sobota, 13 czerwca 2015

28. I need U boy

- Podaj mi mąkę hyung. - odparł Tae, mieszając zawzięcie ciasto w wielkiej misce. Hoseok posłusznie podał mu składnik, siadając obok na blacie. Nie mógł oderwać wzroku od tej upaćkanej twarzy, zaciśniętych wargach i skupionych oczkach, które co chwila zerkały na kartkę z przepisem.
Jego dzisiejsza wizyta całkowicie zadziwiła bruneta. Zjawił się bez zapowiedzi przed jego drzwiami z zakupami i oznajmił, że zrobi mu ciasteczka. Oczywiście od razu na to przystał, bowiem kto nie chciałby zjeść smakołyków Tae? W sumie wolałby skosztować jego ciałka, jednak nie można mieć wszystkiego. Sam fakt, że był tu i robił mu jedzenie, był wystarczająco zadowalający. Jego najpiękniejsze maleństwo...
- Hyuuung. Miałeś nasmarować blaszkę. - jęknął młodszy, patrząc na niego z wyrzutem. Dzisiaj to on rządził i idealnie mu to wychodziło. Hoseok szybko więc wyciągnął metalową blaszkę i nasmarował ją tym, co podał mu dzieciak. Po chwili Taeś zaczął układać na niej papkę z miski, posypując wiórkami. Jeju. Sama słodycz, aż by go wyściskał! Ten jednak mu uciekł, podchodząc do rozgrzanego piekarnika.
- Teraz wystarczy poczekać i będziesz miał co jeść! - wyszczerzył się okularnik, zdejmując z siebie fartuszek.
- Nie mogę się już doczekać! - pokiwał głową brunet. - I nie sprzątaj, spokojnie. I tak jutro przychodzi sprzątaczka, szkoda czasu. Lepiej chodź ze mną. - złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki. Chłopaczek chciał protestować, jednak szybko dał za wygraną. I bardzo dobrze.
Hoseok posadził go na metalowym krześle przy umywalce i sięgnął po ręcznik. Zamoczył go w wodzie i ukucnął przy blondynie, dokładnie i delikatnie czyszcząc jego twarz. Najpierw nosek, potem policzki, ręce. Mógł wprawdzie dać mu się samemu oporządzić, jednak chciał go chociaż trochę dotykać nawet, jeśli było to coś tak banalnego.
- Dziękuję, hyung. - zamruczał młodszy, wpatrując się uważnie w podenerwowanego starszego. Spojrzenie Tae było cudowne, kuszące. Rozchylone wargi, te czekoladowe oczy, słodkie rzęsy i nieco nierozgarnięty wyraz twarzy. Coś wspaniałego.
- Nie ma za co, maluszku.
- Dlaczego tak na mnie mówisz? - mruknął, patrząc pytająco na nieco zdezorientowanego bruneta.
- Bo jesteś moim słodkim maluszkiem, o którego muszę dbać. Uroczy z Ciebie chłopak, taki niewinny i kochany, jak inaczej mógłbym na Ciebie mówić?
- Hm... To ja muszę dbać o Ciebie, hyung, więc od dzisiaj będę Twoją żoną, która zadba o Twój żołądek. - kosmiczny chłoptaś wyszczerzył się jak gdyby nigdy nic, wstając z krzesła. Hoseokowe serce zabiło mocniej, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać. Wiele by dał, by Taehyung zamieszkał tutaj z nim i udawał jego żonkę. Nawet nie udawał. Mógłby przecież nią zostać. W sumie mężem, nieważne...
Odstawił ściereczkę i ruszył szybko za swoim kochasiem, który już wyciągał z piecyka pachnące ciasteczka. Zadowolony przełożył je na talerzyk, posypując jeszcze jakimiś cukierkami. Nawet nie wyglądały najgorzej, w smaku zaś powinny być cudowne. W końcu jego Tae był idealny.
- Hyung, musisz spróbować. - odparł młodszy, z zadowoleniem podając mu talerzyk. Hoseok wziął ciepłe ciasteczko i szybko je ugryzł, przeżuwając.
Na wszelkie słodkości świata. Nigdy, ale to nigdy nie jadł czegoś takiego. Za słone, ale i za słodkie, jakby dziwnie suche i mdłe. Jednym słowem obrzydliwe. Nie sądził nawet, że można zrobić tak niedobre ciastka, mimo wszystko zjadł jedno szybko, uśmiechając się szeroko.
- Pyszne! Daj jeszcze jedno! - nadal grając sięgnął po drugie, widząc wielki uśmiech na tej słodkiej buzi. Trudno, najwyżej dostanie jakiegoś rozwolnienia... Zaczął jeść kolejne, ze smakiem się nawet oblizując. W środku zbierało mu się na wymioty, dzielnie jednak grał, jakby wcinał właśnie ciasto z najlepszej francuskiej cukierni. Wolał się przemęczyć, niż zasmucić chłopaczka.
- Naprawdę? Och, to świetnie! - wyszczerzył się, samemu sięgając po ciasteczko. Hope jak poparzony doskoczył do niego, od razu zabierając mu je z ręki.
- Ej, zrobiłeś je dla mnie, nie ma podjadania! Musisz upiec sobie drugie. - odparł dumnie, wpakowując małe ohydztwo do ust i szybko je gryząc. Jeszcze tego brakowało, by młody się otruł. Nie ma mowy, by pozwolił mu umrzeć od własnych wypieków.
- Nie bądź taki. - mruknął niezadowolony, wyrywając mu jedno. Ugryzł kęs i niemal od razu go wypluł do kosza na śmieci. - Hyung! To jest obrzydliwe!
- Och, nie, czemu? - skłamał, siląc się na poważny wyraz twarzy. Zostaje mu tylko lanie wody. - Mi smakują.
- To nie jest jadalne. - młodszy wyrwał mu talerz i wyrzucił wszystko do śmieci. Był bardzo zasmucony i wystraszony, pewni też zmieszany. - Dlaczego to zjadłeś? Przecież wiem, że Ci to nie mogło smakować...
Hoseok zagryzł dolną wargę, wzdychając cicho.
- Napracowałeś się nad tym i nie chciałem, byś był smutny.- czuł się podle, jednak co miał zrobić? Lepiej powiedzieć prawdę, niż go cały czas okłamywać.
- Przepraszam! - wyjąkał Tae, zrozpaczony obejmując Junga w pasie. Zacisnął dłonie na jego koszulce, pocierając twarzą o jego tors. - Prawie Cię otrułem, przepraszam!
- Spokojnie, nic się nie stało, misiek. - pogładził go zadowolony po pleckach. Warto było jeść te przerażające cuda. W sumie nawet mógłby się z nimi męczyć codziennie, byleby tylko Tae był z nim i go później przytulał.
- Nie rób tak więcej hyung. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz, przecież nie będę zły, skoro sam zrobiłem coś źle. - uniósł swoją idealną twarz ku górze, patrząc na Hoseoka swoim wzrokiem szczeniaczka. Ten aż wstrzymał oddech, po chwili dopiero wracając do żywych.
- Chodźmy do pokoju i zapomnijmy o tym, kocha... Tae. - w ostatniej chwili zreflektował, że chciał go nazwać w tak nieodpowiedni sposób. Zagryzł zęby na dolnej wardze zmieszany.
- Dokończ, hyung. Co chciałeś powiedzieć? - wyszczerzył się blondyn, patrząc na niego wyczekująco. Hoseok miał ochotę uciec, jego serce waliło jak oszalałe. To się wkopał.
- Nic Tae. Przesłyszało Ci się.
- Doprawdy? Nie sądzę. Słyszałem dokładnie, że coś zacząłeś, a nie zakończyłeś. Powiedz miiiii. - zamruczał, zabierając dłonie z jego pleców. Objął go nimi za hoseokową szyję, zmuszając tym samym, by się nieco schylił. Starszy czuł, że zaraz dostanie zawału. Tak blisko, tak cudownie. Niemal czuł jego słodki oddech na swojej twarzy. - Musisz mi powiedzieć, proszę.
Te piękne, wielkie oczy, rozchylone wargi. Krew aż się w nim zagotowała. Dotyk dodatkowo nie ułatwiał sprawy, to było stresujące. Cóż miał zrobić? Powiedzieć i się narazić? Pewnie i tak dzieciak nie da za wygraną. Poza tym... Chciał go tak nazywać.
- Uh... Ale Ty mnie męczysz. - westchnął, obejmując go mocno jedną ręką w pasie, drugą zaś gładząc go po mięciutkim policzku. Raz kozie śmierć. W dodatku blondyn się zarumienił... - Kochanie.
Młodszy spojrzał na niego nieco zaskoczony, rozchylając te piękne usteczka. Na jego policzkach pojawiły się jeszcze mocniejsze rumieńce.
- K-kochanie?
- Tak, kochanie. - przytaknął, przysuwając swoją twarz bliżej jego. Przyciągnął jego drobne ciałko do swojego, muskając kciukiem jego wargi. - Jesteś moim słodkim kochaniem.
Czuł, jak ciałko Tae drży w jego dłoniach. Nie wiedział, czy się bał, czy cieszył, czy cokolwiek... On sam zaś nie mógł już dłużej nad sobą zapanować, odsunął więc palec od jego warg i zastąpił je swoimi ustami. Delikatnie, czule je ucałował czując, jak coś w jego brzuchu zaczyna wariować. Nie wiedział co to było, jednak nie mógł powiedzieć, że mu się nie podobało. Na bogów! Całował właśnie swoje najwspanialsze kochanie, było mu genialnie.
Miękkie usteczka, tak idealne i cudowne, przymknięte powieki. Drżące dłonie, które zacisnęły się na jego karku. Jego piękny, najwspanialszy Taeś...
Chłopiec początkowo jakby nie zareagował. Nie odepchnął go, ani też nie odwzajemnił. Dopiero po dłuższej chwili Hoseok poczuł, że i on również naparł swoimi wargami na jego. Było to nieśmiałe i niewinne, całkowicie w stylu jego maluszka. Nie pogłębiał tego. Stali tak ze złączonymi ustami, oddychając płytko, po kilku sekundach dopiero Jung złożył na jego usteczkach kolejny pocałunek, nieco bardziej władczy. Młodszy aż jęknął, co tylko bardziej go nakręciło. Delikatnie przesunął koniuszkiem języka pomiędzy jego wargami, rozchylając je w ten sposób, po czym powolutku zaczął się wsuwać do rozgrzanego wnętrza Taehyunga. To było niesamowite uczucie. Czuł się jak w niebie, gdy poczuł mokry języczek Tae przy swoim. Oplótł go czule, namiętnie pieszcząc, by chłopakowi było jak najprzyjemniej. On w końcu niemal nie wybuchł z nadmiaru wrażeń. Nigdy nie czuł się tak wspaniale. Żadna wygrana, żadna nagroda czy impreza nie dały mu tyle radości, co ten mały pocałunek.
Zamruczał cicho w jego wnętrze, zaczynając poruszać nieco sprawniej językiem. Tae był zmieszany, starał się również nim ruszać, jednak Hoseok musiał przyznać, że było to nieudolne, ale i tak kochane. Pierwszy go pocałował i zostanie już do końca jedynym, który będzie mógł smakować jego ust. Przecież nigdy go już nie wypuści ze swoich ramion, to logiczne.
Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego, lubieżnie oblizując wargi. Nie chciał, by jego maleństwo się udusiło z nadmiaru wrażeń, już i tak ledwo oddychał.
- Hyung... - jęknął blondyn, patrząc na niego cały różowy na twarzy, z podrażnionymi od pocałunków ustami. Piękny. Cudowny.
- Tak, kochanie? - tak mu się spodobało to słowo. Idealne.
- Czy Ty... Ja... Nie wiem... - zamotał się, spuszczając wzrok. Hoseok złapał go za podbródek i uniósł nieco jego twarz.
- Czego nie wiesz, Taeś?
- No bo... Czy Ty... Bo ja nie wiem... I w ogóle... - Jung miał ochotę się zaśmiać z tej słodkiej nieporadności.
- Nie rozumiem Cię TaeTae... - musnął czule jego czoło. - Naprawdę jesteś moim kochaniem. Znaczy... Czy moim to nie wiem, ale dla mnie na pewno. Jakkolwiek... Lubię Cię. Bardzo.
- Um... - blondyn zacisnął dłonie na jego ramionach, wpatrując mu się z zawstydzeniem w oczy. - Ale że... Tak poważnie? Jak... Jess i Namjoon?
- Tak, jak oni. - stresowało go to wszystko, jednak nie mógł się wycofać. Wprawdzie bał się, że te słowa go przerażą, że ucieknie i tyle z jego miłości zostanie, teraz było już jednak za późno.
- Hyung... Ale ja... Nie wiem, co miałbym robić... - jęknął zagubiony. Hoseok mocno go objął, wtulając te małe ciałko w swoje.
- Spokojnie, Tae. Nic nie musisz robić. Po prostu bądź przy mnie, rozmawiaj ze mną. Nie zmuszaj się do niczego, tylko daj mi o siebie zadbać.
- Dziękuję, hyung.
- To ja dziękuję Ci za to, że jesteś. - odparł starszy i czule ucałował jego usteczka. Serce co chwila robiło fikołki, on sam zaś nie mógł zapanować nad głupim uśmiechem, który pojawił się na jego twarzy. To najszczęśliwszy dzień w jego życiu.



***


- Namjoon. Nie bądź chujem, daj mi ten numer do Jess.
- Po co Ci telefon mojej dziewczyny?
- Przecież Ci jej nie przelecę, mimo wszystko wolę chłopców.
- Nie ufam Ci.
- Zaraz jak Cię nawiedzę, to zginiesz marnie. - warknął do słuchawki, wyraźnie zirytowany. Miał interesa, jednak nie chciał o tym mówić temu pantoflarzowi bez mózgu. Potrzebował Jess, by była kumata i tylko ona mogła mu pomóc, ten pacan zaś wszystko utrudniał, bo był zazdrosny o swoją dupeczkę. Przecież on miał lepszą, bo Ciastkową! No ale nie mógł ot tak tego wyjawić.
- Dobra, dam, ale jak zrobisz coś podejrzanego, to Cię za jaja powieszę i nigdy nie poruchasz.
UUUU. Namjoon jaki groźny. Grozi ChimChimowi... Samobójca.
Zapisał numer i od razu się rozłączył, wykręcając natychmiast i przykładając do ucha telefon.
- Tak? - rozległ się kobiecy głos.
- Hej Jess, tu Jimin, przyjaciel Kookiego. Masz chwilę? Chciałbym z Tobą porozmawiać w cztery oczy.
- O, nie ma problemu. Może za godzinę w Hiltonie? Będę w restauracji na dole.
- Okej, to do potem!
Jaka miła dziewczyna. Problemów nie robiła, nie zadawała głupich pytań. Jak ona wytrzymywała z takim bucem? Swoją drogą nawet ładna była, podobna do Ciastka, ale niestety i tak wolał swojego chłopaka.
Szybko się przebrał i wyszedł z domu. Miał nadzieję, że mu pomoże, bo plan już miał, ale potrzebował kogoś, kto uknuje z nim intrygę. Ciastek nie potrafi kłamać, więc się nie nada, Jessica zaś to Jessica, ona wszystko potrafi. To chyba taka damska wersja jego, tylko trochę gorsza. Gust nie taki i te sprawy...








Zapraszam do komentowania ;)

piątek, 12 czerwca 2015

27. I need U boy

Sesja mnie wykańcza, więc nie mam za bardzo czasu na pisanie. Nie wiem jak często rozdziały będą się pojawiać, więc proszę o wyrozumiałość. Po egzaminach wracam ze zdwojoną mocą i dodawać będę już wszystko regularnie ;)
Tymczasem życzę miłego czytania i zapraszam do ankiety!





