Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2015

7. I need U boy

Ostrzeżenia : wulgarne słownictwo, dzieci niech nie czytają ;)





- Pocałuj mnie hyung.
Stał przed nim. Wysoki, piękny, ze smutnym uśmiechem na ustach.
- Hyung, kochasz mnie jeszcze? - blondyn przysunął się do różowowłosego i położył dłoń na jego policzku. - Zapomniałeś o mnie? - w jego oczach malował się smutek, wręcz rozpacz. Pojedyncze łzy skapywały po zaróżowionych policzkach, raniąc przy tym serce starszego chłopaka.
- Taehyung... - wysapał Yoongi, nie mogąc zapanować nad własnym ciałem. Nie mógł odpowiedzieć inaczej. Nie mógł skłamać. Powoli wplótł więc palce w miękkie kosmyki i przyciągnął twarz młodszego do siebie. Czemu miał się oszukiwać? Oboje wiedzieli, że nie mógł bez niego funkcjonować, że te lata bez kosmicznego uśmiechu były dla niego piekłem i katorgą.- Nigdy o Tobie nie zapomnę. Kocham Cię całym sobą. - wyszeptał, patrząc szczerze w te czekoladowe oczy.
- Nie możesz przestać hyung. Nie możesz wykasować mnie ze swojej głowy. Kochaj mnie zawsze, kochaj mnie wszędzie. Kochaj mnie hyung...
Różowe wargi przywarły do ust starszego i delikatnie je ucałowały. Suga nie wiedział jak ma się zachować, jak zareagować. Miał ochotę się na niego rzucić, chciał nadrobić wszystkie stracone okazje, każdy dzień bez niego.
Nieco brutalnie wsunął język do jego ust, penetrując dokładnie jego wnętrze. Nie mógł się powstrzymać, chciał go mieć całego dla siebie. Teraz, tutaj.
- Kocham Cię Tae. Pragnę Cię.
Przyciągnął go na swoje kolana, obejmując jedną ręką w pasie. Druga zaczęła wodzić po chłopięcej klatce piersiowej, zachłannie badając każdy milimetr jego miękkiej skóry.
- Nie zostawiaj mnie hyung.
- Nie zostawię...

Różowowłosy zerwał się z łóżka, rozglądając dookoła. Na jego twarzy malowało się przerażenie, z czoła spływały mu pojedyncze krople potu.
- To tylko sen...
Sięgnął po wodę i upił kilka łyków. Dlaczego śnił mu się Taehyung?
Schował twarz w dłoniach, starając się nie myśleć o sterczącej męskości. Nie dość, że był wytrącony z równowagi, to jeszcze podniecił się przez tak nierealną bajeczką. Szlag by to wszystko trafił! Jak ma sobie ulżyć, skoro teraz w głowie ma tylko ten pieprzony pocałunek, ten słodki oddech i mokry język? Nie może przecież zwalić sobie myśląc o nim! Czuł się już wystarczająco podle...
Opadł na łóżko i wbił wzrok w sufit. Tak teraz mają wyglądać jego noce? Będzie miał mokre koszmary o tym zdrajcy, po przebudzeniu zaś będzie mu stał na baczność? Dlaczego los tak bardzo sobie z niego kpi?
Czemu też w tym głupim śnie mówił takie rzeczy? Czyżby nadal go kochał?
Sam nie wiedział. Oczywiście ciągle sobie powtarzał, że to koniec, że czuje do niego tylko żal i nienawiść. Jednak przecież jego reakcje mówią same za siebie... Gdy go zobaczył od razu stwierdził, że wyładniał. Stał się przystojnym mężczyzną, chociaż nadal ociekał słodyczą, on zaś uwielbiał słodkości. Dlatego nazywa się Suga.
Czy jest sens udawać? Przecież to logiczne, że nadal go do niego ciągnie. Ileż to nocy poświęcał na przeglądanie starych zdjęć, które gładził palcami niczym psychopata? Ile to razy wyobrażał sobie ich noce, chociaż powinien go już wymazać z pamięci? Może i ostatnio się uspokoił, jednak na cóż się to zdało, skoro teraz na samą myśl o tych pierdolonych wargach podnieca się tak mocno, że aż go boli?
Zdenerwowany schował się pod kołdrą i zsunął bokserki.
Nienawidzę go.
Nienawidzę go.
Niech kurwa ktoś ugasi ten pieprzony ogień!


