Przesłyszało Ci się.
- Doprawdy? Nie sądzę. Słyszałem dokładnie, że coś zacząłeś, a nie zakończyłeś. Powiedz miiiii. - zamruczał, zabierając dłonie z jego pleców. Objął go nimi za hoseokową szyję, zmuszając tym samym, by się nieco schylił. Starszy czuł, że zaraz dostanie zawału. Tak blisko, tak cudownie. Niemal czuł jego słodki oddech na swojej twarzy. - Musisz mi powiedzieć, proszę.
Te piękne, wielkie oczy, rozchylone wargi. Krew aż się w nim zagotowała. Dotyk dodatkowo nie ułatwiał sprawy, to było stresujące. Cóż miał zrobić? Powiedzieć i się narazić? Pewnie i tak dzieciak nie da za wygraną. Poza tym... Chciał go tak nazywać.
- Uh... Ale Ty mnie męczysz. - westchnął, obejmując go mocno jedną ręką w pasie, drugą zaś gładząc go po mięciutkim policzku. Raz kozie śmierć. W dodatku blondyn się zarumienił... - Kochanie.
Młodszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, rozchylając te piękne usteczka. Na jego policzkach pojawiły się jeszcze mocniejsze rumieńce.
- K-kochanie?
- Tak, kochanie. - przytaknął, przysuwając swoją twarz bliżej jego. Przyciągnął jego drobne ciałko do swojego, muskając kciukiem jego wargi. - Jesteś moim słodkim kochaniem.
Czuł, jak ciałko Tae drży w jego dłoniach. Nie wiedział, czy się bał, czy cieszył, czy cokolwiek... On sam zaś nie mógł już dłużej nad sobą zapanować, odsunął więc palec od jego warg i zastąpił je swoimi ustami. Delikatnie, czule je ucałował czując, jak coś w jego brzuchu zaczyna wariować. Nie wiedział co to było, jednak nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Na bogów! Całował właśnie swoje najwspanialsze kochanie, było mu genialnie.
Miękkie usteczka, tak idealne i cudowne, przymknięte powieki. Drżące dłonie, które zacisnęły się na jego karku. Jego piękny, najwspanialszy Taeś...
Chłopiec początkowo jakby nie zareagował. Nie odepchnął go, ani też nie odwzajemnił. Dopiero po dłuższej chwili Hoseok poczuł, że i on również naparł swoimi wargami na jego. Było to nieśmiałe i niewinne, całkowicie w stylu jego maluszka. Nie pogłębiał tego. Stali tak ze złączonymi ustami, oddychając płytko, po kilku sekundach dopiero Jung złożył na jego usteczkach kolejny pocałunek, nieco bardziej władczy. Młodszy aż jęknął, co tylko bardziej go nakręciło. Delikatnie przesunął koniuszkiem języka pomiędzy jego wargami, rozchylając je w ten sposób, po czym powolutku zaczął się wsuwać do rozgrzanego wnętrza Taehyunga. To było niesamowite uczucie. Czuł się jak w niebie, gdy poczuł mokry języczek Tae przy swoim. Oplótł go czule, namiętnie pieszcząc, by chłopakowi było jak najprzyjemniej. On w końcu niemal nie wybuchł z nadmiaru wrażeń. Nigdy nie czuł się tak wspaniale. Żadna wygrana, żadna nagroda czy impreza nie dały mu tyle radości, co ten mały pocałunek.
Zamruczał cicho w jego wnętrze, zaczynając poruszać nieco sprawniej językiem. Tae był zmieszany, starał się również nim ruszać, jednak Hoseok musiał przyznać, że było to nieudolne, ale i tak kochane. Pierwszy go pocałował i zostanie już do końca jedynym, który będzie mógł smakować jego ust. Przecież nigdy go już nie wypuści ze swoich ramion, to logiczne.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego, lubieżnie oblizując wargi. Nie chciał, by jego maleństwo się udusiło z nadmiaru wrażeń, już i tak ledwo oddychał.
- Hyung... - jęknął blondyn, patrząc na niego cały różowy na twarzy, z podrażnionymi od pocałunków ustami. Piękny. Cudowny.
- Tak, kochanie? - tak mu się spodobało to słowo. Idealne.
- Czy Ty... Ja... Nie wiem... - zamotał się, spuszczając wzrok. Hoseok złapał go za podbródek i uniósł nieco jego twarz.
- Czego nie wiesz, Taeś?
- No bo... Czy Ty... Bo ja nie wiem... I w ogóle... - Jung miał ochotę się zaśmiać z tej słodkiej nieporadności.
- Nie rozumiem Cię TaeTae... - musnął czule jego czoło. - Naprawdę jesteś moim kochaniem. Znaczy... Czy moim to nie wiem, ale dla mnie na pewno. Jakkolwiek... Lubię Cię. Bardzo.
- Um... - blondyn zacisnął dłonie na jego ramionach, wpatrując mu się z zawstydzeniem w oczy. - Ale że... Tak poważnie? Jak... Jess i Namjoon?
- Tak, jak oni. - stresowało go to wszystko, jednak nie mógł się wycofać. Wprawdzie bał się, że te słowa go przerażą, że ucieknie i tyle z jego miłości zostanie, teraz było już jednak za późno.
- Hyung... Ale ja... Nie wiem, co miałbym robić... - jęknął zagubiony. Hoseok mocno go objął, wtulając te małe ciałko w swoje.
- Spokojnie, Tae. Nic nie musisz robić. Po prostu bądź przy mnie, rozmawiaj ze mną. Nie zmuszaj się do niczego, tylko daj mi o siebie zadbać.
- Dziękuję, hyung.
- To ja dziękuję Ci za to, że jesteś. - odparł starszy i czule ucałował jego usteczka. Serce co chwila robiło fikołki, on sam zaś nie mógł zapanować nad głupim uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy. To najszczęśliwszy dzień w jego życiu.



***


- Namjoon. Nie bądź chujem, daj mi ten numer do Jess.
- Po co Ci telefon mojej dziewczyny?
- Przecież Ci jej nie przelecę, mimo wszystko wolę chłopców.
- Nie ufam Ci.
- Zaraz jak Cię nawiedzę, to zginiesz marnie. - warknął do słuchawki, wyraźnie zirytowany. Miał interesa, jednak nie chciał o tym mówić temu pantoflarzowi bez mózgu. Potrzebował Jess, by była kumata i tylko ona mogła mu pomóc, ten pacan zaś wszystko utrudniał, bo był zazdrosny o swoją dupeczkę. Przecież on miał lepszą, bo Ciastkową! No ale nie mógł ot tak tego wyjawić.
- Dobra, dam, ale jak zrobisz coś podejrzanego, to Cię za jaja powieszę i nigdy nie poruchasz.
UUUU. Namjoon jaki groźny. Grozi ChimChimowi... Samobójca.
Zapisał numer i od razu się rozłączył, wykręcając natychmiast i przykładając do ucha telefon.
- Tak? - rozległ się kobiecy głos.
- Hej Jess, tu Jimin, przyjaciel Kookiego. Masz chwilę? Chciałbym z Tobą porozmawiać w cztery oczy.
- O, nie ma problemu. Może za godzinę w Hiltonie? Będę w restauracji na dole.
- Okej, to do potem!
Jaka miła dziewczyna. Problemów nie robiła, nie zadawała głupich pytań. Jak ona wytrzymywała z takim bucem? Swoją drogą nawet ładna była, podobna do Ciastka, ale niestety i tak wolał swojego chłopaka.
Szybko się przebrał i wyszedł z domu. Miał nadzieję, że mu pomoże, bo plan już miał, ale potrzebował kogoś, kto uknuje z nim intrygę. Ciastek nie potrafi kłamać, więc się nie nada, Jessica zaś to Jessica, ona wszystko potrafi. To chyba taka damska wersja jego, tylko trochę gorsza. Gust nie taki i te sprawy...








Zapraszam do komentowania ;)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

24. I need U boy

Ostatnie minuty ankiety ;))





Mózg Jimina niemal parował. Miał raptem kilka sekund, by opracować plan bitwy.
Geniusz, przystojniak i Bóg Seksu kontra Ciasteczkowa Cnota
Wszystkie chwyty dozwolone, jednak liczyła się technika i precyzja. Łatwo będzie popełnić błąd i nadepnąć na minę, a zakończy się to śmiercią tej niesamowitej miłości i chcicy najlepszego przyjaciela Parka, który otrzymał wdzięczne imię 'ChimChim Rozpruwacz". Nie mógł działać pochopnie, gdyż przecież odpowiada też za dobre samopoczucie swojego kolegi.
No i najważniejsze...
Może zjeść ciasteczko, albo nie zjeść, trzeba spinać poślady i się postarać!