Jimin ostatni raz przejrzał notatki, które ukradł matce. Ciastek miał przygotować referat o sztuce, więc zaoferował swoją pomoc, coby spędzić ze swoją laleczką więcej czasu. Problematyczne jednak było to, że bladego pojęcia nie miał o jakichkolwiek musicalach, więc kuł na blachę gotowe teksty rodzicielki i opinie z internetu. Cały wczorajszy wieczór oglądał te gówna z Taehyungiem, który jarał się tym jak durny, więc chociaż wiedział, jakie reakcje były wskazane, gdy zacznie to przeglądać  Kookim.
Taksówka zatrzymała się pod domem. Zapłacił i poprawiając włosy ruszył w stronę drzwi. Nacisnął dzwonek, po chwili zaś otworzyła mu gosposia Jeonów. Skłonił się i grzecznie przywitał, wchodząc do środka. Usłyszał jakieś rozmowy, następnie ujrzał matkę swojego chłopaka,
- Witam panią. - skłonił się i podszedł do niej, wręczając elegancki bukiet kwiatów. Podlizywanie się level hard, jednak czasami trzeba. Plan podbicia jej serca został opracowany, teraz wystarczyło wcielić go w życie.
- Och, dzień dobry, Jimin. - odparła nieco zaskoczona, jednak bez wątpienia zachwycona. Wzięła kwiaty w swoje zadbane dłonie, przyglądając się im z uznaniem. - To bardzo miłe z Twojej strony. Jest ku temu jakaś szczególna okazja?
- Oczywiście. - skinął głową, uśmiechając się zniewalająco. - Spotkanie z panią jest na tyle miłe, że zasługuje na taki drobny gest.
- Jesteś doprawdy uroczy. - ucałowała delikatnie jego policzek. Punkt jeden zrealizowany. Jimin króluje! - Może zechcesz na chwilę przysiąść ze mną i moją znajomą? Jungkook na chwilę wyszedł, zaraz powinien się zjawić, a pewnie siedzenie samemu nie będzie dla Ciebie komfortowe.
- Z największą przyjemnością. - przytaknął, idąc za nią do pokoju dziennego, gdzie siedziała kobieta w eleganckiej garsonce, popijająca herbatę z gustownej filiżanki w złociste wzory. Swoją drogą mamuśka sama mu ułatwia zadanie. Im więcej z nią będzie rozmawiał, tym bardziej będzie rada, że odwiedza jej synusia. Cholera. Jesteś zajebisty Jimin.
- Witam. - od razu się przywitał, skinąwszy lekko głową. Uwodzicielski uśmiech, buziak w rączkę. Kolejna dupa jego. Co z tego, że za stara, widzi jej wzrok!
- Witaj. - odparła kobieta, uśmiechając się słodziutko, udając zawstydzoną. Chociaż może naprawdę aż tak na nią działał? Niezmierzone są pokłady jego atrakcyjności.
- To Park Jimin, syn Park SooEun. To zaś pani Oh Jiyun. - przedstawiła ich teściowa. Nieznajoma przyjrzała mu się uważnie, nieco zaskoczona.
- Tej SooEun?
- Owszem. Jimin jest najlepszym przyjacielem mojego Jungkooka, są ze sobą bardzo blisko. - odparła z dumą matka, wskazując mu miejsce na rzeźbionym fotelu. Jimin nie przestawał się uśmiechać. Gdyby tylko wiedziała, jak blisko są razem... Chociaż z drugiej strony od razu wyczuł, że słowa te były swoistym chwaleniem się, że ma ona styczność z kimś tak wybitnym, jak jego matka. Nie dało się ukryć faktu, że była sławna w Korei i w kwestii baletu mało kto mógłby dorównywać jej popularnością, gdyż miała pod sobą najważniejsze instytucje kulturowe. Wprawdzie wolałby, by powoływano się na jego zajebistość, czemu jednak nie miałby skorzystać z ich zafascynowania staruszką? Kobiety są proste do zmanipulowania, szczególnie takie bogate pseudo-intelektualistki.
- Och. Widzę więc, że Twój syn obraca się w znakomitym towarzystwie, nie mogę wyjść z podziwu. Zawsze wydawał mi się taki niepozorny i zamknięty w sobie...
- Jungkook po prostu nie lubi się uzewnętrzniać, jednak ta skrytość jest pozorna. Uczęszcza na zajęcia taneczne z Jiminem i mają zamiar razem z innymi bardzo zdolnymi tancerzami występować w najważniejszym konkursie muzycznym w Korei. - oznajmiła z dumą, kładąc przed Jiminem filiżankę z gorącą herbatą. Podziękował grzecznie, upijając łyk. Zaczęło się chwalenie dziećmi. Temat nużący, ale musiał zgrywać pozory. W końcu mamuśka musi go kochać jak syna, bo w końcu kiedyś nim zostanie.
- Ambitnie. Jak on łączy tyle zajęć?
- Cóż. Nieskromnie przyznam, iż jest niesamowicie inteligentny i potrafi rozplanować sobie dzień tak, by ze wszystkim dać radę. Poza tym nie chciałabym, by moje dziecko w jakikolwiek sposób było ograniczone. Nauka nauką, jednak sama wiesz, że czasami dziecko musi się rozerwać i odreagować. Cieszę się, że zajął się muzyką, gdyż rozwinie go to duchowo.
KŁAMCZUCHA! CO ZA ROPUCHA KŁAMLIWA! Tutaj taka kochana i miła, a naprawdę, gdyby nie Jess, to by Ciastka zamknęła w domu z książkami i wyjść do ludzi nie pozwoliła! Gdyby nie fakt, iż jest jego teściową, to by ją wyśmiał, jednak musi być cacy i kochaniutki, by mu błogosławieństwa udzieliła. Te życie jest pełne wyrzeczeń i trudnych decyzji, a to pech...
Nagle usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi.
- Och. Przepraszam panie bardzo, ale chyba Jungkook już wrócił. Przyniosłem mu nagrania z musicali, które oglądałem w Paryżu, bowiem na przygotować o nich referat, a wydania sklepowa nijak mają się do prawdziwych emocji, które na moich są uwzględnione. - skłonił się i wstał, zadowolony z ich uznania.
- Jakie to musicale? Zawsze marzył mi się wyjazd do Francji na tego typu widowisko... - westchnęła pani Oh, wpatrując się uważnie w jego perfekcyjną osobę.
- Le Roi Soleil. Najwspanialsze dzieło, jakie wystawiono na paryskim Palais des Sports. - tego się wyuczył, ha!
- Doprawdy? Uwielbiam to dzieło, jednak nie miałam okazji zobaczyć go na żywo. - matka Ciastka aż odstawiła filiżankę, zafascynowana.
- Moja mama zabrała mnie, gdy byłem jeszcze dzieckiem, więc dokładnie nie pamiętałem szczegółów, jednak na szczęście mogłem sobie przypomnieć wszystko dzięki nagraniom. Naprawdę polecam wyjazd do Francji, niesamowite emocje, człowiek chwilowo traci kontakt z rzeczywistością, gdyż bogactwo doznań bierze górę nad wszelkimi odczuciami. - to też ściągnął, ale brzmi mądrze, nie? Im też się podoba. - Teraz panie wybaczą, ale przyjaciel czeka. - skłonił się i żegnając wyszedł z pokoju. Na korytarzu czekał już uśmiechnięty Ciastek, ubrany obcisłe, białe spodnie i ciemną koszulkę. Zerwałby ją z niego, uh.
- Witaj, Ciasteczko. - mruknął cicho, łapiąc go za nadgarstek. - Chodź. - pociągnął go, zanim młodszy zdążył cokolwiek powiedzieć. Szybko znaleźli się na górze, gdzie Jimin zakluczył drzwi i nie dając mu dojść do słowa, wpił się w jego usta namiętnie, przypierając go do ściany. Jego dłonie objęły Ciasteczko w pasie, przyciągając te seksowne ciałko do swojego. Wsunął język do jego ust, zachłannie i namiętnie penetrując jego wnętrze. Kookie początkowo jakby nie reagował, całkowicie zszokowany, po chwili jednak nieco nieśmiało oparł dłonie o jego klatkę piersiową, odwzajemniając pocałunek z uczuciem.
W Parku aż się zagotowało. Języczek Jeona był zabójczy, tak niewinnie, a zarazem namiętnie ocierał się o jego własny. Nieco nieporadne próby dominacji również spotykały się z aprobatą Jimina, chociaż bycie aktywnym przez Ciastka mogło ograniczać się tylko do kwestii nauki. W związku to on był górą, maluch zaś jego słodką, uległą laleczką. Baaaardzo słodką.
Złapał go za pośladki i nie odrywając się do jego ust uniósł go za nie, zanosząc na łóżko. Położył go na nim, od razu okrakiem siadając na szczupłych bioderkach, ręce zaś wsunął pod koszulkę. Pieścił czule jego wrażliwe ciało, smakując palcami delikatne mięśnie swojego kochania. Doprawdy... Jak można być tak atrakcyjnym? Oczywiście, on sam był bogiem, ale jak to możliwe, że taki o Ciastek ma w sobie więcej seksu, niż wszyscy jego dotychczasowi kochankowie razem wzięci?
Działał na niego, całkowicie go podniecał. Pragnął go całego. Pod sobą. Jęczącego.
Ach! Jeszcze się nakręci!
- Jimin... - jęknął. O widzicie, jak się dzieciak szybko uczy? Zuch chłopak!
- Tak, koteczku? - zamruczał, przysuwając usta do jego szyi, którą zaczął całować, pieszcząc czasami językiem.
- Uh... - westchnął, wciągając szybciej powietrze. Zacisnął dłonie na łopatkach Jimina, który poczuł też, że jego skarb spina się nieco, chociaż bez wątpienia było mu dobrze.
- Tęskniłem za Tobą.
- Kochany... - uśmiechnął się szeroko i ucałował czuje jego zaróżowione usteczka. To było tak rozkoszne, że Jimin rozpływał się bardziej, niż po uświadomieniu sobie w wieku trzech lat, że jest zajebisty. Cholercia. Co ten Ciastek taki szalony?
- A Ty? Wczoraj się nie widzieliśmy, bo byłeś z Taehyungiem... - jego jasne policzki pokryły się rumieńcem, na co Jimin aż zamruczał.
- Moje najsłodsze kochanie jest zazdrosne? - wyszczerzył się, zsuwając z niego. Złapał go pod kolanami i za plecy, sadzając sobie na kolanach.
- Nie! Co za głupoty gadasz... - wypalił szybko Ciastek, jednak widać było, że Park miał rację. Jak zwykle zresztą.
- Kotek. - uśmiechnął się, wtulając jego drobne ciałko w swoje. - Zapamiętaj jedną rzecz. Tae jest moim najlepszym przyjacielem. Znamy się bardzo dobrze i jestem jego powiernikiem, tak jak i on moim. Łączy nas specyficzna więź, nie możemy bez siebie żyć. Kocham go.
Jungkook aż otworzył usta zszokowany, jednak gdy chciał coś powiedzieć, Jimin przysunął palec do jego ust.
- Cii. Tak, kocham go, jednak jest to miłość przyjaciół. Skoczyłbym za nim w ogień, bo to mój mały braciszek. Taki, o którego muszę zadbać, bo sam nie potrafi. Wiesz zresztą jaki on jest. Żyje w swoim świecie, jednak naprawdę ma swoje problemy i muszę poświęcać mu sporo czasu, bo chłopak się załamie. Tylko ja wiem o pewnych sytuacjach z jego przeszłości, tylko więc mogę mu udzielić pomocy. Ufa mi bezgranicznie. - odparł, wtulając twarz w jego szyjkę. Sam nie wiedział, czemu mu to mówił. Może po prostu musiał się komuś wygadać. - On cierpi, Ciastek, a ja muszę być przy nim w trudnych chwilach. Musisz po prostu to zrozumieć i zaakceptować. Rodziny się nie zostawia, nigdy. - przyciągnął go bliżej siebie. - Nie zapominaj jednak, że jesteś moim chłopakiem. Moim i tylko moim. Znaczysz dla mnie wiele, za Tobą też skoczyłbym w ogień, chociaż z innego powodu. Chcę Ciebie i mi na Twojej osobie zależy. Wiem, że nie jestem uczuciowy czy romantyczny, ale taka już moja natura. Może i nie byłem stały w uczuciach i kiedyś się bawiłem życiem, teraz jednak sprawa wygląda poważniej. Nie zdradzę Cię. Jestem chamem, ale nie zdradziecką szmatą. Jesteśmy razem, nie? Miejmy do siebie zaufanie. - uśmiechnął się i złapał go za podbródek. Jego ciało drżało, na co westchnął przeciągle, złączając ich usta w czułym, delikatnym pocałunku. Młodszy nieśmiało to odwzajemnił, zaś Jimin przymknął powieki, zastanawiając się nad własnymi słowami. Wypłynęły same i jakby nie patrzeć, były deklaracją czegoś poważnego. Nie zwykł obiecywać komuś takich rzeczy, jednak teraz czuł, że to było szczere. Miał swoich dwóch ukochanych chłopców. Małego braciszka i śliczne kochanie. Obaj stali się dla niego czymś najważniejszym w jego szalonym życiu.
- Jimin... Ty też jesteś dla mnie ważny. Przepraszam, że byłem zazdrosny... - mruknął zawstydzony, gładząc jiminowy policzek. - Taehyung ma jakieś problemy? Może mógłbym pomóc?
- Nie przepraszaj, bo zazdrość jest oznaką, że Ci zależy. Schlebia mi to, jednak wolę, by nie doszło do nieporozumień. - uśmiechnął się czule, cmokając go w nosek. - A kosmicie nie pomożemy. Tutaj trzeba zdać się na jego rozsądek, ja mogę go tylko wysłuchać.
- Coś się stało? Ktoś go zranił?
- Ma problemy z... mamą. Powiedzmy. Więcej nie zdradzę, obiecałem. - spojrzał przepraszająco na Kookiego, który skinął głową.
- Rozumiem. - zastanowił się nad czymś, po czym czule ucałował Parka, zsuwając się z jego kolan. - To co? Oglądamy?
- Jak Ty psujesz nastrój... - jęknął Jimin, jednak podał dzieciakowi płytę. A było tak miło...



***



- Moje słodkie TaeTae! - wymruczał Yoongi, ściskając blondyna z czułością. Stęsknił się za nim niesamowicie, więc musiał ulżyć sobie w cierpieniach i go zwyczajnie wypieścić. Ten cudowny zapach, aksamitna skóra i najpiękniejszy na świecie uśmiech... Czyż jego Taeś nie był idealny?
Siedzieli właśnie w parku na trawie, rozkoszując się przyjemną pogodą. W końcu udało mi się ustalić termin, w którym możliwe było ich spotkanie. Wprawdzie musiał opuścić ważne zajęcia, jednak obecność tego słodziaka była dla niego istotniejsza, aniżeli jakieś tam prasowe pierdoły.
- Co tam u Ciebie, moje dzieciątko? Wszystko w porządku?
- Nawet bardzo!- zaśmiał się okularnik, wtulając się w tors chłopaka. Sudze bardzo się to podobało, jak za starych dobrych czasów. - W końcu oddałem projekt robiony z Jiminem, długo z nim zwlekał leń jeden.
Znowu Jimin. Czy świat należy do tego głupiego gagatka?!
- Rozumiem. Cieszę się więc.
Rozmawiali jak zwykle o wszystkim i o niczym. Nigdy nie mieli problemów ze znalezieniem wspólnego tematu, wychodziło im to płynnie. Dzisiejsze spotkanie jednak nie miało tylko na celu pogaduszek, chociaż i one były cenne dla różowowłosego. Tego dnia postanowił całkowicie się określić. Czy nadal będzie walczył, czy jednak sobie daruje i skupi się na Jinie.
- Tae... Jesteś szczęśliwy w relacjach z Jiminem? Ale tak od serca. Kochasz go?
Blondyn spojrzał na niego zaskoczony, po czym wybuchnął śmiechem.
- Oczywiście! Jimin jest wspaniały i bardzo i mnie dba. Kocham go tak mocno, jak tylko się da.
- Um... To dobrze.
Dupa, a nie dobrze. To już chyba oficjalne, nie? Skoro to szczęśliwa para, to czy sens jest w psuciu tych relacji. Miał mieszane uczucia. Nie ufał mięśniakowi, jednak nie chciał niszczyć Tae szczęścia. Jego dobro było priorytetem, jeśli więc ten pajac jest dla niego najlepszy, to czemu ma się wpychać? Została jednak jedna wątpliwość.
- Tae. Mogę coś zrobić? - uśmiechną się niewinnie. - Ufasz mi?
- Jesteś moim przyjacielem, muszę Ci ufać.
- Więc... - złapał go za podbródek i ucałował jego wargi. Były niesamowicie miękkie i przyjemne, a przy tym rozkosznie słodkie. Całowało się je idealnie, chociaż oczywiście niczego nie pogłębiał. Nie mógł. Nie przez Jimina... Po prostu w tej chwili sobie tego nie wyobrażał. Podobało mu się, gdzie jednak te motyle w brzuchu, które czuł, gdy na imprezie pocałował go pijanego? Wtedy był nakręcony i bardziej to mu odpowiadało, wywoływało w nim emocje. Teraz zaś był to ot taki buziak, nienaznaczony żadną seksualnością.
Nieco zażenowany odsunął się i spojrzał na czerwonego Tae, który natychmiast złapał się za usta. Wyglądał prześlicznie, jednak widok ten nie podniecał go na ten moment tak, jak Jin, który nachylał się nad nim w łóżku. Te buziak nijak miał się do gorących pieszczot starszego, które doprowadzały go do wrzenia. Jak to? Przecież kochał Tae. Z Seokjinem tylko sypiał... Czemu więc nie ma ochoty skosztować więcej blondyna? Czemu było to takie... zwyczajne. To był on. Jego wieloletnia miłość. Czuł się jednak tak, jakby całował osobę, z którą nie łączyło go wielkie uczucie.
- Hyung... Ja... - wyjąkał młodszy. Yoongi przegryzł wargę, uśmiechając się szeroko.
- Spokojnie. To tylko przyjacielski buziak. Chciałem zobaczyć Cię czerwonego. - skłamał, czochrając jego włosy. Oczywiście oberwał od malucha, który zaczął psiokać. Nie było to jednak teraz istotne. Zaczął go pocieszać i przepraszać, później kontynuując dyskusję. W głowie jednak ciągle miał ciąg myśli, jego serce, mózg i ciało były trzeba osobnymi istotami. Każde chciało czegoś innego. Serce Tae, ciało Jina, mózg zaś chciał ich obu. Jak ma dojść do porozumienia sam ze sobą?