***


Gdy usłyszał dzwonek go bramy, jego serce niemal podskoczyło. Szybko wybiegł z salonu i nacisnął odpowiedni przycisk.
Wdech, wydech. Był nieco roztrzęsiony, w końcu niecodziennie ktoś przychodził do jego domu. Wprawdzie miał zamiar tego uniknąć, jednak matka nie była zbyt zadowolona, gdy oświadczył jej, że ma zamiar gdzieś wyjść. Po części ją rozumiał, w końcu nie wychodził nigdzie z nikim, a już na pewno nie wieczorami i nie na imprezy. Stwierdziła, że musi poznać pierw jego kolegę, inaczej nigdzie go nie wypuści, bo jest przecież nieletni. Było to bez sensu, przecież był czysty niczym łza (o piciu o Jess przecież nie wspominał, nie mogła się więc dowiedzieć).
Bał się. Namjoon zgodził się z nią pogadać, jednak to był zwykły facet, nie mógł wywrzeć na niej dobrego wrażenia. Dla niej liczył się status społeczny, czym mógł ją do siebie przekonać farbowany cwaniaczek? Tutaj potrzebny jest cud, zdecydowanie.
Uchylił drzwi, zaciskając wargi.
- Cześć Namjoon. - odparł i wpuścił go do środka.
- Siemka dzieciaku. - uśmiechnął się blondyn i bez większych oporów przekroczył próg. Miał na sobie biały podkoszulek, na to elegancką koszulę, która w takiej stylizacji wyglądała raczej seksownie, aniżeli klasycznie. Matka dostanie zawału, gdy zobaczy takiego dziwaka w swoich pięknych salonach.
- Tędy.
Zaczął iść do pokoju, w którym miała czekać pani Jeon. A jakże! Zawsze punktualna i idealnie zrobiona brunetka siedziała na skórzanym fotelu, popijając herbatę. Wyglądała jak gwiazda, która kręciła teledysk, nie zaś jak matka nastoletniego chłopca.
- Witam. - niski głos blondyna rozległ się w niewielkim pomieszczeniu. Pewny siebie podszedł do kobiety i skłonił się, całując jej wyciągniętą dłoń. Kookie był zaskoczony, nie spodziewał się bowiem, że taki gagatek może znać się na zwyczajach ludzi tego pokroju. Teraz już prawie nikt się tak do kobiet nie odnosił, co za...
- Dzień dobry. Jeon Jiyong. - odparła, lustrując go uważnie wzrokiem. Wskazała mu dłonią fotel, na który ten ochoczo przysiadł. Nie wydawało się, żeby miał jakiekolwiek opory, zachowywał się jak u siebie, całkowicie naturalnie.
- Miło mi panią poznać. Kim Namjoon. Jungkook nie wspominał, że ma siostrę, jestem mile zaskoczony. - uśmiechnął się szczerze, zaś oczy bruneta nieco się powiększyły. Co ten głupek gada? Jaka siostra? - Spodziewałem się raczej rozmowy z Waszą szanowną matką, jednak chyba wypadło jej coś ważnego. No nic, jestem gotowy i z panią porozmawiać i odpowiedzieć na wszelkie pytania.
Jungkook spojrzał na nieco zaskoczoną matkę, która wbiła swoje przenikliwe spojrzenie w Namjoona, niezbyt zdającego sobie sprawę z tego, w jakiej jest sytuacji. Ten człowiek miał nierówno pod sufitem, zdecydowanie.
- Och. Zaszła pomyłka. Jungkook nie ma siostry, jestem jego matką, chłopcze. - jej ton był poważny, jednak niegroźny. Zawsze to jakiś progres.
- To... Nie, to niemożliwe. - Namjoon przechylił głowę na bok, uważnie i nieco bezczelnie się w nią wgapiając. Brunet czuł, że blondyn coś zaciekle analizuje, pytanie tylko co... - Nie wierzę. Naprawdę?
Jego brwi nieco się zmarszczyły, a twarz wyrażała tylko jedno "Ktoś tu sobie ze mnie robi jaja". Z tym, że matka 'jaj' nie miała w zwyczaju robić. Chociaż... Czy to uśmiech? Cholera, ten kretyn podrywał mu mamę!
- Tak, naprawdę. Uznam to jednak za komplement. - odparła, upijając łyk herbaty. - Może się czegoś napijesz? Nie? No dobrze. W takim razie powiedz mi proszę gdzie się uczysz i ile masz lat.
- Studiuję, lat zaś mam dziewiętnaście.
Oboje zmarszczyli czoło.
- W tym wieku powinieneś chodzić do liceum.