- Co chcesz robić, Jimin? - Kookie przysiadł po turecku na łóżku, przodem do chłopaka. Jimin zerknął na niego z dołu, po czym skinął głową na laptopa.
- Podaj, obejrzymy coś.
Młodszy posłusznie wszystko przyniósł. Świat się kończył. Ciastek nie komentuje, zaś on sam ściąga pomysły tego ułoma Hoseoka. ON. Super mega seksowny, idealny podrywacz bierze przykład z kogoś, kto nawet nie potrafi zająć się jak mężczyzna Tae. A przecież ciągle drugi raz już mu daje okazję, by cokolwiek zdziałał! Mniejsza. Teraz trzeba się zająć swoim facetem.
Jimin przejął komputer i poklepał miejsce obok siebie, na którym chwilę potem siedział zaciekawiony chłopiec. Co włączy? Oczywiście film z masą erotyzmu, a co!
Wskoczyli pod kołdrę i zaczęli oglądać. Początkowo akcja była nieciekawa, jednak nie było to istotne. Ciastek był blisko, czuł jego żel pod prysznic i zapach szamponu, całkiem urocze. Niby od niechcenia objął go ramieniem, smyrając po ramieniu, na co Kookie przystał, nawet się nie odsuwając. Chwilę później zaczęły się wiadome sceny. Ciche jęki były naprawdę efektowne, sam Jimin czuł, że robi mu się gorąco. Spocone ciała, ostre pieszczoty i oczywiście gejowski związek. Nie mógł się powstrzymać!
Zerknął na młodszego, który był zarumieniony. Nie obrzydzało go to, to już był dobry znak. Tego typu wprowadzenie pewnie ułatwi mu odnalezienie się później w sytuacjach tego typu. Z Jiminem rzecz jasna.
- Mhm... - wymsknęło się Jungkookowi, gdy zaczął się prawdziwy, namiętny seks. Park jakby słyszał jego szalejące serce, bowiem wysoką temperaturę wyczuł natychmiast.
- Może wyłączymy?
Jimin przygryzł wargę, unosząc brew ku górze. O nie nie nie. Nie ma tak dobrze, maluchu.
- Mi się podoba, Ciastek. - zamruczał cicho, zatrzymując rękę na jego ramieniu. Ścisnął je nieco, po czym wbił w niego wzrok. - Czyżbyś bał się oglądać erotyków? - przysunął twarz do jego ucha, szepcząc mu to zmysłowo. Jungkook spojrzał na niego, zaś jego oczy stały się nieco większe. Był zestresowany.
- To kłopotliwe.
- Doprawdy?
Niemal dotykał ustami jego płatka, na co młodszy zareagował dreszczami. Jimin nie chciał zmarnować takiej okazji. Powoli przejechał językiem po małżowinie, następnie wsuwając okolczykowaną część płatka do ust.
- Jimin... Co Ty... Uh...
- Co ja? Nic. Oglądaj dalej, Ciastek. Mną się nie przejmuj. - westchnął, zsuwając się nieco niżej. Jedną ręką zamknął laptopa, druga zaś objął chłopaka w pasie, przyciągając nieco do siebie. Wgryzł się w jego szyję nieco dziko, po chwili liżąc rankę, która w wyniku tej czynności powstała. Młodszy położył dłoń na jego ramieniu i starał się go odepchnąć, jednak emocje chyba odebrały mu wszelkie siły. Z rozchylonych ust wydobywały się ciche westchnięcia, gdy starszy zaczął atakować jego szyję w innych miejscach. Raz delikatnie, innym zaś brutalnie.
- Jim... Nie możemy...
- Możemy, Ciastek. Pozwól mi, a obiecuję, że będziesz najszczęśliwszy na ziemi. - odsunął się od jego skóry, po czym spojrzał mu w oczy. Ujął jego podbródek w długie palce, zmuszając do kontaktu wzrokowego. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ale...
- Cii. - przyłożył palec do jego ust, kciukiem wodząc po dolnej wardze, która po chwili nieco opadła. - Nie zmuszę Cię do niczego. Chcę tylko zasmakować Twoich ust.
I to powiedziawszy delikatnie musnął wargami jego. Nie było to szalone. Ot, delikatny, subtelny pocałunek, jednak Parkowi serce zabiło mocniej. Czuł dreszcze na całym ciele, zaś w podbrzuszu latały mu jakieś dziwne motyle. I nie, nie chodziło tu o podniecenie. Te małe, różowe usteczka były najpyszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek skosztował, a było tego od groma.
Kookie nie odsunął się. Jakby zastygł, nie mogąc się poruszyć. Jimin więc przyciągnął go do siebie, obejmując dalej w pasie, drugą dłonią zaś pogładził jego policzek. Powoli naparł na niego mocniej, językiem rozchylając usta. Te stawiały opór, jednak po kilku sekundach mocniejszych całusów ochoczo zaprosiły go do środka.
Śliski potworek wdarł się tam bez zastanowienia, namiętnie pieszcząc jego języczek, który nieco niepewnie starał się odwzajemnić tę rozkosz. Było to nieporadne, koślawe, jednak sprawiało, że Jimin niemal nie eksplodował. Czyżby to był jego prawdziwy pocałunek? Ten pierwszy z jakimikolwiek emocjami poza pożądaniem?
Na ten moment nawet nie potrzebował jego tyłka. Ten nieśmiały języczek, który raz po raz trącał jego, był lepszy niż cała noc seksu z najlepszymi kochankami.
Leniwie uchylił powieki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Te zamknięte oczy, czerwone policzki. Najpiękniejsze cudo na tej ziemi.
Zsunął dwie dłonie na jego plecy i wtulił go w siebie mocno. Niemal wychodził z siebie, by tylko ten pocałunek cokolwiek w myśleniu Jungkooka zmienił.
Młodszy niepewnie objął go za szyję. Emocje targały nim niemiłosiernie, gdy poczuł jego place w swoich włosach. Chyba brakowało mu powietrza.
Po chwili Kookie odsunął się, oddychając płytko. Jego usta były nieco podrażnione, stały się aż pełniejsze.
- Jim...
- Tak? - wysapał, patrząc na niego niepewnie, ale i z nadzieją.
- Ja... ja nie wiem... - wyjąkał, zaciskając dłonie na jego ramionach. - To wszystko... Ach. Mam mętlik w głowie.
- Spokojnie. - złapał go za głowię i wtulił jego twarz w swój tors. Zamknął go w swoich ramionach, jakby chciał go uratować przed całym złem tego świata. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ja... Nie potrafię Jimin, nie robiłem jeszcze niczego...
- Nie musimy robić niczego więcej. Wystarczy mi, że będziesz obok, Maluchu. - pogłaskał go po pleckach, starając się uspokoić oszalałe z nadmiaru emocji serce.




***



Hoseok czekał pod galerią już o czwartej. Nie mógł wysiedzieć w domu, niemal go roznosiło od środka. Znowu będzie mógł zabrać go do siebie. Nadarzy się okazja i może coś z tego wyjdzie. Miał dzisiaj cholerną motywację, by zdziałać coś wielkiego, w końcu Jimin i Suga już go całkowicie wytrącili z równowagi, nie da im satysfakcji.
Dochodziła piąta, zaś emocje w nim narastały. Chodził po parkingu jak oszalały, starając się zapanować nad ciężkim biciem serca i natłokiem myśli w głowie. Dzisiaj jest jego wielki dzień! Zobaczy swoje...
Bóstwo.
Tae wychodził właśnie zza rogu. Skórzane spodnie, które opinały jego szczupłe uda, czerwona koszulka z dziwnymi wycięciami a na to luźna kurtka. Włosy w artystycznym nieładzie, zaś na twarz delikatny, ale perfekcyjny makijaż. Tak, to ideał sam w sobie.
Niewiele myśląc niemal do niego podbiegł.
- Witaj Tae. - uśmiechnął się, po chwili jednak zamarł. Taehyung chyba był w kiepskim stanie.
- Cześć hyung. - powiedział cicho, zerkając na niego niepewnie. - Przepraszam, źle się czuję.
Hope skinął głową, po czym objął go ramieniem i zaprowadził do samochodu. Zapiął pasy i ruszył szybko w stronę swojego domu. Czuł od niego woń alkohol i jakby... papierosów?
- Paliłeś? - spojrzał na niego zaskoczony, skręcając energicznie w drogę prowadzącą na skróty.
- Nie ja.. Ludzie dookoła i przesiąknąłem.
Jego głos był zmarnowany. Gdzie uśmiech, gdzie wieczna radość? Czemu do cholery Tae był bez życia?!
Gdy podjechali pod dom, szybko otworzył drzwi nie wiedząc, cóż takiego ma ze sobą począć. Czy z nim raczej. Pomógł mu zdjąć kurtkę uważając, by się nie potknął. Nie wyglądał na kompletnie pijanego, jednak coś się działo, on nie miał pojęcia zaś co.
- Hyung... - młodszy złapał go za ramię, druga ręka zaś mu zadrżała. - Muszę do toalety.
Hope skinął głową i pociągnął go w stronę łazienki. Blondyn od razu podbiegł do ubikacji i zaczął wymiotować, wprawiając bruneta w stan osłupienia. Klęczał na posadzce, zaś głowa niemal wpadała mu do środka.
- Cholera jasna... - jęknął starszy i podbiegł do niego, od razu przytrzymując go za ramię, drugą ręką zaś zaczął odgarniać jego włosy. Wbił wzrok w usta chłopaka, z których co rusz wylatywała kolejna porcja nieprzyjemnej wydzieliny. - Moje biedactwo. - mruknął, muskając wargami jego kark. Jakoś tak... Nawet nie czuł obrzydzenia. Bardziej strach o tego biedaka, który musiał zbyt ostro zabalować.
Po dłuższej chwili młodszy opadł na posadzkę, wycierając twarz wierzchem dłoni. Hoseok sięgnął po ręcznik i podał mu go niepewnie.
- Wszystko w porządku? Już Ci lepiej, Taeś? - przykucnął, nie wiedząc co ze sobą począć. Nie robił za niańkę nigdy, a już na pewno nie dla kogoś tak małego i kochanego. Pogładził jego włosy delikatnie.
- Namieszałem, dali mi coś dziwnego do picia... - szepnął, wycierając z policzków łzy. Hope nie mógł się powstrzymać. Objął go ramionach i wtulił w siebie mocno. Jeju. Nawet zarzygany był idealny. - Muszę się umyć.
Starszy skinął głową i go puścił, po czym podszedł do wanny, nalewając gorącej wody. W międzyczasie przygotował ręczniki i szlafrok, oraz nową szczoteczkę do zębów.
- Chodź. - pomógł mu wstać, po czym zlustrował go uważnie wzrokiem. Raz kozie śmierć.
Złapał za jego koszulkę i zdjął ją, rzucając na ziemię. Taehyung nie protestował. Wpatrywał się tylko w niego tymi cholernymi oczkami, jakby chciał przejrzeć na wylot całą jego duszę i pogmatwany umysł.
Schylił się i zaczął rozwiązywać jego buty.
- Czemu jesteś taki miły, hyung? - usłyszał nagle. Zerknął na niego zaskoczony pytaniem.
- Czemu miałbym nie być, Tae? - zsunął z jego stóp buty, po czym wyprostował się.
- Hm... Nie wiem, po prostu... Nie wiem jak się do tego odnieść... - wyjąkał, zaciskając dłonie w piąstki. Jung rozchylił wargi widząc, jak do jego oczu napływają łzy. - Dziękuję...
- Ej, nie płacz... - mruknął zestresowany. Tae się rozklejał, on zaś nie wiedział co ma ze sobą począć. - Co się dzieje?
- Nic hyung. Ja... Nie wiem. Nic nie wiem... - pociągnął nosem.
Przez ciało starszego przeszedł dreszcz. Niepewnie położył dłoń na jego karku i przyciągnął go do siebie. Serce mu szalało, łamało się na kawałeczki. Dlaczego ten malec cierpiał? Kto doprowadził go do takiego stanu?
- Możesz mi zaufać, Tae. Zawsze będę po Twojej stronie... Nigdy Cię nie opuszczę. Pamiętaj... Choćby cały świat się walił, to i tak będziesz miał we mnie wsparcie i będziesz mógł mi zaufać.
- Dziękuję... Dziękuję hyung...

