sobota, 23 maja 2015

17. I need U boy

Przypominam Misiaczki o ankiecie! Zostało kilka dni - wybierzcie ulubiony pairing, zaś po moich egzaminach pojawi się z nim romantyczny one-shot! Póki co wygrywa JiKook ;)
Możecie głosować na kilka par!




- Co jest Maluchu? - Hoseok przysiadł obok blondyna, który przebierał nogami od niechcenia. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę przed siebie, dopiero usłyszawszy głos bruneta zwrócił na niego uwagę, jakby wyrwany z zamyśleń.
- Och, nic hyung. Dostałem wiadomość od Yoongiego, że jednak nie będzie miał czasu na weekend, więc obmyślam mój plan. - westchnął. Jung zamrugał kilkakrotnie powiekami, po czym niby o niechcenia rzucił:
- Może chcesz jechać ze mną na wycieczkę? Miałem wybrać się sam, ale we dwójkę zawsze raźniej. - nie miał rzecz jasna nic w planach, jednak trzeba korzystać z sytuacji (to chyba kompleks Jimina). W końcu młody nigdy nie miał czasu na weekendy, może to szansa życia? - Mam zarezerwowany apartament, a i tak miałem jechać samochodem, więc i tak nic nie stracisz. Nic, tylko korzystać z okazji!
Taehyung spojrzał na niego zaskoczony, poprawiając na nosie okulary. Hoseok widział, że gorączkowo się nad tym zastanawia. Specjalnie dodał informację o darmowym wyjeździe, bo kosmita nie wyglądał na najbogatszego, to raczej nie ten poziom co on, czy taki Park chociażby. Nie miał zamiaru przez takie coś zmarnować okazji, a taki wyjazd to z jego majątkiem nic.
- Jesteś pewien? Nie chcę Ci przeszkadzać... - mruknął młodszy, obejmując nogi ramionami. Oparł policzek na kolanie i zerkał pytająco na bruneta, który uśmiechnął się szeroko i poczochrał jego włosy.
- Przestać głuptasie. Sam bym się tam zanudził, będzie fajnie.
- Gdzie w ogóle byśmy pojechali? - kąciki ust okularnika uniosły się, Hope zaś najchętniej uniósłby ręce w geście zwycięstwa.
- Tajemnica. Będziesz miał niespodziankę.
- Hyuuung, ale jesteś wredny! - westchnął młodszy i wyprostował się, siląc się na grymas, jednak widać było, że jest zachwycony. Hoseokowi aż się cieplej na sercu zrobiło. - Co mam zabrać?
- Hm, jakieś kąpielówki, bo w hotelu będzie basen. - wyszczerzył się brunet, opierając o ścianę. Powoli korytarz się wyludniał, uczniowie udawali się do klas na lekcje. I prawidłowo, będzie chociaż ciszej.
- Okej! - piękny, prostokątny uśmiech. Warto było Jung, oj warto.



***



Jimin gapił się zszokowany na Taehyunga, który mieszał jakieś mikstury na chemii. On sam nie dotykał fiolek, na szczęście blondyn to ogarniał i robił wszystko za niego. Nie to jednak go tak zadziwiło. Nie spodziewał się, że swój jedyny wolny weekend od dawna, poświęci na wycieczki z tamtym ćwokiem.
- Serio? Ot tak Ci to zaproponował? - nachylił się nad stołem, przyglądając się skupionemu okularnikowi.
- Tak, co w tym dziwnego?
Nawet na niego nie zerknął, jednak Jimina mało to obchodziło. Nie wiedział jak się do tej sytuacji odnieść. Wiedział, że Hoseok leci na Tae, że ostatnio gapi się na niego coraz częściej. Dodatkowo młody opowiedział mu o wygłupach w domu bruneta, co dało Parkowi idealny obraz aktualnej sytuacji.
Taehyung nie ogarniał, że wpadł Jungowi w oko. Hope zaś był zbyt ułomny, by odpowiednio to okazać i zabrać się do roboty. I pewnie nie miałby się za co brać, bo przecież jest jeszcze ten głupi Suga, który chyba też ma ochotę na kosmitę. Cholera. Czyżby jego urok osobisty przeszedł na blondyna? To by tłumaczyło fakt, iż teraz on ma problemy z poderwaniem Kookiego, ten zaś dzieciuch wyrywa wszystko, co ma penisa. W sumie nawet go w jakiś sposób wyrwał, bo przecież i tak pomimo podrywania Jungkooka, zerka na pośladki Tae, które były po prostu zabójczo seksowne. Twarz też niczego sobie, jednak nie było to teraz istotne.
Oni dwoje... Razem. Sami. Umysłowo niedorozwinięci. Przecież to grozi klęską, prawda? Klocki będą układać?
- Nie nie. Uważaj na siebie i nie pij zbyt dużo. - odparł, uśmiechając się zadziornie. Nie obawiał się tego, że mogą się przespać. Żaden z nich nie miał jego charakterku, będą pewnie zwlekać do zaręczyn, a te nigdy nie nastąpią. Jakby miał obstawiać faceta, który pierwszy przeleciałby blondyna, to stawiałby na tego w różowych włosach. Był bardziej stanowczy i pewnie wiedziałby jak się zachować. Hoseok potrafił zrobić wszystko, jednak poza pojedynczymi zabawami nic nie zdziałał sensownego w swoim życiu. Skoro mu zależało, to będzie powolny, to taki typ. Tutaj zadziorny, szalony, super podrywacz, w środku zaś wrażliwy facet.
No dobra. Z tym podrywaczem go poniosło.
- Spokojnie, poradzę sobie. To tylko wyjazd, w dodatku na niecałe 3 dni. - uśmiechnął się młodszy i pomieszał swoje dzieło, po czym pomachał ręką zadowolony w stronę nauczycielki, która jak zwykle zachwycona podeszła do ich stolika i zaczęła przyglądać się kosmicznym eliksirom.
- Tego się po Tobie spodziewałam. Masz duszę chemika, wszystko zrobiłeś idealnie.
- Jimin też robił, proszę pani. - odparł Tae, wskazując na Jimina, który miał na twarzy najgłupszą minę na świecie. Nauczycielka chyba niezbyt wierzyła we wkład Parka, jednak wyciągnęła zeszyt i wpisała im obu oceny.
- Niech będzie. Udało Ci się, Park. Może nawet zdasz w tym roku. - uśmiechnęła się złośliwie, po czym na nowo skupiła się na wychwalaniu talentów blondyna. Nawet na konkurs chciała go wysłać, nieprawdopodobne...
W każdym razie piąteczka wpisana. Kumplowanie się z tym chłopaczkiem było niesamowicie korzystne dla jego edukacji.



***


- Jungkook. Ostatnio jesteś jakiś rozkojarzony, coś się stało?
Pani Jeon wycierała właśnie usta różową serwetką, obserwując bacznie syna, który nieco zaskoczony zlustrował ją wzrokiem.
- Nie, skądże. Po prostu jestem zamyślony. - odparł, prostując się. - Mam też prośbę.
- Tak? - kobieta uniosła pytająco jedną brew. Kookie przełknął ślinę i nieco zestresowany zapytał:
- Mogę wyjść w sobotę wieczorem do Namjoona?
- Nie przesadzasz, mój drogi? Najpierw tańce, potem wychodne popołudniami, teraz zaś imprezy? Gdzie czas na naukę i rozwijanie dodatkowych zdolności?
Chłopak skulił się nieco. Nienawidził prosić ją o cokolwiek, jednak tym razem nie miał wyjścia. Wiedział, że nie będzie zadowolona, w końcu i tak irytowało ją jego zachowanie.
- Będzie tam też Jess. - odparł mając nadzieję, że to ją przekona.
- Jessica? Oni się znają? - mama była nieco zaskoczona. Złożyła ręce i oparła na nich brodę, umalowanych oczu nie spuszczając z syna.
- To na jej urodzinach go poznałem. Przyjaźnią się od dawna.
Wiedział, że dziewczyna była ulubienicą jego matki, gdyby nie więzy krwi, to już dawno zaręczyłaby ją z jego starszym bratem. Jeśli to nie podziała, to nic już nie zdoła jej przekonać.
- Skoro ona tam będzie, to mogę być spokojna. Nie sądziłam, że ten młody człowiek utrzymuje kontakty z takimi ludźmi. Kim są jego rodzice?
- Nie jestem na sto procent pewien, jednak ojciec chyba ma firmę, Namjoon coś wspominał. Uznałem, że wypytywanie o takie rzeczy byłoby niekulturalne, więc nie drążyłem tematu.
- Rozumiem. Czasami trzeba powstrzymać swoją ciekawość. - skinęła głową, wstając od stołu. - Masz być w domu przed trzecią i pamiętaj, by się pilnować. Nie powinieneś pić alkoholu, jednak skoro będzie tam twoja kuzynka, to lampka wina powinna umilić Ci ten czas.
I odeszła. Jungkook był całkowicie wytrącony z równowagi. Wiedział, że ta kobieta to materialistka z manią wyższości, więc wspominanie o firmach było jak najbardziej na miejscu, jednak żeby od razu pozwalać mu na picie? Wprawdzie taka porcja nie była niczym nadzwyczajnym, jednak nigdy nie zezwoliła tak otwarcie na zachowanie, które nieletniemu nie przystoi. Czyżby bolała ją głowa?



***


- Hyuuung! Hyuuuung! Nie mogę się doczekać! - Taehyung niezwykle ucieszony skakał w miejscu, podczas gdy Hoseok pakował jego walizkę do bagażnika. Sam poskakałby z nim, jednak nie wyglądałby aż tak uroczo, raczej śmiesznie. Lepiej sobie darować.
- Spokojnie maluchu. Za godzinę z hakiem będziemy już na miejscu. - uśmiechnął się i wsiadł do samochodu, blondyn zrobił to samo. Zapiął pasy i poprawił na głowie czapkę, szczerząc się cały czas.
- Dawno nigdzie nie jechałem, więc sam rozumiesz. - spojrzał na niego, przez co z ust rapera wymsknął się cichy chichot. Taka radość przez głupi wyjazd? Gdyby wiedział, to już dawno by go zabrał w jakieś ładne miejsce.
- Jasne. Też się cieszę, że będziemy tam razem. Sam zanudziłbym się na śmierć.
- Czemu więc zaplanowałeś samotną podróż?
- Uh. - zawiesił się na chwilę, skręcając na główną drogę. - Nie miałem planów.
Oj kłamiesz Hoseok, nieładnie. Namjoon wcale nie organizował imprezy, on sam przecież też nie miał masy nauki. Czego się jednak nie robi dla małego kosmity? I tak cudem udało mu się wszystko załatwić, bo najlepsze miejsca były już pozajmowane. Wykosztował się na królewski apartament, jednak radość tego słodziaka była warta każdych pieniędzy. Najwyżej przez najbliższy tydzień nie będzie wydawał tyle kasy na zagraniczne alkohole.
- To dobrze! Byłoby smutno, gdybyśmy oboje się nudzili. - odparł młodszy, po czym wbił wzrok w szybę, zadowolony przyglądając się mijanym widokom.
Hope uznał ostatni tydzień za najlepszy w jego karierze. W ostatnią sobotę chłopak u niego spał, w tę jadą na wycieczkę i będą spać razem w tym samym apartamencie, może nawet w jednym łóżku? Wyłączą telefony i nikt im nie będzie przeszkadzać, plan idealny! Nie spodziewał się, że kiedykolwiek taka okazja nadejdzie. Nagle jakby los się do niego uśmiechnął. Raz nawalił Jimin, teraz nawet Suga. On korzysta, tamci tracą. Ma trzy dni na nadrobienie wszystkiego, co tamci zdążyli osiągnąć, będzie ciężko, jednak był zwycięzcą, prawda? Najlepszym tancerzem w Seulu, kiedyś pewnie i w całej Korei! Nie podda się w pojedynku nawet, jeśli początkowo szanse są niewielkie.
Chwila... Czy on się aby na pewno nie rozpędza? Ostatnie dni ciągle rozmyślał o strategiach, snuł plany, a nadal chyba nie dopuszczał do siebie myśli, że zaczyna mu w jakiś sposób zależeć...
Westchnął cicho, zerkając na odwróconego do niego plecami Tae. I co będzie kłamał? Ostatnio prawie go pocałował, chyba coś jest na rzeczy...

Po półtorej godziny dojechali do wielkiego budynku, otoczonego wodą i roślinnością. Kwitły piękne kwiaty, na ławkach siedzieli ludzie, śmiejąc się i rozmawiając. Hoseok zatrzymał się na parkingu, gdzie podszedł do nich chłopak. Brunet podał mu kluczyki, po czym złapał Taehyunga za nadgarstek i pociągnął w stronę pięknych schodów z rzeźbionymi poręczami. Całość wyglądała jak pałac, którym zapewne była. Kolumny, okna ze wspaniałymi okiennicami i kwiatami na parapetach. Gdzieniegdzie bluszcz, który porastał śnieżnobiałe ściany. Hoseok specjalnie wbrał takie miejsce, gdyż było niesamowicie romantyczne, tego zaś mu teraz brakowało. Gdzie indziej mógłby nabić sobie punkty, jeśli nie w pałacu? On jako książę, Tae zaś będzie jego królewną.
Kurde, znowu mu odbija.
Weszli do środka, po czym Hope ruszył w stronę recepcji, gdzie siedziała elegancka kobieta. Uśmiechnęła się do nich.
- Witam państwa, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Apartament na nazwisko Jung Hoseok.
Kobieta zaczęła coś sprawdzać, po czym podała mu klucze i delikatnie się skłoniła.
- Życzę miłego pobytu.
Chłopcy skłonili się również i zaczęli wspinać się po drewnianych schodach. Mogli wprawdzie skorzystać z windy, jednak starszy chciał pokazać kosmicie wnętrza. Ten zaś był zachwycony, oglądał wszystko z otwartymi ustami, co tylko Hoseoka rozczuliło.
- I jak Ci się podoba niespodzianka? - zapytał, gdy dotarli do wielkich drzwi na ostatnim piętrze. Otworzył przed chłopakiem drzwi, wchodząc od razu za nim.
- Hyung! Tutaj jest przepięknie! Nigdy nie byłem w tak bajkowym miejscu! - Taehyung zaczął kręcić się w kółku, rozkładając dłonie. Brunet tylko się zaśmiał, chwilę później jednak poczuł na swojej szyi ręce blondyna. - Dziękuję hyung! - i go objął, jak gdyby nigdy nic. Starszy niepewnie odwzajemnił uścisk, zaciskając wargi. Wtulił twarz we włosy niższego, wzdychając.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że będziesz wspominał ten wyjazd jak najlepiej.
- Na pewno! Niech to będzie najmilszy weekend w naszym życiu, dobrze? - odsunął się nieco i spojrzał z dołu na Hopa, któremu serce aż zabiło mocniej. Czy on zawsze musiał gapić się tymi nieziemskimi oczami?
- Jasne Tae, osobiście tego dopilnuję. - odparł, po czym musnął wargami jego czoło i puścił go. Bał się, że go poniesie, lepiej nie ryzykować. Podszedł do barku i wyciągnął z niego wodę, którą nalał do dwóch szklanek. Podał jedną chłopakowi, samemu upijając łyk
- Co będziemy robić? - zapytał kosmita, siorbiąc napój zadowolony. Chodził po całym mieszkaniu, zaglądając w każdy kąt. Jung musiał przyznać, że apartament robił wrażenie. Antyczne meble, wielkie lustra, ciężkie zasłony na oknach. Czuł się naprawdę jak król. Powoli ruszył w stronę sypialni, w której Tae siedział dłużej, aniżeli w pozostałych pomieszczeniach.
- Będziemy oglądać filmy w nocy? - Taehyung odwrócił się niemal natychmiast, pytająco zerkając na bruneta, który wbił wzrok w wielkie, królewskie łóżko. Cóż. W sam raz dla nich.
- Znowu anime? - zaśmiał się i podszedł bliżej niego, rozglądając się nieco. Już wiedział jak się kończy oglądanie filmów przez tego malucha, nie miał więc nic przeciwko. Wręcz cieszył się na myśl, że znowu dojdzie do przytulanek.
- Chciałbym, ale pozwolę Ci wybrać.
- Hm, może jakiś horror? - skrzyżował ręce na piersi, uśmiechając się szeroko.
- Hm... - zamyślił się na chwilę Tae, po czym zagryzł wargę i skinął głową. - Ale jak się będę bał, to będziesz musiał mnie przytulić.
Na bogów! Czy ten kosmita musi być taki idealny? Nie dość, że ładny i kochany, to jeszcze sam pomaga Hoseokowi się poderwać. Życie jest piękne!
- Obronię Cię przed każdym potworem, przysięgam!