- Rok wcześniej zacząłem edukację, byłem zdolnym dzieciakiem, nie było więc sensu trzymać mnie w domu. - odparł.
- Jesteś... geniuszem?
- Nie śmiałbym się tak nawet nazwać. To określenie czysto metaforyczne. Wykazuję się po prostu erudycją, jestem człowiekiem wszechstronnym, chociaż na takiego niekoniecznie wyglądam. Wiedza sama się ode mnie uzależnia, nie muszę się jakoś wybitnie starać. Miałem po prostu szczęście, że urodziłem się ze sprawnym mózgiem, każdy zresztą ma jakiś talent.
Matka chyba była zadowolona z odpowiedzi. Miała słabość do mądrych ludzi, sama się na taką kreowała, chociaż Kookie niekoniecznie w jej inteligencję wierzył. Oboje byli raczej typami kujonów, chociaż żadne się nigdy do tego nie przyzna.
- Rozumiem. Co do waszego wyjścia... Jungkook jest niepełnoletni.
- Osobiście przypilnuję, by nie wypił ani kropli alkoholu. Nie wychodzimy się upijać, tylko dobrze bawić i rozmawiać. Zresztą jakby nie patrzeć biorę za niego odpowiedzialność, więc nie pozwolę sobie na popsucie opinii. - odparł, zerkając na bruneta. - Nie sądzę jednak, by pani syn miał ochotę łamać prawo, jest rozsądny i odpowiednio wychowany, to chyba wystarczające zabezpieczenie.
- W takim razie zostawiam syna w Twoich rękach. Bawcie się dobrze. - uśmiechnęła się, co Jeon odebrał jako przyzwolenie do odejścia. Ruszył w stronę drzwi nieco szybciej niż zazwyczaj. Zarzucił na siebie kurtkę i wyszedł z domu, nie odzywając się do kolegi ani słowem.
Wcięło go. Ewidentnie urobił mu matkę. Nie jakąś tam kochaną, słodką mamusię, ale wredną panią Jeon, która nie była miła z natury i uśmiechała się raz na ruski rok z okazji swoich urodzin, bo wtedy wybierała się do chirurga, który robił jej twarz. Chłopak miał czasami wrażenie, że to przez te strzykawki nie może się już cieszyć, chyba jednak nie było z nią tak źle...
W każdym razie dlaczego on się jej spodobał? Czemu to było takie... naturalne?
- Nie spinaj tak pośladów Kookie. Już Ci pisałem, że to dla mnie pikuś. - odparł blondyn i otworzył przed nim drzwi samochodu. Jungkook posłusznie wsiadł i zapiął pasy, starając się zebrać myśli.
- Jak Ty to zrobiłeś? To była zagrywka tak banalna i żałosna, kto by się na to nabrał?
- Taki sztywniak jak ty nigdy kobiet nie zrozumie. One są proste i banalne, wystarczy mieć mózg. - odparł siadając od strony kierowcy. Zapiął pasy i ruszył, przyspieszając dopiero za zakrętem.
Brunet założył ręce na piersi, wpatrując się nieco tępo w szybę. Nie to, by był zły czy niezadowolony. Po prostu nie rozumiał czegoś takiego i nie wierzył, że poszło tak łatwo. Co ten facet w sobie takiego ma, że najpierw wkradł się w jego życie, teraz zaś jeszcze miał w jego matce sojusznika, przynajmniej w jakimś stopniu. Na bogów! Ona nawet nie zapytała go o rodziców, a przecież to było kwestią najważniejszą.
- Ona nie jest łatwa.
- Każda jest. Wszystkie chcą być postrzegane jako piękne, szczególnie te starsze. Odmładzanie ich to dobry patent, chociaż trzeba to zrobić umiejętnie. Z gorszymi już miałem do czynienia, nie ma czym się podniecać. Nie mówmy o tym, po prostu się dzisiaj wybawmy. Ma to być najfajniejszy dzień w Twoim życiu. Przynajmniej do następnego wypadu.
- Następnego? - utkwił w nim zaskoczone spojrzenie.
- Jeśli nie nabroisz to owszem, planuję następne.
Jungkook nic już nie odpowiedział. Wpatrywał się w mijane budynku, wzdychając cicho. Czuł się dziwnie, ale sympatycznie. Niedługo wybije dziesiąta, on zaś nie czyta o budowie mózgu pandy, tylko jedzie na imprezę z rozrywkowym studentem. Może nawet pozna nowych ludzi?
Musi się postarać. Jeśli tym razem spieprzy, zostanie bez nikogo.
A on... Nie chce już być całkiem sam.