Po dłuższej kąpieli młodszy przyszedł do jego pokoju. Był w lepszym stanie, jakby życie znowu do niego wróciło. Nieco niezdarnie wczłapał się na jego łóżko, od razu chowając się pod kołdrą. Hoseok uśmiechnął się delikatnie i pogładził go po policzku.
- Wszystko w porządku?
- Tak. - blondyn wyszczerzył się i niespodziewanie objął go w pasie, wtulając się w jego tors. - Jesteś najlepszy, wiesz? Cieszę się, że Cię mam.
- Zawsze będziesz mnie mieć. - wypalił, po chwili nieco przegryzając wargę. Cholera. Już nawet nie panował nad własnymi odruchami. Zresztą... Po co miałby je w sobie dusić? Zależało mu. Nawet, jeśli jego dzisiejszy plan podrywu nie wypalił, to i tak był szczęśliwy. Miał go przy sobie, mógł go dotknąć i przytulić. Niech sobie Jimin rucha co popadnie, on nie chciał spieprzyć czegoś tak pięknego na rzecz zaspokojenia własnego członka. W końcu Tae był najważniejszy.
- Mogę coś zrobić? - zapytał blondyn, unosząc się nieco nad nim. Oparł dłoń na jego torsie, wpatrując się uważnie w jego oczy. Hoseok aż przełknął ciężej ślinę, serce zaczęło bić szybciej w jego piersi.
- Jasne... - skinął głową, kładąc rękę na plecy chłopaczka. Ten zbliżył się do jego twarzy i delikatnie musnął jego policzek. Po tym wszystkim jeszcze sekundę pozostawał w takiej pozycji, po czym odsunął się, jakby czekając na reakcję.
- Za co to? - zapytał brunet.
- Za to, że jesteś. - wyszczerzył się i opadł obok, natychmiast zamykając oczy. - Dobranoc!
- Um... Dobranoc maluszku. - uśmiechnął się i położył obok, obejmując go w pasie.









Proszę ładnie o komentarze ;)

niedziela, 31 maja 2015

23. I need U boy

Ostatni dzień ankiety. Vhope czy JiKook? Decydujcie!





Namjoon obejmował Jess ramieniem, zerkając od niechcenia na jej notatki z anatomii. Nie miał pojęcia, co taka rozrywkowa i pełna życia dziewczyna widziała w biologii czy chemii. Widziałby ja bardziej jako aktorkę czy jakąś kobietę biznesu, nie zaś jako lekarza. W dodatku miała niezwykle ambitne plany, by operować ludzi.
Westchnął cicho u musnął jej policzek, przyciągając nieco do siebie. Wtulił twarz w jej szyję, rozkoszując się przyjemnym zapachem kwiatowych perfum. Uwielbiał zapach jej skóry, jej szamponu, nie wspominając o niezwykle wspaniałym uczuciu, gdy wtulał się w nią po udanym stosunku. Cholera, chyba tracił dla niej głowę całkowicie.
- Dlaczego tak naprawdę ich tutaj ściągnęłaś, skarbie? - zapytał, muskając jej rękę palcami. Dziewczyna zsunęła z nosa okulary i odłożyła je na stolik, jej zeszyt chwilę później też do nich dołączył.
- Musiałam powiedzieć coś, co by przekonało moją ciocię. Byłam dzisiaj u niej i strasznie nakłamałam, zaś i tak nie przekonałoby to jej całkowicie. Dla tej kobiety liczy się prestiż. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki wywiad musiałam zrobić, bo dowiedzieć się coś o jego znajomych. Wszystko musiało do siebie pasować, gdyż ona nie ma nic do roboty, całymi dniami knuje jakieś intrygi. - westchnęła, opierając głowę na jego piersi. - Nasza rodzina nie jest normalna Namjoon. Od pieniędzy poprzewracało im się w głowach, brakuje im empatii i nie potrafią dostrzec, że dzieci cierpią. Jungkook naprawdę był słodkim dzieckiem. Zawsze się śmiał, biegał i domagał uwagi. Byłam wtedy mała, jednak pamiętam doskonale jego uśmiech. Potem zaczął się wiek szkolny i nagle wszystko zniknęło. Odciął się od ludzi, siedział zamknięty w domu. Na spotkaniach rodzinnych prawie się nie odzywał, jakby się bał cokolwiek powiedzieć, bo matka i ojciec patrzyli na niego cały czas, coby im nie przyniósł wstydu. Sam rozumiesz... Zamknął się w sobie i tak było przez kilkanaście lat. Nie mogłam nic zrobić i czułam się winna temu wszystkiemu. Sama się odcięłam i zbuntowałam, zaczęłam inwestować w swoje pasje, tańczyłam i imprezowałam. Z tym, że moja pamięć była aż nader wybitna. Nie ma wiele takich jednostek jak ja, czy ten Taehyung. Mamy predyspozycje i wszystko nam samo wchodzi do głowy, Kookie zaś musiał siedzieć i się uczyć, co mu nie pozwalało na zabawę. Zresztą sam widziałeś jaki był na początku.
- Chyba się domyślam o co Ci chodzi. Wrócił do żywych, prawda? Chciał się wyrwać, tak jak i Ty kilka lat temu.
- Otóż to. - skinęła głową, uśmiechając się. - Tak więc wracając do meritum. Zastanawiałam się cały tydzień co zrobić, by ciotka sama go zachęcała do zabawy. Wiesz... Musiałam zmanipulować ją tak, by nie wiedziała, że po prostu ją wykorzystuję. Nie jest zbyt myśląca, więc wykorzystałam wabik, na który każda światowa mamusia poleci, czyli sławny syn. Nie wiem, czy Jungkook lepiej tańczy, czy śpiewa, nie miałam okazji sprawdzić, jednak Hoseok nie narzekał na jego zdolności, a ufam mu w tej kwestii. Wtedy też wpadł mi do głowy ten pomysł. Skoro Ty, Suga i J-hope rapujecie, Kookie śpiewa, oboje też tańczą, to czemu by nie połączyć tego do kupy? Młody się zaprezentuje, matka się podjara, Hoseok będzie miał mniej roboty a Was bardziej zapamiętają. Sam przecież wiesz, że w Korei soliści mało mogą, liczą się zespoły z masą słodkich chłopców. Jak dodamy do tego Jimina, który nieźle tańczy i znajdziemy jeszcze chociaż jeden wokal, to damy radę stworzyć świetny hip-hopowy zespół. Musicie tylko porozmawiać z tym trzecim, bo niestety nie znam go za bardzo, tylko z widzenia.
- Mówiłem Ci już, że jesteś genialna? - zaśmiał się chłopak, przyciągając ją do siebie. Musnął delikatnie jej wargi, ona zaś na pieszczotę cicho zamruczała.
- Powtarzasz mi to codziennie, jednak nie przestawaj. Dodatkowo liczę na to, że stworzycie dobry tekst.
- A właśnie... Nie dogadaliśmy się zbyt dobrze odnośnie niego.
- Ogólnie zamysł był taki, by napisać piosenkę o dzieciakach, które utraciły marzenia. Kiedyś słodkie dzieci, teraz zmęczeni życiem nastolatkowie, którzy nie dążą do niczego, zmęczeni szkołą i wymaganiami dorosłych. Nauka, pieniądze... Zaś prawdziwe 'ja' jest tłumione wewnątrz. Tak jak w naszym Kookim.
- Hymn młodego pokolenia. Myślę, że damy sobie radę z tekstem. Gorzej z moim tańcem. - mruknął, opierając czoło o jej głowę. Jess przegryzła dolną wargę, po czym szepnęła zmysłowo:
- Zaraz Cię trochę porozciągam, od razu zachce Ci się ćwiczyć!