***



Jin już sam nie wiedział co, gdzie, jak i dlaczego. Był w kropce, nie rozumiał sytuacji. Z dnia na dzień Yoongi na nowo popadł w doła, on zaś nie miał pomysłu o co może mu chodzić. Siedział więc w salonie i oglądał telewizję, bijąc się z myślami. Po dłuższej chwili usłyszał otwierane drzwi i do środka wszedł różowowłosy. W ręce trzymał torbę wypełnioną alkoholem i przekąskami, co Jina nieco zdziwiło. Nieczęsto zdarzało się, bo młodszy robił takie zakupy.
- Hyung. Najebmy się, proszę. - mruknął i usiadł na kanapie. Wyciągnął zawartość na stół, po czym otworzył paczkę ciastek i wpakował sobie całe do ust.
- Coś się stało?
- Jak się upiję, to Ci powiem. - mruknął Suga, sięgając po puszkę. Otworzył ją i duszkiem wypił połowę zawartości. Seokjin skrzywił się nieco, jednak posłusznie sięgnął po drugą i powoli zaczął sączyć gorzki napój. Jego współlokator był zdenerwowany, od razu to wyczuł.
Siedzieli cicho jakąś godzinę. Niebezpieczny brak odgłosów ratował tylko telewizor, w którym leciała jakaś głupia drama. Pewnie żaden się na niej nie skupiał, jednak było mniej dramatycznie.
- Czy wszystko musi być takie pokomplikowane hyung? Czy gdy jedno się naprawia, to drugie musi się zepsuć? Ja tego nie ogarniam, durnieję. - odparł w końcu Suga. Nadal nie odwracał wzroku od telewizora. Jin spojrzał na niego nieco skonsternowany.
- O co chodzi?
- Czy czułeś się kiedyś jak frajer? Jak nieudacznik, któremu nic się nie udaje?
- Czasami, jednak to tylko chwilowe odczucia.
- Ja się tak czuję od jakiegoś czasu. Niby pogodziłem się z Tae, ostatnio jednak dowiedziałem się, że jest w związku z jakimś niedorozwiniętym tancerzykiem z umięśnioną klatą i aparycją typowego playboya.
Jin aż otworzył buzię, nie wierząc temu, co usłyszał. Czyli jednak los miał zamiar być dla niego łaskawy? Wiedział, że w tym momencie był perfidny, jednak nie oszukiwał sam siebie i wiedział, ze kamień spadł mu z serca. No, przynajmniej jeden.
- Och... No to nieciekawie...
- Szlag mnie trafia. Nakręcam się jak idiota i wszystko rozumiem opacznie. Najgorsze jest to, że nie cieszę się z tego, że jest im razem dobrze, bo chętnie kopnąłbym w dupę tego gagatka, by trzymał się od Tae jak najdalej.
- Zdarza się, jednak musisz go zrozumieć. Serce nie wybiera. Skoro jest im razem dobrze, to może lepiej dać sobie spokój?
- Czy Ty byś sobie odpuścił hyung? - ciemne oczy Sugi w końcu spojrzały w te Jina. Starszemu aż serce zabiło mocniej.
- Jeśli druga osoba miałaby przez to cierpieć, to pewnie bym sobie darował. Skoro kocha, to kocha. Jak kiedyś by zerwali, wtedy starałbym się tę osobę zdobyć. Niszczenie związków do mnie nie pasuje.
- No tak. Cholera, chciałbym mieć w sobie tyle spokoju co Ty. Nigdy pewnie nie miałbyś takich problemów, bo nie działasz pochopnie i jesteś rozsądny.
"Zdziwiłbyś się Yoongi, oj tak." pomyślał Seokjin, upijając kolejne łyki. Opróżnili już całkiem sporo puszek, jednak chyba żaden nie miał zamiaru przestać. Oboje zapijali smutki, które wywołała nieodwzajemniona miłość. Tylko dlaczego jeden z nich miał jeszcze jakąś nadzieję?








Zapraszam do komentowania ;)





piątek, 22 maja 2015

16. I need U boy

Jimin zestresowany poprawił kołnierz śnieżnobiałej koszuli. Czuł się nieco nieswojo w tak formalnym stroju, jednak mus, to mus. Miał zamiar prezentować się najlepiej, jak tylko może i zrobić na Kookim ogromnie wrażenie. Kupił strój warty grube pieniądze, idealnie zajął się swoimi włosami i twarzą, spryskał się najdroższymi perfumami, od których ludziom oby płci uginały się kolana. Nie ma szans, by Ciastek pozostał obojętny na takiego przystojniaka.
Zerknął na telefon, po czym wsunął go do kieszeni. Był sporo przed czasem, to się nie zdarzało zbyt często. Chyba zbyt się podjarał całą ta sytuacją. Nie przepadał za operami, teatrami. To były dla niego zbyt wyszukane formy rozrywki, jednak przedstawienie z Kookim to nie to samo, co występ z kimś innym. Wprawdzie nie do końca uczciwie zagrał, jednak liczą się tylko końcowe efekty, nieprawdaż?
Przecież wcale nie podsłuchiwał jego rozmowy z nauczycielką sztuki, podczas której wspominał, że chciałby się wybrać, zaś wszystkie bilety wyprzedano. I przecież Jimin nie pogadał z mamą, która ma wszędzie wtyki, by mu załatwiła dwie wejściówki. Potem też wcale niespecjalnie wspomniał o tym Kookiemu na próbie, marudząc, że nie ma towarzystwa i może on chciałby się z nim wybrać.
Z całej tej konspiracji nawet zapomniał, że przecież umówił się już z Taehyungiem, więc nadszedł czas na kolejne kombinowanie. Na szczęście istniał naiwny Hope, który ślini się na widok blondyna, chociaż sam sobie pewnie z tego sprawy nie zdaje. Park miał tylko nadzieję, że nie dojdzie do żadnych gwałtów na bezbronnym dzieciaczku, bo uroczyście przysięga, że jajka Hoseoka będą dyndały nie między jego nogami, zaś na lampie na szkolnej stołówce. Nie to, by go o to posądzał. Ten facet był upośledzony i miną lata, zanim chociażby dotknie tyłka Tae. Do tego czasu kosmita już pewnie skończy szkołę i przejdzie na emeryturę.
- Witaj. - usłyszał nagle głos Jungkooka. Uśmiechnął się firmowo i zlustrował go wzrokiem. Wyglądał pociesznie w garniturku. Taki stary-malutki. Ale nadal seksowny, nie?
- Cześć. Już się bałem, że będziesz spóźniony. Szkoda by było zmarnować taką świetną okazję, prawda? - odparł dumnie, kłamiąc jak z nut. - Bardzo chciałem to obejrzeć, nawet nie wiesz jak ciężko było zdobyć te bilety.
Dalekie to było od prawdy, jednak Kookie nie musi o tym wiedzieć. Jimin nawet nie wiedział o czym te przedstawienie opowiada, ledwo odróżniał operę od baletu, jednak nie miał zamiaru przestać się zgrywać.
- Ja też, ale niestety się nie załapałem. W tygodniu nie mam czasu, więc pozostają tylko weekendy, a sam wiesz jak to jest z operą w soboty... -westchnął młodszy i wszedł do środka. Rozejrzał się zachwycony dookoła, po czym zaczął wspinać się po schodach.
- Niestety. To najlepszy czas, tak więc wszystko szybko schodzi. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się, że ty też się tym interesujesz.
- Kocham sztukę. Jakbym mógł, to codziennie chodziłbym do teatru, opery czy na balet. Zresztą mógłbym powiedzieć to samo o Tobie. Nie wyglądasz na miłośnika klasycznych rozrywek.
Jimin udał, że się przejął, chociaż w duchu miał tylko nadzieję, że nie zacznie go o cokolwiek wypytywać.
- Może i jestem szalony, jednak cenię sobie przyjemności z wyższej półki.
- Teraz już wiem. Masz jednak jakieś pozytywne cechy!
- Nie mów tak, bo następnym razem zabiorę kogoś innego. - mruknął, szturchając go w żebra.
- Dobrze dobrze. Mam dobry humor, więc będę już miły, obiecuję.
Weszli do wielkiej sali i zajęli miejsca. Niestety Jiminowi nie udało się załatwić najlepszych, jednak Jungkook i tak był podjarany, więc chyba się udało. Miło było oglądać go takiego zadowolonego, ostatnio ciągle go olewał i co chwila się irytował. Taka odmiana się przyda.
Przedstawienie się zaczęło. Jimin starał się skupić na dźwiękach, jednak ani trochę go to nie kręciło. Zamiast tego zerkał na kolegę, który wyglądał, jakby zaraz miał się zaślinić przez emocje. Park oczywiście chętnie zaproponowałby mu wtedy swój język zamiast chusteczek.
Na ten moment już nawet sam przed sobą nie ukrywał, że zwyczajnie ma ochotę na tyłek tego sztywniaka. Chciał zobaczyć go pod sobą, zaczerwienionego i jęczącego, krzyczącego jego imię. Dałby mu najlepszy orgazm na świecie, ten gówniarz chyba jednak w ogóle nie myślał o takich rzeczach. Taki trochę ułomny seksualnie, ale to nie szkodzi. Jimin był łaskawy i w swoim miłosierdziu by do wszystkiego nauczył. Ma wielkie łóżko, trzeba je wykorzystać!
Cały występ minął mu zaskakująco szybko. Nie wiedział o czym to było, jednak czy to ważne? Teraz trzeba zająć się Ciastkiem.
- I jak Ci się podobało? - zaczął. Miał opracowaną technikę, mianowicie Kookie zda relację, a on zachwyci się tym samym. Sam przecież słowa nie powie, bo nie wie.
- Ach, to było doprawdy przepiękne!
I się zaczęło. Młody całą drogę ględził, ekscytując się jak Taehyung gdy dostanie słodycze. Mimo wszystko to było mu na rękę, bo udało mu się zaciągnąć go do kawiarni, gdzie zamówili napoje i ciasto, a Jeon dalej się podniecał. Jimin musiał dopisać do swojej listy wskazówek jeszcze "Przelecieć go przy jakieś operze". Tak, do dobry pomysł.
- A Ty co sądzisz o tej sztuce?
- Nie wiem, co mógłbym dodać, skoro wszystko już powiedziałeś sam. Nie potrafię tak ładnie opowiadać, więc powiem krótko i na temat... To bez wątpienia jedna z lepszych oper, na jakiej miałem przyjemność być. Czasami aż miałem dreszcze, to chyba coś znaczy, prawda? - uśmiechnął się szelmowsko, pięknie omijając niewygodny temat.
- Masz rację, ja też miałem ciarki! - skinął głową Kookie, wsuwając do ust kawałek ciasta. Był szczęśliwy jak nigdy, w jakim stanie go Park jeszcze nie widział.
- Jeśli chcesz, to możemy częściej chodzić na przedstawienia, co Ty na to? Moja mama ma szkołę baletową, często jej uczniowie się wybijają, więc może nam załatwić wejścia, tyko trzeba się prędzej decydować. Sam wiesz jak to jest...
- Naprawdę? Twoja mama jest baletnicą? Kocham balet! Chciałem nawet trenować w dzieciństwie, ale moja rodzicielka stwierdziła, że to zabawa dla dziewczynek, nie dla faceta. - westchnął i nadął nieco policzki. Na bogów... Jungkook robi urocze miny, świat się kończy!
- Jeśli tylko chcesz, to zabiorę Cię kiedyś na próby, mama to nadzoruje, więc miałbyś niemal prywatny występ, w dodatku przedpremierowy.
- Jimin, będę Twoim dłużnikiem! - chłopakowi aż zaświeciły się oczy, a Park wypiął dumnie pierś. Oto jak inteligentni ludzie radzą sobie w kryzysowych sytuacjach. Nie dość, że będzie spędzał z nim weekendy, to jeszcze jego mama była na tyle fascynującą osobą, że Jungkook ją pokocha. To dobrze, w końcu powinien lubić swoją przyszłą teściową.



***



- Ciągle kradnę Ci ubrania, aż mi wstyd. - westchnął Taehyung, odpinając pasy. Stali właśnie przed parkiem, pod który pozwolił siebie odwieźć.
- Przestań, przecież je oddajesz, poza tym ładnie w nich wyglądasz.- zaśmiał się Hoseok, zerkając na niego bokiem. Była już praktycznie czternasta, trochę się zasiedzieli. Zjedli śniadanie, potem wygłupiali się, tańczyli układy z prób. Na koniec oczywiście ganiali się po całym domu, bo Tae znowu coś wzięło na głupie żarciki.
- Um, dziękuję. - wymamrotał nieco zawstydzony, spuszczając wzrok. Hope nachylił się w jego stronę i poczochrał mu włosy.
- Wyjdziesz kiedyś ze mną na coś dobrego i będziemy kwita. - odparł, prostując się po chwili. - Nie możesz całe życie mnie olewać, prawda?
- Ale... - Taehyung spojrzał na niego zaskoczony. - Przecież Cię nie olewam hyung.
- Nigdy nie masz dla mnie czasu, chociaż z Jiminem i Sugą widzisz się codziennie. - nie chciał być niemiły i naciskać, ale skoro miał okazję...
- Och... Przepraszam, tak jakoś wyszło. - powiedział zawstydzony, wplatając palce w swoje włosy. - Może zobaczymy się we wtorek? Mam mniej lekcji, możemy gdzieś wyjść wieczorem.
- Trzymam za słowo Maluchu. - wyszczerzył się, wyraźnie z siebie zadowolony. W końcu wszystko zaczyna się układać.