- No nareszcie! - niezadowolony Hoseok podszedł do Namjoona i jakiegoś obcego chłopaka, przewracając oczami.- Już myślałem, że nas wykiwałeś Rapmon. W ogóle miło mi poznać, jestem Hoseok. - wyciągnął dłoń w stronę chłopaczka, którą ten delikatnie i nieco niepewnie uścisnął.
- Jungkook. Mi również. - skłonił się nieco, zerkając nieco zestresowany na blondyna. Nie spodziewał się, że pozna szkolną gwiazdę. Nie to, by w jakiś sposób te tytuły go zajmowały, jednak to chyba dobry zna, prawda?
Pierwszy raz był w klubie. Szalona, skoczna muzyka była nieznośnie głośna, na parkietach ludzie tańczyli i obściskiwali się. Wszędzie czuł zapach dymu, alkoholu i jakiś innych, nieznanych mu substancji. Ruszył za tą dwójką do sporej loży, gdzie siedziało kilku chłopaków i jakieś dziewczyny. Kilka osób kojarzył ze szkoły, jednak go raczej nikt nie znał. Przedstawili się sobie, zaś brunet analizował w głowie każde imię, by przypadkiem nikogo nie pomylić. Nie chciał wyjść na ignoranta, czy zwyczajnego chama.


Tymczasem Hoseok popijał kolejne już piwo. Cała ekipa całkiem nieźle się zgrała, nawet ten cały Kookie chyba zaczął się oswajać z roześmianym, imprezowym gronem. Oczywiście Monster pilnie go strzegł i pilnował, by nie wypił za dużo, jednak chyba nikt nie czuł się skrępowany. On sam miał dzisiaj trochę dziwny humor. Jimin się nie pojawił, pewnie gdzieś poszedł z Taehyungiem, Suga zapewne był dalej wściekły i siedział w domu, nie odpisał mu nawet na wiadomość.
W sumie czego się spodziewał? Yoongi od dawna nie należał już do ich paczki, w zasadzie nigdy go dni nich nie ciągnęło, Jimin zaś miał swój świat i swoje kredki. Imprezował sam i świetnie się w swoim towarzystwie bawił. Wprawdzie teraz jakby przystopował, jednak nadal było poza zasięgiem kogokolwiek. Czasami Hoseok sam się zastanawiał nas samym sobą. Niby miał wszystko - nie narzekał na powodzenie czy popularność, nie był najgłupszy, miał wiele talentów. Czemu więc czuł się tak... płytko? Jakby tak naprawdę poza tańcem i szkołą nie miał niczego.
Ach. Bredzisz człowieku. Alkohol Ci nie służy.



Minęły ze trzy godziny... Jungkook nie zwracał już uwagi na czas. Wsłuchiwał się w rozmowy nowych znajomych, chociaż nie bardzo chciał się odzywać. Lepiej było siedzieć cicho, zaraz pewnie by wyskoczył z czymś głupim i tylko by zrobił z siebie idiotę.
Nagle usłyszeli radosny głos. Wszyscy odwrócili się i spojrzeli na uśmiechniętego bruneta w powycinanej bokserce, która eksponowała jego umięśnione ramiona i klatę. Kookie aż uniósł zaskoczony brew, lustrując go uważnie wzrokiem. Wręcz emanował pewnością siebie.
Nieznajomy przywitał się ze wszystkimi, po czym przysiadł koło Hoseoka. Rozmawiali ze sobą dość długo, jednak gdy tylko tancerz skończył piwo, nowo-przybyły wstał i zadowolony złapał zszokowanego Jungkooka za nadgarstek.
- Biorę tego dzieciaka na parkiet, zanudzicie go. - wyszczerzył się do Namjoona, który tylko z niedowierzaniem pokręcił głowa.
Zaskoczony Kookie posłusznie za nim podreptał w stronę tańczącego tłumu. Nie wiedział co ma powiedzieć, co zrobić.
- Jestem Jimin, Ty zaś jesteś Ciasteczkiem, prawda?
- Czym jestem? - spojrzał z niedowierzaniem na 'Jimina', stojąc jak kłoda pośród falujących ludzi. Wszystko działo się tak szybko. Ten chłopak zjawił się przed chwilą, zaliczył rozmowę z Hoseokiem a teraz jak gdyby nigdy nic mówi do niego takie rzeczy. On był nienormalny, ludzie się tak nie zachowują. Ewentualnie musi być pijany!
- Kookie. Brzmi jak ciasteczko. Chociaż... W sumie tak też wyglądasz. Schrupałbym Cię. - zaśmiał się, rozglądając dookoła. - Potrafisz tańczyć chłopcze?