***



Następnego dnia Kookiego niemal rozpierała energia. Wstał wcześnie, ogarnął się i z zapałem przysiadł do nowych notatek, podjadając kanapki z sałatą i serem. Te prace były naprawdę dobre, praktycznie identyczne jak jego skrypty, a siedział nad nimi czasami godzinami. Teraz musiał tylko to wszystko wykuć, co dawało mu mniej więcej sześć godzin czasu wolnego, będzie mógł skoczyć z Jiminem na kolację i do kina, gdyż zarezerwował im już bilety na film.
Czy życie mogło być piękniejsze? Matka nawet stała się jakby milsza i zaproponowała, że znajdzie dobry sklep z obuwiem do tańczenia, by nie czuł się gorzej od reszty zespołu. Wprawdzie każdy tańczył tam w czymkolwiek, jednak skoro chciała, to nie będzie się kłócił. Nie spodziewał się w ogóle żadnej inicjatywy, zaś odzyskał kartę i jeszcze powiększyła mu kieszonkowe, każąc wybrać się do fryzjera i kosmetyczki, bo niby 'zarósł'.
Oczywiście wspomniała, że nie może opuścić się w nauce, bo wtedy koniec z konkursem, jednak chyba już sobie w głowie ułożyła gotowy scenariusz, że jej koleżanki z salonów i kawiarni będą jej zazdrościły wspaniałego syna, za którym szaleją fanki na całym świecie.
Jess była genialna, on sam nigdy by takiej intrygi nie uknuł, zaś jej chyba przyszło to całkiem łatwo. Sam fakt, że w ogóle się zainteresowała był zadziwiający, nie byli przecież przyjaciółmi, przez długi okres czasu prawie się nie odzywali do siebie, ona zaś jak rycerz na białym rumaku przybiegła mu na ratunek przed groźnym smokiem. W sumie... Namjoon jako biały ogier? Pasowało! Teraz już w ogóle nie mógł być zły na to, że są razem. Chyba sobie za dużo ubzdurał, bo wczoraj nawet nie czuł się zazdrosny, gdy blondyn ją pocałował. Wyglądali ładnie, byli inteligentni i mądrzy, studiowali i w dodatku każde z nich uratowało mu życie. W sumie Jess dwa razy, bo dzięki jej przyjęciu poznał Namjoona, który zmienił go na lepsze, potem zaś dziewczyna sprawiła, że mógł kontynuować swoje piękne życie z przyjaciółmi. Ta dwójka była parą wybawców, czymś na wzór aniołów stróżów. Zawsze czuwali nad jego bezpieczeństwem i dbali o samopoczucie. Chyba będzie musiał się jakoś odwdzięczyć, pytanie tylko jak? Drogie prezenty były oklepane, będzie musiał się wysilić.
W sumie... Jimin też był w pewnym stopniu aniołem, tylko trochę upadłym. Zboczonym, czasami irytującym, trochę głupkowatym, jednak mimo to dbał o niego wtedy, gdy tamci nie mogli. Czyż życie nie jest piękne? Miał trójkę wielkich przyjaciół, wielu kolegów i nowe koleżanki. Zespół, który niedługo ewoluuje w coś na wzór prawdziwego boysbandu, będzie śpiewał i tańczył z prawdziwie zdolnymi osobami.
Nic już nie może go zniszczyć. Przez ciernie do gwiazd!



***



- Dzień dobry Yoongi. - Jin zerknął na różowowłosego przez ramię, uśmiechając się szeroko. Ostatnio radość wręcz z niego wypływała, wszystko wydawało mu się piękne, kochane i dobre, nie miał nawet głowy do smucenia się. Oszalał przez swoją miłość do tego chłopaka, nie miał już nawet siły jej ukrywać, zresztą młodszy nie odtrącił go jeszcze ani razu. Może niekoniecznie zachowywali się tak, jak para, jednak wystarczały mu nawet te miłe gesty.
- Cześć hyung! - odpowiedział Suga i przysiadł na krześle i ziewając przeciągle.
Kim szybko włączył czajnik, po czym przygotował herbatę, którą podał ukochanemu, chwilę później zaś do napoju dołączyły jajka i tosty, które ten tak uwielbiał.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytał starszy, wracając do wycierania blatów.
- Muszę się spotkać z Namjoonem i Hoseokiem, te głupki coś knują.
- Będziesz jadł w domu, czy gdzieś na mieście? Nie wiem ile mam szykować. - odwrócił się do niego przodem, czyszcząc wazon szmatką. Yoongi połknął jedzenie, po czym upił łyk herbaty.
- Będę pewnie na kolacji dopiero, możemy wyskoczyć coś zjeść do restauracji. Nie chcę, byś się zamęczył w tej kuchni, raz na jakiś czas wyjść nie zaszkodzi.
Jin skinął głową i odłożył szklane naczynie na blat, po czym zawiesił ściereczkę na haczyku i zdjął różowy fartuch, w którym zwykł sprzątać. Dawno już nigdzie nie wychodzili, więc bardzo się ucieszył. Czyś to nie było coś na wzór randki?
Podszedł do Sugi, który ziewnął sobie, po czym nachylił się i ukąsił delikatnie jego dolną wagę.
- Niech będzie, Yoongi.
Młodszy westchnął cicho, przymykając powieki, co Jin uznał za przyzwolenie. Wpił się w jego usta namiętnie, gładząc dłonią jego blady policzek. Czuł w brzuchu przyjemne motylki, zaś serce biło mu znowu jak oszalałe. Nie mógł zapanować nad swoimi odruchami, młodszy działał na niego wręcz zbyt mocno. W dodatku tak pięknie mu było w tym kolorze włosów. Miał słabość do różu, chyba to było powód tego uzależnienia.
Yoongi odwzajemnił pieszczotę. Z dnia na dzień coraz bardziej przybliżali się do siebie. Początkowo ciężko im było się przełamać jednak szatyn nie miał już siły udawać i postawił wszystko na jedną kartę. Nawet, jeśli potem będzie płakał, to te chwile przyjemności wynagrodzą mu późniejsze cierpienia. Warto. Dla takiego chłopaka warto rzucić wszystko.



***



Po południu całą trójka siedziała już w mieszkaniu Namjoona. Jess przygotowała im przekąski po czym wytłumaczyła Yoongiemu swój pomysł na zespół i piosenkę. Różowowłosy musiał przyznać, że nie była to najgorsza wizja, dziewczyna miała wyobraźnię a tekst o tego typu problemach byłby świeży i oryginalny, dodatkowo też idealnie nadawał się na występ dzieciaków z liceum. Temat bliski wielu, więc przyjmie się go raczej pozytywnie. Że też sam na to nie wpadł, wstyd.
Kwestia tańca średnio do niego przemawiała, jednak stwierdził, że zawsze coś wykombinuje i nie będzie się z równie niezadowolonym Monsterem pchał na przód. Na pytanie o to, czy mają na oku jakiś wokalistów (z zaznaczeniem, że mają być przystojni) bez wahania odparł:
- Jin śpiewał, ma całkiem dobry głos. - odparł. - Gorzej z tańcem, jego zdolności są na poziomie Monstera. - uśmiechnął się, widząc niezadowolonego blondyna.
- Jestem raperem, nie tancerką.
Hoseok szturchnął go, krzywiąc się.
- Nie mów tak, bo oberwiesz.
- Jimin śpiewa? - zapytała Jess, przerywając im te dziecinne sprzeczki.
Yoongi zmarszczył brwi, patrząc na nią zaskoczony. Jeszcze tego brakowało, by ten napakowany gagatek występował z nimi,
- Twierdzi, że umie wszystko, więc pewnie jakieś tam zdolności posiada. - wzruszył ramionami Hoseok.
- To on też z nami będzie? - przegryzł wargę najstarszy, wbijając spojrzenie w Jess. Ta uśmiechnęła się delikatnie.
- Coś nie tak? Nie lubisz go?
- Nie, skądże. Nie mam z nim styczności, tak tylko pytam. - mruknął, opierając się o kanapę.
- O! Racja! Hoseok! Ten Twój słodki blondynek coś potrafi? Potrzebujemy jednego chłopaczka, na którego polecą szalone nastolatki, a na zdjęciach wyglądał rozkosznie.
Yoongi aż rozchylił usta, wbijając mordercze spojrzenie w bruneta. Że niby kto?
- Taehyung? Wiem, że tańczy, nawet całkiem nieźle.
Stop. Stop. STOP! Że JEGO Tae? Jak to JEGO? Na jakiej podstawie niby? Co ta kobieta gada? I oczywiście zasadnicze pytanie - czemu ten ciołek nie zaprzeczył?
- Taehyung też śpiewa. Coś kiepsko znasz swojego kolegę, Hoseok. - odparł wyraźnie niezadowolony różowowłosy, patrząc mu intensywnie w oczy. Brunet uśmiechnął się nieco niepewnie, jednak Yoongi mógł przysiąc, że widział w tych ciemnych tęczówkach jakiś błysk.
- Znam go od najważniejszej strony, jednak spokojnie. Niedługo będę wiedział więcej, niż Ty. Sukcesywnie nadrabiam braki.
W niższym aż się coś zagotowało. Nie rozumiał tej sytuacji, jednak bez wątpienia Hoseok stał się tego dnia jego prawdziwym rywalem w miłości. Mógł się domyślić wcześniej, w końcu się kręcił jak jakiś wrzód i był za blisko.
Czy to wszystko staje na głowie i los chce go wykończyć? Teraz ma na głowie napakowanego przystojniaczka, wielką gwiazdę Hoseoka, może jeszcze ktoś ma zamiar zacząć zarywać do jego chłopaka?
Uh. Tak nie do końca jego.
Zresztą jest jeszcze Jin.
- O! W takim razie porozmawiajcie z nim i zapytajcie, czy nie zechciałby dołączyć.
Szlag by to. Przecież jak będzie tam całe kółko wzajemnej adoracji... On, Jimin, Hoseok i Tae, z drugiej strony Jin. Ktoś zginie, nie było ku temu wątpliwości.