***



- Jasne, mogę z Tobą skoczyć. - skinął głową Jimin, zbierając z łóżka swoje rzeczy. Skończył bez koszulki, bezwstydnie macany przez Ciastka, jednak o dziwo nie doszło do bliższych relacji. Był grzeczny i dzielnie czekał na swoją dziewiczą norkę. Mniam.
Kookie poprosił go o wybór prezentu dla matki, gdyż miała w piątek urodziny. Ojciec nie mógł się pojawić, więc pewnie spędzi ten dzień sama, przyjęcie wyprawiając dopiero za tydzień, więc Ciastek chciał kupić jej coś ładnego na pocieszenie. Jakże mógłby odmówić?
Ubrał się i zabrał torbę, całując po raz ostatni swojego chłopaka, po czym zeszli na dół. Pożegnał się z teściową i wsiadł do zamówionej taksówki.
To była idealna okazja na zabłyśnięcie. Coś jak ostateczny atak. Będzie niczym lis, szybko wszystko ogarnie i owinie sobie ją dookoła palca. Urodziny to przecież idealna okazja na zdobycie uznania. On zaś nie jest byle kim. Jest Park Jiminem, geniuszem, nie? Zrobi jej takie party, że będzie gubiła obcasy, a co!







Zapraszam do komentowania ;)

sobota, 6 czerwca 2015

One-shot: Jiminem być

Ostrzeżenia: +18, wulgarne słownictwo, możliwość śmierci, bo Jimin jest pierdolonym geniuszem.
Pairing: JiKook, wspomniany V-hope.
Beta: Isu Park





Truskawki. Każdy lubi truskawki, prawda? W czekoladzie, bitej śmietanie. Są słodkie, uwielbiacie się w nie wgryzać i smakować. Sama zajebistość.
Dobry alkohol. Też fajna sprawa, nie sądzicie? Sprawia, że szalejecie i robicie rzeczy, o które nigdy byście swojej osoby nie posądzili. Śmiejecie się częściej, robi wam się gorąco i chcecie więcej, więcej i więcej.
Dobra impreza! Jakżebym mógł o niej nie wspomnieć. Wymęczy was, ale wrócicie po niej do domu szczęśliwi. Czasami na kolanach, ale i tak wam się na niej podobało, prawda?

No więc teraz zróbmy szalony miks. Truskawki, alkohol i imprezy połącz w jedno.
Co nam wyszło?

Oj, głuptaski. Oczywiście, że coś zajebistego!

Co zaś takie jest? Z czym kojarzy się wam słowo 'zajebistość'?
Tak, macie rację - ze mną. Nie będę zaprzeczał przez wzgląd na szacunek do was, moi wielbiciele.


Nazywam się Jimin. Park Jimin.
Jestem chodzącą zajebistością. Pierwszym Tego Imienia, Królem Imprez i Bogiem Tańca. Sex Machine i Najseksowniejszym Mężczyzną na Przestrzeni Ostatnich Czterdziestu Wieków. Człowiekiem z Najlepszą Klatą i Najjaśniejszym Umysłem. Tym, Który Wszystko Wie i Wszystko Potrafi.

Jeśli kiedykolwiek nie wiedziałeś o co chodzi, a było to zajebiste, to zapewne stało się takie przez to, że Jimin jest pierdolonym geniuszem.
Niech was jednak nie zmyli ten 'pierdolony', bo nikt mnie nie pierdoli. Ja pierdolę i to całkiem dobrze, Ciastek potwierdzi. I nie tylko Ciastek, ale nie mówcie mu, bo się obrazi i mi nie da, a ja chcę mu dzisiaj pokazać bramy raju.
Bo daję ludziom rozkosz, nie? Podniecają się mną jak fangirle gołą klatą Taeyanga, a Taeyang jest zajebisty. Nie tak jak ja, ale się chłopak stara.

Wiecie. Czasami sobie siedzę i myślę, jak to jest być mną. Do mnie nie dociera moja idealność! Zastanawiam się wtedy, czy naprawdę stałem się bogiem, czy mi się to śni? Rozumiecie, prawda? Moja genialność mnie przerasta. Czasami bardziej przeraża mnie niż dni, w których Kookie mówi, że nie może się ze mną kochać, bo ma naukę. Jasne. Jak z babą w czasie okresu, ale wtedy sobie to ładnie tłumaczę tym, że skoro jestem zbyt zajebisty nawet jak na własne standardy, to co moje kochanie ma powiedzieć, skoro ma taki ideał tylko dla siebie, nie? Biedak chyba czuje ciężar tej odpowiedzialności. Aż się przed nim uginają kolana. Dosłownie! Do miecza i te sprawy. W końcu król, nie? To do czegoś zobowiązuje. A miecz mam spory, nie będę ukrywał, przecież i tak każdy to wie.

No więc jestem fajny. I mam Ciastka.
Ciastek jest dwa lata młodszy i bywa całkiem uroczy. Ma ładne ciało i fajny tyłek. Lubię go brać w każdej pozycji i w każdym miejscu.
Zastanawiacie się pewnie, czemu ktoś tak zajebisty ma jednego partnera, prawda? Już wam odpowiadam, bo jeszcze zemrzecie z ciekawości.
Moja Dupeczka, Królowa Seksu i Żona, zwana przez innych Jeon Jungkook, był całe życie jak księżniczka na wieży. Roszpunka czy inny Szczaw, nie pamiętam, jednak to nieistotne. Po prostu siedział zamknięty w wieży, płacząc za miłością swojego życia. Byłem też sobie ja - Król i Przystojniaczek, za którym latał każdy, bez względu na to, czy miał penisa czy muszelkę. Ot, wiecie - bóstwo, które kocha każdy bez względu na upodobania. Bo pewnie nawet jakiś heteryk by mi się oddał, ale się wstydzi.
Wracając jednak do mojej opowieści.
Był sobie ten Ciastek i płakał smutno w poduszkę, że chce do Jimina, a Jimin o nim nic nie wie. To sobie pomyślałem, że w sumie czemu by nie poznać tej Brokuły, skoro już tak mnie kocha. No to żem się wspiął, wziął i mam, nie? Prosty rachunek, bom szczery chłopak. Dziki zwierz - bierz co chcesz.
No to raz, drugi, trzeci. I stwierdziłem, że fajnie mi w mojej norze, że mi ciepło i przyjemnie, to co będę innej szukał. Szkoda mojego czasu, bo mógłbym go przecież lepiej spożytkować.
O! Hoseoka bym powkurwiał, bo to idiota i dekiel. On to nigdy nie porucha, bo jest ciotą. Nie to oczywiście, bym go obrażał, bo go lubię, no ale jaj to on nie ma, kłamać nie będę.
Oczywiście mówię to czysto metaforycznie, bo niby mu staje na widok tyłka Taehyunga. Tu jednak mamy problem, bo Taehyung ma go w dupie równie metaforycznie. A się dobrali, szczwane bestie!
Życie życie jest metafoooorą.
Hope chce ruchać, ni ma kooogo.
Jutro Taehyung da mu w czapę.
Bo kto by chciał taką gapęęę!

Ale ze mnie poeta, nie ma co! Wiersze może zacznę pisać, co wy na to? W sumie odkryłem nowy talent, sam siebie zaskakuję.
UWAGA. Dopisuję do listy moich zajebistości nową pozycję:
83724326946274238685254283948120934821893213482348213staa genialna cecha Jimina: poeta.
Cholercia. Będę się musiał nauczyć czytać więcej liczb, bo to mnie przeraża.

To może spróbuję raz jeszcze?
Oda do Ciastka. *odchrząknął*

Ciastek, dupeczko moja, Ty jesteś jak nora
Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię zruchał.
Dziś poślady Twe w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo mi w gaciach stoi.
Gaciałko Ciastka, co Ciastkowej cnoty bronisz
I mi erekcją świecisz w oczy. Ty, co jaskinię moją
Jungkookową chronisz, z jego bladą dupą
Jak mnie, Boga do gotowości postawiłaś cudem
(Gdy z płaczącego dziewictwa, pod moją opiekę
Ofiarowany, podnieconą jego otwarłem powiekę,
I zaraz mogłem pieszo, do Ciastkowej dziurki progu
Iść, za zajebistą okazję dziękując Sobie, Bogu.)
Zaraz spenetruję Twojej dupci łono.

O kurwa. Człowieku, ty to serio jesteś zajebisty.
Kurwa.
Park Jimin, jesteś pierdolonym poetą!


Wdech, wydech. Tak, możecie już sobie zwalić bo wiem, że wam sterczy w gotowości. Prawie tak samo jak Kookiemu, gdy go gryzę po szyi. A to tylko moja poezja! Co by było, gdybym absy pokazał? NA SŁODKIE SUTKI JUNGKOOKA. Zalało by świat spermą i kobiecymi wytryskami.
Dobra, Jimin. Spokojnie, ubierz sweter i schowaj się pod kocem. Nie chcemy powodzi, prawda? Interesuje nas tylko morze Ciastkowej wydzieliny, bo jest całkiem smaczna.


W każdym razie teraz przechodzimy do innych istotnych kwestii.
Kookie zaraz do mnie przyjdzie, bo mu się chce seksu. Oczywiście powiedział, że to tylko odwiedziny, ale ju noł łat aj mind, nie? Każdy tak sobie gada, a potem "Jimin, pieprz mnie! Ach! Och! Tak mi rób!". To dla mnie typowe, całe życie tak miałem.
Tylko na matmie jedno babsko mówiło "Jimin, wszystko spieprzyłeś! Nie, nie, nie! Tak się tego nie robi!". Stare próchno. Co ona wie o pieprzeniu? Nawet matmę pieprzę, chociaż tutaj już metaforycznie, bo mnie trygonometria nie podnieca. Poza tym jakbym się zaciął papierem, to byłaby to zbyt wielka strata dla ludzkości.
W każdym razie już jest.
Słyszę dzwonek.