- Namjoon, co tu robi Jimin i czemu poszedł z tym dzieciakiem? - Hoseok wpatrywał się zły w blondyna, który zerkał na parkiet popijając piwo.
- Kazałem mu wpaść. Ma rozkręcić tego dzieciaczka. - odparł jak gdyby nigdy nic. - Nie martw się, to jednorazówka. Ten chłopak jest zbyt spięty, nie potrafi się bawić. Tylko Jimin da radę go zmienić, gwarantuję Ci to. Po jednej rozmowie z kimś tak bezpośrednim i cwanym, uzna mnie i Ciebie za prawdziwie kulturalnych ludzi.
- Oszalałeś.
- To też dla Ciebie. Dzięki temu będziesz miał okazję wyrwać go w tańcu. Jestem geniuszem, zaufaj mi.
- Jesteś debilem.






Zapraszam do komentowania ;)




piątek, 8 maja 2015

6. I need U boy

- Na pewno dasz sobie radę?
Jimin trzymał drzwi taksówki, w której siedział nieco oderwany od rzeczywistości Taehyung. Jego na ogół roześmiane oczy były na wpół przymknięte, zaś dłonie zaciśnięte na rąbku koszulki. Wyglądał żałośnie, jednak nie tak jak zazwyczaj. Brunetowi było go żal, poniekąd też bał się zostawiać go teraz samego.
- Tak, nie martw się. Do jutra... - szepnął blondyn, po czym spojrzał wymownie na rękę Parka. Gdy ten puścił drzwi taksówka ruszyła.
- Szlag by to.
Zaczął iść powoli w stronę swojego mieszkania. Był wytrącony z równowagi. Gdy ten pieprzony gnojek zaczął się wydzierać i wyzywać Tae, aż się w nim zagotowało. Co jak co, że odnoszenie się w taki sposób do tak niewinnego i delikatnego stworzenia, było zwyczajnym chamstwem. Aż mu się serce krajało, gdy widział łzy spływające po zaczerwienionych policzkach.
Początkowo nie wiedział co zrobić. Gdy zabrał dzieciaka do sali, ten nie mógł wydusić z siebie słowa. Siedział skulony i pociągał nosem, całkowicie ignorując jego prośby i próby nawiązania rozmowy. Dopiero po dłuższej chwili dało się coś z niego wyciągnąć. Jimin nie mógł jednak powiedzieć, by wiedza ta go satysfakcjonowała. Chyba czułby się lepiej, gdyby Taehyung się przed nim nie otworzył i nie opowiedział całej tej historii. Teraz miał cholerne wyrzuty sumienia za wszystkie te sprośne myśli i głupie zachowanie. Było to naprawdę dziwne, gdyż miał się za osobę pozbawioną sumienia. Ileż to razy zabawiał się z osobami, które ewidentnie coś do niego czuły, potem zaś je zostawiał z zawadiackim uśmiechem? Był wrednym dupkiem i zawsze mu to pasowało. Teraz jednak było mu głupio. Może i to nienormalne, może bezzasadne, mimo to nie mógł pozbyć się z serca swego rodzaju smutku.
Biedny kosmita. Los mógł oszczędzić mu takich przeżyć.