***



- Ten film był genialny! Może i zakończenie mogli zrobić inne, jednak i tak bardzo mi się podobało.
Jimin z Kookim wychodzili właśnie z sali kinowej, całkowicie rozluźnieni i zadowoleni. Wybrali się na jakąś głupią komedię, którą Ciastek chciał zobaczyć. Park nie bardzo, jednak i tak zaproponował wyjście, bo miał ochotę na oglądanie chłopaka. Obaj byli więc zadowoleni.
- Cieszę się, że było fajnie. To teraz co? Jedzenie? Burczy mi w brzuchu. - wyszczerzył się Park, obejmując go ramieniem. Młodszy skinął głową. Coś był ostatnio zbyt potulny. Dawał się nawet czasami objąć i już go nie wyzywał. Czyżby uderzył się w głowę?
Weszli do ładnie wyglądającej na zewnątrz restauracji. Wnętrze było urządzone w stylu wiktoriańskim, więc pewnie młodemu się spodoba, a wiadomo: zadowolony dzieciak, to więcej do macania dla Parka, chociaż musiał przyznać, że ostatnio już nawet jego zwierzęce zachowania jakby przycichły. Przez ten cały stres związany z jego szlabanem jakoś tak spoważniał i zaczął nawet myśleć, co nieczęsto mu się przecież zdarzało. Ten chłopak go zmieniał, zaczął się robić opiekuńczy i miły. Chociaż to już przy kontakcie z Tae zaczęło się objawiać. Może dojrzewał? Miał teraz dwóch maluchów, których musiał pilnować i których szczęście było dla niego bardzo ważne.
Nie wyobrażał sobie sytuacji, w której któremuś miałaby się stać krzywda, dlatego jego czas wolny uległ cięciom. Popołudnia w weekendy dla Ciastka, ranki dla Tae, w tygodniu wszystko na spontana. Przynajmniej miał wytłumaczenie na swoje nieuctwo, przecież musi ratować ich życia od nudy!
Przysiedli na fotelach i otworzyli karty. Może jakieś mięsko?
- Co bierzesz, Ciastek? Nie mam pomysłu, więc chcę to samo. - zagadał. Wziąłby małże, jedzenie ich mogło być w sumie seksowne, ale będzie udawał, że wcale nie jest erotomanem.
- Hm... Chyba jakiś makaron.
No i Ciastek zjebałeś. Pasta w żaden sposób nie była erotyczna. Chociaż jakby tak wciągał ten makaron...  Aż się uśmiechnął pod nosem.
Złożyli zamówienie.
Rozmowa zeszła na wiadomy temat. Jungkook był strasznie zafascynowany wizją tańczenia w zespole. Później szkoła, muzyka, znowu teatr, gdzie Jimin wymyślał sztuki, które nie istniały, byleby tylko zaszpanować "Bo to mało znane są, oglądałem w Europie!". Miał nadzieję, że Ciastek nigdy nie będzie tych nazw sprawdzał, bo wyjdzie na kłamcę i idiotę.
Koło jedenastej w nocy byli już pod domem młodszego. Już mieli się żegnać, gdy drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich matka chłopaka. Jimin szybko się skłonił, w końcu musiał być miły dla przyszłej teściowej.
- Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno odprowadzam Jungkooka, ale odrobinę straciłem poczucie czasu. - wypalił, skłaniając się nieco. Cholera, z młodymi ludźmi szło mu łatwiej.
Kobieta zlustrowała go uważnie wzrokiem.
- Witaj. Nie szkodzi, dziękuję, że o niego zadbałeś.
- Um. To jest Park Jimin mamo. - odparł Jungkook, nieco zestresowany. Matka chwilę nad czymś myślała, po czym aż się rozpromieniła.
- Och! Czyżby syn Park SooEun?
Jimin nieco się zdziwił, jednak tylko przytaknął głową. Co ma jego matka do rzeczy?
- Tak, zgadza się.
- Znam Twoją matkę z przyjęć. W każdym razie nie stójcie tak na dworze, wejdźcie do środka. - wpuściła ich do środka, odruchowo poprawiając włosy. Czyżby była odrobinę nawiedzona? - Jak się mają przygotowania do baletu, Jimin?
- Matka ciągle siedzi na próbach, prawie jej nie widuję, jednak sama pani rozumie. Takie przedsięwzięcie wymaga mobilizacji.
- To oczywiste. - wprowadziła ich do salonu. Naskrobała coś na telefonie, po czym przysiadła na fotelu, im wskazując kanapie. Gdyby Park wiedział, że czeka go poważna rozmowa z teściową, to jakieś kwiaty by kupił. Dobrze, że nie było ojca, bo zaraz by się zaczęły groźby, że jak go skrzywdzi, to mu siekierą ptaszka odetnie.
No cóż. Mimo wszystko to już poważny krok do przodu! Skoro poznał mamusię, to ślub jest kwestią czasu. Nie dość, że był genialny, to jeszcze szczęście go kochało.
- Słyszałam, że chcecie występować na konkursie. Zapewne tańczysz, zgadza się?
- Tak. Inna droga byłaby nieodpowiednia, w końcu moja rodzina jest mocno związana z tańcem i sztuką.
I się zaczęło. Ta nieznośna kobieta wypytywała go o wszystko, w życiu tyle nie nakłamał. Matka miała go za jakiegoś geniusza kulturalnego, on sam zaś przecież nie miał pojęcia, czym się różni pianino od fortepianu. W końcu wyglądało tak samo. A może to o organy chodziło?
W każdym razie gdy zakończyła wywiad było już trochę po północy, co ją wybitnie zaskoczyło. Wtedy też powiedziała coś, co obojga zwaliło z nóg.
- Może zostaniesz na noc? Niebezpiecznie jest tak chodzić samemu po nocach.
Dobra, Jest nawiedzona, ale już ją kocha!
- Och, nie chciałbym sprawiać pani i Jungkookowi problemów....
- Skądże, to z mojej winy tak się zasiedziałeś, więc to raczej ja sprawiłam Ci kłopot. Mamy wolne pokoje chyba, że chcesz nocować u mojego syna, ma dwa łóżka.
Bogini! Musi jej kupić coś dobrego!
- Hm. Dziękuję, w takim razie chętnie skorzystam. Mogę spać u Jungkooka, przynajmniej rano się nie zgubię. - uśmiechnął się niewinne, zaś w środku cieszył się jak małe dziecko.
- No to Jungkook, zaprowadź kolegę i daj mu coś na przebranie. Dobranoc!
Chłopcy skinęli głowami i ruszyli na górę. Kookie chyba był nieco zawstydzony, jednak to matka rządziła, prawda?
- Pierwszy raz ktoś u mnie nocuje... - mruknął ledwo słyszalnie, na co Park jeszcze bardziej się rozpromienił. Będzie jego pierwszym w każdym aspekcie!
- Zaczynasz się rozkręcać, Ciastek. Nie martw się, wspólne nocowanie jest zabawne.
Weszli do środka. Pokój Ciastka był typowy dla kujonka z dobrego domu. Masa książek, idealny porządek. Cały on.
Po chwili otrzymał jakieś ubranie a młodszy wskazał mu łazienkę. Żałował, że nie zabrał ze sobą swoich najseksowniejszych perfum, młodszy sam by mu wskoczył do łóżka. Mimo wszystko i tak trzeba doceniać to, co się ma. Zobaczy go rozczochranego z samego rana, cóż za słodycz!
Gdy się ogarnął nagle go olśniło.
- Tae! - mruknął do siebie, po czym szybko wykręcił numer Hoseoka. Miał nadzieję, że ten głupek nie spał.
- Co chcesz Jimin?! Wiesz, która jest godzina?
- Jest interes. Wbij po Tae pod galerię, bo zostaję na noc u Ciastka i nie mam możliwości. Koło 5, dam mu znać, że ma o tej skończyć imprezowanie.
- Och... No spoko, nie ma sprawy, tylko co on tak znowu szaleje? - jego głos od razu zrobił się przyjemniejszy. Przypadek?
- Ma wielu znajomych, przecież wiesz, że nie da się go nie kochać. W każdym razie dzięki! Wiszę Ci piwo!
I się szybko rozłączył, po czym wyszedł z łazienki, gdzie na łóżku siedział już wykąpany chłopaczek.
- Tam jest Twoje łóżko.
- Przecież nie pójdziemy spać tak wcześnie. To Twój pierwszy raz, musisz go zapamiętać. - wyszczerzył się i wskoczył na jego łóżko zadowolony. Może by wykorzystać technikę Hoseoka? Jakiś film, potem gryzienie w nos... Ciastek jest trochę ułomny seksualnie, trzeba się z nim cackać jak z dzieckiem.
No ale to idealna okazja.
Nie spieprz tego, Jimin!