***


- Gdzie ten pacan? - mruknął Namjoon, upijając łyk coli. Siedzieli w pokoju Sugi razem z Jinem, Hope zaś spóźniał się pół godziny. Nie było to do niego podobne, zawsze był punktualny.
- Może coś mu wypadło? - odparł Jin, wsuwając do ust kawałek winogrona. Przygotował wszystkim wielką miskę owoców, jednak póki co, to on zjadł tu najwięcej. Nudziło mu się samemu, więc postanowił trochę im poprzeszkadzać, poza tym Namjoon chyba nie miał nic przeciwko. Całkiem dobrze się dogadywali na imprezie, to pewnie dlatego.
- No mniejsza z tym. Zacznijmy bez niego. - mruknął Yoongi i odwrócił czapkę daszkiem do tyłu. Wyciągnął kartki i długopisy, po czym zaczął coś pisać. - Jaki koncept? Myślałeś nad tym?
- Na bank nie miłość, bo to nudne i się nie sprzeda. Coś zbuntowanego, nowoczesnego, młodzieżowego...
- Okej. No to jedno z głowy. Też mi takie klimaty lepiej leżą, nie ukrywam. - skinął głową i zaczął skubać główkę długopisu zębami. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Jin wstał i ruszył w ich stronę.
- Hej, to dom Sugi, tak? - dosłyszeli głos Hosoeka. Chwilę później chłopak był już w pokoju i przysiadł na dywanie. - Sorki, musiałem coś załatwić i zeszło mi nieco dłużej, niż planowałem.
Monster zmarszczył brwi, jednak nie drążył tematu. Zaprezentował im szybko podkłady, które stworzył. Część od razu wyleciała, niektóre fragmenty zaś uznali za całkiem ciekawe. Mieli niesamowity problem z wymyśleniem głównego pomysłu, na którym mógłby opierać się cały utwór. Brakowało tu jakiegoś impulsu, nagłej weny.
Siedzieli tak do wieczora, w międzyczasie wygłupiając się i rapując, czasami wdając się w dyskusję z Jinem, który został ciepło przyjęty, pomimo nikłej wiedzy na temat rapu.

- Może zgadamy się jutro wieczorem? - zapytał zadowolony Hoseok, zbierając się do wyjścia.
- Umówiłem się z Taehyungiem, więc odpada. Może wtorek? - uśmiechnął się Suga, na co już mniej ucieszony Hope odparł:
- We wtorek widzę się z Tae.
Wszyscy spojrzeli na siebie nieco zaskoczeni. Namjoon chyba nie za bardzo ogarniał sytuacji, Jin rozchylił usta, zerkając to na różowowłosego, to na bruneta. Ci dwaj zaś zacisnęli pięści, siląc się na obojętny wyraz twarzy.
- Może środa, czy ktoś znowu widzi się z dzieciakiem? - mruknął Monster, wsuwając na stopy buty. Obaj pokiwali głową na znak, że im pasuje. - No to do środy.
I wyszli. Hoseok zacisnął wargi, schodząc szybko po schodach, blondyn starał się dotrzymać mu kroku.
- Ej, co was tak pogrzało ostatnio? Dajcie temu biednemu dzieciakowi spokój.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. - odparł, wsiadając do samochodu. Namjoon usiadł na miejscu pasażera, opierając się wygodnie, po czym wbił wzrok przed siebie. Nadal w głowie miał słowa Kookiego, jednak nie chciał póki co mówić o tym Hoseokowi, nie wiedział, jak by zareagował, zaś blondyn miał złe przeczucia.



***



Cała paczka siedziała w sali prób na ziemi i dyskutowała między sobą. Jimin tańczył z Taehyungiem, Monster plotkował z Hoseokiem, zaś Yoongi o dziwo zaczął dyskutować z Jungkookiem, co i go samego nieco zaskoczyło. Siedzieli razem przy ścianie, obserwując resztę.
- Po części Cię rozumiem. Nie to, bym miał podobnie, jednak potrafię wczuć się w sytuację drugiej osoby. Moja rodzina też jest nastawiona na to, bym wiele osiągnął, przez co po prostu się staram, czasami ponad moje siły. - skinął głową różowowłosy, skrobiąc coś w zeszycie. - Nie myślałeś by to rzucić i się zbuntować?
- To nie jest takie proste. - odparł młodszy. - Mam utrzymanie, dobre życie i zapewnioną przyszłość. Poza tym to nie tak, że nie lubię tego wszystkiego. Jakoś tak... Podoba mi się to, że jestem dobry, chociaż gdyby nie wymagania rodziców, to nie starałbym się aż tak, przynajmniej nie na początku. Teraz mam to już, że tak to określę, we krwi i to dla mnie normalne.
Suga kiwnął głową, rozmyślając nad czymś. Nagle naszło ich na jakieś zwierzanie, chociaż w gruncie rzeczy się nie znali. Jungkook wydawał mu się najbardziej ogarnięty z tego grona, mentalnie chyba przewyższał wszystkich, więc rozmowa z nim była przyjemnością. Poza tym czasami zwierzanie się obcej osobie było lepsze, niż opowiadanie o problemach bliskim. Młody raczej nikomu o tym nie mówił, to coś pewnie oznaczało.
- A Ty hyung? Masz jakieś cele, marzenia? Poza studiami i konkursem...
- Hm... - zamyślił się na chwilę i wbił wzrok w Taehyunga. - Zamieszkam z Tae w pięknym domu i będę miał darmową rozrywkę do końca życia.
- Z Taehyungiem? Nie wiem, co na to Jimin. - mruknął, również zerkając na bawiącą się dwójkę. Park właśnie nosił blondyna na barana, biegając w kółko. W tym momencie poczuł na sobie wzrok nowego kolegi, który był chyba nieco zaskoczony.
- A co ma Park do tego?
- No nie wiem, czy pozwoli Ci zamieszkać ze swoim chłopakiem. - wzruszył ramionami, uśmiechając się nieco sztucznie. Różowowłosy otworzył usta zaskoczony, aż się prostując.
- Chłopakiem? Jak to... chłopakiem? - zamrugał powiekami, zaciskając dłonie na kolanach. Czuł się tak, jakby ktoś wylał na niego wiadro lodowatej wody. Co te dzieciak bredzi? Przecież Taehyung nie mógł być z tym...
- No tak. Spójrz na nich. - skinął głową w ich stronę. Suga posłusznie zaczął się im przyglądać.- Przecież nie trzeba ich znać, by to dostrzec.
Nagle w głowie Yoongiego pojawiła się setka myśli. Ich pierwsze spotkanie... Ten chłopak był z nim i go za sobą chował, broniąc. Na imprezie u Hosoeka też go widział przez chwilę, chociaż chyba był zajęty czymś innym. Na próbach... Ciągle byli razem i się wygłupiali. Czyżby był aż tak zaślepiony swoim uczuciem, że nie dostrzegł tego, że obiekt jego miłości jest już zakochany, w dodatku od dawna?
Wpatrywał się w roześmianą twarz, gdy Jimin obejmował go od tyłu i bujał się z nim w rytm muzyki. Aż się w nim zagotowało.
To chyba jakiś głupi żart. Jego maluch nawet słowem o tym nie wspomniał. Było... Normalnie, jak gdyby nigdy nic. Przytulał go jak kiedyś...
Kiedyś. Czyżby miał go tylko za przyjaciela? Czy Yoongi sam sobie pewne rzeczy dopowiedział, inne zaś ukrył?
- Zwijam do domu. Jin mnie o coś prosił. - mruknął i wstał. Nie pożegnał się z nikim, po prostu wyszedł. Po raz kolejny jego serce pękło.
Los sobie z niego kpi.






Zapraszam do komentowania <3


15. I need U boy

- Taehyung! - Jimin biegł w stronę blondyna jak szalony. Jego twarz była przepełniona ciekawością, złością, niepewnością, wręcz wszystkim na raz. - Ty knypku mały! Już się melduj co i jak!
Blondyn zagryzł wargę zarumieniony, zaś Park już mniej więcej wiedział, jak rozmowa się zakończyła.
- Powiedziałem mu co się stało i czemu tak postąpiłem. Strasznie się zmartwił i był na mnie wściekły, że to ukrywałem. Płakaliśmy razem, to było... Ach, nawet nie wiem jak mógłbym to opisać.
- Ale... O TYM też mu powiedziałeś? - zmrużył powieki podejrzliwie. Przystanął przed bramą do szkoły i zbliżył się nieco do kolegi.
- Nie. - odparł nieco smutniej chłopak. - Powiedziałem mu tyle, ile mogłem. O tym nie dowie się już nikt. Nie chcę go okłamywać, ale nie chcę też wszystkiego psuć, wiesz jak by to odebrał.
- Domyślam się. Wiem ja, wiesz Ty, tak ma pozostać. Jeśli ktoś się dowie... To będzie piekło Tae.
Blondyn tylko skinął głową, po czym wzruszył ramionami, zaś na jego twarzy wykwitł uśmiech.
- W każdym razie jest już dobrze. Rozmawialiśmy kilka godzin, stare dobre czasy wróciły.
- Poszalałeś. Było już późno jak do mnie napisałeś.
- Odwiózł mnie do domu, więc sam rozumiesz.
Park ruszył powoli w stronę szkoły, poprawiając torbę na ramieniu. Z jednej strony cieszył się, że maluch będzie szczęśliwy, że jeden problem się rozwiązał. Z drugiej... Teraz pewnie będzie poświęcał więcej czasu tamtemu, co już nie bardzo mu się podobało. Jakoś przyzwyczaił się do faktu, że poza małymi wyjątkami, miał go w zasadzie na wyłączność. Uwielbiał być centrum wszechświata, jedyną osobą, do której mógł się ze wszystkim zwrócić. Wprawdzie miał jedną przewagę, mianowicie znał całą prawdę, jednak tamten miał inną, w końcu znali się od małego. Pochrzaniona sprawa.
- To dobrze. Hm... Działo się coś...
- Cześć maluchy! - zza ich pleców wyłonił się Hoseok, wpychając się między nich. Jimin skrzywił się niezadowolony, chciał się dowiedzieć nieco więcej. Ten głupek jak zwykle wszystko psuł.
- O, hyung! - wyszczerzył się Tae, starszy zaś poczochrał jego włosy zadowolony.
- Gotowi na dzisiejszą próbę? Wymyśliłem całkiem spoko kroki, będziecie musieli je ocenić.
- Um... - blondyn westchnął cicho, przegryzając wargę. - Dzisiaj się nie pojawię, umówiłem się już z Yoongim.
Obaj bruneci spojrzeli na niego zaskoczeni i niezadowoleni. Jimin pokręcił głową z niedowierzaniem, nie komentując jednak.
- Pogodziliście się jak mniemam? O co w ogóle poszło?
- Ach, to nieistotne. Teraz jest już dobrze, nie ma co się nad tym roztkliwiać. Nasze relacje są już takie, jak kiedyś, może nawet z czasem staną się lepsze. - młody szybko zakończył temat. Park był niemal pewien, że w Hoseoku aż się gotowało. Znał go na tyle, bo móc wyczytać co nieco z jego twarzy. No no.
- Jak kiedyś? A jakie były wasze relacje wtedy? - kontynuował zaparcie, co tym razem tancerza zaskoczyło. Co tak się gorączkował, przecież to nie jego sprawa? Nie przyjaźnił się z żadnym z tej dwójki, nie miał o niczym pojęcia, zaś zadawał durne pytania, jakby cokolwiek miało to wnieść do jego życia. Upił się? Ma gorączkę? Nie zwalił sobie rano i teraz mu odbija?
- Przyjaźniliśmy się.
Taehyung czuł się chyba odrobinę niezręcznie. Bawił się rękawem koszuli, intensywnie rozmyślając o czymś. Pewnie chciałby ominąć ten temat i uciec jak najdalej.
- My zwijamy Hoseok, do potem! - rzucił Jimin i złapał Tae za nadgarstek, szybko wchodząc do budynku. Jimin - obrońca uciśnionych kosmitów, nie ma co!



***



Yoongi obejmował swoje maleństwo ramieniem, z dumą wypisaną na twarzy. Siedzieli właśnie w kawiarni i zajadali się słodyczami, których kupił tonę. Oczywiście sam nie miał na nie szczególnej ochoty, jednak Taehyung to co innego, prawda? Postanowił nie szczędzić mu przyjemności, w końcu nie karmił go już dwa lata, a apetyt z wiekiem również stał się większy.
- Upaćkałeś się Słonko. - mruknął i przejechał kciukiem po wardze młodszego. Uśmiechnął się i wsunął palec do ust, oblizując go, wzroku oczywiście nie odwracając od tej sierotki, która nadęła policzki.
- Nie zdążyłem się oblizać, ech. - westchnął, pakując do ust ostatnią porcję tortu z bitą śmietaną.
- Następnym razem ja Cię obliżę Tae. - zaśmiał się i poczochrał jego włosy. Młodszy chyba odebrał to jako żart, jednak Suga mówił całkiem serio. Chętnie by go całego zjadł, wycałował i wylizał, wszystko na raz. Nie mógł nad sobą zapanować, co chwila go podmacywał i dotykał. Był jak zboczeniec, który molestował swoją biedną ofiarę, to nieco go przerażało. Nie chciał przecież, by Taehyung czuł się niekomfortowo. Zapanowanie nad łapami jednak było trudniejsze, niż mu się wydawało. - Ach, zaraz oszaleję. - złapał blondyna za ramiona i przyciągnął do siebie. Wtulił twarz w jego szyję, przymykając powieki. Czuł dziwny niedosyt. Czyżby to były hormony?



***


Kolejne dni były stresujące dla wszystkich.
Jimin wkurzał się na wszystkich, łatwo było go wyprowadzić z równowagi. Był zazdrosny o Tahyunga, ale i o Kookiego, który cały czas zajmował się Namjoonem, go zaś ewidentnie olewał.
Suga starał się ogarnąć, jednak ciągle łapał się na tym, że ze wszystkim mu się śpieszy i był zwyczajnie niewyżyty, co przecież nie pasowało do jego osobowości.
Namjoon zaczął w końcu pracować nad bitami do utworu na konkurs, co kończyło się nieprzespanymi nocami, poza tym na uczelni zaczął się nieprzyjemny okres egzaminów.
Taehyung był rozrywany przez wszystkich i nie miał na nic czasu. Starał się poświęcić uwagę każdemu, jednak jak na złość cała trójka jego znajomych oszalała.
Jungkook miał ochotę zabić Jimina, dodatkowo Monster nie miał dla niego czasu, przez co czuł się samotny.