***


Jin wrócił z wykładów nieco wcześniej niż zwykle. Jakimś cudem ostatnie zajęcia im skrócono, mógł więc wcześniej zabrać się za zrobienie obiadu i jakieś względne porządki. Zsunął buty i marynarkę, po czym wszedł do łazienki, gdzie przemył twarz i dokładnie umył ręce. Następnie przebrał się w luźny dres i zadowolony udał się do kuchni. Otworzył okno i uchylił drzwiczki lodówki, z której wyciągnął mięso i uprzednio przygotowane warzywa. Położył je na blacie i zaczął grzebać w szafce w poszukiwaniu garnka. Nalał do niego wody i położył na nagrzanej płycie.
Już miał zabrać się za krojenie papryki, gdy usłyszał dźwięk przekręcanego klucz i chwilę później w mieszkaniu pojawił się jego współlokator.
- Och, już jesteś? Dogadałeś się z Hoseokiem? - wyjrzał zadowolony z kuchni, jednak uśmiech z ust mu natychmiastowo zniknął. Yoongi wyglądał przerażająco. Jego twarz była jeszcze bielsza niż zazwyczaj, ciemne oczy zaś pozbawione były jakichkolwiek iskierek. Totalnie wyzbyty energii, bez jakiegokolwiek zapału. - Dongsaeng!
Różowowłosy skinął tylko głową na przywitanie, po czym z nietęgą miną wyminął Jina i otworzył lodówkę, z której wyciągnął butelkę wody. Bez zbędnych oporów odkręcił nakrętkę i opróżnił na raz więcej niż połowę, po czym zamknął drzwiczki. Oparł się rękoma o blat, wzrok wbijając w widok za oknem.
Seokjin nieco niepewnie podszedł do niego i położył rękę na jego ramieniu. Czuł dziwne ukłucie w sercu. Ostatni raz widział go w takim stanie dwa lata temu, co więc musiało się stać?
- Masz jakiś problem, coś nie tak? - zapytał, siląc się na przyjazny i spokojny ton, jednak sam wiedział, że dało się w nim wyczuć troskę i smutek.
Suga westchnął cicho i nie odwracając się mruknął: - Pierwszy raz w życiu moje przeczucia się sprawdziły. Wiedziałem, że stanie się coś, co mnie zniszczy, co doprowadzi mnie do rozpaczy. interpretowałem to jednak inaczej, przez myśl by mi nie przeszło, że te wszystkie sny zwiastować będą akurat to.
Szatyn przysłuchiwał się uważnie jego słowom, zaś mętlik w jego głowie był coraz większy. Nie miał żadnego punktu zaczepienia, nie wiedział, co ma powiedzieć, jak to rozumieć.
- Hoseok coś zrobił? - tylko to przychodziło mu do głowy, jednak szczerze w to wątpił. Raper nie miał takiej siły przebicia, by dobić Yoongiego i doprowadzić go do takiego stanu.
- Nie hyung. Ja... Nie wiem, czy jest sens się nad tym rozwodzić.
- Jesteśmy przyjaciółmi, mi możesz zaufać.
Młodszy prychnął pod nosem, po czym odsunął się od blatu, ruszając w stronę salonu. Przysiadł na kanapie, opierając dłonie o rozchylone uda. Chwilę później hyung do niego dołączył, ze zmartwioną miną wpatrując się w tą smutną twarz.
- On też tak mówił. Nie chcę się nad tym roztkliwiać Jin... Nie chcę jednak, byś poczuł się odsunięty, bo i tak praktycznie nic Ci nie mówię. Po prostu spotkałem dzisiaj przyjaciela, który mnie olał, zerwał kontakt z dnia na dzień. Ja... Kurwa mać. - jęknął i wstał. Machnął tylko ręką, po czym zamknął się  swoim pokoju.
Nieco zaskoczony Jin wpatrywał się w wejście do jego pokoju. Suga nie przeklinał. Suga się nie łamał. Kim był dla niego ten... przyjaciel?