Zapraszam do komentowania ;)




sobota, 30 maja 2015

22. I need U boy

Yoongi siedział na masce samochodu tuż przed szkołą. W końcu po kilku dniach zwlekania postanowił zobaczyć się z Tae i z nim porozmawiać. Ostatnio wszystko się pokomplikowało, sam nie wiedział, co ma myśleć i co zwyczajnie czuje. Był zraniony, nie dało się tego ukryć, jednak czy on sam nie postąpił nieodpowiednio kochając się z Jinem?
Po pamiętnej nocy ich stosunki stały się nieco dziwne. Szatyn chodził jakby szczęśliwszy i korzystał z okazji, byleby go tylko objąć czy dotknąć. Nie było to nieprzyjemne, to właśnie najbardziej go stresowało. Przecież w jego sercu był Tae, jak więc mógł tak lekko przystać na głębszą relację z hyungiem? Czy nie była to w jakiś sposób zdrada jego miłości? Jeśli tak, czemu nie czuł wyrzutów? Czy to przez wzgląd na związek blondyna? W końcu on pierwszy sobie znalazł faceta, co różowowłosemu pozostało? Z drugiej strony uczucie te musiało być słabe, skoro nie płacze i pieprzy się z innym...
Nie zostało mu nic innego jak spotkanie i rozmowa. Gdy staną oko w oko, to serce samo powinno mu podpowiedzieć, prawda?
Zadzwonił dzwonek. Cholera, miał głupie deja vu, w końcu ostatnio też czekał w tym samym miejscu na blondyna, by z nim poważnie porozmawiać. Wtedy wrócił do domu zły na siebie, ale szczęśliwy, czy i tym razem tam będzie?
Dostrzegł go niemal od razu. Szedł sobie roześmiany z Hoseokiem i Jiminem, co niezbyt mu się spodobało, chociaż nieco się zdziwił. Park zerkał ciągle w telefon niezadowolony, zaś Jung szturchał blondyna, wpatrując się w niego nieco zbyt intensywnie. Co do cholery się tutaj dzieje?
- Taeś! - machną ręką, krzycząc jego imię. Blondyn uniósł głowę i przez ułamek sekundy się w niego wpatrywał, po czym zaczął biec w jego stronę, od razu zarzucając mu ręce na szyję.
- Hyung! Co Ty tutaj robisz? - wtulił się w niego mocno. Yoongi objął go w pasie, gładząc po plecach, po czym zerknął na pozostałą dwójkę, uśmiechając się odrobinę złośliwie.
- Siema Hoseok i... Jimin, tak?
Niezadowoleni bruneci siknęli głową, co dodatkowo sprawiło, że poczuł się lepszy. W końcu to on ściska Tae, nie oni. Pewnie Parkowi żyłka zaraz pęknie i tyle będzie z ich związku.
Ups. Czyżby był zbyt wredny?
- Wybaczcie, ale porywam mojego słodziaka na obiad. - odparł po czym puścił Tae i otworzył przed nim drzwi. Młodszy pomachał kolegom i wsiadł bez oporów, Suga zaś szybko zatrzasną za nim drzwi, po czym odwrócił się do chłopaków. - Hoseok... W niedzielę widzimy się u Monstera, postaraj się pomyśleć nad konceptem. Teraz żegnam!
I wsiadł, odjeżdżając niemal od razu. Zerknął na zadowolonego blondaska, przegryzając wargę. Standardowo nie mógł się nim nacieszyć, serce aż zrobiło fikołka w jego klatce piersiowej, tak mocno uradował go widok malucha. Gdyby nie fakt, że prowadził, to rzuciłby się na niego i wyściskał za wszystkie czasy. Czy to już nie podchodziło pod obsesję?
- Przepraszam Cię za weekend, ale miałem egzamin i sam rozumiesz... - skłamał, przegryzając niepewnie wargę. Nie powinien tak się zachowywać, jednak czasami trzeba było łgać. To będzie pierwszy i ostatni raz.
- Jasne, nie ma problemu. Nauka jest najważniejsza hyung. - wyszczerzył się okularnik.
- Nie nudziłeś się sam? Powiedziałem Ci o tym na ostatnią chwilę, aż mi głupio...
- Och, nie nie. Hoseok zabrał mnie na wycieczkę, nie było mnie w Seulu przez trzy dni.
Yoongiemu aż zadrgała brew.
- Jak to z Hoseokiem? Gdzie? Co robiliście? - rzucił, nie zastanawiając się nad tym, że takie wypytywanie było nie na miejscu.
- Miał zarezerwowany pokój, więc powiedział, że mogę jechać z nim. Spacerowaliśmy, byliśmy na basenie, oglądaliśmy horrory i anime...
- Przecież Ty nienawidzisz horrorów, boisz się ich... - mruknął niezadowolony.
- Hyung się uparł, by obejrzeć. Potem w nocy bałem się wyjść do toalety i musiałem go budzić, by mnie odprowadził. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak głupio się wtedy czułem! - jęknął blondyn, rozkładając ręce w geście bezradności. Sudze się ta opowieść ani trochę nie podobała. Czyżby Hope stał się jego kolejnym rywalem?
- Uh, czekaj... Jak to go obudziłeś? Spaliście w jednym pokoju?
- W sumie to w jednym łóżku, bo było późno i nie chciało mi się wracać do drugiego pokoju. - wzruszył ramionami Tae, nieświadomy tego, że w środku Yoongi się niemal gotował, planując już śmierć tego tancerzyka od siedmiu boleści.
- Co na to Jimin? Nie zabronił Ci jechać ot tak?
- Och... Był zaskoczony, ale raczej nigdy mi nie zakazywał niczego. Powiedział tylko, że mam na siebie uważać i nie upijać się jak świnia, bo mi wtedy odbija.
- Rozumiem. - skinął głową różowowłosy, chociaż tak naprawdę niewiele kumał z tych relacji. Tae był z Jiminem, ale jeździł na romantyczne wycieczki i spał w jednym łóżku z Hoseokiem, tamten zaś nie był zazdrosny. Teraz też niby był zły, ale nic nie powiedział, nawet go nie pocałował na pożegnanie. Co to za powalony związek?! Trzeba się chyba podpytać. - Jak Ci się układa z tym całym Jiminem? Jest dla Ciebie dobry?
- ChimChim jest cudowny! Ciągle mnie karmi, pilnuje, odprowadza do domu i zawsze jest przy mnie, gdy go potrzebuję.
Nie podobały mu się te słowa. Liczył bardziej na coś w stylu 'Jest spoko, ale i tak to Ciebie kocham'. No dobra, poniosło go, ale i tak by mu się to spodobało. Mimo wszystko musi im się układać.
- Długo już... Jesteście ze sobą blisko? - zapytał, zerkając na niego kątem oka.
- Od początku świetnie się dogadywaliśmy, z czasem staliśmy się sobie bliscy. Nadajemy na tych samych falach, chociaż strasznie się różnimy. Czemu o to pytasz?
- Tak o. Nie znam go, więc chciałem się coś dowiedzieć. Nie chciałbym, byś zadawał się z nieodpowiednimi ludźmi, a on wygląda na podrywacza.
Taehyung zachichotał, uchylając nieco okno.
- Jimin jest podrywaczem, bywa szalony, jednak w środku to naprawdę kochany chłopak i jak mu zależy, to wychodzi z siebie. On sam się do tego nie przyzna, ale ja widzę jego niektóre reakcje i potrafię je odpowiednio zinterpretować. To część jego osobowości, tę drugą połowę można poznać tylko przy bliskim kontakcie. Ileż to razy przyjeżdżał po mnie w nocy i odwoził do domu, bo się za bardzo upiłem i nie miałem siły samemu wracać... Bronił mnie cały czas, poznał ze swoimi znajomymi. Nie masz się o co martwić hyung. - przegryzł dolną wargę, uśmiechając się następnie szeroko. - W każdym razie chyba nie o tym chciałeś porozmawiać, prawda?
Yoongi rozchylił wargi zaskoczony, po czym jednak szybko je zacisnął, parkując samochód pod swoją ulubioną restauracją. Dobrze, że ten głupi brunet dbał o Tae, jednak czy nie powinni pozostać tylko przyjaciółmi? Suga widział, że tamten był naprawdę przystojnym i seksownym facetem, zapewne mocno dominującym, zaś ludzi ciągnie do bad boyów, jednak czy on sam nie wyglądałby lepiej przy Kimie? Bez wątpienia tak!
- Chciałem Cię zobaczyć, Tae. Cholernie się stęskniłem i muszę Cię wyściskać. - odparł, po czym złapał go za szczupłe ramiona i przyciągnął do siebie. Miał mętlik w głowie, w sumie jeszcze większy niż wcześniej. Gdy był z Tae, to zapominał o całym świecie, jednak pieszczoty z Jinem też mu się podobały i podczas nich blondyn jakoś wylatywał z jego głowy. Czy to nie było chore? Ten świat stanął na głowie i to on musi coś z tym zrobić, zaś nie potrafił.
- To kochane hyung. Ja też tak bardzo tęskniłem! - młodszy wtulił twarz w jego szyję, na co różowowłosy zareagował cichym mruknięciem. Cholera. Chętnie by go pocałował, wtedy od razu wiedziałby, czy ma w to brnąć i dążyć do celu po trupach, jednak jak mógłby od tak zaatakować jego niewinne usteczka? I tak skradł mu pierwszy pocałunek, przynajmniej miał taką nadzieję... Nie wiedział przecież od kiedy jest z tym Parkiem na poważnie. Poza tym jeśli Tae tamtego kocha, to doprowadziłby go do stanu, w którym czułby wyrzuty, nie chciał sprawiać mu problemów, już sam wolał sobie pocierpieć w spokoju, niż skrzywdzić tego malucha. Życie to jakiś chory dramat, bądź nieśmieszna komedia. Czemu tylko to właśnie on ma robić za błazna?



***


Był już piątek. Kookie otrzymał całkowity zakaz uczęszczania na tańce, co doszczętnie go załamało. Siedział w pokoju, szlochając cicho w poduszkę. Nigdy, ale to nigdy nie płakał, teraz zaś po prostu rozkleił się jak dziecko, ściskając w dłoniach swój czerwony kocyk jak jakiś szaleniec.
Jak będzie mógł kontynuować te znajomości, skoro straci najlepszą okazję na spędzanie czasu z zespołem? Przecież nie przyjaźnił się jakoś bardziej z żadnym z nich, więc pewnie Hoseok, Tae czy Yoongi go oleją, bo po lekcjach nigdy się z nimi nie widywał. Namjoon teraz miał Jess, pewnie z nią będzie spędzał większość czasu. Kto mu zostanie? Tylko Jimin. Jakie szczęście go spotkało, że miał tego głupiego chłopaka! Już nawet nie potrafił się na niego gniewać. Co przerwę, przez cały ten tydzień siedział z nim w klasie i poprawiał mu humor, ciągle marudząc, że coś wymyśli i mu pomoże. Powiedział też, że nawet gdy już nie wróci do zespołu, to nadal będą się przyjaźnić. Czy to nie było kochane? A on od początku tak po nim cisnął i był niemiły. Teraz osoba, której tak nie lubił, została przy nim do końca... Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, czy jakoś tak...
Dramatyzował, jednak nie wiedział co ze sobą począć. Pozostało mu tylko marudzenie, więc z uporem maniaka to czynił. Chciał tańczyć. Pragnął tego! Czemu odebrano mu jego największe szczęście?