Podszedłem do drzwi i je uchyliłem. Kookie wyglądał dzisiaj ładnie, jak zwykle zresztą. Miałem niesamowite szczęście, że wybrałem sobie kogoś, kto chociaż po części wygląda tak dobrze jak ja. Nie to, bym był taki płytki, jednak nie ukrywam, że lubię ładnych ludzi. Brzydcy mnie nie kręcą, poza tym jestem z najwyższej półki i potrzebuję kogoś, kto będzie chociaż z jakieś wysokiej. A Jungkook ma wszystko.
Wpuściłem go do środka i zaprosiłem do salonu. Herbatka, ciastka, inne duperele. Mnie nie kręcą takie grzeczności, jednak on to lubi, więc się poświęcam.
Może nie wyglądam, ale chcę, by było mu dobrze. Więc trochę pogadaliśmy, jednak nie za długo. Nie lubię marnować czasu.
Objąłem go czule, sadzając na swoich kolanach, przodem do siebie. Wsunąłem dłoń w jego ciemne włosy i pogłaskałem go z uczuciem. Taki śliczny, zarumieniony. Patrzył na mnie tymi swoimi piękny patrzałkami, ja zaś nie mogłem oderwać od niego wzroku. Mój mały, słodki Ciastek. Miałem ochotę go zjeść, więc to zrobiłem. Przysunąłem swoje wargi do jego i czule się w nie wpiłem. Początkowo usta miał zaciśnięte, jednak pod naporem mojego języka blokada zniknęła, zaś mój śliski mięsień wdarł się do jego wnętrza, pieszcząc go namiętnie i dziko. Chłopak wszystko odwzajemniał. Z czasem stał się w tym coraz lepszy. Początkowo miał opory i nie wiedział co ma ze sobą począć, jednak wszystkiego go nauczyłem. Teraz nasze pocałunki były naprawdę gorące, o czym świadczyło bijące serce Ciasteczka, które waliło tak mocno, jakby chciało wylecieć przez tą słodką klatkę piersiową.
Moja dłoń wsunęła się pod koszulkę i zaczęła wodzić po delikatnie umięśnionym torsie mojego kochania. Masowałem jego sutki, szczypiąc je raz po raz, co doprowadzało młodszego do rozkosznych jęków. Strasznie mnie to nakręcało do działania. Zrzuciłem z niego koszulkę i przywarłem ustami do jego szyi. Całowałem ją, lizałem, gryzłem i ssałem. On wręcz krzyczał, gdyż byłem jak prawdziwy lew. Moja kochana sarenka... Tak dziko atakowana.
Podniecało go to. Widziałem to. Dlatego też rzuciłem go na kanapę, nachyliłem się nad nim i na nowo wpiłem w jego wargi, ssąc jego język. Moja dłoń zacisnęła się na jego kroczu, masując je delikatnie, aczkolwiek intensywnie. Zacisnąłem zęby na jego sutku. O tak. Kochał to. Od razu zacisnął na mnie swoje uda, krzycząc moje imię.
Tak. Tak mi mów. Wołaj swojego kochanego Jimina, pokaż, jak Ci dobrze!
Delikatne pocałunki na torsie, potem ostre ssanie jego ucha. Robiłem wszystko szybko, mocno i namiętnie. Miał dreszcze, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zastraszającym tempie. Pod dłonią czułem już coś twardego, moje kochanie się podnieciło. Nie mogłem oczywiście zostawić mojej księżniczki na pastwę losu. Nachyliłem się nad jego kroczem i rozpiąłem zębami jego rozporek. Sprawnie pozbyłem się jego spodni. Zadowolony polizałem jego członka przez materiał bokserek. Ludzie. To była reakcja nie z tej ziemi. Krzyk, wierzgnięcie biodrami. Tak. Jimin to lubi!
Mniam mniam. To trzeba chyba w nagrodę zamoczyć Ciasteczko, prawda? Czy w sumie w nim zamoczyć. Ach, szczególiki.
Zsunąłem z niego bokserki. Słodka pałeczka sterczała tak ślicznie i tak prosiła o dobry seks. Mniam x2.
Nachyliłem się nad swoim kochaniem i musnąłem czule jego wargi. Uwielbiam te słodkie usteczka, takie różowe i mięciutkie. Mógłbym je całować całymi dniami, a i tak by mi się to nie znudziło.
Moja dłoń zaczęła masować ptaszka do tego stopnia, że zaczął świergotać. Pieściłem go, poruszałem intensywnie, czasami zaś wręcz flegmatycznie, obserwując reakcje Kookiego, który wił się się jak zaskroniec w krzakach. A to buntownik. Chciałby być wężykiem? Nie ma tak dobrze, jest tylko norką dla pytona, zwanego ChimChimem.
A pyton już czekał w gotowości i uwierał w bokserkach.
Co więc miałem z tym fantem począć? Bum. Ciuchy wylądowały gdzieś daleko, ja zaś przegryzłem wargę, obserwując moje spocone Ciasteczko, które wpatrywało się w mojego członka, rozchylając usta. Wiem, wiem. Chcesz go do buzi kochanie, ale nie ma ta dobrze. Dzisiaj ChimChim zwiedzi nieco ciemniejszą norkę, chociaż potem możemy też zająć się ustami, no problem. Jestem Jimin Miłosierny, okażę łaskę, więc zrób mi laskę.
Żelik. Truskawkowy, coby pasował do czerwonego Kookiego. Jestem estetą, musi być kolorystycznie, a że Ciastek jest większość dnia truskawkowy, to wybrałem taki. Zresztą mówiłem już prędzej o truskawkach, utożsamiam się z nimi.
Nalałem sobie na palce całkiem sporo. Uniosłem uda chłopaka i oparłem na swoich ramionach. Cholercia. Taka słodka dziureczka. Aż sam się wyrywa, by tam zajrzeć, ale wiecie. Samokontrola i te sprawy.
Potarłem palcem o jego wejście. Delikatnie, by go nie spłoszyć. W międzyczasie całowałem jego uda, gryząc je brutalnie tak, że zostawały na nich czerwone ślady. Kookie zawsze był znaczony, by przypadkiem ktoś nie pomyślał sobie, że jest wolny.
Jup. Mój zwinny paluszek wślizgnął się do środka, od razu rozciągając go całkiem energicznie. Opuściłem jego jedno udo i nachyliłem się, wpijając w jego wargi. Sapał mi do ust, co tylko mnie bardziej podniecało. Ssałem jego język, sprawnie wsuwając do norki kolejny palec. Zaczął się tam dirty dancing, Kookie też poruszał się jak Shakira. Taniec brzucha, bioderka. Siekiera, siekiera!
No ale dobra, bo wam feelsy opadną. Rozciągałem go całkiem porządnie, oczywiście trącając jego prostatę. Wiedziałem już doskonale gdzie go smyrać, by odlatywał. Znałem na pamięć każdy jego czuły punkt, wrażliwy rejon i oczywiście chętnie z tej wiedzy korzystałem.
Obojczyki. Piszczał jak gwałcona dziewica, gdy go tam gryzłem. Czułem zaciskające się palce na moich plecach, chwilę później w mą idealną skórę wbiły się jego ostre pazurki, raniąc ją dotkliwie. Troszkę to smutne, tak psuć moją idealność, ale ładnemu we wszystkim ładnie, więc i te zadrapania po Ciastkowych podnietach nosić będę z dumą, jako znamię po zwycięstwie!
Nie mogłem już nad sobą panować. Palce się wysunęły, zaś mój szybko nawilżony członek naparł na jego wejście, wsuwając się natychmiast do połowy.
Ten jęk! Miód na piękne Jiminowe uszy. Młody ledwo łapał oddech, ja jednak jestem lwem i biorę co moje. Wsunąłem się więc do końca i wpiłem w jego wargi. I się zaczęło.
Lubię szybki, brutalny seks. Dziki i namiętny. Robię to tak, by mój chłopak stracił kontrolę nad sobą i nad własnymi odruchami. By odleciał, a jego myśli by skupiły się tylko na mnie i moim ChimChimie. Nie lubię takiego pierdołowatego ruchanka, bo mnie to nudzi i zasypiam. Ma być głośno, ostro i mokro. Mamy się spocić jak świnie, bo to jest seksowne i mnie jara.
Dlatego mam Kookiego, bo on mokry wygląda nieziemsko.
No i wtedy jeszcze mocniej w niego wchodzę. Nasze tempo zawsze jest zastraszające. Do dzisiaj zastanawia mnie to, jak moje łóżko może znosić nasz seks, ale w sumie dałem za nie gruby hajs, więc to do czegoś zobowiązuje. Łóżko Ciastka już dawno poszło w pizdu, więc teraz robimy to u mnie, bo jego matka się wkurwiła.
Jazda, nie? Dotykałem jego prostaty. Mocno, idealnie. On zdzierał sobie gardło, raniąc mnie jeszcze dotkliwiej. Ledwo łapał powietrze z płuca, ja zaś tylko przyspieszałem, chcąc dać mu jeszcze więcej przyjemności. Sobie też rzecz jasna. Jego dupa była ciasna, gorąca i wręcz stworzona dla mojego penisa.
Odpływałem. Było mi duszno, nie miałem jak zapanować nad ruchami, moje biodra poruszały się same.
Wtuliłem twarz w szyję Kookiego, zaś moja dłoń zaczęła szybko poruszać się na jego członku. Moje tempo było zastraszające, ręka waliła mu konia szybciej niż Namjoon biegał po tampony da swojej wkurwionej dziewczyny, a to jest coś, wierzcie mi.
Biodra, ręka, biodra, ręka. Gryzienie, ssanie, sranie. Stop. Bez srania.
Nagle poczułem, że Kookie wystrzelił mi na dłoń, z jękiem opadając na poduszki. Chwilę później i ja doszedłem w nim, z rozkosznym westchnięciem ległem w jego ramionach. Było wilgotno, ale przyjemnie.
Objąłem moje kochanie, całując jego wargi. Oboje mieliśmy problem z oddychaniem, nasz pocałunek był więc całkiem ułomny, jednak mi się podobało.

Bo wiecie.
Jestem zajebisty i seksowny. Kocham siebie i się tego nie wstydzę.
Jednak Ciastka kocham bardziej.
Wszystko, co wiąże się z Ciastkiem jest najlepsze.
Jego pot.
Jego sperma.
Jego uśmiech i ciche westchnięcia.
Kocham go najbardziej na świecie.






Zapraszam do komentowania ;))


piątek, 5 czerwca 2015

26. I need U boy

Jimin już dawno nie czuł się tak usatysfakcjonowany. Po nocce w ramionach Maluszka (czy to raczej Kookie wtulał się w jego męskie, przesiąknięte zajebistością ciało) czuł się genialnie, miał masę energii, którą spożytkował wcinając chipsy w swoim wielkim mieszkaniu, oglądając jakieś głupie filmy. Czilałt i relaksy, nie ma żadnej spiny.
Rankiem dzieciak był nieco speszony, jednak oczywiście wszystko minęło, gdy naparł na niego swoimi ustami, pokazując mu bramy raju. Młody oszalał, zrobił się czerwony i słodko wzdychał, jakby co najmniej lizał mu uda, a to przecież tylko pocałunek. Co będzie, gdy już bramę przekroczy, dając mu siebie w całości? Cholercia, przecież on tam zemrze z podniecenia, oszaleje i Jiminowi zostanie martwy kochanek. Będzie musiał zapanować nad genialnością, która z niego wypływa, bo przecież Kookie będzie jego żoną, a jak już da się zakuć łańcuchami, to niech chociaż dzieciak mu wytrzyma. Może krzyczeć, zdzierać sobie gardło na wszelkie możliwe sposoby, płakać z przyjemności, jednak umierać nie może.
Ach Jimin. Co Ty zrobiłeś w poprzednim życiu, że urodziłeś się bogiem, geniuszem, w dodatku takim męskim i seksi?

Kolejne dni mijały jeszcze bardziej sympatycznie. W szkole Kookie był tak uroczo nieśmiały, że by go wycałował i wymolestował, jednak postanowił być niczym rycerz, który powoli zniszczy pas cnoty swej księżniczki. Jungkook i tak ledwo znosił dotyk, strasznie się krępował i uciekał, chociaż widać było, że jest mu dobrze. To dziwne. Dla malucha podstawą było przytulanie, gdy raz na jakiś czas zostali sami i nie było możliwości, by ktoś ich podpatrzył. Buziaczek, głaskanie go po tej słodkiej główce. Było między nimi słodko do porzygu, jednak Parkowi to nie przeszkadzało. Czuł się tak męsko, tak zajebiście, gdy chował go w swoich ramionach i muskał wargami jego czoło, że nawet nie naciskał. Pierwszy raz miał być najlepszy, młody miał go zapamiętać, on sam zaś nie chciał go do niczego zmuszać czy popędzać. W końcu był dzieckiem, z nimi trzeba ostrożnie. Skoro już mu pozwolił na pieszczenie ust, to odbyt był kwestią czasu, a szkoda byłoby go wystraszyć i stracić. Spędzanie z nim czasu było miłe i kochane. Całkowicie inne, niż chwile z Tae, jednak naprawdę mu się to podobało. Zresztą ich relacja była nieco bardziej erotyczna. Przynajmniej w jego głowie.

Wracając do Tae... Rozmawiali ze sobą w niedzielę na poważnie. Naprawdę go to wszystko martwiło i przerażało. To źle, że Hoseok widział go w takim stanie. Nie mógł się dowiedzieć, nikt nie powinien nawet się domyślać. To byłaby katastrofa, bo by zrozumieli to opacznie. Najgorsze było jednak to, że między tą dwójką coś się zaczynało dziać. Nie wiedział, czy Tae to odwzajemnia, jednak brunet bez wątpienia będzie o niego walczył. Tym samym przecież zacznie bardziej interesować się jego życiem, co byłoby tragedią.
Chciał pomóc temu wariatowi, wszystko załatwić samemu, jednak ten mu nie pozwolił. Kim zazwyczaj nie był stanowczy, jednak wtedy postawił na swoim. Niezmiernie to Jimina irytowało i też bolało. Wszystko ciągle się nie udawało, młody miał pod górkę, zaś on w całym geniuszu nie mógł nic, chociaż bardzo by chciał.

Po Tae jednak potem już nic nie było widać. Rozklejał się tylko w niedzielę, potem znowu szczerzył się jak głupi do sera przez cały czas. Jimina to przerażało, bo jak bardzo musiał to w sobie dusić, by udawać szczęśliwego przy wszystkich? To go wyniszczało, jeszcze stanie się coś złego.

Hoseok gdzieś młodego zaciągnął. Niby do studia czy coś. Parka mało to interesowało, bo molestował Kookiego wzrokiem udając, że bardzo go interesuje historia jakiegoś kraju, o którym nie miał pojęcia. Litwa to gdzieś w Afryce? Co go interesują jakieś Sahary, Araby czy inne dziwne cosie, te Litwy to same nudy. Nie lepiej byłoby zająć się seksem? On już by mu pokazał, jak miło jest, gdy to on rządzi w wszelkich ciasteczkowych kanałach.
Niestety przerwała im Sooah, która nieco zmachana podbiegła do nich, przerywając romantyczne spotkanie.
- Park! Dyrektorka chce się widzieć z Hoseokiem, bo nic nie załatwił w sprawie konkursu. O czym ten idiota myśli? Nie ma zgłoszenia grupowego, nadal jesteśmy zapisani na taniec, a przecież on coś tam gadał, że chce mieszane z wokalem.
- Co za zjeb... - mruknął Jimin, zeskakując z parapetu. - Idę z nim pogadać, wszystko załatwię. - dziewczyna skinęła głową, odchodząc, Park zaś spojrzał na swojego chłopaczka, który wbił w niego spojrzenie tych wrednych patrzałek. - Zaraz wracam, idę tylko zasadzić kopa temu debilowi. - poczochrał jego włosy i ruszył pędem w stronę studio. Dorwał się do klamki i wpadł wściekły do środka.
- Hoseok zjebie! - ryknął, po czym nieco go sparaliżowało. Tae tak blisko, Hoseok się nachyla. O kurwa mać. Oni się prawie LIZALI!
Natychmiast wyszedł, trzaskając drzwiami. O kurwa mać. O ja pierdolę na całą jego zajebistość, dupę Kooka i redtube. Co to za romanse?!
Ruszył niemrawo przez siebie, po chwili usłyszał otwierane drzwi. Zerknął przez ramię na czerwonego Taehyunga i wkurwionego Hoseoka, który wbił mordercze spojrzenie w jego boską osobę.
- Co chciałeś, Jimin?
- Sooah kazała Ci się udać do dyrki. Nie zarejestrowałeś nas zjebie. - mruknął Park, przystając. Hope otworzył szerzej oczy.
- O kurde. To lecę. - poklepał Tae po głowie i ruszył przed siebie, zostawiając ich samych. Jimin i tak wiedział, że potem mu się oberwie, jednak teraz nie ma co się o to martwić.
- Jimin... - wypalił Tae, podbiegając do niego. Uwiesił się jego ramienia, jak gdyby nigdy nic.
- Całowaliście się? - wypalił bez zastanowienia, obserwując jak blondyn z czerwonego robi się buraczany. Park otworzył szerzej oczy.
- Nie! Jimin o czym Ty w ogóle mówisz! Przecież między nami nic nie ma! - wyjąkał, zaś język mu się śmiesznie plątał.
- Rozumiem. Jakby do czegoś doszło to daj mi znać, muszę z nim wtedy pogadać i powiedzieć coś stylu "Jak go zranisz, to Ci ptaszka odetnę!".
- Głuptas! - Taehyung szturchną go w żebra, ruszając szybko przed siebie. Park tylko się zaśmiał, idąc za nim.
- Chcę tylko Twojego szczęścia!



***



Był piątek, Jess szybko jechała w stronę szkoły, zerkając na zegarek. Odrobinę się spóźni, zaś Namjoon wspominał o możliwych tragediach, więc wolała jakoś temu zapobiec. Nie znała pozostałych chłopaków, musiała zobaczyć, czy wszyscy dadzą radę współpracować i dobrze wykonać zadanie. Poświadczyła swoją głową, że Ciastek zabłyśnie, musi porozmawiać z tym od tekstu, by uwzględnił całkiem sporo wersów dla jej kuzyna, bo straci mózg, a bez niego wszyscy zginą śmiercią tragiczną.
Zaparkowała pod budynkiem i złapała za wielką, papierową torbę, w której miała przekąski. Była późna godzina, więc pewnie każdy był głodny.
Weszła do środka i ruszyła w stronę sali, gdzie siedziała już cała siódemka z grobowymi minami.
- Przepraszam, przeciągnęło mi się na uczelni. Mam coś dla Was. - z nieco dziwnym uśmiechem położyła torbę przed nimi. - Zjedzcie, bo z pustym brzuchem będzie się wam źle pracowało.
Przyjrzała się im uważnie. Dwóch nie znała, podeszła więc do najwyższego.
- Jestem Jess, miło mi.
- Jin, cała przyjemność po mojej stronie. - odpowiedział szatyn. Obok siedział różowowłosy Suga, tuż przy nim zaś blondynek. Ostatni rozkosznie się uśmiechnął i ją przytulił, na co zareagowała cichym śmiechem. Cóż za słodkie stworzenie!
- Jestem Taehyung. - odpowiedział, wracając na swoje miejsce zadowolony. Jego kwadratowy uśmiech rozbrajał dziewczynę i niesamowicie rozczulał. Instynkt macierzyński i te sprawy. No i teraz już wiedziała za kim tak szalał Hoseok. Co nieco jej opowiadał, domyślała się więc, że na niego leciał. Ale ten Yoongi... Trójkącik? To będzie trudne zadanie. Współpraca jest konieczna, tutaj zaś będą mieli czystą rywalizację. Oby odbiło się to dobrze na występie.
Swoją drogą... Co ten Ciastek tak blisko z Jiminem? Ocierają się ramionami, a zawsze taki niedotykalski był. Chyba miała już dla nich nazwę "Gay Boy", chociaż to skrzywdzi jej Namjoona. No nieważne, jeszcze się dowie kto, z kim i dlaczego.
- Wszyscy już wszystko wiedzą, czy mam kogoś doinformować? Nie będę mogła być tutaj długo, wpadłam tylko na chwilę, by dowiedzieć się ilu z was się na to decyduje. Musimy też wymyślić wam nazwę, potem uciekam na wykłady.
- Wiedzą, już ich poinformowaliśmy. Wokale, rap, taniec. Wszystko już jest.
- Okej, to całe szczęście.
I zaczęli rozmowę. Dyskutowali o tekście. O tym, kto w jakim momencie lepiej by pasował i jak w ogóle wszystko ogarnąć, by wyszło dobrze. Jess czuła jednak napiętą atmosferę. Jin zerkał na Tae z niechęcią, zaś na Sugę całkiem miło. Hoseok i Yoongi mierzyli się spojrzeniami. Jimin zestresowany zerkał na miłosny trójkącik, resztę czasu poświęcając na smyranie Ciastka po plecach. Namjoon podobnie jak ona starał się zapanować nad sytuacją, zaś Taehyung... Szczerzył się i chyba nie ogarniał rzeczywistości.
Czas mijał, oni zaś nie mogli dojść do porozumienia, bo każdy miał rywala, którego zdanie było od razu kwestionowane. Koszmar.
Po pół godziny męczarni pożegnała się z nimi i wyszła. Ci ludzie mają ze sobą problem, to będzie trudne zadanie.