***

- Nie wiem, co się z nim dzieje Namjoon. Przecież sam przyznasz, że nie było to normalne.
Hoseok siedział na łóżku przyjaciela, bawiąc się jakimś papierkiem, który znalazł na stoliku. Starał się skupić, jednak myślami ciągle wracał do sytuacji sprzed kilku godzin. Nie dość, że stracił szansę na rozmowę z Yoongim, to jeszcze teraz jego mózg skupiał się tylko na rozwikłaniu tej zagadki. Bez wątpienia chodziło o coś ważnego i wielkiego, pytanie tylko o co?
- Kim jest ten Taehyung? Nie wiem o kim mówisz. - mruknął białowłosy, po czym wszedł na portal społecznościowy i wpisał dane chłopaka. - Nie ma nic w necie, nawet nie mają się w znajomych. Określenie ich relacji będzie trudne.
- Czy ty zawsze musisz tak się zachowywać? Chciałem, byś jakoś tak... nie wiem. Pomyślał, pogdybał ze mną. - westchnął brunet, prostując się. Rzucił swoją zabawkę na ziemię, po czym oparł dłonie o uda, wpatrując się w plecy Namjoona. - Ten dzieciak jest podejrzany, mówię Ci.
- Bo Jimin na niego leci? Hope, bądźmy szczerzy, Ty jesteś zwyczajnie zazdrosny i starasz się wykreować tego biedaka na jakiegoś potwora. Przecież on wygląda rozkosznie! - odwrócił się do niego przodem, wskazując na zdjęcie kosmity. Wcinał tam lody z Parkiem, upaćkany na twarzy, podobnie z resztą jak jego towarzysz.
Hoseok skrzywił się.
- Nie lecę na Jimina, a nawet jeśli, to i tak coś jest nie tak! Suga nie kopie automatów ot tak.
- Może to jakiś stary znajomy? - wzruszył ramionami blondyn i wyłączył okno przeglądarki, po czym załadował pocztę.
- Przeklinałby na niego? Widocznie miał powód. Zresztą dzieciak przepraszał go i popłakał się. Tylko winny chce się tłumaczyć.
- I co z tego? Nie wiem czym się tak ekscytujesz, to nie Twoja sprawa. - Hoseok widział, że nie dogada się z nim dzisiaj. Namjoona nie interesowały tego typu gry, był raczej beztroski i bezpośredni, spiski to nie jego bajka.
- Moja. Może powinienem go odciągnąć od Mina? No ale mniejsza.
- Wreszcie. Uspokój się i lepiej zacznij szykować na jutrzejszą imprezę. Udało mi się zorganizować całkiem sympatyczne towarzystwo. - odparł zadowolony i zaczął odpisywać na jakąś wiadomość. Brunet zszedł z łóżka i zerknął mu przez ramię, chamsko podglądając. 'Jungkook'... Nie kojarzył nikogo z takim imieniem. '(...) tak. Będę koło dziewiątej, wiec bądź gotowy.'
- Kto to? - mruknął i spojrzał zdziwiony na przyjaciela. Ten tylko skrzyżował dłonie na karku, uśmiechając się zawadiacko.
- Pewien chłoptaś, który wymaga pewnych przeróbek. Operacja 'Wyciągnąć kołek z ciasteczkowego tyłka' zacznie się już jutro.