Usłyszał głośny dźwięk dzwonka. Niechętnie wstał i wytarł oczy rękawem, po czym powoli ruszył na dół, w stronę drzwi. Matka była zajęta jakimiś papierami, więc nie miał wyjścia, musiał się tym zająć sam, bo gosposia miała przyjechać dopiero w okolicach obiadu.
Otworzył drzwi i aż rozchylił usta zaskoczony.
- Cześć Kookie! - blondwłosa dziewczyna objęła go mocno, klepiąc po plecach. Nieco niepewnie odwzajemnił uścisk, pociągając nieco nosem. Co ona tu robiła?
- Jess? Co się stało? - zapytał, gdy ta odsunęła się od niego. Wpuścił ją do środka, nie spuszczając wzroku z jej zadowolonej twarzy.
- Mam sprawę do cioci, jest w gabinecie? - odparła, poprawiając swoje spięte włosy. Wyglądała gustownie jak zawsze. Dopasowane, eleganckie spodnie, biała koszula i marynarka z krótkim rękawem. Nic dziwnego, że Namjoon na nią poleciał, była śliczna... Och, stop. Skończ marudzić Kookie!
- Tak coś tam pisze.
- To dobrze. - skinęła głową i ruszyła przed siebie. Zapukała do drzwi i zniknęła za nimi, jednak Jungkook dostrzegł, że nie zamknęła ich, tylko przymknęła. Wiedział, że to niegrzeczne, jednak cichutko zakradł się i przystanął przy szparze.
- Miło Cię widzieć Jessico! Jak tam studia?
- Wszystko w porządku. Jakiś czas temu wróciłam z konferencji w Japonii, teraz mam już troszkę więcej wolnego czasu, wiele istotnych spraw zostało tam wspomnianych, przyda mi się do egzaminów. Początkowo miałam ochotę dać sobie spokój z wyjazdem, jednak skoro byli tam najlepsi specjaliści w dziedzinie medycyny, to grzechem było nie skorzystać z takiej szansy.
- Masz rację. Dobry lekarz zawsze powinien być ze wszystkim na bieżąco, medycyna co chwilę ulega modyfikacjom, jeśli raz odpuścisz, to później będzie coraz ciężej nadrobić braki. Jednak jesteś mądrą dziewczyną, poradzisz sobie, leczenie masz we krwi.
- Nie da się ukryć. Nie mówmy jednak o tym. Co tam u Ciebie, ciociu? Jak zdrowie?
I zaczęły jakąś głupią dyskusję o akcji charytatywnej. Plotki, jak to kobiety. Już miał odejść, gdy Jess wspomniała jego imię.
- A jak tam tańce Jungkooka?
- Musiał to zakończyć, odrobinę narozrabiał.
Kookie przystanął i jeszcze bardziej przysunął ucho do szpary. Co te baby...
- Och. jak to? Cóż takiego się stało?
- Wrócił z przyjęcia pijany, tak się nie godzi.
- Ależ ciociu... Czyżby chodziło Ci o zabawę u Namjoona?
- Owszem. Znasz tego człowieka z tego co wiem. Odrobinę nieodpowiedzialny z niego człowiek.
- Niestety nie mogę się zgodzić, jednak zacznę od początku... To, że Jungkook napił się za dużo, było tak naprawdę moją winą. Nie spodziewałam się, że aż tak źle to się skończy, inaczej przybiegłabym z wyjaśnieniami. Mój błąd.
Kookie zmarszczył brwi, nie wiedząc o co chodzi. Upił się przez swoją depresję, nie przez nią, co więc ta kobieta bredziła?
- Nie rozumiem. - głos matki był odrobinę poważny.
- Te przyjęcie... Namjoon urządził je, by ze znajomymi uczcić swój związek. Nie wspominałam o tym, jednak od jakiegoś czasu się spotykaliśmy. Wiesz jak to jest z tego typu wiadomościami... Jungkook był nieco zaskoczony, wypiliśmy trochę wina, potem zaś dziwnie wyszło i pomyliliśmy szklanki. Zazwyczaj piję mocne alkohole, moja głowa wiele zniesie, zresztą to podobnie jak i Twoja ciociu, jednak Jungkook... Mieszanie nie było dobre, jednak zbyt późno się zorientowaliśmy. Byłam wtedy zbyt szczęśliwa i nieuważna, nawet się nie zorientowałam, że piję soczki Kookiego. Oczywiście zachowywał się odpowiednio, nie robił scen ani nic z tych rzeczy, jednak zapewne trochę kręciło mu się w głowie. - usłyszał jej ciche westchnięcie. - Wiem, że zbyt późno się z tym obudziłam, jednak nie sądziłam, że tak zareagujesz. Kookie mógł Ci to powiedzieć, ale chyba się zawstydził, bo to jednak chłopiec. Męska duma nie pozwoliła mu na przyznanie się, że tak łatwo odlatuje. Jednak to naprawdę grzeczny chłopak. Wszyscy byli nim zachwyceni.
Monolog Jess trwał długo, Kookie aż przyklęknął, nie wierząc w to, że ta dziewczyna potrafi tak zmyślać. Opowiadała o tym, jak jej znajomi z uczelni zachwycali się jego inteligencją, że znał biologię na tak wysokim poziomie, że normalnie dyskutował ze studentami. Gorszych bredni nie słyszał...
- Jeśli ktoś powinien zostać ukarany, to chyba tylko jak, bo narobiłam problemów. Nie gniewaj się na niego.
- Naprawdę jesteś z tym blondynem? Wydawał się być naprawdę inteligentnym młodzieńcem, gdy przyjechał raz po Jungkooka, jednak nie spodziewałam się, że to Twój chłopak.
- Nie chcieliśmy się z tym afiszować. Woleliśmy, by było to przemyślane.
- I prawidłowo... Jednak co do mojego syna. Nie wiem, co to za ludzie, z kim on tańczy. Jeżeli wkręcą go w złe towarzystwo?
- Nie martw się o to. Zajęcia prowadzi Jung Hoseok, tańczyliśmy tam razem i przyjaźnimy się do dzisiaj. To jeden z lepszych tancerzy, z jakimi miałam styczność, naprawdę pomoże Jungkookowi się rozwinąć. Nie mógł być w lepszych rękach. Co do reszty, to to naprawdę w porządku ludzie. Część znam z moich czasów liceum, jednak Ci nowi też wydają się być mili i odpowiedzialni, Hoseok jest bardzo wybredny i wybiera tylko najlepsze jednostki pod względem umiejętności czy kultury. Poza tym Jungkook najbardziej trzyma się z Park Jiminem, który przez całe przyjęcie opiekował się Jungkookiem, cięgle też go wspiera. Poza tym kojarzysz jego matkę. Park SooEun, dyrektorka szkoły baletowej. Organizowałaś z nią bal trzy lata temu.
- Och, SooEun? Nie wiedziałam, że mój syn zna jej dziecko.
- I owszem, przyjaźnią się. Wiesz jaka to rodzina, niezwykle kulturalni i porządni ludzie, wręcz koreańska elita sztuki. Nie sądzę, by ich syn mógł wywrzeć na Jungkooku zły wpływ, raczej tylko go dokształci. Z tego co słyszałam, to nawet zabiera go na weekendy do opery, więc ta znajomość wywrze pozytywny wpływ na wnętrze mojego kuzyna.
Kookie przysiadł, chowając usta za dłonią. Skąd Jess to wszystko wiedziała? Nie opowiadał nikomu o spotkaniach z Jiminem, zresztą sam nawet nie znał ich rodziny, a ona na imprezie dopiero go poznała... Co ona w ogóle mówi? Nie ogarniał sytuacji. Przyszła i zwyczajnie zaczęła wymyślać, by matka przestała się gniewać i jeszcze nieco zbyt mocno nagina prawdę odnośnie jego znajomych z zespołu. Nawet zaczęła wspominać o Taehyungu, a przecież on tylko siedział i rysował jakieś ludziki w zeszycie, nie tańczył z nimi! Swoją drogą nawet on nie wiedział, że ten blondyn jest jednym z najmądrzejszych dzieciaków w Korei, wyglądał bardziej na idiotę...
Potem zaś niemal go zabiła.
- Poza tym ciociu. Czy nie warto zainwestować trochę w Kookiego i zrobić z niego idola? Na konkursie będzie masa ludzi z agencji muzycznych, jeśli go zauważą, to ma szansę na wielką sławę i karierę. Masz już jednego syna, który przejmie interes po wujku, może lepiej go pchnąć w świat muzyki, póki jest młody i ładny? Na prawo może pójść później, jak zda wybitnie maturę, to dostanie się wszędzie.
- Jungkook i bycie gwiazdą? Nie przesadzasz?
- Skądże. Oczywiście nie chodzi mi tylko i wyłącznie o taniec, przecież brał lekcje śpiewu, prawda? Mój Namjoon zajmuje się tworzeniem muzyki, dodatkowo wraz z dwoma znajomymi chce stworzyć piosenkę na konkurs wokalny, więc może połączymy ich siły i stworzymy zespół? Nie uważasz, że mógłby zaistnieć, skoro potrafi wszystko?
- Myślisz, że to by miało w ogóle jakieś szanse?
- Oczywiście, a ja się osobiście postaram, by to Jungkook został główną gwiazdą.
- Pozostali o tym wiedzą?
- Dowiedzą się. Przecież wiesz, że rodzina to dla osób z nasza krwią priorytet, jestem w stanie mu pomóc.
- Jess... Mam do Ciebie ogromną słabość i ufam Ci jak nikomu innemu. Daję Ci wolną rękę, więc rób to, co uważasz za słuszne. Swoją drogą cieszę się, że w końcu znalazłaś sobie odpowiedniego partnera. Mam nadzieję, że nigdy nie nabroi.
- Dziękuję ciociu. Zaręczam Ci, że na lepszego nie mogłam trafić.
Kookie usłyszał dźwięk odsuwanego krzesła, zerwał się więc i pędem ruszył na górę do swojego pokoju.
Czy on śnił, czy po raz kolejny ktoś urobił mu matkę na całej linii? Dobrały się blond bestie, nie ma co!
Przysiadł na łóżku, wbijając wzrok w ścianę. Musiał sobie wszystko uporządkować w głowie.
Jess nakłamała, by go kryć.
Jess wie więcej, niż on sam o swoich znajomych.
Jess właśnie sprawiła, że wróci na zajęcia taneczne.
Jess sprawiła, że jego matka będzie ufała jego znajomym.
Jess chce zrobić z niego gwiazdę.
Jess postanowiła stworzyć zespół, o którym wie tylko ona.
Czy Jess była szalonym aniołem?