- Przecież mówię, że taki tekst jest komiczny Hope, nie rób sobie jaj. - mruknął Suga, mrużąc powieki.
- Co więc proponujesz, geniuszu? - skrzywił się brunet, zakładając ręce na piersi. Szlag go trafiał, gdy ten idiota ciągle marudził, robiąc z niego debila przy wszystkich. Ledwo się trzymał, miał ochotę wydrzeć się na niego i zbluzgać. Fakt, że prędzej podmacywał Tae dodatkowo go irytował. Jakim prawe molestował JEGO TAE? Niech trzyma łapy z daleka od jego malucha, bo dojdzie do rękoczynów.
Dodatkowo ten Jin był jakiś dziwny, jakby bez energii, gdy tylko Yoongi zajmował się blondynem. Czyżby jakieś szalone romanse, zazdrości? Kurwa mać. Niech się zajmie tym debilem, to obaj na tym skorzystają.
- Dajmy rap na początku. Zaczniemy od razu mocno.
- Umiesz powiedzieć tylko tyle? Mniejsza, czy wokal, czy rap. Myślmy nad tekstem, potem wszystko się ogarnie.
- Nie sądzisz, że lepiej wszystko rozplanować?
- Nie, wszystko wyjdzie w praniu, mądralo. - warknął Hoseok, nachylając się nieco w jego stronę. Zacisnął pięści czując, jak robi mu się gorąco.
- Jesteś idiotą Jung, czy tylko udajesz?
- Muszę zniżyć się do Twojego poziomu, bo inaczej do Ciebie nie dojdzie, Min. Chociaż chyba jeszcze bardziej muszę się schylać, boś wyjątkowo oporny.
- Hoseok, grabisz sobie. - warknął starszy, wyraźnie wkurwiony, co trochę Junga ucieszyło. Niech traci nad sobą kontrolę, a co.
- Yoongi! - jęknął Tae, łapiąc go za ramię. Różowowłosy spojrzał na niego zaskoczony, natychmiast się prostując. - Nie kłóćcie się, to tylko piosenka.
- Uh. No dobrze. Przepraszam Maluszku, nie chciałem Cię zdenerwować. - pogładził go po włosach, na co Hoseok aż zadrżał ze złości. Miał ochotę krzyknąć, by go nie dotykał, bo go w środku aż rozrywało z zazdrości, jednak nie chciał płoszyć swojego Taehyunga. Tak. JEGO Tae, nie tego buca.

Dwójka już do końca się nie odzywała. Monster przedstawił im kilka bitów, które w większości poodrzucali, zgadzając się tylko na kilka fragmentów, które i tak miały ulec zmianom. Tae starał się jakoś rozluźnić atmosferę, ale niezbyt mu się to udawało, więc nawet zaprzestał jakichkolwiek działań, widocznie zmarnowany.



***


Jin leżał właśnie w wannie po brzegi wypełnionej wodą. Czuł się naprawdę podle i źle. Już myślał, że Yoongi wyrzucił z głowy tego dzieciaka, że teraz skupi się tylko na nim, jednak na tej próbie widać było, że nadal mu zależ i że wszystkich traktuje jak wrogów, którzy mogliby odebrać mu ukochanego. Był tam jak piąte koło u wozu, nie miał ochoty na zabawy czy wygłupy.
Jak Taehyung...
Nie dziwił się swojemu ukochanemu. Blondyn był prześliczny, radosny, słodki. Wszyscy go uwielbiali i traktowali jak maskotkę. To typ człowieka, którego nie da się nienawidzić. On sam złapał się na tym, że ta pozytywna energia mu się podobała, jednak jego serce bolało zbyt mocno, by mógł go polubić. Ten chłopak był jego problemem. To ktoś, kogo musiał pokonać, by być szczęśliwym, by zdobyć Yoongiego. Nie wiedział jednak, jak stanąć do walki z kimś, kto jest wszystkiego nieświadomy. On nie widział tego, jak Suga na niego patrzył. Nie dostrzegał też faktu, że Hoseok obok wychodzi z siebie, byleby tylko zwrócić jego uwagę na swoją osobę. Nie miał pojęcia, że Ci dwaj chyba go kochają. Był zadziwiająco rozkoszny w swojej nadludzkiej głupocie.

Westchnął i wyszedł z wanny. Sięgnął po puchaty ręcznik i zaczął się wycierać, chlapiąc podłogę. Nie miał nawet siły uważać, najwyżej będzie biegał potem z mopem. Wsunął na pośladki bokserki, ogarniając następnie swoją twarz. Nie wiedział już co ma robić. Walczyć, czy dać mu spokój? Kochał Sugę, pragnął go z całego serca, jednak czy w ogóle ma szansę, by poruszyć jego, które bije dla tego chłopaczka? Czy nie lepiej przestać mu zabierać czas i pozwolić mu być szczęśliwym? Chyba będzie musiał z nim porozmawiać, jednak nie wiedział, czy da radę.



***


- Taeś, co robisz na następny weekend? Nie chciałbyś pojechać ze mną na wycieczkę? - zapytał Hoseok, wychodząc z maluchem ze szkoły. Ogarniał już całkiem przyjemne miejsca, wystarczyło potwierdzić rezerwację. Kolejne trzy dni z nim. Sam na sam. Suga tego nie nadrobi, nie ma szans.
- Och... Nie mogę. Będę się uczył z Jiminem do sprawdzianu, już dawno to z nim ustaliłem. Mamy sprawdzian w poniedziałek.
Jung spojrzał na niego zaskoczony, jednak tylko skinął głową.
- Rozumiem. A jutro miałbyś czas? - nie dawał za wygraną. Musiał się z nim spotkać, chciał w końcu zakończyć to, co zaczynał już tyle razy.
- Nie mogę, mam już plany. Hm.. - spuścił wzrok, wyraźnie zasmucony. - Może dzisiaj troszkę pobędziemy razem? Tak do wieczora.
- O, może być. - przytaknął. Lepsze to niż nic. - Chciałbyś wybrać się w jakieś konkretne miejsce, czy zdajesz się na mnie?
- Najchętniej po prostu bym z Tobą pobył. Posiedźmy gdzieś razem, dobrze?
Ta odpowiedź nieco go zaskoczyła, jednak jak najbardziej usatysfakcjonowała. Pociągnął go za ramię w stronę swojego samochodu, po czym ruszyli do jego domu. Tam grzecznie nakarmił Tae, następnie usiedli w salonie i zaczęli oglądać telewizję. Objął młodszego ramieniem, przytulając go do swojego torsu. Ten posłusznie objął go w pasie, opierając głowę na jego piersi, wpatrując się w telewizor.
- Hyung...
- Tak? - zerknął na niego, głaszcząc jego włoski.
- Cieszę się, że jesteś.
Hoseok aż się rozpromienił i nieco nachylił nad nim.
- Ja też się cieszę, że Cię mam, Tae.
-Ale ja mówię serio, hyung. - młodszy aż się poderwał i spojrzał mu w oczy z zapałem. - Nie chciałbym Cię stracić, naprawdę. Chcę, byś był już zawsze.
- Tae... - Hope pogładził go po policzku, przysuwając się nieco do niego. Jego serce zabiło mocniej. Czy ma te słowa rozumieć tak, jak je właśnie zinterpretował? - Będę już zawsze przy Tobie. Nie martw się, nie stracisz mnie.
- Hyung... - szepnął, co Hoseoka już całkowicie poruszyło. Przybliżył swoją twarz do jego i delikatnie musnął jego wargi. Jeden, malutki pocałunek. Dziecinny i niewinny, jednak bez wątpienia najwspanialszy.
Tae nie odsunął się. Przymknął powieki, wzdychając cicho. Jung miał ochotę wtargnąć do jego wnętrza, pogłębić to, jednak nie sądził, by młodszy był na to gotowy. Mimo wszystko się cieszył, że w końcu się udało. Objął go w ramionkach i przyciągnął do siebie, chowając jego twarz w zgięciu swojej szyi. Tulał go tak, jakby zaraz ktoś miał mu go odebrać. On zaś już nigdy nie odda swojego ukochanego nikomu. Choćby miał przewrócić świat do góry nogami.

Siedzieli razem jeszcze ze dwie godziny. Gdy zaczęło się ściemniać odprowadził malucha do parku, po czym wrócił do domu, zadowolony z dzisiejszego dnia.
Sobota i niedziela minęły mu na pisaniu tekstu. Chciał zabłysnąć przed wszystkimi i pokazać Tae, że jest lepszy od Sugi pod każdym względem.
Gdy w poniedziałek wrócili do szkoły, od razu zaprezentował swoje wypociny Jiminowi, któremu nawet to przypadło do gustu.
- W ogóle... Idziesz ze mną w sobotę na imprezę? Ciastek będzie się uczył, a nie chce mi się siedzieć samemu w domu.
Hoseok zmarszczył brwi.
- A Taehyung?
- Ma jakieś inne plany, w weekend ciężko go złapać.
- No tak... - skinął głową starszy. - Nie ma sprawy, zgadamy się już bliżej soboty.
- Spoko. To spadam.
Gdy Jimin odszedł, coś w Hoseoku pękło. Przecież Taehyung miał się z nim uczyć cały dzień, czemu więc Park o niczym nie wie? Czemu szuka sobie zajęcia? Jakie plany miał Kim?
Ruszył w stronę swojej klasy, zagryzając dolną wargę. O co tu chodzi?







Zapraszam do komentowania ;)


środa, 3 czerwca 2015

25. I need U boy

Pierwsza ankieta dobiegła końca, więc czas zamieścić wyniki.
I miejsce - JiKook
II miejsce - V-hope
III miejsce - TaeGi


Tak więc wszem i wobec oświadczam, iż romantyczny one-shot poświęcę Jiminowi i jego dupeczce, zwanej potocznie Jungkookiem
Biednym V-hope troszkę brakowało, jednak może coś wymyślę, byście byli zadowoleni.

Dziękuję za aż 74 głosy i zapraszam do kolejnej ankiety, która dotyczyć będzie lipcowego one-shota z Koniem w roli głównej. Jednak coby się chłopak nie zamęczył (ręka czasami się może nadwyrężyć etc.), to macie możliwość wybrania dla niego partnera, z którym może dojść do fikuśnych szaleństw.

Kocham Was i zapraszam na nowy rozdział!









Jungkook zadrżał, czując na swojej szyi wargi Jimina. Leżał, opierając dłonie na jego umięśnionych ramionach, wzdychając cicho. Nie sądził, że takie pieszczoty mogą być aż tak szalenie przyjemne. Resztką sił pilnował się, by nie jęknąć z rozkoszy, matka by to pewnie wyłapała, a nie chciał mieć kłopotów.
Odchylił nieco głowę do tyłu, ułatwiając starszemu dostęp do siebie. Jego policzki były czerwone, niemalże go paliły, jednak nie odsuwał się. Nie chciał. Nie mógł. Podobało mu się to, chociaż oczywiście na głos nigdy by tego nie przyznał.
Ciało Jimina na jego. Ciężar tej góry mięśni niesamowicie mocno na niego działał. Nie wiedział, jak to możliwe. Przecież początkowo tak go irytował ten głupek, nie mógł z nim wytrzymać nawet chwili, teraz zaś leżał pod nim, dając mu się całować, kąsać i dotykać. I jeszcze się z tego cieszył!
Przymknął powieki, po chwili czując na swoim biodrze dłoń chłopaka. Zamruczał, jednak po chwili musiał zaprzestać, gdyż coś śliskiego wsunęło się do jego ust. Rozchylił powieki, jego oczom zaś ukazała się twarz Parka, niezwykle skupionego. Jego biedne serce zabiło mocniej. Zsunął dłonie na jego kark, niepewnie i nieśmiało odwzajemniając pocałunek. Trącał go swoim językiem, starając się ze wszystkich sił, by było to dla starszego przyjemne. Nie czuł się jakoś wyjątkowo pewnie. Stresował się, nie chciał bowiem wyjść na głupka, zależało mu na zrobieniu dobrego wrażenia, chociaż było to chyba niemożliwe. Zbyt mocno na wszystko reagował, nie wiedział też, co począć z językiem.
- Jesteś piękny, Ciastek. Mam ochotę Cię schrupać... - usłyszał głos Jimina przy swoim uchu. Oblizał wargi, zerkając na niego z delikatnym uśmiechem na ustach. Nikt nigdy nie nazwał go pięknym, poza babcią gdy miał kilka lat. Aż zakręciło mu się w głowie. Nieśmiało wsunął długie palce we włosy chłopaka, który po chwili oparł swoje czoło o jego, wpatrując się w niego jakoś tak... z czułością.
- Jimin... - wyszeptał cicho, przyciągając go ku sobie. - Ja... Nie chcę...
- Czego nie chcesz, maluszku? - pełne wargi Jimina musnęły jego policzek.
- Byś traktował to wszystko jako zabawę. - wypalił, spuszczając wzrok. Nie miał pojęcia, jednak czuł, że gdyby jutro Park całował kogoś innego, to coś by w nim pękło. Nie wiedział jak to nazwać, po prostu chyba chciał być dla niego kimś ważnym. Pragnął, by ktoś o nim myślał i go chciał. I tym kimś musiał być Jimin.
- Musisz więc stać się mój, koteczku.
Oddech starszego pieścił jego twarz, co tylko dodatkowo spotęgowało te dziwne uczucie w jego brzuchu.
- Twój?
- Tak, mój.
- To znaczy?
- Hmm... - Jimin pogładził go po policzku delikatnie. - To znaczy, że Twoje usta będą mogły być całowane tylko przeze mnie. - musnął jego wargi, po czym przysunął usta do jasnej szyi Kookiego, którą nieco zaborczo ukąsił. - Twoje szyja będzie gryziona tylko przez moje zęby. - uśmiechnął się szeroko i zsunął dłoń na jego udo. - Tylko ja będę mógł na Tobie leżeć i spać w Twoim łóżku. Tylko mnie będzie uwielbiać Twoja mama. - zamruczał i ucałował raz jeszcze jego usteczka.
Kookie wstrzymał na chwilę powietrze, zestresowany analizując jego słowa. Czy Jimin właśnie oświadczył mu, że chce zostać jego chłopakiem? Czy może nadinterpretuje to wszystko?
- Ty też będziesz musiał być... mój.
- Jestem Twój od naszego pierwszego spotkania. Wtedy już postanowiłem, że zostaniesz Ciasteczkiem, którego tylko ja mogę skosztować.
Jakby na potwierdzenie tych słów wpił się namiętnie w jego wargi, pieszcząc językiem zaróżowione usta. Kookie westchnął cichutko, wtulając się w niego całym ciałem. Czuł się dobrze, był szczęśliwy.
Park odsunął się na chwilę od niego, prezentując swój perfekcyjny uśmiech.
- Kochaj mnie Ciastek, bo jestem najlepszy. - zamruczał, po chwili liżąc jego policzek z zapałem. Młodszy aż pisnął zaskoczony, od razu zakrywając usta dłonią.
- Hyung!
- Tak Ciasteczko?
Chłopak aż wstrzymał oddech, nie wiedząc co mu odpowiedzieć. Uśmiechnął się więc tylko słodko i musnął jego wargi.
- Chodźmy spać. Chcę zasnąć w ramionach mojego...
- Super mega seksownego ukochanego, za którym szalejesz całkowicie i który jest dla Ciebie najwspanialszy na świecie? Okej, chodź tutaj. - zamruczał starszy, schodząc z niego. Położył się na plecach, podkładając mu ramię, na którym młodszy zaraz się położył. - Dobranoc, mój malutki skarbie.
- Dobranoc, Jiminnie.