Jin kroił właśnie mięso w kuchni. Yoongi wyszedł, z resztą to nie była żadna nowość. Ostatnio kursował między uczelnią a miastem, gdzie widywał się z tym całym Taehyungiem.  Cieszył się, że wrócił do żywych, że ciągle się uśmiechał. Wrócił mu apetyt, normalnie sypiał. Czemu więc mu samemu było tak źle?
Miłość to szczęście drugiej osoby... Sami odczuwamy radość, gdy ukochany jest spełniony. Dlaczego więc jego miłość jest taka samolubna? Czemu pragnie, by im nie wyszło? Chciał go dla siebie, pragnął być osobą, dzięki której pojawia się uśmiech na twarzy Sugi. Najchętniej wykreśliłby istnienie tego blondyna, wywiózł go na inna planetę. Miałby spokój i może nawet szansę?
- Ach! - jęknął i uniósł dłoń, z której sączyła się krew. Wsunął ją pod kran i polał wodą. Zdecydowanie za bardzo się wszystkim przejmował, jednak jak miałby przestać? Serce bolało go niesamowicie, Czuł, jakby się rozpadało. Codziennie, co chwilę. Z każda nową myślą, z każdym uśmiechem młodszego.
Podszedł do szafki i wyciągnął apteczkę. Owinął swój palec bandażem. Musi przestać, inaczej grozi to czymś poważnym. I tak nie mógł skupić się na czymkolwiek innym. Na zajęciach się wyłączał, żył fantazjami... Zawsze rozsądny, zawsze spokojny, teraz zaś świrował. Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że nie miał z kim o tym porozmawiać. Jego najlepszy przyjaciel przecież nie mógł się dowiedzieć, prawda?


A J-hope...



***


- Cholera, Hoseok. Mam prośbę! - jęknął do słuchawki Jimin. Starszy westchnął cicho, nie miał zamiaru wysłuchiwać jego głupich historyjek. Poza tym Park ostatnio go irytował. Jak każdy w zasadzie.
- Co chcesz? - mruknął, wpatrując się od niechcenia w ekran telewizora.
- Umówiłem się do opery z Kookim.
- Ty wiesz co to opera? Tam się nie pieprzy. -prychnął. Ten głupek był chyba zdesperowany, jednak co go obchodzą jego randki?
- Hoseok! Nie jestem taki głupi! Mam problem po prostu i będziesz mi potrzebny koło piątej rano.
- Co?! Chyba Cię powaliło. O tej porze mam zamiar przewracać się na drugi bok. Kończę. - już miał się rozłączyć, gdy młodszy niemal krzyknął:
- Taehyung!
Te jedno imię wystarczyło, by Hoseok się nieco bardziej zainteresował.
- Co z nim?
- Musisz po niego przyjechać. Błagam Cię, chcę się zobaczyć z Ciastkiem, a boję się o Tae. Wiesz, że to sierotka, jeszcze go zabiją! - głos Jimina był naprawdę błagalny, jednak to już było nieistotne.
- Czemu o tej porze będzie... gdzieś?
- Eee... Jakiś jego znajomy ma urodziny i pewnie zejdzie im do rana. Wiesz, kazałbym mu brać taksówkę, ale ma słabą głowę, jeszcze by zasnął i no... Martwię się.
- Gdzie mam być?
- Pod galerią Sakura na parkingu. Jestem Twoim dłużnikiem hyung!
- Tsa. Kończę, pa!
Rozłączył się i odłożył telefon. To zmieniało postać rzeczy. Mógł odmówić Parkowi, jednak jeśli rozchodzi się o blondyna, to nie było opcji, by sobie darował. On i wracanie nad ranem do domu? Samotnie? Po tych niebezpiecznych ulicach? Nie ma szans, by pozwolił na coś takiego. Zresztą... Będzie miał okazję pobyć z nim w końcu sam na sam. Ostatnio zajęty był Sugą i Jiminem, on został nieco odepchnięty, co w najmniejszym stopniu mu się nie podobało.
Zerknął na zegarek... Dochodziła dwudziesta. Lepiej się zebrać i przespać, potem przecież może mieć inne rzeczy na głowie.

Było już kilka minut po piątej. Rozglądał się dookoła, by przypadkiem go nie przeoczyć, chybaby się wtedy zabił. Co chwila zerkał na zegarek, starając się zapanować nad nerwami. Było zimno, jednak to nie z powodu pogody miał na ciele gęsią skórkę.
- Och...
W końcu go zobaczył. Obejmował się ramionami, chyba zmarzł... W dodatku wyglądał na wymęczonego. Przyglądał się samochodom, chyba szukając Jimina.
- Tae! - krzyknął i pomachał mu. Blondyn spojrzał na niego i aż na chwilę przystanął. Chyba był zaskoczony. Dopiero po kilku sekundach ruszył w jego stronę, uśmiechając się nieco niepewnie. - Jiminowi coś wypadło, zastępuję go.
- Przecież mówiłem mu, że sam sobie poradzę. Biedny hyuuung! - ku zadowoleniu starszego, dzieciak mocno go przytulił. - Przepraszam, powinieneś spać.
- I tak cierpię na bezsenność.- wymruczał cicho, gładząc go po plecach. Chociażby dla takiego miłego gestu warto było zrywać się o takiej godzinie i sterczeć na zimnie. Po chwili chłopak się od niego odsunął i zgarnął z twarzy włosy, które aż błyszczały od lakieru. Na jego zmęczonej twarzy zauważył też całkiem sporą ilość makijażu. Czyżby Jimin znowu się zabawiał w stylistę? Cóż, ładnemu we wszystkim ładnie, chociaż wolał go naturalnego. Najlepiej rozczochranego i w za dużych dresach.
- Dobra, wsiadaj, bo mi zamarzniesz. - otworzył przed nim drzwi, po czym zdjął swoją kurtkę i zarzucił mu na ramiona. - Nawet nie oddawaj, będziesz chory i mnie wszyscy pozabijają za złą opiekę.
- Jeszcze mnie znienawidzisz przez ich nadopiekuńczość. - zaśmiał się blondyn i wsunął ręce w rękawy, po czym wsiadł do środka. Hoseok zamknął za nim drzwi i zajął miejsce kierowcy.
- Nie ma takiej opcji, też zaliczam się do grona Twoich opiekunów. Teraz jednak lepiej powiesz mi gdzie mieszkasz.
Na twarzy młodszego pojawiła się niepewność i jakby zwątpienie.
- Hm, wystarczy, że odwieziesz mnie pod park zachodni.
- Nie ma tak. Albo adres, albo nocujesz dzisiaj u mnie.
- Ale...
- Zrozumiałem, zapinaj pasy, mój dom jest i tak bliżej. - ruszył przed siebie, zadowolony z własnej pomysłowości. Taehyung był chyba zbyt zmęczony, by się z nim wykłócać, co było mu bez wątpienia na rękę. - Jak tam impreza?
- Och, jaka impreza? - Tae zmrużył powieki i zerknął na niego, chowając twarz w kołnierz kurtki. Wyglądał uroczo w za dużych ubraniach.
- Byłeś na urodzinach, tak?
- Ach. - pokiwał głową nieco zbyt energicznie. - Tak, ale było średnio. Jestem zmęczony, w dodatku chyba wypiłem za dużo.
- Biedaczek. - zmartwił się Hope i przyspieszył. Drogę do domu pokonał wręcz błyskawicznie, o tej porze ulice na szczęście nie były zapełnione samochodami, co tylko działało na jego korzyść. Po chwili byli na miejscu. Wysiedli i udali się do środka. Hoseok zsunął buty, młodszy zrobił to samo, chociaż nieco bardziej koślawo.
- Dam Ci coś na przebranie, chodź. - załapał go za rękę i pociągnął w stronę garderoby. Bez większego namysły wyciągnął swoją ulubioną koszulkę i jakieś krótkie spodenki, które wręczył koledze, następnie jeszcze po drodze złapał za ręcznik, który owinął wokół szyi blondyna. - Leć się wykąpać, ja ogarnę Ci pokój.
- Obejrzymy film? - zapytał ni z tego, ni z owego Tae, nadymając nieco policzki. Hosek zmarszczył czoło zaskoczony, zatrzymując się w połowie drogi do pokoju gościnnego.
- Masz siły? Jeśli chcesz, to masz dziesięć minut na wykąpanie się. Mój pokój jest zaraz na lewo. Musisz się wyrobić, inaczej idziemy lulu i tyle. - uśmiechnął się i tyle widział malucha, który wbiegł do łazienki w zastraszającym tempie. Starszy poszedł do kuchni, skąd zabrał przekąski i napoje, po czym wszedł do swojego pokoju. Przygotował łóżko, podłączył laptopa i przebrał się w swoją pidżamę, wskakując następnie do łóżka. Nie czekał długo, chwilę później w pokoju pojawił się Taehyung z mokrymi włosami i w jego ubraniach. Hm, będzie musiał częściej dawać mu swoje ciuchy, wyglądał w nich ślicznie.
Blondyn szybko podszedł do łóżka i bez większych oporów wszedł na nie, na czworaka człapiąc w stronę Hoseoka. Wsunął się pod jego kołdrę i wyszczerzony oparł brodę o jego ramię. Nie trzeba chyba mówić, że starszemu nagle zrobiło się cieplej, prawda?
- Obejrzymy anime, okej?
Brunet nawet bajki o kupie by z nim chętnie obejrzał. Akurat produkcja go najmniej interesowała, przecież i tak się nie skupi na fabule, bo miał o wiele ciekawszy obiekt do oglądania, jednak co mu szkodzi się podroczyć?
- Hm, miał być film. Nie wiem, czy zasłużyłeś na kreskówki...
- Hyuuung. Nie rób mi tego! - jęknął młodszy i objął jego ramię, robiąc najsłodszą minkę, jaką brunet  kiedykolwiek widział. - Proszę!
- Musisz mnie przekonać, nie ma nic za darmo.
- No ale ja nic nie mam hyung, nie bądź taki. - przysunął się do niego i objął go w pasie, patrząc na niego z dołu. - Hm? Hm? Hmmmm? - oparł czoło o jego tors i zaczął pocierać twarzą o jego ciało. - Chcę anime!
Hoseok wstrzymał na chwilę oddech nieco zestresowany. Położył niepewnie dłonie na ramiona młodszego i delikatnie pogładził jego kark, wzdychając. I jak miał być stanowczy, skoro ta paskuda wyciąga ciężką broń, przeciwko której nic nie mógł? Nachylił się odrobinę i musnął wargami jego włosy, nie mogąc się powstrzymać.
- To jakie mam włączyć, marudo?
Młodszy od razu się wyprostował i zabrał laptopa, wpisując jakąś nazwę. Hope sięgnął po chipsy i otworzył paczkę, opierając głowę o poduszki, których przytargał całą masę. Wbił wzrok w kolegę, który chwilę później opadł obok niego, odstawiając sprzęt na jego uda. Zaczęła lecieć jakaś głupia piosenka, jakieś zielonowłose dziecko biegało z gołym tyłkiem. On serio musiał być kosmitą, skoro podobały mu się takie głupoty. Sam brunet nie był zainteresowany oglądaniem. Niby od niechcenia wsunął ramię pod głowę chłopaka i objął go delikatnie. Przez następne kilkanaście minut jak gdyby nigdy nic bawił się jego włosami, myślami będąc daleko. Podobała mu się ta sytuacja. Tylko oni, łóżko i jakiś gołodupiec na ekranie. Ciemno, cicho i przyjemnie. Prawie jakby byli razem.
STOP. W sensie jako przyjaciele, przecież on go nie jara! No... Może trochę. Albo bardziej, niż trochę. Nieistotne. Nie chciał się nad tym teraz zastanawiać.
Po jakimś czasie poczuł, że głowa chłopaka opada na jego ramię. Zerknął na niego i uśmiechnął się pod nosem, widząc jego zamknięte oczy i rozchylone wargi. Ostrożnie odłożył laptopa i zabrał z łóżka jedzenie, po czym złapał go i delikatnie zsunął niżej, by leżał. Zakrył go kołdrą, sam po chwili pod nią lądując. Zapewne wymęczył się na imprezie, aż dziw, że dał radę jeszcze cokolwiek oglądać. W każdym razie nie było to złe, miał chociaż pretekst, by z nim spać.
Przygryzł wargi, przyglądając się jego twarzy. Takie niewinne maleństwo, słodkie i urocze! Objął go ręką i przymknął oczy, czując w środku przyjemne ciepło. Robisz postępy chłopie!