***



Jimin siedział jak na szpilkach, wgapiając się w ekran telefonu. Dzisiaj mijał termin, podczas którego matka Jungkooka miała ochłonąć. Miał zamiar zadzwonić i wprosić się do chłopaka, by jakoś z nią pogadać. Nie wiedział, czy to dobry pomysł, jednak nie chciał, by Kookie cierpiał. Powoli wybrał jego numer i przyłożył telefon do ucha.
- Jimin! Nie uwierzysz! Mama pozwoliła mi wrócić do zespołu! - rozległ się szczęśliwy krzyk Ciastka, na co Jimin aż wytrzeszczył oczy. Że co proszę?
- Jak to? Co się stało?
- Nie jest to istotne... Po prostu mogę wrócić, hurra!
Park chwilowo się zawiesił, po chwili jednak wyszczerzył się sam do siebie. Nie słyszał go nigdy aż tak szczęśliwego, całe szczęście, że wszystko się ułożyło.
- Cieszę się. Może pójdziemy to uczcić i gdzieś skoczymy? Co Ty na to?
- Oczywiście! Potrzebuję miętowej czekolady. Tylko mama powiedziała, że mam podejść po coś do Namjoona, więc może pójdziemy razem?
- Spoko, podjadę pod Ciebie za pół godziny. Ogarnij się szybko!
- Okej!
I się rozłączył. Brunet wpatrywał się przez dobrą minutę w swoją komórkę, nie wierząc własnym uszom. Ten dzieciak od razu przystał, nie marudził, nie wypytywał... Świat się kończył?

Punktualnie stał już pod domem, z którego w tym samym momencie wyskoczył Kookie. Młody prawie go przewrócił, gdy ścisnął go z całej siły, doprowadzając do szaleństwa. Czy on właśnie się na niego rzucił?
- To najlepszy dzień mojego życia hyung!
Jimin uśmiechnął się i otworzył przed nim drzwi, nie chcąc marnować czasu.
- Też się cieszę, maluchu. Nudno było bez Ciebie na próbach, nie miałem się z kim wygłupiać.
- Ja też tęskniłem. Brakowało mi nawet tych Twoich głupich docinek i...
Tutaj się zaciął, a Park mógł z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, ze zauważył na jego policzkach rumieńce. Zaśmiał się tylko, ruszając szybko w stronę domu blondyna.
- Co masz tam do załatwienia?
- Mama nic mi nie powiedziała, więc sam nie wiem.
Jimin zdziwił się. Co to za dziwne romanse ta pani Jeon odprawia? I to jeszcze z Monsterem?

Całą drogę śmiali się i wygłupiali, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ciastek był całkowicie na luzie, co sprawiało, że aż się Jiminowi cieplej na sercu robiło.
- Jesteśmy. - zaparkował pod budynkiem, po czym wyszedł z Kookiem i ruszyli w stronę drzwi. Niemal natychmiast otworzyła im Jess, każąc wejść do środka.
- No nareszcie. Wchodźcie, mam coś ważnego do zakomunikowania.
Chłopcy posłusznie ruszyli do salonu, gdzie siedział już blondyn i Hoseok, zajadający się frytkami. Wszyscy chyba niezbyt ogarniali o co chodzi, bo spojrzeli na Jimina wzrokiem nieskalanym wiedzą.
- O co tu chodzi kochanie? - jęknął nieśmiało Namjoon, patrząc na dziewczynę, która coś notowała w swoim zeszycie.
- Zaraz się dowiesz. Pierw przynieś ten karton z korytarza, bo nie chcę go targać.
Chłopak posłusznie to uczynił, jakby był co najmniej jej służącym. Park był pewien, że to ona w tym związku rządziła, Monster był tylko do zaspokajania jej potrzeb, pantofel jeden!
Po chwili na środku pokoju stał pokaźny pakunek. Jess wskazała na Kookiego. - To dla Ciebie, jednak teraz jest to najmniej ważne. Przechodzimy do sedna.
I bez większych oporów oznajmiła im, że mają brać udział w części mieszanej konkursu. Wszyscy patrzyli na nią jak na upośledzoną, Kookie zaś jakby się uśmiechnął?
Jimin nie wiedział co myśleć. Nigdy nie brał pod uwagę tego, że mieliby połączyć siły i coś stworzyć. Piosenka z tańcem to naprawdę masa roboty, czy daliby radę w tak krótkim czasie stworzyć coś dobrego?
- Jess, skarbie. Czy Ty się przypadkiem nie rozpędziłaś? Mamy trzy miesiące, a nawet nie wybraliśmy tematu piosenki. - westchnął blondyn, po długiej ciszy.
- Ja mam temat, musicie tylko napisać tekst i stworzyć muzykę, Hoseok zajmie się choreografią, mogę Wam pomóc.
- Ja nie tańczę Jess...
- To zaczniesz, twoja twarz jest plastyczna, będziesz nadrabiał wyglądem. Najwyżej staniesz z tyłu, coby wstydu chłopakom nie narobić. - odparła jak gdyby nigdy nic, wzruszając ramionami. Hope podrapał się po głowie, krzywiąc się nieco.
- Noona... Co to za pomysł? O czym chcesz stworzyć piosenkę? Myślimy o tym od miesiąca i nie wpadliśmy na nic interesującego, jak niby Ty mogłaś coś odkryć?
- Nie zapominaj, że jestem dobrym obserwatorem.
- No więc? O czym mamy rapować?
- O Kookiem oczywiście.
Najmłodszy wytrzeszczył oczy, rozchylając usta w niedowierzaniu. Jimin parsknął śmiechem. Ta Jess była naprawdę jakaś nienormalna. Chociaż piosenka o krągłościach Ciastka mogłaby zrobić furorę.
- Że jak to o mnie?
- Nie dosłownie, ale Twoje życie mnie natchnęło. Wybrałam już nawet tytuł.
- Jaki, szalona kobieto?
- No more dream, kochanie. Będziesz śpiewał, cieszysz się? - uśmiechnęła się i podała notes swojemu chłopakowi.
- Ale Jess... - zaczął Kookie, krzywiąc się nieco. - Mam masę nauki, kiedy niby mam nad tym pracować?
- A myślisz, że co w tym kartonie się znajduje? Nie słodycze. Otwórz, a zrozumiesz.
Najmłodszy doczłapał się do pakunku i otworzył go. W środku była masa notatek, zeszytów i jakiś prac.
- Co to?
- Notatki głąbie.
- A dokładniej?
- Zebrałam wszystkie moje materiały z czasów liceum, część też zabrałam znajomym, którzy kiedyś chcieli to wyrzucić. Masz tutaj opracowane tematy na szóstki, od aktualnych studentów prawa i medycyny. Wszystko na postawie najlepszych książek, nie będziesz musiał już uczyć się z podręcznika, tutaj jest wszystko to, czego potrzebujesz, by mieć odpowiednie oceny. - wszyscy zamrugali, zerkając do środka, kobieta zaś kontynuowała. - Wiem, że to przekręt, ale i tak nie idziesz na nic związanego z chemią i biologią, więc masz tam też gotowe referaty, wystarczy je przepisać i oddać, wasze nauczycielki mają sklerozę, wiem z doświadczenia.
- Mogę pożyczyć? - jęknął Jimin, patrząc na nią błagalnie. Gdyby miał ten karton skarbów... Jego życie stałoby się piękniejsze! Dostawałby same dobre oceny i wzięliby go za geniusza!
- O ile wystąpicie, to róbcie co chcecie. Teraz należy to do Ciasteczka.
- Myślisz, że podołam? - spojrzał na nią pytająco młodszy, przegryzając wargę.
- Powiem tak... Co macie do stracenia? Po co rozdzielać siły, skoro możecie za jednym zamachem zrobić wielkie show taneczne, jak i wokalne? To zaoszczędziłoby Wam masę czasu Hoseok, prawda? A i większą sensację zrobicie.
- Skąd taki pomysł? Nagle z tym wyskoczyłaś... - zapytał Namjoon, odchylając głowę do tyłu.
- Chcę dla Was jak najlepiej, chłopcy. Poza tym chcę się pochwalić koleżankom, że moi przyjaciele są w telewizji. - wyszczerzyła się szeroko.
Co za kobieta... Najgorsze jednak było to, że chyba każdy na ten pomysł przystanie.







Zapraszam do komentowania ;)