***


Hoseok pogłaskał delikatnie te sterczące blond kosmyki, przegryzając dolną wargę. To, że chłopak był tak blisko niego, że spał wtulony w jego tors, stało się już dla niego czymś normalnym. Mógłby codziennie budzić się z nim u boku, spoglądać na tę słodką twarz i rozchylone wargi. Nawet ta strużka śliny w kąciku wyglądała rozkosznie. Wszystko, co było związane z Tae stawało się natychmiast małym cudem.
Mimo wszystko coś go dręczyło. Te łzy, dziwne pytania... Czego maluch nie wiedział? Co go tak wytrąciło z równowagi? Teraz na nowo uzmysławiał sobie, że w zasadzie nic o nim nie wie. Nawet nie miał pojęcia gdzie mieszka, czy ma rodzeństwo i co go łączyło z Sugą. Czemu się pokłócili i jak pogodzili... Co wiedział Jimin? Co oboje ukrywali?
Westchnął cicho, wtulając twarz w jego włosy. Pachniał jego szamponem, to całkiem urokliwe.
Będzie musiał chyba sam się wszystkiego dowiedzieć, pytanie tylko jak? Yoongi już wypatrzył w nim rywala, zauważył to od razu i jakoś nie czuł się z tym źle. Lubił go, był mega zdolny i sympatyczny, jednak jeśli miałby wybierać, to wolałby utracić tę znajomość, niż zrezygnować z tego malucha. Chybaby zwariował, gdyby zobaczył ich całujących się.
Po chwili zauważył, że Tae się rozbudza. Uśmiechnął się i przysunął swoją twarz do niego, wpatrując się w niego uważnie.
- Cześć, Taeś. - zamruczał, miziając go czule po mięciutkim policzku. Chłopaczek otworzył zaspane oczy, przez chwilę zastygając. Na jego policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, co Hoseoka całkowicie rozczuliło.
- Och, witaj hyung. Um... - zwilżył wargi językiem. Brunet przejechał palcem tuż przy kąciku jego warg, wycierając mokry ślad rozbawiony. Kim spojrzał na niego widocznie zawstydzony.
- Jeju, znowu robię z siebie głupka. Czy zawsze muszę Ci zaślinić całą poduszkę? - jęknął, chowając twarz w dłoniach. Starszy złapał go za nadgarstki, odsuwając je od jego pięknej buźki.
- Od tego ona jest. Poza tym przy mnie nie musisz się wstydzić takich rzeczy, widziałem już wiele zjawisk, Ty jesteś w tym wszystkim uroczy.
- Hyuung! Przepraszam za wczoraj... Dzisiaj w sumie. Nie chciałem tak wymiotować, to pewnie było wstrętne. - wypalił nagle, na jego twarzy zaś pojawił się strach, zwątpienie i niewyobrażalne zażenowanie. Hoseok westchnął i musnął jego nos.
- Nie mów tak. Cieszę się, że mogłem się Tobą zaopiekować. Nic, co tyczy się Ciebie nie może być wstrętne.
Młodszy zarumienił się jeszcze bardziej i wtulił twarz w jego szyję.
- Dziękuję.

Koło południa brunet odwiózł go do parku. Pożegnali się czułym uściskiem, co dało mu energię na cały kolejny dzień.



***


- Mam z Wami występować? Przecież nie znam reszty... - zdziwił się Jin, siadając obok Sugi z miską popcornu. Nie myślał nawet o takich zabawach, wieki już nie śpiewał, teraz zaś miałby dołączyć do ich zespołu?
- Potrafisz śpiewać, jesteś przystojny. Od razu przyciągniesz nam masę fanek. - wzruszył ramionami młodszy, sięgając po białe kulki, wrzucając je do ust. Widać było, że to dla niego prosta sprawa i oczekuje twierdzącej odpowiedzi. Cóż miał więc z tym fantem począć? Niekoniecznie zależało mu na jakieś sławie, z drugiej strony spędzałby jeszcze więcej czasu z Yoongim, co było kuszące.
- Nie tańczę.
- Ja też nie. Damy radę hyung, to nie może być aż takie trudne, najwyżej wystawimy na środek Jungkooka.
- Nie Hoseoka? - zerknął na niego kątem oka. Zauważył, że różowowłosy nieco się spiął.
- Go też, mniejsza. Zgadzasz się? W piątek byłaby pierwsza próba, musimy mieć już pełen skład. Praca nad tekstem nie będzie kwestią godziny, musimy zaplanować partie dla wokalu i rapu.
- Um... No dobra, co mi szkodzi.
- I prawidłowo!
- Buzi w nagrodę? - wyszczerzył się i ujął w dłoń jego podbródek. Suga rozchylił nieco wargi, po czym przysunął się do niego, czule muskając jego usta.



***



Przez kolejny tydzień Hoseok miał urwanie głowy. Po lekcjach prowadził zajęcia taneczne, potem biegł do Namjoona i pracował z nim nad muzyką, w międzyczasie ucząc się do egzaminów, które miał zdawać za jakiś czas. Ostatnia klasa mimo wszystko zobowiązywała, co trochę go zasmuciło, bowiem nie widywał się praktycznie z Tae. Jedyną ulgą były właśnie te nieszczęsne tańce.
Jimin całkowicie zajmował się już Jungkookiem, co lekko Hoseoka zszokowało. Spędzali ze sobą większość przerw, młodszy już nawet na niego nie krzyczał na próbach, gdy Park coś tam mu poprawiał. Zaskakujące, chociaż to pewnie przez tę aferę. Kookie zrobił się w ogóle jakiś bardziej radosny niż zawsze. Jess to jednak była najlepsza! Nie spodziewał się po niej takiej motywacji, genialnych pomysłów i chęci pomocy. Miała przecież swoją medycynę, która jakby nie patrzeć była niesamowicie męcząca, dodatkowo przecież udzielała się wszędzie i miała Namjoona. Jak ona znajdowała na wszystko czas? W każdym razie chyba uratowała im wszystkim tyłki, będzie musiał jej to wynagrodzić.
Na jednej z przerw rozmawiał z Tae o jej propozycji. Młodszy był strasznie niezdecydowany, wymigiwał się nauką, jednak na szczęście do akcji wkroczył Jimin, który zaczął marudzić i go przekonywać, przez co blondyn przystał na to, chociaż niekoniecznie z własnej woli. Korzystając więc z okazji umówił się z nim w sali muzycznej, by sprawdzić w czym czuje się najlepiej. Skoro mają stworzyć tekst to taki, by jego maluch się z nim dobrze czuł.
- Mam śpiewać ot tak? - zadrżał, wpatrując się niepewnie w mikrofon. Hosoek uśmiechnął się i skinął głową, przygotowując sprzęt.
- Nie martw się. Zaśpiewać coś, co lubisz, chcę tylko poznać Twoją barwę głosu, byś nie musiał śpiewać w złej tonacji. - podał mu słuchawki. - Jaki podkład?
- Hm... Może Adele? Someone Like You.
Brunet szybko ściągnął odpowiednią piosenkę i uniósł kciuk ku górze, włączając ją. Tae posłusznie wbił wzrok w mikrofon, przymykając powieki. Po chwili pod Hoseokiem zapadła się podłoga.

Never mind, I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you, too
Don't forget me, I beg, I remember you said
Sometimes it lasts in love, but sometimes it hurts instead, yeah

Głos Tae był... naprawdę piękny. Niski, głęboki. Całkowicie inny od tego uroczego, codziennego tonu. Miał ciarki na całym ciele, nie mógł oderwać od niego wzroku. Idealny. Taehyung był wspaniały, najlepszy. Z każdym śpiewanym wersem coraz bardziej był w nim zauroczony. Serce biło mu mocniej.
- Tae... - westchnął cicho, gdy chłopak odstawił słuchawki i podszedł do niego. Wpatrywał się w niego jak w anioła, po czym po prostu podszedł do niego i objął go mocno, wtulając w siebie.
Cholera. Oszalał. Całkowicie zwariował na jego punkcie.
Młodszy niepewnie wtulił się w jego tors, opierając dłonie na jego ramionach. Brunet ostatkiem sił powstrzymywał się przed rzuceniem na niego. Pragnął go pocałować. Chciał go skosztować, pieścić i móc kochać. Mieć tylko dla siebie i sprawić, by już nigdy nie płakał. Powinien być z nim zawsze, gdy wymiotuje, ścierać rano ślinę z jego policzków, przynosić mu ubranka...
- Tak hyung? - zamruczał młodszy, zerkając na niego pytająco. Jego spojrzenie zabijało Hoseoka od środka, coraz bardziej kusiło.
- Mogę coś zrobić? Nie będziesz zły?- przyjrzał mu się uważnie. Blondyn skinął głową, uśmiechając się, dając tym samym przyzwolenie. Jung odetchnął, po czym schylił się odrobinę. Przymknął powieki i zbliżył do jego ust. Zaraz go pocałuje...
BUM.
- Hoseok zjebie! - rozległ się głos Jimina. Para szybko od siebie odskoczyła. Taehyung był cały czerwony, Jung zaś wściekły i zawstydzony. Park otworzył usta zdumiony, po czym szybko zamknął drzwi, odchodząc.
- Um. Idziemy? - zapytał brunet niepewnie. Zabije tego gnojka, naprawdę. Drugi raz im przerwał. DRUGI. Co za cholerny, wkurzający dupek!






Zapraszam do komentowania ;)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

24. I need U boy

Ostatnie minuty ankiety ;))





Mózg Jimina niemal parował. Miał raptem kilka sekund, by opracować plan bitwy.
Geniusz, przystojniak i Bóg Seksu kontra Ciasteczkowa Cnota
Wszystkie chwyty dozwolone, jednak liczyła się technika i precyzja. Łatwo będzie popełnić błąd i nadepnąć na minę, a zakończy się to śmiercią tej niesamowitej miłości i chcicy najlepszego przyjaciela Parka, który otrzymał wdzięczne imię 'ChimChim Rozpruwacz". Nie mógł działać pochopnie, gdyż przecież odpowiada też za dobre samopoczucie swojego kolegi.
No i najważniejsze...
Może zjeść ciasteczko, albo nie zjeść, trzeba spinać poślady i się postarać!

- Co chcesz robić, Jimin? - Kookie przysiadł po turecku na łóżku, przodem do chłopaka. Jimin zerknął na niego z dołu, po czym skinął głową na laptopa.
- Podaj, obejrzymy coś.
Młodszy posłusznie wszystko przyniósł. Świat się kończył. Ciastek nie komentuje, zaś on sam ściąga pomysły tego ułoma Hoseoka. ON. Super mega seksowny, idealny podrywacz bierze przykład z kogoś, kto nawet nie potrafi zająć się jak mężczyzna Tae. A przecież ciągle drugi raz już mu daje okazję, by cokolwiek zdziałał! Mniejsza. Teraz trzeba się zająć swoim facetem.
Jimin przejął komputer i poklepał miejsce obok siebie, na którym chwilę potem siedział zaciekawiony chłopiec. Co włączy? Oczywiście film z masą erotyzmu, a co!
Wskoczyli pod kołdrę i zaczęli oglądać. Początkowo akcja była nieciekawa, jednak nie było to istotne. Ciastek był blisko, czuł jego żel pod prysznic i zapach szamponu, całkiem urocze. Niby od niechcenia objął go ramieniem, smyrając po ramieniu, na co Kookie przystał, nawet się nie odsuwając. Chwilę później zaczęły się wiadome sceny. Ciche jęki były naprawdę efektowne, sam Jimin czuł, że robi mu się gorąco. Spocone ciała, ostre pieszczoty i oczywiście gejowski związek. Nie mógł się powstrzymać!
Zerknął na młodszego, który był zarumieniony. Nie obrzydzało go to, to już był dobry znak. Tego typu wprowadzenie pewnie ułatwi mu odnalezienie się później w sytuacjach tego typu. Z Jiminem rzecz jasna.
- Mhm... - wymsknęło się Jungkookowi, gdy zaczął się prawdziwy, namiętny seks. Park jakby słyszał jego szalejące serce, bowiem wysoką temperaturę wyczuł natychmiast.
- Może wyłączymy?
Jimin przygryzł wargę, unosząc brew ku górze. O nie nie nie. Nie ma tak dobrze, maluchu.
- Mi się podoba, Ciastek. - zamruczał cicho, zatrzymując rękę na jego ramieniu. Ścisnął je nieco, po czym wbił w niego wzrok. - Czyżbyś bał się oglądać erotyków? - przysunął twarz do jego ucha, szepcząc mu to zmysłowo. Jungkook spojrzał na niego, zaś jego oczy stały się nieco większe. Był zestresowany.
- To kłopotliwe.
- Doprawdy?
Niemal dotykał ustami jego płatka, na co młodszy zareagował dreszczami. Jimin nie chciał zmarnować takiej okazji. Powoli przejechał językiem po małżowinie, następnie wsuwając okolczykowaną część płatka do ust.
- Jimin... Co Ty... Uh...
- Co ja? Nic. Oglądaj dalej, Ciastek. Mną się nie przejmuj. - westchnął, zsuwając się nieco niżej. Jedną ręką zamknął laptopa, druga zaś objął chłopaka w pasie, przyciągając nieco do siebie. Wgryzł się w jego szyję nieco dziko, po chwili liżąc rankę, która w wyniku tej czynności powstała. Młodszy położył dłoń na jego ramieniu i starał się go odepchnąć, jednak emocje chyba odebrały mu wszelkie siły. Z rozchylonych ust wydobywały się ciche westchnięcia, gdy starszy zaczął atakować jego szyję w innych miejscach. Raz delikatnie, innym zaś brutalnie.
- Jim... Nie możemy...
- Możemy, Ciastek. Pozwól mi, a obiecuję, że będziesz najszczęśliwszy na ziemi. - odsunął się od jego skóry, po czym spojrzał mu w oczy. Ujął jego podbródek w długie palce, zmuszając do kontaktu wzrokowego. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ale...
- Cii. - przyłożył palec do jego ust, kciukiem wodząc po dolnej wardze, która po chwili nieco opadła. - Nie zmuszę Cię do niczego. Chcę tylko zasmakować Twoich ust.
I to powiedziawszy delikatnie musnął wargami jego. Nie było to szalone. Ot, delikatny, subtelny pocałunek, jednak Parkowi serce zabiło mocniej. Czuł dreszcze na całym ciele, zaś w podbrzuszu latały mu jakieś dziwne motyle. I nie, nie chodziło tu o podniecenie. Te małe, różowe usteczka były najpyszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek skosztował, a było tego od groma.
Kookie nie odsunął się. Jakby zastygł, nie mogąc się poruszyć. Jimin więc przyciągnął go do siebie, obejmując dalej w pasie, drugą dłonią zaś pogładził jego policzek. Powoli naparł na niego mocniej, językiem rozchylając usta. Te stawiały opór, jednak po kilku sekundach mocniejszych całusów ochoczo zaprosiły go do środka.
Śliski potworek wdarł się tam bez zastanowienia, namiętnie pieszcząc jego języczek, który nieco niepewnie starał się odwzajemnić tę rozkosz. Było to nieporadne, koślawe, jednak sprawiało, że Jimin niemal nie eksplodował. Czyżby to był jego prawdziwy pocałunek? Ten pierwszy z jakimikolwiek emocjami poza pożądaniem?
Na ten moment nawet nie potrzebował jego tyłka. Ten nieśmiały języczek, który raz po raz trącał jego, był lepszy niż cała noc seksu z najlepszymi kochankami.
Leniwie uchylił powieki. Ten widok zapierał dech w piersiach. Te zamknięte oczy, czerwone policzki. Najpiękniejsze cudo na tej ziemi.
Zsunął dwie dłonie na jego plecy i wtulił go w siebie mocno. Niemal wychodził z siebie, by tylko ten pocałunek cokolwiek w myśleniu Jungkooka zmienił.
Młodszy niepewnie objął go za szyję. Emocje targały nim niemiłosiernie, gdy poczuł jego place w swoich włosach. Chyba brakowało mu powietrza.
Po chwili Kookie odsunął się, oddychając płytko. Jego usta były nieco podrażnione, stały się aż pełniejsze.
- Jim...
- Tak? - wysapał, patrząc na niego niepewnie, ale i z nadzieją.
- Ja... ja nie wiem... - wyjąkał, zaciskając dłonie na jego ramionach. - To wszystko... Ach. Mam mętlik w głowie.
- Spokojnie. - złapał go za głowię i wtulił jego twarz w swój tors. Zamknął go w swoich ramionach, jakby chciał go uratować przed całym złem tego świata. - Nie zrobię Ci krzywdy.
- Ja... Nie potrafię Jimin, nie robiłem jeszcze niczego...
- Nie musimy robić niczego więcej. Wystarczy mi, że będziesz obok, Maluchu. - pogłaskał go po pleckach, starając się uspokoić oszalałe z nadmiaru emocji serce.