Obudził się kilka godzin później. Nieco zaspany ziewnął i zerknął na dół, gdzie w najlepsze spał sobie Taehyung. Na jego torsie, z twarzą wtuloną w pierś. Obejmował go delikatnie, uśmiechając się przez sen. I niech ktoś mu kiedyś powie, że to nie jest najsłodsze stworzenie na świecie!
Zadowolony położył dłonie na jego plecach, głaskając je delikatnie. Jeszcze jakby dostał buziaka na powitanie...
Po chwili poczuł delikatny ruch. Blondyn zacisnął palce na jego koszulce, następnie się przeciągając, przez co brzuch Hoseoka został pięknie odkryty. Tae początkowo chyba nie ogarniał, gdyż położył się z powrotem na niego, dopiero po kilkunastu sekundach szybko zrywając się. Przysiadł na łóżku i spojrzał zaskoczony na Hopa, cały czerwony na twarzy.
- Przepraszam! - jęknął, oblizując wargi, które następnie przegryzł. Jung uśmiechnął się i zerknął na swoją koszulkę, która była gdzieniegdzie mokra.
- Obśliniłeś mnie dzieciaku. - wyszczerzył się i wskazał na plamy. Blondyn jeszcze bardziej się zarumienił, chowając twarz w dłoniach.
- Ja nie chciałem hyung! Jeju...
- Głuptas. - brunet usiadł i złapał go za nadgarstki, przyciągając do siebie. Objął go mocno, chowając jego twarz w swoje obojczyki. Nie wiedział czemu to zrobił. To był chyba odruch bezwarunkowy. - To jest słodziutkie, nie przejmuj się tak tym. Chodź, wracamy do łóżka.
Pociągnął go na dół i wciąż obejmując go jedną ręką zakrył kołdrą. Taehyung nie protestował, sam wtulił się w niego, przymykając oczy.
- Hyung...
- Tak?
- Ładnie pachniesz.
Na twarzy Hoseoka pojawił się nieco głupkowaty uśmiech, jednak po chwili młodszy dodał:
- Jak na brzydala.
Brunet nadął policzki, po czym szybko przerzucił blondyna na plecy, samemu lądując nad nim. Przysiadł na jego biodrach i zaczął go łaskotać po brzuchu, ręce wsuwając pod jego koszulkę.
- Ty paskudo! Nie ładnie tak kłamać!
- H-hyung! Przestań! - piszczał młodszy, starając się zrzucić go z siebie, oczywiście bezskutecznie. Wierzgał się na wszystkie boki, wyginając, machając rękoma i nogami. Jung zaś z dziką satysfakcję terroryzował go dalej. Gdy młodszy zaczął mieć problemy ze złapaniem oddechu przestał i, nie zabierając z jego brzucha dłoni, nachylił się nad jego twarzą.
- Przeproś.
Nie było to dobre posunięcie. Taehyung rozchylił powieki i płytko oddychając wlepił swoje piękne oczy w Hoseoka. Jego wargi były rozchylone, klatka piersiowa poruszała się w zastraszającym tempie. Dodając do tego fakt, iż starszy siedział na jego biodrach i wyczuwał pod sobą przyrodzenie blondyna... Sytuacja była niezmiernie stresująca. Oboje jakby zastygli. Jung nie mógł nic powiedzieć, chyba chwilowo zapomniał nawet jak się mówi. Wpatrywał się w zarumienioną twarz chłopaka, zaś jego serce niemal nie wyskoczyło mu z piersi. Ta anielska buzia była idealna. Dopiero teraz zauważył, że młodszy ma na nosie pieprzyka, szalenie słodziutkiego. Delikatnie wykrzywione do przodu ząbki, niesamowity kształt ust. Właśnie, te usta były problematyczne. Gdyby jeszcze ten mały kusiciel darował sobie oblizywanie!
- A... Jak nie przeproszę? - wydusił z siebie po dłuższej chwili Kim. Jego głos drżał, był niepewny, co dodatkowo sprawiało, że brunet miał ochotę się na niego rzucić.
- Wtedy... zjem Cię. - mruknął głupkowato. Nie myślał teraz o słowach, same gesty były wystarczająco stresujące. Zacisnął nieco mocniej dłonie na jego nagim brzuchu, zaciskając nieco wargi.
- Nie przeproszę... - szepnął ledwie słyszalnie Tae.
I cóż biedny Hoseok mógł w tej sytuacji zrobić? Pozostało mu tylko zasmakowanie chłopaka, jednak czy go tym nie spłoszy?
Delikatnie przysunął usta do nosa chłopaka i musnął go wargami. Młodszy przymknął powieki, wzdychając cicho, jego klatka piersiowa poruszyła się wyraźnie, co Jung uznał za przyzwolenie. Powoli zsunął się niżej, do odsłoniętego ramienia, które ostrożnie ugryzł.
- Och... - wyrwało się z różowych ust, co już i tak zestresowanego bruneta wytrąciło z równowagi. Już miał ukąsić szyję chłopaka, gdy jego telefon zaczął dzwonić.
- Cholera. - warknął i szybko zsunął się z łóżka. Zerknął na ekran i rozłączył się niezadowolony. Głupi Jimin, jak zwykle przeszkadza.
Odwrócił się i spojrzał na Taehyunga, który zmieszany przysiadł na łóżku, poprawiając się. Nieco ich poniosło, jednak wcale tego nie żałował. Może gdyby nie ten telefon, to doszłoby do czegoś więcej?
- Chodź Tae, zjemy śniadanie. - uśmiechnął się podał młodszemu ciepłą bluzę, którą bez słowa przyjął.
- Hyung...
Hoseok spojrzał na niego nieco zaskoczony.
- Tak?
- Ładny z Ciebie brzydal.





Zapraszam do komentowania ;)




środa, 20 maja 2015

14. I need U boy

Jungkook rozejrzał się po wnętrzu małej kawiarni. Nie było to typowe dla niego miejsce, zawsze z rodziną chodził do eleganckich i luksusowych, gdzie przebywała cała biznesowa śmietanka, tutaj zaś pełno było młodych, roześmianych ludzi, którzy plotkowali, czytali książki, czy też zwyczajnie delektowali się kawą.
Dopiero po chwili wypatrzył jasne włosy i charakterystyczny uśmiech. Zadowolony ruszył w stronę chłopaka i przysiadł się naprzeciwko.
- Witaj. Trochę się zgubiłem, nie bywam w takich miejscach. - odparł. Nie chciał, by mężczyzna wyrobił sobie o nim złą opinię, przecież zawsze był punktualny.
- Nie ma sprawy, zdarza się najlepszym. - uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym zawołał kelnerkę. - Co sobie życzysz?
- Och... - Kookie szybko sięgnął po menu i przejrzał byle jak. - Niech będzie gorąca czekolada z miętą i tort czekoladowy.
- Dla mnie zwykłe espresso i to co zawsze.
Kelnerka odeszła, zaś blondyn zlustrował Jungkooka uważnie wzrokiem, co nieco go zawstydziło. Oczy Namjoona zawsze niemal przeszywały go na wskroś, doprowadzały do dziwacznych reakcji, nad którymi pomimo szczerych chęci zapanować nie mógł. To był jeden z tych ludzi, którzy swoją genialnością zabijali, których aura miała niesamowitą moc. W końcu byle kto nie zmieniłby go w towarzyskiego człowieka.
- Nie za dużo tej czekolady? Zemdli Cię.
- Uwielbiam ją, poza tym słodycze to moim zdaniem najwspanialsza rzecz na świecie, mogę się nimi zajadać całymi dniami. Zresztą to moja główna życiowa przyjemność, nie będę sobie szczędził. - wzruszył ramionami, opierając się wygodnie o oparcie fotela. Nieco nerwowo bawił się palcami, wykrzywiając je na wszystkie możliwe strony.
- Doprawdy... Sądziłem, że jesteś raczej zwolennikiem gorzkich smakołyków, pasowałoby to do Twojej osobowości.
- Pozory mylą. Śmiem twierdzić, że nie zawsze ludzie są tacy, jak na pierwszy rzut oka by się wydawało. Jesteśmy istotami złożonymi, nasz umysł skrywa naprawdę wiele. Często sami nic nie wiemy o sobie, jakże więc ktoś mógłby nas odpowiednio ocenić? - spojrzał na niego pytająco. Sam był na to idealnym przykładem. Okłamywał siebie, obraz jego własnej osoby diametralnie odróżniał się od tego, jaki był rzeczywiście. Wszelkie pragnienia okazały się być tylko częściowymi celami, które może i były istotne, jednak to nie one dawały mu szczęście.
- Mylisz się. - usłyszał niski głos Monstera. Zmarszczył czoło, unosząc następnie pytająco brew. Blondyn oczywiście raczył go uświadomić. - Chodzi mi o Twoje ostatnie słowa. Czasami potrzeba nam kogoś, by odkryć samego siebie. Osoba trzecia dostrzega to, co sami możemy przed sobą ukrywać. Gdybyśmy polegali tylko na własnych opiniach, to ludzkość by zginęła. Rady, uwagi, działania... One naprawdę są istotne i ważne. I to Ty Jungkook powinieneś o tym wiedzieć najlepiej.
Kookie chciał coś odpowiedzieć, cóż jednak mógł, skoro to była prawda? Blondyn przejrzał go w pierwszej chwili, od razu zmieniając jego życie o 180 stopni. Ze spotkania na spotkanie coraz bardziej się otwierał na ludzi, czy też na nowe doświadczenia. Nie był tą samą osobą, dzięki niemu narodził się nowy Jungkook: lepszy i bez wątpienia fajniejszy.
- Nie ukrywam, masz w tym momencie rację, jednak nie zawsze jest to możliwe. Jednak ma się nad czym roztkliwiać.
- Jak wolisz. W takim razie opowiedz mi o swoich próbach, dajesz sobie radę?
- Standardowo. Nie mam w zwyczaju robić coś niewystarczająco dobrze. Uczę się tych układów, staram się nadrobić braki, nikt poza jednym członkiem się nie czepia.
Namjoon spojrzał na niego zdziwiony. W tym samym momencie pojawiła się kelnerka z ich zamówieniami. Podziękowali, po czym blondyn zapytał:
- O kim mówisz? Ktoś Ci dokucza?
- Nie o to chodzi. Znasz przecież Jimina, bywa kłopotliwy i irytujący. Czasami powie coś głupiego, co całkowicie wyprowadzi mnie z równowagi. Nie mam pojęcia jak reszta z nim wytrzymuje.
Kookie mógłby przysiąc, że dostrzegł nieco zadziorny uśmiech na jego twarzy, jednak postanowił tego nie komentować. Ten człowiek nie należał to tępej masy, ciężko było go rozgryźć. Upił więc łyk gorącego napoju, rozkoszując się połączeniem słodyczy i orzeźwienia.
- Park to specyficzny człowiek, nie ma co zwracać na niego uwagi.
- Masz rację chociaż nie ukrywam, że wolałbym, by zajął się swoim chłopakiem, nie zaś mną. To irytujące, gdy zachowuje się dwuznacznie w jego towarzystwie.
- Czekaj, czekaj... Jak to 'chłopak' Jimina? On jest w związku? - zdziwienie na jego twarzy bez dwóch zdań było prawdziwe. Kookie westchnął cicho. Czyżby Namjoon o tym nie wiedział?
- Znasz Taehyunga, prawda? Nie wiedziałeś, że są razem?
Tym razem blondyn aż odstawił kubek i przechylił się w jego stronę.
- Serio? To już takie poważne? Hoseok mi nic nie wspominał, Jimin się przyznał?
- Oczywiście, zresztą widziałem jak się macali w szatni, poza tym ten głupek ciągle wspomina o wspólnych nocach, bywa zazdrosny.
- O cholera... - mruknął, odchylając głowę do tyłu. Jungkook nie spodziewał się aż takiej reakcji, nieco go to zdziwiło.
- Coś nie tak? Czyżbyś skrycie podkochiwał się w panu z absem?
- Co? Przestań! - machnął ręką, prostując się. Na jego twarzy pojawiło się niedowierzanie pomieszane z rozbawieniem. - Już prędzej bym poleciał na Taehyunga. Zaręczam Ci jednak, że do żadnego nie wzdycham. Powiem nawet więcej, znaczą dla mnie niewiele.
- Nie lubisz ich? - uniósł brew, wsuwając do ust kawałek ciasta.
- To nie tak, że ich lubię, czy nie lubię. Z tym młodym zamieniłem raptem kilka zdań. Jest uroczy i zabawny, pocieszny, jednak głębszą sympatią do niego nie pałam. Mogę z nim pogadać, pośmiać się, jednak nie jest to typ człowieka, który by mnie jakoś szczególnie interesował. Park zaś... To ptasi móżdżek, zboczeniec i idiota. Wkurza mnie, ale jakoś wybitnie go nie nienawidzę. To neutralne jednostki. Lubię Hoseoka, lubię i Ciebie, czy też starych znajomych, reszta to tolerowane istoty, tyle.
Kookie oblizał usta z czekolady, upijając następnie kolejny jej łyk. Nie dało się ukryć, że słowa te podniosły go na duchu. Nie spodziewał się tego, raczej uważał się za tę szarą masę, nie zaś za osobę, którą ten człowiek mógł lubić. Na jego ustach pojawił się głupi uśmiech.
- Czym sobie zasłużyłem na takie wyróżnienie?
- Jesteś godnym kompanem do rozmów. Myślisz, dobrze rozumujesz, posiadasz szeroką wiedzę. Początkowo może i mnie irytowałeś, jednak to mnie tylko zmotywowało do zmiany Twojego podejścia. Nie będę też owijał w bawełnę... Zwyczajnie czuję się jak twój mentor, jeśli chodzi o świat pełen rozrywki. Jestem odpowiedzialny za Ciebie w jakiś sposób, nie nie ucieknie się już przed tym.
To było... miłe, po prostu. Zawsze go komplementowano, jednak teraz był to inny rodzaj pochwał. Spełnił standardy, które Namjoon wyznaczył, to w jakimś sensie sukces, nieprawdaż? Sam blondyna uważał za najbliższą sobie osobę. Może nie ufał mu mocno, jednak spędzanie z nim czasu dawało mu wiele radości. Z każdym kolejnym spotkaniem jego życie stawało się pełniejsze i teraz już sam się przyznawał się do tego, że z niecierpliwością wyczekiwał każdego wyjścia, jakiejkolwiek rozmowy. Gdy ten pojawiał się by porozmawiać z Hoseokiem, to 'niechcący' pojawiał się w okolicy, byleby tylko zamienić z nim kilka słów. Oczywiście najczęściej kończyło się to na tym, że siedzieli razem całkiem długo, ględząc o głupotach i nieistotnych sprawach. Zresztą... Z tym człowiekiem nawet milczenie było przyjemne, ten typ ma chyba takie właściwości.
Jest uzależniający.



***


- Daj spokój Hoseok. Mówię Ci przecież, że nie odbiera! - mruknął Jimin, wsuwając do ust kolejnego chipsa. Siedzieli właśnie w mieszkaniu młodszego, objadając się słodyczami. Oboje byli podenerwowani, niemal wychodzili z siebie.
- Zaraz zwariuję! - jęknął starszy, zaciskając dłonie na kolanach. Robiło się już ciemno, zaś ani Suga, ani Taehyung nie odezwali się do żadnego z nich. Zero kontaktu z dwójką, to nie było normalne. Nie to, by bał się, że Yoongi zrobi krzywdę blondynowi. To mimo wszystko bardzo w porządku facet, jednak czuł lęk, niepewność.
"Jedna z najważniejszych osób w moim życiu". Cholera jasna, to brzmiało zbyt dwuznacznie. Teraz jak kretyn zastanawiał się, czy chodziło o przyjaźń, czy o coś więcej. W końcu sam się domyślał, że mogli być kiedyś razem, na ten moment jednak ta opcja nie była tak chętnie przez niego odbierana. Pomijając fakt, że Taehyung jako zdradzający chłopak, to coś wręcz niewyobrażalnego. Poznał go już na tyle, że był przekonany o tym, że nie chodziło o zdrady, o co w takim razie?
Jimin pewnie wszystko wiedział, on zaś był odsunięty od informacji, co wprawiało go w stan konsternacji. Chciał wszystko zrozumieć. Wkurzało go to, że nic nie wiedział o tych tajemnicach, że jego jedyny kontakt z Tae, to szkoła i próby, Park zaś w ogóle nie pomagał. O tyle dobrze, że zajmował się tym młodzikiem, chociaż mógł sobie czasami pogadać z blondynem. Oczywiście ciągle ten knypek się wtrącał, ale lepsze to, niż nic.
Cholera po raz kolejny tego wieczoru! Coby nie było wątpliwości, to nadal koleżeńskie relacje, nie chodziło o nic więcej. Polubił go, więc chciał spędzać z nim trochę czasu, tak jak z innymi przyjaciółmi.
- Odpisał! - krzyknął Jimin, wyrywając go z zamyślenia. Hoseok zerwał się i przysunął do niego, zerkając na ekran telefonu. "Jestem już w domu, jutro Ci opowiem wszystko!" - A to menda, mam wytrzymać do juuutra?- jęknął i rzucił telefon na kanapę, opadając zaraz na nią.
Hope skrzywił się i zapchał sobie usta ciastkiem. Liczył na lepszą relację, teraz czeka go noc pełna głupich myśli.