***



Słońce już powoli zachodziło. W pokoju Yoongiego panował półmrok, on sam zaś leżał już kolejną godzinę na łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Nie miał siły jeść, nawet zapalenie światła wydawało mu się niesamowitą męczarnią.
Dlaczego wrócił? Czemu pojawił się w jego życiu teraz, kiedy wszystko sobie poukładał, gdy chciał wrócić do tego, co kochał? Kurwa czemu?!
Ukrył twarz w dłoniach, starając się zapanować nad drżącym ciałem. Jego serce tak cholernie bolało, jego umysł wariował.
Taehyung. Jego cholerny, słodki Taehyung. Taehyung, który dwa lata temu tam chamsko go opuścił, słowem nie tłumacząc czegokolwiek. Nawet nie usłyszał od niego "Żegnaj.". Przestał odpisywać na listy, zablokował go na każdym portalu, zmienił numer. Gdy zdesperowany przyjechał ze stolicy by go odwiedzić, nawet nie zastał go w domu. Nie wiedział, czy naprawdę go nie było, czy po prostu kazał matce skłamać. Cokolwiek by to nie było, złamało mu serce.
Przecież obiecywali sobie przyjaźń do końca życia! Znali się od dziecka, chodzili do jednej podstawówki. Nawet gdy Suga wyjechał do Seulu, bo jego ojciec dostał tu lepszą pracę, to widywali się dość często, jeździł na tę zapyziałą wioskę co miesiąc, byleby tylko się z nim zobaczyć, byleby pogładzić jego miękkie włosy i poprzytulać do torsu. Dzwonili do siebie codziennie, każdą wolną chwilę chciał spędzać nawet na głupim wysyłaniu sobie nawzajem buziek.
Cholera jasna. Ten idiota był jego sensem życia, jego cholerną pierwszą miłością. Nie przyznał się do tego nigdy, ukrywał to całkiem umiejętnie, jednak dla niego był gotowy na wszystko. Nawet jeśli było to jednostronne uczucie, to samo siedzenie z nim i obejmowanie ramieniem jego szczupłego ciała było dla Sugi najprzyjemniejszą rzeczą na świecie.
Gdy go opuścił Yoongi stracił chęć na wszystko. Wstawanie rano sprawiało mu ból, nie mógł nic przełknąć, zaś wykąpanie się stanowiło szczyt jego możliwości. Skoro cały jego żywot podporządkowany był tej jednej jedynej osobie, to jaki sens miało dalsze życie? To tylko wegetowanie, egzystencja pozbawiona radości, światła.
Ukochany rap nagle został znienawidzony, bo przecież to Taehyung namawiał go do rozwijania zdolności, to dla niego napisał pierwszy tekst i z nim chciał świętować każdy sukces. Z nim chciał spędzić resztę życia i gdy tylko młodszy skończyłby szkołę, zabrałby go tutaj, do siebie. Wyciągnąłby go z zadupia i zamieszkał z nim w jakimś przytulnym mieszkanku. Budziłby się obok niego, a może kiedyś udałoby mu się go uwieść i rozbudzać pocałunkiem?
Cholerne uczucia. Wyniszczały go, doprowadzały do ruiny. Czemu w ogóle wspomina te przyjemne chwile? Czemu coś ściska mu serce, gdy wyobrazi sobie ich razem, roześmianych i szczęśliwych?
Jak los może go ranić po raz drugi, zsyłając najważniejszą i jednocześnie najbardziej znienawidzoną osobę w chwili, gdy chciał znowu się uśmiechać i być szczęśliwy? Zamiast radości czeka go smutek, zamiast zabawy łzy. Dobra samopoczucie zastąpi rozpacz i depresyjne myśli. On...
Jak mógł pojawić się w szkole, do której on chodził? Czemu zamieszkał w mieście, w którym on przebywał? Dlaczego do cholery wygląda tak słodko w tych okularach i z jasnymi włosami?
I najważniejsze.
Jakim prawem pewien żałosny człowiek ze łzami na policzkach, ma ochotę wtulić nos w tę zdradziecką szyję i powiedzieć 'Tęskniłem!'?
Suga, jesteś skończonym palantem.






Zapraszam do komentowania ;)



sobota, 2 maja 2015

Przywitanie i zapowiedź opowiadania "I need U boy"

Witam wszystkich na moim nowym blogu, który poświęcony będzie BTS, a przede wszystkim relacjom pomiędzy nimi. Nie ukrywam - spotkacie tutaj praktycznie w większości teksty yaoi, chociaż nie wykluczam wątków heteroseksualnych jak i damsko-damskich. Teraz jednak nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Jak to mawiają - wyjdzie w praniu.
Dlatego też jeżeli Was te klimaty nie interesują, czy wręcz obrzydzają, to proponuję zamknąć kartę i zapomnieć o tym blogu - nie chce mi się z nikim użerać, czy tłumaczyć czemu piszę o nich tak, a nie inaczej. 

Zamieszczać będę tutaj głównie wielowątkowe opowiadania z różnymi parami, które uznam za interesujące i ciekawe, oraz które oczywiście lubię. Niektóre shippy w BTS do mnie nie przemawiają, co chyba każda z Was jest w stanie zrozumieć. 
Oczywiście jakieś one-shoty też pewnie się trafią, ale nie za często, bowiem lubię rozbudowane fabuły.

Coby jednak nie ględzić bez celu. Chciałabym Wam przedstawić opowiadanie "I need U boy". Będzie kilka rozdziałów chyba, że poniesie mnie wena, wtedy może coś się przedłuży. 






Gatunek: szkolne, romans, muzyczne, problemy
Ostrzeżenia: wulgarne słownictwo, sceny seksu i inne +18, możliwe są też różne fetysze, bdsm i te sprawy, używki, może krew? Będę przy każdym rozdziale je zamieszczać, byście mogły się psychicznie przygotować.
Dla: +18 oczywiście.
Pairingi: och, zapewne będę mieszała w akcji, więc ciężko określić, więc jak wyżej - w informacjach będę podawała jakich par spodziewać się możecie.



Akcja rozgrywa się w szkole. Bohaterowie są uczniami, charaktery odrobinę im pozmieniałam na potrzeby konwencji, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba.




Zapraszam do czytania i komentowania! 


Reiczel