***



Hoseok czekał pod galerią już o czwartej. Nie mógł wysiedzieć w domu, niemal go roznosiło od środka. Znowu będzie mógł zabrać go do siebie. Nadarzy się okazja i może coś z tego wyjdzie. Miał dzisiaj cholerną motywację, by zdziałać coś wielkiego, w końcu Jimin i Suga już go całkowicie wytrącili z równowagi, nie da im satysfakcji.
Dochodziła piąta, zaś emocje w nim narastały. Chodził po parkingu jak oszalały, starając się zapanować nad ciężkim biciem serca i natłokiem myśli w głowie. Dzisiaj jest jego wielki dzień! Zobaczy swoje...
Bóstwo.
Tae wychodził właśnie zza rogu. Skórzane spodnie, które opinały jego szczupłe uda, czerwona koszulka z dziwnymi wycięciami a na to luźna kurtka. Włosy w artystycznym nieładzie, zaś na twarz delikatny, ale perfekcyjny makijaż. Tak, to ideał sam w sobie.
Niewiele myśląc niemal do niego podbiegł.
- Witaj Tae. - uśmiechnął się, po chwili jednak zamarł. Taehyung chyba był w kiepskim stanie.
- Cześć hyung. - powiedział cicho, zerkając na niego niepewnie. - Przepraszam, źle się czuję.
Hope skinął głową, po czym objął go ramieniem i zaprowadził do samochodu. Zapiął pasy i ruszył szybko w stronę swojego domu. Czuł od niego woń alkohol i jakby... papierosów?
- Paliłeś? - spojrzał na niego zaskoczony, skręcając energicznie w drogę prowadzącą na skróty.
- Nie ja.. Ludzie dookoła i przesiąknąłem.
Jego głos był zmarnowany. Gdzie uśmiech, gdzie wieczna radość? Czemu do cholery Tae był bez życia?!
Gdy podjechali pod dom, szybko otworzył drzwi nie wiedząc, cóż takiego ma ze sobą począć. Czy z nim raczej. Pomógł mu zdjąć kurtkę uważając, by się nie potknął. Nie wyglądał na kompletnie pijanego, jednak coś się działo, on nie miał pojęcia zaś co.
- Hyung... - młodszy złapał go za ramię, druga ręka zaś mu zadrżała. - Muszę do toalety.
Hope skinął głową i pociągnął go w stronę łazienki. Blondyn od razu podbiegł do ubikacji i zaczął wymiotować, wprawiając bruneta w stan osłupienia. Klęczał na posadzce, zaś głowa niemal wpadała mu do środka.
- Cholera jasna... - jęknął starszy i podbiegł do niego, od razu przytrzymując go za ramię, drugą ręką zaś zaczął odgarniać jego włosy. Wbił wzrok w usta chłopaka, z których co rusz wylatywała kolejna porcja nieprzyjemnej wydzieliny. - Moje biedactwo. - mruknął, muskając wargami jego kark. Jakoś tak... Nawet nie czuł obrzydzenia. Bardziej strach o tego biedaka, który musiał zbyt ostro zabalować.
Po dłuższej chwili młodszy opadł na posadzkę, wycierając twarz wierzchem dłoni. Hoseok sięgnął po ręcznik i podał mu go niepewnie.
- Wszystko w porządku? Już Ci lepiej, Taeś? - przykucnął, nie wiedząc co ze sobą począć. Nie robił za niańkę nigdy, a już na pewno nie dla kogoś tak małego i kochanego. Pogładził jego włosy delikatnie.
- Namieszałem, dali mi coś dziwnego do picia... - szepnął, wycierając z policzków łzy. Hope nie mógł się powstrzymać. Objął go ramionach i wtulił w siebie mocno. Jeju. Nawet zarzygany był idealny. - Muszę się umyć.
Starszy skinął głową i go puścił, po czym podszedł do wanny, nalewając gorącej wody. W międzyczasie przygotował ręczniki i szlafrok, oraz nową szczoteczkę do zębów.
- Chodź. - pomógł mu wstać, po czym zlustrował go uważnie wzrokiem. Raz kozie śmierć.
Złapał za jego koszulkę i zdjął ją, rzucając na ziemię. Taehyung nie protestował. Wpatrywał się tylko w niego tymi cholernymi oczkami, jakby chciał przejrzeć na wylot całą jego duszę i pogmatwany umysł.
Schylił się i zaczął rozwiązywać jego buty.
- Czemu jesteś taki miły, hyung? - usłyszał nagle. Zerknął na niego zaskoczony pytaniem.
- Czemu miałbym nie być, Tae? - zsunął z jego stóp buty, po czym wyprostował się.
- Hm... Nie wiem, po prostu... Nie wiem jak się do tego odnieść... - wyjąkał, zaciskając dłonie w piąstki. Jung rozchylił wargi widząc, jak do jego oczu napływają łzy. - Dziękuję...
- Ej, nie płacz... - mruknął zestresowany. Tae się rozklejał, on zaś nie wiedział co ma ze sobą począć. - Co się dzieje?
- Nic hyung. Ja... Nie wiem. Nic nie wiem... - pociągnął nosem.
Przez ciało starszego przeszedł dreszcz. Niepewnie położył dłoń na jego karku i przyciągnął go do siebie. Serce mu szalało, łamało się na kawałeczki. Dlaczego ten malec cierpiał? Kto doprowadził go do takiego stanu?
- Możesz mi zaufać, Tae. Zawsze będę po Twojej stronie... Nigdy Cię nie opuszczę. Pamiętaj... Choćby cały świat się walił, to i tak będziesz miał we mnie wsparcie i będziesz mógł mi zaufać.
- Dziękuję... Dziękuję hyung...

Po dłuższej kąpieli młodszy przyszedł do jego pokoju. Był w lepszym stanie, jakby życie znowu do niego wróciło. Nieco niezdarnie wczłapał się na jego łóżko, od razu chowając się pod kołdrą. Hoseok uśmiechnął się delikatnie i pogładził go po policzku.
- Wszystko w porządku?
- Tak. - blondyn wyszczerzył się i niespodziewanie objął go w pasie, wtulając się w jego tors. - Jesteś najlepszy, wiesz? Cieszę się, że Cię mam.
- Zawsze będziesz mnie mieć. - wypalił, po chwili nieco przegryzając wargę. Cholera. Już nawet nie panował nad własnymi odruchami. Zresztą... Po co miałby je w sobie dusić? Zależało mu. Nawet, jeśli jego dzisiejszy plan podrywu nie wypalił, to i tak był szczęśliwy. Miał go przy sobie, mógł go dotknąć i przytulić. Niech sobie Jimin rucha co popadnie, on nie chciał spieprzyć czegoś tak pięknego na rzecz zaspokojenia własnego członka. W końcu Tae był najważniejszy.
- Mogę coś zrobić? - zapytał blondyn, unosząc się nieco nad nim. Oparł dłoń na jego torsie, wpatrując się uważnie w jego oczy. Hoseok aż przełknął ciężej ślinę, serce zaczęło bić szybciej w jego piersi.
- Jasne... - skinął głową, kładąc rękę na plecy chłopaczka. Ten zbliżył się do jego twarzy i delikatnie musnął jego policzek. Po tym wszystkim jeszcze sekundę pozostawał w takiej pozycji, po czym odsunął się, jakby czekając na reakcję.
- Za co to? - zapytał brunet.
- Za to, że jesteś. - wyszczerzył się i opadł obok, natychmiast zamykając oczy. - Dobranoc!
- Um... Dobranoc maluszku. - uśmiechnął się i położył obok, obejmując go w pasie.









Proszę ładnie o komentarze ;)

niedziela, 31 maja 2015

23. I need U boy

Ostatni dzień ankiety. Vhope czy JiKook? Decydujcie!





Namjoon obejmował Jess ramieniem, zerkając od niechcenia na jej notatki z anatomii. Nie miał pojęcia, co taka rozrywkowa i pełna życia dziewczyna widziała w biologii czy chemii. Widziałby ja bardziej jako aktorkę czy jakąś kobietę biznesu, nie zaś jako lekarza. W dodatku miała niezwykle ambitne plany, by operować ludzi.
Westchnął cicho u musnął jej policzek, przyciągając nieco do siebie. Wtulił twarz w jej szyję, rozkoszując się przyjemnym zapachem kwiatowych perfum. Uwielbiał zapach jej skóry, jej szamponu, nie wspominając o niezwykle wspaniałym uczuciu, gdy wtulał się w nią po udanym stosunku. Cholera, chyba tracił dla niej głowę całkowicie.
- Dlaczego tak naprawdę ich tutaj ściągnęłaś, skarbie? - zapytał, muskając jej rękę palcami. Dziewczyna zsunęła z nosa okulary i odłożyła je na stolik, jej zeszyt chwilę później też do nich dołączył.
- Musiałam powiedzieć coś, co by przekonało moją ciocię. Byłam dzisiaj u niej i strasznie nakłamałam, zaś i tak nie przekonałoby to jej całkowicie. Dla tej kobiety liczy się prestiż. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki wywiad musiałam zrobić, bo dowiedzieć się coś o jego znajomych. Wszystko musiało do siebie pasować, gdyż ona nie ma nic do roboty, całymi dniami knuje jakieś intrygi. - westchnęła, opierając głowę na jego piersi. - Nasza rodzina nie jest normalna Namjoon. Od pieniędzy poprzewracało im się w głowach, brakuje im empatii i nie potrafią dostrzec, że dzieci cierpią. Jungkook naprawdę był słodkim dzieckiem. Zawsze się śmiał, biegał i domagał uwagi. Byłam wtedy mała, jednak pamiętam doskonale jego uśmiech. Potem zaczął się wiek szkolny i nagle wszystko zniknęło. Odciął się od ludzi, siedział zamknięty w domu. Na spotkaniach rodzinnych prawie się nie odzywał, jakby się bał cokolwiek powiedzieć, bo matka i ojciec patrzyli na niego cały czas, coby im nie przyniósł wstydu. Sam rozumiesz... Zamknął się w sobie i tak było przez kilkanaście lat. Nie mogłam nic zrobić i czułam się winna temu wszystkiemu. Sama się odcięłam i zbuntowałam, zaczęłam inwestować w swoje pasje, tańczyłam i imprezowałam. Z tym, że moja pamięć była aż nader wybitna. Nie ma wiele takich jednostek jak ja, czy ten Taehyung. Mamy predyspozycje i wszystko nam samo wchodzi do głowy, Kookie zaś musiał siedzieć i się uczyć, co mu nie pozwalało na zabawę. Zresztą sam widziałeś jaki był na początku.
- Chyba się domyślam o co Ci chodzi. Wrócił do żywych, prawda? Chciał się wyrwać, tak jak i Ty kilka lat temu.
- Otóż to. - skinęła głową, uśmiechając się. - Tak więc wracając do meritum. Zastanawiałam się cały tydzień co zrobić, by ciotka sama go zachęcała do zabawy. Wiesz... Musiałam zmanipulować ją tak, by nie wiedziała, że po prostu ją wykorzystuję. Nie jest zbyt myśląca, więc wykorzystałam wabik, na który każda światowa mamusia poleci, czyli sławny syn. Nie wiem, czy Jungkook lepiej tańczy, czy śpiewa, nie miałam okazji sprawdzić, jednak Hoseok nie narzekał na jego zdolności, a ufam mu w tej kwestii. Wtedy też wpadł mi do głowy ten pomysł. Skoro Ty, Suga i J-hope rapujecie, Kookie śpiewa, oboje też tańczą, to czemu by nie połączyć tego do kupy? Młody się zaprezentuje, matka się podjara, Hoseok będzie miał mniej roboty a Was bardziej zapamiętają. Sam przecież wiesz, że w Korei soliści mało mogą, liczą się zespoły z masą słodkich chłopców. Jak dodamy do tego Jimina, który nieźle tańczy i znajdziemy jeszcze chociaż jeden wokal, to damy radę stworzyć świetny hip-hopowy zespół. Musicie tylko porozmawiać z tym trzecim, bo niestety nie znam go za bardzo, tylko z widzenia.
- Mówiłem Ci już, że jesteś genialna? - zaśmiał się chłopak, przyciągając ją do siebie. Musnął delikatnie jej wargi, ona zaś na pieszczotę cicho zamruczała.
- Powtarzasz mi to codziennie, jednak nie przestawaj. Dodatkowo liczę na to, że stworzycie dobry tekst.
- A właśnie... Nie dogadaliśmy się zbyt dobrze odnośnie niego.
- Ogólnie zamysł był taki, by napisać piosenkę o dzieciakach, które utraciły marzenia. Kiedyś słodkie dzieci, teraz zmęczeni życiem nastolatkowie, którzy nie dążą do niczego, zmęczeni szkołą i wymaganiami dorosłych. Nauka, pieniądze... Zaś prawdziwe 'ja' jest tłumione wewnątrz. Tak jak w naszym Kookim.
- Hymn młodego pokolenia. Myślę, że damy sobie radę z tekstem. Gorzej z moim tańcem. - mruknął, opierając czoło o jej głowę. Jess przegryzła dolną wargę, po czym szepnęła zmysłowo:
- Zaraz Cię trochę porozciągam, od razu zachce Ci się ćwiczyć!



***



Następnego dnia Kookiego niemal rozpierała energia. Wstał wcześnie, ogarnął się i z zapałem przysiadł do nowych notatek, podjadając kanapki z sałatą i serem. Te prace były naprawdę dobre, praktycznie identyczne jak jego skrypty, a siedział nad nimi czasami godzinami. Teraz musiał tylko to wszystko wykuć, co dawało mu mniej więcej sześć godzin czasu wolnego, będzie mógł skoczyć z Jiminem na kolację i do kina, gdyż zarezerwował im już bilety na film.
Czy życie mogło być piękniejsze? Matka nawet stała się jakby milsza i zaproponowała, że znajdzie dobry sklep z obuwiem do tańczenia, by nie czuł się gorzej od reszty zespołu. Wprawdzie każdy tańczył tam w czymkolwiek, jednak skoro chciała, to nie będzie się kłócił. Nie spodziewał się w ogóle żadnej inicjatywy, zaś odzyskał kartę i jeszcze powiększyła mu kieszonkowe, każąc wybrać się do fryzjera i kosmetyczki, bo niby 'zarósł'.
Oczywiście wspomniała, że nie może opuścić się w nauce, bo wtedy koniec z konkursem, jednak chyba już sobie w głowie ułożyła gotowy scenariusz, że jej koleżanki z salonów i kawiarni będą jej zazdrościły wspaniałego syna, za którym szaleją fanki na całym świecie.
Jess była genialna, on sam nigdy by takiej intrygi nie uknuł, zaś jej chyba przyszło to całkiem łatwo. Sam fakt, że w ogóle się zainteresowała był zadziwiający, nie byli przecież przyjaciółmi, przez długi okres czasu prawie się nie odzywali do siebie, ona zaś jak rycerz na białym rumaku przybiegła mu na ratunek przed groźnym smokiem. W sumie... Namjoon jako biały ogier? Pasowało! Teraz już w ogóle nie mógł być zły na to, że są razem. Chyba sobie za dużo ubzdurał, bo wczoraj nawet nie czuł się zazdrosny, gdy blondyn ją pocałował. Wyglądali ładnie, byli inteligentni i mądrzy, studiowali i w dodatku każde z nich uratowało mu życie. W sumie Jess dwa razy, bo dzięki jej przyjęciu poznał Namjoona, który zmienił go na lepsze, potem zaś dziewczyna sprawiła, że mógł kontynuować swoje piękne życie z przyjaciółmi. Ta dwójka była parą wybawców, czymś na wzór aniołów stróżów. Zawsze czuwali nad jego bezpieczeństwem i dbali o samopoczucie. Chyba będzie musiał się jakoś odwdzięczyć, pytanie tylko jak? Drogie prezenty były oklepane, będzie musiał się wysilić.
W sumie... Jimin też był w pewnym stopniu aniołem, tylko trochę upadłym. Zboczonym, czasami irytującym, trochę głupkowatym, jednak mimo to dbał o niego wtedy, gdy tamci nie mogli. Czyż życie nie jest piękne? Miał trójkę wielkich przyjaciół, wielu kolegów i nowe koleżanki. Zespół, który niedługo ewoluuje w coś na wzór prawdziwego boysbandu, będzie śpiewał i tańczył z prawdziwie zdolnymi osobami.
Nic już nie może go zniszczyć. Przez ciernie do gwiazd!