***



Pogładził jego plecy, wzdychając cicho. Czuł zapach jego perfum i spokojny oddech na swojej szyi, w którą wtulony był Taehyung. Brakowało mu tego. Tak totalnie, cholernie mocno. Tęsknił za jego głosem, dotykiem, uśmiechem. Za głupimi spojrzeniami, po których oboje wybuchali śmiechem. Teraz dopiero wiedział, co to znaczy szczęście i jak bardzo człowiek czuje się spełniony, mając przy sobie przyjaciela.
- Już nigdy mnie nie zostawiaj, rozumiesz? Nie ukrywaj takich rzeczy. Żyjemy dla siebie, nie możemy zmarnować kolejnych lat, Tae. - uśmiechnął się i przyciągnął go jeszcze bliżej. Nie mógł się nim nacieszyć. Czuł się jak człowiek, który żył bez wody od dawna i teraz dostał jej tak dużo, że nie może się nią nasycić, ciągle było mu mało. Najchętniej przykleiłby go do siebie i już nigdy nie wypuścił.
- Przepraszam hyung. Zawsze byłem głupi, wiesz to najlepiej. - uśmiechnął się delikatnie, unosząc głowę. Ich twarze było zdecydowanie zbyt blisko siebie, jednak Yoongiemu to nie przeszkadzało. Odzyskał swojego anioła, teraz już nigdy nie pozwoli mu odejść.
Musnął wargami jego czoło, nie mogąc się powstrzymać. Od razu przez jego ciało przeleciał dreszcz.
- W ogóle to jakim prawem stałeś się jeszcze ładniejszy? Już i tak od zawsze byłeś pięknym dzieckiem, teraz zaś pewnie ludzie nie mogą oderwać od Ciebie wzroku. - zaśmiał się, głaszcząc go wierzchem dłoni po policzku. Gdy go prędzej widział, to dostrzegł tę zmianę, jednak będąc tak blisko wszystko wydawało się jeszcze bardziej nasilone. Rysy jego twarzy nieco się zmieniły, twarz stała się bardziej pociągająca, zaś samo ciało smuklejsze i kształtniejsze. Jego maluch był ideałem, najwspanialszym na świecie.
- Przesadzasz. - delikatne rumieńce pojawiły się na jego policzkach. Spuścił głowę, na co Suga zareagował westchnieniem. Złapał go za ramiona i po raz kolejny przyciągnął do siebie.
- Moje najukochańsze maleństwo! Jeju, uwielbiam Cię, zabiorę do domu i nie wypuszczę!
- Haha, Yoongi! - Tae chciał się uwolnić, jednak starszy był silniejszy. - Muszę wracać do domu, jutro mam na rano zajęcia.
- Ranisz mnie. Chcę nadrobić każdą straconą chwilę, musimy zobaczyć się jutro.
- Zadzwonię do Ciebie i się umówimy. - zamruczał cicho, po czym pocałował różowowłosego w policzek. - Dobranoc i dziękuję za wszystko!
Suga puścił go zadowolony.
- Słodkich snów!
I mały odszedł, pozostawiając Yoongiego z masą dziwacznych myśli. Odzyskał to, co było dla niego najważniejsze, jednak w głębi duszy cała ta sytuacja go martwiła.
Wsiadł do samochodu, wspominając rozmowę w parku. Nie spodziewał się czegoś takiego, całkowicie wybiło go to z rytmu. Myślał, że będzie miał powód do złości, teraz zaś sam był na siebie wściekły, że mimo wszystko nie sterczał pod jego domem dzień i noc. Mógł być bardziej dociekliwy i pomóc mu. Spieprzył na całej linii jako przyjaciel, będzie musiał teraz mu wszystko wynagrodzić.
I zacząć działać. Nie zostawi tak tego.
Zdobędzie go.





Zapraszam do komentowania ;)


wtorek, 19 maja 2015

13. I need U boy

Mała informacja: przez pewien okres rozdziały nie będą dodawane codziennie. Po pierwsze - mam masę nauki, gdyż zbliża się sesja, po drugie - ciężko mi w takich warunkach stworzyć coś fajnego, a nie chcę pisać tylko po to, by coś dodać. Liczę na wyrozumiałość, bowiem postaram się mimo to dodawać kolejne części jak najczęściej.

Teraz zaś zapraszam już do czytania! ;)


***


Do przodu, do tyłu, ręka w bok, podbródek opuszczony. I kolejny raz odwrotnie. Obrót, podskok i ruch biodrami.
- Ciastek, z seksem proszę, z seksem! - westchnął Jimin i podszedł do młodszego kolegi. Stanął za nim i położył dłonie na jego biodrach, przyciągając jego pośladki niebezpiecznie blisko własnego krocza. - Tak masz nimi poruszać, subtelności słonko.
Co jak co, ale bycie tancerzem miało całą masę zalet. Teraz mógł sobie obmacywać Jungkooka do woli, niby pod pretekstem nauki. Maluch przecież nie mógł protestować przy tylu osobach. Większość zdawała się na geniusz Parka i skoro go poprawiał, to bez wątpienia coś było nie tak
Uśmiechnął się szeroko, przysuwając usta do jego ucha. Drażnił oddechem jego wrażliwą skórę, zaś zawstydzenie i złość na twarzy dzieciaka tylko bardziej go do tego motywowało. Uwielbiał mu dokuczać, zmuszać do znienawidzonych reakcji. Czuł się wtedy... męsko, po prostu.
- Zrozumiałem, możesz mnie już puścić. - mruknął młodszy, starając się odsunąć od niego, ten jednak jeszcze mocniej go przytrzymał.
- Spokojnie. Chcę Ci tylko pomóc. Nie bądź taki spięty, poczuj to. - zabrał jedną dłoń z jego biodra i położył ja na podbrzuszu chłopaka. - Postaraj się odrobinę wciągnąć brzuch i zrobić coś na wzór fali. Tutaj powinno być nieco bardziej wypukle, weź to pod uwagę.
Czerwone policzki, nierówny oddech, serce niemal wyskakujące z piersi. I niech ktoś mu powie, że ten słodziak na niego nie leci, nie ma nawet takiej opcji!
Odsunął się zadowolony, po czym odszedł nieco do tyłu, by zająć się swoim tańcem. Hoseok przygotował kilka układów, które musieli sobie samodzielnie opracować, potem zaś będą je mieszać i ulepszać, by w końcu wyszło im coś ciekawego. Jimina nieco dziwił fakt, że hyung miał tyle czasu i pomysłów, jednak to wielki plus. Dobrze mieć tak zdolnego i konkretnego kapitana. Z nim czuł, że naprawdę mają szansę na wygraną, czy chociażby na jakieś wyróżnienie. Sam fakt, że piekielnie zajebisty tancerz (no oczywiście, że Jimin, przecież jest najlepszy!) połączył siły z genialnym choreografem, był poniekąd sukcesem, a posiadali jeszcze na stanie kilku niezłych ludzi. Będzie dobrze.
Sięgnął po butelkę wody, zerkając na niewielkie podwyższenie, gdzie przy sprzęcie siedział Taehyung. Bazgrał coś w zeszycie, raz po raz zerkając na tancerzy z tym swoim słodkim uśmiechem. Nie mógł się powstrzymać przed tym, by go ze sobą nie zabierać. W jego towarzystwie miał więcej siły i energii, plus oczywiście z racji chęci popisania się, ćwiczył efektywniej. Początkowo Hoseok nie był zbyt zadowolony i trzeba było go wręcz błagać, by osoby postronne uczestniczyły w próbach, jednak odkąd kontakt jego i Tae stał się nieco bliższy, to chyba nawet mu się to podobało. Mały kosmita puszczał im muzykę, w czasie przerw ich rozbawiał. Ot, przyjemny ludek, którego każdy kochał. Czasami wręcz czuł się zazdrosny, że poświęca tak dużo uwagi innym, wolałby być centrum jego świata, jednak postanowił być wyrozumiały i litościwy, w końcu on sam ma go na co dzień, reszta to tylko nic nieznaczący tłum.
Wytarł spocone czoło ręcznikiem, po czym wrócił do tańca, odcinając się już na dobre od rzeczywistości. Czasu mieli coraz mniej, terminy ich goniły, szkoła zaś nie pozwoli im wystąpić, jeżeli nie będą sobą reprezentowali godnego poziomu. Liczył się prestiż, ich starania i chęci to kwestia drugorzędna, dla dyrektorki wręcz obojętna.

- Nie nudzi Cię siedzenie tutaj? - Hoseok zwinnie wskoczył na górę, po czym usiadł obok Tae, który chyba początkowo nieco się zawiesił. Czyż to nie jest słodkie?
- Och, nie nie. Nie mam co ze sobą zrobić po lekcjach, więc miło mi, że mogę was pooglądać. - odpowiedział, odkładając zeszyt na ziemię. Brunet zmarszczył nieco brwi, po czym szybko go podniósł i zanim drugi zdążył zareagować, przeglądał już kolejne strony. Jakieś patyczaki, coś na wzór postaci z anime i...
- To my? - spojrzał na niego rozbawiony, pokazując mu stronę z kilkoma ludkami, które były powyginane na wszystkie strony. Taehyung nadął policzki, nieco marszcząc nos.
- Ale Ty jesteś głupiutki hyung. Nie poznajesz własnej twarzy?
Tancerz jeszcze raz przyjrzał się rysunkowi, po czym skrzywił się i wskazał palcem na stworka najbardziej wysuniętego do przodu.
- To mam być ja? Jak możesz Tae?! Czy ja naprawdę mam taki dziwny nos? Nie mam takiej miny, no proszę Cię!
Blondyn zabrał mu zeszyt i szybko go zamknął, po czym stuknął go nim w głowę.
- Sugerujesz, że moje rysunki kłamią? To dzieło sztuki, więc lepiej spójrz w lustro, zanim skrytykujesz coś tak wybitnego, brzydalu.
- O Ty! - przyciągnął go do siebie i zaczął tykać w brzuch, czy wręcz łaskotać. - Ja Ci dam brzydala!
Okularnik zaczął się wyrywać, wiercić i machać wszystkim, czym tylko mógł. Jego głos stał się nieco bardziej piskliwy, zaś oczy odrobinę zmrużył, nie mogąc zapanować nad własnym ciałem jak i śmiechem, który rozbrzmiał w całej sali. Całe szczęście, że muzyka zagłuszała go na tyle, by reszta nie zaczęła się w nich wpatrywać.
Hoseok zaś był zadowolony. Jego zwinne palce muskały przez koszulkę brzuch chłopaka, w odpowiednich momentach przyciskając. Tutaj podszczypał, tu pogładził. Nie mógł zaprzeczyć, iż coś takiego mu się nie podobało. Terroryzowany kosmita chyba od tego dnia stanie się jego numerem jeden na liście najsłodszych zjawisk świata.
- Hyuuung! Pro-oszę! - jęknął, pojedyncze łzy zaś spływały po jego policzkach. Brunet chyba uznał to za znak by kończyć, więc uszczęśliwiony puścił go. I tak przecież dzieciak praktycznie leżał teraz na jego kolanach.
- Czuję się obrażony, wiesz? Musisz mnie udobruchać, inaczej codziennie będziesz tak zamęczany. - wyszczerzył się, obserwując jak kosmita podnosi się i wyciera dłonią mokre ślady na twarzy. Różowy, rozczochrany.
Cholera. Jak można być uroczym w tak nieogarniętym stanie? To nie może być człowiek.
- Co mam zrobić? - odparł, pociągając nosem.
- Hm... - Hoseok rozejrzał się dookoła, po czym złapał go za rękę i wstał. Pociągnął go na dół, pomagając zejść, gdyż ten chyba jeszcze niezbyt kontaktował. - Zatańczysz nasz układ i będziemy kwita.
Wyszczerzył się, po czym zrobił kilka kroków do tyłu. Machnął dłonią zapraszająco.
- Znasz kroki, byłeś na większości prób, więc nie masz jak się wymigać.
Młodszy rozejrzał się niepewnie, po czym zagryzając wargi zaczął bujać się na boki, z niewiadomych dla bruneta powodów. Po chwili machnął ręką, co wyglądało dość komicznie. Czyżby miał zamiar się wygłupiać? Już on mu... da.
Noga do przodu, obrót, podskok. Szybkie przebieranie stopami, potem rozkrok i ruch kroczem. Do tego całkiem sprawne wymachy rękoma. Kroki czasami mylił, jednak no. Kurczę, tego się po nim nie spodziewał. Szczególnie akcji z biodrami. Na bogów! Taehyung potrafi być seksowny. I jeszcze oblizuje przy tym wargi.
- O cholera. - usłyszał głos Jimina, który niczym zjawa pojawił się obok, ciągnąc za ramię niezadowolonego Ciastka. - To moje Tae jednak nie jest kaleką?
Hoseok zatkał mu buzie ręką, uważnie obserwując poczynania blondyna, ten jednak po chwili zakończył swój popis i niemal w podskokach podszedł do nich.
- Jezdes naepsy! - wymamrotał nieco niezrozumiale Park, po chwili zabierając paluchy najstarszego ze swojej twarzy. - Widać, że to moje maleństwo! - podszedł do niego i objął go mocno, niemal podnosząc. - Ciastek! Ucz się od najwspanialszego Tae, może kiedyś mu dorównasz! - zerknął na swoją ofiarę, która tylko zmarszczyła czoło i odeszła, wracając do ćwiczeń. Jimin rozłożył ręce w geście bezradności, po czym pstryknął przyjaciela w nos i pobiegł za Kookim.
Taehyung wyszczerzył się, zbierając dłonią zbuntowane kosmyki włosów, które przykleiły mu się do czoła.
- I jak hyung? Już mi wybaczyłeś?
- W skali od jednego do dziesięciu dałbym Ci mocne siedem. Chyba, że jeszcze raz tak zakręcisz biodrami, wtedy nieco podwyższę!
- Tak o? - zaśmiał się i zaczął nimi poruszać powoli, zagryzając przy tym dolną wargę.
- Dobra. Masz jedenaście. Wracaj na górę. - mruknął, czując jak robi mu się gorąco.
- Okej brzydalu! - skłonił się i w podskokach zaczął zmierzać w kierunku podestu. Hope jakby w ostatnim momencie zreflektował, co mały do niego powiedział.
- Już ja Cię nauczę... - odwrócił się i wymierzył w niego palcem. - Zginiesz!



***


Wyszedł z kabiny, wycierając się dokładnie mięciutkim ręcznikiem. Kropelki wody skapywały z jego włosów na tors, jednak niezbyt się tym przejął. Wsunął na tyłek bokserki, po czym ziewając przeciągle ruszył w stronę swojej sypialni. Zamknął drzwi i opadł na łóżko, niemal od razu zamykając oczy. Był zmęczony, podenerwowany. Treningi zabierały mu masę czasu, więc musiał zarywać nocki, by utrzymać swój poziom. Nie mógł nagle nie mieć wiedzy ponadprogramowej, gdyż matka często zerkała na oceny za aktywność, których powinno być jak najwięcej.
I tak ciężko było ją przekonać, by zezwoliła mu na uczestnictwo w tańcach. Jej zdaniem to głupota i marnowanie cennego czasy, który mógłby spożytkować lepiej. Podczas tamtej rozmowy chyba pierwszy raz w życiu się jej postawił, oczywiście w sposób kulturalny. Nigdy nie odważyłby się podnieść na nią głosu, chybaby wtedy umarł.
W każdym razie nie spotkało się to z aprobatą, nie mógł więc się opuścić w nauce, bowiem zabroniłaby mu tańczyć, a musiał przyznać, że ta forma rozrywki mu się spodobała. Czuł się.. lubiany, po prostu. Poznał dzięki temu wiele osób, z którymi utrzymywał kiepski, bo kiepski, ale zawsze jakiś kontakt. Miał komu mówić cześć na korytarzach, z kim żartować w szatni, czy też na przerwie obiadowej mógł siedzieć razem z nimi. Zawsze był sam, jedynym jego towarzystwem były książki. Pomijając oczywiście fakt, że 'znajomi' z klasy byli zazdrośni o jego dobry kontakt ze szkolnymi gwiazdami, to zwyczajnie czuł się szczęśliwy. Mógł sobie kiedyś wmawiać, że ludzie są nudni i głupi, jednak teraz wiedział, że była to próba zatuszowania własnej bezsilności i wewnętrznego cierpienia. Na ten moment mógłby nawet powiedzieć, iż towarzystwo Jimina było lepsze, niż brak jakiegokolwiek. Jego docinki, głupie teksty były niczym, w porównaniu do tych przygnębiających lat. Nie to, by go lubił, nie ma takiej opcji. Po prostu mimo wszystko obecne życie bardziej mu się podoba.
- Jeju... - przewrócił się na brzuch i wbił wzrok w szafę, która zapełniona była nagrodami za różne naukowe konkursy. Czym są te zabawki w porównaniu z żywymi ludźmi? Niczym.



***


Zacisnął dłonie w pięści, odchylając nieco głowę do tyłu. Dawno się tak nie stresował, praktycznie trząsł się jak małe dziecko przed pierwszym dniem w szkole, czy też jak aktor przez pierwszym ważnym występem. To zaś miała być tylko zwykła rozmowa, prawda? Uciążliwa, zapewne łamiąca mu serce, ale jednak rozmowa. Był dziennikarzem, przecież to jego życie, czemu więc na myśl o tym dzieciaku, serce niemal wyskakiwało mu z piersi? Nie chodziło już nawet o to, że go kiedyś kochał. Po prostu bał się reakcji, chociaż to raczej druga strona winna mieć takie uczucia. Jaki teraz był Taehyung? Tego nie wiedział.
Zerknął na wychodzący tłum. Miał nadzieję, że go odnajdzie, przecież samo przyjechanie tutaj było dla niego niemałym problemem. Jin mu odradzał, jednak tym razem wolał zdać się na własne pragnienia, nie zaś na jego poglądy. W końcu to jego życie, prawda?
- Och... - westchnął. Dostrzegł Hoseoka, tuż obok niego dreptał zaś najsłodszy chłopak świata. Idealnie przyczesane jasne włosy, zsuwające się z nosa okulary, niechlujnie zawiązany krawat od mundurka. Czy z tym stworzeniem nadal da radę się przyjaźnić?
Wyczuł wzrok tej dwójki. Zauważył podenerwowanie na twarzy bruneta i przerażenie u młodszego. Raz kozie śmierć.
- Siema. - skinął głową, wsuwając dłonie do kieszeni luźnych spodni. Nie wiedział co ma począć, to zaś wydało mu się najodpowiedniejsze.
- Hej. Nie umawialiśmy się na dzisiaj, coś się stało? - głos Hopa był podejrzliwy, co go zbytnio nie dziwiło. Wiedział pewnie, że mają jakiś tam zatarg. Swoją drogą co to za zbieg okoliczności. Kim kumpluje się z Hoseokiem aż tak mocno?
- Nie przyjechałem do Ciebie. W piątek się spotkamy i ugadamy. - odparł, po czym wbił wzrok w zestresowanego blondyna. - Możemy porozmawiać, Taehyung?
Ciemne oczy stały się nieco większe, zaś malinowe usta się rozchyliły. Brunet chyba wyczuł kłopoty, bo wkroczył do akcji.
- O czym chcesz z nim rozmawiać?
- Spokojnie Hoseok. Nie będę krzyczał, nie będę go atakował. Chcę po prostu porozmawiać ze, swego czasu, najważniejszą dla mnie osobą. - spojrzał mu w oczy, unosząc nieco podbródek. Nie miał zamiaru tego ukrywać, poza tym każdy mężczyzna w pobliżu Taehyunga, to zwyczajny rywal. Nawet, jeśli to jego stary kumpel. - To jak, Tae? Poświecisz mi chwilę?
Ciemne brwi Hoseoka zmarszczyły się, jednak Yoongi nie miał zamiaru się nad nim roztkliwiać. Aktualnie liczyła się tylko jedna osoba i jedna odpowiedź.
- Um, jasne. - skinął głową okularnik, po czym niemrawo uśmiechnął się do towarzysza. - Do jutra!
Tancerz coś burknął, po czym odszedł, zostawiając ich samych.
- Dziękuję. - skinął głową różowowłosy, po czym otworzył przed nim drzwi swojego sportowego samochodu. - Wsiadaj, nie ma sensu tak tu sterczeć.

Po chwili ruszyli. Suga miał spocone dłonie i był rozkojarzony. Nie wiedział jak zacząć, co powiedzieć... Sam fakt, że jego przyjaciel tutaj był, wydawało mu się czystą fantazją i szaleństwem. Jego mały, słodki Tae siedział w jego samochodzie. Po dwóch pierdolonych latach.
Przyspieszył nieco, po czym wyjechał w stronę eleganckich parków, w których przebywali bogaci, zmęczeni życiem ludzie. Zaparkował i wysiadł, Taehyung zrobił to samo. Nie szli zbyt długo. Suga wiedział gdzie mają się udać, drogę tę pokonywał wiele razy.
- Hm. To miejsce kojarzy mi się z naszym miastem. Jest tu miło i spokojnie. - odparł, po czym przysiadł na trawie, opierając się o drzewo. Zlustrował wzrokiem chłopaka, nerwowo bawiąc się rąbkiem bluzy. - Tae...
- Ja... - zaczął blondyn, jednak urwał po chwili. Jego twarz wyrażała wszelkie możliwe emocje: ból, smutek, żal, ale też i jakby radość? Ach, to nieistotne.
- Tak? - przysunął się nieco. - Wiesz po co Cię tu ściągnąłem, prawda? Domyślasz się, że chcę poznać prawdę i rozwiać wszelkie wątpliwości?
- Tak...
- Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak podłe to było. Z dnia na dzień, ot tak, po prostu... Wykasowałeś mnie ze swojego życia. Znaliśmy się lata, byliśmy ze sobą tak blisko. Wiesz, że gdybym tylko mógł, to zabrałbym Cię ze sobą do stolicy, ale miałeś swoją szkołę. Zresztą... Przez długi okres czasu nawet nasze sporadyczne spotkania były przyjemne, nie widziałem, byś się ze mną nudził.  - zaczął. Nie mógł, po prostu nie mógł owijać w bawełnę. Czuł, że musi to wszystko z siebie wyrzucić nawet, jeśli okaże się to kompromitacją. - Czy zrobiłem coś złego? Czy Cię kiedykolwiek zawiodłem? Czy nie poświęcałem się wystarczająco, byś nie odczuł mojego braku? Robiłem co mogłem, byś miał mnie chociaż względnie często przy sobie, praktycznie ciągle byłem pod telefonem. Wiesz, że wtedy... skoczyłbym za Tobą w ogień... Dlaczego więc?
Dłonie Taehyunga trzęsły się. Yoongi niewiele myśląc złapał je mocno, obejmując swoimi palcami. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Nie wiedział, czy przyjemny, czy nie. Nie skupiał się na tym. Czuł, że się rozkleja. Nie panował nad emocjami. Był niczym woreczek pełen kamieni, który nagle ktoś otworzył, one wszystkie zaś wyleciały. Tak jak i jego słowa.
- Tae... Powiedz coś...
- Dlatego właśnie hyung. - spojrzał mu w oczy. Na delikatnym policzku dostrzegł mokre ślady. - O to chodzi. Zrobiłbyś wszystko. Ja... Ja nie mogłem na to pozwolić... Musiałem się odciąć...
Suga na chwilę zastygł, wpatrując się w zapłakanego blondyna. Nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć, jak się odnieść.
- Nie rozumiem...
- Rzuciłbyś wszystko... Wróciłbyś do mnie... Twoja szkoła, rap, Ty sam...
- Ale... Taehyung! - złapał go za ramiona i przyciągnął do siebie. O czym ten dzieciak bredził?! - Powiedz mi wszystko dokładnie, po kolei.
Uniósł dłonią jego podbródek, po czym kciukiem przejechał po policzku, zbierając z nich łzy.
- Nie wolno Ci płakać, zapomniałeś już? Jesteś moim słońcem, nie może go zakryć żadna chmura. - starał się uśmiechnąć, jednak niezbyt mu to wyszło. - Uspokój się, nic Ci nie zrobię. Powiedz mi po prostu, czemu miałbym wszystko rzucić?
- Hyung... Dwa lata temu...





Zapraszam do komentowania :)

sobota, 16 maja 2015

12. I need U boy

Czy... Tak czuł się Yoongi, gdy ten chłopak zerwał z nim kontakt?
Czy jego serce też rozleciało się na drobne kawałeczki, niczym zrzucona z półki szklana figurka? Czy też miał ochotę płakać, zaś w jego umyśle przewijało się tylko jedno pytanie - dlaczego?
Dlaczego to tak zabolało? Dlaczego... Dlaczego do tego w ogóle doszło?

Jin siedział w kuchni, wpatrując się nieco tępo przed siebie. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył. Sądził, że Yoongiemu przeszło, że się chociaż odrobinę z tego uczucia wyleczył, dlatego zdziwił go widok różowowłosego, który niósł na rękach tamtego blondyna. W sypialni... Całował go.
Nadal przed oczami miał widok ich obu na łóżku. Nie wytrzymał ani chwili. Gdy tylko dostrzegł coś tak przerażającego, po prostu odszedł, chociaż bliżej temu było do ucieczki. Obawiał się tego, że się rozklei, że wbiegnie do środka i zacznie ich od siebie odciągać. Czyż nie byłoby to żałosne? Przecież powinien cieszyć się ze szczęścia Sugi, prawda? Zapewne jakoś się dogadali i pogodzili... Sam nie wiedział, miał mętlik w głowie. W każdym razie jego serce było egoistyczne. Pragnęło tego różowego chłopaka.



***


- Widziałeś Taehyunga? - Hoseok złapał Parka za ramię, przerywając mu rozmowę z jakimś kolesiem. Ten zmarszczył brwi, po czym rozejrzał się dookoła, nieco zaskoczony.
- Nie, byłem trochę zajęty, coś się stało?
- Nie, nie przeszkadzaj sobie. - uśmiechnął się nieco sztucznie, od razu do niego odchodząc. Nie znalazł go na kanapie, na balkonie też nie siedział. Może widział się z Sugą? Spotkał go i Jina chwilę temu, wyszli jacyś nie w sosie. Yoongi jakby przyćpany, Jin wkurzony. Czyżby doszło do konfrontacji? Nieco go ta myśl przerażała, poza tym dzieciak chyba wypił za dużo, mogło mu odbić. Cóż, nie pozostało mu nic innego jak sprawdzenie reszty pomieszczeń, najwyżej wyjdzie szukać go na dwór.
Po przejrzeniu toalet zaczął rozglądać się w pokojach. W niektórych dochodziło do dziwnych sytuacji, jednak niezbyt się tym przejmował. Sprzątaczki wszystko sprzątną, teraz nie miał czasu na głupoty. Otworzył kolejne drzwi, zaglądając do środka.
- Och...
Ktoś spał na jednym z łóżek, więc cicho zamknął drzwi i podszedł, schylając się odrobinę.
Zguba się znalazła. Widocznie się zmęczył i przeniósł tutaj, kamień z serca.
Przysiadł obok, po czym po chwili wahania zsunął mu ze stóp buty i dokładniej opatulił kołdrą. Nie będzie go budził, niech zostanie na noc. Jimin nie jest w stanie go odwieźć do domu, zaś ten nie wyduka pewnie nawet swojego adresu, poza tym niezbyt bezpiecznie będzie zostawić go samego ze sobą. Tutaj przynajmniej nic złego mu się nie stanie.
Wstał i otworzył drzwiczki od barku, z którego wyciągnął butelkę wody, szklankę i tabletkę. Położył wszystko na szafce nocnej, po czym w nieco lepszym nastroju wrócił do swoich gości.