***



- Dzień dobry Yoongi. - Jin zerknął na różowowłosego przez ramię, uśmiechając się szeroko. Ostatnio radość wręcz z niego wypływała, wszystko wydawało mu się piękne, kochane i dobre, nie miał nawet głowy do smucenia się. Oszalał przez swoją miłość do tego chłopaka, nie miał już nawet siły jej ukrywać, zresztą młodszy nie odtrącił go jeszcze ani razu. Może niekoniecznie zachowywali się tak, jak para, jednak wystarczały mu nawet te miłe gesty.
- Cześć hyung! - odpowiedział Suga i przysiadł na krześle i ziewając przeciągle.
Kim szybko włączył czajnik, po czym przygotował herbatę, którą podał ukochanemu, chwilę później zaś do napoju dołączyły jajka i tosty, które ten tak uwielbiał.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytał starszy, wracając do wycierania blatów.
- Muszę się spotkać z Namjoonem i Hoseokiem, te głupki coś knują.
- Będziesz jadł w domu, czy gdzieś na mieście? Nie wiem ile mam szykować. - odwrócił się do niego przodem, czyszcząc wazon szmatką. Yoongi połknął jedzenie, po czym upił łyk herbaty.
- Będę pewnie na kolacji dopiero, możemy wyskoczyć coś zjeść do restauracji. Nie chcę, byś się zamęczył w tej kuchni, raz na jakiś czas wyjść nie zaszkodzi.
Jin skinął głową i odłożył szklane naczynie na blat, po czym zawiesił ściereczkę na haczyku i zdjął różowy fartuch, w którym zwykł sprzątać. Dawno już nigdzie nie wychodzili, więc bardzo się ucieszył. Czyś to nie było coś na wzór randki?
Podszedł do Sugi, który ziewnął sobie, po czym nachylił się i ukąsił delikatnie jego dolną wagę.
- Niech będzie, Yoongi.
Młodszy westchnął cicho, przymykając powieki, co Jin uznał za przyzwolenie. Wpił się w jego usta namiętnie, gładząc dłonią jego blady policzek. Czuł w brzuchu przyjemne motylki, zaś serce biło mu znowu jak oszalałe. Nie mógł zapanować nad swoimi odruchami, młodszy działał na niego wręcz zbyt mocno. W dodatku tak pięknie mu było w tym kolorze włosów. Miał słabość do różu, chyba to było powód tego uzależnienia.
Yoongi odwzajemnił pieszczotę. Z dnia na dzień coraz bardziej przybliżali się do siebie. Początkowo ciężko im było się przełamać jednak szatyn nie miał już siły udawać i postawił wszystko na jedną kartę. Nawet, jeśli potem będzie płakał, to te chwile przyjemności wynagrodzą mu późniejsze cierpienia. Warto. Dla takiego chłopaka warto rzucić wszystko.



***



Po południu całą trójka siedziała już w mieszkaniu Namjoona. Jess przygotowała im przekąski po czym wytłumaczyła Yoongiemu swój pomysł na zespół i piosenkę. Różowowłosy musiał przyznać, że nie była to najgorsza wizja, dziewczyna miała wyobraźnię a tekst o tego typu problemach byłby świeży i oryginalny, dodatkowo też idealnie nadawał się na występ dzieciaków z liceum. Temat bliski wielu, więc przyjmie się go raczej pozytywnie. Że też sam na to nie wpadł, wstyd.
Kwestia tańca średnio do niego przemawiała, jednak stwierdził, że zawsze coś wykombinuje i nie będzie się z równie niezadowolonym Monsterem pchał na przód. Na pytanie o to, czy mają na oku jakiś wokalistów (z zaznaczeniem, że mają być przystojni) bez wahania odparł:
- Jin śpiewał, ma całkiem dobry głos. - odparł. - Gorzej z tańcem, jego zdolności są na poziomie Monstera. - uśmiechnął się, widząc niezadowolonego blondyna.
- Jestem raperem, nie tancerką.
Hoseok szturchnął go, krzywiąc się.
- Nie mów tak, bo oberwiesz.
- Jimin śpiewa? - zapytała Jess, przerywając im te dziecinne sprzeczki.
Yoongi zmarszczył brwi, patrząc na nią zaskoczony. Jeszcze tego brakowało, by ten napakowany gagatek występował z nimi,
- Twierdzi, że umie wszystko, więc pewnie jakieś tam zdolności posiada. - wzruszył ramionami Hoseok.
- To on też z nami będzie? - przegryzł wargę najstarszy, wbijając spojrzenie w Jess. Ta uśmiechnęła się delikatnie.
- Coś nie tak? Nie lubisz go?
- Nie, skądże. Nie mam z nim styczności, tak tylko pytam. - mruknął, opierając się o kanapę.
- O! Racja! Hoseok! Ten Twój słodki blondynek coś potrafi? Potrzebujemy jednego chłopaczka, na którego polecą szalone nastolatki, a na zdjęciach wyglądał rozkosznie.
Yoongi aż rozchylił usta, wbijając mordercze spojrzenie w bruneta. Że niby kto?
- Taehyung? Wiem, że tańczy, nawet całkiem nieźle.
Stop. Stop. STOP! Że JEGO Tae? Jak to JEGO? Na jakiej podstawie niby? Co ta kobieta gada? I oczywiście zasadnicze pytanie - czemu ten ciołek nie zaprzeczył?
- Taehyung też śpiewa. Coś kiepsko znasz swojego kolegę, Hoseok. - odparł wyraźnie niezadowolony różowowłosy, patrząc mu intensywnie w oczy. Brunet uśmiechnął się nieco niepewnie, jednak Yoongi mógł przysiąc, że widział w tych ciemnych tęczówkach jakiś błysk.
- Znam go od najważniejszej strony, jednak spokojnie. Niedługo będę wiedział więcej, niż Ty. Sukcesywnie nadrabiam braki.
W niższym aż się coś zagotowało. Nie rozumiał tej sytuacji, jednak bez wątpienia Hoseok stał się tego dnia jego prawdziwym rywalem w miłości. Mógł się domyślić wcześniej, w końcu się kręcił jak jakiś wrzód i był za blisko.
Czy to wszystko staje na głowie i los chce go wykończyć? Teraz ma na głowie napakowanego przystojniaczka, wielką gwiazdę Hoseoka, może jeszcze ktoś ma zamiar zacząć zarywać do jego chłopaka?
Uh. Tak nie do końca jego.
Zresztą jest jeszcze Jin.
- O! W takim razie porozmawiajcie z nim i zapytajcie, czy nie zechciałby dołączyć.
Szlag by to. Przecież jak będzie tam całe kółko wzajemnej adoracji... On, Jimin, Hoseok i Tae, z drugiej strony Jin. Ktoś zginie, nie było ku temu wątpliwości.



***



- Ten film był genialny! Może i zakończenie mogli zrobić inne, jednak i tak bardzo mi się podobało.
Jimin z Kookim wychodzili właśnie z sali kinowej, całkowicie rozluźnieni i zadowoleni. Wybrali się na jakąś głupią komedię, którą Ciastek chciał zobaczyć. Park nie bardzo, jednak i tak zaproponował wyjście, bo miał ochotę na oglądanie chłopaka. Obaj byli więc zadowoleni.
- Cieszę się, że było fajnie. To teraz co? Jedzenie? Burczy mi w brzuchu. - wyszczerzył się Park, obejmując go ramieniem. Młodszy skinął głową. Coś był ostatnio zbyt potulny. Dawał się nawet czasami objąć i już go nie wyzywał. Czyżby uderzył się w głowę?
Weszli do ładnie wyglądającej na zewnątrz restauracji. Wnętrze było urządzone w stylu wiktoriańskim, więc pewnie młodemu się spodoba, a wiadomo: zadowolony dzieciak, to więcej do macania dla Parka, chociaż musiał przyznać, że ostatnio już nawet jego zwierzęce zachowania jakby przycichły. Przez ten cały stres związany z jego szlabanem jakoś tak spoważniał i zaczął nawet myśleć, co nieczęsto mu się przecież zdarzało. Ten chłopak go zmieniał, zaczął się robić opiekuńczy i miły. Chociaż to już przy kontakcie z Tae zaczęło się objawiać. Może dojrzewał? Miał teraz dwóch maluchów, których musiał pilnować i których szczęście było dla niego bardzo ważne.
Nie wyobrażał sobie sytuacji, w której któremuś miałaby się stać krzywda, dlatego jego czas wolny uległ cięciom. Popołudnia w weekendy dla Ciastka, ranki dla Tae, w tygodniu wszystko na spontana. Przynajmniej miał wytłumaczenie na swoje nieuctwo, przecież musi ratować ich życia od nudy!
Przysiedli na fotelach i otworzyli karty. Może jakieś mięsko?
- Co bierzesz, Ciastek? Nie mam pomysłu, więc chcę to samo. - zagadał. Wziąłby małże, jedzenie ich mogło być w sumie seksowne, ale będzie udawał, że wcale nie jest erotomanem.
- Hm... Chyba jakiś makaron.
No i Ciastek zjebałeś. Pasta w żaden sposób nie była erotyczna. Chociaż jakby tak wciągał ten makaron...  Aż się uśmiechnął pod nosem.
Złożyli zamówienie.
Rozmowa zeszła na wiadomy temat. Jungkook był strasznie zafascynowany wizją tańczenia w zespole. Później szkoła, muzyka, znowu teatr, gdzie Jimin wymyślał sztuki, które nie istniały, byleby tylko zaszpanować "Bo to mało znane są, oglądałem w Europie!". Miał nadzieję, że Ciastek nigdy nie będzie tych nazw sprawdzał, bo wyjdzie na kłamcę i idiotę.
Koło jedenastej w nocy byli już pod domem młodszego. Już mieli się żegnać, gdy drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich matka chłopaka. Jimin szybko się skłonił, w końcu musiał być miły dla przyszłej teściowej.
- Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno odprowadzam Jungkooka, ale odrobinę straciłem poczucie czasu. - wypalił, skłaniając się nieco. Cholera, z młodymi ludźmi szło mu łatwiej.
Kobieta zlustrowała go uważnie wzrokiem.
- Witaj. Nie szkodzi, dziękuję, że o niego zadbałeś.
- Um. To jest Park Jimin mamo. - odparł Jungkook, nieco zestresowany. Matka chwilę nad czymś myślała, po czym aż się rozpromieniła.
- Och! Czyżby syn Park SooEun?
Jimin nieco się zdziwił, jednak tylko przytaknął głową. Co ma jego matka do rzeczy?
- Tak, zgadza się.
- Znam Twoją matkę z przyjęć. W każdym razie nie stójcie tak na dworze, wejdźcie do środka. - wpuściła ich do środka, odruchowo poprawiając włosy. Czyżby była odrobinę nawiedzona? - Jak się mają przygotowania do baletu, Jimin?
- Matka ciągle siedzi na próbach, prawie jej nie widuję, jednak sama pani rozumie. Takie przedsięwzięcie wymaga mobilizacji.
- To oczywiste. - wprowadziła ich do salonu. Naskrobała coś na telefonie, po czym przysiadła na fotelu, im wskazując kanapie. Gdyby Park wiedział, że czeka go poważna rozmowa z teściową, to jakieś kwiaty by kupił. Dobrze, że nie było ojca, bo zaraz by się zaczęły groźby, że jak go skrzywdzi, to mu siekierą ptaszka odetnie.
No cóż. Mimo wszystko to już poważny krok do przodu! Skoro poznał mamusię, to ślub jest kwestią czasu. Nie dość, że był genialny, to jeszcze szczęście go kochało.
- Słyszałam, że chcecie występować na konkursie. Zapewne tańczysz, zgadza się?
- Tak. Inna droga byłaby nieodpowiednia, w końcu moja rodzina jest mocno związana z tańcem i sztuką.
I się zaczęło. Ta nieznośna kobieta wypytywała go o wszystko, w życiu tyle nie nakłamał. Matka miała go za jakiegoś geniusza kulturalnego, on sam zaś przecież nie miał pojęcia, czym się różni pianino od fortepianu. W końcu wyglądało tak samo. A może to o organy chodziło?
W każdym razie gdy zakończyła wywiad było już trochę po północy, co ją wybitnie zaskoczyło. Wtedy też powiedziała coś, co obojga zwaliło z nóg.
- Może zostaniesz na noc? Niebezpiecznie jest tak chodzić samemu po nocach.
Dobra, Jest nawiedzona, ale już ją kocha!
- Och, nie chciałbym sprawiać pani i Jungkookowi problemów....
- Skądże, to z mojej winy tak się zasiedziałeś, więc to raczej ja sprawiłam Ci kłopot. Mamy wolne pokoje chyba, że chcesz nocować u mojego syna, ma dwa łóżka.
Bogini! Musi jej kupić coś dobrego!
- Hm. Dziękuję, w takim razie chętnie skorzystam. Mogę spać u Jungkooka, przynajmniej rano się nie zgubię. - uśmiechnął się niewinne, zaś w środku cieszył się jak małe dziecko.
- No to Jungkook, zaprowadź kolegę i daj mu coś na przebranie. Dobranoc!
Chłopcy skinęli głowami i ruszyli na górę. Kookie chyba był nieco zawstydzony, jednak to matka rządziła, prawda?
- Pierwszy raz ktoś u mnie nocuje... - mruknął ledwo słyszalnie, na co Park jeszcze bardziej się rozpromienił. Będzie jego pierwszym w każdym aspekcie!
- Zaczynasz się rozkręcać, Ciastek. Nie martw się, wspólne nocowanie jest zabawne.
Weszli do środka. Pokój Ciastka był typowy dla kujonka z dobrego domu. Masa książek, idealny porządek. Cały on.
Po chwili otrzymał jakieś ubranie a młodszy wskazał mu łazienkę. Żałował, że nie zabrał ze sobą swoich najseksowniejszych perfum, młodszy sam by mu wskoczył do łóżka. Mimo wszystko i tak trzeba doceniać to, co się ma. Zobaczy go rozczochranego z samego rana, cóż za słodycz!
Gdy się ogarnął nagle go olśniło.
- Tae! - mruknął do siebie, po czym szybko wykręcił numer Hoseoka. Miał nadzieję, że ten głupek nie spał.
- Co chcesz Jimin?! Wiesz, która jest godzina?
- Jest interes. Wbij po Tae pod galerię, bo zostaję na noc u Ciastka i nie mam możliwości. Koło 5, dam mu znać, że ma o tej skończyć imprezowanie.
- Och... No spoko, nie ma sprawy, tylko co on tak znowu szaleje? - jego głos od razu zrobił się przyjemniejszy. Przypadek?
- Ma wielu znajomych, przecież wiesz, że nie da się go nie kochać. W każdym razie dzięki! Wiszę Ci piwo!
I się szybko rozłączył, po czym wyszedł z łazienki, gdzie na łóżku siedział już wykąpany chłopaczek.
- Tam jest Twoje łóżko.
- Przecież nie pójdziemy spać tak wcześnie. To Twój pierwszy raz, musisz go zapamiętać. - wyszczerzył się i wskoczył na jego łóżko zadowolony. Może by wykorzystać technikę Hoseoka? Jakiś film, potem gryzienie w nos... Ciastek jest trochę ułomny seksualnie, trzeba się z nim cackać jak z dzieckiem.
No ale to idealna okazja.
Nie spieprz tego, Jimin!






Zapraszam do komentowania ;)