***


Jeśli poziom zidiocenia można określić za pomocą skali od 1 do 10, to Park Jimin otrzymałby piękny tysiąc. Ten człowiek był umysłowo upośledzony, nachalny, irytujący, nierozumny i zboczony. Czy ktokolwiek na tym świecie może być aż tak nieidealny?
Jungkook był pewien, że nigdy w życiu nie spotka kogoś tak wyjątkowego, jak ten cymbał przed nim. Jeśliby wymieniać negatywne cechy, jakie może posiadać mężczyzna, to osiemdziesiąt procent można by przypisać własnie jemu. Chwilowo nawet mu współczuł, gdyż chyba sobie biedak nie zdawał sprawy z własnego położenia. Najgorsze jednak było to, że przy nim na nowo stawał się dzieciakiem z przerośniętym ego.
- Jestem pewien, że tylko zgrywasz takiego grzecznego.
- Oczywiście. Wieczorami po szkole, gdy już wykuję podręcznik, idę do baru i tańczę na rurze, gdzie powoli zdejmuję z siebie ubrania. Potem w skórzanych stringach zbieram pieniądze. - pokiwał głową. - Dlatego jestem taki bogaty. Dostaję porządne napiwki i bogaci faceci ślinią się na mój widok. - powachlował się dłonią z samozachwytem na twarzy, po czym zlustrował Jimina wzrokiem. Cóż. Niech ma. Nie będzie na siłę robił z siebie kulturalnego młodzieńca.
Parka chyba chwilowo wcięło, gdyż zajął się przez moment piciem, jakby rozmyślając przy tym o jakieś ciętej ripoście. Jego stan był Kookiemu na rękę, gdyż pomimo tego, że stawał się jeszcze bardziej ordynarny niż na trzeźwo, to przynajmniej jego teksty łatwiej było w sposób elokwentny skomentować, przez co chyba czuł się nieswojo.
- Mam wrażenie, że mnie nie lubisz Ciastek. - usłyszał po dłuższej chwili. Spojrzał na niego z miną pełną politowania, po czym uśmiechnął się pocieszająco.
- Hyung... Ty jednak czasami potrafisz pomyśleć, jestem pozytywnie zaskoczony! Już myślałem, że jesteś całkowicie pozbawiony mózgu, a tu proszę... Łączysz wątki. Wprawdzie nadal to rozumowanie na poziomie przedszkola, jednak mimo wszystko w Twoim przypadku to jakiś progres. - nie mógł się powstrzymać, to było silniejsze. Nigdy nie należał do najmilszych ludzi, był zbyt szczery, teraz jednak obudziła się w nim prawdziwa złośliwość, nad którą poniekąd nie panował. Im bardziej Jimin się irytował, tym lepiej czuł się on sam i czerpał z tego faktu ogromną satysfakcję.
- To śmieszne. Zgrywasz takiego twardziela, a mdlejesz gdy człowiek odrobinę się do Ciebie przysunie.
Wyraz twarzy Jungkooka uległ natychmiastowej zmianie. Zadowolenie ustąpiło miejsca rozgoryczeniu. Ten temat nie powinien być poruszany. I tak w środku czuł się upokorzony, chociaż po części cieszyło go to, że Namjoon myślał, że to kwestia alkoholu. Chyba by umarł ze wstydu, gdyby ktoś dowiedział się o tym, że nie wytrzymał presji i nacisku ze strony tego głąba. Gdyby to był Hoseok, Namjoon, czy nawet ten dziecinny Taehyung... Nie byłoby to aż tak przerażające, jednak ten chłopak działał mu wybitnie na nerwy. Czasami miał ochotę go rozszarpać, dosłownie. Pociągnąć za te włosy i je wyrwać, może wtedy jego mózg by się dotlenił.
- To przez alkohol.
- Wypiłeś odrobinę i byłeś trzeźwy, nie kłam.
Czy Kookie wspominał już, że go nienawidzi?
- Nie rozmawiajmy o tym.
- Dlaczego? - przysunął się do niego i spojrzał mu w oczy, unosząc brew ku górze. - Może dlatego, że zwyczajnie jesteś pierdołą, na co dzień zaś nakładasz maskę? Udajesz takiego poważnego, porządnego, w środku zaś nadal jesteś chłopcem, który chce się bawić, który wszystko przeżywa podwójnie. Jestem pewien, że przez te wyobcowanie w kontaktach z ludźmi się uwsteczniłeś. Jesteś niczym chłopiec z podstawówki, chociaż dziewczynka lepiej by tu pasowała.
W Jeonie zagotowała się krew. Przecież to nie była prawda, nie? Ten głupek wcale nie powiedział tego, co sam przed sobą Kookie z uporem maniaka ukrywał. Zacisnął pięści na szklance, która odłożył na stolik, po czym wstał, starając się opanować nerwy.
- Idę do toalety, wybacz.
- Spoko, tylko nie zemdlej przez alkohol.
Ktoś tu chyba pragnie umrzeć...


***


Oblizał niemrawo usta, mlaskając przy tym zwyczajowo. Było mu przyjemnie ciepło, chociaż nieco niewygodnie. Otworzył oczy, ziewając przeciągle, po czym chwilowo się zawiesił. Nie kojarzył tego pomieszczenia, nigdy w życiu tutaj nie był. To nie jego łóżko, nie jest to też dom Jimina. Gdzie on się do cholery znalazł?
Nieco podenerwowany odkrył się i rozejrzał dookoła. Żaden szczegół do niego nie przemawiał, co dodatkowo go przerażało. Czyżby wczoraj spił się tak mocno, że wylądował w czyimś domu? Wprawdzie miał ubrania, ale kto go tam wie... Zapewne mimo wszystko narobił sobie wstydu.
Podszedł do drzwi i wyszedł na zewnątrz. Skręcił w prawo, w stronę schodów, po których z małym wahaniem zszedł.
- Hyung? - spojrzał zaskoczony na Hoseoka, który siedział kanapie w salonie i popijał coś ciepłego. Cóż, z jednej strony poczuł ulgę, że nie wywiało go na koniec Seulu, z drugiej... Nigdy nie przebywał z nim sam na sam. Pewnie sprawił mu wczoraj masę problemów.
- Cześć Tae. Jak się spało? - chłopak uśmiechnął się szeroko, robiąc mu miejsce na kanapie. Blondyn posłusznie się dosiadł, niemrawo rozglądając się dookoła. Wszystko było idealnie czyste, jakby wczoraj wcale nie było tu wielkiej imprezy.
- Dobrze, tylko... - zaciął się na chwilę. - Przepraszam. Nie wiem jak to się stało, chyba odleciałem.
- Spokojnie, nic się nie stało. I tak bym Cię nie wypuścił z Jiminem, za bardzo poszalał, więc nie było innej opcji. - Hoseok wstał i odstawił kubek na stolik, po czym sięgnął po ręcznik i jakieś ubrania, które podał zdezorientowanemu Taehyungowi. - Zrobię jakieś śniadanie, Ty się przez ten czas ogarnij. Łazienka jest zaraz za zakrętem po lewej. Makijaż Ci się rozmazał, lepiej nie wracać w takim stanie do domu.
Policzki blondyna się zaróżowiły. Jimin obiecywał, że te głupie kreski przetrwają wszystko, co za kłamczuch. Skinął tylko głową i ruszył w stronę łazienki. Zamknął drzwi, po czym podszedł do lustra i przyjrzał się swojej twarzy. Sterczące włosy, zaczerwienione oczy, czarne smugi na policzkach. Obraz nędzy i rozpaczy.
Szybko zrzucił z siebie przesiąknięte zapachem alkoholu i papierosów ubrania, które złożył i położył na półce, po czym bez wahania wszedł pod prysznic i zmył z siebie wszelkie nieczystości. Gorąca woda uspokajała go, co było przydatne z racji tego, że sytuacja nie malowała się najlepiej. Jedną osobą, jaką odwiedzał był Jimin. Nie czuł się zbyt komfortowo będąc sam na sam z Hoseokiem, chociaż dogadywali się całkiem dobrze. Nie wiedział dlaczego, po prostu tak było. Może i nie miał problemów z nawiązaniem znajomości, jednak załączała mu się blokada. Tylko dwie osoby zdołały ją przełamać, mianowicie Yoongi i Jimin. Z nimi tylko czuł się całkowicie swobodnie, mógł powiedzieć im o wszystkim. No, kiedyś mógł, teraz Suga nawet na niego nie reaguje. Nie dziwiło go to, jednak w jakiś sposób zabolało. Nadal uważał go za przyjaciela i z chęcią wróciłby do czasów, gdy nie mogli się od siebie oderwać. Sam jednak wszystko popsuł, nie było co się nad sobą użalać.
Wyszedł i wytarł się, po czym nico zmieszany założył ubrania Hoseoka, które były odrobinę luźne. Nie narzekał jednak, zawsze dres był wygodniejszy, niż obcisłe wdzianka. Opłukał twarz i napuścił sobie pasty na palec, starając się chociaż trochę doprowadzić do ładu. Po dłuższej chwili wrócił do salonu, gdzie leżał już talerz z kanapkami i herbata.
- Nie boli Cię głowa? - zza jego pleców, niczym zjawa wyszedł Hope, podgryzając chrupki chleb. Uśmiechnął się szeroko i opadł na kanapę, Tae zaś uczynił to samo. - Smacznego! Masz zjeść wszystko.
- Nie, nie miewam kaca na szczęście. - uśmiechnął się nieco zawstydzony, po czym sięgnął po kromkę i ugryzł kawałek, powoli przeżuwając. - Nie ma sprawy, mój żołądek nie ma dna, jest niczym śmietnik.
- To dobrze. - pokiwał głową starszy, obserwując uważnie swojego gościa, Tae jednak był zbyt zaabsorbowany jedzeniem, by to zauważyć. - Jak Ci się podobało?
Blondyn oblizał wargi, zerkając na chłopaka, po czym wzruszył ramionami.
- Nie bywam na domówkach, więc to tak jakby mój pierwszy raz. Bawiłem się dobrze, poznałem wielu ludzi, było zabawnie. - wyszczerzył się szczerze. Gdyby nie Suga i zakończenie imprezy w kiepskim stylu, to byłby to wieczór idealny.
- Cieszę się. Musisz częściej się z nami spotykać, nie jednym Jiminem człowiek żyje.
- Och... Mam mało czasu. Nie mam za bardzo możliwości, i tak wczoraj cudem udało mi się przyjść.
Nie podobało mu się zejście na ten temat. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał też kłamać i kręcić. Dlatego nie przepadał za spotkaniami bez Parka: nie miał go kto uratować przed dziwnymi pytaniami, które w końcu nadejść musiały.
- Co takiego robisz, że każdy weekend masz zajęty? Z tym głupkiem widujesz się popołudniami, nie wierzę zaś, by to nauka tak Cię zajmowała.
- Po prostu mam plany.
- Jakie?
Taehyung westchnął, zaciskając palce na kubku. Upił łyk, starając się zapanować nad nerwami. Jego dłonie delikatnie się trzęsły, zaś w głowie miał mętlik. Nie mógł się tego powiedzieć. I tak wiedział już Jimin, on zaś odradzał mu dzielenia się z tym komukolwiek. Nie to, by sam blondyn miał zamiar wyjawiać swoje sekrety innym.
- To... Nie jest istotne. Po prostu muszę i tyle.
Czuł, ze Hoseok jest nieco wytrącony z równowagi. Czuł wyrzuty sumienia, że tak wrednie mu się odpłaca za gościnę, jednak lepiej dla nich obu, by brunet się nie dowiedział.
- Okej, nie będę naciskał. Może więc zmienimy temat. Hm... - zamyślił się na chwilę, przez co Tae odetchnął z ulgę. Gorszych pytań już przecież zadać nie może, prawda? - Dlaczego się przeniosłeś do naszej szkoły?
Dobra, jednak może.
- W poprzedniej czułem się nieswojo, nie podobał mi się jej poziom. Chyba nieco mnie ograniczała.
- Ale czemu aż stolica? Przecież mieszkałeś strasznie daleko...
- Chciałem się rozwijać, jakoś ogarnąć życiowo...
- Wyprowadzka sprawiła, iż odzyskałeś kontrolę nad własną egzystencją? Dziwi mnie fakt, iż musiałeś wyjechać do innego  miasta, by móc w pełni rozwinąć skrzydła. Nie ma jednak zamiaru wchodzić z butami w cudze życie, prawdę powiedziawszy powód Twego przyjazdu nawet jakoś szczególnie mnie nie interesuje... - mruknął, opuszczając nieco wzrok. Taehyung nie wiedział, co mógłby mu odpowiedzieć. Bo przecież nie o to tu chodziło, prawda? Chętnie zostałby u siebie w mieście, jednak musiał być tutaj.
- To nie tak hyung. Zrobiłem tak, jak było najwygodniej i najlepiej dla mnie. Czy jest sens w drążeniu tego tematu? Nic to nie zmieni, a ja naprawdę nie chcę rozmawiać o swojej przeszłości, teraźniejszości czy nawet przyszłości.
- Możesz mi zaufać.
- Nie hyung. - odparł niemal od razu. Wiedział, że był niegrzeczny, jednak po prostu nie chciał budzić jakichkolwiek wątpliwości. - Zaufanie to... To bezsensowne uczucie, którym obdarzamy najmniej odpowiednie osoby. Wydaje nam się, że możemy komuś powierzyć własne życie, ta osoba potem zaś nas zdradza i łamie serce. Ja z natury nie jestem zbyt skory do zwierzania się, ledwo z Jiminem udało mi się przejść na taki poziom znajomości, bym mógł przed nim pewnych kwestii nie ukrywać. Jesteś naprawdę w porządku, ale nie chcę. Po prostu nie mogę. Przepraszam.
Czuł się źle. Hoseok był zaskoczony, chyba nie wiedział jak powinien zareagować. Chyba lepiej wrócić do domu, jeszcze coś nabroi.
- Ja już się będę zbierał. Muszę się pouczyć na jutro.
- Czekaj, odwiozę Cię.
- Nie. - zatrzymał go, kładąc mu rękę na ramieniu. Nachylił się i objął go delikatnie. - Muszę się przewietrzyć, zresztą i tak już Ci narobiłem problemów. Jutro oddam Ci ubrania. - uśmiechnął się i odsunął.
Hoseok patrzył na niego zmieszany, po czym westchnął cicho, opadając zmarnowany na fotel.
- Zadzwoń do mnie jak dojdziesz.
- Niestety nie mam Twojego numeru hyung. - Tae wsunął na stopy buty, po czym zebrał z czoła opadające kosmyki. W tym samym czasie brunet podsunął mu wizytówkę. Młodszy zmarszczył brwi, patrząc na niego zdziwiony. Ten tylko uśmiechnął się, wzruszając ramionami. - Lepiej dać wizytówkę, niż napisać Ci na czole mój numer telefonu z pedalskim serduszkiem i dopiskiem 'Call me baby". Tak jest zgrabiej i ładniej, nie sądzisz?
- Mam tę piosenkę ustawioną na dzwonek, byłoby tematycznie. - zaśmiał się blondyn, po czym wsunął karteczkę do kieszeni. - Do jutra!

I poszedł, czy raczej wybiegł. Zeskakiwał ze schodów niemal błyskawicznie, byleby tylko uciec od tych nieszczęsnych rozmów i od ciekawskiego hyunga.
Swoją drogą... Jego ubrania ładnie pachną...



***


Biała dłoń przejechała po raz kolejny po swoich wargach. To podchodziło już pod uzależnienie. Od wczoraj bujał w obłokach, a przecież to był zwykły całus, prawa? Nawet ich języki się nie dotknęły, młodszy zaś nie odwzajemnił tego. Dlaczego więc jara się jak głupi czymś tak błahym? Czyżby ta głupia miłość całkowicie wróciła? Czy właśnie naszła go ochota na spotkanie i rozmowę? Miał się odciąć, zaś chyba coraz bardziej się nakręca...
On chyba nigdy się nie nauczy.





Zapraszam do komentowania ;))